sobota, 30 lipca 2016

Lipcowe zakupy i nowości

Okazuje się, że nawet mając dość pokaźne zapasy kosmetyczne czasem TRZEBA coś kupić, bo danego kosmetyku akurat w zapasach nie ma :) Mniej więcej tak u mnie było w lipcu, nie poszalałam za bardzo z zakupami i nie mam wyrzutów sumienia; mam nadzieję że utrzymam tę tendencję jeszcze przez kilka miesięcy :)

czwartek, 28 lipca 2016

Lato u Mongi - konkurs :)

Lato już w pełni (choć z pogodą bywa różnie), przede mną odliczanie dni do wakacyjnego wyjazdu - to już w sobotę rano. Cieszę się na ten urlop jak głupia, tym bardziej że zupełnie niespodziewanie zamiast lata w mieście będę miała lato w Grecji :)

Od jakiegoś czasu nosiłam się z myślą o konkursie, specjalnie z myślą o nim zbierałam kosmetyki które - mam nadzieję - ucieszą jedną z Was :) Nagroda jest częściowo widoczna na banerze, ale jak się pewnie domyślacie - nie widać tam wszystkiego. Wszystkie kosmetyki i produkty są nowe, nieużywane, nieotwierane. większość z nich kupiłam specjalnie z myślą o konkursie, choć nie ukrywam, że część z nich pochodzi z boxów subskrypcyjnych.

niedziela, 24 lipca 2016

Moje hity #5 (gadżety)

Już dawno nie było posta z moimi ulubieńcami, nawet nie dlatego że nie trafiam na świetne kosmetyki, tylko raczej dlatego że nie potrafię ich zebrać do kupy :) Dziś też ulubieńcy, ale nie będą to kosmetyki, tylko gadżety które znacznie ułatwiają mi życie i których używanie stało się rutyną :)

poniedziałek, 18 lipca 2016

Mania chomikowania #9


Mania chomikowania to chyba najbardziej pracochłonne posty ze wszystkich na moim blogu - masa kosmetyków, masa zdjęć, obróbka, łączenie zdjęć w pary, opisywanie, podliczanie... Ale mimo to lubię tą serię bardzo, sama ją wymyśliłam i czuję że to tak trochę moje dziecko :) Nie wykluczam, że jeszcze gdzieś w sieci można znaleźć podobne podsumowania, choć ja na nie nie trafiłam. A Wy gdzieś widziałyście? Wrzućcie link w komentarzu, chętnie podejrzę :) A jak to wygląda u mnie, po kolejnych dwóch miesiącach? Planowałam ten post w zeszłym tygodniu, ale stwierdziłam że bardziej uczciwe będzie jak uwzględnię też kosmetyki od Eweliny. Na małych zdjęciach są zapasy z maja.

CIAŁO
1 - żele pod prysznic i żele peelingujące


Tu nastąpiło małe przetasowanie w porównaniu do poprzedniego zestawienia - żele peelingujące miałam w zasadzie w dwóch kategoriach w zależności od konsystencji, ale postanowiłam je umieścić w jednej. Jestem ciągle blisko swojego celu - max 5 żeli :) Jeśli chodzi zaś o pojemność, to mam 1900 ml czyli trochę mniej niż ostatnio.

2 - peelingi


Tu ewidentnie moje zapasy się zwiększyły, mam teraz 600 ml peelingów i to zasługa pudełek :) Vianek znalazłam w Joyboxie, a Organic Shop w Chillboxie. Ten ostatni stoi teraz pod moim prysznicem.

3 - balsamy do ciała


Jest mniej, bo "tylko" 725 ml, ale jedynie Eveline zużyłam. Vianek zostanie zużyty przez kogoś innego, ja stwierdziłam że tylu mazideł niestety nie ogarnę :( Ale widzę już światełko w tunelu, bo krem z Bjobj się kończy, a pozostałych używam powoli :)

4 - mydła


Wymieniłam Carex na Isanę, która średnio sprawdza się przy myciu pędzli, dlatego dokupiłam Białego Jelenia. Razem mam 835 ml, czyli nieco więcej niż ostatnio.

5 - olejki


Wydaje się, że stan zapasów bez zmian, nadal 285 ml, ale to tylko pozory. W końcu zabrałam się za zużywanie olejku Mokosh, używałam już go kilka razy i zabiorę się też za Joannę, bo data ważności to nakazuje :P

6 - dezodoranty, antyperspiranty


Oriflame się skończył więc musiałam kupić coś nowego. W Biedronce trafiłam na dwupak Rexony, dlatego w moich zapasach jest teraz 160 ml antyperspirantów, czyli trochę więcej niż ostatnio.

WŁOSY
7 - szampony


Ta kategoria zaczyna mnie przerażać, ale na swoje usprawiedliwienie pragnę zauważyć, że znajdują się tu dwa produkty nie tylko do włosów :P Ale jak by nie patrzeć mam razem 1850 ml kosmetyków, czyli więcej niż ostatnio.

8 - stylizacja i pielęgnacja


Ha! Widać że zapasy się zmniejszyły i obecnie wynoszą 560 ml. Co więcej - mam tylko 100 ml saszetkę odżywki do włosów, która pojedzie ze mną na wakacje, więc muszę sobie kupić coś jeszcze.

TWARZ
9 - kremy do twarzy


Na noc używam kremu Bandi, a na dzień zazwyczaj tego z Bjobj, który w zestawieniu jest z balsamami. Zapasy są na tym samym poziomie co poprzednio, 238 ml.

10 - maski, maseczki


Jest światełko w tunelu :) Mam w tej chwili 605 ml, a to mniej niż poprzednio. Ale muszę być uczciwa i przyznać, że maseczka Bani Agafii powędrowała w paczce do Eweliny. Za to Avon i BeeYes zużyłam sama :)

11 - serum i inne upiększacze


Jak widać - jest dobrze :) "Jedynie" 73 ml, czyli zdecydowanie mniej niż poprzednio. Używam w tej chwili koktajlu Bandi, a Mary Kay poczeka jeszcze chwile na swoją kolej.

12 - demakijaż


Nie da się ukryć - jest tego więcej niż ostatnio, bo aż 950 ml. To znowu "wina" Chillboxa i Joyboxa. Używam w tej chwili zarówno żelu Vis Plantis, jak i olejku Bandi.

13 - peelingi


Pojemnościowo bez zmian, 75 ml. Zmienił się tylko kosmetyk, za to zostałam w tej samej rodzinie, bo przecież Vianek to dziecko Sylveco :)

14 - oczyszczanie i tonizowanie


Jest lepiej i mniej niż ostatnio - 552 ml różnych specyfików. Mary Kay czeka na swoją kolej, pozostałych kosmetyków używam. W zasadzie to nie wiem czy nie kupię sobie jakiegoś żelu do mycia twarzy, bo lubię mieć osobny na dzień i na wieczór (ten drugi stawiam pod prysznicem).

15 - kremy pod oczy


Tutaj jak widać zapasy bez zmian, mam nadal 30 ml. Oeparol się powoli kończy i będę mogła wrócić do testowania Vianka :)

16 - pielęgnacja ust


Sylveco zużyłam i koniecznie muszę kupić nową. A Bebe zapodziałam gdzieś podczas majowego wyjazdu. Razem i tak mam sporo, bo 86,2 ml czyli trochę więcej niż ostatnio.

DŁONIE
17 - pielęgnacja dłoni


Tu moje zapasy odrobinę się zwiększyły, a to za sprawą Eweliny. Za to malinowo-miętowy krem z Oriflame niedługo zdenkuję, więc nie jest tak źle - mam 255 ml kosmetyków.

STOPY
18 - pielęgnacja stóp


Jak widać moja "rodzinka" SheFoot się rozmnaża :) Zapasy zresztą też, są zdecydowanie większe niż poprzednio, bo to aż 600 ml. I sztyft :)

KOLORÓWKA
19 - tusze do rzęs


Jest już całkiem nieźle :) Obiecałam sobie ostatnio, że nie dopuszczę do zapasów w tej kategorii. Tusze, nawet nieotwierane i tak wysychają więc szkoda wydawać na nie kasy jak mam je używać przez miesiąc lub dwa. Teraz pod ręką mam tusze z MAC i Kobo, ten pierwszy nigdy się nie skończy... Razem mam 4 sztuki, czyli mniej niż ostatnio.

20 - podkłady


Skin79 wylądował w denku, choć jeszcze troszkę go tam zostało. Niestety teraz już jest dla mnie za jasny, a jakby miał czekać do zimy, to byłoby trochę za długo. Zamknięty jest tylko Paese, pozostałych używam naprzemiennie w zależności od okoliczności i nastroju. Razem mam 140 ml podkładów, czyli mniej niż ostatnio.

W maju w zapasach miałam 10.578,7 ml różnych kosmetyków i 6 maskar. Jak wypadło wakacyjne podsumowanie? 10.519,2 ml kosmetyków i 4 tusze - zapasy się zmniejszyły :) Szczerze mówiąc to biorąc pod uwagę, że w czerwcu zamówiłam aż trzy pudełka, a w lipcu dostałam kolejne byłam święcie przekonana że dam ciała. W najbliższym czasie nie planuję jakiś większych zakupów, poza tymi najbardziej potrzebnymi :)

W odniesieniu do ostatniego podsumowania i moich zakupowych zakazów to udało mi się z nich wywiązać. Jedynie kosmetyki do demakijażu mi się za bardzo rozmnożyły. Planowałam kupić peeling do twarzy, który ostatecznie przywędrował do mnie w Joyboxie, pomadkę Sylveco którą nadal muszę kupić, mydło i antyperspirant które już kupiłam i mogłyście zobaczyć w tym zestawieniu.

PODSUMOWANIE:
Absolutny zakaz kupowania: szamponów (chyba że skończy mi się Batiste), kosmetyków do stóp, kosmetyków do demakijażu, tuszy do rzęs, balsamów do ciała, podkładów
Raczej wstrzymać się z kupowaniem: produktów twarzowych (kremów, maseczek, serum), pomadek ochronnych
Chciałabym kupić: żel do mycia twarzy (może Vianek)
Muszę kupić: pomadkę Sylveco, maskę do włosów

Widziałyście podobne zestawienia na innych blogach? A może same takie prowadzicie? Jak podoba się Wam wakacyjny chomiczek?

piątek, 15 lipca 2016

Letnia paczka - kolejna akcja blogerska :)

Nie tak dawno pisałam Wam o organizowanej przez Terii akcji "Zimowa paczka", a tu przyszła kolej na następną :) Zasady były takie same - osoby które się zgłosiły do uczestnictwa w "Letniej paczce" zostały dobrane w pary i wzajemnie przygotowywały dla siebie spersonalizowany box niespodziankę.


Mnie los sparował z Eweliną z bloga Acne Skin. Ucieszyło mnie to, bo Ewelina jest osobą, która obserwuje mojego bloga od bardzo dawna, prawie od początku jego powstania i mój box mógł być przy okazji formą podziękowania :) Wymieniłyśmy z Eweliną kilka maili odnośnie naszych preferencji, uzgodniłyśmy też między sobą że nie mamy nic przeciwko otrzymaniu czegoś z zapasów tej drugiej (oczywiście mowa o nieużywanych kosmetykach), ustaliłyśmy datę wysyłki i zabrałyśmy się do dzieła :) A co znalazło się w mojej paczce? Różne rzeczy - coś kosmetycznego, coś niekosmetycznego, coś słodkiego, zresztą zobaczcie same:


Żel pod prysznic Balea to kosmetyk, z którego się bardzo ucieszyłam. Nie mam dostępu do kosmetyków tej marki, więc chętnie przyjmuję takie podarki. Żel passiflora i jagody acai (jeśli dobrze zrozumiałam i przetłumaczyłam) pachnie bardzo przyjemnie, trochę słodkawo, z przyjemnością go zużyję. Energetyzujący żel złuszczający od Oriflame z szałwią i witaminą C pachnie orzeźwiająco, cytrusowo - idealnie na lato. Ciekawe czy zawartość ekstraktu z szałwii ograniczy potliwość? :)


W pierwszej chwili jak zobaczyłam drobne niebieskie kuleczki poczułam lekki zawód, czyżby Ewelina nie przeczytała że nie mam wanny i nie mam co zrobić z tego typu produktem kąpielowym? Dopiero po chwili doczytałam, że to perełki do kąpieli stóp od No 36 i poczułam ulgę :) Stopom od czasu do czasu funduję kąpiel w misce, robię wtedy peeling i takie tam, więc perełki się nie zmarnują. Proszek do peelingu Pumice jakiś czas temu widziałam na kilku blogach i byłam go bardzo ciekawa. Jest to drobny nierozpuszczalny proszek, który można wymieszać z dowolnym żelem pod prysznic, balsamem czy kremem i w ten sposób peelingować wybrane partie ciała. Cieszę się, że będę miała okazję go wypróbować :)


Krem do rąk z Oriflame już kiedyś miałam, z tego co pamiętam to szybko się wchłaniał, ale chyba nawilżenie nie było jakieś rewelacyjne. Tubka jest malutka, więc pewnie trafi do torebki jako podręczny krem. Balsam do włosów aktywator wzrostu z Bani Agafii też już miałam i wspominam całkiem dobrze. Ta saszetka pewnie pojedzie ze mną na wakacyjny wyjazd, bo nie zajmuje wiele miejsca.


Zestaw do stylizacji brwi z Makeup Revolution zawiera trzy odcienie brązowych matowych cieni i wosk do ujarzmienia włosków. Chyba przetestuję też czy cienie sprawdzą się jako cienie do powiek, bo wtedy mogłabym zaoszczędzić sporo miejsca w wakacyjnej kosmetyczce :) Lakier do paznokci z Oriflame ma piękny fioletowy kolor, zrobiłam chyba z 20 zdjęć i na wszystkich wyszedł mniej lub bardziej niebieski :P Nie używam zwykłych lakierów, bo noszę hybrydy, ale Ewelina wiedziała że szukam lakierów, które będą się nadawać do stempli. Wydaje mi się, że ten powinien się spisać, jest dość gęsty, więc jestem dobrej myśli :) Cień do powiek Miyo również jest fioletowy :) Piękny, opalizujący, błyszczący, a do tego nieznanej mi do tej pory marki :)


Gąbeczka z Oriflame na pewno mi się przyda, lubię nakładać podkład w ten sposób i na razie jestem na etapie szukania dobrej i niedrogiej gąbeczki, może to będzie właśnie ta? Wosk Yankee Candle również chętnie wykorzystam, tego zapachu jeszcze nie miałam. Co prawda trochę obawiam się tej wanilii, za to limonka pozwala wierzyć że będzie dobrze :)


Przechodzimy do niekosmetycznej części paczki :) Ewelina w mojej umieściła cztery pary kolczyków i bransoletkę. Kolczyki uwielbiam, nie jestem nawet w stanie zliczyć ile mam par, a mimo to przyjmuję każdą kolejną z wielką chęcią :) Bransoletki akurat noszę rzadko, więc nie wiem czy tej komuś nie oddam. Złote motylki, mimo że urocze, u mnie nie zostaną bo nie noszę złotych dodatków.


Trochę słodkości zawsze mile widziane :) Umówiłyśmy się z Eweliną, że wrzucimy coś, co wytrzyma ewentualne wysokie temperatury, dlatego u siebie znalazłam żelki, sezamki i saszetkę kawy.


Dwie książki. "Sensacyjna wiadomość" zapowiada się na taką z gatunku miłych, lekkich i przyjemnych, pewnie zabiorę ją ze sobą kiedyś nad wodę. "Sałaty i sałatki" to coś, co świetnie wpisuje się w aktualną porę roku i moje próby zmiany sposobu odżywiania - na pewno wykorzystam niektóre przepisy :)


A to wisienka na torcie! Jedną z pasji Eweliny jest wyszywanie obrazów. I zrobiła specjalnie dla mnie, własnoręcznie, wyszywaną, spersonalizowaną zakładkę do książek! To chyba ucieszyło mnie najbardziej z całego pudełka, dziękuję Ci bardzo jeszcze raz!


A tak prezentuje się cała zawartość mojej letniej paczki, ja uważam że jest mega! A co Wy sądzicie o moim wakacyjnym boxie?


Tu uchylam Wam rąbka tajemnicy jeśli chodzi o moją paczkę dla Eweliny. Mam nadzieję że zerkniecie sprawdzić co ja dla niej przygotowałam bezpośrednio u niej na blogu - akurat dzisiaj opublikowała post z zawartością :)

Brałyście udział w tego typu akcjach? Co o nich sądzicie?

środa, 13 lipca 2016

SYLVECO - arnikowe mleczko oczyszczające

Lubię kosmetyki Sylveco, rzadko kiedy mnie zawodzą. O mleczku arnikowym wstępnie pisałam Wam już w lutym, w poście z ulubieńcami, więc jak się pewnie domyślacie recenzja będzie bardzo pozytywna :)


Hypoalergiczne, delikatne mleczko oczyszczające, przeznaczone do każdego rodzaju cery, szczególnie wrażliwej, cienkiej i przesuszonej. Łagodnie usuwa wszelkie zanieczyszczenia i makijaż (również wodoodporny). Zawiera wyciągi z kwiatów arniki górskiej i kory brzozy białej o działaniu antyoksydacyjnym, wzmacniającym kruche naczynka i opóźniającym procesy starzenia. Połączenie składników nawilżających i regenerujących zapewnia skórze właściwą ochronę, dając jej uczucie świeżości i ukojenia. W składzie mleczka znajduje się także olej rycynowy o właściwościach wzmacniających brwi i rzęsy. Produkt bezzapachowy, o pH neutralnym dla skóry, nie zawiera detergentów. Przebadany dermatologicznie.



Mleczko jest dostępne m. in. sklepie online producenta. W zasadzie dostępność kosmetyków Sylveco jest już coraz większa, prawie każda drogeria internetowa ma je w swojej ofercie, a stacjonarnie (oprócz sklepów z kosmetykami naturalnymi i aptek) można je znaleźć w niektórych drogeriach Natura. Za opakowanie o pojemności 150 ml zapłacimy w granicach 15-21 zł.

Mleczko znajduje się w niewielkiej plastikowej buteleczce z pompką - bardzo wygodne w obsłudze. Butelka jest przezroczysta, co pozwala kontrolować zużycie kosmetyku, a pompka działa bez zarzutu i dodatkowo wyposażona jest w funkcję open-close. Szata graficzna miła dla oka i charakterystyczna dla wszystkich produktów Sylveco.


Kto zgadnie jaką konsystencję ma mleczko? Brawo! Tak, ono ma konsystencję... mleczka :) W zasadzie to takiego bardzo lekkiego balsamu o białym zabarwieniu. Zapach jest bardzo delikatny, nie powinien raczej nikomu przeszkadzać, zwłaszcza że nie utrzymuje się na skórze.


Nie przepadam za mleczkami do demakijażu, bo zazwyczaj szczypią mnie w oczy. Na to mleczko zdecydowałam się wiedząc, że będę je traktować raczej jako środek do wieczornego mycia twarzy. Spisało się w tej roli rewelacyjnie! Przede wszystkim mleczko Sylveco jest łagodne, nie podrażnia, nie uczula, mam wrażenie że również delikatnie łagodziło moją skórę jak podrażniłam ją zbyt długo przebywając na słońcu. Mleczko bardzo dobrze oczyszcza skórę, skutecznie usuwa resztki makijażu. Co więcej poradzi sobie również z tradycyjnym demakijażem, choć w tej roli użyłam go tylko kilka razy. Używane na wacik radziło sobie średnio, potrzeba było trochę czasu, żeby tusz się rozpuścił, ale na szczęście nie szczypało mnie w oczy. Lepiej za to spisywało się nanoszone dłonią na zwilżoną skórę twarzy - wtedy makijaż rozpuszczał się dużo łatwiej i szybciej, choć oczywiście znam dużo skuteczniejsze środki. Do oczyszczenia twarzy wystarcza jedna pompka mleczka, ale te kilka razy kiedy używałam go również do demakijażu to oczyszczałam twarz dwa razy dla pewności że nie zostanie na niej żaden brud :) Pompka działa w zasadzie bezproblemowo, ale moja rurka na końcu była rozdwojona, więc resztę mleczka musiałam wydobywać bezpośrednio z opakowania. Przypuszczam, że to raczej wypadek przy pracy, bo taką samą pompkę miał również żel tymiankowy i tam wszystko było w porządku.


Mleczko Sylveco całkiem nieźle nawilża skórę, po jego użyciu na twarzy pozostaje delikatny film, który pewnie nie wszystkim przypadnie do gustu, ale mi absolutnie nie przeszkadza. Nie jest to żadna lepka warstwa, bardziej takie wrażenie jakby użyło się kremu do twarzy :) Nawilżenie nie było aż tak spektakularne żeby zupełnie zrezygnować z kremu nawilżającego (mam suchą skórę), ale nie musiałam używać go od razu po oczyszczaniu twarzy. Jeśli chodzi o wydajność to jest naprawdę niezła, ja używałam tego mleczka około 5 miesięcy (kilka dni temu wrzuciłam opakowanie do torby z pustakami), ale - tak jak wspominałam - używałam go tylko raz dziennie, wieczorem. Ja jestem z niego bardzo zadowolona, z pewnością jeszcze u mnie zagości. Wam również je polecam, ale raczej nie jako produkt do demakijażu, bo w tej kwestii rewelacji nie ma, ale do oczyszczania twarzy z zabrudzeń i resztek makijażu - jak najbardziej, zwłaszcza że skóra po jego użyciu jest gładka, nawilżona i delikatna.

Znacie arnikowe mleczko Sylveco? Jaki jest Wasz ulubiony kosmetyk do wieczornego oczyszczania twarzy?

sobota, 9 lipca 2016

Malina & mięta - lubię to?

Tytuł posta niewiele mówiący. Zdjęcie z zajawką wyjaśnia niewiele więcej :) Ale wbrew pozorom post będzie raczej kosmetyczny, choć zapachowo związany ewidentnie z czymś pysznym. I właśnie z tego powodu "okoliczności przyrody" są takie a nie inne :)


Maliny lubiłam od zawsze, jeszcze będąc dzieckiem wyczekiwałam wakacyjnego wyjazdu do babci, u której mogłam zjadać maliny prosto z krzaka (bo kto by się przejmował brudem i zarazkami ☺). Jak dorosłam zaczęłam doceniać orzeźwiające połączenie maliny z miętą - smakowe i zapachowe. To właśnie skusiło mnie do zakupu kilku kosmetyków z serii Nature Secrets od Oriflame, właśnie o zapachu energetyzującej mięty i maliny.


Trafiły do mnie: złuszczający żel pod prysznic, krem do rąk oraz antyperspirant. Ja kupiłam je w zestawie za kilkanaście złotych, ale oczywiście wszystkie produkty były dostępne też osobno. Ceny oczywiście zależą od aktualnych promocji, myślę że w Oriflame mało kto kupuje kosmetyki w cenach regularnych :)


Złuszczający żel pod prysznic zamknięty jest w plastikowej, przezroczystej butelce zamykanej na klik. Jest dostępny w trzech pojemnościach: 250 ml, 400 ml i 750 ml. Ma malinowe zabarwienie i bardzo przyjemny zapach, mięta jest bardziej wyczuwalna, dopiero później uwalnia się delikatnie słodki malinowy aromat. Teoretycznie jest to żel peelingujący, ale nie przywiązujcie się do tego określenia :) Drobinek jest mało, są delikatne, więc o jego właściwościach zdzierających nie ma co pisać, bo ich prawie nie ma. Ja traktowałam go jako tradycyjny żel i w tej postaci sprawdził się u mnie całkiem fajnie. Ja oczekuję od żeli pod prysznic, żeby dobrze się pieniły, ładnie pachniały i nie wysuszały skóry - wszystko to znalazłam w tym pozytywnie wyglądającym opakowaniu :) Żel ma dość gęstą konsystencję i nanoszony na ciało dłonią delikatnie masował skórę, ale bardzo słabo się pienił. Z tego powodu używałam go tak jak innych żeli - za pomocą myjki lub gąbki, wtedy piana była naprawdę gęsta, a do tego pięknie pachnąca. Żel nie wysuszał mojej skóry, ale na właściwości nawilżające nie macie co liczyć :)


Krem do rąk znajduje w tradycyjnym dla tego typu kosmetyków opakowaniu - plastikowa, zakręcana tubka. Otwór jest odpowiedniej wielkości, choć wolałabym zamknięcie na klik - nie musiałabym się martwić, że zgubię nakrętkę :) Krem ma delikatnie różowe zabarwienie i zapach taki jak w całej serii. Jeśli zaś chodzi o właściwości nawilżające to szału nie ma. Osoby z wymagającymi, suchymi dłońmi na pewno nie będą z niego zadowolone, nawilżenie jest dość krótkotrwałe i utrzymuje się tylko do pierwszego umycia rąk. Za to na plus na pewno można zaliczyć to, że mimo dość treściwej konsystencji szybko się wchłania i nie pozostawia tłustej warstwy.


Dezodorant antyperpiracyjny - czyli tradycyjna kulka. Jeśli chodzi o skuteczność to w okresie zimowym nawet dawał radę, ale jak zrobiło się cieplej to musiałam postawić na coś skuteczniejszego. Był na tyle delikatny, że nie podrażniał skóry, nawet kiedy używałam go bezpośrednio po depilacji. Nie zauważyłam, żeby zostawiał ślady na ubraniach, ale był bardzo mokry i dość wolno się wchłaniał. Do tego trochę się wylewał z opakowania, więc co kilka użyć trzeba było je przecierać do sucha. Mimo że jest zapachowy, to aromat był na tyle delikatny, że nie kłócił się innymi zapachami (np. perfum).


A co z innymi połączeniami mięty i maliny? Ostatnio trafiłam na napój Tymbarku o takim połączeniu - jest pyszny, orzeźwiający, świetny na gorące dni, zwłaszcza po schłodzeniu w lodówce. Często też z malin i mięty przyrządzam sobie koktajle. Tu na zdjęciu są akurat tylko maliny i mięta z odrobiną cukru trzcinowego dla osłody, ale dodaję również jogurt naturalny albo trochę wody, bywa też że dorzucam inne owoce - najczęściej banana, truskawki albo jagody, ale tu oczywiście panuje pełna dowolność. Jeśli chcę, żeby koktajl był bardziej sycący (np. zabieram go na drugie śniadanie do pracy) to dorzucam do niego czasem jakieś płatki - jaglane, owsiane lub otręby. No i oczywiście rozkosz sama w sobie - maliny "gołe", bez niczego, najlepiej prosto z krzaczka - taki powrót do dzieciństwa :)


Ja sprawdziła się u mnie seria z Oriflame? Różnie :) Do żelu na pewno jeszcze wrócę, polubiłam go bardzo. Krem nie jest zły, więc jak trafi się na niego jakaś fajna promocja, to pewnie też jeszcze u mnie zagości. Kulka jak dla mnie niestety była za słaba, ale jeśli nie macie większych problemów z potliwością, to warto się na nią skusić :)

A Wy lubicie połączenie malin i mięty? Znacie tą serię Oriflame?
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...