sobota, 30 stycznia 2016

SYIS - krem pod oczy

Wybierając kosmetyk do dzisiejszej recenzji i przeglądając zdjęcia stwierdziłam, że chyba muszę zrezygnować z sezonowych dodatków :) Bo później właśnie wychodzi tak, że w środku zimy serwuję zdjęcia z... kasztanami :) A w tych kasztanach znajdziecie krem pod oczy, który znalazłam we wrześniowym Shinyboxie.


Przeznaczony do każdego rodzaju skóry. Świetnie radzi sobie z zasinieniami oraz drobnymi zmarszczkami pojawiającymi się wokół oczu. Dzięki zawartości cennego wyciągu z korzenia Tarczycy Bajkalskiej rozjaśnia, uelastycznia i wygładza delikatną skórę. Witamina B3 stymuluje syntezę kolagenu i spłyca zmarszczki. Zawarty w kremie kolagen działa regenerująco oraz odpowiednio nawilża skórę. Skóra staje się gładsza, lepiej odżywiona, a spojrzenie nabiera blasku. Wyciąg z Korzenia Tarczycy Bajkalskiej wykazuje działanie przeciwzapalne, przeciwzakrzepowe, przeciwbakteryjne i przeciwnowotworowe. Chroni skórę przed szkodliwym promieniowaniem UV, opóźnia starzenie komórek i przywraca aktywność fibroblastów. Kolagen odpowiada za utrzymanie odpowiedniego stopnia nawilżenia skóry, poprawia jej elastyczność oraz jędrność. Zatrzymuje zarówno substancje hydrofilowe jak i lipofilowe. Witamina PP/B3 poprawia ukrwienie skóry, stymuluje syntezę kolagenu w dojrzałych fibroblastach, spłyca drobne zmarszczki, uelastycznia skórę uszkodzoną promieniowaniem UV. Jest silnym antyoksydantem, zapobiega procesowi fotostarzenia.
[info ze strony Shinybox]


Aqua, Caprylic/Capric Triglyceride, Cetearyl Ethylhexanoate, Sodium Acrylate/Acryloyldimethyl Taurate Copolymer, Isohexadecane, Polysorbate 80, Scutellaria Baicalensis Root Extract, Soluble Collagen, Hydrolyzed Elastin, Niacinamide, Alumina, Titanium Dioxide Tin Oxide, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Phenoxyethanol, Methylparaben, Propylparaben, Disodium EDTA, Parfum, Alpha-Isomethyl Ionone, Benzyl Salicylate, Butylphenyl Methylpropional, Linalool, Sodium Hydroxide, Lactic Acid

Kosmetyki Syis możemy kupić w sklepie internetowym producenta, niektórych salonach kosmetycznych i drogeriach internetowych. Za ten krem o pojemności 15 ml trzeba zapłacić 29,00 zł. Chciałam sprawdzić czy ma na niego akurat jakiejś promocji i okazało się, że na stronie internetowej Syis tego kremu już nie ma (nie wiem czy to tylko chwilowe, czy też wycofali go zupełnie).

Takie jak lubię najbardziej - z pompką airless. Pompka się nie zacina, ale otwór przez który wydobywa się krem jest nieco za duży - trzeba ostrożnie przyciskać pompkę, żeby nie przedobrzyć i nie marnować kremu. Dodatkowo opakowanie jest przezroczyste i na bieżąco możemy kontrolować zużycie produktu. Nie rozumiem tylko dlaczego Syis zdecydowało się na zamknięcie 15 ml kremu w opakowaniu 30 ml - wyglądało to, jakbyśmy dostały jakiś wybrakowany kosmetyk.


Krem miał dość treściwą, ale niezbyt tłustą konsystencję. Łatwo się rozprowadzał, a niewielka ilość kremu wchłaniała się dość dobrze. Jeśli chodzi o zapach to był bardzo delikatny, prawie niewyczuwalny.


Ten krem musiał chwilę poczekać na swoją kolej, bo jak go dostałam to używałam akurat świetnego kremu żurawinowego z Norel. Czekanie nie mogło być zbyt długie, bo znaleziony w Shinyboxie krem miał datę ważności do stycznia 2016. No więc zaczęłam używać i co? Krem "professional", więc cuda miały być (na kiju oczywiście).

Zacznę od tego, że kremu pod oczy używam dwa razy dziennie - rano i wieczorem. Rano jest to zawsze cieniutka warstwa, żeby nie mieć później ewentualnych problemów z makijażem :) Wieczorem ta warstwa jest nieco grubsza, a dodatkowo co kilka dni nakładam krem w nieco większej ilości w formie maseczki. Do tej pory moja skóra wchłaniała prawie wszystko co jej aplikowałam, a jak było przy tym kremie? Dziwnie. Cienka warstwa rano wchłaniała się całkiem nieźle, nie powodowała rolowania się kosmetyków kolorowych - spoko. Wieczorem z tą grubszą warstwą już był mały problem - musiałam ją dość długo wklepywać, żeby stała się niewidoczna. Za to używanie kremu jako maseczki pod oczy okazało się totalną porażką. Nie wchłaniał się wcale, zasychał pod oczami, a później się kruszył :(


Nawilżenie było bardzo słabe (żeby nie powiedzieć że żadne). Nie było żadnego wygładzenia i uelastycznienia skóry (korektor pod oczy znów musiał iść w odstawkę), nie było spłycenia zmarszczek, generalnie kiszka. Cienie pod oczami mam naprawdę niewielkie, ale z nimi również nie zrobił nic. Z pozytywów mogę napisać, że krem mnie nie podrażniał i nie uczulał, ale to chyba za mało jak na profesjonalny krem pod oczy :(


Znacie kosmetyki Syis? Używałyście tego kremu?

poniedziałek, 25 stycznia 2016

SKIN79 - maseczki w płacie (seria kolorowa)

Przychodzę do Was dzisiaj z zaległą recenzją maseczek w płacie ze Skin79. Bardzo zaległą, bo ich puste opakowania mogłyście oglądać w poście z listopadowym denkiem. Maseczek używałam w odstępach mniej więcej tygodniowych i na bieżąco spisywałam swoje spostrzeżenia, żeby móc wybrać najlepszą z nich (oczywiście najlepszą wg mojej skromnej osoby).


I'M PURIFYING - MASKA ZIELONA
Rozjaśniająca maska w płacie dla cery problematycznej, trądzikowej. Ekstrakt tymianku i oregano kontroluje nadmiar sebum, lawenda wpływa łagodząco i goi niedoskonałości. Ekstrakt rozmarynu działa bakteriobójczo, odkażająco i przeciwzapalnie. Zielona herbata daje zastrzyk antyoksydantów i skutecznie nawilża skórę.

I'M REFRESHING - MASKA POMARAŃCZOWA
Odżywcza maseczka dodająca blasku. Przeznaczona dla cer poszarzałych, zmęczonych, z nadmierną produkcją sebum. Vital Energy Mask Sheet pomaga zachować równowagę. Delikatnie minimalizuje pory. Skwalen, olej z nasion słonecznika i zestaw witamin pomaga uzupełnić wilgotność w skórze zmęczonej, jednocześnie ograniczając nadmiar produkcji sebum. Cera staje się promienna i gładka.

I'M HYDRATING - MASKA FIOLETOWA
Mocno nawilżająca i wygładzająca maska w płacie. Przeznaczona dla cery suchej, odwodnionej. Nawilża głębokie warstwy skóry. Działa przeciwzapalnie i przeciwbakteryjnie.

I'M SMOOTHING - MASKA RÓŻOWA
Wybielająca maska w płacie. Wyrównuje koloryt skóry pozostawiając ją świetlistą i gładką. Opatentowany składnik Phyto-Oligo wnika w głębokie warstwy skóry zapewniając długotrwałe zatrzymanie wilgoci. Maska zawiera ekstrakty z róży, aloesu, wiśni, olejek z limonki, oraz anyżu gwieździstego działającego antyseptycznie.

I'M FIRMING - MASKA BRĄZOWA
Przeciwzmarszczkowa maska w płacie. Age Repair Mask Sheet to skuteczny zabieg przeciwzmarszczkowy dla wszystkich rodzajów cery. Peptydy kolagenowe i ekstrakty roślinne odżywiają tkankę łączną przez co skóra staje się jędrniejsza i gładsza. Adenozyna zawarta w masce pomaga utrzymać kształt włókien kolagenowych i zwiększa tworzenie się nowych, odpowiada za elastyczność skóry.

 
 



Kosmetyki Skin79 najlepiej kupić na stronie polskiego dystrybutora, będziemy mieć pewność że kosmetyki są oryginalne. Wiem też, że od jakiegoś czasu kosmetyki tej marki można kupić w niektórych drogeriach internetowych. Standardowa cena jednej maseczki to 15,00 zł, jednakże często można je nabyć w niższej cenie. Aktualnie też trwa promocja i maski z tej serii można kupić za 9,90 zł i dodatkowo dostajemy drugą maskę gratis (czyli wychodzi nam 5 zł za sztukę).

Wszystkie maski mają takie same opakowania, różnią się oczywiście kolorem :) Jest to płaska, foliowa, nieprzezroczysta saszetka. Znajdziemy na niej informacje o składzie, sposobie aplikacji i działaniu maseczki.

Płaty wszystkich maseczek są bardzo dobrze nasączone. Płynu jest na tyle dużo, że po zdjęciu maseczki wydobywałam jeszcze resztę z opakowania i wklepywałam w twarz i szyję (producent zresztą też to sugeruje). Płyn jest dość gęsty i bezbarwny (oprócz maseczki brązowej, gdzie ma mleczny kolor). Zapachem nieco się różnią (o tym w dalszej części), jednak w każdym wypadku jest on dość delikatny. Płaty dzięki temu, że są mocno wilgotne to dość dobrze przylegają do twarzy, zwłaszcza w górnej części. W tej dolnej (przede wszystkim okolice nosa i ust) jest nieco gorzej, ale ważne że maski się nie odklejały i nie odpadały. Wszystkie maski trzymałam na twarzy nieco dłużej niż sugeruje producent, bo około 30-40 minut.

MASKA ZIELONA


Teoretycznie nie jest to maska przeznaczona dla mojej suchej skóry, producent dedykuje ją cerom problematycznym i trądzikowym. Zapach jest jak dla mnie lekko "kuchenny", pewnie odpowiedzialne są za to ekstrakty tymianku, oregano, lawendy, rozmarynu i zielonej herbaty :) Maseczka w większości została "wypita" i wchłonięta przez moją skórę, pozostawiła na twarzy bardzo delikatnie wyczuwalną, lekko lepką warstewkę. Nawilżenie było rewelacyjne, wyczuwalne było jeszcze następnego dnia (a przypominam, że mam suchą skórę) i nie musiałam stosować kremu nawilżającego. Maseczka miała być rozjaśniająca - tego po tym jednym razie nie zaobserwowałam, nie wystąpiły też u mnie żadne niepożądane efekty.

MASKA POMARAŃCZOWA


Zapach bardzo delikatny, też wydał mi się lekko ziołowy choć nie tak jak przy maseczce zielonej. Po nałożeniu przez pierwsze kilka minut czułam delikatne mrowienie i ściągnięcie skóry. Maseczka dużo lepiej wchłaniała się na policzkach niż na czole, też pozostawiła delikatnie lepką warstwę. Nawilżenie niestety było słabe, już po około godzinie moja skóra aż się prosiła o krem nawilżający. W następnych dniach na mojej twarzy zaczęły pojawiać się wypryski, a to naprawdę nie zdarza się u mnie często.

MASKA FIOLETOWA


Maska mocno nawilżająca, po której obiecywałam sobie najwięcej - wszak przeznaczona idealnie dla mnie :) Ma przyjemny, lekko cytrusowy zapach, nie pozostawia takiej lepkiej warstwy jak dwie poprzednie. Nawilżenie jest bardzo dobre, skóra wypoczęta i przyjemna w dotyku. Rano krem nawilżający już musiał pójść w ruch.

MASKA RÓŻOWA


Zapach najmniej przyjemny ze wszystkich maseczek z tej serii, w moich notatkach na jej temat widnieje adnotacja "zapach rybny (?)" ☺ Jest też najbardziej klejąca ze wszystkich i mam wrażenie, że najsłabiej się wchłaniała. Zaraz po nałożeniu odczuwałam lekkie ciepło, a później delikatne chłodzenie. Po zdjęciu miałam uczucie lekkiego ściągnięcia i napięcia skóry, choć do rana obyło się bez kremu. Miała wybielać i rozświetlać - nic takiego nie zauważyłam.

MASKA BRĄZOWA


Zapach delikatnie cytrusowy, ale delikatniejszy niż w tej fioletowej. Płyn, którym nasączony jest płat jest nieco bardziej gęsty niż w poprzednich maseczkach. Po wchłonięciu nie było lepkiej warstwy, skóra miała delikatnie wyrównany koloryt i była gładsza. Nawilżenie było rewelacyjne, wyczuwalne widocznie jeszcze następnego dnia (nie musiałam używać kremu nawet rano).

Podsumowując: do trzech maseczek wrócę chętnie (a nawet bardzo chętnie), dwóch na pewno węcej nie kupię. Na szczęście tylko jedna spowodowała wysyp na mojej twarzy, ale i tak cieszę się, że wypróbowałam wszystkie. Układając je od najgorszej (moim zdaniem) do najlepszej kolejność wyglądałaby tak:
pomarańczowa
różowa
fioletowa
zielona
brązowa

Korci mnie jeszcze żeby wypróbować maseczki z serii zwierzakowej i owocowej i pewnie w końcu do tego dojdzie :) Zapraszam Was jeszcze do zerknięcia na podobną recenzję do Interendo - ona zdecydowanie nie jest takim laikiem jak ja w kwestii azjatyckich kosmetyków. Zobaczycie też, że w niektórych przypadkach nasze zdanie o tych maseczkach nieco się różni, ale to chyba nie powinno nikogo dziwić.

Używałyście maseczek z tej serii? Macie swoją ulubioną?

czwartek, 21 stycznia 2016

Paesebox styczeń 2016

Chyba się uzależniłam - brakuje mi pudełek ;) Zrezygnowałam z Shiny i na razie nie żałuję, ale jakiś taki niedosyt mam... W związku z tym jak zobaczyłam, że Paese zorganizowało wyprzedaż swoich kosmetyków nie zastanawiałam się ani chwili, zwłaszcza że z poprzedniego pudełka byłam zadowolona. Tym razem Paese kusiło: "Noworoczne porządki w magazynach Paese przyniosły niebywałe rezultaty. Okryliśmy trochę zapomnianych produktów, szczyptę bestsellerów w nieaktualnych opakowaniach oraz nieco końcówek serii. Specjalnie dla Was skomponowaliśmy z nich WYPRZEDAŻO-BOX PAESE. To istna gratka cenowa: osiem kosmetyków w cenie jedynie 49 zł! Do tego bezpłatna dostawa. Szczegóły zawartości będą niespodzianką, bo produkty dobieramy losowo. Pewne możecie być jednak, że w każdym pudełeczku znajdą się: pomadka, cienie, błyszczyk, kredka, kamuflaż, puder, podkład i lakier do paznokci. Wszystkie w pełnowymiarowych opakowaniach i - oczywiście! - z ważną datą przydatności!"


No i jak tu nie brać? Pięć dyszek, 8 pełnowymiarowych kosmetyków - trzeba korzystać. No dobra, dla mnie 7 kosmetyków, bo wiedziałam że lakier komuś oddam skoro noszę hybrydy. Okazało się że tym razem nie obyło się bez przeszkód i niespodzianek, ale o tym na końcu. Najpierw pokażę Wam co dostałam (opisy i ceny pochodzą ze strony internetowej Paese lub z opakowań).

Podkład Lush Velvet
Cena 49,00 zł / 50 ml (cena podkładu Lush Satin o tej samej pojemności)
Przeznaczony dla cery mieszanej i tłustej. Zapewni a efekt aksamitnie gładkiej i matowej skóry. Kwas hialuronowy dba o równowagę hydrolipidową naskórka, zapobiegając jego nadmiernemu wysuszeniu. Tlenek cynku działa antybakteryjnie i regenerująco. Allantoina przyspiesza odnowę naskórka.


Trafił mi się odcień 24 (opalony). Nie wypróbowałam go na razie, bo mam otwarte inne podkłady, ale wydaje mi się że w okresie wiosenno-letnim, kiedy pojawia się słoneczko powinien być w porządku. W butelce nie wydaje się bardzo ciemny, a ja i tak nie należę do bladziochów. Z ciekawości zerknęłam gdzie jest ten kwas hialuronowy, który moja sucha cera bardzo lubi. I co? I jest gdzieś tam daleko. A przy okazji zobaczyłam, że na drugim miejscu jest parafina, która mi osobiście nie przeszkadza i krzywdy nie robi, ale to chyba nie jest składnik lubiany przez osoby z cerą mieszaną i tłustą :P

Matowy cień do powiek Kaszmir
Cena 19,90 zł / 5 g
Matowe cienie do powiek o zwiększonej intensywności koloru. Nasycone pigmentami cienie gwarantują maksymalne odwzorowanie koloru na powiece. Pigmenty zostały otoczone cząsteczkami silikonowymi, dzięki czemu zapobiegają blednięciu koloru na skórze i przedłużają jego trwałość. Proteiny jedwabiu wygładzają powierzchnię powieki oraz ułatwiają aplikację cieni. Cienie przeznaczone są zarówno do stosowania na sucho, jak i na mokro. Kaszmiry świetnie sprawdzają się także w roli kolorowych eye-linerów.


W moim pudełku znalazł się odcień 674 - bardzo ładny śliwkowo-oberżynowy fiolet. To akurat kolor, który na moich powiekach gości, więc jestem z niego zadowolona.

Pomadka z dodatkiem oleju arganowego
Cena 28,90 zł / 4 g
Pomadka z dodatkiem oleju arganowego zapewnia mocne pokrycie, intensywny kolor i lustrzany blask. Receptura została stworzona, aby zapewnić długotrwały efekt (tzw. efekt long lasting), dzięki czemu kolor wyjątkowo długo utrzymuje się na ustach, nie ścierając się. Szminka zawiera dodatek najcenniejszego z używanych w kosmetyce oleju arganowego, który zawiera dużo witaminy E wykazującej właściwości antyokysdacyjne.


Taka malinowa czerwień - odcień 53. Nie mogę się przekonać do czerwieni na ustach, ale ta daje dość ładny efekt i nie ma tak intensywnego koloru na jaki wygląda. Szkoda tylko że bardzo zostawia ślady (na kubku na przykład), ale za to ściera się dość równomiernie.

Puder sypki
Cena 29,90 zł / 15 g
Idealnie matuje skórę i przedłuża trwałość makijażu. Dopasowuje się do koloru skóry lub koloru podkładu. Komfortowa aplikacja dzięki wyjątkowo drobno zmielonym cząsteczkom. Kompozycja o zapachu białej herbaty działa antyoksydacyjnie i pobudzająco.


Na razie go nie otwieram, ale wydaje się że odcień 03 naturalny powinien być w porządku, zwłaszcza że producent twierdzi, że i tak dopasowuje się do kolory skóry/podkładu. Do plastikowego zakręcanego opakowania dołączona jest gąbeczka dość wątpliwej jakości. Mam nadzieję że się polubimy, bo opakowanie o pojemności 15 g wystarczy mi na baaaardzo długo :)

Lakier do paznokci
Cena 15,90 zł / 9 ml
Formuła podwójnie kryjąca, szybkoschnąca i superbłyszcząca. Zapewnia łatwą aplikację i spójną konsystencję. Nanocząsteczki ceramiczne przedłużają trwałość i stabilność koloru nawet po długim czasie noszenia.


Jak już pisałam noszę hybrydy, więc ten lakier znajdzie nowy dom. Kolor jak najbardziej mi się podoba, szkoda tylko że to moje opakowanie jakieś takie sfatygowane :/

Błyszczyk Holiday Dreams
Cena 12,90 zł / 5 ml


Opisu  nie ma, bo nigdzie nie potrafię takiego znaleźć :P Cenę znalazłam w komentarzach do starego posta na facebooku, błyszczyk pochodził z limitowanej edycji. Kolor wydaje się dość intensywny, ale na ustach wcale taki nie jest. Podoba mi się, nie jest klejący, na pewno go zużyję :)

Kredka automatyczna Linea
Cena 27,00 zł
Metaliczna kredka do oczu o miękkiej konsystencji, przedłużonej trwałości i metalicznym blasku. Sztyft opakowany jest w wygodną i trwałą plastikową oprawkę. Wykręcana kredka posiada strugaczkę do naostrzenia sztyftu oraz gąbeczkę do blendowania. Charakterystyka: kremowa konsystencja, długotrwały efekt (do 12 godzin), wysoka odporność – nie rozmazuje się, wodoodporna, intensywny metaliczny blask.
W swoim pudełku znalazłam kredkę w odcieniu 453 Olive Glam, czyli dokładnie taką jaką mam z któregoś Shinyboxa :) Jestem z niej zadowolona, ale ta znajdzie nową właścicielkę (ja zużywałabym je razem chyba kilka lat). Szkoda, że nie trafił mi się inny kolor.

Cover kamuflaż w kremie
Cena 33,00 zł / 5,5 ml
Mocno napigmentowany kamuflaż przeznaczony do tuszowania i maskowania niedoskonałości skóry. Doskonale stapia się z cerą, dzięki czemu makijaż wygląda naturalnie. Gęsta formuła sprawia, że produkt jest wydajny. Nie ściera się, jest trwały i pozostaje na twarzy przez wiele godzin. Formuła oparta jest na wosku Carnauba i wosku pszczelim, które natłuszczają, nawilżają i zapobiegają wysuszaniu skóry.


Kamuflaż w odcieniu 06 ciemny beż. Pal licho, że za ciemny (może, ale tylko może, latem byłby odpowiedni). Okazało się, że data ważności tego korektora minęła w grudniu zeszłego roku :( Oczywiście od razu napisałam w tej sprawie do Paese. Mogę jeszcze dodać, że korektor ma przyjemną musową konsystencję i dość dobre krycie.

Clair korektor rozświetlający pod oczy
Cena 29,90 zł / 6 ml
Delikatnie maskuje i rozjaśnia cienie pod oczami oraz usuwa oznaki zmęczenia. Sprawia, że skóra wygląda świeżo i promiennie przez cały dzień. Zawarte w produkcie witaminy A, C, E, PP oraz D-panthenol pielęgnują i wzmacniają delikatną skórę twarzy. Ekstrakt z tarczycy bajkalskiej łagodzi stany zapalne i alergiczne oraz niweluje przebarwienia. Delikata, kremowa konsystencja zapewnia łatwą i wygodną aplikację.
Ten korektor dostałam w ramach rekompensaty za przeterminowany kosmetyk. Na razie go nie otwieram, bo kończę inny korektor pod oczy, ale boję się że odcień 5 jasny róż może nie być dla mnie odpowiedni :(

I to cała zawartość wyprzedażowego boxa Paese:


Jeśli chodzi o samą zawartość, to jestem z niej zadowolona - kolory są raczej trafione (szkoda że kredka nie trafiła mi się w innym, bo też bym ją sobie zostawiła), cenowo zdecydowanie się opłaca. ALE. (No bo nie da się przecież ukryć, że jest jakieś ale). Rozumiem ideę wyprzedaży, wiem też że zamawiając tego typu pudełko istnieje ryzyko nietrafionego koloru lub odcienia. Ale zamawiając liczyłam na to, że wszystkie kosmetyki będą miały odpowiednią datę ważności (Paese też o tym zapewniało), tymczasem data ważności mojego kamuflażu upłynęła w grudniu zeszłego roku. Owszem, zostałam przeproszona, ale jednak pewien niesmak pozostał. Dodatkowo z tego co czytałam na fanpage niektóre dziewczyny zamiast pomadki dostawały tester. Taki typowy sklepowy tester, a chyba nie tego się spodziewamy zamawiając te pudełka. Ja wiem, że cenowa przebitka jest spora (moje pudełko miało wartość 213,40 zł, a przecież zapłaciłam tylko 49,00 zł), ale skoro zostałyśmy zapewnione, że otrzymamy nieprzeterminowane pełnowymiarowe kosmetyki to takich się spodziewamy. I tak, rozumiem różnicę między kosmetykiem pełnowymiarowym, a pełnowartościowym. I może nawet tester ma taką samą gramaturę co pełnowartościowa pomadka. Ale to zmienia faktu, że nie chciałabym znaleźć testera w takim pudełku. Sporo dziewczyn musiało też długo czekać na swoje pudełka, mimo że zamawiały i opłaciły je od razu. To wszystko sprawiło, że Paese chyba nazbierało sporo minusów i kolejne pudełka mogą nie sprzedawać się tak dobrze jak wcześniejsze. A czy ja kupię? Nie wiem. Mimo że naprawdę jestem zadowolona z zawartości, to jednak cała ta nieprzyjemna otoczka pozostawiła po sobie pewien niesmak, na pewno zastanowię się kilka razy zanim kliknę "kup".

A Wy skusiłyście się na to pudełko? Jak podoba Wam się zawartość mojego boxa?

sobota, 16 stycznia 2016

ENKLARE - serum regenerujące AllForYou

Czas mi jakoś ostatnio przecieka przez palce... Mam kilka recenzji do nadrobienia, zaległości na blogach i odkładany ciągle na później plan posprzątania w szafie :P Dzisiejsza recenzja nie może chyba dłużej czekać, bo zdjęcia są w świątecznym klimacie i latem już nie będą się nadawały :P Serum zresztą wylądowało niedawno w denkowej torebce, więc przyszedł na nie czas.

Serum stworzone dla osób prowadzących aktywny tryb życia oraz pracujących w zamkniętych pomieszczeniach oraz nocą. Wspaniale nadaje się również do zastosowania po imprezowej nocy. Natychmiastowo odświeża, regeneruje i pobudza skórę. Sprawia, że staje się ona widocznie napięta, wygładzona i ożywiona. Serum bardzo dobrze nawilża nie pozostawiając przy tym tłustej warstwy. Zawiera bogaty kompleks antyoksydantów, zapobiega tym samym powstawaniu zmarszczek.
0% środków syntetycznych, środków ropopochodnych, barwników, sztucznych zapachów, syntetycznych, konserwantów, alergenów, silikonów, ftalanów.


Serum ma pojemność 30 ml i kosztuje 79,00 zł (aktualnie jest w promocji i możemy je dostać za 66,00 zł). Kupić możemy je w sklepie internetowym producenta oraz kilku innych sklepach internetowych i stacjonarnych (ich lista znajduje się na stronie Enklare).


Serum znajduje się w białym, plastikowym opakowaniu z pompką airless (pierwszy raz musiałam się aż tak bardzo napompować, a to nie jest mój pierwszy kosmetyk w takim opakowaniu ☺). Opakowanie jest nieprzezroczyste, więc niestety zużycie musimy szacować po wadze buteleczki, na tzw. czuja. Pompka sprawiała mi trochę problemów, zwłaszcza pod koniec - po wciśnięciu zostawała w tej pozycji i musiałam ją ciągnąć do góry. Jedna pompka to była jak dla mnie ilość zbyt duża nawet jeśli nakładałam serum na szyję, więc z reguły nie naciskałam pompki zbyt mocno dozując sobie taką ilość serum, jaka była dla mnie odpowiednia.


Serum jest przezroczyste i ma żelową konsystencję. Nie wchłania się całkowicie, tylko pozostawia na twarzy delikatnie wyczuwalną żelową warstwę. Zapach jest bardzo przyjemny - łagodnie i delikatnie miętowy.


To, na co należy zwrócić uwagę na samym początku, to skład. Nie żebym się znała (choć się staram), ale chcę zwrócić Waszą uwagę na fakt, że ten kosmetyk nie zawiera konserwantów, więc jego data przydatności nie jest zbyt długa. Swoje serum (jako nowość na rynku) znalazłam w listopadowym Shinyboxie, a należało je zużyć do 12.02.2016 r. (po otwarciu należy je zużyć w ciągu 3 miesięcy). Dodatkowo serum należy przechowywać w lodówce.

Początkowo serum chciałam stosować dwa razy dziennie - rano i wieczorem. Niestety problemem okazało się to, że produkt nie do końca się wchłaniał i pozostawiał na twarzy delikatnie wyczuwalną żelową warstwę. To u mnie niestety powodowało rolowanie się każdego nałożonego na nie kosmetyku (kremu lub podkładu, a próbowałam kilku różnych). Próbowałam oczywiście nakładać mniejszą ilość, ale mam wrażenie że zawsze było tego serum za dużo i kosmetyki ciągle się rolowały. Dlatego pozostałam przy stosowaniu serum tylko na noc, kiedy to mi tak bardzo nie przeszkadzało.


Producent zapewnia, że serum bardzo dobrze nawilża. Niestety dla mojej suchej skóry nawilżenie okazało się niewystarczające i używanie kremu po nałożeniu serum było konieczne. Być może dla innego rodzaju cery będzie ono w porządku, zresztą ja po innych serach też używam kremów więc niby to nie problem, ale... producent obiecał :)

Nie zauważyłam też większych efektów w postaci wygładzenia i odżywienia skóry. Serum odświeżało, owszem, ale nie wiem czy nie była to zasługa świeżego miętowego zapachu w połączeniu z chłodem przechowywanego w lodówce kosmetyku :) Czy serum mnie rozczarowało? Trochę tak. Niby używało się go dość przyjemnie, ale efekty jakieś takie... nijakie :( A najdziwniejsze jest to, że po przeczytaniu kilku recenzji na blogach (chyba trzech lub czterech) miałam wrażenie jakbym w każdej z recenzji czytała o całkiem innym kosmetyku. I to tylko potwierdza fakt, że recenzje są zawsze bardzo subiektywne, a każdy kosmetyk u każdego będzie się spisywać inaczej.

Znacie to serum? Używałyście go?
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...