niedziela, 30 listopada 2014

BELL - lakiery do paznokci Glam Wear

Dziś chciałabym Wam przedstawić kolejną recenzję lakierów do paznokci - Bell Glam Wear; jak obiecuje producent "trwały, superkryjący lakier do paznokci z połyskiem".


Lakiery kupiłam stosunkowo niedawno, bo chyba w październiku; kosztowały coś około 10-11 zł za jeden. Lakiery mają pojemność 10 g/r, odcienie na zdjęciu to 423 (granat/fiolet) i 420 (bordo).


Lakiery mają dość wygodny pędzelek, nie za wąski, nie za szeroki, łatwo się nim operuje. Lakier jest niestety dość rzadki, a krycie jest baaardzo słabe. Jedna warstwa była w zasadzie przezroczysta, dwie były znośne, ale dla lepszego efektu trzeba było położyć trzy warstwy.

Trwałość... Wiem, że u mnie to nie jest zbyt miarodajne, ale jeśli pomaluję paznokcie wieczorem, to oczekuję że będą mi się trzymać dłużej niż do następnego dnia:/ W przypadku tych lakierów niestety już przed południem następnego dnia zaczynały mi się odpryski, nawet jeśli miałam je zabezpieczone topem.


Na powyższym zdjęciu w obu przypadkach mam dwie warstwy lakieru. Nie potrafiłam dobrze uchwycić koloru bordo - w rzeczywistości bliżej mu do tego co widać w butelce niż na paznokciach. Za to na pierwszym lakierze widać dość dobrze, że mimo że w buteleczce jest granatowy to na paznokciach okazuje się ewidentnie fioletem z granatowymi drobinkami.

Podsumowując - nigdy więcej tych lakierów nie kupię, poza kolorem i szerokością pędzelka nie widzę w nich nic pozytywnego. A generalnie opinie mają dość dobre, więc może po prostu mam jakieś dziwne paznokcie:>

A wy używałyście tych lakierów? Byłyście z nich zadowolone?

czwartek, 27 listopada 2014

YVES ROCHER - peelingujący olejek do dłoni

Korzystając z urodzinowej propozycji jaką przygotowało dla mnie Yves Rocher skusiłam się między innymi na peelingujący olejek do dłoni. To mój pierwszy tego rodzaju kosmetyk, do dłoni używałam tylko kremów do rąk, a i z tym różnie bywało :)

Najpierw to co znalazłam na stronie producenta:
Aby zapewnić dłoniom miękką skórę, należy regularnie stymulować jej odnowę komórkową. Zawarte w olejku nasiona truskawki doskonale złuszczają martwe warstwy naskórka. Formuła wzbogacona w arnikę dodatkowo chroni skórę przed czynnikami zewnętrznymi. Konsystencja olejku zapewnia skórze dłoni niezwykle aksamitne wykończenie.

Działanie: stymuluje odnowę komórkową skóry dłoni, chroni przed szkodliwymi czynnikami zewnętrznymi.
Składniki: arnika - kwiat oryginalnie pochodzący z górskich obszarów Europy, znana jest z ochronnych właściwości dla skóry. Aby chronić zagrożony gatunek jakim jest Arnika górska, Yves Rocher stosuje odmianę Arnica Chamissonis z ekologicznych upraw w La Gacilly.
Sposób użycia: nałożyć na zwilżone dłonie, delikatnie masować a następnie spłukać. Może być stosowany 2 razy w tygodniu.

I to co znalazło się na opakowaniu:
Niezwykle gładkie dłonie. Dzięki wyjątkowym roślinnym drobinkom olejek ten peelinguje Twoje dłonie sprawiając, że są one niezwykle piękne i gładkie. W minutę odzyskują miękkość i blask. Nakładać na suche dłonie, masować i spłukać letnią wodą. Stosować 1-2 razy w tygodniu. Nie stosować na twarz, ani na podrażnioną skórę. Zawiera ponad 99% składników pochodzenia naturalnego. Składniki pochodzenia roślinnego: wyciąg z arniki z ekologicznych upraw, nasiona truskawki, puder z pestek moreli, olej rzepakowy. Bez parabenów, olejów mineralnych. Nie zawiera składników pochodzenia zwierzęcego.


Przytoczyłam oba opisy (mimo, że są podobne) z jednego powodu, ale o tym za chwilę :)

Produkt zamknięty jest w miękkiej, plastikowej, przezroczystej tubce o pojemności 75 ml. Opakowanie posiada zamknięcie typu "klik". Regularna cena tego olejku to 17,90 zł, ja kupiłam je za 12,90 zł (promocja nadal trwa). Wygląd tubki jest bardzo estetyczny, a zatopione w olejku drobinki robią bardzo fajny efekt wizualny.

Skład produktu... Da mnie to nigdy nie miało znaczenia, nigdy się nie wczytywałam w takie szczegóły. Może dlatego, że nic mi chyba w kosmetykach specjalnie nie przeszkadza, nic mnie nie uczula - chyba, że o czymś nie wiem :) W każdym razie być może ktoś będzie chciał wiedzieć ciut więcej. Jeśli nie widać zbyt dobrze to przepisuję: glycerin, brassica campestris (rapeseed) seed oil, isopropyl palmitate, aqua/water/eau, sucrose laurate, centau-rea cyanus flower water, pruus armeniaca (apricot) seed powder, parfum/fragrance, fragaria vesca (strawberry) seed, alcohol, benzyl alcohol, xantham gum, tocopheryl acetate, linalool, sodium benzoate, citric acid, potassium sorbate, arnica chamissonis flower extract, tocopherol.

Produkt ma dość gęstą, olejową konsystencję z zatopionymi drobinkami. Olejek nie wylewa się sam z tubki, ale z drugiej strony bezproblemowo spływa po niej, co pozwoli na wykorzystanie go do końca - prawdopodobnie bez rozcinania. Po zapachu obiecywałam sobie bardzo dużo. Niestety w odróżnieniu od wszystkich testowanych przeze mnie żeli pod prysznic zapach nie jest obłędny. Ale bez obawy - nie jest zły, jest po prostu przyjemny :) Używając go pierwszy raz zastanawiałam się jaki znajomy zapach mi się przebija... Po weryfikacji opisu na tubce mi się rozjaśniło w głowie - to bardzo subtelny zapach truskawek. Taki ja przynajmniej wyczuwam jako ten główny.

A teraz wracam do powodu opublikowania dwóch opisów olejku - tego ze strony Yves Rocher i tego z tubki :) Okazuje się, że producent ma jakieś delikatne schizofreniczne objawy :P Na swojej stronie zaleca stosowanie produktu na zwilżone dłonie, ale na tubce sugeruje wmasowanie olejku w suchą skórę :) Przetestowałam oba sposoby i zdecydowanie bardziej do gustu przypadło mi stosowanie olejku na suchą skórę, a następnie zmycie go letnią wodą. Główna różnica między tymi sposobami aplikacji jest taka, że na zwilżonej skórze olejek zaczyna tworzyć konsystencję lekko kremową, mydlaną, mniej odczuwalny jest efekt peelingujący. A drobinki i tak nie tworzą jakiegoś wybitnego zdzieraka:P Ale dla mnie ważniejszym powodem wyboru aplikacji na suchą skórę jest różnica w "efekcie zapachowym" - nie wiem jak to inaczej ująć. Przy aplikacji "na sucho" główną nutą jest dla mnie ta delikatna woń truskawki, ale przy aplikacji na zwilżone dłonie przebija się inny zapach. Dla mnie to coś podobnego do zapachu... nie wiem, kleju biurowego, który kojarzy mi się z podstawówką? Nie sugerujcie się tym jednym zdaniem, bo naprawdę przy aplikacji na suchą skórę efekt zapachowy jest jak najbardziej w porządku.

Generalnie dla mnie efekt po użyciu jest bardzo pozytywny - skóra jest gładsza, jest też nawilżona/natłuszczona, ale mimo tego że stosujemy olejek to nie jest tłusta, wszystko zmywa się bez problemu pod wodą.
Produkt jest naprawdę bardzo wydajny - zużycie widoczne na zdjęciach to 5 lub 6 użyć, a trzeba wziąć pod uwagę, że to ta zwężona część tubki.

Ten produkt nie stanie się może moim ulubieńcem ani produktem typu "must have", ale z wielką przyjemnością będę do niego wracać, zwłaszcza w cenie promocyjnej :)

A wy używałyście już tego olejku? A może innych produktów tego typu?

niedziela, 23 listopada 2014

BINGOSPA - mleczko do mycia twarzy i szyi z jedwabiem

Jakiś czas temu korzystając z kuponu zniżkowego dołączonego do Shinyboxa zrobiłam mały nalot na sklep BingoSpa. Nabyłam wtedy między innymi mleczko do mycia twarzy i szyi z jedwabiem.
Co obiecuje producent?
Jedwab BingoSpa do mycia twarzy i szyi pomaga zachować wilgoć na powierzchni skóry wywołując efekt przyjemnego i długotrwałego uczucia świeżości oraz gładkość - skóra staje się przyjemna w dotyku i jedwabiście gładka. Aminokwasy wchodzące w skład jedwabiu BingoSpa wnikają do wnętrza wierzchniej warstwy skóry, zwiększając i utrwalając efekt głębokiego nawilżenia (głęboki efekt kondycjonujący). Polipeptydy - również będące składnikiem jedwabiu - posiadają silne właściwości błonotwórcze, tworzą cienki film ochronny na powierzchni skóry hamując utratę wody transepidermalnej i chroniąc skórę twarzy przed szkodliwym wpływem środowiska.
 Mleczko znajduje się z plastikowej buteleczce z pompką o pojemności 300 ml. Jego regularna cena to 14,90 zł, jednak bardzo często można je nabyć za 9,90 zł, czyli całkiem tanio :) Ma przyjemny, delikatny, mydlano-różany zapach i kremową, trochę lejącą konsystencję. Kolor mleczka - jak widać na zdjęciu - to mlecznoróżowy.


Mleczko jest naprawdę bardzo wydajne, wystarczy jedno naciśnięcie pompki do umycia twarzy i szyi. Pieni się dość dobrze, nie szczypie w oczy. Bardzo dobrze domywa pozostałości makijażu, ale do samego demakijażu go nie próbowałam (zresztą nie takie jest jego przeznaczenie). Skóra po jego użyciu jest gładka i u mnie niestety ściągnięta. Zaraz po wyjściu spod prysznica muszę nałożyć krem na twarz, więc nie wiem jak jest z tym obiecanym nawilżeniem. Być może mleczko spisze się lepiej u kogoś z innym rodzajem skóry:) Generalnie nie żałuję tego zakupu, bo od tego produktu oczekiwałam dobrego oczyszczenia i tu spisał się bardzo dobrze. Ale liczyłam jednak na trochę lepsze nawilżenie, nie wiem czy jeszcze do niego wrócę.


A Wy używałyście tego mleczka? Sprawdziło się u Was?

czwartek, 20 listopada 2014

Shinybox listopad 2014

Dotarło do  mnie (jak do większości) pudełko Shiny stworzone we współpracy z Pewex.

W listopadzie Shiny baaardzo kusiło podpowiedziami co do najnowszego pudełka :) Przede wszystkim padła obietnica, że będzie aż 10 produktów i do tego wszystkie będą pełnowymiarowe! Wartość pudełka - 190 zł! Aż 3 nowości! No i kto by się nie skusił? Po tych wszystkich podpowiedziach postanowiłam zamówić jeszcze jedno pudełko, bo akurat uzbierałam odpowiednią ilość Shinystars, więc nic mnie to nie kosztowało. Miałam nadzieję, że wśród tylu kosmetyków uda mi się złożyć jakieś drobne prezenty mikołajkowe lub podchoinkowe.

Jak wypadło zderzenie z rzeczywistością? Czy pudełko listopadowe przebiło poprzednie?

NU - pielęgnacyjny zmywacz do paznokci w chusteczkach
Średnia cena 19,00 zł / kartonik (10 chusteczek)
Info z ulotki: Pierwszy kosmetyk, który pielęgnuje paznokcie oraz skórę wokół nich podczas zmywania lakieru, pozostawiając je lekko natłuszczone oraz błyszczące. Doskonały do użycia zawsze i wszędzie, z uwagi na wygodną formę podania w pachnącej chusteczce. 
 Akurat ten produkt mi nie podpasował. Po pierwsze - aktualnie bawię się hybrydami, więc zmywacz (obojętnie w jakiej formie) nie jest mi na razie potrzebny. Po drugie - po doświadczeniach z chusteczkami z poprzedniego pudełka nie jestem zbyt przyjaźnie nastawiona to tego typu produktu. Ale zostawię sobie; prędzej czy później pójdą w ruch, a data ważności jest odległa - mogą poleżeć.

ORGANIQUE - Złoty peeling cukrowy z ekskluzywnej linii Eternal Gold
Średnia cena 68,00 zł / 200 ml
Info z ulotki: Peeling o perfumowanym zapachu, z kryształkami cukru zatopionymi w olejku sojowym i maśle Shea, które delikatnie masują i złuszczają zrogowaciały naskórek. Dzięki niemu skóra odzyskuje blask i promienny wygląd, jest miękka, gładka, pachnąca i delikatnie rozświetlona.
Uwielbiam Organique! Na razie nie zawiodłam się żadnym z ich produktów, mam nadzieję że ten będzie równie dobry. Na razie nie otwierałam pudełka, bo mam otwarty inny, ale cieszę się bardzo że jutro w kolejnym pudełku znów go dostanę:) Z tego co udało mi się zaobserwować przez opakowanie to kryształki cukru są dość drobne.

BANIA AGAFII - Balsam do włosów (aktywator wzrostu)
Średnia cena 6,00 zł / 100 ml
Info z ulotki: Kosmetyk zawierający 100% naturalnych składników. Nawilża i przywraca włosom naturalną siłę, zdrowy blask i elastyczność. Wygładza włosy, zmiękcza i ułatwia rozczesywanie.
Bardzo się cieszę z obecności tego kosmetyku w pudełku. Sporo już czytałam dobrych opinii na temat tej marki, więc z chęcią i ja ją wypróbuję:) Mam nadzieję, że w jutrzejszym pudełku dostanę balsam odżywczo regeneracyjny (były dwa różne), bo choć ten cieszy mnie bardziej, to chciałabym móc porównać je oba.

JOKO - Baza pod cienie
Średnia cena 23,00 zł / 5 g
Info z ulotki: Baza o neutralnym kolorze i delikatnej, kremowej konsystencji gwarantuje trwałość makijażu oka oraz eliminuje efekt zbierania się nadmiaru pigmentów w załamaniach powiek. Zawiera kompleks witamin A, E i F oraz naturalny olej z krokosza barwierskiego.
Ehhh, że też akurat w listopadzie musiałam sobie kupić nową :> Teraz byłoby jak znalazł... Mam nadzieję, że baza jest lepsza od tuszu, który kilka miesięcy temu znalazłam w Shinyboxie. Martwi mnie też trochę data ważności:/ Nie jest krótka (8/2015), ale biorąc pod uwagę, że mam świeżo zaczętą bazę, a jutro dostaną jeszcze jedną, pewnie też ważną do 8/2015 to... nie wiem czy dam radę:) Chyba ktoś ją dostanie w prezencie.

MARIZA - Peeling do ust
Średnia cena 10,00 zł / 10 ml
Info z ulotki: Bogaty w odżywcze oleje roślinne peeling zapewnia ustom miękkość, gładkość i doskonałą ochronę. Delikatnie złuszcza martwy naskórek, pozostawiając usta gładkie i miękkie.
Peeling pachnie cudnie! Do tej pory peelingu do ust używałam tylko w pomadce, ten ma rzadszą konsystencję, drobniutkie kryształki, ale pierwsze użycie pozwala wierzyć, że będzie się dobrze sprawował :)

APC - 5 osobnych cieni do powiek w kuleczkach
Średnia cena 65,00 zł / 5 szt.
Info z ulotki: Delikatne kolory cieni z połyskiem idealnie nadają się do wykonania dziennego makijażu. Stosować je również można do rozświetlania części powieki lub kącika oka. Łatwe w aplikacji, gwarantują trwałość makijażu. W ofercie producenta cienie dostępne są pojedynczo.
Zupełnie nie znałam tej marki... Te cienie chyba stały się najbardziej kontrowersyjnym produktem, a właściwie produktami:> Bo dostaliśmy zestaw - wieżyczkę, którą Shiny potraktowało jako 5 osobnych produktów. Na stronie producenta owszem, można kupić cienie pojedynczo, ale można też w dokładnie takim samym zestawie-wieżyczce, jaką znalazłyśmy w pudełkach (nawet kosztuje wtedy 55, a nie 65 zł). Pomijając te drobne rozbieżności - ja jestem bardzo zadowolona. Cienie mają bardzo fajne, dość neutralne kolory, więc nie powinno być zbyt wielu uwag, że Shiny nie trafiło z kolorami w nasz gust:) Producent na swojej stronie zapewnia, że cienie można nakładać palcem, aplikatorem bądź pędzelkiem. Zrobiłam szybki test - palec nie bardzo, aplikator-pacynka trochę lepiej ale też bez szału. Więc zostaje tylko pędzelek (tu nie mam uwag) albo sporo cierpliwości:). Cienie mi się nie osypały, na razie ciężko mi stwierdzić jak z trwałością.

Podsumowując - pudełko jest znów baaardzo udane! Ciężko mi się zdecydować, czy bardziej spodobało mi się październikowe czy to, ale z całą pewnością nie żałuję tych wydanych 49 zł :) Myślałam, że będzie trochę więcej kosmetyków do pielęgnacji, które będę mogła sprezentować, ale wychodzi na to że jako prezent będą musiały się sprawdzić cienie, baza i może peeling do ust. Organique nie oddam, Bania Agafii z uwagi na swoją saszetkową postać też zostanie u mnie, a chusteczki NU moim zdaniem średnio nadają się na prezent.
Teraz pozostaje czekanie na podpowiedzi do boxa grudniowego, Shiny coraz wyżej stawia sobie poprzeczkę :)

poniedziałek, 17 listopada 2014

MISS SPORTY - lakiery do paznokci Clubbing Colours

Dzięki mojemu prezentowi urodzinowemu w końcu nie muszę się martwić tym, żeby co dzień (bądź co drugi dzień) zmywać odpryskujący lakier i robić nowy manicure:> Hybrydy to jednak fajna rzecz :) Ale nie o tym dzisiaj, dzisiaj o zwykłym lakierze do paznokci. Ostatecznie pewnie wszystkie moje lakiery pójdą w odstawkę i to na długo, ale w ramach wspomnień pojawi się o nich co nieco.

Moje paznokcie zawsze były słabe, cienkie, rozdwajające się i łamliwe. Przez to niestety nie potrafiłam ich zapuścić i nic na to nie pomagało. Żeby wyglądały jako-tako malowałam je lakierami. Niestety trwałość lakierów na moich paznokciach była baaardzo kiepska, więc niestety średnio co drugi dzień musiałam się bawić i malować na nowo.

Dzisiaj o pierwszych lakierach, które bardzo polubiłam, choć mają sporo wad - Miss Sporty Clubbing Colours.


Lakiery mają pojemność 7 ml, a ich cena jest bardzo przystępna - kosztują coś około 6-7 zł. Dość szeroka gama kolorów pozwala każdemu znaleźć coś dla siebie, w mojej kolekcji znalazły się nr 452 (coś pomiędzy brzoskwiniowym a łososiowym), nr 344 (pastelowy fiolet), nr 313 (ciemny granat wpadający w fiolet z błyszczącymi drobinkami), nr 346 (turkusowy z błyszczącymi drobinkami).



Lakiery mają szeroki pędzelek, co ułatwia malowanie. Do pełnego krycia spokojnie wystarczały dwie warstwy. Lakier jest szybkoschnący z nazwy - i rzeczywiście tak jest. Pierwsza warstwa wysycha bardzo szybko, druga trochę wolniej, ale to chyba normalne. Niestety tu pojawia się pierwszy problem - lakier dość szybko gęstnieje. A jak już gęstnieje, to nie pokrywa tak ładnie paznokci jak na początku, ma też mniejszą trwałość. No i taki gęsty z jednej strony ma dobre krycie już przy jednej warstwie, ale z drugiej widać na nim nierówności.

Nowy lakier trzymał się na moich paznokciach około 3 dni (nawet bez topu), co jest naprawdę nie lada wyczynem. Niestety lubił się ścierać na końcówkach. Za to taki zgęstniały musiałam następnego dnia zmywać lub poprawiać odpryski.

Trzeba też uważać z ciemniejszymi kolorami - lubią barwić płytkę paznokcia. U mnie tak robił granatowy i turkusowy, ale wystarczyło położyć najpierw jakąś bazę (u mnie obowiązkowo odżywka) i problemu nie było.


Wiem, że te lakiery (nawet w mojej recenzji) są dalekie od ideału, ale dla mnie głównym wyznacznikiem przy wyborze lakierów była ich trwałość, a te - zwłaszcza na początku - sprawdzały się rewelacyjnie. Tak więc jak będę sobie robiła przerwę od hybrydy to z pewnością powrócę do tych lakierów, zwłaszcza że nie stanowią zbyt dużego obciążenia dla portfela i wybór kolorów jest całkiem spory :)

piątek, 14 listopada 2014

YVES ROCHER - żele pod prysznic Jardins du Monde

Kto z nas nie lubi, żeby mu ładnie pachniało w łazience? I kto nie lubi zmieniać prysznicowych zapachów? Ja lubię bardzo, a to wszystko zapewniają mi żele pod prysznic Yves Rocher z serii Jardins du Monde.


To moja aktualna, całkiem niedawno uzupełniona kolekcja :) A w ofercie można znaleźć takie zapachy jak (pierwsze siedem to te które mam):
  • lawenda z Prowansji
  • bawełna z Indii
  • owoc granatu z Hiszpanii
  • ziarna kawy z Brazylii
  • pomarańcza z Florydy
  • migdał z Kalifornii
  • grejpfrut z Florydy
  • magnolia z Chin
  • zielona cytryna z Meksyku
  • fioletowy ryż z Laosu
  • gardenia z Polinezji
  • kwiat lotosu z Laosu
  • zielona herbata z Chin
  • orzechy makadamia z Gwatemali
Mnie już same nazwy przyprawiają o zapachowy zawrót głowy :) Jeśli wujek Google mnie nie okłamał to seria nosi nazwę "Ogrody świata", muszę mu uwierzyć, bo francuskiego nie znam w ogóle. I rzeczywiście - mamy Azję, Amerykę, Europę i cały świat pachnie przepięknie :)

Żele są dostępne w plastikowych, poręcznych, płaskich buteleczkach o pojemności 200 ml. Ich cena standardowa to 8,90 zł, ale często można je trafić taniej, albo w zestawach typu 3 za cenę 2. Produkty mają konsystencję żelu bądź kremowego mleczka, łatwo się rozprowadzają, dobrze pienią i przede wszystkim obłędnie pachną. Nie wysuszają skóry, ale nie zauważyłam też żeby ją jakoś specjalnie nawilżały. Po kąpieli delikatny zapach utrzymuje się na skórze, ale niezbyt długo.


Jedyny drobny mankament to otwarcia w niektórych żelach, które mogą sprawić pewien kłopot. Ale zauważyłam, że coraz częściej pojawiają się opakowania nowe, bez tego problematycznego "dzióbka" i jest ok. Dodatkowo te nowe opakowania mają zupełnie płaskie wieczka, więc można postawić je do góry nogami, co pozwoli zużyć żel do ostatniej kropli .


Moim faworytem z tej gamy zapachów jest bezapelacyjnie żel kawowy i do niedawna pomarańczowy. Piszę "do niedawna", bo pomarańcza została zdetronizowana przez owoc granatu. Do całej tej serii z pewnością będę wracać; do jednych zapachów częściej, do innych rzadziej, ale na pewno te żele będą częstym gościem w mojej łazience.

czwartek, 13 listopada 2014

Urodzinowe prezenty :)

Któż nie lubi dostawać prezentów? Takiej osoby to chyba ze świecą szukać... Ja w każdym razie prezenty bardzo lubię - zarówno dostawać jak i dawać. Tak się składa, że w listopadzie miałam urodziny, więc tym razem to ja byłam tą obdarowaną :D


Dużo - niedużo, najważniejsze że w zasadzie wszystko trafione:) Na pierwszy ogień niech pójdzie prezent "przy okazji" :) Dostałam go (a w zasadzie je, bo prezentów jest kilka) przy okazji zamówienia w Yves Rocher, o którym pisałam tutaj.


WODA PERFUMOWANA MOMENT DE BONHEUR
Bardzo ładny flakonik o pojemności 50 ml. Zapach trochę kwiatowy, ale raczej z tych świeżych, choć dzisiaj sobie nie do końca wierzę, bo jestem przeziębiona i mam katar, więc niestety mój zmysł powonienia trochę szwankuje.

LAKIER PO PAZNOKCI
Maleństwo o pojemności 3 ml i kolorze atramentu :) Kolor wydaje się dość ładny, choć raczej nieprędko go wypróbuję.

ZEGAREK NA ŁAŃCUSZKU W STYLU RETRO
Noooo... to akurat niezupełnie trafiony prezent:/ Sam zegarek nawet nie jest zły, choć obawiam się że to "srebro" (nie mam pojęcia co to jest) może zejść bardzo łatwo. Do tego łańcuszek jest dość tandetny, ale to chyba kwestia gustu.

BRANSOLETKA/NASZYJNIK MAGNETYCZNA/Y
Mam już podobną w odcieniach brązu i noszę, więc tej pewnie też nie zostawię na pastwę losu:)

PRÓBKI
Najbardziej w próbkach YR denerwuje mnie brak informacji po polsku o ich zawartości. Pół biedy gdyby były choć po angielsku, no... nawet po niemiecku. Ale są tylko po francusku i czasami muszę googlować co tam mam:P Tym razem obeszło się bez pomocy, dostałam zapach Quelques Notes d'Amour (znając życie to chusteczka nasączona perfumami, a w zasadzie wodą perfumowaną) - nie znam tego zapachu. Druga próbka to intensywnie nawilżający krem z serii Hydra végétal, którą dość lubię. Ostatnia próbka to krem matujący z serii Sebo végétak, która mi zupełnie nie pasuje, bo strasznie wysusza.


Moja wypiekowa Biblia! Książka Doroty Świątkowskiej, autorki bloga Moje wypieki. Uwielbiam jej przepisy, każde ciasto się udaje, a do tego jest pyszne:) Książka jest bardzo ładnie wydana, w twardej okładce i może nie należy do najtańszych ale naprawdę warto. A jeśli ktoś nie ma pomysłu na jakiś pyszny, domowy wypiek to ten blog jest najlepszą kopalnią wiedzy :D
Do kompletu dostałam też blender z resztą oprzyrządowania - zawsze miałam pilniejsze wydatki, ale nareszcie już mam :D




Zawsze miałam słabe paznokcie i nic im nie pomagało, a próbowałam naprawdę wielu różnych wynalazków i odżywek. Przez pewien czas nosiłam tipsy, bo to był to jeden z niewielu sposobów, żeby moje paznokcie ładnie wyglądały, a to było dla mnie ważne, bo pracuję z ludźmi (w sensie: klientami). Ostatecznie z tipsów zrezygnowałam i jakiś rok zajęło mi doprowadzenie pazurków do stanu używalności (czyt. z tragicznego do kiepskiego, jak zwykle). Malując paznokcie lakierami, takimi zwykłymi (nieważne czy tanimi czy drogimi, u mnie nie robiło to żadnej różnicy) lakier trzymał mi się 1 (słownie: jeden) dzień. Ze zwykłym topem w porywach do dwóch. Z Seche Vite nawet do trzech. Ale to ciągle było nic, zwłaszcza że paznokcie miałam ciągle kruche, miękkie, ze skłonnością do rozdwajania. I pewnego pięknego dnia ten post zasiał w mojej główce ziarenko wiary, że może jest szansa, żeby moje paznokcie jakoś wyglądały i żebym nie musiała ich malować co drugi dzień:P Tym sposobem stałam się szczęśliwą posiadaczką zestawu do manicure hybrydowego :D Na razie się bawię, testuję, próbuję - zobaczymy jak to będzie :D


I jeszcze na koniec ostatni prezent (już bez pojedynczego zdjęcia) - bon do Empiku:) Trzeba się zaopatrzyć w jakieś nowe czytadła.

Listopadowe zakupy część II

W listopadzie mam swoje święto, więc Yves Rocher postanowiło mnie skusić ofertą urodzinową :) Skusić się dałam, a jakże! Dzisiaj przyjechał kurier z paczką.

A w paczce...

ŻELE POD PRYSZNIC JARDINS DU MONDE
Bardzo lubię żele pod prysznic z tej serii, tym razem zamówiłam sobie: kawowy, pomarańczowy, migdałowy, grejpfrutowy i lawendowy. Nie wykluczam, że część z nich może zostać sprezentowana - zbliżają się Mikołajki i Święta :D

PEELINGUJĄCE ŻELE POD PRYSZNIC LES PLAISIRS NATURE
Z tej serii używałam do tej pory tylko zwykłych żeli pod prysznic, chciałam sprawdzić coś nowego :) Na razie ich nie otwierałam, bo mają dodatkowe zabezpieczenie foliowe, ale z tego co widać przez opakowanie to drobinek peelingujących jest niewiele. Zamówiłam zapach brzoskwiniowy i jeżynowy.

ŻEL POD PRYSZNIC LES PLAISIRS NATURE
Dawno nie miałam nic brzoskwiniowego pod prysznic, więc... raz kozie śmierć :)

PEELINGUJĄCY OLEJEK DO DŁONI
Takiego produktu do tej pory w ogóle nie używałam. Nie mam jakoś specjalnie szorstkich dłoni, ale zbliża się zima, jakiś dodatkowy kosmetyk pielęgnacyjny na pewno nie zaszkodzi.

TUSZ DO RZĘS
Znalazł się w tym zamówieniu trochę przypadkowo, bo był w zestawie z jednym z żeli peelingujących. Na razie go nie otwierałam, bo mam "w użyciu" trzy inne, więc nie chcę zaczynać kolejnego:>

Jak widać w moim zamówieniu królują różnego rodzaju kosmetyki "prysznicowe" i tak w zasadzie jest z większością zamówień od YR. Wynika to chyba z faktu, że z większością ich kosmetyków się nie polubiłam, a takie które chciałabym wypróbować uważam za zbyt drogie:P Regularnie sprawdzam katalogi, które mi wysyłają i czekam na jakieś fajne promocje:)

wtorek, 11 listopada 2014

BANDI - krem intensywnie nawilżający

Zużywałam, zużywałam i prawie skończyłam. Z wielką przyjemnością zresztą :) O czym mowa? O intensywnie nawilżającym kremie Bandi z serii Hydro care.
Najpierw kilka słów na jego temat od producenta:
Nawilżający krem o lekkiej konsystencji przeznaczony do pielęgnacji skóry normalnej, mieszanej i tłustej. Doskonały pod makijaż. Dzięki obecności składników z grupy mukopolisacharydów, takich jak kwas hialuronowy, preparat nawilża skórę w głębokich warstwach i przywraca optymalny poziom jej nawilżenia. Już po 14 dniach stosowania następuje znaczna poprawa wyglądu skóry i wyrównanie jej kolorytu. Znika nieprzyjemne uczucie napięcia. Skóra staje się jędrna, gładka i promienieje blaskiem. Dzięki świeżej nucie zapachowej stosowanie kremu jest prawdziwą przyjemnością.

Krem znalazłam w sierpniowym Shinyboxie i polubiłam go od pierwszego użycia :) Standardowe opakowanie ma pojemność 50ml i kosztuje niecałe 50zł, ja używałam całkiem sporej miniatury o pojemności 30ml. Zawartość zamknięta jest w twardej, plastikowej, półprzezroczystej buteleczce z pompką. Pozwala to kontrolować ilość używanego kremu, jest dużo wygodniejsze niż wybieranie kremu ze słoiczka, dodatkowo w buteleczce widać ile produktu jeszcze zostało.


Krem ma lekką, trochę żelową konsystencję. Bardzo łatwo się rozprowadza i szybko wchłania, więc rzeczywiście jest doskonały pod makijaż. Ma delikatny cytrusowy zapach, ale nie utrzymuje się on na skórze zbyt długo. Co do nawilżenia to było ono zauważalne nawet przy mojej raczej suchej skórze. Może nie było ono jakoś bardzo duże, ale w zasadzie krem przeznaczony jest dla skóry normalnej, mieszanej i tłustej, więc biorąc to pod uwagę krem spisał się znakomicie. Skóra była gładka, nawilżona, ale nie zauważyłam jakoś specjalnie wyrównania kolorytu:>






Krem jest dość wydajny, ja tą buteleczkę zużywałam niecałe 3 miesiące stosując go raz dziennie - rano pod makijaż. Ale czasami stosowałam też inne produkty do twarzy, więc tak z czystym sumieniem można powiedzieć że wystarczy na 2 miesiące :)

Mam jeszcze jedno opakowanie w zapasie, ale myślę że jeszcze kiedyś do niego sięgnę, bo naprawdę warto :)

czwartek, 6 listopada 2014

Listopadowe zakupy

Zaraz na początku miesiąca zrobiłam mały nalot na Biedronkę :) Miałam nadzieję, że do końca miesiąca już nie będę robić zakupów kosmetycznych, ale chyba się nie uda:/ Yves Rocher mnie kusi ofertą urodzinową :)

A co w tym miesiącu zasiliło moje półeczki?
Wszystko poza dwoma produktami nabyłam w ramach gazetkowej biedronkowej akcji i nie wiem czy nie będę jeszcze czegoś dobierała:>

ORIGINAL SOURCE - żele pod prysznic
Taki dwupak kosztował coś około 10 zł, były chyba trzy różne kombinacje. Z tych które kupiłam oba pachną pięknie, zwłaszcza podoba mi się ten cytrynowy. No i nie wiem czy przy okazji najbliższych zakupów w Biedronce nie dokupię jeszcze jakiegoś duetu, żeby wypróbować więcej wersji zapachowych :)

TIMOTEI - szampon i odżywka drogocenne olejki
To też był zestaw, kosztował chyba 11 zł. Postanowiłam zrobić sobie małą przerwę od mojego Head&Shoulders, bo akurat mi się kończy. Mam nadzieję, że nie pożałuję:P

PUREDERM - plastry na nos
Totalne zaskoczenie i wielka euforia! Próbowałam do tej pory plasterków dwóch różnych firm (nie pamiętam jakich, bo to było już dawno) i stwierdziłam że nigdy więcej, bo nie ma efektów. Ale te plasterki kosztowały 6 czy 7 zł, więc wrzuciłam do koszyka bez większego przekonania. Wypróbowałam i... wow! Działa! Plasterek pomógł mi się pozbyć większości wągrów z nosa więc z rozpędu przykleiłam go na brodę - też pomógł:) Kupię jeszcze jedno opakowanie, a może nawet dwa?

MARION - szampon koloryzujący (czekoladowy brąz)
Przez długi czas farbowałam włosy farbą, najpierw tradycyjną, później miałam dość długi epizod z farbami w piance. Ale od kiedy mam krótkie włosy to najzwyczajniej w świecie szkoda mi kasy na całą farbę, skoro 2/3 i tak wyrzucam:> No więc co jakiś czas łapię za saszetkę - bez zwracania uwagi na firmę; tym razem trafiło na Marion. Aha, to jeden z dwóch produktów nie z Biedronki właśnie:)


Mój pierwszy zestaw pędzli :) Wiem, żaden szał, ale na czymś trzeba próbować, a te kosztowały 15 zł. Jak nauczę się trochę nimi operować to być może zainwestuję w coś lepszego:)

LIRENE - peeling enzymatyczny
Mój pierwszy taki peeling, bo jak to tak peeling bez drobinek? Ale po ostatnim zdzieraku z Yoskine pomyślałam o wypróbowaniu czegoś delikatniejszego:)

BELL - Utrwalająca baza pod cienie do powiek Perfect Skin
Skoro mój puder udający bazę pod cienie się rozpadł trzeba było zainwestować w coś innego :) Baza ma lekko fioletowy kolor, ale po roztarciu jest w zasadzie niewidoczna. Ma aksamitną konsystencję, jak dla mnie bardzo podobną do bazy kaszmirowej z Daxa. Póki co jestem zadowolona :)

No i na koniec jeszcze Shinyboxowy nabytek promocyjny - pudełeczko wrześniowe z gratisowym peelingiem z Organique i zestawem próbek :)


niedziela, 2 listopada 2014

Denko październikowe

Moje pierwsze denko - dość skromne porównując do niektórych blogów :) Sam pomysł denka bardzo mi się podoba - w końcu będę widziała ile tak naprawdę kosmetyków mi schodzi, a co ważniejsze - będę miała motywację, żeby zużywać produkt do końca, a nie tylko rozpoczynać kolejny i kolejny :P

A co się u mnie skończyło w październiku?

1 - DAX COSMETICS YOSKINE - Mikrodermabrazja, Szafirowy peeling przeciwzmarszczkowy
Peeling ten kupiłam pod wpływem zachwytów mojej znajomej i w zasadzie się nie zawiodłam. Posiada mnóstwo, naprawdę mnóstwo malutkich drobinek, dość mocno zdziera, przyjemnie pachnie, ma fajny niebieski kolor, dobrze oczyszcza i wygładza skórę. Niestety nie zwróciłam uwagi, że przeznaczony jest do cery normalnej i mieszanej (o czym ja myślałam?), a ja mam suchą. Nie zrobił mi żadnej krzywdy, ale używałam go dość rzadko - raz na dwa tygodnie albo nawet rzadziej, bo trochę ściągał mi skórę. Ale generalnie nie żałuję że go kupiłam.
Czy kupię ponownie? NIEWYKLUCZONE

2 - REXONA - Antyperspirant
Jeden z wielu Shinyboxowych antyperspirantów :) Miał niby świeży, ale bardzo intensywny i duszący podczas rozpylania zapach. Zaraz po jego użyciu musiałam uciekać z łazienki i odczekać kilka minut zanim ponownie dało się tam wejść :> Nie zauważyłam też jakoś specjalnie żeby spełniał główne zadanie - ograniczał potliwość.
Czy kupię ponownie? NIE

3 - SCHAUMA - Suchy szampon
Suchy szampon o zapachu "świeżość bawełny" - zapach naprawdę fajny. Generalnie jestem na etapie poszukiwania mojego ideału, a o suchych szamponach dowiedziałam się stosunkowo niedawno :> Uważam je za świetny wynalazek, a ten akurat konkretny produkt jest jak dla mnie całkiem niezły (choć nie mam zbyt dużego doświadczenia w tym temacie). Po rozpyleniu pozostawiał na włosach biały nalot, który bez problemu dało się wyczesać, włosy rzeczywiście wyglądały na świeże i taki efekt utrzymywał się przez cały dzień.
Czy kupię ponownie? MOŻLIWE

4 - BEBEAUTY - Płyn micelarny
Przez bardzo długi czas do demakijażu używałam mleczek. W ostatnie ferie, które spędziłam na wiosce zabitej dechami, podczas pakowania zapomniałam schować swój ówczesny kosmetyk do demakijażu. Tak na szybko przed pociągiem miałam czas tylko na Biedronkę, która jest w pobliżu dworca - tak trafiłam na mleczko BeBeauty, z którego jestem średnio zadowolona. A jak już używałam mleczka - postanowiłam wypróbować płyn micelarny, zwłaszcza jak przeczytałam o nim tyle pochlebnych recenzji:) Rzeczywiście - pochwały nie były przesadzone, płyn dobrze radzi ze zmywaniem makijażu, nie powoduje podrażnień, pieczenia i nie pozostawia uczucia ściągniętej skóry. Nawilża dość dobrze - nie musiałam sięgać po krem od razu po demakijażu, jak to wcześniej czasami bywało.
Czy kupię ponownie? NA PEWNO

5 - ORGANIQUE - Peeling solny z masłem shea
Uwielbiam ten peeling, zwłaszcza w tej odsłonie zapachowej. Pisałam już o nim tutaj. Właśnie zabieram się do następnego opakowania, a dzisiaj skorzystałam dodatkowo z promocji i zamówiłam kolejne pudełko wrześniowe, do którego Shiny gratisowo dorzuci ten peeling :)
Czy kupię ponownie? CHCIAŁABYM, ALE CENA MNIE TROCHĘ HAMUJE

6 - YVES ROCHER - Peeling roślinny
Kupiłam go w jakimś zestawie miniaturek, ten miał pojemność 30 ml. Miał konsystencję żelu, w którym zatopione były drobinki peelingujące. Morelowy zapach był przyjemny, ale niezbyt mocno wyczuwalny, nie pozostawał też na skórze. Drobinek było mało, więc efekt peelingujący był w zasadzie żaden.
Czy kupię ponownie? NIE

7 - YASUMI - Ampułka pielęgnacyjna z wit. C
O ile poprzednia ampułka (do cery suchej) wywarła na mnie baaardzo pozytywne wrażenie, to ta szału nie zrobiła. Miała bardzo rzadką, lejącą konsystencję, co trochę utrudniało aplikację i przez to była mniej wydajna niż poprzednia. W ogóle nie nawilżała (choć w sumie nikt tego nie obiecywał), a co do wygładzenia i rozświetlenia to ciężko mi się wypowiedzieć po tych kilku aplikacjach - próbka jest zbyt mała.
Czy kupię ponownie? NIE

8 - SENSIQUE - Puder prasowany matujący
Nie wiem czy ja byłam ślepa, czy rzeczywiście oświetlenie w Naturze było takie beznadziejne jak go kupowałam, ale odcień był zupełnie nietrafiony - za jasny. W efekcie zaczęłam go stosować jako odpowiednik bazy pod cienie do powiek i sprawdzał się całkiem nieźle. I tak naprawdę to wykończyło go nie zużycie, tylko upadek - rozsypał się w drobny mak:)
Czy kupię ponownie? NIE WIEM

9 - CLEANIC - Płatki kosmetyczne
Płatki jak płatki:) Nie są to moje ulubione, bo się trochę rozłażą, ale generalnie nie jest źle. Najczęściej kupuję te, bo są chyba najłatwiej dostępne.
Czy kupię ponownie? PEWNIE TAK

A teraz czas zbierać kolejne denko :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...