piątek, 19 sierpnia 2016

Monga maluje. SIĘ. Wyzwanie - część trzecia :)

Wiecie co, moja nazwa bloga nie wzięła się znikąd. Ja naprawdę w ogólnie pojętej kwestii kosmetyków ciągle raczkuję, choć oczywiście nie da się ukryć, że moja wiedza w tej dziedzinie jest już nieco większa niż te dwa lata temu jak zaczynałam swoją przygodę z blogowaniem. Ale o ile w kwestii pielęgnacyjnej ogarniam coraz więcej, to w kwestii makijażu... hmmm... dyplomatycznie napiszę: ciągle się uczę :) Wydawało mi się też, że ilościowo kwestię kolorówki mam w miarę pod kontrolą, ale jak przygotowywałam się do tego posta to się okazało... że mi się tylko wydawało :)




Post jest trzecim z kolei w ramach wyzwania "Opróżniamy nasze kosmetyczki" organizowanym przez Trusted Cosmetics. Poprzednie moje posty znajdziecie tu i tu. Trochę się zastanawiałam jak podejść do tego tematu: pokazać po jednym kosmetyku z każdej kategorii? A może wybrać kilka ulubionych? Ale jak to ulubionych, skoro zdarza się że codziennie używam czegoś innego? No i stało się. Zobaczycie wszystkie moje kosmetyki kolorowe. WSZYSTKIE. Bez wyjątku. A trochę tego jest, więc mam nadzieję że się nigdzie nie spieszycie :)

PODKŁADY


W zasadzie otwarte mam teraz wszystkie oprócz Paese, które jeszcze trochę poczeka na swoją kolej :) Krem CC z Bielendy zaczęłam używać późną wiosną, jak chciałam nakładać na twarz coś bardzo lekkiego, co tylko delikatnie wyrówna koloryt skóry. Niestety krycie ma bardzo słabe, wyrównanie kolorytu przez to również jest niewidoczne. A dodatkowo dla mnie na teraz jest zdecydowanie za jasny. Podkład Astor Lift Me Up w odcieniu 200 (Nude) nawet polubiłam, choć ma lepsze i gorsze dni (to pewnie uzależnione jest od kondycji mojej skóry). Krycie ma średnie, ale dla mnie jest wystarczające, nie warzy się na skórze, utrwalony pudrem wytrzymuje około 6-7 h, więc nie jest źle. Po moim powrocie z urlopu okazał się dla mojej opalenizny nieco za jasny, ale spokojnie, niedługo do niego wrócę :) Krem BB z Holika Holika (chyba odcień 25) jest aktualnie jedynym, który daje radę z moją opalenizną, świetnie dopasowuje się do odcienia mojej skóry (używałam go też zanim się tak opaliłam i też był ok). Ma bardzo ciekawy sposób aplikacji - zamontowaną gąbeczkę przy aplikatorze. Podobnie jak inne azjatyckie kremy BB ma świetne krycie i bardzo ładnie wygląda na mojej twarzy. Do tego dochodzi również bardzo dobra trwałość - potrafi się utrzymać na mojej twarzy bez większego uszczerbku przez około 8-10 h. Interendo jeszcze raz dziękuję Ci za prezent! :)

KOREKTORY


Jak widać nie mam żadnego korektora do twarzy, ale od dłuższego czasu rzadko miewam większe niedoskonałości, a z mniejszymi radzi sobie całkiem dobrze BB z Holika Holika :) Używałam wcześniej kamuflaża z Catrice w słoiczku, bardzo chwalonego w blogosferze. U mnie rzeczywiście dość solidnie krył wszelkie niedoskonałości, ale z biegiem czasu zaczął mi się na twarzy wysuszać i wyglądać niezbyt estetycznie tworząc suche plamy przebijające spod podkładu. Aktualnie używam tylko korektora pod oczy z Paese w odcieniu 5 (jasny róż) i na początku byłam przekonana że z uwagi na kolor komuś go oddam. Jak się domyślacie - nie należę do bladziochów, nawet zimą nie sięgam po najjaśniejsze odcienie podkładów i korektorów. Jak bardzo odcień tego korektora różni się np. od używanego przeze mnie podkładu z Astora możecie zobaczyć w tym poście - różnica jest przeogromna! Ale o dziwo polubiłam się z nim :) Nie ma zbyt wielkiego krycia (pewnie dlatego różnica w odcieniu nie jest tak bardzo widoczna), więc jeśli ktoś ma cienie pod oczami to niewiele z nimi zrobi, ale za to bardzo ładnie rozświetla spojrzenie. Różowe tony też z niego nie przebijają za bardzo (ja celuję zawsze w żółte), dodatkowo nie wchodzi w zmarszczki i się nie roluje. Naprawdę całkiem fajny!

PUDRY


Puder sypki z Paese w odcieniu 03 (naturalny) używany jest przeze mnie w domu. Dość ładnie stapia się z podkładem i dopasowuje do niego kolorem. Matowi twarz na większość dnia (choć ja mam suchą skórę i nie mam większych problemów ze świeceniem), mimo to jakoś nie do końca jestem do niego przekonana. Puder prasowany z Cosmepick w odcieniu medium honey noszę w torebce - ma lusterko i puszek do aplikacji, więc sprawdza się przy poprawkach makijażu w ciągu dnia. Też całkiem fajny, choć bez szału :) W ogóle jeśli chodzi o pudry to nie znalazłam jeszcze nic wow. O, może jednak! Puder ryżowy z Marizy :)

ROZŚWIETLACZE


Tu akurat oba kosmetyki z czystym sumieniem mogę zaliczyć do moich ulubieńców :) Zarówno Diamond Illuminator od Wibo, jak i Mary-Lou Manizer od The Balm tworzą na twarzy gładką taflę o szampańskim odcieniu. Ten drugi polubiłam nieco bardziej (ale tylko nieco), jest gładszy i jakiś delikatniejszy, więc jeśli dysponujecie większą gotówką (60-70 zł) na tego typu kosmetyk to bierzcie :) A jak macie mniejsze fundusze to wybierzcie Wibo za 10 zł.

RÓŻE


Trzy zupełnie różne kolory. Smooth'n wear od Wibo w odcieniu 6 to taka przyjemna brzoskwinia, kolorystycznie najbardziej mi się podoba z całej trójki. Niestety ma bardzo słabą pigmentację :( Wiem, że zbyt mocna pigmentacja to jeszcze gorsza rzecz, zwłaszcza w przypadku takiego makijażowego laika jak ja, ale bez przesady, nie chce mi się tyle machać pędzlem :) Róż z dodatkiem oleju arganowego od Paese w odcieniu 40 to taki prawdziwie różowy róż, w dodatku zawierający świecące drobinki, niewielkie, ale jednak brokatowe. Z uwagi na to jest to najrzadziej używany przeze mnie kosmetyk z tej kategorii. Ostatni to w zasadzie cień wypiekany z Glazel w odcieniu 29, ale jako cień zupełnie mi się nie podoba, więc używam go jako różu rozświetlającego. Pigmentację też ma średnio dobrą, ale na twarzy wygląda całkiem nieźle. Do tej pory miałam jeden róż, z którego byłam szczerze zadowolona i do którego na pewno kiedyś wrócę - Diadem w odcieniu 03 (Urokliwa morela).

BRĄZERY


W sumie to jeden brązer - Kobo w odcieniu Nubian Dessert. Jest to mój pierwszy brązer (nie licząc trio od Lovely) i od razu strzał w dziesiątkę! Oczywiście nie bardzo mam z czym porównywać, więc nie wykluczam że nie znajdę kiedyś lepszego niż ten, ale na razie nawet nie szukam :) Ja posiadam ciemniejszą wersję (jaśniejsza to Sahara Sand), pigmentacja jest w porządku, ale nie jest na tyle mocna żeby narobić sobie brudnych plam. Brązer posiada ładny, dość chłodny odcień, dobrze się go aplikuje, na twarzy trzyma się dobrze przez większość dnia.

Tym sposobem zakończyłam temat twarzy - ogólnie. Przejdźmy zatem do oczu :) Wiem, że lepiej makijaż zaczynać właśnie od nich (nie ma wtedy problemu z osypującymi się cieniami), ale ja jakoś nie potrafię zmienić swoich przyzwyczajeń i najpierw maluję twarz.

BAZA POD CIENIE


Zanim w ogóle odkryłam bazy pod cienie prawie nie malowałam oczu (poza tuszem ofkors). Mam dość tłuste powieki, do tego opadające, więc po maksymalnie dwóch godzinach cienie (obojętnie jakie) wyglądały u mnie tragicznie - rolowały się i zbierały w załamaniu. Tak więc u mnie dobra baza pod cienie to podstawa makijażu oka :) Aktualnie używam bazy pod cienie z Essence, zanim ją kupiłam to przeczytałam o niej wiele pochlebnych recenzji. Niestety u mnie nie zdaje egzaminu. Owszem, podbija nieco kolor cieni, ale nie wytrzymują one na oku tak długo jak bym chciała. Pod koniec dnia pracy (czyli już nawet po 6-7 h) widzę jak zaczynają mi się lekko zbierać w załamaniu, a nie tego oczekuję od bazy pod cienie, więc na pewno już do niej nie wrócę. Na blogu pisałam już o kilku bazach - Bell, Joko i Wibo, z tych trzech najbardziej polecam Wam Bell, choć Wibo też jest całkiem niezła (ale strasznie niewygodna przy wydobywaniu). Ja zamierzam jeszcze sprawdzić polecaną mi przez wiele z Was bazę Art Deco.

CIENIE


Dużo - niedużo :) Pojęcie względne :> Ale od razu widać, jakie kolory preferuję w makijażu oka - brązy, szarości i fiolety :)


To lecimy od góry, po kolei. Najpierw mój najnowszy nabytek - paletka Neutral od Wibo (chyba najbardziej rozchwytywany kosmetyk podczas ostatniej promocji w Rossmannie. Wygląda pięknie, kolory są boskie, takie jak lubię. Niestety osypują się bardziej niż sądziłam (zwłaszcza te z drobinkami). Pigmentacja w porządku, cienie dobrze się ze sobą łączą. Lubię jej używać, ale sądziłam że będę z niej bardziej zadowolona. Cień w odcieniu "milk chocolate" nadaje się u mnie również do brwi :) Minipaletkę Silk Wear od Wibo w wersji nr 2 znalazłam w którymś Shinyboxie. Przyjemne kolory, dobra pigmentacja, z osypywaniem jest chyba nawet ciut lepiej niż przy poprzedniej paletce. Głównie sięgam tu po ten śliwkowy fiolet, brązy (choć ładne) z reguły wybieram z większych paletek. Czwórka cieni Quattro z Essence w wersji 07 (over the taupe) to całkiem fajne zestawienie szarości. Dobrze się utrzymują, nie osypują, sięgam po nie dość często (nie używam jedynie białego). Paletka z Makeup Revolution Iconic 1 to świetne zestawienie brązów i szarości. Właściwie nie wiem dlaczego mając ją kupiłam jeszcze tą paletkę z Wibo, wiele kolorów się powtarza lub jest bardzo podobnych :) Cienie mają w większości wykończenie lekko perłowe lub satynowe, brakuje mi tu jakiegoś ciemnego matowego brązu. Cienie mają dobrą pigmentację, osypują się tylko minimalnie (i to tylko wtedy gdy nabieram na pędzelek zbyt dużo cienia), dobrze się ze sobą blendują, pięknie wyglądają na powiekach. Zdecydowanie z tego zestawienia to po nią sięgam najczęściej. Paletka Absolute Nude od Catrice posiada też całkiem fajne zestawienie brązów i beżów, ale pigmentacja niestety nie powala. Po roztarciu na powiece tworzy nam się jeden nieokreślony kolor. Szkoda. Paletki z Kobo - one są złożone przeze mnie z pojedynczych cieni (wkładów), wszystkie pochodzą z serii Fashion Eye Shadow. W pierwszej paletce widzicie od góry Mocha Latte (216), Copper (206), Glam Bronze (220) i Bronze (208), a w drugiej Golden Rose (205), Raspberry Pink (203), Pale Violet (202) i Aubergine (209). To mój drugi wybór zaraz po paletce MUR. Cienie są trwałe, nie osypują się, niektóre z nich same "robią" cały makijaż. Kolory wybrałam oczywiście tak żeby mi się podobały, ale zwróćcie uwagę zwłaszcza na kolory 205, 208, 209. Ostatnia jest wieżyczka cieni w kulkach z APM, która trafiła do mnie w Shinyboxie. Po nią sięgam zdecydowanie najrzadziej (w zasadzie to stoi i się kurzy). Pigmentacja słaba, kuleczki są niewygodne w obsłudze.


Na pierwszy rzut poszły paletki, więc teraz kilka słów o posiadanych przeze mnie pojedynczych cieniach. Po nie sięgam zdecydowanie rzadziej niż po paletki, bo nie muszę się zastanawiać co z czym zestawić :)


Cień mineralny sypki z La Rosa w odcieniu 16 (Opal) użyłam tylko kilka razy, choć teraz tak sobie myślę, że może mógłby się sprawdzić jako rozświetlacz :) Kaszmirowy cień z Paese w odcieniu 666 to typowy nudziak, używam go czasem na całą powiekę (jak nie biorę w tym celu któregoś koloru z paletek). Cień z MIYO w odcieniu 45 (Luxury Leila) to piękny opalizujący fiolet, użyłam go kilka razy. Cień mineralny z Neauty Minerals w odcieniu Like a Raven (czyli kruczoczarnym) leży prawie nieużywany. Dwa cienie z Color Tattoo od Maybelline w odcieniach 35 On and on Bronze i 40 Permanent Taupe mimo że są naprawdę fajne to też leżą mało używane. Kaszmirowy cień z Paese w odcieniu 674 to taka piękna ciemna śliwka, po niego dość często sięgam :) Perłowy cień z Glazel w kolorze G1, czyli cappuccino świetnie sprawdza mi się do rozjaśniania wewnętrznego kącika oka i sięgam po niego dość często. Tester cieni z Essence w kolorze 03 Irresistible Choco Cupcake ma ładne kolory i dość dobrą pigmentację, ale też raczej leży i zbiera kurz.

KREDKI I EYELINERY


Tych kosmetyków używam w zasadzie wszystkich. Eyeliner Celebrities z Eveline to jak na razie mój ulubieniec w tej materii, to moje drugie opakowanie i nie ostatnie. Dobrze mi się z nim pracuje, ma głęboki czarny kolor (przed użyciem proponuję nim wstrząsać), nie odbija się na powiece, nie ściera w ciągu dnia. Na co dzień częściej używam jednak kredek - brązowej z Manhattan i czarnej z Etre Belle, dużo rzadziej sięgam po oliwkową kredkę Paese. Wszystkie jednak są dobre, odpowiednio miękkie, nie ścierają się w ciągu dnia.

TUSZE DO RZĘS


Aktualnie używam tuszu z MAC i z Kobo, oba mają silikonowe szczoteczki (czyli takie które lubię bardziej). Z tuszem MAC miałam lepsze i gorsze chwile, zwłaszcza przez pierwsze dwa miesiące, tusz był gęsty, było go strasznie dużo i lubił sklejać rzęsy. Z biegiem czasu było coraz lepiej i teraz jestem z niego nawet zadowolona. Na plus na pewno należy mu zapisać wydajność - miałam wrażenie że on się nigdy nie skończy, ale  końcu chyba wyląduje już w denku (używałam go prawie rok!). Kobo jest całkiem w porządku, choć bez szału, ma dużą szczoteczkę, która mi trochę utrudnia malowanie, do tego efekt jaki daje na rzęsach jest raczej delikatny. W zapasach mam jeszcze tusze z Golden Rose, Wibo i Lovely - ten ostatni należy do moich ulubionych (jeśli jeszcze nie miałyście to śmigajcie po niego do Rossmanna) i pisałam już o nim na blogu. Mimo że wolę szczoteczki silikonowe, to czasem zdarza mi się bardzo polubić też maskary z tradycyjnymi szczoteczkami - tak na przykład było z Collosal Volume Express od Maybelline - też polecam!.

PRODUKTY DO BRWI


Moim ulubionym produktem z tego zestawienia i takim, po który sięgam prawie codziennie jest Brow Artist Plumper z L'Oreal. Jest wygodny w obsłudze, raczej nie da się zrobić nim sobie krzywdy, nadaje brwiom delikatny kolor i lekko je ujarzmia (ale moje brwi nie są zbyt niesforne). Drugim kosmetykiem jeśli chodzi o częstotliwość sięgania jest jest zestaw do stylizacji brwi z Catrice - używam w zasadzie tylko ciemniejszego cienia, jest dla mnie idealny. Bardzo lubię też kredkę z Glazel, choć akurat została mi tylko czarna, więc używam jej tylko od czasu do czasu. Brązowe zużyłam dwie i byłam z nich naprawdę zadowolona. Delikatnie wypełniają kolor naszych brwi, dodatkowo są lekko woskowe, więc trochę tez ujarzmiają włoski. Po paletkę z Makeup Revolution sięgnęłam tylko kilka razy - z tych trzech cieni jeden jest trochę za jasny, jeden trochę za ciepły a jeden mimo że się nadaje to jednak ten z Catrice odpowiada mi bardziej. Tak samo jak paletka z Catrice ta posiada też w zestawie lusterko, pęsetkę i pędzelek, a w odróżnieniu od tej pierwszej - Makeup Revolution ma również w zestawie wosk (który u mnie się nie sprawdza). Ostatnia w zestawieniu jest henna z Bodetko, już kiedyś obiecałam sobie że zrobię jej recenzję, ale wrzuciłam ją do koszyczka i zapomniałam :) Obiecuję się poprawić :)

Na koniec zostały jeszcze kosmetyki do ust - błyszczyki, konturówki, pomadki. Tak na dobrą sprawę to usta maluję od około roku, może trochę więcej. Wcześniej używałam tylko pomadek ochronnych, ewentualnie delikatnych błyszczyków, wszystko przez to że nie podobają mi się moje usta :> Co się zmieniło? W sumie nic - usta nadal mi się nie podobają, ale pomalowane jednak wyglądają trochę lepiej :)


Jak na osobę, która niedawno nie malowała ust to nazbierałam tego chyba całkiem sporo :) Tych kosmetyków używam w zależności od okazji, od nastroju, od kondycji ust, od tego co akurat mam pod ręką :) Ale jako że na początku używałam tylko błyszczyków to właśnie od nich zaczniemy.

BŁYSZCZYKI


Sama kupiłam sobie trzy z nich, pozostałe to pudełkowe nabytki. Poniżej widzicie zdjęcia pojedynczo - górny rząd to częściej używane, po te z dolnego sięgam rzadziej (ale jednak sięgam).


Błyszczyk z Mary Kay przywędrował do mnie w Joyboxie, ma bardzo ładny kolor ciemnego brudnego różu, dla mnie jest idealny na co dzień. Jak był nowy to robił świetne wrażenie w opakowaniu - całe było w taką zebrę jaka jeszcze jest widoczna na dole. Oczywiście z biegiem czasu oba kolory się wymieszały tworząc nowy :) Trwałość jest przeciętna, trochę się klei,m ale dość równomiernie się ściera. Błyszczyk z Paese w opakowaniu wydaje się dość intensywną fuksją, ale na ustach jest dużo delikatniejszy. Też lubię go używać na co dzień. Trwałość przeciętna, nie klei się za bardzo, ściera równomiernie. Trwały błyszczyk z Catrice to takie moje małe rozczarowanie. Moja koleżanka miała dwa odcienie tego błyszczyka (fuksję i czerwień) i oba miały mocne krycie, podobne jak przy tradycyjnych pomadkach i rzeczywiście niezłą trwałość (bez jedzenia i picia utrzymywały się około 4 h). Mój odcień niestety jest lekko transparentny i bardzo szybko schodzi z ust. Błyszczyki z My Secret kupiłam za kilka złotych. Są dość przeciętne, słaba trwałość, ale bardzo fajny słodki smak :) Do tego czerwony ma zadziwiająco mocne (jak na błyszczyk) krycie. Tint z Bell wydaje się fioletowy, ale na ustach zmienia się w dość ładną fuksję. Jest wodnisty i niestety dość nieestetycznie ściera się z ust (od środka). Ostatni błyszczyk Perfect Skim mam z Shinyboxa, to taki dziwny wynalazek który jest niby przezroczysty, ale pod wpływem ciepła skóry zyskuje kolor. Jest bardzo delikatny, nie klei się, ale nie do końca podoba mi się mocno mokre wykończenie jakie daje. No i do szału doprowadza mnie aplikator w formie dzióbka, nie mogli zrobić normalnego pędzelka albo gąbeczki?

KONTURÓWKI DO UST


Konturówki to właśnie kosmetyk, który zmienił moje podejście do malowania ust. Kiedyś konturówek używałam tak jak nazwa na to wskazuje - do rysowania konturu ust. To były jeszcze czasy, gdy kontur ust obrysowywało się ciemną kredką, a usta malowało jaśniejszą pomadką - ehhh, co to był za szał :) Teraz konturówek używam na całe usta, nie muszę się martwić o dopasowanie odpowiedniego koloru szminki.


Konturówki z Essence - mój bezapelacyjny hicior! Pisałam o nich więcej tutaj. Są tanie, mają piękne kolory, zadziwiająco dobrą trwałość. Miękkie, kremowe, łatwo suną po ustach, zwłaszcza te w starej formule, ze srebrnymi skuwkami (te nowe są twardsze i nie tak kremowe). Ścierają się równomiernie. Kto zgadnie jaki kolor lubię najbardziej? Oczywiście żartuję, już na pierwszy rzut oka widać że najczęściej na moich ustach gości 15 Honey Berry (piękna fuksja, lekko przygaszona) i 07 Cute Pink (lekko przybrudzony róż, który mógłby być jak dla mnie ciut ciemniejszy). Bardzo lubiana przez blogosferę 05 Satin Mauve u mnie wypada zbyt nudziakowo (ale to pewnie kwestia mojej dość ciemnej karnacji), dlatego najczęściej na nią używam jeszcze jakiegoś błyszczyka. Konturówki z Lovely są w podobnej cenie, w moim odczuciu są bardzo podobne do tych z Essence, choć chyba odrobinę mniej odporne na ścieranie. Automatyczną kredkę MiniMe z Miss Sporty w odcieniu toffee kupiłam po tym, jak zobaczyłam ją na ustach Kosmetycznej Hedonistki. U mnie niestety wypada dużo bladziej, nudziaki jednak nie są dla mnie :(

POMADKI


Tym sposobem doszłyśmy do ostatnich kosmetyków w moich zbiorach :)


Matowe pomadki Rouge Edition Velvet z Bourjois to mój hit z tego zestawienia. Są bardzo trwałe, pięknie wyglądają na ustach, dość równomiernie schodzą, mają cudnie aksamitną konsystencję. Ja doczekałam się w swoich zbiorach trzech kolorów: 02 Frambourjoise, 05 Ole Flamingo i 07 Nude-ist. Najczęściej używam właśnie tej ostatniej, ma najbardziej dzienny kolor przybrudzonego różu. Chętnie kupiłabym sobie jeszcze jedną pomadkę w ciut ciemniejszym odcieniu niż ta 07 - polecicie konkretny numerek? Dwie pozostałe mają dość odważne kolory, ale też bardzo lubię ich używać, choć one z reguły lądują na moich ustach raczej na weekendowe wyjścia niż do pracy. Jeśli jeszcze nie używałyście tych pomadek to koniecznie wypróbujcie choć jedną - warto się skusić na nie w Rossku podczas promocji -49% lub poszukać w necie, tam są sporo tańsze niż stacjonarnie. Kiedyś nie sądziłam że na moich ustach może gościć czerwień, a dziś mam aż dwie czerwone pomadki. Obie bardzo lubię, zarówno Paese jak i Avon. Czerwień z Paese lekko wpada w malinowy odcień, jest ciut mniej wyrazista niż ta z Avon, ale nadal bardzo odważna. Ma też mniej błyszczące wykończenie. Pod tym względem podoba mi się bardziej niż szminka z serii Luxe. Za to ta druga ma lepszą trwałość i ładniej się ściera z ust :) W ostatecznym rozrachunku jak już decyduję się na czerwień to sięgam raz po jedną a raz po drugą :) No i ostatnie dwie - nudziaki z Wibo i Isadory. Ich w zasadzie nie używam, bo to naprawdę nie moje kolory. Ja niestety w nudziakach wyglądam prawie tak, jak bym nie miała ust :(

No i dobrnęliśmy do końca :) Ktoś przeczytał całość? Jeśli z całych moich zbiorów miałabym Wam polecić takie moje TOP 10, które warto kupić i wypróbować, to postawiłabym na:
♦ rozświetlacz Wibo
♦ rozświetlacz the Balm
♦ brązer Kobo
♦ paletkę Makeup Revolution Iconic 1 (albo inne wersje, zależy od Waszych preferencji)
♦ cienie Kobo z serii Fashion Eye Shadow (zwłaszcza 205, 208, 209)
♦ eyeliner Eveline Celebrities
♦ tusz Pump Up z Lovely
♦ Brow Artist Plumper z L'Oreal
♦ konturówki z Essence
♦ Bourjois Rouge Editon Velvet


Czy ja jestem nienormalna posiadając tyle kosmetyków? A może Wasze zbiory są jeszcze większe? Bawicie się z Trusted Cosmetics?

**************************************************
Zapraszam również do wzięcia udziału w konkursie - szczegóły po kliknięciu w obrazek - ZOSTAŁY TYLKO TRZY DNI!
http://kosmetyczneraczkowanie.blogspot.com/2016/07/lato-u-mongi-konkurs.html

43 komentarze:

  1. Sporo tego, mi by się nie chciało chyba fotografować :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie trochę ilość przeraziła :) Ale jak już wyjęłam to aparat miał co robić :P

      Usuń
  2. wow dla mnie to strasznie dużo!;] nie chce mi się bawić w to wyzwanie, bo nie mam zbytnio czym się chwalić, a żeby tam wygrać to trzeba się udzielać w tym serwisie, a mi w zupełności wystarczy blogosfera. chociaż zamieściłam niedawno post odpowiadający tej zabawie. a wracając do posta to masz strasznie dużo produktów do ust. ja nie mam kompletnie nic;/ najbardziej zazdraszczam tych pojedynczych cieni do powiek. w oko wpadł mi szczególnie bordowy fiolet z paese. wygląda bosko!;]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja postanowiłam wziąć udział w wyzwaniu nie po to, żeby je wygrać, tylko żeby mieć większą motywację do regularnego pisania postów :) Zadziałało!
      A cień jest rzeczywiście piękny :)

      Usuń
  3. Odpowiedzi
    1. Ja generalnie próbuję i używam różnych, ale do tego bardzo lubię wracać :)

      Usuń
  4. U mnie ta sama historia... :P Wydaje mi się, że mam wszystko pod kontrolą a mam kolorówki tyle samo co Ty, jak nie więcej :P Boję się sprawdzić :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem lepiej nie wiedzieć, człowiek jest zdecydowanie spokojniejszy :)

      Usuń
  5. Sporo masz tych kosmetyków :) Mam pod kontrolą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zazdroszczę kontroli :P Ja chyba zbyt często ulegam impulsom.

      Usuń
  6. WOW :D Super kosmetyki i przepiękne cienie do oczu <3

    OdpowiedzUsuń
  7. Fajna kolekcja, z Paese mam tylko puder ryżowy, ale widzę u Ciebie kilka ciekawych produktów tej firmy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja dwa razy zamówiłam sobie ich boxy z kosmetykami, więc trochę mi się nazbierało :) O ryżowym pudrze słyszałam wiele dobrego.

      Usuń
  8. Jak dużo masz pięknych cieni!

    OdpowiedzUsuń
  9. Z przyjemnością obejrzałam kolekcję :) Podjęłam dziś wyzwanie, dopiero nadrabiam zaległości :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widziałam że nadrabianie nieźle Ci idzie :)

      Usuń
  10. Kochana, sporo tego! :D Ja mam niestety trochę więcej, jeśli chodzi o niektóre kwestie. Ale bronzer to masz najlepszy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niby sporo, a jakbym miała się czegoś pozbyć to jest problem :P A brązer rzeczywiście super, dobrze trafić od raz na początku na coś tak fajnego :)

      Usuń
  11. Ta wieża jest śliczna, większość kosmetyków jest mi znana i bliska

    OdpowiedzUsuń
  12. Kilka produktów mam i lubię :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Jeśli z Bielendy krem CC słabo Ci się sprawdza to polecam z Eveline, miałam i był świetny :) ten błyszczyk Mary Kay jest prześliczny! Paletkę z MUR mam Iconic 3 i uwielbiałam ją, ale ostatnio kupiłam paletę z Technic i teraz dopiero jestem zachwycona, jednak ta z MUR mocniej się osypuje :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli chodzi o BB czy CC to zdecydowanie postawię na azjatyckie kremy ;)

      Usuń
  14. Lubię konturówki Essence i tusz do rzęs od Lovely :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Bardzo pokaźna kolekcja do malowania.Ja jednak nie jestem kolekcjonerką.Kupuję to co używam i lubię. Bardzo mi się podobają cienie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też mi kolekcjonuję kolorówki, w zasadzie wszystkiego ze zdjęcia używam ;)

      Usuń
  16. o matko sporo ego, dlatego ja zrezygnowałam z produktów do ust- z prostego powodu - mamy ich ponad 70 dlatego post ciągnął by się w nieskończoność:) zapraszamy do siebie i dodajemy do obserwowanych, bo fajnie będzie widzieć co się u Ciebie dzieje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nawet nie przypuszczałam że mam do ust aż tyle ;) Dziękuję, zajrzę do Was w wolnej chwili.

      Usuń
  17. o matko sporo ego, dlatego ja zrezygnowałam z produktów do ust- z prostego powodu - mamy ich ponad 70 dlatego post ciągnął by się w nieskończoność:) zapraszamy do siebie i dodajemy do obserwowanych, bo fajnie będzie widzieć co się u Ciebie dzieje :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Przeogromna kolekcja! Róż z Pease wygląda ślicznie, fajnie że ma drobinki. Bronzera nie używam, jednak zastanawiam się na jakimś, może wypróbuję ten od KOBO :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja Kobo szczerze polecam, zwłaszcza że nie jest drogi ;)

      Usuń
  19. Spokojnie, od przybytku głowa nie boli :) a zbiór imponujący, ja takiego nie mam :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, mnie ta ilość trochę przeraziła, ale głowa rzeczywiście nie bolała :)

      Usuń
  20. wow, sporo tego i tyle piękny pomadek *-*

    http://body-hair-life.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  21. Mega dużo tego , szczególnie jeśli chodzi o produkty do ust . Kupiłam kiedyś ten róż z Wibo niestety do tej pory leży ponieważ nie umiem go nakładać

    OdpowiedzUsuń
  22. Ile produktów do ust! U mnie też ich najwięcej ;)

    OdpowiedzUsuń
  23. Śliczna prezentacja hitów kosmetycznych. Cieszy nas informacja, że nasz eyeliner znalazł się wśród nich. Pozdrawiamy!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz. W miarę możliwości staram się odwiedzać Wasze blogi :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...