czwartek, 31 grudnia 2015

Grudniowe zakupy i nowości

Mój grudzień jest dość obfity w nowości, zwłaszcza jeśli wziąć pod uwagę pudełka (a tych nie sposób pominąć!). Trochę rzeczy kupiłam sama, część dostałam w prezencie i jak zwykle się nazbierało :)


Okazało się kończą się wszystkie myjadła do twarzy, dlatego postanowiłam wypróbować w końcu jakiś żel Sylveco, szperałam po progeriach internetowych i trafiłam do Cocolity.


Długo zastanawiałam się między żelem tymiankowym a rumiankowym, ostatecznie stwierdziłam że ten pierwszy powinien być lepszy dla mojej cery (ale mogę się mylić). Ostatecznie tymiankowy żel do twarzy Sylveco używam do porannego oczyszczania, a arnikowe mleczko oczyszczające Sylveco stosuję wieczorem. Na początku grudnia ilość używanego przeze mnie micela z Sylveco była już dość niepokojąca, a nie miałam nic w zapasie (poważnie!) więc postanowiłam wypróbować czy płyn micelarny Biolaven jest równie dobry co jego starszy brat :) Tonik hibiskusowy Sylveco wzięłam przy okazji, bo toniku z Ziai którego teraz używam została około połowa. Pomadka peelingująca Sylveco, którą uwielbiam trafiła do koszyka i chwilę poczeka na użycie, bo mam jedną otwartą. Ale stacjonarnie u mnie te pomadki kosztują około 12-13 zł, więc postanowiłam skorzystać z okazji i kupić taniej. Bazę pod cienie z Essence postanowiłam wziąć żeby wypróbować coś innego niż tylko te słoiczkowe, które są coraz bardziej denerwujące w "obsłudze".

Później były Mikołajki - i box pełen cudowności od Angeliki z bloga MintElegance.


Jak widać jest to box nie tylko kosmetyczny, a szczegółowo o jego zawartości możecie poczytać w tym poście.


To też prezent mikołajkowy - od mojej przyjaciółki :) Baza pod makijaż z Ingrid na razie czeka na swój debiut choć nawet nie wiem dlaczego. Sylwester to chyba dobry moment, żeby ją wypróbować :)

Przy okazji zakupów w Biedronce nie mogłam przejść obojętnie obok pewnej promocji.


Uwielbiany przeze mnie płyn micelarny z Garniera był za 10,89 zł, więc mimo zakupu micela z Biolaven postanowiłam kupić i ten. Wiem że spisze się świetnie, jestem w stanie zapłacić za niego cenę regularną, ale po co skoro można skorzystać z promocji :)

Czas na następne pudełko:


Świąteczny, pachnący cynamonem i pomarańczami Chillbox - jeśli chcecie przeczytać o nim trochę więcej to zapraszam tutaj.

I kolejne pudełka - wyprzedaż Joyboxa.



Jak widać aż sześć produktów mi się powtórzyło, szkoda. Ale ogólnie nie jest źle - część kosmetyków zostanie u mnie, część znajdzie nowe domy - nic się nie zmarnuje :) Dokładniej o zawartości pudełek możecie przeczytać w tym wpisie.

I jeszcze jedno pudełko - ostatnie :)


Zawartość świątecznego Shinyboxa pokazywałam już tutaj. Ogólnie pudełko nie jest złe, ale jak dla mnie jednak brakuje w nim magii...

Na święta trzeba się jakoś przygotować, więc powędrowałam do Natury :)


Mój kolor zdecydowanie wymagał już odświeżenia, a farbę z Joanny bardzo lubię, miałam ją już kilka razy. Dokupiłam też krem do depilacji wąsika z Bielendy - generalnie już od dłuższego czasu używam do tego celu epistick, ale kremem jest zdecydowanie szybciej.

No i świąteczne prezenty :)


Zestaw z Bandi, który zawiera delikatną piankę myjącą, jedwabisty olejek do demakijażu, energetyzujący krem nocny oraz energetyzujący multiaktywny koktajl kosztował dokładnie 49 zł. Wiem, bo sama kupiłam mojej Siostrze tego Face&Look Boxa. Zastanawiałam się, czy nie kupić też dla siebie, bo cena była bardzo kusząca, ale ostatecznie ze względu na zapasy odpuściłam. Wyobraźcie sobie moje zdziwienie jak znalazłam go pod choinką :) Dostałam też elektroniczny system do pielęgnacji paznokci Scholl i kilka ciuchów, których nie ma na zdjęciu.

I na koniec jeszcze planer, który sama sobie zrobiłam :) W trakcie roku zweryfikuję czy w takiej formie mi się sprawdza, czy coś powinnam zmienić i prawdopodobnie na 2017 też stworzę coś sama :)


I to tyle. Mam szczerą nadzieję, że w styczniu nie będę tak szaleć (może nie będzie żadnych styczniowych zakupów?)

A czy Wasz grudzień był obfity w nowości? Zaszalałyście bardzo czy tylko troszkę? ☺

******************************************
Przypominam, że od niedawna możecie mnie znaleźć na Instagramie jako kosmetyczne_raczkowanie - zostawcie w komentarzu namiary na siebie :)

środa, 30 grudnia 2015

SO BIO ETIC - peeling do twarzy z bio aloesem

Peeling, który chciałabym Wam dzisiaj pokazać trafił do mnie już dawno temu. Opakowanie, które część z Was mogła zobaczyć już wczoraj na moim Instagramie trafiło ostatecznie do torby z pustakami, więc czas chyba napisać o nim nieco więcej, tym bardziej że recenzji produktów tej marki nie znajdziemy na wielu blogach. Przyznam się szczerze, że recenzji tego produktu nie znalazłam nigdzie :)


Doskonały peeling do twarzy marki SO BIO, który organicznymi perełkami jojoba oczyści Twoją skórę pozostawiając ja czystą, miękką i świeżą. Jego bardzo delikatna formuła ma idealne działanie nawilżające. W dużej mierze ochrona przed nadmierną utratą wilgoci przez skórę jest zapewniona przez aloes, który jest prawdziwym cudem wśród roślin rosnących na pustyni. Pochodzi z Afryki Północnej, potrafi przetrwać w surowych warunkach dzięki temu, że w swoich liściach gromadzi wodę, bogatą w witaminy, minerały i aminokwasy.
Produkty z serii z aloesem SO BIO etic mają następujące właściwości:
- głęboko nawilżają i odżywiają skórę
- chronią przed utratą wilgoci
- formuły są lekkie i nie obciażają skóry, jednocześnie czyniąc ją miękką i delikatną
- świeży, delikatny, w 100% naturalny zapach
Certyfikaty ekologiczne So Bio etic

* z rolnictwa ekologicznego
99% składników jest pochodzenia naturalnego
47% składników pochodzi z rolnictwa ekologicznego

W sklepie Biosna, z którego pochodzi mój peeling opakowanie o pojemności 75 ml kosztuje 39,00 zł. Przypuszczam że w podobnej cenie można go kupić również w innych internetowych sklepach z kosmetykami naturalnymi.

Bardzo poręczna, miękka tubka zamykana na klik. Opakowanie w większości jest przezroczyste, więc widzimy ile mamy jeszcze do zużycia. Fabrycznie tubka zabezpieczona jest plastikową plombą, którą odrywamy przed pierwszym użyciem. Otwór jest średniej wielkości, bez problemu możemy zaaplikować taką ilość peelingu jaka jest nam potrzebna. Na opakowaniu wszystkie informacje są po francusku, ale jest na nim również naklejka z kilkoma informacjami po polsku.


Tu pierwsze zaskoczenie, bo to nie peeling tylko żel peelingujący. Ale to moja wina i nieuwaga, przecież na tubce jest napisane "facial gel scrub", więc mogłam się domyślić :) Nic to, przecież żel też można używać :P A więc żel ma konsystencję... żelową! ☺ Jest przezroczysty, z zatopionymi w nim białymi i niebieskimi drobinkami / granulkami. Podczas masowania twarzy wytwarza się bardzo delikatna pianka, a drobinki ulegają chyba częściowemu rozpuszczeniu, bo w miarę upływu czasu ma się wrażenie że jest ich coraz mniej i masują słabiej. Jeśli chodzi o zapach, to mnie nie zachwycił, ale nie był też nieprzyjemny. Nie wiem jak pachnie aloes... może właśnie tak?


Dość dawno temu stwierdziłam, że nie lubię peelingów enzymatycznych, wolę tradycyjne zdzieraki. Ten peeling to coś pomiędzy - niby zdzierak, ale bardzo delikatny. Drobinek nie jest zbyt dużo, a do tego nie są ostre, dlatego fanki ostrego zdzierania mogą nie być zachwycone :> Ja, mimo że wolę trochę mocniejsze peelingi (ale bez przesady, papierem ściernym twarzy nie traktuję!), z tym żelem też się polubiłam. W bardzo delikatny, ale skuteczny sposób oczyszcza skórę, która po jego zastosowaniu staje się gładsza, miękka i mam wrażenie że rozjaśniona


Producent obiecuje głębokie nawilżenie i ochronę przed utratą wilgoci. No nie. Nawilżenia nie zauważyłam (ale ja prawdziwy sucharek jestem), ale trzeba przyznać że wysuszenia również nie dostrzegłam. Peeling dobrze się dogadywał z moją skórą, nawet gdy stosowałam go częściej niż zaleca producent - czasem nawet 4-5 razy w tygodniu. Uznałam, że żel jest na tyle delikatny, że nie powinien mi zaszkodzić i miałam rację. Żel jest bardzo wydajny, ja używałam go w sumie przez około 3-4 miesiące z różną częstotliwością, a czasem stosując tez zamiennie inny peeling. Żel radził też sobie świetnie z usuwaniem resztek makijażu (oczywiście makijażu twarzy, a nie oczu) bo i do takich celów go wypróbowałam :) Ponadto nie uczulił mnie, nie podrażniał. Jeśli lubicie testować nowości, a do tego jesteście fankami naturalnych kosmetyków, to warto go wypróbować.

Znacie kosmetyki tej marki? Używałyście już coś?

niedziela, 27 grudnia 2015

Mania chomikowania #6


Święta, Święta i po Świętach :( Cieszę się że jest jeszcze ten jeden dzień wolnego i można dojść do siebie przed powrotem do pracy. Poświątecznie postanowiłam rozliczyć się z moimi zapasami - tak, jestem kosmetycznym chomikiem i źle mi z tym. Ale stwierdziłam, że teraz, po rezygnacji z subskrypcji pudełek powinno łatwiej mi pójść zmniejszanie zapasów :) A tymczasem... (małe zdjęcia to stan zapasów z października)

CIAŁO
1 - żele pod prysznic


Ostatnio widziałam tu światełko w tunelu, ale ono niestety zgasło :( Mam łącznie 2,29 l różnych żeli, czyli więcej niż ostatnio mimo że nic nie kupowałam. Aktualnie pod prysznicem stoi owocowy YR (co widać po zużyciu) i Balea.

2 - żele peelingujące i peelingi


Tu jak widać nieco popłynęłam :) Ale jakoś tak się złożyło, że w pudełkach było dość peelingowo i takie są tego efekty. Łącznie mam 700 ml kosmetyków, a to zdecydowanie więcej niż ostatnio. Obecnie używam cudnie pachnącego peelingu od Mineralnej Kasi ale chyba otworzę też Body Boom.

3 - balsamy do ciała


Tu niestety też nie jest dobrze :( Na swoje usprawiedliwienie napiszę, że balsam pod prysznic z Eveline się kończy i na razie nie kupię nowego dopóki nie zużyję kilku tradycyjnych mazideł. A mam ich łącznie 1750 ml, czyli duuużo więcej niż poprzednio. Używam obu balsamów od Eveline i masła shea.

4 - mydła


Obecnie mam 885 g mydeł, to trochę więcej niż ostatnio. Ale mydło w płynie z Isany już się kończy, podobnie jak kostka z Dove. Teraz w ruch pójdą kolejne kostki :)

5 - olejki


285 ml to tyle samo co poprzednio. Ten z awokado zamierzam w końcu w styczniu zdenkować. Mimo że zdaję sobie sprawę z tego, że oleje mogą zrobić dużo dobrego, że wiele osób je chwali to ja jakoś ciągle nie potrafię się z nimi zaprzyjaźnić.

6 - płyny do higieny intymnej


Tu stan zapasów się nie zmniejszył, mam 665 ml płynów. Oczywiście zużycie biedronkowej Intimei jest większe niż poprzednio i kto wie, może w styczniu wyląduje w denku?

7 - dezodoranty, antyperspiranty


A tu w końcu kategoria, w której moje zapasy się zmniejszyły :) Mam obecnie dwie kulki (łącznie 110 ml), których używam. A tak w ogóle to ostatnio zauważyłam, że od kiedy w miarę regularnie ćwiczę to jakoś mniej się pocę :) Pewnie większość wyłazi ze mnie na ćwiczeniach :)

WŁOSY
8 - szampony
Razem 900 ml - nie jest źle, to mniej niż ostatnio.Tego malucha z L'occitane użyłam kilka razy na wyjeździe, teraz czeka na jakiś kolejny :) Pozostałych używam wszystkich, choć staram się raczej skończyć ten do włosów brązowych.

9 - stylizacja i pielęgnacja


Łącznie mam 1195 ml różnych specyfików, a to więcej niż poprzednio. To wszystko przez dużą pojemność maski, bo jak widać ilościowo udało mi się zmniejszyć zapasy :)

TWARZ
10 - kremy do twarzy
Tu zapasy znów się zwiększyły - mam teraz 428 ml kremów. Na dzień używam tego z AA (tak, mam dwa), a na noc z Garniera, ale on się skończy albo jeszcze w grudniu albo na początku stycznia. Po nim planuję zacząć albo Norela z kwasem migdałowym, albo mój nowy świąteczny prezent z Bandi.

11 - maski, maseczki


Ta kategoria ostatnio obejmowała również serum, ale ta ilość specyfików na zdjęciu mnie tak przytłaczała że postanowiłam ją podzielić na dwie. Tak czy inaczej łącznie mam 490 ml różnych kosmetyków, a to mniej niż ostatnio. Używam ciągle glinki z Mokosh i kolejnej maseczki z Avonu. Wypróbuję też chyba lada dzień maseczkę z BeeYes, tylko najpierw chyba zrobię sobie próbę uczuleniową.

12 - serum i inne upiększacze


Razem mam 178 ml kosmetyków, czyli ciut więcej niż ostatnio. Na zdjęciu nie ma serum z Enklare, bo przechowuję je - jak producent zaleca - w lodówce i zwyczajnie do zdjęcia o nim zapomniałam. Używam teraz serum Enklare na noc, a na dzień serum z Ingrid.

13 - demakijaż


W tej kategorii zapasy są również większe niż ostatnio, razem mam 900 ml kosmetyków do demakijażu. Sylveco się skończy niedługo, a akurat tego typu kosmetyki u mnie schodzą dość dobrze, bo maluję się w zasadzie codziennie.

14 - peelingi


Pojemność taka sama jak poprzednio, 75 ml, zmienił się tylko kosmetyk :) Dzięki kochanej Sisi mogę się w końcu cieszyć peelingiem wygładzającym z Sylveco :)

15 - oczyszczanie i tonizowanie


Razem mam 1052 ml różnych kosmetyków, a więc trochę więcej niż ostatnio. Wodę różaną zużywam do maseczek z glinki, Do porannego oczyszczania twarzy używam żelu tymiankowego, a do wieczornego - mleczko arnikowe. Oprócz tego rano i wieczorem przemywam twarz tonikiem z Ziai.

16 - kremy pod oczy


Pisałam ostatnio w którymś z postów, że z kremami pod oczy niedługo będę mogła sklep otworzyć... Razem mam 74 ml, czyli więcej niż ostatnio. Na szczęście jak widać Syis się kończy (musiałam się z nim uporać bo datę ma do stycznia 2016), później  muszę dokończyć YR i Norel, bo oba są już zaczęte.

17 - pielęgnacja ust


Na zdjęciu nie ma jeszcze pomadki ochronnej Bebe, którą noszę w kieszeni płaszcza. Razem mam 90,1 g kosmetyków do pielęgnacji ust, a to zdecydowanie więcej niż ostatnio, co widać już po zdjęciu. Pomadka z YR jest ze mną w pracy i powoli się kończy (wymienię ją na Eveline), Sylveco używam co wieczór w domu.

DŁONIE
18 - pielęgnacja dłoni
 
 
Pierwsze dwa kremy są na ukończeniu, więc tak naprawdę nie jest tak źle jak wygląda :) Ale i tak mam obecnie 300 ml kremów, czyli więcej niż ostatnio.

19 - pielęgnacja paznokci


Tutaj nadal bez zmian - 31 ml. Dopóki nie zrezygnuję z hybryd (a nie zanosi się na to) to tu się raczej niewiele będzie zmieniać.

STOPY
20 - pielęgnacja stóp
 
 
Wizualnie się zmieniło, ale jeśli chodzi o wielkość zapasów to jest bez zmian, nadal mam  275 ml różnych kosmetyków i sztyft. Używam teraz obu kosmetyków z SheFoot.

KOLORÓWKA
21 - tusze do rzęs
 
 
Przez Shinyboxa moje zapasy znów się zwiększyły i mam obecnie 7 maskar. Używam teraz zamiennie tuszu z YR, Lovely i MAC, z dwoma pierwszymi pożegnam się w styczniu bo robią się coraz bardziej suche.

22 - podkłady


165 ml to więcej niż poprzednio niestety. Jak widać używam obecnie podkładu z Paese (nie bardzo jestem z niego zadowolona). Zamiennie stosuję też Astor Perfect Stay i BB z Holika Holika.

W październiku w zapasach miałam 11193 ml różnych kosmetyków i 6 maskar. Jak wypadło podsumowanie kończące ten rok? 12838,1 ml kosmetyków i 7 maskar - zapasy się wyraźnie zwiększyły :( Jak już może wiecie zrezygnowałam z subskrypcji Shinyboxa, więc mam nadzieję że to również pomoże mi sukcesywnie zmniejszać ilość posiadanych kosmetyków. Zerknęłam sobie dzisiaj do pierwszego posta z serii Mania chomikowania i dość przerażające jest to, że niektóre kosmetyki leżą u mnie od około roku! Na szczęście z datami ważności jeszcze się wyrabiam :>

W ostatnim podsumowaniu pisałam, że muszę kupić peeling do twarzy i pomadkę ochronną, a chciałabym kupić peeling wygładzający Sylveco. Wszystko udało mi się zrealizować - kupiłam pomadkę, peeling Sylveco dostałam w prezencie od Sisi, a peeling do stóp przywędrował do mnie w mikołajkowym boxie od Angeliki z bloga MintElegance. Na przyszły rok mam jeden plan: w każdej kolejnej odsłonie z tej serii chciałabym się pochwalić zmniejszaniem się zapasów tak, aby w kolejnym grudniowym podsumowaniu móc być z siebie dumną :) Plan jest taki, żeby kupować tylko to co jest mi naprawdę niezbędne (bądź jest na to wyjątkowa promocja, a wiem że zużyję to w ciągu 3 miesięcy od zakupu).

PODSUMOWANIE:
Absolutny zakaz kupowania: produktów twarzowych (kremów, maseczek, peelingów, żeli do mycia, toników), tuszy do rzęs, balsamów do ciała, podkładów, miceli, żeli pod prysznic
Raczej wstrzymać się z kupowaniem: wszystkiego innego ☺
Chciałabym kupić: ---
Muszę kupić: ---

A Wy chomiczki jak tam? Czy przez Święta Wasze zapasy dużo urosły? ☺

czwartek, 24 grudnia 2015

Wesołych Świąt


Kochane!
Życzę Wam w te Święta chwili wytchnienia i odpoczynku, znalezienia czasu tylko dla siebie (choćby odrobiny ☺), słodkiego obżarstwa bez wyrzutów sumienia, błogiego lenistwa, wymarzonych i trafionych prezentów pod choinką. Niech nadchodzące dni pozwolą Wam na zebranie sił i naładowanie akumulatorów na cały kolejny rok :)

Monika



A kto u Was przynosi prezenty pod choinkę? U mnie Dzieciątko :)

wtorek, 22 grudnia 2015

Shinybox grudzień 2015

Świąteczne Shinyboxy po wielu przygodach w końcu trafiły w nasze ręce. Czy zawartość grudniowych pudełek osłodziła nam to dość długie oczekiwanie? Sprawdźcie same :)


Hasło przewodnie pudełka brzmi Where the magic happens: "Nareszcie nadszedł ten niezwykły czas, na który czekamy z utęsknieniem cały rok! Magia chwil spędzonych w gronie najbliższych, zapach świeżej choinki, korzennych pierników i cynamonu niebawem zagości w naszych domach. W tym magicznym miesiącu razem odkryjmy radość z dawania i otrzymywania prezentów – tych wyczekiwanych, najlepszych, przepełnionych miłością. Pierwszym z nich jest najnowsze pudełko ShinyBox. To porcja niezwykłych kosmetyków w czarodziejskiej, świątecznej oprawie. Dzięki niemu oddasz się odrobinie relaksu i odprężenia oraz sprawisz wyjątkową przyjemność swoim najbliższym… bowiem grudniowe pudełko ShinyBox to idealny pomysł na prezent!"


Szata graficzna bardzo świąteczna, taka sama jak przed rokiem (i przed dwoma ☺). W moim pudełku znalazłam siedem kosmetyków (w tym sześć pełnowymiarowych) i zestaw próbek. Jeden z pełnowymiarowych kosmetyków to prezent za przynależność do klubu VIP, więc nie we wszystkich pudełkach się znalazł. A jak to wszystko wygląda z bliska?

MOKOSH - olejek do ciała Pomarańcza z Cynamonem
Średnia cena 65,00 zł / 100 ml - dostałyśmy produkt pełnowymiarowy
Info od Shiny: Olejek z limitowanej edycji wyprodukowany przez markę MOKOSH na specjalne zamówienie ShinyBox. Kompozycja zapachowa pomarańczy z cynamonem zapewni Ci fantastyczne doznania i zapewni głęboki relaks w długie zimowe wieczory.


Ten produkt był akurat znany od początku. Wiem że wiele dziewczyn jest z niego bardzo zadowolona, ale ja jakoś ciągle nie potrafię się zaprzyjaźnić z olejkami. Ten pachnie przepięknie, cynamonu w zasadzie nie wyczuwam, pachnie pomarańczowo, ale są też wyczuwalne lekko korzenne nuty.

VIANEK - krem pod oczy
Średnia cena 25,00 zł / 15 ml - w pudełku również znalazł się pełnowymiarowy kosmetyk
Info od Shiny: Lekki krem o nietłustej konsystencji, nawilża i uelastycznia delikatną skórę wokół oczu. Połączenie właściwości ekstraktu z lnu oraz oleju z kiełków pszenicy gwarantuje wygładzenie, ukojenie i poprawę kolorytu skóry. Kosmetyk idealny do stosowania na dzień, pod makijaż, a także na noc, w formie maseczki.


Poważnie? Krem pod oczy? Krem z Syis (z krótkim terminem ważności) był we wrześniu i jeszcze go nie zużyłam. W październiku był roll-on z Delii, który ciągle czeka na swoją kolej. W listopadzie Shiny nas oszczędziło po to, żeby w grudniu dać kolejny krem pod oczy? Żeby nie było wątpliwości - bardzo cieszę się z marki (to nowe dziecko Sylveco, kosmetyki wejdą do sprzedaży w styczniu), ale dlaczego nie dali nam innego kosmetyku? Krem pod oczy z Sylveco należy do moich ulubionych, przypuszczam że z tym również się polubię, ale z kremami pod oczy niedługo otworzę sklep!

BODY BOOM - peeling kawowy "Cynamon"
Średnia cena 65,00 zł / 200 g - w pudełku znalazła się miniatura o pojemności 50 g (16,25 zł)
Info od Shiny: Peeling z limitowanej edycji, dostępny tylko w ShinyBox. Stworzony z wysokiej jakości kawy i wielu naturalnych składników. Cynamon zawarty w tym produkcie poprawia mikrokrążenie i wygładza skórę, ma również działanie rozgrzewające, a przez to antycellulitowe.


Obecność tego produktu również była znana wcześniej. Marka do tej pory mi nieznana, peelingi lubię i używam węc i ten wypróbuję z chęcią :). Miniatura niewielka, ale na kilka użyć wystarczy.

OILLAN - ochronny krem wzmacniający naczynka
Średnia cena 22,00 zł / 50 ml - dostałyśmy produkt pełnowymiarowy
Info od Shiny: Krem skutecznie wzmacnia naczynka oraz chroni nadwrażliwą skórę skłonną do zaczerwienień. Produkt hipoalergiczny, przywraca fizjologiczną równowagę skóry, wspomaga naturalne mechanizmy ochronne skóry.


Nie mam cery naczynkowej, ale z drugiej strony nie sądzę żeby używanie tego kremu mogło mi zaszkodzić. Nie wiem jednak czy krem zostanie u mnie czy powędruje do kogoś, bo produktów twarzowych mam wystarczająco dużo :)

NEAUTY MINERALS - cień mineralny
Średnia cena 14,90 zł / 1 g - do pudełka trafił pełnowymiarowy produkt
Info od Shiny: Mineralne cienie do powiek to naturalne kosmetyki do makijażu, zawierają czyste pigmenty mineralne, są niezwykle wydajne i bardzo trwałe. Cienie mogą być stosowane zarówno na mokro jak i na sucho. 


Wolę cienie prasowane, ale i te sypkie używam. Trafił mi się (jak sama nazwa "Like a Raven" wskazuje) kolor czarny. Po prostu czarny. Nie wiem czy nie będę sobie robić nim krzywdy, choć spróbuję go wykorzystać do smokey eye. Wiem że były też inne kolory, np. dość neutralny brąz, z którego byłabym bardziej zadowolona.

SIGNAL - pasta do zębów
Średnia cena 10,00 zł / 75 ml - gratis, produkt pełnowymiarowy
Info od Shiny: Najbardziej zaawansowana pasta do zębów, aby zapewnić Twojej rodzinie jeszcze lepszą i kompletną ochronę jamy ustnej. Pasta zawiera mikrogranulki do skutecznego czyszczenia przestrzeni międzyzębowych oraz cynk, który zapewnia ochronę przed bakteriami i płytką nazębną.


Pasta. Do zębów. Rok temu też była. Zużyję, owszem, ale i tak uważam że to nie jest najszczęśliwszy produkt do beautyboxa - nawet jako gratis.

BIOLIQ - zestaw próbek
gratis
Info od Shiny: Bioliq to innowacyjna marka dermokosmetyków przeznaczona do codziennej pielęgnacji, koncentrująca się na zaspokajaniu indywidualnych potrzeb skóry kobiet w każdym wieku. Wyjątkowa receptura marki Bioliq opiera się na naturalnych substancjach czynnych, otrzymywanych w wyniku ekstrakcji pozwalającej na skuteczne zachowanie ich unikanych właściwości.


Próbki jak próbki, część dla mojego typu skóry, część nie. Generalnie Bioliq lubię i z tych próbek jestem nawet zadowolona.

PERFECT-SKIM - błyszczyk do ust Lip Gloss
Średnia cena 40,00 zł / 18 ml - kosmetyk w pudełku jest pełnowymiarowy
Info od Shiny: Praktyczny i oryginalny produkt do codziennej pielęgnacji ust. Błyszczyk naturalnie nawilża i pozostawia swój kolor nawet do 8 godzin! Błyszczyk nawilża i pielęgnuje usta, sprawia, że stają się miękkie i gładkie. Błyszczyk nie zawiera parabenów i sztucznych barwników.


To właśnie produkt dla klientek VIP. Błyszczyk, który zmienia kolor naskórka pod wpływem temperatury. Jeśli uważacie, że Wasze sutki są zbyt blade to ten błyszczyk również jest dla Was! Nie, nie żartuję, taką informację zawarł producent na opakowaniu: "Zastosowanie: usta, okolice gruczołu sutkowego, inne partie wymagające podkreślenia koloru". Zaskakujące zastosowanie, no ale cóż. Błyszczyk rzeczywiście zmienia kolor naskórka (sprawdzałam tylko na ustach), mi trafił się odcień Jasmine, nie wiem czy były też inne. Ten jest delikatny, sprawdzi się na co dzień, choć trochę przeszkadza mi mocno błyszczące wykończenie. Za to nie jest zbyt klejący :)

I tym pudełkiem zakończyłam swoją dwuletnią przygodę z Shinybox. Zrobiłam to w sumie z ulgą i trochę żałuję że nie zrobiłam tego szybciej. Pudełko grudniowe niby nie jest złe, produkty niby mi się podobają, ale prawie do każdego mam jakieś zastrzeżenia. Na pewno plus za to, że pojawiło się kilka nowych marek. Mam ciągle na swoim koncie Shinystars, które wymienię być może w przyszłości na jakieś pojedyncze pudełko, ale ostatnio żadne nie zachwyciło mnie na tyle żeby to zrobić. W grudniowym też mi jakoś zabrakło efektu wow.


A Wy zamawiacie jeszcze Shinyboxy? Spodobała się Wam ta świąteczna edycja?

*****************************************************
W końcu się zmobilizowałam i mam Instagram ☺Zostawcie w komentarzu namiary na siebie; mnie znajdziecie jako kosmetyczne_raczkowanie
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...