poniedziałek, 24 sierpnia 2015

Wakacyjna przerwa :)

W końcu doczekałam się upragnionego urlopu (przekładanego dwa razy!) ☺
Miałam nadzieję, że uda mi się przygotować jakieś posty "na zapas", ale chyba nic z tego nie wyjdzie, bo okazuje się wyjeżdżam jutro a nie w środę (jak planowałam). Muszę się jeszcze przygotować, spakować i takie tam.

W tym roku nie planuję żadnych wojaży, wyjeżdżam pobujać się po rodzince, więc mam nadzieję na błogi urlop i masę nicnierobienia :) Przez większość czasu nie będę miała dostępu do internetu, więc wybaczcie brak komentarzy zarówno na Waszych, jak i na moim blogu.

Do zobaczenia (przeczytania) za jakieś dwa tygodnie :)


Czy ktoś jeszcze jest przed urlopem czy już wszyscy po? ☺

niedziela, 23 sierpnia 2015

Paesebox sierpień 2015

Ostatnio na kilku blogach zobaczyłam boxy Paese, których do tej pory nigdy nie zamawiałam. Ten składał się z siedmiu pełnowymiarowych kosmetyków i kosztował jedyne 39 złotych. Cenowo oczywiście jak najbardziej opłacane, ale czy te siedem kosmetyków z kolorówki trafi w nasz gust? Tu już oczywiście może być różnie :) Jeśli chcecie wiedzieć jak to wypadło u mnie to zapraszam do dalszego czytania.


Jeśli któraś z Was ma ochotę na pudełko niespodziankę to można je zamawiać jeszcze do końca sierpnia. Jak moje do mnie dotarło to pomyślałam, że wielkościowo wygląda jak miniatura pudełek, które znam :) Box Paese jest prawie o połowę mniejszy od zamawianych przeze mnie Shinyboxów. Ale z drugiej strony - kosmetyki z kolorówki z reguły są mniejsze niż te pielęgnacyjne, więc i pudeło wcale nie musi być takie duże :) Dodatkowo oprócz kosmetyków dostałam magazyn Paese.


Co dokładnie znalazło się w środku? Opisy i ceny pochodzą ze strony internetowej Paese.

Matowy cień do powiek Kaszmir
Cena 19,90 zł / 5 g
Matowe cienie do powiek o zwiększonej intensywności koloru. Nasycone pigmentami cienie gwarantują maksymalne odwzorowanie koloru na powiece. Pigmenty zostały otoczone cząsteczkami silikonowymi, dzięki czemu zapobiegają blednięciu koloru na skórze i przedłużają jego trwałość. Proteiny jedwabiu wygładzają powierzchnię powieki oraz ułatwiają aplikację cieni. Cienie przeznaczone są zarówno do stosowania na sucho, jak i na mokro. Kaszmiry świetnie sprawdzają się także w roli kolorowych eye-linerów.


W moim pudełku znalazł się odcień 666 - typowy nudziak. Myślę, że dość fajnie spisze się jako cień bazowy, na całą powiekę bo tak właśnie zamierzam go używać :) Produkt dość trafiony, zresztą z tego co widziałam w sklepie internetowym Paese to każdy inny cień z tej serii powinien przypaść mi do gustu :)

Pomadka z dodatkiem oleju arganowego
Cena 28,90 zł / 4 g
Pomadka z dodatkiem oleju arganowego zapewnia mocne pokrycie, intensywny kolor i lustrzany blask. Receptura została stworzona, aby zapewnić długotrwały efekt (tzw. efekt long lasting), dzięki czemu kolor wyjątkowo długo utrzymuje się na ustach, nie ścierając się. Szminka zawiera dodatek najcenniejszego z używanych w kosmetyce oleju arganowego, który zawiera dużo witaminy E wykazującej właściwości antyokysdacyjne.


Do mnie trafił odcień 52, który wydaje mi się dość intensywną czerwienią. Z tego powodu na razie jej nie próbowałam, bo wydaje mi się, że to nie jest kolor dla mnie. Ale z tego co spróbowałam podejrzeć w internetach, to daje ona delikatniejszy efekt niż się zapowiada i lekko wpada w koral. Zobaczymy, może jeszcze się przekonam :)

Kredka do oczu
Cena 13,90 zł
Wodoodporne kredki do oczu. Cechuje je wyjątkowa trwałość, delikatność i miękkość aplikacji. Wosk pszczeli natłuszcza i ochrania skórę, odpowiada za elastyczność i sztywność kredki. Wosk Carnauba tworzy stabilne, niejełczejące podłoże. Aloes działa przeciwzapalnie, regeneruje i nawilża. Witamina E zapewnia ochronę przed promieniowaniem UV i hamuje procesy starzenia się skóry.


Mój odcień to 25 (fiolet mat) - zdjęcie trochę przekłamało kolor. Dość rzadko używam kredek do oczu, więc nie wiem jeszcze czy ta ze mną zostanie czy powędruje gdzieś w świat :) Kolor wydaje się fajny, choć oceniam go tylko po kolorze rysika :)

Lakier do paznokci
Cena 15,90 zł / 9 ml
Formuła podwójnie kryjąca, szybkoschnąca i superbłyszcząca. Zapewnia łatwą aplikację i spójną konsystencję. Nanocząsteczki ceramiczne przedłużają trwałość i stabilność koloru nawet po długim czasie noszenia.
 
 
Do mnie trafił odcień 111 - piękny śliwkowy fiolet. On na pewno znajdzie nową właścicielkę, bo ja noszę aktualnie hybrydy. Ale kolor idealnie trafiony!

Puder mineralny
Cena 45,00 zł / 5 g
Mineralny puder matujący składa się w 60% z naturalnej glinki, która widocznie wpływa na poprawę metabolizmu skóry, uwalniając od niej substancje czynne, sole mineralne i niezbędne dla skóry oligoelementy. Puder mineralny to kosmetyk wielofunkcyjny; można stosować go jako puder wykończeniowy, ale również polecany jest jako podkład. Dobrze kryje niedoskonałości skóry i wyrównuje jej koloryt. Puder doskonale matuje, działa ściągająco i przeciwbakteryjnie, wchłania nadmiar sebum, dba o prawidłowe Ph naskórka.
 
 
Mój pierwszy puder mineralny! Ucieszyłam się bardzo, a później zobaczyłam na opakowaniu odcień jasny beż, a ja do bladziochów nie należę. Ale okazuje się że on wcale nie jest taki jasny, a w zasadzie dość ładnie dopasowuje się do skóry. Mam nadzieję, że się polubimy :)

Róż z dodatkiem oleju arganowego
Cena 19,90 zł / 6 g
Idealny do podkreślenia kości policzkowych. Pielęgnuje skórę i chroni ją przed przedwczesnym starzeniem. Obecność oleju arganowego zapobiega wysuszaniu naskórka i dba o jego odpowiedni poziom nawilżenia.
 
 
Mój odcień to 40 - w opakowaniu wydaje się bardzo intensywny, dodatkowo zawiera drobinki rozświetlające. Nie wiem jeszcze czy się polubimy, bo z różami dopiero próbuję się zaprzyjaźnić, a efekty tego bywają różne :) Ale wstępnie po pierwszym użyciu jestem nawet zadowolona :)

Podkład Matt it Up!
Cena? 39,90 zł / 30 ml
Lekki podkład matujący z kwasem hialuronowym. Oddychający - beztłuszczowa formuła. Nawilżający - zawiera kwas hialuronowy. Pielęgnujący - koktajl witamin A, C, E i D-panthenol. Ultra delikatny - oparty na lotnych silikonach.


Tego podkładu nie znalazłam w sklepie internetowym, więc cenę przyjęłam taką średnią. Mój odcień to 20 i jest naprawdę trafiony :) Boję się tylko czy nie będzie a ciemny jak już zejdzie mi opalenizna.

Wartość kosmetyków w moim pudełku to 183,40 zł, zapłaciłam za nie zdecydowanie mniej :) Czy jestem zadowolona? W zasadzie tak, najbardziej cieszę się z podkładu i pudru mineralnego. Będę też używać różu i cienia, nie wiem jeszcze jak ze szminką i kredką, a lakier na pewno znajdzie nowy dom (choć gdyby nie hybrydy to byłabym z niego bardzo zadowolona). Czy było warto wydać te 40 zł? Moim zdaniem tak, mimo że nie wszystkie kosmetyki trafiły idealnie w mój gust. Będę śledzić Paese i być może skuszę się jeszcze na kolejne boxy w przyszłości :)
 
 
 A Wy zamówiłyście ten box? A jeśli nie to czy Was kusi? 

czwartek, 20 sierpnia 2015

Shinybox sierpień 2015

Jest w końcu Shinybox :) Myślałam, że go dostanę bardzo późno, bo planowałam dzisiaj wyjeżdżać na wakacje. Ostatecznie z różnych względów (nie, nie przez pudełko☺) musiałam trochę urlop przesunąć i wyjeżdżam we wtorek, w przyszłym tygodniu. 


Do zakupu sierpniowego pudełko Shiny zachęcało tymi słowami: "Wprowadź się w stan błogiego relaksu i odprężenia, dzięki sierpniowej edycji pudełka ShinyBox. Udaj się razem z nami do świata piękna i zafunduj sobie niezapomniane chwile przepełnione beztroską przyjemnością. Ciesz się świetnym wyglądem ,tryskaj energią i poświęć sobie trochę czasu. Jesteś tego warta!"


Tym sposobem w uroczym opakowaniu (które mogłoby być również pudełkiem walentynkowym jak dla mnie), pod hasłem "Wakacyjny Chillout" dotarło do mnie 6 pełnowymiarowych produktów i jedna próbka. Czy zawartość skusiła mnie w końcu do wymiany moich Shinystars na kolejne pudełko?

MOKOSH - kosmetyczny olej lniany
Średnia cena 45,00 zł / 100 ml
Info od Shiny: Olej zawiera niezwykle dużą liczbę naturalnych przeciwutleniaczy, chroniących organizm przed wolnymi rodnikami, a także nienasycone kwasy tłuszczowe. Olej nawilża, odżywia i spowalnia starzenie skóry, wzmacnia włosy i paznokcie, jak również można go stosować do pielęgnacji delikatnej skóry dzieci.


Jakoś nie potrafię się zaprzyjaźnić z olejami, a ten dodatkowo ma dość dużą pojemność. Generalnie obietnice producenta zachęcają, więc z pewnością go wypróbuję - może przekonam się czy ta cała zabawa z olejowaniem włosów jest warta świeczki ☺ Markę Mokosh poznałam właśnie dzięki Shinybox, ich białą glinkę bardzo polubiłam, więc mam nadzieję, że z olejem też się uda :)

YASUMI - maseczka regenerująca na noc
Średnia cena 75,00 zł / 30 ml
Info od Shiny: Maska na noc z kwasem hialuronowym i argireliną to kosmetyk o wyjątkowych właściwościach regenerujących, odżywczych i przeciwstarzeniowych. Po zastosowaniu maski skóra jest nawilżona, zregenerowana, jędrna i zauważalnie gładsza. Maska jest idealna do stosowania do każdego rodzaju cery.


To trzydziestomililitrowe maleństwo kosztuje 75 zł. Mam nadzieję, że robi cuda :) Maseczek co prawda u mnie dostatek, ale jestem pozytywnie nastawiona - Yasumi dość polubiłam. Szkoda tylko że kwas hialuronowy jest dość daleko w składzie, moja skóra zdaje się go lubić.

SYLVECO - lipowy płyn micelarny
Średnia cena 18,40 zł / 200 ml
Info od Shiny: Wyjątkowo delikatny i jednocześnie skuteczny, hypoalergiczny preparat, który dokładnie oczyszcza skórę. Zawiera ekstrakt z kwiatów lipy szerokolistnej, który wykazuje działanie nawilżające i osłaniające, zwiększa elastyczność i sprężystość oraz odporność skóry na utratę wody.


Bardzo lubię Sylveco, a ten płyn i tak zamierzałam kiedyś kupić :) Co prawda będzie musiał poczekać chwilę na swoją kolej, ale na pewno się nie zmarnuje :)

LIV DELANO - balsam regenerujący do suchej skóry rąk i paznokci Oriental Touch
Średnia cena 12,00 zł / 75 g
Info: Naturalne składniki: olej sojowy, olej kokosowy, kwas hialuronowy, ceramidy roślinne, witamina F, ekstrakty perełkowca japońskiego, wiciokrzewu, wodorostów, dzikiej róży, moreli japońskiej, hiacyntu, olejki eteryczne pomarańczy, mandarynki, bergamotki – wzmacniają skórę rąk i płytkę paznokciową, zmiękczają, chronią przed negatywnym oddziaływaniem czynników zewnętrznych. Koją delikatną skórę rąk, stymulują jej naturalne funkcje ochronne.


Wg ulotki Shiny miał to być krem-sorbet do rąk i wiem, że niektóre dziewczyny taki właśnie dostały. U  mnie jest balsam, więc przy opisie wspomogłam się stroną internetową dystrybutora. To mój pierwszy białoruski kosmetyk, mam nadzieję że spisze się dobrze :) Podoba mi się szata graficzna, balsam pachnie dość przyjemnie i szybko się wchłania, więc niedługo powędruje ze mną do pracy :)

SILVERTATTOO - zestaw tatuaży ozdobnych
Średnia cena 12,00 zł / op.
Info od Shiny: Zestaw wyjątkowych tatuaży od Silvertattoo pozwoli Ci skomponować niepowtarzalną kreację, która w niebanalny sposób ozdobi Twoje ciało. Do pudełek ShinyBox zaprojektowana została specjalna, limitowana edycja tatuaży, inspirowanych sztuką zdobienia ciała mehendi. 


Są cudne, piękne, boskie... dla mojej pięcioletniej siostrzenicy :P Gusta są oczywiście różne i nie wykluczam że takie tatuaże mogą się spodobać również niektórym dorosłym, ale to zdecydowanie nie moje klimaty. Oddam bez żalu, Młoda się ucieszy :)

INGRID - lakier do paznokci Estetic
Średnia cena 10,00 zł / 10 ml
Info od Shiny: Lakiery Estetic to połączenie nowej, najwyższej klasy składników z unikalną, fantastyczną gamą kolorystyczną. Lakiery posiadają płaski pędzelek, który gwarantuje precyzyjną, równomierną aplikację. Szybkoschnąca formuła lakieru zapewnia perfekcyjny manicure przez kilka dni.


Ja noszę hybrydy, więc ten raczej mi się nie przyda. Kolor wydaje się dość ładny, lakier pewnie wyląduje u mojej siostry. Zamiast lakieru Ingrid można było też w pudełku znaleźć  lakier Silcare - trafiały się losowo.

SKIN79 - krem BB Orange
gratis (próbka)
Info od Shiny: Krem BB, czyli wielofunkcyjny kosmetyk o precyzyjnie dobranej kompozycji składników. Dzięki oryginalnej, azjatyckiej pielęgnacji, odkryjesz sekret nieskazitelnie pięknej i zadbanej skóry.


Sprawdzę, zużyję, ciekawe czy kolorystycznie będzie lepszy niż Gold.

Dodatkowo oczywiście w pudełku znalazła się karta produktowa i kilka ulotek z rabatami.


I to wszystko. Co z moimi gwiazdkami? Nadal nie tknięte :) Pudełko mi się nawet podoba, choć zdecydowanie brakuje mi efektu wow. Najbardziej jestem zadowolona z micela z Sylveco, maseczki Yasumi i białoruskiego kremu do rąk. Olej pewnie w końcu zużyję, ale lakier i tatuaże znajdą nowe właścicielki :) Nadal czekam na taką edycję, która mnie zachwyci i wywoła chęć zamówienia pudełka za punkty. Tymczasem czekam na wrzesień :)


A Wy jakie pudełka zamówiłyście w tym miesiącu? :)

sobota, 15 sierpnia 2015

OCEANIC - serum do rzęs Long4Lashes (3 miesiące)

Już kiedyś pochwaliłam się, że w rossmannowskiej promocji kupiłam serum do rzęs Long4Lashes. Stosuję je już ponad 3 miesiące i teraz z całą pewnością mogę stwierdzić, że warto było je kupić!


Nie będę po raz kolejny pisała ogólnych informacji na temat serum. Możecie je znaleźć (wraz z efektami po miesiącu używania) w tym wpisie.

Przez pierwsze dwa miesiące używałam serum regularnie, nakładając je co wieczór przy linii rzęs. W trzecim miesiącu zdarzało mi się czasem go nie nałożyć, ale nadal było to bardzo częste stosowanie (5-6 razy w tygodniu). Aktualnie serum nakładam bardziej dla podtrzymania efektu niż dla jego wzmocnienia i robię to średnio co drugi/trzeci dzień. Serum nadal nie powoduje u mnie żadnych podrażnień, nie pojawiła się również ciemniejsza linia u nasady rzęs (czytałam na kilku blogach o takim efekcie ubocznym).

Poniżej macie zdjęcia - porównanie stanu rzęs sprzed kuracji i po 3 miesiącach. Wiem, zdjęcia są kiepskie :( Ja chyba moim aparatem nigdy nie zdobię dobrego zdjęcia moim rzęsom :> Podchodziłam do ich robienia i obróbki chyba pięć czy sześć razy i efekt ciągle był niezadowalający. Na pierwszych trzech zdjęciach rzęsy "gołe", na ostatnim pociągnięte jedną warstwą tuszu.





Mam nadzieję że choć trochę udało mi się uchwycić fakt, że mam firanki rzęs! Pomalowane sięgają mi prawie do brwi, a w okularach ocierają się o szkła (dlatego muszę trochę zsuwać okulary☺). Wydaje mi się, że najlepiej ten efekt i tak oddaje całkiem pierwsze zdjęcie w poście (rzęsy mam na nim pomalowane jedną warstwą tuszu). Koleżanki, które nie wiedzą że stosowałam to serum pytają jakiego tuszu używam, żeby osiągnąć tak fantastyczny efekt. A to tylko zwykły Maybelline Colossal Volume, który bardzo lubię, ale wcześniej (przed serum) nie dawał aż takiego efektu.

 

Myślę że serum wystarczy mi jeszcze na jakieś dwa miesiące, zwłaszcza że nie używam go już codziennie. Po tym czasie zamierzam wypróbować serum Magiclash, które znalazłam w Shinyboxie, a później się zobaczy :) Ale tak bardzo polubiłam się w nowych długich rzęsach, że chyba nie odmówię sobie przyjemności zakupu kolejnego opakowania :)


Jak tam Wasze rzęsy? Są z natury piękne i długie, czy też używacie wspomagaczy? Jeśli tak to jakich?

wtorek, 11 sierpnia 2015

Cztery Pory Roku - skoncentrowane serum do rąk i paznokci (kuracja nawilżająca)

Przez aktualną pogodę nie mam ani siły ani weny tworzyć nowych postów, ale stwierdziłam że muszę przestać szukać wymówek :) Prawdę mówiąc 8 godzin w pracy bez klimatyzacji przy obecnych temperaturach potrafi człowieka wykończyć... Macie jakieś swoje sprawdzone sposoby jak przeżyć takie upały w nieklimatyzowanym biurze? Podzielcie się!

A ja powoli przechodzę do właściwej części posta :) W czerwcowym Inspired by Charlize Mystery znalazłam między innymi serum nawilżające do rąk naszej rodzimej marki - Cztery Pory Roku. Jak się u mnie sprawdziło? Zapraszam do czytania.


Serum do rąk dzięki wysokiej koncentracji składników aktywnych zapewnia długotrwałe nawilżenie nawet bardzo suchej skóry już po pierwszym użyciu. Dzięki ultra lekkiej konsystencji bardzo szybko wchłania się, pozostawiając skórę jedwabiście gładką i miękką w dotyku. Rezultaty: natychmiast skóra jest bardziej miękka zdaniem 100 % kobiet; poziom nawilżenia już po godzinie wzrasta nawet o 130 %; poziom wygładzenia skóry już po godzinie wzrasta nawet o 50 %. Serum zawiera naturalne składniki aktywne tj. ekstrakt z mandarynki i kwasy owocowe aha - działają nawilżająco, rozjaśniająco i wygładzająco na skórę i paznokcie; 5% gliceryny - nadaje skórze miękkość i gładkość, chroni ją przed wysuszeniem; D-panthenol – intensywnie i długotrwale nawilża oraz łagodzi podrażnienia. 0% peg-ów, parabenów i alergenów. Produkt przebadany dermatologicznie.


Za serum nie powinnyśmy zapłacić więcej niż 10 zł; w tej cenie dostajemy 50 ml produktu. Produkt dostaniemy chyba w większości drogerii, a na pewno w Rossmannie.

Opakowanie jak dla mnie jest dość niespotykane - serum zamknięte jest w miękkiej tubce, jak większość kremów do rąk, ale to dodatkowo zakończone jest pompką. Pod światło widać zużycie produktu. Otwór jest odpowiedniej wielkości, a sama pompka działa (jak na razie) bez zarzutu.


Serum jest dość lekkie, ma żelową konsystencję o pastelowo różowym zabarwieniu. Błyskawicznie się wchłania nie pozostawiając tłustej ani klejącej warstwy. Zapach ma całkiem przyjemny, taki landrynkowo-owocowy, słodkawy i w chwili aplikacji dość intensywny. Na dłoniach zapach nie utrzymuje się zbyt długo.


Najpierw rozwinę troszkę temat opakowania. Uwielbiam takie pompki w kosmetykach, uważam je za najwygodniejsze i najbardziej higieniczne. Niestety w przypadku takiego produktu nie do końca zdają one egzamin. Nie ma większych problemów, jeśli serum będzie produktem biurkowym w pracy bądź w domu i będzie sobie spokojnie stało. Ale serum nie nadaje się do noszenia w torebce - pompka jest dość krótka, serum niezbyt gęste, więc jak będzie się nam przemieszczało w tubce to pompka będzie zasysać powietrze. Nie wiem też, czy nie będzie problemów przy końcówce produktu.

A co z działaniem? Producent obiecuje długotrwałe nawilżenie nawet bardzo suchej skóry... Niestety moim zdaniem nieco mija się z prawdą. Nawilżenie owszem jest, ale na pewno nie jest długotrwałe, uczucie nawilżenia mija zaraz po umyciu rąk, a nawet i bez mycia nie utrzymuje się zbyt długo. Osobom z mniej wymagającymi dłońmi (jak na przykład ja) nie będzie to zbytnio przeszkadzać, ale moim zdaniem to nie jest kosmetyk dla osób z bardzo suchą skórą.




Dłonie po użyciu serum są przyjemne w dotyku, miękkie, ale to też nie jest długotrwałe wrażenie. Serum bardzo szybko się wchłania, więc świetnie się spisze w pracy (u mnie właśnie tam stoi przy monitorze). Od razu po aplikacji możemy wrócić do pracy, kosmetyk nie pozostawia lepkiej ani tłustej warstwy. Nie zauważyłam też niestety żadnego wpływu na moje paznokcie.

Podsumowując - jest to dość przeciętny jak dla mnie kosmetyk, który może zadowolić swoim działaniem jedynie osoby z niezbyt suchą skórą. Świetnie spisze się w pracy dzięki błyskawicznemu wchłanianiu, ale nie da nam obiecanego długotrwałego nawilżenia. Kosztuje niewiele, więc zawsze można spróbować, bo przecież u każdego kosmetyki sprawdzają się inaczej :)

Miałyście to serum? Jesteście zadowolone z jego działania? No i jakie macie sposoby na przetrwanie w tych upałach? :)

piątek, 7 sierpnia 2015

Moje hity # 3

Masakra... jest tak gorąco że nie mam na nic siły. Lubię ciepełko, lubię słońce, lubię się opalać. Ale nie znoszę tego, że w pracy mam w pokoju około 32°C. Co innego taka temperatura na dworze, a co innego w pomieszczeniu, w pracy, gdzie wymaga się od człowieka myślenia i skupienia :P Ale lepiej nie narzekać, bo jak zacznie padać i się ochładzać to będzie jeszcze więcej powodów do marudzenia :)

Uzbierałam kolejną piątkę hitów - kosmetyków, które polubiłam od pierwszego użycia i które pojawią się u mnie na pewno jeszcze nie raz :)


Teoretycznie te produkty są ulubieńcami czerwca/lipca, aczkolwiek jeden z nich znam dłużej i lubię też dłużej :) Ale do rzeczy :)

GARNIER - płyn micelarny


Dotychczas najskuteczniejszym z używanych przeze mnie miceli była Mixa, z której byłam bardzo zadowolona (pisałam o niej tutaj). Garnier wydaje mi się jeszcze trochę lepszy i ma chyba bardziej nawilżające działanie. Jego recenzja ukaże się pewnie już niebawem, bo została mi już tylko 1/4 opakowania. Ten płyn jest tak uwielbiany przez blogosferę (przynajmniej ja odniosłam takie wrażenie), że zdziwię się jeśli o nim nie słyszałyście :)

AVON PLANET SPA - rozświetlająca maseczka do twarzy z pyłem perłowym i algami morskimi


O tej maseczce pisałam przy okazji recenzji całej serii Caribbean Escape. Zawiera delikatne drobinki peelingujące, fantastycznie nawilża moją skórę, nie podrażnia. Skóra po jej zastosowaniu jest gładka, elastyczna, rozjaśniona. Pył perłowy jest niewidoczny, poza tym maseczkę i tak zmywam wilgotną gąbką więc pewnie by się wytarł :) Ta maseczka przywróciła mi wiarę w kosmetyki Avonu :)

YVES ROCHER - aksamitna maseczka odbudowująca Nutritive Vegetal


Podobnie jak maseczkę z Avonu - polubiłam ją przede wszystkim za świetne działanie nawilżające. Do tego dochodzi przyjemny zapach, aksamitna konsystencja. Minusem może być cena regularna, ale od czego są promocje w Yves Rocher? :) Recenzja tej maseczki pewnie pojawi się jeszcze w sierpniu.

SYLVECO - odżywcza pomadka z peelingiem


Czytajcie, kupujcie, zużywajcie i znów kupujcie :) Peeling do ust w formie pomadki to rewelacyjne rozwiązanie. Do tego działanie tego konkretnego kosmetyku jest równie rewelacyjne co sam pomysł:) To jeden z takich produktów, które niby nie są niezbędne, ale dla mnie stały się nieodłączną częścią mojej pielęgnacji. 

ESSENCE - konturówki do ust


To moje odkrycie zeszłego miesiąca :) Naczytałam się o tych konturówkach tyle pozytywów, że postanowiłam sama je wypróbować. Najpierw kupiłam 07 i 15, a w sierpniu pozostałe dwa kolory. Oczywiście nie potrafiłam na zdjęciu oddać ich rzeczywistych kolorów, więc musicie mi uwierzyć na słowo że są piękne :) Mi najbardziej do gustu przypadła Honey Berry - piękna fuksja. Jestem tym trochę zdziwiona, co bo tej pory gustowałam w subtelniejszych kolorach na ustach :) Nie używam ich jako typowych konturówek, a raczej jako szminek w kredce - czyli na całe usta :) Są miękkie, kremowe, całkiem nieźle utrzymują się na ustach i dość równomiernie ścierają. Gama kolorystyczna jest trochę dziwnie skomponowana, bo kolory są do siebie dość podobne. A do tego nie ma do niech testerów (a przynajmniej w drogeriach w których ja bywam nie ma).

A tak prezentuje się cała gromadka:


Znacie? Lubicie? A może macie lepsze zamienniki do tych kosmetyków?

wtorek, 4 sierpnia 2015

Denko lipcowe

Czerwcowe denko było u mnie tak ogromne, że lipcowe wypada przy nim co najmniej skromnie :) Ale ważne, że kosmetyki nadal powoli znikają jeden po drugim i robią miejsce dla kolejnych nowości :)


W denku tradycyjnie znalazły się zarówno produkty które kupię i chętnie do nich wrócę,  takie których nie kupię z różnych względów oraz takie co do których nie jestem do końca zdecydowana.


1 - ORIGINAL SOURCE - żel pod prysznic
Żel w wersji cytryna & drzewo herbaciane. Przecudny zapach, tak bardzo cytrynowy, że jak go używałam to od razy zaczynały mi pracować ślinianki :) Robił fajną pianę, nie wysuszał - z chęcią będę do niego wracać.

2 - YVES ROCHER - żel pod prysznic
Karambola z Malezji jak dla mnie brzmi zagadkowo. Żel pachnie owocowo, słodko, porównałabym go trochę do nektarynki, ale przełamanej kwaskową nutą. Mi się spodobał. Co do pozostałych właściwości to tak samo jak pozostałe żele z tej serii dobrze się pienią, nie wysuszają i myją :)


3 - ZIAJA - emulsja do opalania
Jeśli chodzi o wszelkie produkty do opalania to raczej nie przywiązuję wagi do marki. Biorę odpowiadający mi filtr i patrzę na cenę :) Ziaja ma dość przyjemny (ale nie porywający) zapach, łatwo się rozprowadza, ale trzeba uważać, bo na słońcu emulsja robi się dość rzadka :) Co do wodoodporności takich kosmetyków ja zawsze mam wątpliwości i używam ich po każdym wyjściu z wody :)

4 - ZIAJA - nawilżające mleczko utrwalające opaleniznę
Jak kupowałam je w zeszłym roku (tak, oba produkty są zeszłoroczne) to byłam przekonana że biorę mleczko łagodzące po opalaniu :) Okazało się inaczej. Mleczko ma zapach charakterystyczny dla samoopalaczy i właśnie na tym polega to utrwalanie opalenizny. Łatwo się rozprowadza, wchłania się średnio szybko.


5 - EVELINE - peeling do rąk
Pisałam o nim tutaj. Całkiem fajne działanie - dłonie po użyciu są wygładzone, miękkie. Szkoda tylko że nie ma innych wersji zapachowych, bo nie przepadam za waniliową nutą w kosmetykach.

6 - ORGANIQUE - peeling Eternal Gold
Przecudowny! Wylądował w moich ulubieńcach, doczekał się też recenzji, możecie ją znaleźć tutaj. Solidny zdzierak o przyjemnym zapachu, pozostawia skórę miękką, wyraźnie wygładzoną i nie ma potrzeby stosowania po nim balsamu. Tylko ta cena... 68 zł :(

7 - LILLAMAI - peeling algowy do ciała
Miniatura o pojemności 50 ml z Shinyboxa wystarczyła mi raptem na dwa razy. Właściwości zdzierające są naprawdę niezłe, ma konsystencję piasku zatopionego w jakimś żelu, ale nie jest zbyt rzadki. Nie do końca odpowiada mi jednak zapach tego peelingu - ziołowy, niezbyt przyjemny, podobny do peelingu do twarzy ze skrzypem z Sylveco. Pełnowymiarowy kosmetyk kosztuje 51 zł / 120 ml, więc jeszcze więcej niż Organique.


8 - TIMOTEI - odżywka do włosów Moc i Blask
Recenzja tej odżywki w duecie z szamponem z tej samej serii ukazała się na blogu nie tak dawno, możecie ją znaleźć tutaj. Spisywała się całkiem nieźle, nie powodowała przetłuszczania włosów, które po jej użyciu były miękkie i dobrze się układały. 

9 - BIOSILK - jedwab do włosów
Przeszkadzał mi jego lekko alkoholowy zapach i brak dozownika. Zdecydowanie bardziej wolę jedwab z Mariona :)

10 - TIMOTEI - odżywka do włosów Drogocenne  Olejki
Ogólne działanie podobne jest do wcześniejszej odżywki: ułatwia rozczesywanie, włosy są miękkie, dobrze się układają. W odróżnieniu od odżywki Moc i Blask przy używaniu tej na moich włosach pojawiają się ładne złociste refleksy. Wcześniej używałam tej odżywki w duecie z szamponem z tej samej serii i włosy szybciej mi się przetłuszczały. Jednak teraz gdy stosowałam ją z szamponem Moc i Blask włosy myłam tak często jak zwykle.


11 - SYLVECO - łagodzący krem pod oczy
Ubolewam bardzo że mi się skończył. Jak na razie to mój ulubiony krem pod oczy. Dobrze nawilża, łagodzi, ujędrnia skórę pod oczami. Więcej zachwytów na jego temat znajdziecie w recenzji.

12 - BIOLIQ - oczyszczający żel do mycia twarzy
Pisałam o nim niedawno, recenzja jest tutaj. Żel dobrze oczyszcza, szczoteczka przyjemnie masuje i wygładza skórę. Dodatkowo opakowanie można wykorzystać później i wlać do niego nowy żel (szczegóły w recenzji).

13 - BANDI - krem intensywnie nawilżający
Jego recenzja była jedną z pierwszych na moim blogu :) Krem przyjemnie pachnie cytrusami, dość dobrze nawilża, choć nie nazwałabym go intensywnym. Szybko się wchłania, można go stosować również pod makijaż.

I to tyle. Tylko tyle. A jak Wasze denka, są bardziej obfite?☺
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...