Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Harmonique. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Harmonique. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 3 kwietnia 2016

Denko marcowe

W ostatnim poście z marcowymi zakupami pisałam Wam, że nadal staram się uskuteczniać zmniejszanie zapasów. Dwa ostatnie denka były dość obfite, tym razem jest nieco skromniej. Ale przecież skromniej nie znaczy kiepsko, prawda? Ważne, że zapasy (mimo jakichś tam zakupów) ciągle się zmniejszają, a ich ilość już nie przeraża tak jak kilka miesięcy temu :)


W denku tradycyjnie znalazły się zarówno produkty które kupię i chętnie do nich wrócę, takie których nie kupię z różnych względów oraz takie co do których nie jestem do końca zdecydowana.


1 - DOVE - żel pod prysznic
Lubię żele Dove, pisałam o nich (choć akurat nie o tej wersji) w tym poście. Przyjemnie pachną, są gęste, kremowe, nieźle się pienią. Ten zawierał drobinki peelingujące, ale nie spodziewajcie się po nich zbyt wiele. W zasadzie to niczego się nie spodziewajcie :) Jest ich niewiele i działanie peelingujące jest naprawdę znikome. Najprawdopodobniej niedługo skuszę się na któryś z owocowych zapachów.

2 - HARMONIQUE - masło do ciała
To masło znalazło się w gronie moich ulubionych kosmetyków, a przecież ja nie cierpię tradycyjnych smarowideł! A to mnie jednak urzekło :) Pełną recenzję znajdziecie w tym poście, ale tu w skrócie napiszę, że urzekł mnie przede wszystkim zapach. Cudny - w pierwszej chwili czuć pomarańcze, ale a chwilę uwalniają się też korzenne nuty cynamonu i goździków, wszystko idealnie wyważone, świąteczne, boskie. Do tego zapachu dochodzi również fantastyczna konsystencja, szybkie wchłanianie, dobre nawilżenie. To masło pokazało mi, że mogę polubić tradycyjne smarowidła do ciała :) Nie wiem jednak czy je kupię, bo do najtańszych nie należy.

3 - ORGANIQUE - mydło glicerynowe
Mydło w kostce. No w kostce. A ja nie za bardzo lubię takie :) To pachniało przyjemnie cynamonowo, dobrze się pieniło. Nie kupię go więcej, bo zdecydowanie bardziej wolę żele pod prysznic.


4 - BATISTE - suchy szampon
To, co lubię w szamponach Batiste, to ich skuteczność - dobrze odświeżają włosy nie pozbawiając ich przy tym blasku, delikatnie podnoszą je u nasady. Biały nalot który pozostawiają (to nie dotyczy wersji dla brunetek, ona zostawia ciemny nalot ☺) bez problemu można wyczesać lub wetrzeć we włosy. Ta wersja (Eden) to edycja limitowana, przecudnie pachnie i pewnie z uwagi na zapach będę chciała do niej wrócić.

5 - TIMOTEI - szampon do włosów
Generalnie produkty Timotei spisują się na moich włosach całkiem nieźle. Na tą wersję z ekstraktem z henny zdecydowałam się licząc na to, że być może wydobędzie z moich włosów obiecany blask i głębię koloru. Liczyłam też na to, że na moich włosach pojawią się refleksy podobne do tych, które pojawiały się dzięki odżywce Timotei Drogocenne Olejki. Niestety nic takiego się nie stało :( Szampon był całkiem w porządku, ale bez szału. Dobrze się pienił, nie powodował szybszego przetłuszczania się włosów.


6 - BIOLAVEN - płyn micelarny
Chciałam wrzucić link do recenzji, a okazuje się że recenzji nie ma :) Będzie zatem na dniach, a na razie Wam napiszę że najbardziej przeszkadzał mi lawendowy zapach. Nie lubię zapachu lawendy, a wiedząc jak pachnie żel do twarzy tej marki liczyłam na winogrona. Niestety micel pachnie zdecydowanie lawendowo. Nie jest tez tak skuteczny, jak jego starszy brat - lipowy micel z Sylveco. Ale ogólnie nie jest źle :)

7 - NOREL - krem pod oczy
Pisałam Wam o tym kremie tutaj. Krem mimo swojej bogatej, dość treściwej konsystencji całkiem nieźle się wchłania, stosowałam go również rano kiedy każda minuta jest dla mnie ważna. Dobrze współpracował z pozostałymi kosmetykami kolorowymi - podkład, korektor, puder. Nawilżenie było zauważalne, a co więcej - utrzymywało się nawet jeśli przez dzień czy dwa nie użyłam kremu. Z minusów - pompka nie sięga do samego końca i jest problem z wydobyciem reszty kosmetyku. No i srebrna farbka odchodzi z opakowania, co nie wygląda zbyt estetycznie.

8 - ZIAJA - tonik do twarzy
Taki sobie zwyklaczek, który nie wiem czy robił cokolwiek. Może i nawet odświeżał, ale nawilżenia po nim nie zauważyłam żadnego, nałożenie kremu było konieczne od razu. Zapach delikatny, nienachalny no i przyjazna cena.


9 - ETRE BELLE - maska kolagenowa
Maska w płacie - mocno mokra (tak jak  maski ze Skin79), dobrze trzymała się twarzy. Nawilżenie całkiem niezłe. Etre Belle sprzedaje niestety te maski tylko w zestawach po 10 szt. wraz z serum i taki zestaw kosztuje około 199 zł, więc się nie skuszę:)

10 - SKINLITE - płatki kolagenowe pod oczy
Taki gadżet. Nawilżenie delikatne, raczej doraźne niż długotrwałe. Mimo, że nie jest to żaden szałowy produkt to lubiłam go używać :)


11 - DIADEM - róż rozświetlający
Zużyłam w zasadzie cały, połamała mi się sama końcówka, której już i tak nie bardzo miałam jak nabierać na pędzel :) Róż znalazłam w jednym z Shinyboxów i nie spodziewałam się po nim zbyt wiele. A okazał się naprawdę całkiem fajny - trafił mi się dobry kolor, róż miał przyjemną konsystencję i dobrą pigmentację. Nie wiecie gdzie można je kupić stacjonarnie?

12 - MAGICLASH - serum do rzęs
O tym serum, które robi NIC pisałam Wam całkiem niedawno, w tym poście. Czteromiesięczne regularne używanie nie przyniosło absolutnie żadnych efektów. Coś tam mi nawet jeszcze zostało w opakowaniu, ale wyrzucam, bo kupiłam już sobie sprawdzone serum Long4Lashes.

13 - ETRE BELLE - cień w kredce
Też z jakiegoś starego Shinyboxa. Mimo że ucieszyłam się z koloru (srebrnoszary), to niestety kredka się u mnie totalnie nie sprawdziła. Niezależnie od tego czy nakładałam ją na bazę czy używałam bez bazy, maksymalnie po dwóch godzinach zaczynała mi się zbierać w załamaniu powieki. Dawała radę jedynie gdy używałam jej do samych kresek (ale i to bez szału).

14 - SUMITA - kredka do oczu
Kolejny Shinyboxowy nabytek - bardzo udany. Piękny czekoladowy brąz, kredka była miękka, utrzymywała się na powiece cały dzień. Dzięki niej zaczęłam częściej używać kredek do oczu, a rzadziej eyelinera :) Szkoda tylko że jest taka droga - duża (tzn. normalna ☺) kosztuje 79 zł, a miniaturka (taka, jaką miałam) 49 zł.

15 - WIBO - baza pod cienie
Recenzja tej bazy pewnie niedługo ukaże się na blogu. Niesamowicie podbija kolor cieni, wydłuża ich trwałość. Za to niesamowicie wkurzał mnie ten maciupeńki słoiczek, z którego trudno się wydobywało bazę.

Tyle udało mi się zużyć w marcu. Opakowania wyrzucam i zaczynam zbierać kwietniowe śmieci :) A jak Wam poszło zużywanie w marcu?

poniedziałek, 22 lutego 2016

Moje hity #4

Miała być dzisiaj recenzja, ale nie mam weny jakoś - w piątek dopadła mnie klątwa faraona i jeszcze dzisiaj nieszczególnie się czuję :( Zaczęłam przeglądać zdjęcia, które czekają na publikację i sklecenie posta i okazało się że od kilku miesięcy czekały zdjęcia z kolejną piątką ulubieńców... Jako że pojawiły się też inne godne polecenia kosmetyki, a nazbierało się też trochę gadżetów to pozmieniałam trochę koncepcje i dzisiaj pokażę Wam znów moje hity kosmetyczne, a z gadżetami zrobię osobny post.


Co nieco chyba i tak widać mimo rozmytego obrazu :) Ale po kolei:

BATISTE - suche szampony


Od bardzo długiego czasu w mojej łazience zawsze gości suchy szampon Batiste. Na razie kupuję różne rodzaje (nie miałam jeszcze dwa razy tego samego), żeby znaleźć swój ulubiony, ale chyba i tak nie będę mogła się zdecydować. To, co na pewno łączy wszystkie szampony Batiste, to ich skuteczność - dobrze odświeżają włosy nie pozbawiając ich przy tym blasku, delikatnie podnoszą je u nasady. Biały nalot który pozostawiają (to nie dotyczy wersji dla brunetek, ona zostawia ciemny nalot ☺) bez problemu można wyczesać lub wetrzeć we włosy. Te dwa szampony ze zdjęcia to wersje limitowane, obie przecudnie pachną i pewnie z uwagi na zapach będę chciała do nich wrócić jak je jeszcze spotkam. A szampony Batiste są świetnym sposobem na szybkie odświeżenie włosów kiedy nie mamy czasu na ich umycie i wysuszenie.

HARMONIQUE - masło do ciała


Jakby ktoś mi powiedział, że wśród moich ulubionych kosmetyków pielęgnacyjnych znajdzie się masło do ciała to bym go wyśmiała. Przecież ja nie cierpię tradycyjnych smarowideł! A to mnie jednak urzekło :) Pełną recenzję znajdziecie w tym poście, ale tu w skrócie napiszę, że urzekł mnie przede wszystkim zapach. Cudny - w pierwszej chwili czuć pomarańcze, ale a chwilę uwalniają się też korzenne nuty cynamonu i goździków, wszystko idealnie wyważone, świąteczne, boskie. Do tego zapachu dochodzi również fantastyczna konsystencja, szybkie wchłanianie, dobre nawilżenie. To masło pokazało mi, że mogę polubić tradycyjne smarowidła do ciała :)

SYLVECO - arnikowe mleczko oczyszczające


Nie lubię mleczek do demakijażu, ale ten produkt zastępuje u mnie wieczorem żel do mycia twarzy. Jest bardzo łagodny, nie podrażnia, dobrze oczyszcza skórę, skutecznie usuwa resztki makijażu (z pełnym makijażem też sobie poradzi, potrzeba tylko trochę czasu). Nawilża skórę, po jego użyciu na twarzy pozostaje delikatny film, który pewnie nie wszystkim przypadnie do gustu, ale mi absolutnie nie przeszkadza. Za jakiś czas pewnie ukaże się jego pełna recenzja :)

MAYBELLINE - tusz do rzęs


Jedyny kosmetyk kolorowy w tym zestawieniu. To jedna z pierwszych maskar, które kupowałam więcej niż raz. Ogólnie zawsze byłam z nich zadowolona, ale jak miałam rzęsy podrasowane odżywką Long4Lashes to ten tusz na moich rzęsach zaczął robić cuda, co możecie zobaczyć tutaj. Tusz dobrze rozdziela rzęsy, nie skleja ich, wydłuża, podkręca. Jest intensywnie czarny, nie osypuje się w ciągu dnia, nie tworzy grudek. Ale - zaznaczam - cuda robi tylko na długich rzęsach. Bez tego jest po prostu fajny :)

NOREL - krem rozjaśniająco-wygładzający z kwasem migdałowym
NOREL - hialuronowy krem aktywnie nawilżający


Obie te tubki mam z Shinyboxa, to miniatury o pojemności 25 ml. Pełnowymiarowe wersje tych kremów znajdują się w szklanych, 50 ml słoiczkach. Najpierw zaczęłam używać tego kremu z kwasem migdałowym - to było moje pierwsze spotkanie z kwasami. Już po pierwszym tygodniu byłam zachwycona - krem widocznie rozjaśnił moje przebarwienia. Wcześniej żaden krem nie poradził sobie z nimi aż tak dobrze :) Ale żeby nie było tak wesoło to zaczęły mi się pojawiać na twarzy suche skórki, krem nie radził sobie z nawilżaniem (zaznaczam że jestem typowym sucharkiem). Pomyślałam sobie "Buuu... nieudany kosmetyk od Norel :( Szkoda, bo do tej pory wszystkie się sprawdzały." Ale zanim z niego zrezygnowałam to poszłam po radę do wujka Googla - no bo skoro ja jestem taki kwasowy laik to wujek na pewno wie więcej :) No i oczywiście wiedział. Wyczytałam, że przy stosowaniu kremów z kwasami zaleca się jeszcze dodatkowo nakładanie kremów nawilżających. I wtedy poszedł w ruch krem hialuronowy. Od tej pory wszystko jest w jak najlepszym porządku: wieczorem po oczyszczeniu twarzy nakładam krem z kwasem migdałowym, a po 15-20 minutach hialuronowy - moja cera wygląda świetnie, skóra jest dobrze nawilżona (krem hialuronowy stosuję również solo na dzień), ale mam teraz dylemat. Bo chorowałam na witaminową serię od Norel, a teraz zachorowałam jeszcze na tą z kwasem migdałowym. Jak żyć Dr Wilsz, jak żyć? :)


A jaki kosmetyk Was ostatnio zachwycił?

niedziela, 10 stycznia 2016

HARMONIQUE - masło do ciała

Święta już minęły, ale za oknem zima więc pozostaniemy jeszcze trochę w takim zimowo-świątecznym klimacie. A to wszystko za sprawą znalezionego w grudniowym Chillboxie masła do ciała o obłędnym zapachu. Mmmm... mogłabym wąchać i wąchać :)


Bogate w składniki naturalne masło do ciała o gęstej kremowej konsystencji  z lekkością rozsmarowuje się na skórze i szybko się wchłania. Innowacyjna formuła Soft Touch pozostawia  skórze na skórze aksamitną powłokę chroniąc skórę przed utratą wilgoci. Zastosowany kompleks Liporedux – na poziomie komórkowym, aktywnie spala tkankę tłuszczową i blokuje jej odkładanie. Kompozycja  olejów i wyciągów roślinnych wspomaga działanie kompleksu. Olejek pomarańczowy – zmiękcza skórę, zwiększa elastyczność, olejek  cynamonowy – rozgrzewa skórę, działa ujędrniająco i ściągająco,  olejek goździkowy - rozgrzewa i poprawia ukrwienie, kofeina – działa odwadniająco na komórki przez co wygładza i napina skórę, pobudza mikrokrążenie,  działa antycellulitowo. Swoim cytrusowo-korzennym zapachem masło pobudza i dodaje energii.


To masło jak i inne kosmetyki Harmonique można kupić w sklepie internetowym producenta, za kosmetyk o pojemności 200 ml zapłacimy 59,00 zł.
edit: do końca Karnawału masła kosztują 41 zł :)


Masło znajduje się w plastikowym, dość szerokim, zakręcanym słoiczku. Bez problemu będzie można zużyć kosmetyk do samego końca. Fabrycznie masło było jeszcze zabezpieczone w środku ochronnym sreberkiem.


Konsystencja jest maślana, ale lekka i delikatna. Masło ma delikatny łososiowy kolor, łatwo się rozprowadza i dość szybko wchłania nie pozostawiając po sobie tłustej i lepkiej warstwy. Jeśli chodzi zaś o zapach to już we wstępie dowiedziałyście się, że mnie totalnie urzekł! Jest boski, pierwsze skrzypce grają pomarańcze, po chwili do tego dołączają korzenne nuty - cynamon i goździki. Zapach jest świetnie skomponowany i jak dla mnie idealnie wyważony. Zapach pozostaje przez jakiś czas na skórze, bywa że czuję go delikatnie jeszcze rano, po przebudzeniu.


Nie lubię maseł do ciała i innych tego typu smarowideł, nigdy tego nie ukrywałam. Z jako taką chęcią używam jedynie balsamów pod prysznic. W przypadku tego masła jednak zapach urzekł mnie na tyle, że przezwyciężyłam swoją ogólną niechęć i się smaruję i smaruję :) Niby tak niewiele, a ile może zmienić!


Masło ma dość lekką, choć treściwą konsystencję. Przy tym szybko się wchłania i nie pozostawia tłustej warstwy, można od razu wskakiwać w piżamę :) Zapach utrzymuje się na skórze przez dłuższy czas, więc jeśli połączenie pomarańczy i korzennych przypraw to nie Wasze klimaty - nie będziecie zadowolone. Mnie zapach urzekł, więc dla mnie jak najbardziej jest to zaletą tego masła.


Działanie? Nawilżenie jest całkiem niezłe, pewnie dzięki zawartości tych wszystkich olejów i olejków. Ja używam go mniej więcej co 2-3 dni i dla mnie taka częstotliwość jest wystarczająca, choć pewnie osoby z suchą i bardzo suchą skórą będą musiały chciały używać go częściej. Co do ujędrnienia to może coś tam się minimalnie poprawiło, choć to może być również efekt lepszego nawilżenia i ćwiczeń. Nie zauważyłam za to redukcji celulitu :( Ale może używam go za krótko? Od połowy grudnia mniej lub bardziej regularnie. Ale pamiętajcie: bez ćwiczeń i odpowiedniej diety żaden kosmetyk w cudowny sposób nie usunie nam pomarańczowej skórki!

No i co? Okazało się, że balsamowanie wcale nie jest takie straszne, a z odpowiednim zapachem może być wręcz przyjemne :) Ja w ramach uszczuplania zapasów postanowiłam sobie, że nie kupię żadnego balsamu pod prysznic dopóki nie zużyję w całości przynajmniej trzech tradycyjnych balsamów/maseł zalegających w mojej szafce. To masło od Harmonique z pełnością ułatwi mi sprawę, bo jego używanie to sama przyjemność.

Znacie kosmetyki Harmonique? Czy pozostałe pachną równie urzekająco?

czwartek, 10 grudnia 2015

Chillbox grudzień 2015

Ten post miał się pojawić dopiero w sobotę :) Oczywiście wiedziałam, że pudełko dotrze do mnie dzisiaj, ale po powrocie z pracy światła u mnie jak na lekarstwo, więc ciężko o dobre zdjęcia. Ale rozpakowałam boxa i stwierdziłam: "Olać światło! Jakoś to będzie!". No i chyba jakoś to jest :)


Jeszcze jak trzymałam pudełko zapakowane w kopertę kurierską i owinięte w folię bąbelkową poczułam zapach pomarańczy z nutką czegoś korzennego. Mmmmm... Świątecznie :) A co było w środku? Cztery pełnowymiarowe kosmetyki, dwa niekosmetyczne gadżety, coś do czytania, coś smacznego, próbki i garstka rabatów:) Warto było zamówić grudniowego Chillboxa?

HARMONIQUE - masło do ciała Pomarańcza & Cynamon & Goździk
Średnia cena 59,00 zł / 200 ml
Info od Chill: Bogate w składniki naturalne masło do ciała o gęstej kremowej konsystencji z lekkością rozsmarowuje się na skórze i szybko się wchłania. I do tego ten zapach!


Już nie raz pisałam, że nie przepadam za smarowidłami do ciała (poza balsamami pod prysznic), ale dla tego zapachu mogę się przełamać :) Akurat kończy się mój balsam pod prysznic o otulającym czekoladowym zapachu, więc to świąteczne, pomarańczowo-korzenne masło będzie miało szansę się wykazać :)

KSIĄŻKA - "Nie śpiewaj przy stole" Adriana Trigiani
Średnia cena 29,90 zł
Info od Chill: Skarbnica złotych rad dwóch niezwykłych kobiet. Lucia Spada Bonicelli (Lucy) i Yolanda Perin Trigiani (Viola) przeżyły niemal cały dwudziesty wiek jako kobiety pracujące, łącząc karierę zawodową z prowadzeniem domu.


Byłam przekonana, że to miła i lekka obyczajówka na zimowe wieczory, ale okazuje się że chyba jednak nie. Sama autorka pisze, że "Książka ta ma charakter niefabularny. Wykorzystałam w niej wspomnienia związane z osobami moich babć, Yolandy Perin Trigiani i Lucii Spady Bonicelli, i moje z nimi rozmowy. To namalowany z pamięci portret ich życia i mojego w nim uczestnictwa". Ciekawa jestem co to w końcu będzie, przeczytam z chęcią :)

TERMOFOR
Średnia cena 14,99 zł / szt.
Info od Chill: Ogrzej się w zimne wieczory z naszym termoforem ubranym w gustowny sweterek. Termofor szybko rozgrzeje nawet największego zmarzlucha.


Miałam kiedyś termofor, ale gdzieś mi się zgubił (chyba przy przeprowadzce, dwa lata temu). Od tamtego czasu ciągle nie mogę się zmobilizować, żeby kupić nowy (a tamten naprawdę używałam i lubiłam!) więc Dziewczyny naprawdę dobrze się wstrzeliły :)

ORGANIQUE - sole do kąpieli
NACOMI - kula do kąpieli
Średnia cena 11,00 zł / zestaw
Info od Chill: Cudnie pachnąca sól od Organique oraz półkula od Nacomi umilą każdy zimowy wieczór.
P.S. Jeśli nie masz wanny, kosmetyki równie dobrze sprawdzą się do relaksującej kąpieli nóg (wiemy, bo Wiola sama tak robi :D).


I tu jest właśnie zapachowy winowajca! Sól z Organique o obłędnym zapachu pomarańczy i chili. Mogłabym ją wąchać i wąchać :) Zostanie chyba jednak sprezentowana, bo uważam że zużycie jej do stóp byłoby profanacją - tak cudowny aromat wymaga prawdziwego rytuału kąpielowego, więc poleci do mojej Siostry, która ma wannę :) Kula zresztą też u niej wyląduje, to będą drobiazgi do prezentu podchoinkowego.

NATUR VIT - herbatka owocowo-ziołowa Grzaniec Strażacki
Średnia cena 8,80 zł / 100 g
Info od Chill: W składzie znajdziemy kwiat hibiskusa, jabłko, dzika róża skórka, jarzębina owoc, jałowiec owoc, pomarańcza skórka, rodzynki, jeżyna liść, imbir korzeń, aromat, lukrecja korzeń, goździki. Mmmm pycha!


Lubię tego typu herbaty "ze śmieciami" jak ja to nazywam :) Zwłaszcza że te śmieci zapowiadają całkiem niezły smak i aromat :)

WYKRAWACZKI DO CIASTECZEK
Średnia cena 5,00 zł / zestaw
Info od Chill: Święta nie mogą obyć się bez domowych wypieków. Wykorzystaj do nich wykrawacze od Chillboxa :)!


Jak być może wiecie - uwielbiam piec! Więc tego typu gadżety są u mnie zawsze mile widziane. W zestawie znalazły się trzy foremki: dzwonek (malutki), choinka i aniołek. Na pewno je wykorzystam :)

NACOMI - peeling cukrowy
Średnia cena 16,43 zł / 100 g
Info od Chill: Cukrowy peeling z dodatkiem olejku pomarańczowego zwalczy niechcianą pomarańczową skórkę. Pięknie pachnie pomarańczami i pozostawia ten delikatny zapach jeszcze przez jakiś czas na naszej skórze. W sam raz na zregenerowanie skóry przed Sylwestrem!


Pachnie  rześko, kwaskowatą pomarańczą, wydaje się dość zbity. Peelingi wszelakie bardzo lubię i szkoda że tego jest tak mało :)

Do pudełka trafiły dodatkowo również próbki dwóch kremów BB od Skin79 - różowego i złotego oraz elegancko zapakowana próbka żelu pod prysznic Propolis & Mandarynka od BeeYes.


Dodatkowo oczywiście karta produktowa na odwrocie której znalazło się kilka ciepłych słów zapisanych oczywiście odręcznie i kilka ulotek i rabatów.


A jak moje wrażenia po świątecznym Chillboxie? Po raz kolejny bardzo bardzo pozytywne. Poza zestawem do kąpieli wszystko zamierzam (z)użyć. Osobiście wolałabym co prawda, aby pojemność masła i peelingu była odwrotna niż jest, ale to nie zmienia faktu, że pudełko naprawdę bardzo przypadło mi do gustu. Mam nadzieję, że Dziewczyny nie obniżą lotów i nadal będą przygotowywały tak fantastyczne boxy :)


A Wy macie już swojego Chillboxa? Podoba Wam się to pudełko?