Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sylveco. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sylveco. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 16 kwietnia 2018

Denko marcowe

Ostatni tydzień bardzo dał mi w kość; w pracy kocioł, nieplanowane nadgodziny, brak czasu na cokolwiek... A w weekend spory zjazd rodzinny. Uwielbiam moją rodzinkę, ale z uwagi na dzieląca nas odległość nie spotykamy się zbyt często. To jest powodem, że każde spotkania kończą się nasiadówkami do późnej nocy i nadrabianiem zaległości, co powoduje coraz większe zmęczenie. Następnym razem wezmę sobie chyba urlop po takiej wizycie :) Z powodu braku czasu nie umiałam się ogarnąć z denkowym postem, dlatego pojawia się z niewielkim opóźnieniem :)

poniedziałek, 26 marca 2018

Gładkość bez zdzierania od Sylveco?

Kosmetyki Sylveco już od kilku lat pojawiają się w mojej pielęgnacji z różnym, choć głównie pozytywnym, skutkiem. Dodatkowo peelingi to ten element pielęgnacji, który bardzo lubię i próbuję na tym polu różnych rozwiązań. Do tej pory używałam głównie zdzieraków, bo ten jeden czy dwa peelingi enzymatyczne (nie pamiętam już nawet jakich marek) nie robiły u mnie nic. Czy Sylveco zmieniło moje zdanie w tej kwestii i polubiłam peelingi enzymatyczne? Zapraszam do dalszej części wpisu.

poniedziałek, 4 września 2017

Denko sierpniowe

Moje sierpniowe zakupy były dość skromne ja widziałyście. Dla jeszcze lepszego efektu przydałoby się spore denko, żeby uszczuplić zapasy :) Niestety wakacyjnych pustaków nie będzie zbyt dużo, głównie dlatego, że na urlop wzięłam kilka nowych nierozpoczętych kosmetyków, które miały mniejsze pojemności lub wygodniejsze opakowania, a te zaczęte zostały w domu. Zużywam je nadal i liczę na to, że we wrześniu wyrzucę dużo więcej! :)

środa, 12 lipca 2017

Peelingi do ust - jakość czy forma?

Peeling do ust to nie jest kosmetyk must have, zdaję sobie z tego sprawę. Zresztą jeszcze nie tak dawno sama też ich nie używałam i uważałam je za zupełnie zbędne. Obecnie jednak trudno mi bez nich funkcjonować, zwłaszcza od czasu kiedy polubiłam matowe pomadki do ust, które jednak lubią trochę wysuszać usta. 

wtorek, 4 lipca 2017

Denko czerwcowe

Biorąc pod uwagę ilość nowości, jaka do mnie ostatnio przywędrowała powinnam teraz zużywać na potęgę :) Tak żeby robić miejsce na kolejne kosmetyki :) Czy w czerwcu zrobiłam dużo miejsca w szafkach? Tak średnio. Nie jest źle, zużyłam co nieco, ale nadal muszę trzymać część rzeczy w kartonie w szafie :) Ale patrząc po ubytkach w kolejnych kosmetykach widzę, że również w lipcu nie będzie źle.

poniedziałek, 5 czerwca 2017

Denko majowe

Maj obfitował u mnie w nowości, co mogłyście zobaczyć w poprzednim poście. Ale muszę się pochwalić, że i zużywanie poszło mi wyjątkowo dobrze w poprzednim miesiącu. To nie jest zwykłe denko. To jest gigadenko!
 

niedziela, 18 grudnia 2016

Joybox grudzień 2016

W sumie to nie planowałam w grudniu żadnego boxa, zamierzałam walczyć z zapasami, a jak pewnie wiecie kupno pudełek na pewno w tym nie pomaga :) No ale Joybox jednak mnie skusił. Myślę, że jest to jedno z lepszych pudełek na rynku beautyboxów i nie chodzi mi tu o tą konkretną zawartość (bo bywały lepsze), ale o ogólne wrażenie. Przede wszystkim wiemy co kupujemy - zawartość ujawniona jest wcześniej, więc jeśli uznamy że nam nie odpowiada to po prostu odpuszczamy sobie kupno. Cena - 49 lub 59 zł w zależności od edycji nie zdrenuje zbytnio naszego portfela. Zawartość? Tak, często są to kosmetyki dość łatwo dostępne (ale nie tylko), za to przebitka cenowa bardzo często wychodzi zdecydowanie na duuuuży plus. Czym skusił mnie grudniowy Joybox?

niedziela, 11 grudnia 2016

Denko listopadowe

Powoli zbliża się połowa grudnia, a ja jeszcze nie rozliczyłam się z listopadowymi pustakami. Na swoje usprawiedliwienie mam głównie brak światła do zrobienia zdjęć i paskudne choróbsko, które męczy mnie od kilku dni :( Ale do rzeczy, nie zamierzam przeciągać, rozliczam się i zmykam znów do wyrka :)

czwartek, 1 września 2016

Denko sierpniowe

Pożegnaliśmy wakacje, pora pożegnać się też z wakacyjnymi pustakami :) Na szczęście gorycz pożegnania z latem łagodzi nam pogoda, która ostatnio znów stała się dla nas łaskawa :) Co udało mi się wykończyć w sierpniu? Całkiem sporo kosmetyków - znowu będzie miejsce na coś nowego!

piątek, 12 sierpnia 2016

Jak wygląda moja pielęgnacja twarzy, czyli druga część wyzwania

Kilka dni temu pisałam Wam o wyzwaniu, którego się podjęłam. Wyzwaniu rzuconemu przez Trusted Cosmetics. Wyzwaniu, którego aktualnym tematem jest nasza pielęgnacja twarzy. Wiecie jak ona wyglądała u mnie jakieś cztery, pięć lat temu? Micel i krem do twarzy (obojętnie jaki, byle nie za tłusty, żebym się nie świeciła). No i od czasu do czasu jakaś maseczka. Moje podejście zaczęło się zmieniać jak dotarło do mnie, że po pierwsze: moja skóra nie wygląda tak dobrze jak bym chciała, a po drugie: że przekroczyłam magiczną trzydziestkę i chyba chciałabym zatrzymać czas :) Z pomocą przyszły boxy subskrypcyjne, dzięki którym poznałam wiele nowych kosmetyków, no i oczywiście blogi! Wasze blogi :) Blogi, dzięki którym zaczęłam bardziej świadomie wybierać kosmetyki, blogi które pomogły mi  lepiej rozpoznawać potrzeby swojej suchej cery, blogi które ostatecznie przyczyniły się do tego, że sama zaczęłam pisać :) Ale nie ukrywam - ja nadal w tym temacie raczkuję i ciągle szukam ideałów (choć może kilka już znalazłam).


środa, 3 sierpnia 2016

Denko lipcowe

Ja to chyba jestem jakąś ofiarą losu. Ten post miał się ukazać sam, dzisiaj o 10 rano, ale okazuje się, że nie ogarnęłam kolejnej blogowej umiejętności, czyli automatycznej publikacji postów :) Wiem, to niby nie jest trudne, ale jak się coś robi pierwszy raz to nigdy nie wiadomo czy się uda :) No i mi się nie udało :( Tymczasem pozdrawiam Was z upalnej Grecji i zostawiam z moim lipcowym denkiem.

W lipcu poszło mi chyba całkiem nieźle :)


W denku tradycyjnie znalazły się zarówno produkty które kupię i chętnie do nich wrócę, takie których nie kupię z różnych względów oraz takie co do których nie jestem do końca zdecydowana.

środa, 13 lipca 2016

SYLVECO - arnikowe mleczko oczyszczające

Lubię kosmetyki Sylveco, rzadko kiedy mnie zawodzą. O mleczku arnikowym wstępnie pisałam Wam już w lutym, w poście z ulubieńcami, więc jak się pewnie domyślacie recenzja będzie bardzo pozytywna :)


Hypoalergiczne, delikatne mleczko oczyszczające, przeznaczone do każdego rodzaju cery, szczególnie wrażliwej, cienkiej i przesuszonej. Łagodnie usuwa wszelkie zanieczyszczenia i makijaż (również wodoodporny). Zawiera wyciągi z kwiatów arniki górskiej i kory brzozy białej o działaniu antyoksydacyjnym, wzmacniającym kruche naczynka i opóźniającym procesy starzenia. Połączenie składników nawilżających i regenerujących zapewnia skórze właściwą ochronę, dając jej uczucie świeżości i ukojenia. W składzie mleczka znajduje się także olej rycynowy o właściwościach wzmacniających brwi i rzęsy. Produkt bezzapachowy, o pH neutralnym dla skóry, nie zawiera detergentów. Przebadany dermatologicznie.



Mleczko jest dostępne m. in. sklepie online producenta. W zasadzie dostępność kosmetyków Sylveco jest już coraz większa, prawie każda drogeria internetowa ma je w swojej ofercie, a stacjonarnie (oprócz sklepów z kosmetykami naturalnymi i aptek) można je znaleźć w niektórych drogeriach Natura. Za opakowanie o pojemności 150 ml zapłacimy w granicach 15-21 zł.

Mleczko znajduje się w niewielkiej plastikowej buteleczce z pompką - bardzo wygodne w obsłudze. Butelka jest przezroczysta, co pozwala kontrolować zużycie kosmetyku, a pompka działa bez zarzutu i dodatkowo wyposażona jest w funkcję open-close. Szata graficzna miła dla oka i charakterystyczna dla wszystkich produktów Sylveco.


Kto zgadnie jaką konsystencję ma mleczko? Brawo! Tak, ono ma konsystencję... mleczka :) W zasadzie to takiego bardzo lekkiego balsamu o białym zabarwieniu. Zapach jest bardzo delikatny, nie powinien raczej nikomu przeszkadzać, zwłaszcza że nie utrzymuje się na skórze.


Nie przepadam za mleczkami do demakijażu, bo zazwyczaj szczypią mnie w oczy. Na to mleczko zdecydowałam się wiedząc, że będę je traktować raczej jako środek do wieczornego mycia twarzy. Spisało się w tej roli rewelacyjnie! Przede wszystkim mleczko Sylveco jest łagodne, nie podrażnia, nie uczula, mam wrażenie że również delikatnie łagodziło moją skórę jak podrażniłam ją zbyt długo przebywając na słońcu. Mleczko bardzo dobrze oczyszcza skórę, skutecznie usuwa resztki makijażu. Co więcej poradzi sobie również z tradycyjnym demakijażem, choć w tej roli użyłam go tylko kilka razy. Używane na wacik radziło sobie średnio, potrzeba było trochę czasu, żeby tusz się rozpuścił, ale na szczęście nie szczypało mnie w oczy. Lepiej za to spisywało się nanoszone dłonią na zwilżoną skórę twarzy - wtedy makijaż rozpuszczał się dużo łatwiej i szybciej, choć oczywiście znam dużo skuteczniejsze środki. Do oczyszczenia twarzy wystarcza jedna pompka mleczka, ale te kilka razy kiedy używałam go również do demakijażu to oczyszczałam twarz dwa razy dla pewności że nie zostanie na niej żaden brud :) Pompka działa w zasadzie bezproblemowo, ale moja rurka na końcu była rozdwojona, więc resztę mleczka musiałam wydobywać bezpośrednio z opakowania. Przypuszczam, że to raczej wypadek przy pracy, bo taką samą pompkę miał również żel tymiankowy i tam wszystko było w porządku.


Mleczko Sylveco całkiem nieźle nawilża skórę, po jego użyciu na twarzy pozostaje delikatny film, który pewnie nie wszystkim przypadnie do gustu, ale mi absolutnie nie przeszkadza. Nie jest to żadna lepka warstwa, bardziej takie wrażenie jakby użyło się kremu do twarzy :) Nawilżenie nie było aż tak spektakularne żeby zupełnie zrezygnować z kremu nawilżającego (mam suchą skórę), ale nie musiałam używać go od razu po oczyszczaniu twarzy. Jeśli chodzi o wydajność to jest naprawdę niezła, ja używałam tego mleczka około 5 miesięcy (kilka dni temu wrzuciłam opakowanie do torby z pustakami), ale - tak jak wspominałam - używałam go tylko raz dziennie, wieczorem. Ja jestem z niego bardzo zadowolona, z pewnością jeszcze u mnie zagości. Wam również je polecam, ale raczej nie jako produkt do demakijażu, bo w tej kwestii rewelacji nie ma, ale do oczyszczania twarzy z zabrudzeń i resztek makijażu - jak najbardziej, zwłaszcza że skóra po jego użyciu jest gładka, nawilżona i delikatna.

Znacie arnikowe mleczko Sylveco? Jaki jest Wasz ulubiony kosmetyk do wieczornego oczyszczania twarzy?

niedziela, 3 lipca 2016

Denko czerwcowe

W poprzednim poście pokazałam Wam co nowego przywędrowało do mojej łazienki i kosmetyczki, a dzisiaj zobaczycie, czego się pozbyłam :) Lubię posty zakupowe, bo nowości zawsze cieszą, ale biorąc pod uwagę stan moich zapasów posty denkowe cieszą mnie bardziej. Zwłaszcza te, w których zużycia są dość pokaźne :) Jak było w czerwcu? Same zobaczcie:
 

W denku tradycyjnie znalazły się zarówno produkty które kupię i chętnie do nich wrócę, takie których nie kupię z różnych względów oraz takie co do których nie jestem do końca zdecydowana.


1 - DOVE - żel pod prysznic
Więcej o żelach Dove pisałam tutaj. Lubię je bardzo, dobrze się pienią, są gęste, przyjemnie pachną i nie wysuszają skóry. To wszystko czego oczekuję od żeli pod prysznic :)

2 - FARMONA - peeling do ciała
To właściwie nie peeling, a żel peelingujący. Lubię je, przyjemnie pachną, jak na żel peelingujący nieźle zdzierają. Jest jeszcze kilka wersji zapachowych, które chciałabym wypróbować, ale chyba jednak bardziej lubię te maluszki z Joanny.

3 - COSMODERMA - pasta cukrowa do depilacji
To był totalny niewypał, znalazłam go w Shinyboxie. Być może to brak umiejętności z mojej strony, ale nie udało mi się tą pastą zdziałać prawie nic. Około 15 minut zajęło mi wydepilowanie fragmentu łydki 5x5 cm. Wszytko wokół było obklejone pastą. Być może pasty cukrowe innych marek są lepsze, ta jak dla mnie jest beznadziejna.


4 - FLORESAN - rozgrzewająca maska do włosów
Dostałam ją od Sisi. To pierwsza maska, którą używałam przed szamponem - tak zalecał producent. Włosy po niej były przyjemne, miękkie, dobrze się rozczesywały i chyba rzeczywiście nieco szybciej rosły i nie wypadały tak bardzo. Nie powodowała szybszego przetłuszczania włosów, ale też go nie zmniejszyła (ale producent tego nie obiecuje). Opakowanie jest dość spore, ale wygodne w użytkowaniu. Zapach był dość neutralny, delikatny i przyjemny. Z chęcią jeszcze kiedyś do niej wrócę.

5 - BATISTE - suchy szampon
Na razie usilnie szukam swojej ulubionej wersji i ciągle kupuję nowe, żeby wypróbować ich jak najwięcej. Ta w działaniu oczywiście niewiele różni się od innych, skutecznie odświeża włosy, a biały nalot bezproblemowo daje się wyczesać. Jednak miałam już wersje bardziej przyjemne zapachowo (ten był taki nijaki) i to pewnie do nich będę wracać :)

6 - MARION - serum termoochronne
Suszarki i prostownicy nie używam zbyt często, dlatego to serum u mnie zużywało się strasznie długo. Mam nadzieję, że skutecznie wypełniało swoje główne zadanie - ochronę przed wysoką temperaturą. Niestety mam wrażenie, że powodowało szybsze przetłuszczanie się moich włosów.


7 - SYLVECO - tymiankowy żel do twarzy
Nie mam mu absolutnie nic do zarzucenia jeśli chodzi o działanie. Świetnie zmywa wszelkie zanieczyszczenia, domywa resztki makijażu, nie wysusza skóry. Opakowanie jest wygodne, pompka działa bez zarzutu. Ja jednak nie mogę się przekonać do kuchennego bądź co bądź zapachu na twarzy - lubię zapach tymianku, ale chyba jednak nie w łazience. Za to z chęcią wypróbuję jeszcze wersję rumiankową.

8 - AVON - maseczka do twarzy
Wśród kosmetyków Avonu zdarza mi się znaleźć perełki, ale jest też sporo kosmetyków przeciętnych. Taka też była maseczka ze śródziemnomorską oliwą z oliwek. Zapachem nie zachwycała (ale nie był to zapach nieprzyjemny), poziomem nawilżenia również. Miałam już sporo kosmetyków, po krórych nawilżenie było bardziej zauważalne i zdecydowanie bardziej długotrwałe. Tragedii przy używaniu nie było, ale szału też nie. Może lepiej spisze się u osób ze skórą normalną bądź mieszaną, sucharki takie jak ja mogą być nieco zawiedzione.

9 - SYLVECO - peeling do twarzy
O nim pisałam Wam całkiem niedawno, w tym poście. Polubiłam się z nim bardzo, świetnie wygładzał skórę, do tego ją nawilżał. Niektórym przeszkadza tłustawa warstewka, którą po sobie zostawia, ale ja pozbywałam się jej usuwając peeling gąbeczką Calypso. Więcej szczegółów znajdziecie w recenzji.

10 - BEEYES - maseczka do twarzy 
To miniaturka, którą znalazłam bodajże w Joyboxie. Chyba pierwszy raz w życiu przed użyciem kosmetyku robiłam sobie próbę uczuleniową - maseczka zawiera jad pszczeli. Maseczka miała dawać natychmiastowy efekt poprzez mikroobrzęki wywołane przez jad pszczeli, które wygładzają skórę, zmniejszając widoczność zmarszczek. U mnie nic takiego nie zauważyłam, ale też z drugiej strony zmarszczek nie mam zbyt dużo, ot kilka mimicznych :) Maseczka dość fajnie nawilżała, szybko się wchłaniała, można ją stosować pod makijaż. Cena? "Jedyne" 259 zł / 50 g. Jak dla mnie niestety za taką cenę maseczka robi za mało (a może używałam jej zbyt krótko).

11 - MAX FACTOR - tusz do rzęs 2000 Calorie
Tuszu 2000 Calorie używałam lata temu, później przestałam bo miałam wrażenie że ich jakość spadła. Podczas którejś promocji rossmannowskiej postanowiłam sprawdzić jak teraz spisze się na moich rzęsach. I spisuje się świetnie :) Nie skleja rzęs, ładnie je rozdziela, wydłuża, pogrubia i delikatnie podkręca. Nie ma z nim większych problemów przy demakijażu. W ciągu dnia się nie osypuje, czasami odbija mi się delikatnie na górnej powiece, ale to raczej wynika z długości moich rzęs. Szczoteczka jest klasyczna, z włoskami, a zauważyłam że takie u mnie spisują się najlepiej jak mam rzęsy "podrasowane" odżywką. Przy krótszych efekt nie jest aż tak dobry.

12 - ETRE BELLE - tusz do rzęs
Obiecuję sobie i Wam, że nie będę więcej robić zapasów jeśli chodzi o tusze do rzęs. Ta maskara przeleżała u mnie ładnych kilka miesięcy (oczywiście nie otwierana) zanim ją w końcu wyciągnęłam. I niestety okazało się że jest już nieźle podsuszona, a szkoda, bo bardzo ją lubiłam. Tutaj znajdziecie recenzję, w której porównuję ją z dziesięć razy tańszym tuszem z Lovely. Efekt jaki nią osiągniemy jest naprawdę fajny, ale podobny można też uzyskać tańszą wersją z Rossmanna :)

13 - WIBO - eyeliner
Wiem, że wiele z Was chwali ten eyeliner, ale u mnie nie do końca zdał on egzamin. Owszem jest idealnie czarny, wygodnie się używa, zwłaszcza na początku. Z czasem niestety pędzelek przestał być ładny i zbity, a tusz zaczął gęstnieć. Do tego pod koniec dnia eyeliner w zewnętrznym kąciku mi się wycierał i znikał.

14 - EVELINE - korektor pod oczy
Opakowanie tragedia pod względem estetycznym - napisy powycierały mi się już po kilku dniach :) Jeśli zaś chodzi o samo działanie to było dość przeciętne, z większymi cieniami raczej sobie nie poradzi (ja na szczęście nie mam z tym problemu), do tego korektor miał tendencję do ciemnienia (na szczęście nie na tyle, żeby się odcinać od podkładu). Czasami zbierał się w zmarszczkach, choć nie zawsze - być może zależało to od stopnia nawilżenia mojej skóry pod oczami :)

15 - SYLVECO - pomadka peelingująca
To moja chyba czwarta :) I na pewno nie ostatnia, więc jak się pewnie domyślacie - bardzo ją lubię. A dlaczego? Sprawdźcie w recenzji.


16 - SKIN79 - maska w płacie
O całej serii kolorowej pisałam Wam tutaj. Maska brązowa (przeciwzmarszczkowa) miała delikatnie cytrusowy zapach i była nasączona dość gęstym, mlecznym płynem. Po wchłonięciu nie było lepkiej warstwy, skóra miała delikatnie wyrównany koloryt i była gładsza. Nawilżenie było rewelacyjne, wyczuwalne widocznie jeszcze następnego dnia (nie musiałam używać kremu nawet rano). Moja ulubiona z całej piątki!

17-21 - próbki
Krem na dzień ze Stenders zapowiada się nieźle, szybko się wchłania, a nawilżenie jest całkiem przyzwoite. Balsam brązujący z Efektimy dawał dość słaby efekt, niemalże niewidoczny, ale może typowe bladziochy będą z niego zadowolone. Nie robi smug, łatwo się wchłania, ale dla mnie jest nieco za jasny. Peeling Marc Inbane znalazłam w kwietniowym Joyboxie. Zawierał malutkie drobinki podobne do korundu, ale nie tak mocne i skuteczne jak on. Skóra była przyjemnie nawilżona i nieco rozjaśniona, ale działanie zdzierające było średnie. Płynów do higieny intymnej z Ziaji kiedyś używałam bardzo często, ten zabrałam ze sobą na wyjazd. U mnie spisują się dość dobrze, a co najważniejsze - nie powodują podrażnień. Serum żelowe z kwasem hialuronowym od Norel chcę bardzo! Dobrze nawilża, szybko się wchłania, jestem ciekawa jak by się u mnie spisało na dłuższą metę.

No i dobrnęłam do końca :) A jak Wasze zużycia? Zrobiłyście już miejsce dla lipcowych pustaków?

poniedziałek, 27 czerwca 2016

SYLVECO - wygładzający peeling do twarzy

Bardzo lubię kosmetyki Sylveco, większość sprawdziła się u mnie bardzo dobrze. Pomadka peelingująca jest moim hitem wszech czasów i jak tylko kończę jedną to kupuję następną :) Na blogu pisałam też już o peelingu oczyszczającym, który przypadł mi do gustu, ale bardziej interesował mnie wygładzający - bardziej dopasowany do mojej skóry - ze słonecznikiem. Czy to kolejny kosmetyk Sylveco, który  mnie nie zawiódł? Zaraz się dowiecie :)


 
Hypoalergiczny peeling z korundem, stworzony na bazie oleju palmowego, przeznaczony do oczyszczania skóry suchej, dojrzałej, zmęczonej, wymagającej odnowy. Drobinki ścierające są mocne, ale w połączeniu z delikatną formułą, skutecznie złuszczają martwy naskórek, nie wywołując podrażnień. Peeling zawiera także cenny olej słonecznikowy, który działa przeciwrodnikowo, opóźniając efekty starzenia. Systematycznie stosowany zwiększa wchłanianie substancji aktywnych, ujednolica koloryt, a dzięki pobudzeniu mikrokrążenia zwiększa odżywienie skóry i jej szybszą odnowę.


 

 
Peeling możemy nabyć w m. in. sklepie online producenta. W zasadzie dostępność kosmetyków Sylveco jest już coraz większa, prawie każda drogeria internetowa ma je w swojej ofercie, a stacjonarnie (oprócz sklepów z kosmetykami naturalnymi i aptek) można je znaleźć w niektórych drogeriach Natura. Za opakowanie o pojemności 75 ml zapłacimy w granicach 15-21 zł.

 
Peeling zamknięty jest w plastikowym słoiczku z aluminiową nakrętką, identycznym jak peeling oczyszczający. Wygodne przy korzystaniu, nie ma problemu z zużyciem produktu do samego końca :) Dodatkowo słoiczek zapakowany jest w kartonik z charakterystyczną dla produktów Sylveco szatą graficzną - prostą, przejrzystą. Mi osobiście się te opakowania bardzo podobają.
 

 
Konsystencja peelingu wygładzającego jest zupełnie inna od tej w peelingu oczyszczającym. W tym jest zbita, maślana. Pod wpływem ciepła dłoni rozpuszcza się pozostawiając olejową warstewkę. Podobnie jak w peelingu oczyszczającym za zdzieranie odpowiedzialne są drobniuteńkie ziarenka korundu - prawie niewidoczne, za to mocno wyczuwalne przy pocieraniu :) Jeśli chodzi o zapach to spodobał mi się dużo bardziej niż w poprzednim peelingu, choć nadal nie jest to zapach którym mogłabym się zachwycać :)


 
Mój peeling wygładzający dostałam od pewnej dobrej duszyczki, która obecnie przebywa na permanentnym wygnaniu - Sisi, biedna Ty!
Peeling z reguły stosowałam nie częściej niż raz w tygodniu. Od kiedy jednak używam do mycia twarzy gąbeczki konjac z Yasumi to peeling robię zdecydowanie rzadziej. Zawarty w peelingu korund - mimo że nie wygląda - to naprawdę porządny zdzierak. Zdecydowanie czuć go na twarzy, mimo że jest prawie niewidoczny :) Dobrze złuszcza, skóra jest po nim gładka i miękka. Ja najczęściej po wmasowaniu pozostawiałam go jeszcze na twarzy na kilka minut w formie maseczki, skóra była po nim dobrze nawilżona i delikatnie natłuszczona. Wcześniej na kilku blogach czytałam że nie wszystkim odpowiada tłustawa warstwa, którą ten peeling po sobie zostawia; mi z reguły to nie przeszkadza. Jak było z tym peelingiem? Owszem, wyczuwalna warstwa olejowa zostaje na twarzy jeśli peeling zmyjemy samą wodą. Ja jednak od długiego czasu do zmywania peelingów i maseczek używam gąbeczek Calypso - idzie mi to zdecydowanie łatwiej i szybciej. Ponadto przy używaniu gąbeczki usuwamy również tą wyczuwalnie tłustą warstewkę. Nie usuwamy jej całkowicie (ja po użyciu peelingu Sylveco nie musiałam już używać kremu nawilżającego, a jestem sucharkiem), ale ten film jest już w zasadzie niewyczuwalny.


Peeling mnie nie podrażnił, nie uczulił, ani nie wywołał żadnych innych niepożądanych reakcji. Skóra po jego użyciu była lekko zaczerwieniona, ale to oczywiście efekt pocierania, a nie podrażnienia. Peeling jest naprawdę bardzo wydajny, już niewielka ilość kosmetyku wystarcza do oczyszczenia twarzy. Ja za jakiś czas chętnie do niego wrócę, a tymczasem zabieram się do testowania peelingu-maseczki Vianek - liczę na równie dobry efekt :)

Znacie ten peeling? Polubiłyście go tak samo jak ja?

sobota, 18 czerwca 2016

Joybox czerwiec 2016

Jeśli chodzi o mój odwyk od pudełek kosmetycznych to w czerwcu poległam na całej linii... Widziałyście już zestaw Inspired by U.R.O.K. oraz czerwcowego Chillboxa. Wczoraj dotarło do mnie kolejne pudełko - Joybox.


Szata graficzna po raz kolejny jest bardzo udana, pod tym względem Joy z reguły spisuje się świetnie. A jeśli chodzi o zawartość, to w tej edycji ekipa Joyboxa postawiła głównie na kosmetyki naturalne. 


W moim pudełku znalazło się sześć pełnowymiarowych kosmetyków, jedna miniatura i jeden kosmetyczny gadżet. Po raz kolejny część produktów znalazła się w tzw. podstawie boxa (6 szt.), a dwa kolejne wybierałyśmy sobie same.

VIANEK - odżywcza maseczka-peeeling do twarzy
Średnia cena 19,99 zł / 75 ml - produkt pełnowymiarowy
Info od Joy: Odżywcza maseczka-peeeling do twarzy z mielonym lnem to wyjątkowe połączenie delikatnego peelingu w postaci drobno zmielonego siemienia lnianego i maseczki. Dzięki niezwykle delikatnej formule może być stosowana w przypadku każdego rodzaju cery, nawet bardzo cienkiej i wrażliwej. Bogactwo składników odżywczych (olej sojowy, olej z pestek moreli, olej rokitnikowy, masło kakaowe, masło shea, masło avocado) oraz miód wspaniale odżywiają, wygładzają, nawilżają i uelastyczniają skórę. Po zastosowaniu pozostawia skórę aksamitnie gładką, promienną i pełną blasku.


Nie ukrywam - Vianek był jednym z powodów, dla których zamówiłam to pudełko. Z tego produktu cieszę się tym bardziej, że mojego peelingu do twarzy z Sylveco zostało już tylko na jedno użycie, a o dziwo nie mam nic w zapasie :) Mam nadzieję, że ten spisze się równie dobrze.

SYLVECO - hibiskusowy tonik do twarzy
Średnia cena 17,65 zł / 150 ml - produkt pełnowymiarowy
Info od Joy: Hypoalergiczny, delikatny tonik do twarzy, z ekstraktami hibiskusa i aloesu o działaniu ochronnym, rewitalizującym i wzmacniającym, przeznaczony do każdego rodzaju cery. Dzięki dużej zawartości składników nawilżających, skutecznie zabezpiecza skórę przed utratą wilgoci, zapewniając jej odpowiedni poziom nawodnienia. Tonik o lekkiej żelowej formule odświeża i zmiękcza, łagodzi podrażnienia. Uzupełnia demakijaż, może być stosowany wielokrotnie w ciągu dnia na twarz, szyję i dekolt. Pozostawia skórę wyraźnie czystą i promienną, przygotowując ją do dalszych etapów pielęgnacji. Przebadany dermatologicznie.


Ten kosmetyk już znam - stoi u mnie w łazience i bardzo się z nim polubiłam :) Ma żelową konsystencję, pozostawia skórę świeżą i nawilżoną. Cieszę się, że jak skończę swój, to następny będzie już czekał na użycie.

BIOLAVEN - krem do twarzy na dzień
Średnia cena 24,90 zł / 50 ml - produkt pełnowymiarowy
Info od Joy: Nawilżająco-ochronny krem do twarzy na dzień, przeznaczony do codziennej pielęgnacji cery wymagającej. Zawiera odżywczy olej z pestek winogron i witaminę E, które chronią przed wysuszeniem i działaniem szkodliwych czynników, przywracając skórze miękkość i elastyczność. Krem może być stosowany pod makijaż oraz na okolice przemęczonych oczu, doskonale się rozprowadza i wchłania. Naturalny olejek eteryczny z lawendy, symbol Prowansji, koi i odświeża skórę, pozostawiając ją gładką, nawilżoną i zrelaksowaną.


Tu mam trochę mieszane uczucia - boję się zapachu. Żel do mycia twarzy tej marki polubiłam bardzo, pachniał winogronowo, lawenda była prawie niewyczuwalna. Za to płyn micelarny pachniał zdecydowanie bardzo lawendowo, nie wyczuwałam winogron. Miałyście ten krem? Która nuta w nim przeważa?

BE ORGANIC - mleczko do demakijażu
Średnia cena 44,00 zł / 200 ml - produkt pełnowymiarowy
Info od Joy: Be organic Mleczko do demakijażu JAGODY GOJI & ACAI delikatnie oczyszcza i łagodzi podrażnienia. Dzięki naturalnym właściwościom owoców goji i acai aktywnie przeciwdziała szkodliwemu działaniu wolnych rodników i dodaje energii, pozostawiając skórę gładką, doskonale nawilżoną i pełną naturalnego blasku. Skutecznie zmywa wodoodporny makijaż, nie podrażnia i nie szczypie w oczy.


Marka jest dla mnie nowością. Znam oczywiście nazwę, przewinęła mi się kilka razy na blogach, ale do tej pory nie miałam okazji używać żadnego z ich kosmetyków. Nie przepadam za mleczkami do demakijażu, jakoś zawsze szczypią mnie w oczy. To mleczko będzie miało okazję zmienić moje zdanie w tej kwestii :)

YASUMI - gąbka do mycia i masażu
Średnia cena 19,90 zł / szt.
Info od Joy: W 100% naturalna gąbka do oczyszczania i masażu wykonana z korzenia azjatyckiego drzewa o nazwie konjac. Gąbka posiada bardzo delikatną strukturę, dzięki czemu może być stosowana przy każdym rodzaju skóry, w tym przy skórach alergicznych i bardzo wrażliwych, skłonnych do podrażnień. Zalecana również do mycia noworodków i dzieci. Gąbka dostępna w 4 wariantach dobieranych losowo.

W moim pudełku znalazła się wersja Pearl - wzbogacona w masę perłową dla skóry wrażliwej, dojrzałej z widocznymi oznakami starzenia się. W tej chwili używam wersji Pure, którą znalazłam chyba w Shinyboxie i jestem z niej bardzo zadowolona. Świetnie doczyszcza, a to cenię sobie głównie jak używam azjatyckich BB - zwykłe micele nie do końca sobie z nimi radzą. Szczerze mówiąc to nie wiem czy te wersje oprócz opisu będą się czymś różnić w działaniu, ale cieszę się że w zanadrzu będę miała kolejną gąbeczkę.

OILLAN - bioaktywny balsam kojąco-ochronny
Średnia cena 22,00 zł / 200 ml - produkt pełnowymiarowy
Info od Joy: Balsam przynosi natychmiastową ulgę suchej, odwodnionej, podrażnionej i/lub atopowej skórze ciała, której towarzyszy subiektywne odczucie ściągnięcia, swędzenia i suchości. Bogata receptura – kompozycja 5 cennych olejów roślinnych sprawia, że balsam długotrwale nawilża, zmiękcza, wygładza skórę oraz odbudowuje naturalną jej barierę obronną. Redukuje podrażnienia, szorstkość i zaczerwienienia. Pozostawia skórę miękką, elastyczną i gładką.


No i to jest chyba jedyny produkt, który u mnie nie zostanie. Wszelkie smarowidła do ciała schodzą u mnie bardzo wolno, zresztą mam ich jeszcze trochę, więc szkoda żeby ten balsam się zmarnował. Na pewno znajdę kogoś kto się z niego ucieszy bardziej niż ja :)

A teraz kategorie do wyboru:

VIANEK - ujędrniająco-wygładzający peeling do ciała
Średnia cena 27,99 zł / 150 ml - w pudełku znalazł się produkt pełnowymiarowy
Info od Joy: Ujędrniająco-wygładzający peeling do ciała z drobno zmielonymi pestkami malin oraz cukrem, złuszcza martwy naskórek, wygładza skórę i dogłębnie ją nawilża. Olejek cynamonowy, dzięki swoim właściwościom ujędrnia i zapobiega powstawaniu cellulitu. Aromatyczny zapach zaś sprawia, że masaż skóry będzie przyjemnością, a efekty widoczne już po pierwszym użyciu.


W tej kategorii do wyboru jeszcze były:
♦ Avebio - naturalny olej z marakui (średnia cena 39,90 zł / 50 ml; produkt pełnowymiarowy)
♦ Hagi Cosmetics - puder do kąpieli z nagietkiem (średnia cena 20,00 zł / 200 g; produkt pełnowymiarowy)
Ja nie mam wanny, a z olejami ciągle nie potrafię się zaprzyjaźnić, więc dla mnie wybór był prosty. Inna kwestia, że peeling Vianek i tak mnie kusił, więc pewnie prędzej czy później i tak bym go kupiła. Oprócz porządnego zdzierania liczę tu na świetny zapach - maliny i cynamon zapowiadają się nieźle.

ARKANA - delikatny proszek zmywający
Średnia cena 65,00 zł / 50 g - w pudełku miniatura o pojemności 10g (~ 13,00 zł)
Info od Joy: Wyjątkowo delikatny proszek do oczyszczania skóry wrażliwej, delikatnej oraz podrażnionej po peelingach chemicznych lub nadmiernym opalaniu. Biozgodna, naturalna i hypoalergiczna formuła zawiera pochodną aminokwasu, proszek z aloesu, allantoinę, naturalne cukry o działaniu łagodzącym, nawilżającym i zmiękczającym. Kwas salicylowy oczyszcza pory i usuwa zrogowaciały naskórek, a ekstrakt z cytryny działa antyoksydacyjnie i rozjaśniająco. Kosmetyk pozostawia skórę gładką i miękką.


W tej kategorii można było jeszcze wybrać:
♦ CD - nawilżający żel pod prysznic (średnia cena 11,00 zł / 250 ml; produkt pełnowymiarowy)
♦ Zapach ciszy - kojące mydło migdałowe (średnia cena 8,00 zł / 70 g; produkt pełnowymiarowy)
♦ Yankee Candle - świeca zapachowa (średnia cena 11,00 zł / szt.; produkt pełnowymiarowy)
Ten żel pod prysznic mnie jakoś nie pociągał, za mydłami w kostkach nie przepadam, więc wahałam się między proszkiem a świeczką. Zdecydowałam się na proszek Arkany, okazało się że jest go w słoiczku strasznie mało. Joybox na swoim fanpage zapewnił, że pomyłka nie nastąpiła z ich winy, czekają aż Arkana dośle im produkty o odpowiedniej pojemności i wtedy je nam doślą. W sumie to nie wiem czy wybór tego produktu to była najlepsza opcja; już po fakcie doczytałam że zawiera kwas salicylowy, który już kiedyś strasznie wysuszył mi skórę twarzy - był zawarty w bardzo podobnym proszku Yasumi. Na pewno nie będę używała go codziennie :)

A tak prezentuje się cała zawartość naturalnego Joyboxa:


Ja jestem z niego bardzo zadowolona, zwłaszcza że całość kosztowała mnie zaledwie 59 zł. Zużyję prawie wszystkie kosmetyki, jedynie balsam powędruje w świat. Kosmetyki Vianek chciałam wypróbować i pewnie w końcu bym je sama kupiła, do tego znane i lubiane Sylveco i Yasumi. Do wypróbowania dochodzi jeszcze Be Organic i Biolven, oraz Arkana. Fajnie, że Joybox postawiło na naturalne kosmetyki, dodatkowo chyba przez to że ujawniają zawartość przed sprzedażą to łatwiej jest się na nie zdecydować i być w pełni zadowolonym :)

A Wy kupiłyście to pudełko? Co ucieszyłoby Was najbardziej?