czwartek, 30 czerwca 2016

Czerwcowe zakupy i prezenty, czyli miesiąc pod znakiem pudełek :)

Staram się ograniczać zakupowo. Naprawdę się staram. Tylko że czasem mi nie wychodzi :) W czerwcu takich tradycyjnych zakupów może nie było u mnie dużo, ale te z Was które w miarę regularnie do mnie zaglądają wiedzą już, że poszalałam z pudełkami :)


Zacznę od drobnego zakupu w Avonie (zamówienie pewnie było jeszcze z maja, ale kosmetyki dostałam w czerwcu):


Za cały zestaw zapłaciłam jakieś śmieszne pieniądze, coś około 20 zł chyba - oczywiście był w promocji, bo w Avonie nie kupuje się w cenach regularnych :) Płyn do kąpieli Biała Konwalia u mnie używany będzie oczywiście jako żel pod prysznic, bo wanny nie posiadam. Nie wiem czy odgadłabym zapach, gdyby ktoś dał mi go w ciemno do powąchania, ale zobaczymy jak się spisze. Woda toaletowa Summer White Bright pachnie dość świeżo, delikatnie - lubię takie zapachy, zwłaszcza w okresie wiosenno-letnim.

Moje kolejne zakupy przywędrowały z zagranicy. Z Chin dokładnie :) Oczywiście zamawiałam je na Aliexpress, jak zwykle.


Lakiery hybrydowe Emerald skusiły mnie głównie ceną 1,49 $ za sztukę (~ 6 zł), ale i kolorami, pojemność podobna jak w większości lakierów hybrydowych 6,5 ml. Jeśli chodzi o jakość to na razie mam mieszane uczucia. Do pełnego krycia najlepiej położyć trzy cienkie warstwy, choć i przy dwóch nie jest źle. Mój pierwszy manicure wykonany tymi lakierami trzymał się niecałe dwa tygodnie i po tym czasie z kilku pazurków zaczął lekko odchodzić. Na razie nie winię jeszcze za to lakierów, bo miałam wtedy zupełnie króciutkie pazurki i nie udało mi się dobrze zabezpieczyć wolnego brzegu paznokcia, więc to może być moja wina. Zresztą na stopach ciągle mi się trzyma (od dwóch i pół tygodnia) i wygląda w porządku. Na zdjęciu kolory wyszły nieco jaśniejsze niż w rzeczywistości, ale są naprawdę bardzo ładne, wzorniki z aukcji w miarę dobrze oddają kolory. Jeśli obserwujecie mnie na Instagramie to mogłyście zobaczyć te lakiery w akcji tutaj i tutaj.

Kolejne dwa kosmetyki to wygrana i prezent :)

 
Rozświetlacz Mary-Lou Manizer z The Balm jest tak wychwalany w blogosferze, że pewnie każda z Was o nim przynajmniej raz czytała :) Mój jest właśnie wygraną w konkursie na blogu mojej imienniczki - Moniki z bloga KosmoMedyk. Koniecznie do niej zajrzyjcie - bloga pisze ciekawie, lekko, a posty są zawsze dopracowane. Rozświetlacz mnie kusił od dawna, ale ciągle sobie tłumaczyłam że za tą cenę mogę sobie kupić kilka innych kosmetyków. Dzięki Monice moje dylematy się skończyły, a May-Lou zaprzyjaźniła się z moimi kośćmi policzkowymi :) Czarne mydło ziołowe Bani Agafii to prezent od Gosi z bloga Mejd in Poland. W komentarzu pod jej recenzją tego mydła napisałam, że chciałam je wypróbować głównie z uwagi na moje przetłuszczające się włosy, a Gosia napisała że może mi go trochę wysłać. To "trochę" okazało się połową opakowania, wariatka! Na jej bloga też zajrzyjcie w wolnej chwili, Gosia pisze głównie o kosmetykach, ale znajdziecie tam też trochę postów z różnych dziedzin.

A teraz pora na pudełka, a było ich - jak już może wiecie - trzy :) Najpierw było promocyjne Inspired by:


Szczegółowy opis zawartości znajdziecie w tym poście.

Później był Chillbox, który przyszedł do mnie mokry, bo dla kuriera nalepka "Uwaga szkło!" znaczy tyle co "Trenuj mną rzut w dal".


Więcej o zawartości przeczytacie tutaj. Dziewczyny oczywiście stanęły na wysokości zadania i dosłały brakującą oranżadę, tym razem dotarła w całości :)

No i ostatni był Joybox, do ostatniej chwili wahałam się czy go zamówić.


Tu przeczytacie dokładnie co znalazło się w moim boxie i czy byłam z niego zadowolona.

Tak, wiem, sporo się tego nazbierało :) Aż się boję robić kolejną Manię chomikowania, a to pewnie będzie w lipcu :P

A wy poszalałyście z zakupami na początku lata? A może u Was asertywność ma level hard i przechodzicie obojętnie obok wszystkich promocji?

poniedziałek, 27 czerwca 2016

SYLVECO - wygładzający peeling do twarzy

Bardzo lubię kosmetyki Sylveco, większość sprawdziła się u mnie bardzo dobrze. Pomadka peelingująca jest moim hitem wszech czasów i jak tylko kończę jedną to kupuję następną :) Na blogu pisałam też już o peelingu oczyszczającym, który przypadł mi do gustu, ale bardziej interesował mnie wygładzający - bardziej dopasowany do mojej skóry - ze słonecznikiem. Czy to kolejny kosmetyk Sylveco, który  mnie nie zawiódł? Zaraz się dowiecie :)


 
Hypoalergiczny peeling z korundem, stworzony na bazie oleju palmowego, przeznaczony do oczyszczania skóry suchej, dojrzałej, zmęczonej, wymagającej odnowy. Drobinki ścierające są mocne, ale w połączeniu z delikatną formułą, skutecznie złuszczają martwy naskórek, nie wywołując podrażnień. Peeling zawiera także cenny olej słonecznikowy, który działa przeciwrodnikowo, opóźniając efekty starzenia. Systematycznie stosowany zwiększa wchłanianie substancji aktywnych, ujednolica koloryt, a dzięki pobudzeniu mikrokrążenia zwiększa odżywienie skóry i jej szybszą odnowę.


 

 
Peeling możemy nabyć w m. in. sklepie online producenta. W zasadzie dostępność kosmetyków Sylveco jest już coraz większa, prawie każda drogeria internetowa ma je w swojej ofercie, a stacjonarnie (oprócz sklepów z kosmetykami naturalnymi i aptek) można je znaleźć w niektórych drogeriach Natura. Za opakowanie o pojemności 75 ml zapłacimy w granicach 15-21 zł.

 
Peeling zamknięty jest w plastikowym słoiczku z aluminiową nakrętką, identycznym jak peeling oczyszczający. Wygodne przy korzystaniu, nie ma problemu z zużyciem produktu do samego końca :) Dodatkowo słoiczek zapakowany jest w kartonik z charakterystyczną dla produktów Sylveco szatą graficzną - prostą, przejrzystą. Mi osobiście się te opakowania bardzo podobają.
 

 
Konsystencja peelingu wygładzającego jest zupełnie inna od tej w peelingu oczyszczającym. W tym jest zbita, maślana. Pod wpływem ciepła dłoni rozpuszcza się pozostawiając olejową warstewkę. Podobnie jak w peelingu oczyszczającym za zdzieranie odpowiedzialne są drobniuteńkie ziarenka korundu - prawie niewidoczne, za to mocno wyczuwalne przy pocieraniu :) Jeśli chodzi o zapach to spodobał mi się dużo bardziej niż w poprzednim peelingu, choć nadal nie jest to zapach którym mogłabym się zachwycać :)


 
Mój peeling wygładzający dostałam od pewnej dobrej duszyczki, która obecnie przebywa na permanentnym wygnaniu - Sisi, biedna Ty!
Peeling z reguły stosowałam nie częściej niż raz w tygodniu. Od kiedy jednak używam do mycia twarzy gąbeczki konjac z Yasumi to peeling robię zdecydowanie rzadziej. Zawarty w peelingu korund - mimo że nie wygląda - to naprawdę porządny zdzierak. Zdecydowanie czuć go na twarzy, mimo że jest prawie niewidoczny :) Dobrze złuszcza, skóra jest po nim gładka i miękka. Ja najczęściej po wmasowaniu pozostawiałam go jeszcze na twarzy na kilka minut w formie maseczki, skóra była po nim dobrze nawilżona i delikatnie natłuszczona. Wcześniej na kilku blogach czytałam że nie wszystkim odpowiada tłustawa warstwa, którą ten peeling po sobie zostawia; mi z reguły to nie przeszkadza. Jak było z tym peelingiem? Owszem, wyczuwalna warstwa olejowa zostaje na twarzy jeśli peeling zmyjemy samą wodą. Ja jednak od długiego czasu do zmywania peelingów i maseczek używam gąbeczek Calypso - idzie mi to zdecydowanie łatwiej i szybciej. Ponadto przy używaniu gąbeczki usuwamy również tą wyczuwalnie tłustą warstewkę. Nie usuwamy jej całkowicie (ja po użyciu peelingu Sylveco nie musiałam już używać kremu nawilżającego, a jestem sucharkiem), ale ten film jest już w zasadzie niewyczuwalny.


Peeling mnie nie podrażnił, nie uczulił, ani nie wywołał żadnych innych niepożądanych reakcji. Skóra po jego użyciu była lekko zaczerwieniona, ale to oczywiście efekt pocierania, a nie podrażnienia. Peeling jest naprawdę bardzo wydajny, już niewielka ilość kosmetyku wystarcza do oczyszczenia twarzy. Ja za jakiś czas chętnie do niego wrócę, a tymczasem zabieram się do testowania peelingu-maseczki Vianek - liczę na równie dobry efekt :)

Znacie ten peeling? Polubiłyście go tak samo jak ja?

sobota, 18 czerwca 2016

Joybox czerwiec 2016

Jeśli chodzi o mój odwyk od pudełek kosmetycznych to w czerwcu poległam na całej linii... Widziałyście już zestaw Inspired by U.R.O.K. oraz czerwcowego Chillboxa. Wczoraj dotarło do mnie kolejne pudełko - Joybox.


Szata graficzna po raz kolejny jest bardzo udana, pod tym względem Joy z reguły spisuje się świetnie. A jeśli chodzi o zawartość, to w tej edycji ekipa Joyboxa postawiła głównie na kosmetyki naturalne. 


W moim pudełku znalazło się sześć pełnowymiarowych kosmetyków, jedna miniatura i jeden kosmetyczny gadżet. Po raz kolejny część produktów znalazła się w tzw. podstawie boxa (6 szt.), a dwa kolejne wybierałyśmy sobie same.

VIANEK - odżywcza maseczka-peeeling do twarzy
Średnia cena 19,99 zł / 75 ml - produkt pełnowymiarowy
Info od Joy: Odżywcza maseczka-peeeling do twarzy z mielonym lnem to wyjątkowe połączenie delikatnego peelingu w postaci drobno zmielonego siemienia lnianego i maseczki. Dzięki niezwykle delikatnej formule może być stosowana w przypadku każdego rodzaju cery, nawet bardzo cienkiej i wrażliwej. Bogactwo składników odżywczych (olej sojowy, olej z pestek moreli, olej rokitnikowy, masło kakaowe, masło shea, masło avocado) oraz miód wspaniale odżywiają, wygładzają, nawilżają i uelastyczniają skórę. Po zastosowaniu pozostawia skórę aksamitnie gładką, promienną i pełną blasku.


Nie ukrywam - Vianek był jednym z powodów, dla których zamówiłam to pudełko. Z tego produktu cieszę się tym bardziej, że mojego peelingu do twarzy z Sylveco zostało już tylko na jedno użycie, a o dziwo nie mam nic w zapasie :) Mam nadzieję, że ten spisze się równie dobrze.

SYLVECO - hibiskusowy tonik do twarzy
Średnia cena 17,65 zł / 150 ml - produkt pełnowymiarowy
Info od Joy: Hypoalergiczny, delikatny tonik do twarzy, z ekstraktami hibiskusa i aloesu o działaniu ochronnym, rewitalizującym i wzmacniającym, przeznaczony do każdego rodzaju cery. Dzięki dużej zawartości składników nawilżających, skutecznie zabezpiecza skórę przed utratą wilgoci, zapewniając jej odpowiedni poziom nawodnienia. Tonik o lekkiej żelowej formule odświeża i zmiękcza, łagodzi podrażnienia. Uzupełnia demakijaż, może być stosowany wielokrotnie w ciągu dnia na twarz, szyję i dekolt. Pozostawia skórę wyraźnie czystą i promienną, przygotowując ją do dalszych etapów pielęgnacji. Przebadany dermatologicznie.


Ten kosmetyk już znam - stoi u mnie w łazience i bardzo się z nim polubiłam :) Ma żelową konsystencję, pozostawia skórę świeżą i nawilżoną. Cieszę się, że jak skończę swój, to następny będzie już czekał na użycie.

BIOLAVEN - krem do twarzy na dzień
Średnia cena 24,90 zł / 50 ml - produkt pełnowymiarowy
Info od Joy: Nawilżająco-ochronny krem do twarzy na dzień, przeznaczony do codziennej pielęgnacji cery wymagającej. Zawiera odżywczy olej z pestek winogron i witaminę E, które chronią przed wysuszeniem i działaniem szkodliwych czynników, przywracając skórze miękkość i elastyczność. Krem może być stosowany pod makijaż oraz na okolice przemęczonych oczu, doskonale się rozprowadza i wchłania. Naturalny olejek eteryczny z lawendy, symbol Prowansji, koi i odświeża skórę, pozostawiając ją gładką, nawilżoną i zrelaksowaną.


Tu mam trochę mieszane uczucia - boję się zapachu. Żel do mycia twarzy tej marki polubiłam bardzo, pachniał winogronowo, lawenda była prawie niewyczuwalna. Za to płyn micelarny pachniał zdecydowanie bardzo lawendowo, nie wyczuwałam winogron. Miałyście ten krem? Która nuta w nim przeważa?

BE ORGANIC - mleczko do demakijażu
Średnia cena 44,00 zł / 200 ml - produkt pełnowymiarowy
Info od Joy: Be organic Mleczko do demakijażu JAGODY GOJI & ACAI delikatnie oczyszcza i łagodzi podrażnienia. Dzięki naturalnym właściwościom owoców goji i acai aktywnie przeciwdziała szkodliwemu działaniu wolnych rodników i dodaje energii, pozostawiając skórę gładką, doskonale nawilżoną i pełną naturalnego blasku. Skutecznie zmywa wodoodporny makijaż, nie podrażnia i nie szczypie w oczy.


Marka jest dla mnie nowością. Znam oczywiście nazwę, przewinęła mi się kilka razy na blogach, ale do tej pory nie miałam okazji używać żadnego z ich kosmetyków. Nie przepadam za mleczkami do demakijażu, jakoś zawsze szczypią mnie w oczy. To mleczko będzie miało okazję zmienić moje zdanie w tej kwestii :)

YASUMI - gąbka do mycia i masażu
Średnia cena 19,90 zł / szt.
Info od Joy: W 100% naturalna gąbka do oczyszczania i masażu wykonana z korzenia azjatyckiego drzewa o nazwie konjac. Gąbka posiada bardzo delikatną strukturę, dzięki czemu może być stosowana przy każdym rodzaju skóry, w tym przy skórach alergicznych i bardzo wrażliwych, skłonnych do podrażnień. Zalecana również do mycia noworodków i dzieci. Gąbka dostępna w 4 wariantach dobieranych losowo.

W moim pudełku znalazła się wersja Pearl - wzbogacona w masę perłową dla skóry wrażliwej, dojrzałej z widocznymi oznakami starzenia się. W tej chwili używam wersji Pure, którą znalazłam chyba w Shinyboxie i jestem z niej bardzo zadowolona. Świetnie doczyszcza, a to cenię sobie głównie jak używam azjatyckich BB - zwykłe micele nie do końca sobie z nimi radzą. Szczerze mówiąc to nie wiem czy te wersje oprócz opisu będą się czymś różnić w działaniu, ale cieszę się że w zanadrzu będę miała kolejną gąbeczkę.

OILLAN - bioaktywny balsam kojąco-ochronny
Średnia cena 22,00 zł / 200 ml - produkt pełnowymiarowy
Info od Joy: Balsam przynosi natychmiastową ulgę suchej, odwodnionej, podrażnionej i/lub atopowej skórze ciała, której towarzyszy subiektywne odczucie ściągnięcia, swędzenia i suchości. Bogata receptura – kompozycja 5 cennych olejów roślinnych sprawia, że balsam długotrwale nawilża, zmiękcza, wygładza skórę oraz odbudowuje naturalną jej barierę obronną. Redukuje podrażnienia, szorstkość i zaczerwienienia. Pozostawia skórę miękką, elastyczną i gładką.


No i to jest chyba jedyny produkt, który u mnie nie zostanie. Wszelkie smarowidła do ciała schodzą u mnie bardzo wolno, zresztą mam ich jeszcze trochę, więc szkoda żeby ten balsam się zmarnował. Na pewno znajdę kogoś kto się z niego ucieszy bardziej niż ja :)

A teraz kategorie do wyboru:

VIANEK - ujędrniająco-wygładzający peeling do ciała
Średnia cena 27,99 zł / 150 ml - w pudełku znalazł się produkt pełnowymiarowy
Info od Joy: Ujędrniająco-wygładzający peeling do ciała z drobno zmielonymi pestkami malin oraz cukrem, złuszcza martwy naskórek, wygładza skórę i dogłębnie ją nawilża. Olejek cynamonowy, dzięki swoim właściwościom ujędrnia i zapobiega powstawaniu cellulitu. Aromatyczny zapach zaś sprawia, że masaż skóry będzie przyjemnością, a efekty widoczne już po pierwszym użyciu.


W tej kategorii do wyboru jeszcze były:
♦ Avebio - naturalny olej z marakui (średnia cena 39,90 zł / 50 ml; produkt pełnowymiarowy)
♦ Hagi Cosmetics - puder do kąpieli z nagietkiem (średnia cena 20,00 zł / 200 g; produkt pełnowymiarowy)
Ja nie mam wanny, a z olejami ciągle nie potrafię się zaprzyjaźnić, więc dla mnie wybór był prosty. Inna kwestia, że peeling Vianek i tak mnie kusił, więc pewnie prędzej czy później i tak bym go kupiła. Oprócz porządnego zdzierania liczę tu na świetny zapach - maliny i cynamon zapowiadają się nieźle.

ARKANA - delikatny proszek zmywający
Średnia cena 65,00 zł / 50 g - w pudełku miniatura o pojemności 10g (~ 13,00 zł)
Info od Joy: Wyjątkowo delikatny proszek do oczyszczania skóry wrażliwej, delikatnej oraz podrażnionej po peelingach chemicznych lub nadmiernym opalaniu. Biozgodna, naturalna i hypoalergiczna formuła zawiera pochodną aminokwasu, proszek z aloesu, allantoinę, naturalne cukry o działaniu łagodzącym, nawilżającym i zmiękczającym. Kwas salicylowy oczyszcza pory i usuwa zrogowaciały naskórek, a ekstrakt z cytryny działa antyoksydacyjnie i rozjaśniająco. Kosmetyk pozostawia skórę gładką i miękką.


W tej kategorii można było jeszcze wybrać:
♦ CD - nawilżający żel pod prysznic (średnia cena 11,00 zł / 250 ml; produkt pełnowymiarowy)
♦ Zapach ciszy - kojące mydło migdałowe (średnia cena 8,00 zł / 70 g; produkt pełnowymiarowy)
♦ Yankee Candle - świeca zapachowa (średnia cena 11,00 zł / szt.; produkt pełnowymiarowy)
Ten żel pod prysznic mnie jakoś nie pociągał, za mydłami w kostkach nie przepadam, więc wahałam się między proszkiem a świeczką. Zdecydowałam się na proszek Arkany, okazało się że jest go w słoiczku strasznie mało. Joybox na swoim fanpage zapewnił, że pomyłka nie nastąpiła z ich winy, czekają aż Arkana dośle im produkty o odpowiedniej pojemności i wtedy je nam doślą. W sumie to nie wiem czy wybór tego produktu to była najlepsza opcja; już po fakcie doczytałam że zawiera kwas salicylowy, który już kiedyś strasznie wysuszył mi skórę twarzy - był zawarty w bardzo podobnym proszku Yasumi. Na pewno nie będę używała go codziennie :)

A tak prezentuje się cała zawartość naturalnego Joyboxa:


Ja jestem z niego bardzo zadowolona, zwłaszcza że całość kosztowała mnie zaledwie 59 zł. Zużyję prawie wszystkie kosmetyki, jedynie balsam powędruje w świat. Kosmetyki Vianek chciałam wypróbować i pewnie w końcu bym je sama kupiła, do tego znane i lubiane Sylveco i Yasumi. Do wypróbowania dochodzi jeszcze Be Organic i Biolven, oraz Arkana. Fajnie, że Joybox postawiło na naturalne kosmetyki, dodatkowo chyba przez to że ujawniają zawartość przed sprzedażą to łatwiej jest się na nie zdecydować i być w pełni zadowolonym :)

A Wy kupiłyście to pudełko? Co ucieszyłoby Was najbardziej?

środa, 15 czerwca 2016

Chillbox czerwiec 2016

Wróciłam dzisiaj ze szkolenia, a w paczkomacie czekał na mnie Chillbox :) Pisałam jakiś czas temu, że stopuję z boxami i zużywam zapasy? Brawo ja! W czerwcu widziałyście już u mnie Inspired by, teraz jest Chillbox... I wcale nie napiszę, że czekam jeszcze na Joyboxa! Mam taką słabą silną wolę, że masakra. No ale cóż zrobić? Zużywać, zużywać, zużywać! :) Dobra, wracam do tematu: do zakupu czerwcowego Chillboxa skusiła mnie obecność pełnowymiarowego kosmetyku od Resibo. No i jeszcze książka - miał być thriller, a ja lubię takie. Zresztą stwierdziłam, że byłam grzeczna i należy mi się prezent na Dzień Dziecka.


Nie będzie zdjęcia pudełka, bo kurier chyba grał nim w Zośkę. Albo uprawiał inny sport (jest szaleństwo z piłką nożną, więc może on też?). W każdym razie moje pudełko do paczkomatu dotarło zmasakrowane, jeden z produktów nie przetrwał, ale o tym w dalszej części posta. I żeby nie było wątpliwości - nie ma w tym żadnej winy Dziewczyn z Chillboxa: produkt w pudełku był zabezpieczony folią bąbelkową, do tego całe pudełko również było nią obklejone. Poza tym, na pudełku znalazła się nalepka "Uwaga szkło!", ale mój kurier i tak miał to w nosie. A co znalazłam w środku? Zaraz się dowiecie (wszystko było pełnowymiarowe).

RESIBO - płyn micelarny
Średnia cena 49,00 zł / 150 ml
Info od Chill: Wspaniały płyn micelarny, który rewelacyjnie oczyszcza skórę i usuwa nadmiar sebum. Bez problemu zmyjesz nim cały makijaż bez rozmazywania. Dodatkowo działa antybakteryjnie i pozwala zachować naturalną równowagę skóry. Jego piękny zapach pomoże Ci się dodatkowo zrelaksować!


Przyznam szczerze, że jak zobaczyłam przemoczone pudełko, to wystraszyłam się że to właśnie produkt od Resibo poczynił takie szkody. Ale na szczęście nie :) Ucierpiała tylko jego tekturowa tuba, czyli zewnętrzne opakowanie. Z kosmetykami Resibo nie miałam jeszcze do czynienia, więc cieszę się że trafiłam na taki, który na pewno będę używać. Płyn micelarny zawsze się przyda, zwłaszcza jak człowiek maluje się prawie codziennie :) Pierwszy raz mam do czynienia z płynem micelarnym aplikowanym przez atomizer :)

ORGANIC SHOP - scrub do ciała
Średnia cena 11,50 zł / 250 ml
Info od Chill: Soczysty, aromatyczny scrub do ciała o zapachu kenijskiego mango! Scrub o konsystencji prawdziwego musu z mango niesamowicie rozpala zmysły, aż chce się go zjeść! Idealnie wygładza skórę, a dodatkowo jego nietypowa forma pomaga dodatkowo się zrelaksować. Wieczorne spa dla skóry będzie jeszcze przyjemniejsze!


W komentarzach do recenzji peelingu Nacomi pewna dobra duszyczka (KasiaS1980) poleciła mi peelingi Organic Shop. Wpisałam je sobie na listę "do kupienia kiedyś" i voila - jeden sam do mnie przywędrował :) Pachnie przecudne, ma konsystencję musu, ale takiego dość gęstego, zbitego. Nie mogę się doczekać aż go użyję!

FITOKOSMETIK - balsam do ust
Średnia cena 7,90 zł / 10 g
Info od Chill: W lecie bardzo często zapominamy, że skóra ust jest bardzo delikatna i trzeba o nią dbać! Ten balsam Wam w tym pomoże! Stworzony z organicznego oleju z truskawki niesamowicie nawilża i pielęgnuje skórę. Dodatkowo pięknie pachnie i pomaga zachować młodość skóry.


O pielęganacji ust nie zapominam, zwłaszcza od kiedy używam matowych pomadek Bourjois Rouge Edition Velvet :) Jednak te słoiczkowe balsamy nie należą do moich ulubionych, bo są po prostu mało komfortowe w używaniu. Ale ten zapach! Powiedziałabym, że to truskawki ze śmietaną, zero chemii :) Ale producent zdecydowanie powinien pomyśleć o tradycyjnym sztyfcie :)

KSIĄŻKA - "Córki marionetek" Maria Ernestam
Średnia cena 34,90 zł
Info od Chill: Maria Ernestam, jedna z najbardziej znanych współczesnych szwedzkich pisarek, przedstawia niezwykły thriller. Jego treść bardziej dotyczy jednak ludzkich umysłów niż świat wokół.


Thrillery lubię. I sensacje też :) Autorki nie znam, o książce nie słyszałam, ale przeczytam z chęcią :) Książka jest stosunkowo nowa, w Polsce została wydana w 2015 roku.

NATURA ESTONICA - maska do twarzy
Średnia cena 12,77 zł / 75 ml
Info od Chill: Maseczka głęboko oczyszczająca pory, pomaga w regeneracji komórek, odmładza oraz tonizuje skórę. Jej piękny świeży zapach umili czas, a sposób użycia jest szybki i prosty, dzięki czemu można ją stosować w każdej chwili!


To jedyny produkt, który nie wiem czy u mnie zostanie. Maseczki bardzo lubię, ale ta przeznaczona jest to cery tłustej i mieszanej, a ja mam suchą. Niewykluczone, że z tego powodu maseczka znajdzie swój nowy dom :)

ALTERNATYWA - Oranżada
Średnia cena 7,00 zł
Info od Chill: Z okazji Dnia Dziecka cofamy się do zamierzchłych czasów, kiedy jako dzieci piliśmy różową oranżadę pod sklepikiem. Ten smak przeniesie Was we wspaniałe wspomnienia z dzieciństwa! A nic lepiej nie sprzyja chilloutowi jak uśmiech i błogostan dziecka!


Tak niestety wyglądała moja oranżada - winna zniszczonego pudełka :( Nie dane było mi jej wypróbować, choć pewnie była smaczna :) Choć 7 zł... Nic to. Pomysł na przeniesienie się w ten sposób do czasów dzieciństwa uważam za całkiem udany :)

LAMPION I TEALIGHTY
Średnia cena 20,00 zł / zestaw
Info od Chill: Aby letni wieczór był idealny i miał odpowiednią oprawę! Tealighty o zapachu mango pomogą Ci się zrelaksować, a pięknie komponujący się z wystrojem tarasu/ogrodu lampion zapewni relaks dla Twoich oczu.


Tealighty pchną całkiem przyjemnie, choć nie są zbyt intensywne. Jak zobaczyłam lampion to w pierwszej chwili byłam rozczarowana - nie lubię różu. Ale stwierdziłam że ten pastelowy róż całkiem ładnie wkomponuje się do mojej fioletowej sypialni :)

Dodatkowo w pudełku znalazła się karta produktowa z ręcznie wypisanymi na odwrocie życzeniami chilloutu - pod tym względem Dziewczyny  nie przestają mnie zadziwiać: pudełek pewnie co miesiąc jest coraz więcej, a one nadal ręcznie wypisują te kartki. Naprawdę podziwiam i czuję się w ten sposób dopieszczona :) W boxie znalazłam też kilka próbek i kupon rabatowy.


Mimo nieuważnego kuriera jestem zadowolona z tego co znalazłam w swoim pudełku. Ale to nie zmienia faktu, że naprawdę powinnam nieco przystopować :) Najbardziej ciekawa jestem chyba peelingu Organic Shop i oczywiście micela Resibo. A tak prezentuje się cała zawartość (no, nie cała bo bez oranżady):


A Wy zamówiłyście czerwcowego Chillboxa? Podoba Wam się zawartość?

środa, 8 czerwca 2016

Denko majowe

W zeszłym miesiącu pokazałam Wam najmniejsze denko ever :) Czy w tym miesiącu moje zużycia są bardziej imponujące? Ależ oczywiście! Bo przecież mniej niż ostatnio to się już chyba nie da zużyć :)


W denku tradycyjnie znalazły się zarówno produkty które kupię i chętnie do nich wrócę, takie których nie kupię z różnych względów oraz takie co do których nie jestem do końca zdecydowana.


1 - YVES ROCHER - żel pod prysznic
Lubię żele YR, ale zdecydowanie bardziej wolę serię Jardins du Monde. Ten brzoskwiniowy żel bezpośrednio w butelce pachniał całkiem przyjemnie, ale w kontakcie z wodą uwalniała się w nim jakaś chemiczna nutka :( Poza tym tak jak inne żele tej marki nie podrażniał, nie wysuszał skóry i robił co miał robić :) Na brzoskwinię może się już nie skuszę, ale inne zapachy na pewno będę testować :)

2 - BALNEOKOSMETYKI - biosiarczkowy żel peelingujący
Dość przyjemny cytrusowy zapach, choć nie tak przyjemny jak szamponu z tej serii. Działanie peelingujące dość słabe, o innych efektach nie jestem w stanie powiedzieć. Jest zbyt średni, żeby wydać na niego tyle ile kosztuje :>

3 - AA - ujędrniający balsam do ciała
A to wyrzutek, użyty zaledwie kilka razy. Okazało się, że już dość dawno się przeterminował kilka miesięcy temu, więc wyrzuciłam go bez większego żalu. Nie cierpię zakodowanych dat przydatności na produktach! Nie wiem czy robi to co obiecuje producent i pewnie się o tym nie przekonam. Mazidła do ciała powinny mnie urzekać zapachem, żebym chciała ich używać :) A ten był w zasadzie bezzapachowy.


4 - BANIA AGAFII - maska do włosów "Blask i Elastyczność"
Lubię te saszetki, są świetne na wyjazdy. Jeśli chodzi zaś o działanie to mam wrażenie, że wszystkie maski Bani Agafii działają u mnie tak samo - ułatwiają trochę rozczesywanie włosów, nadają im blask, nie powodują przetłuszczania, ale z drugiej strony nie zauważyłam po nich żadnego efektu wow. Ta maska miała ziołowy, całkiem przyjemny zapach i brudnobrązowy kolor :)

5 - MARION - jedwab do włosów
Moje włosy go lubią, więc pewnie jeszcze się spotkamy :)


6 - CAREX - mydło w płynie
Bardzo przyjemny, truskawkowy zapach :) Działanie równie przyjemne - mydło nie wysuszało skóry, do tego całkiem nieźle radziło sobie podczas mycia pędzli.

7 - AA - serum do rąk
Lekkie, bardzo szybko się wchłaniało. Trochę przeszkadzał mi jego słodkawy zapach, ale to oczywiście kwestia gustu. Jeśli chodzi o nawilżenie to szału nie było, a przecież serum dedykowane jest do bardzo suchej skóry. Niestety na takich się raczej nie spisze, ale do mniej wymagających jest całkiem w porządku.

 
8 - BIELENDA - serum nawilżające
Miała być recenzja. Ale nie będzie, bo jakimś cudem usunęłam zdjęcia z dysku. Brawo ja! A więc recenzja się pojawi jak kupię kolejne opakowanie :) A skoro deklaruję, że kupię to znaczy że byłam z niego zadowolona :)  Serum szybko się wchłaniało, dobrze współpracowało z pozostałymi kosmetykami, całkiem nieźle nawilżało moją suchą skórę.

9 - DERMIKA - serum Skin Calligraphy
Miniaturki z Shinyboxa, każda po 5 ml, co w sumie pozwoliło na przetestowanie :) Serum miało przyjemną kremową konsystencję, szybko się wchłaniało, spokojnie można było je nakładać również rano, pod makijaż. Dość dobrze nawilżało skórę, ale nie zauważyłam żadnych innych efektów.


10 - PAESE - mineralny podkład matujący
Na początku trochę się go obawiałam, bo trafił mi się odcień "jasny beż", a ja do bladziochów nie należę. O dziwo dość ładnie dopasowywał się mojej cery. Używałam go czasami solo, a czasami do utrwalenia płynnego podkładu. Utrzymywał mat na mojej skórze przez większość dnia, ale zaznaczam, że ja jestem sucharek i nigdy nie miałam większych problemów ze świeceniem się (co nie znaczy że nie świecę się wcale).

11 - GRASHKA - korektor (chyba) pod oczy
To wyrzutek. W zasadzie całe opakowanie, użyty chyba tylko kilka razy, dla wypróbowania. Był strasznie jasny (prawie biały), bardzo wysuszał skórę, podkreślał wszystkie zmarszczki. Mały koszmarek. Nie wiem jakim cudem mi się uchował, byłam przekonana że już dawno go wyrzuciłam :)

12 - CATRICE - kamuflaż
To też wyrzutek, ale jego zużyłam ponad połowę. Dość solidnie kryje wszelkie niedoskonałości, ale z biegiem czasu zaczął mi się na twarzy wysuszać i wyglądać niezbyt estetycznie tworząc suche plamy przebijające spod podkładu. Niewykluczone, że powodem było to że używałam go znacznie dłużej niż sugeruje producent :>

13 - MARIZA - szminka
Kolejny wyrzutek - koszmarek z Shinyboxa. Pomadka w ohydnym jak dla mnie kolorze "Barbiowego" różu. Pal licho kolor, bo mam koleżankę, która lubi takie odcienie i o dziwo całkiem nieźle w nich wygląda, więc miałabym ją komu oddać. Ale ta pomadka niestety bardzo źle wyglądała na ustach, bardzo nieestetycznie podkreślała i zbierała się w załamaniach. W sumie to nie wiem dlaczego nie wyrzuciłam jej od razu.

I to tyle - większe niż poprzednie, ale nadal nie dorastające do pięt moim denkom-gigantom :) Muszę solidnie wziąć się za zużywanie, bo w ostatnim chomikowym zestawieniu nie wypadłam najlepiej niestety.

A jak Wasze denka? Sporo wyrzuciłyście? A co ważniejsze: więcej zużyłyście czy kupiłyście? ☺

czwartek, 2 czerwca 2016

Inspired by U.R.O.K. - maj 2016

Inspired by jakiś czas temu obok pudełek "tworzonych" przez gwiazdy wypuścił kilka nowych projektów. Pojawiły się (jak na razie) trzy nowe serie pudełek: "U.R.O.K.", "Naturalnie piękna" oraz "Dla Ciebie". Niektóre z nich zapowiadają się całkiem nieźle, ale nie planowałam ich kupować :) Tak się jednak złożyło, że w Kole Fortuny z Shinyboxa wylosowałam kupon zniżkowy na 80% na zestaw U.R.O.K i tym sposobem za pudełko zamiast 49 zł z kosztami wysyłki miałam zapłacić 17,80 zł. Pomyślałam "czemu nie?", zwłaszcza że zawartość była znana i stwierdziłam, że na taką sumę mogę się zrujnować :) Nie zamierzam jednak ładować się w żadne długoterminowe zobowiązania z Inspired by ani z Shinybox, więc od razu po zamówieniu anulowałam subskrypcję poprzestając na tym jednym pudełku. Firma ostatnio niestety dość skutecznie pracuje na swój czarny PR, więc nie zamierzam ryzykować i kupować u nich czegokolwiek w ciemno.


Rozwinięcie skrótu U.R.O.K. to "Uroda, Radość, Olśnienie, Kobiecość", a do zakupu pudełka Inspired by zachęcało w ten sposób: "Zestaw U.R.O.K przepełniony jest urodą, sprawi Ci wiele radości, dzięki niemu olśnisz wszystkich, a powstał byś celebrowała swoją kobiecość."


W swoim pudełku znalazłam 6 pełnowymiarowych produktów (w tym 5 kosmetycznych). Oprawa pudełka jest bardzo "shinyboxowa", co mnie niespecjalnie dziwi :)

AVON - luksusowa szminka Luxe
Średnia cena 36,00 zł / szt.
Info od Inspired by: Szminka wzbogacona czystym jedwabiem i kompleksem optycznie powiększającym usta. Nadaje efekt miękkich, pełnych ust o nasyconym kolorze, pozostawiając je doskonale nawilżone o pełnym i zmysłowym kształcie.


W moim pudełku znalazł się odcień Designer Red, ale z tego co wiem to wszystkie trzy losowo wysyłane szminki były w odcieniach czerwieni. Najpierw się zastanawiałam, czy jej komuś nie oddać bo mam już jedną czerwoną szminkę a nieczęsto noszę takie kolory, ale ostatecznie została u mnie :) Pierwsze wrażenie jest całkiem pozytywne, szminka ładnie wygląda na ustach, ma przyjemne satynowe wykończenie, nie wchodzi w załamania, ale ten kompleks optycznie powiększający usta to bujda na resorach. Chyba że ja mam słaby wzrok :)

WONDERMARKET - planner To Do
Średnia cena 11,00 zł / format A6
Info od Inspired by: Oryginalne produkty stworzone do uporządkowania codzienności. Autorskie notesy, notatniki i plannery Wondermarket są idealnym rozwiązaniem dla każdego, komu zależy na perfekcyjnej organizacji swojego dnia. W zestawie specjalnie przygotowany planner z listą TO DO.


Zwykły notesik - pewnie się przyda :) Ale w życiu nie zapłaciłabym 11 zł za te 25 kartek.

INDOLA - puder na objętość
Średnia cena 44,00 zł / 10 g
Info od Inspired by: Mocny puder do stylizacji, dzięki któremu uzyskujemy objętość i odbicie włosów już u nasady oraz wykończenie fryzury zawsze gotowe na zmianę. Profesjonalny produkt do włosów.


Z tego kosmetyku bardzo się cieszę, bo moje włosy często są oklapłe. Miałam kiedyś podobny puder innej marki (nie pamiętam jakiej), ale niestety wywoływał dużo szybsze przetłuszczanie się moich włosów. Mam nadzieję, że ten spisze się dużo lepiej :)

DOVE - żel pod prysznic
Średnia cena 13,00 zł / 250 ml
Info od Inspired by: Zapach piwonii doskonale pobudzi zmysły podczas porannego prysznica, a ciepłe mleczne akordy słodkiej śmietanki otulą skórę ciepłym aromatem podczas wieczornej kąpieli. Kremowa konsystencja żelu doskonale rozprowadza się na skórze, a kompleks składników odżywczych z formułą Nutrium Moisture doskonale pielęgnuje skórę pozostawiając ją bardziej miękką i gładką.


Ten zapach to nowość w ofercie Dove. Jest przyjemny, choć słodkawe kwiatowe zapachy to nie do końca moja bajka - wolę te bardziej świeże i rześkie. Żele Dove bardzo lubię, więc i ten zużyję z wielką chęcią.

BODETKO - henna do brwi
Średnia cena 39,00 zł / 6 ml
Info od Inspired by: Marka znana z produktów do rzęs. Premierowo w zestawie henna do brwi występująca w trzech wersjach kolorystycznych. Uniwersalne kolory dopasowane do każdego rodzaju urody i karnacji. Wygodny aplikator pozwala na użycie produktu w dowolnym momencie dnia.


Do mnie trafił kolor brązowy, a z tego co wiem to był też czarny i grafitowy. Bardzo ciekawe rozwiązanie - gotowa henna, którą nakładamy na kilka minut na brwi, a później ścieramy wacikiem. Aplikator w postaci gąbeczki (takiej jaka jest często w błyszczykach do ust) rzeczywiście pozwala na wygodne używanie. Niestety u mnie 7-8 minut to było za mało, żeby moje brwi choć trochę nabrały koloru. Ale będę jeszcze próbować, jestem ciekawa czy jak potrzymam dłuższy czas to moje brwi się przyciemnią :)

SHEFOOT - dezodorant do stóp
Średnia cena 18,80 zł / 150 ml
Info od Inspired by: Zapewnia stopom natychmiastowy efekt odświeżający i chroni je przed brzydkim zapachem aż do 24 godzin. Formuła z gliceryną i składnikiem dezodorującym pochodzenia naturalnego jest łagodna dla skóry i ma działanie nawilżające. Receptura została wzbogacona ekstraktem z grejpfruta. Idealny dla osób uprawiających sport.


Jako że lato zbliża się dużymi krokami (kiedy skończą się te deszcze i burze?!) to taki produkt na pewno się przyda. Z kosmetyków Shefoot ogólnie jestem zadowolona, więc mam nadzieję że ten też będzie fajny.

Jak na niecałe 18 zł to chyba niezły interes :) Wszystkie produkty wykorzystam, najbardziej jestem ciekawa tej henny (mam nadzieję że w końcu zadziała) i pudru na objętość włosów. Cieszę się też z pozostałych kosmetyków, pewnie na bieżąco będę śledzić poczynania Inspired by i jeśli któreś pudełko mnie zainteresuje to kupię :) Ale chyba na razie znów powinnam sobie zrobić przerwę, bo zapasy zaczną straszyć :P

A Wy? Skusiłyście się na któreś z nowych pudełek Inspired by?
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...