Najwyższa pora pozbyć się pierwszych tegorocznych kosmetycznych śmieci i zrobić miejsce na nowe. Jak już widziałyście - ostatnio zasypało mnie wręcz kosmetykami, ale za to całkiem pokaźne denko jest jakimś małym usprawiedliwieniem :) A do tego luty jak na razie zakupowo przedstawia się bardzo minimalistycznie, więc robię się nieco spokojniejsza i wyciągam z kartonu kolejne rzeczy, na które znajduję miejsce w łazienkowej szafce.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lovely. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lovely. Pokaż wszystkie posty
sobota, 17 lutego 2018
Denko styczniowe
Etykiety:
Alessandro,
Arkana,
Blend It,
denko,
Dermacol,
Ecolab,
Fa,
Holika Holika,
Laktacyd,
Lovely,
Maybelline,
Nacomi,
Pantene,
Rexona,
Skin79,
Tołpa,
Vianek,
Vis Plantis
czwartek, 5 października 2017
Denko wrześniowe
Staram się dzielnie zużywać swoje zapasy, staram się unikać większości pokus zakupowych, staram się nie kupować boxów i póki co unikam blogerskich akcji wymiankowych. I wiecie co? To zaczyna przynosić efekty :) Moje zapasy powoli się kurczą, a kolejne denka pokazują, że daję radę. Oczywiście wiem, że całkiem bez zakupów i nowości się nie da, ale same widziałyście że ostatnio z tym u mnie dość skromnie. A wrześniowe denko? Jest dość nieskromne :)
Etykiety:
-417,
Astor,
Avon,
Dax Cosmetics,
denko,
Ecocera,
Eveline,
Golden Rose,
Holika Holika,
Il Salone Milano,
Long4Lashes,
Lovely,
Nacomi,
Organic Shop,
Pierre Rene,
Shefoot,
Wella,
Yankee Candle,
Yves Rocher
piątek, 19 sierpnia 2016
Monga maluje. SIĘ. Wyzwanie - część trzecia :)
Wiecie co, moja nazwa bloga nie wzięła się znikąd. Ja naprawdę w ogólnie pojętej kwestii kosmetyków ciągle raczkuję, choć oczywiście nie da się ukryć, że moja wiedza w tej dziedzinie jest już nieco większa niż te dwa lata temu jak zaczynałam swoją przygodę z blogowaniem. Ale o ile w kwestii pielęgnacyjnej ogarniam coraz więcej, to w kwestii makijażu... hmmm... dyplomatycznie napiszę: ciągle się uczę :) Wydawało mi się też, że ilościowo kwestię kolorówki mam w miarę pod kontrolą, ale jak przygotowywałam się do tego posta to się okazało... że mi się tylko wydawało :)
czwartek, 4 lutego 2016
Denko styczniowe i kilka wyrzutków
Moje nowości styczniowe (dość skromne) mogłyście podejrzeć kilka dni temu, teraz przyszła pora na pożegnanie się z pustakami - trzeba zrobić miejsce na kolejne śmieci :) Zużywanie w styczniu poszło mi całkiem sprawnie, do tego zrobiłam przegląd kolorówki i kilka rzeczy wylądowało w koszu.
W denku tradycyjnie znalazły się zarówno produkty które kupię i chętnie do nich wrócę, takie których nie kupię z różnych względów oraz takie co do których nie jestem do końca zdecydowana.
1 - EVELINE - balsam pod prysznic
O rajuśku jak on pachnie! Jeśli lubicie czekoladowe klimaty w kosmetykach to koniecznie musicie go wypróbować :) Do tego ma całkiem fajne działanie, po więcej szczegółów zapraszam do recenzji. Jedynym minusem jest to, że pod koniec opakowania pompka nie daje rady i trzeba rozcinać butelkę.
2 - BODY BOOM - peeling kawowy
Niewielkie opakowanie z Shinyboxa. Dość mocny zapach palonej kawy, aromat cynamonu był prawie niewyczuwalny. Działanie całkiem fajne, peeling dość dobrze złuszczał naskórek, nieźle zdzierał, a do tego pozostawiał skórę delikatnie natłuszczoną. Nie da się ukryć że przy okazji robił sporo bałaganu pod prysznicem, a to papierowe opakowanie średnio zdaje egzamin - łatwo namaka. Do tego dość wysoka cena powoduje, że nie wiem czy się jeszcze skuszę na ten peeling.
3 - AA - kremowy żel do mycia ciała
Rzekłabym: taki se. Bez szału - mył, pienił się dość dobrze, nie wysuszał, ale zapach nie do końca mi odpowiadał, był taki słodko kwiatowy.
4 - YVES ROCHER - żel pod prysznic
To jakaś limitka o zapachu owoców leśnych. Lubię żele YR, dobrze się pienią, nie wysuszają, najczęściej zachwycają zapachem. Tu zachwytu może nie było, ale było całkiem przyjemnie - jogurtowo-owocowo :) Nie wiem czy kupię ten konkretny zapach, ale na pewno będę kupować żele z tej serii.
5 - BATISTE - suchy szampon
Od dość długiego czasu w mojej łazience zawsze musi stać jakiś suchy szampon - te z Batiste sprawują się wyśmienicie; odświeżają rzeczywiście na cały dzień, łatwo się wyczesują, lekko unoszą włosy u nasady, nie matowią ich zbytnio. Ta wersja z granatem i jaśminem dodatkowo pięknie pachnie (dość podobnie do wersji Eden), ale to limitka, nie wiem czy ją jeszcze gdzieś kupicie, w każdym razie ja dawno jej nie widziałam.
6 - SYLVECO - płyn micelarny
Oj, nie ma recenzji? A zdjęcia na dysku są :) Recenzja będzie i to całkiem pozytywna, bo Sylveco to kolejny udany kosmetyk tej marki. Delikatny, a przy tym skuteczny.
7 - AA - krem matujący intensywnie nawilżający
Miałam go z Joyboxa. Sama bym się na niego nie zdecydowała, bo przeznaczony jest do cery mieszanej i normalnej a ja mam suchą, ale okazało się że całkiem nieźle radził sobie z nawilżaniem. Mam jeszcze jedno opakowanie, które dostałam w wyprzedażowym Joyboxie.
8 - SYIS - krem pod oczy
A to moje rozczarowanie, o którym pisałam Wam tutaj. Bardzo słabe nawilżenie, ciężko się wchłaniał przy grubszej warstwie (w zasadzie to przy grubszej warstwie się nie wchłaniał). Cieszę się że się skończył.
9 - GARNIER - krem na noc
A to za to bardzo pozytywne zaskoczenie. Dziwna budyniowa konsystencja, trudny do określenie zapach (czasem go lubiłam, a czasem wręcz przeciwnie), ale za to dość szybkie wchłanianie i satysfakcjonujące mnie nawilżenie :)
10 - ENKLARE - serum regenerujące
U mnie niestety nic nie zregenerowało. Stosowałam je tylko na noc, bo powodowało rolowanie się kremów i podkładów. Słabe nawilżenie, ale całkiem przyjemny miętowy zapach i orzeźwienie przy stosowaniu. To niestety za mało, żeby zagościło u mnie ponownie. Recenzję znajdziecie tutaj.
11 - INGRID - serum intensywnie odmładzające
To serum za to stosowałam rano :) Zawierało bardzo malutkie drobinki rozświetlające, w zasadzie niewidoczne na twarzy. Dobrze współgrało z pozostałymi kosmetykami, nie podrażniało. Wygodne opakowanie z pipetą nie sprawiało problemów, ale nie do końca odpowiadał mi zapach, był jakiś taki chemiczny. No i najważniejsze - w sumie to nie zrobił z moją twarzą nic szczególnego - nie stała się jędrniejsza, bardziej odżywiona, wygładzona, nawilżona itp. Wypróbowałam, zużyłam i więcej nie wrócę.
12 - SKIN79 - maska w płacie
Całkiem przyjemna, pachnąca lekko cytrusowo. Całkiem nieźle nawilżała, skóra po jej zastosowaniu była gładka i przyjemna w dotyku. Jeśli chcecie wiedzieć więcej o tej i innych maseczkach z kolorowej serii to zapraszam Was do tego wpisu.
13 - YASUMI - maseczka rozgrzewająca
Rzeczywiście rozgrzewała, pachniała przyjemnie czekoladowo. Byłam z niej zadowolona, ale chyba bez większych zachwytów bo nie pamiętam szczegółów :)
14 - ORIFLAME - maseczka Royal Velvet
Dostałam ją od koleżanki, która jest zachwycona jej działaniem i zawsze w promocji kupuje ją na zapas :) Mnie nie zachwyciła, nawilżenie przeciętne, innych widocznych efektów nie zaobserowałam.
15 - LIV DELANO - krem do rąk
Zupełnie nieznana mi marka - ten balsam do suchej skóry znalazłam w Shinyboxie. Niestety szału nie było. Nie spodobał mi się zapach, a działanie też nie zachwycało. Bardzo szybko się wchłaniał, ale nawilżenie było krótkotrwałe.
16 - EVELINE - krem do rąk
Oba opakowania tego kremu-serum pochodzą z wyprzedażowych Joyboxów. Miałam już kiedyś krem-maskę z Eveline i szczerze mówiąc nie widzę między nimi różnicy. Świetny krem do pracy - błyskawicznie się wchłania, ale rozczarujecie się jeśli liczycie na intensywne nawilżenie - jest po prostu przeciętne.
17 - PAESE - podkład Matt it Up
Wkurzał mnie aplikator w formie łopatki, zdecydowanie bardziej wolę pompki! Nie matowił, miał dzieny, niezbyt przyjemny zapach i dość szybko ścierał się z twarzy.
18 - MARIZA - puder ryżowy
Świetny produkt! Matowił skórę na długi czas (ale ja nie mam większych problemów ze świeceniem się skóry), nie bielił, nie pylił się zbytnio. To było moje drugie opakowanie, ale chętnie jeszcze wrócę do tego pudru w przyszłości.
19 - LOVELY - tusz do rzęs
Bardzo go lubię - dobrze rozczesuje rzęsy, nie skleja ich, ładnie je podkręca, lekko wydłuża i pogrubia. Nie osypuje się, trzyma się na rzęsach cały dzień. Lekko wygięta silikonowa szczoteczka - taka jaką lubię. Jedynym minusem jest jego dość szybkie wysychanie. Efekt jaki daje na rzęsach możecie zobaczyć w tym poście.
20 - YVES ROCHER - tusz do rzęs
Mascara Volume Elixir to chyba pierwszy tusz z YR, z którego jestem w miarę zadowolona. Podkreślam: w miarę zadowolona, bo zachwytów nie ma. Szczoteczka tradycyjna, tusz lekko wydłuża i pogrubia rzęsy, nie jest tak suchy jak pozostałe tusze z YR których używałam. Całkiem poprawny, choć cudów nie zdziałał.
21 - WIBO - rozświetlacz Diamond Illuminator
Mój pierwszy rozświetlacz zakupiony pod wpływem zachwytów połowy blogosfery :) Uległam i nie żałuję. Piękna delikatna tafla w szampańskim kolorze, niska cena - polubiłam do bardzo i już używam kolejne opakowanie.
22 - ESSENCE - eyeliner
Niby wodoodporny, a wcale tak nie było. Końcówka pisaka dość szybko wyschła, chyba jednak pozostanę przy eyelinerach w kałamarzykach, z pędzelkiem.
23 - SYIS - jajeczko do podkładu
Bardzo polubiłam ten sposób aplikacji podkładu. Nie miałam nigdy oryginalnego Beauty Blendera, więc nie wiem czy gąbeczka z Syis jest do niego bardzo zbliżona czy tylko trochę. W każdym razie podkład nanoszony tym sposobem ładnie wtapia się w skórę, wygląda bardzo naturalnie. Jak widać moja gąbeczka jest już sfatygowana i popękana, ale to nie dziwne - używałam jej prawie codziennie od około roku.
24 - BELL - konturówka automatyczna
Nawet nie wiem skąd ją mam. Odcień 01 to brudny róż z lekką domieszką brązu. Całkiem ładny kolor. Konsystencja konturówki odpowiednio twarda, ale jednak miękko i łatwo sunęła po ustach. Trwałość dość przeciętna, równo się ścierała z ust. No i plus za to, że nie trzeba jej temperować :)
25 - GLAZEL - kredka do brwi
Shinyboxowe pozytywne zaskoczenie. Mój chyba pierwszy produkt do brwi i od razu taki, z którym się polubiłam. To już druga zużyta kredka, mam jeszcze czarną, ale jej używam zdecydowanie rzadziej. Obecnie jestem na etapie poszukiwania idealnego dla mnie produktu - mam cienie prasowane, cień w kremie, żel, ale niewykluczone że do tej kredki jeszcze wrócę. Miała odpowiedni kolor, a jej lekko woskowa konsystencja delikatnie trzymała włoski w ryzach.
22 - ESSENCE - eyeliner
Niby wodoodporny, a wcale tak nie było. Końcówka pisaka dość szybko wyschła, chyba jednak pozostanę przy eyelinerach w kałamarzykach, z pędzelkiem.
23 - SYIS - jajeczko do podkładu
Bardzo polubiłam ten sposób aplikacji podkładu. Nie miałam nigdy oryginalnego Beauty Blendera, więc nie wiem czy gąbeczka z Syis jest do niego bardzo zbliżona czy tylko trochę. W każdym razie podkład nanoszony tym sposobem ładnie wtapia się w skórę, wygląda bardzo naturalnie. Jak widać moja gąbeczka jest już sfatygowana i popękana, ale to nie dziwne - używałam jej prawie codziennie od około roku.
24 - BELL - konturówka automatyczna
Nawet nie wiem skąd ją mam. Odcień 01 to brudny róż z lekką domieszką brązu. Całkiem ładny kolor. Konsystencja konturówki odpowiednio twarda, ale jednak miękko i łatwo sunęła po ustach. Trwałość dość przeciętna, równo się ścierała z ust. No i plus za to, że nie trzeba jej temperować :)
25 - GLAZEL - kredka do brwi
Shinyboxowe pozytywne zaskoczenie. Mój chyba pierwszy produkt do brwi i od razu taki, z którym się polubiłam. To już druga zużyta kredka, mam jeszcze czarną, ale jej używam zdecydowanie rzadziej. Obecnie jestem na etapie poszukiwania idealnego dla mnie produktu - mam cienie prasowane, cień w kremie, żel, ale niewykluczone że do tej kredki jeszcze wrócę. Miała odpowiedni kolor, a jej lekko woskowa konsystencja delikatnie trzymała włoski w ryzach.
A to już - jak widać - wyrzutki. Duo cieni Virtual miało datę ważności do 1/2014, a że mam podobne odcienie to tych nie używałam już dawno i ich nie potrzebuję. Ale sprawowały się dobrze, miały dość dobrą pigmentację, nie osypywały się, na bazie trzymały się cały dzień i nie rolowały. Czwórkę cieni z Wibo kupiłam już dawno i rzadko używałam, bo się potwornie pyliły i osypywały. Kamuflaż z Glazel w za jasnym dla mnie kolorze znalazłam w Shinyboxie. Leżał sobie nieużywany, a teraz się okazało, że wysechł :P Kamuflaż z Paese dotarł do mnie przeterminowany i w za ciemnym kolorze :( Szkoda, bo ma dość fajną konsystencję musu i chętnie bym go wypróbowała. Baza/Top z Silcare do manicure hybrydowego szału nie robiła, miała gorszą trwałość niż Semilac, a poza tym uszkodziła mi się nakrętka z pędzelkiem. Lakiery hybrydowe Silcare, z których jeden był kiedyś pastelowym różem (chyba 590), a drugi mlecznym nudziakowym brązem (chyba 620), a po czasie zrobiły się jakieś brudnożółte.
I koniec :) Jeśli chodzi o zapasy to widzę już światełko w tunelu, a poza tym zaczynam zbierać nowe opakowania. A Wy dużo zużyłyście w styczniu?
sobota, 4 lipca 2015
Denko czerwcowe
Czerwiec był u mnie dość obfity jeśli chodzi o nowości, ale czy równie dobrze poszło mi ze zużywaniem? :) Myślę że całkiem nieźle, na dodatek pojawiło się kilka pozycji z kolorówki :)
W denku tradycyjnie znalazły się zarówno produkty które kupię i chętnie do nich wrócę, takie których nie kupię z różnych względów oraz takie co do których nie jestem do końca zdecydowana. Przy okazji ostatniego denka zorientowałam się, że niektóre z Was myślą, że jak czerwony to bubel... Śpieszę z wyjaśnieniem - u mnie niekoniecznie. Ja na czerwono oznaczam również produkty, które okazały się na tyle średnie, że nie chce mi się do nich wracać, albo tak drogie że szkoda mi na nie (przynajmniej na razie) kasy, albo takie, których nie mam jak kupić, no i buble oczywiście też. Ale warto czytać opisy - po to przecież piszę te mini recenzje :)
1 - SYLVECO - odbudowujący szampon pszeniczno-owsiany
Bardzo przyjemnie pachniał - trawą cytrynową. Niestety niezbyt dobrze się pienił (a ja lubię pianę) i miałam wrażenie, że trochę mi plącze włosy (a przecież mam raczej krótkie). Nie wpłynął na szybsze przetłuszczanie się włosów, ale i tak mnie nie zachwycił.
2 - JOANNA - farba do włosów
Farba w kolorze "orzechowy brąz" - kolor okazał się strzałem w dziesiątkę! Włosy są ładnie pokryte, błyszczące. Co ciekawe - mimo zawartości amoniaku farba nie śmierdzi! Jeszcze nie wiem jak będzie z wypłukiwaniem się koloru, bo włosy farbowałam tydzień temu. Ale na dzień dzisiejszy jestem z niej bardzo zadowolona.
3 - LAKTACYD - emulsja do higieny intymnej
Przyjemny zapach, konsystencja dość wodnista. Ale co do działania nie mam zastrzeżeń - myje, nie powoduje podrażnień. No i wygodne opakowanie z pompką :)
4 - DOVE - antyperspirant
Ufff... Ostatni... Nie lubię sprayowych antyperspirantów i już :)
5 - DOVE - żel pod prysznic
O żelach Dove pisałam tutaj. Nie używałam ich już dawno i chyba pora nadrobić zaległości, bo są całkiem fajne. Ta wersja zapachowa nie urzekła mnie jakoś wybitnie, ale na pewno skuszę się na inne, te owocowe :)
6 - YVES ROCHER - żel pod prysznic Kwiaty Cytrusów
Pienił się dobrze, nie wysuszał skóry, ale zapachowo coś mi jednak nie zagrało. Oprócz nuty cytrusowej, którą bardzo lubię był tu jeszcze jakiś gorzkawy zapach, nie do końca mi odpowiadał.
7 - EVELINE - waniliowy krem-maska do rąk i paznokci
Dostałam go w paczce do testowania, pisałam o nim w tym miejscu. Jako krem do pracy spisał się dobrze, bardzo szybko się wchłaniał i nie pozostawiał po sobie tłustej warstwy. Szkoda, że nie ma go w innej wersji zapachowej, bo nie przepadam za wanilią...
8 - SYIS - kolagenowe serum do paznokci
Mój absolutny ulubieniec jeśli chodzi o poprawianie kondycji paznokci :) To już moje drugie opakowanie i pewnie kupię jeszcze kolejne jak moje paznokcie znów będą potrzebować pomocy. Po więcej szczegółów zapraszam do recenzji.
9 - JOANNA - plastry z woskiem do depilacji twarzy
Moje ulubione, nie wiem le już zużyłam opakowań. Nawet jak próbowałam innych to i tak wracałam to tych :) Aktualnie zaopatrzyłam się w Epistick i plasterków nie potrzebuję, ale jak będę chciała znów wrócić do tej formy depilacji to wybiorę właśnie te plasterki.
5 - DOVE - żel pod prysznic
O żelach Dove pisałam tutaj. Nie używałam ich już dawno i chyba pora nadrobić zaległości, bo są całkiem fajne. Ta wersja zapachowa nie urzekła mnie jakoś wybitnie, ale na pewno skuszę się na inne, te owocowe :)
6 - YVES ROCHER - żel pod prysznic Kwiaty Cytrusów
Pienił się dobrze, nie wysuszał skóry, ale zapachowo coś mi jednak nie zagrało. Oprócz nuty cytrusowej, którą bardzo lubię był tu jeszcze jakiś gorzkawy zapach, nie do końca mi odpowiadał.
7 - EVELINE - waniliowy krem-maska do rąk i paznokci
Dostałam go w paczce do testowania, pisałam o nim w tym miejscu. Jako krem do pracy spisał się dobrze, bardzo szybko się wchłaniał i nie pozostawiał po sobie tłustej warstwy. Szkoda, że nie ma go w innej wersji zapachowej, bo nie przepadam za wanilią...
8 - SYIS - kolagenowe serum do paznokci
Mój absolutny ulubieniec jeśli chodzi o poprawianie kondycji paznokci :) To już moje drugie opakowanie i pewnie kupię jeszcze kolejne jak moje paznokcie znów będą potrzebować pomocy. Po więcej szczegółów zapraszam do recenzji.
9 - JOANNA - plastry z woskiem do depilacji twarzy
Moje ulubione, nie wiem le już zużyłam opakowań. Nawet jak próbowałam innych to i tak wracałam to tych :) Aktualnie zaopatrzyłam się w Epistick i plasterków nie potrzebuję, ale jak będę chciała znów wrócić do tej formy depilacji to wybiorę właśnie te plasterki.
10 - BINGOSPA - maska do twarzy kompleks algowy
Maseczka przeznaczona jest do skóry normalnej, a ja mam suchą, ale liczyłam na to obiecane nawilżanie. Przy pierwszym użyciu poczułam takie pieczenie, że od razu ją zmyłam. Nie pojawiło się na twarzy na szczęście żadne podrażnienie ani zaczerwienienie. Zaczęłam szperać w czeluściach internetu i okazało się że sporo osób ma takie odczucia. Postanowiłam dać jej drugą szansę. Okazuje się, że pieczenie z upływem czasu słabnie, ale jest ciągle wyczuwalne. Nawilżenie jest takie sobie, a biorąc pod uwagę dyskomfort podczas stosowania - nie zamierzam wracać do niej nigdy więcej.
11,12 - EVELINE - kremy na dzień i na noc 40+
Ich recenzja znajduje się w tym miejscu. Oba kremy były całkiem przyjemne w użytkowaniu, bardzo szybko się wchałaniały, miały przyjemny zapach. Niestety w kwestii nawilżenia mnie zawiodły.
13 - BINGOSPA - wygładzający krem do twarzy
Kolejny produkt BingoSpa, który jak dla mnie okazał się mniej niż średni. Tu także zawiodło przede wszystkim nawilżanie, poza tym nie był taki zły. Oczywiście żadnego wygładzenia nie zauważyłam :) W związku z tym, że przez moje twarzowe zapasy krem się przeterminował, to ostatecznie zużyłam jako krem do stóp - też bez rewelacji :)
14 - L'OREAL - żel-krem oczyszczający Ideal Soft
Jeden z moich ulubieńców do mycia twarzy :) Nie wysusza jej, bardzo dobrze oczyszcza, nadaje się też do demakijażu. Nie podrażnia. Jego minusem jest chemiczny zapach. Więcej możecie przeczytać w recenzji.
15 - POSE - krem pod oczy
Nie, nie i jeszcze raz nie. Bardzo wolno się wchłaniał, pozostawiał tłustą warstwę, wysuszał moją skórę, szczypał w oczy... Jak chcecie przeczytać więcej to zapraszam Was tutaj.
16 - LIERAC - płyn micelarny do demakijażu
Znalazłam go w którymś z Shinyboxów. Średnio sobie radził z demakijażem, a do tego bardzo intensywnie
pachniał. Mi osobiście ten zapach nie odpowiadał, był zbyt ciężki. A do
tego ta cena - 65 zł / 200 ml!
17 - CETAPHIL - łagodna emulsja do mycia
Dostałam ją kiedyś przy okazji jakichś zakupów w aptece. Nie przypadła mi do gustu - bardzo słabo oczyszczała, pozostawiała tłustą warstwę na twarzy.
18 - EMBRYOLISSE - krem BB
Miniatura o pojemności 5 ml znaleziona w Joyboxie. Bardzo fajnie wyrównywał koloryt skóry, wygładzał ją. Stosowałam go solo albo jako bazę pod podkład (jedna z propozycji producenta). Niestety jego cena to około 120 zł / 30 ml :(
19 - LOVELY - trio brązer / puder / rozświetlacz
Znalazłam je w Shinyboxie, to był mój pierwszy brązer i pierwszy rozświetlacz :) Coś tam jeszcze zostało w opakowaniu, ale już bardzo niewygodnie się go używa. Najbardziej chyba byłam zadowolona z brązera, później z pudru a najmniej z rozświetlacza. Ogólnie całej trójki używałam z przyjemnością, takie opakowanie może się świetnie spisać na wyjazdach, ale ja chyba już go nie kupię ze względu na (nie)wygodę używania :)
20 - LAMBRE - błyszczyk do ust
Dostałam go w paczce mikołajkowej. Bardzo fajny delikatny kolor, wygodna aplikacja za pomocą pędzelka. Trwałość średnia - ale to w końcu błyszczyk. Nie mam pojęcia gdzie i za ile można go kupić :)
Drugi błyszczyk w denku to jakiś noname, mam go chyba z jakiejś gazety (?). Też bardzo fajny kolor, do tego malutki rozmiar, więc można go wrzucić gdziekolwiek.
Wykończyłam też błyszczyk z Essence, ale nie wiem jaki konkretnie poza tym, że brudnoróżowy. Zgubiłam gdzieś opakowanie zanim wrzuciłam je do torby z pustakami.
21 - EVELINE - skoncentrowane serum do rzęs
Pisałam o nim tutaj. Jako serum nie działa u mnie w ogóle. Jako baza spisuje się lepiej, choć też jakoś bez szału. Wiem, że Eveline ma jeszcze taką zieloną odżywkę, która działa podobnie (sprawdza się jako baza, ale nie jako odżywka) i nie wiem czy następnym razem nie skuszę się właśnie na nią dla porównania.
22 - EVELINE - tusz do rzęs
On też miał już swoją recenzję na blogu, dokładnie w tym miejscu. Z całą pewnością nie daje ekstremalnego efektu sztucznych rzęs, jako to obiecuje producent, ale jako taki dzienniak spisuje się dość dobrze. Ładnie rozdziela rzęsy, wydłuża je. Do tego nie osypuje się w ciągu dnia. Jeśli chcecie zobaczyć efekt na rzęsach to zapraszam Was do podlinkowanej recenzji.
23 - EVELINE - eyeliner 2000 Procent
Całkiem fajny eyeliner, który wbrew obietnicom producenta wcale nie jest wodoodporny :) Wygodny aplikator (coś pomiędzy twardym pisakiem a miękkim pędzelkiem), ale trudno nim namalować taką całkiem cienką kreskę. Dla mnie to nie był problem, bo i tak zawsze maluję nieco grubsze :)
24 - ALTERRA - pomadka rumiankowa
Kupiłam ją z zamiarem stosowania jako odżywki do rzęs, efekty możecie zobaczyć w tej recenzji. Efekty nie były może spektakularne, ale dla mnie widoczne. Na pewno wzmocniła moje rzęsy :) Końcówkę zużyłam już tradycyjnie - do ust. Działanie jak najbardziej w porządku, ale nie odpowiadał mi jej zapach.
25 - SECHE VITE - wysuszacz
Rewelacja! Od kiedy go dostałam to polubiłam malowanie paznokci :) Rzeczywiście są suche już po kilku/kilkunastu sekundach, przedłużona jest też trwałość lakieru. Aktualnie wróciłam do hybryd, ale będę chciała znów malować paznokcie lakierami to na pewno go kupię.
26 - AVON - woda toaletowa Pur Blanca
Ja jestem ofiara losu i wiecznie gubię gdzieś nakrętki - co widać :) Tą wodę chyba dostałam od kogoś w prezencie, używałam jej dość rzadko, bo dla mnie zapach jest za słodki.
27 - NU - zmywacz w chusteczkach
Śmierdzi, jest bardzo tłusty, ale działa naprawdę dobrze. Ja zdecydowanie wolę tradycyjne zmywacze.
28 - SKIN79 - próbki kremów BB
Bardziej jakoś przypadł mi do gustu złoty, z czego bardzo się cieszę, bo mam go w wersji pełnowymiarowej, z pudełka Inspired by Charlize Mystery. Oba ładnie się wtapiają i dopasowują do koloru skóry, wyrównują koloryt. Być może napiszę więcej za jakiś czas o tej wersji VIP Gold.
A to skarby od Kasi, których nie kupicie nawet w najlepszym sklepie. Żel peelingujący algi+owoce był całkiem przyjemny, drobinki masowały skórę, a po jego użyciu nie musiałam używać balsamu. Peeling mocny z glinką zieloną to naprawdę solidny zdzierak. Rewelacyjnie spisał się przy stosowaniu na stopy i łokcie (opakowanie było małe, więc szkoda było użyć na całe cało). Serum kwiaty, kwas hialuronowy i algi to najlepsze serum na świecie! Używałam go zawsze wieczorem, a czasem też rano. Skóra była dobrze nawilżona, gładka. Kasiu, mam nadzieję, że zapisujesz gdzieś te przepisy :)
A jak tam Wasze denka? Dobrze Wam idzie zużywanie?
piątek, 27 lutego 2015
10 vs 100
Jesteście ciekawe co oznacza ten tajemniczy tytuł posta? :)
W wrześniowym Shinyboxie znalazłam tusz do rzęs wart 100 zł. Uczciwie przyznaję - nigdy tak drogiego tuszu nie miałam. To nie jest tak, że celuję w te najtańsze, ale chyba nigdy nie wydałam na tusz więcej niż 50 zł. Po jego otwarciu i pierwszym spojrzeniu na szczoteczkę pomyślałam: Lovely, który tak bardzo lubię! I właśnie ze względu na to pierwsze wrażenie postanowiłam spróbować porównać te dwa tusze: Lovely Pump Up za 10 zł i Etre Belle Lash-Xpress & Hyaluronic za 100 zł.
Maskara Lovely ma podkręcać i unosić rzęsy. Jej koszt to niespełna 10 zł, znajdziemy ją w każdym Rossmannie. Opakowanie zawiera 8 ml produktu.
Maskara Etre Belle ma podkręcać, pogrubiać i wydłużać rzęsy. Kosztuje dziesięć razy więcej, bo aż 100 zł, kupić ją można na stronie internetowej producenta. Opakowanie zawiera 8,5 ml produktu.
Opakowania są podobnej wielkości; Etre Belle jest troszkę smuklejsza i około pół centymetra dłuższa :) Oba tusze dobrze leżą w dłoni, a ich używanie nie sprawia najmniejszych problemów.
Szczoteczki w obu maskarach są silikonowe, lekko wygięte. Wydaje mi się, że są identyczne, w każdym razie ja różnic (poza długością "trzonka") nie zauważyłam :) Szczoteczki mają różnej długości włoski, które pozwalają dotrzeć nawet do tych najkrótszych rzęs, a przy tym nie odbijają się przy linii rzęs.
Podczas aplikacji żaden z tuszów nie odbijał się na górnej powiece, nie osypywał się w trakcie dnia, miał dobrą konsystencję. Wiem że na ten tusz z Etre Belle kilka dziewczyn trochę narzekało na początku, że musiały odczekać aż trochę podeschnie. W moim przypadku konsystencja od pierwszego użycia była w porządku.
Jak dotąd wszystko gładko - oba tusze miały bardzo podobne cechy (poza ceną!). A teraz pojawi się trochę więcej różnic.
Czy podkręcają? Tak, oba w sumie dość podobnie. Inna kwestia, że moje rzęsy już same z siebie są troszkę podkręcone, więc w tej kwestii i tak dużo nie potrzebuję.
Czy wydłużają? Tak jak widać - wydłużają oba, ale Etre Belle bardziej, widoczne jest to zwłaszcza przy jednej warstwie tuszu.
Czy pogrubiają? Tu znowu Etre Belle spisuje się nieco lepiej.
Czy rozczesują i precyzyjnie rozdzielają rzęsy? Tak, oba w podobnym stopniu. Teraz jak wrzuciłam zdjęcia to zauważyłam że przy jednej warstwie w przypadku Lovely wygląda jakby skleił rzęsy:/ To jakiś wypadek przy pracy był chyba, bo naprawdę w tej kwestii spisuje się bardzo dobrze :)
To co było dla mnie najbardziej chyba zauważalną różnicą to giętkość rzęs. Rzęsy z tuszem Etre Belle były nadal miękkie i elastyczne, jakby wcale nie było na nich tuszu, a te z tuszem Lovely były nieco twardsze.
Oba tusze utrzymywały się na rzęsach bez uszczerbku aż do demakijażu. Zmywały się bezproblemowo, nie podrażniały oczu.
Przechodząc do podsumowania - lepiej spisała się maskara Etre Belle, przy jej pomocy łatwiej było otrzymać spektakularny efekt, aczkolwiek maskara Lovely deptała jej po piętach... eeee... szczoteczce? :) Największą wadą Etre Belle jest niestety cena. Gdyby wahała się ona w granicach 50 zł, to pewnie co jakiś czas bym do niej wracała. Ale niestety efekty (a w zasadzie różnice w efektach) moim zdaniem nie są warte tego, żeby płacić dziesięć razy więcej. W moich zapasach jest jeszcze jedna maskara Etre Belle, którą będę używać z ogromną przyjemnością, ale kolejnej w cenie regularnej z pewnością nie kupię. Za to po Lovely na pewno będę sięgać często :)
Jeśli Waszym zdaniem cena 100 zł za naprawdę dobry tusz do rzęs nie jest zbyt wysoka to szczerze polecam zakup Etre Belle. Jeśli zaś uważacie tą cenę za przesadną - sięgnijcie po żółtą, tanią i prawie tak samo dobrą Lovely :)
Miałyście? Używałyście? Lubicie czy nie?







