Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Norel. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Norel. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 27 maja 2018

Norel - witaminowa bomba pod oczy

Lubię kosmetyki Norel, do tej pory chyba wszystkie się u mnie dobrze spisywały. Miałam już kiedyś krem pod oczy z serii żurawinowej, ale jak pojawiła się witaminowa seria to wiedziałam, że w końcu coś z niej kupię. Ostatecznie po dość długim czasie trafił do  mnie rozświetlający krem pod oczy.

poniedziałek, 14 maja 2018

Denko kwietniowe

Myślałam że złe dni i kołowrotek z brakiem czasu już za mną, ale wychodzi na to że że się myliłam. Ostatnie dni dają mi w kość, od tygodnia próbuję dojść na pocztę wysłać packę z prezentem urodzinowym, ale ciągle coś mi przeszkadza. Teraz też piszę post i w międzyczasie się pakuję na nieplanowany wyjazd, niestety z mało fajnym tłem. Ale to też chyba dobry moment żeby się w końcu pożegnać z moimi pustakami :)

niedziela, 11 grudnia 2016

Denko listopadowe

Powoli zbliża się połowa grudnia, a ja jeszcze nie rozliczyłam się z listopadowymi pustakami. Na swoje usprawiedliwienie mam głównie brak światła do zrobienia zdjęć i paskudne choróbsko, które męczy mnie od kilku dni :( Ale do rzeczy, nie zamierzam przeciągać, rozliczam się i zmykam znów do wyrka :)

piątek, 12 sierpnia 2016

Jak wygląda moja pielęgnacja twarzy, czyli druga część wyzwania

Kilka dni temu pisałam Wam o wyzwaniu, którego się podjęłam. Wyzwaniu rzuconemu przez Trusted Cosmetics. Wyzwaniu, którego aktualnym tematem jest nasza pielęgnacja twarzy. Wiecie jak ona wyglądała u mnie jakieś cztery, pięć lat temu? Micel i krem do twarzy (obojętnie jaki, byle nie za tłusty, żebym się nie świeciła). No i od czasu do czasu jakaś maseczka. Moje podejście zaczęło się zmieniać jak dotarło do mnie, że po pierwsze: moja skóra nie wygląda tak dobrze jak bym chciała, a po drugie: że przekroczyłam magiczną trzydziestkę i chyba chciałabym zatrzymać czas :) Z pomocą przyszły boxy subskrypcyjne, dzięki którym poznałam wiele nowych kosmetyków, no i oczywiście blogi! Wasze blogi :) Blogi, dzięki którym zaczęłam bardziej świadomie wybierać kosmetyki, blogi które pomogły mi  lepiej rozpoznawać potrzeby swojej suchej cery, blogi które ostatecznie przyczyniły się do tego, że sama zaczęłam pisać :) Ale nie ukrywam - ja nadal w tym temacie raczkuję i ciągle szukam ideałów (choć może kilka już znalazłam).


niedziela, 3 kwietnia 2016

Denko marcowe

W ostatnim poście z marcowymi zakupami pisałam Wam, że nadal staram się uskuteczniać zmniejszanie zapasów. Dwa ostatnie denka były dość obfite, tym razem jest nieco skromniej. Ale przecież skromniej nie znaczy kiepsko, prawda? Ważne, że zapasy (mimo jakichś tam zakupów) ciągle się zmniejszają, a ich ilość już nie przeraża tak jak kilka miesięcy temu :)


W denku tradycyjnie znalazły się zarówno produkty które kupię i chętnie do nich wrócę, takie których nie kupię z różnych względów oraz takie co do których nie jestem do końca zdecydowana.


1 - DOVE - żel pod prysznic
Lubię żele Dove, pisałam o nich (choć akurat nie o tej wersji) w tym poście. Przyjemnie pachną, są gęste, kremowe, nieźle się pienią. Ten zawierał drobinki peelingujące, ale nie spodziewajcie się po nich zbyt wiele. W zasadzie to niczego się nie spodziewajcie :) Jest ich niewiele i działanie peelingujące jest naprawdę znikome. Najprawdopodobniej niedługo skuszę się na któryś z owocowych zapachów.

2 - HARMONIQUE - masło do ciała
To masło znalazło się w gronie moich ulubionych kosmetyków, a przecież ja nie cierpię tradycyjnych smarowideł! A to mnie jednak urzekło :) Pełną recenzję znajdziecie w tym poście, ale tu w skrócie napiszę, że urzekł mnie przede wszystkim zapach. Cudny - w pierwszej chwili czuć pomarańcze, ale a chwilę uwalniają się też korzenne nuty cynamonu i goździków, wszystko idealnie wyważone, świąteczne, boskie. Do tego zapachu dochodzi również fantastyczna konsystencja, szybkie wchłanianie, dobre nawilżenie. To masło pokazało mi, że mogę polubić tradycyjne smarowidła do ciała :) Nie wiem jednak czy je kupię, bo do najtańszych nie należy.

3 - ORGANIQUE - mydło glicerynowe
Mydło w kostce. No w kostce. A ja nie za bardzo lubię takie :) To pachniało przyjemnie cynamonowo, dobrze się pieniło. Nie kupię go więcej, bo zdecydowanie bardziej wolę żele pod prysznic.


4 - BATISTE - suchy szampon
To, co lubię w szamponach Batiste, to ich skuteczność - dobrze odświeżają włosy nie pozbawiając ich przy tym blasku, delikatnie podnoszą je u nasady. Biały nalot który pozostawiają (to nie dotyczy wersji dla brunetek, ona zostawia ciemny nalot ☺) bez problemu można wyczesać lub wetrzeć we włosy. Ta wersja (Eden) to edycja limitowana, przecudnie pachnie i pewnie z uwagi na zapach będę chciała do niej wrócić.

5 - TIMOTEI - szampon do włosów
Generalnie produkty Timotei spisują się na moich włosach całkiem nieźle. Na tą wersję z ekstraktem z henny zdecydowałam się licząc na to, że być może wydobędzie z moich włosów obiecany blask i głębię koloru. Liczyłam też na to, że na moich włosach pojawią się refleksy podobne do tych, które pojawiały się dzięki odżywce Timotei Drogocenne Olejki. Niestety nic takiego się nie stało :( Szampon był całkiem w porządku, ale bez szału. Dobrze się pienił, nie powodował szybszego przetłuszczania się włosów.


6 - BIOLAVEN - płyn micelarny
Chciałam wrzucić link do recenzji, a okazuje się że recenzji nie ma :) Będzie zatem na dniach, a na razie Wam napiszę że najbardziej przeszkadzał mi lawendowy zapach. Nie lubię zapachu lawendy, a wiedząc jak pachnie żel do twarzy tej marki liczyłam na winogrona. Niestety micel pachnie zdecydowanie lawendowo. Nie jest tez tak skuteczny, jak jego starszy brat - lipowy micel z Sylveco. Ale ogólnie nie jest źle :)

7 - NOREL - krem pod oczy
Pisałam Wam o tym kremie tutaj. Krem mimo swojej bogatej, dość treściwej konsystencji całkiem nieźle się wchłania, stosowałam go również rano kiedy każda minuta jest dla mnie ważna. Dobrze współpracował z pozostałymi kosmetykami kolorowymi - podkład, korektor, puder. Nawilżenie było zauważalne, a co więcej - utrzymywało się nawet jeśli przez dzień czy dwa nie użyłam kremu. Z minusów - pompka nie sięga do samego końca i jest problem z wydobyciem reszty kosmetyku. No i srebrna farbka odchodzi z opakowania, co nie wygląda zbyt estetycznie.

8 - ZIAJA - tonik do twarzy
Taki sobie zwyklaczek, który nie wiem czy robił cokolwiek. Może i nawet odświeżał, ale nawilżenia po nim nie zauważyłam żadnego, nałożenie kremu było konieczne od razu. Zapach delikatny, nienachalny no i przyjazna cena.


9 - ETRE BELLE - maska kolagenowa
Maska w płacie - mocno mokra (tak jak  maski ze Skin79), dobrze trzymała się twarzy. Nawilżenie całkiem niezłe. Etre Belle sprzedaje niestety te maski tylko w zestawach po 10 szt. wraz z serum i taki zestaw kosztuje około 199 zł, więc się nie skuszę:)

10 - SKINLITE - płatki kolagenowe pod oczy
Taki gadżet. Nawilżenie delikatne, raczej doraźne niż długotrwałe. Mimo, że nie jest to żaden szałowy produkt to lubiłam go używać :)


11 - DIADEM - róż rozświetlający
Zużyłam w zasadzie cały, połamała mi się sama końcówka, której już i tak nie bardzo miałam jak nabierać na pędzel :) Róż znalazłam w jednym z Shinyboxów i nie spodziewałam się po nim zbyt wiele. A okazał się naprawdę całkiem fajny - trafił mi się dobry kolor, róż miał przyjemną konsystencję i dobrą pigmentację. Nie wiecie gdzie można je kupić stacjonarnie?

12 - MAGICLASH - serum do rzęs
O tym serum, które robi NIC pisałam Wam całkiem niedawno, w tym poście. Czteromiesięczne regularne używanie nie przyniosło absolutnie żadnych efektów. Coś tam mi nawet jeszcze zostało w opakowaniu, ale wyrzucam, bo kupiłam już sobie sprawdzone serum Long4Lashes.

13 - ETRE BELLE - cień w kredce
Też z jakiegoś starego Shinyboxa. Mimo że ucieszyłam się z koloru (srebrnoszary), to niestety kredka się u mnie totalnie nie sprawdziła. Niezależnie od tego czy nakładałam ją na bazę czy używałam bez bazy, maksymalnie po dwóch godzinach zaczynała mi się zbierać w załamaniu powieki. Dawała radę jedynie gdy używałam jej do samych kresek (ale i to bez szału).

14 - SUMITA - kredka do oczu
Kolejny Shinyboxowy nabytek - bardzo udany. Piękny czekoladowy brąz, kredka była miękka, utrzymywała się na powiece cały dzień. Dzięki niej zaczęłam częściej używać kredek do oczu, a rzadziej eyelinera :) Szkoda tylko że jest taka droga - duża (tzn. normalna ☺) kosztuje 79 zł, a miniaturka (taka, jaką miałam) 49 zł.

15 - WIBO - baza pod cienie
Recenzja tej bazy pewnie niedługo ukaże się na blogu. Niesamowicie podbija kolor cieni, wydłuża ich trwałość. Za to niesamowicie wkurzał mnie ten maciupeńki słoiczek, z którego trudno się wydobywało bazę.

Tyle udało mi się zużyć w marcu. Opakowania wyrzucam i zaczynam zbierać kwietniowe śmieci :) A jak Wam poszło zużywanie w marcu?

wtorek, 1 marca 2016

Denko lutowe

Styczniowe zużywanie poszło mi nad wyraz dobrze, czy to samo udało mi się w lutym? Nie da się ukryć, moje zapasy zmalały, ale ciągle kosmetyków mam sporo. Na szczęście chyba rezygnacja z boxów kosmetycznych działa na moją korzyść :) Zapraszam na przegląd zużyć z lutego - miesiąc niby najkrótszy, ale denko całkiem pokaźne :)


W denku tradycyjnie znalazły się zarówno produkty które kupię i chętnie do nich wrócę, takie których nie kupię z różnych względów oraz takie co do których nie jestem do końca zdecydowana.


1 - BALEA - żel pod prysznic
Moja pierwsza Balea, którą mam dzięki Angelice. Żel pienił się bardzo dobrze - co lubię, nie wysuszał - co też jest dla mnie ważne. Zapach jednak jakoś nie do końca mi pasował - niby taki słodko owocowy, ale jednak coś mi nie zagrało.

2 - ISANA - mydło w płynie
Miało piękny zapach i nie wysuszało skóry - to najważniejsze. Za to do mycia pędzli nadawało się średnio, problem był zwłaszcza z tymi ubrudzonymi podkładem czy korektorem. Ale do mycia pędzli przecież mogę używać innego, a to ze względu na zapach pewnie jeszcze kiedyś kupię.

3 - JOANNA - peeling myjący
Bardzo lubię te malutkie peelingi. Mają świetne zapachy, a do tego całkiem nieźle zdzierają (jak na żele peelingujące). Najczęściej zabieram je na wyjazdy, ale w domu też ich używam. Pomarańczowy jest jednym z moich ulubionych zapachów.

4 - DOVE - kremowa kostka myjąca
Zapach pudrowy, taki klasyczny Dove. To była akurat wersja z drobinkami peelingującymi, ale nie czarujmy się - za dużo to te drobinki nie robiły :) Mydła w kostkach to nadal nie są moje ulubione myjadła (pisałam o nich tutaj) i raczej sama z siebie ich nie kupię, ale jak skądś dostanę to rozpaczać nie będę :)

5 - KA-HA - peeling do ciała
Cudowny peeling od Mineralnej Kasi. Rany, jak on pachniał! Kasia twierdzi, że to granat (a kolor chyba dla niepoznaki był zielony) :) Bardzo dobrze zdzierał, natłuszczał skórę, pozostawiał ją miękką i pachnącą. Z chęcią przygarnę jeszcze kiedyś to cudo :)


6 - INTIMEA - żel do higieny intymnej
Duży, tani, łatwo dostępny (ach, te wszechobecne Biedronki ☺). Dobrze się pienił i - co najważniejsze - nie podrażniał. Wiem że są też inne wersje, więc pewnie następnym razem wypróbuję którąś z nich.

7 - REXONA - antyperspirant
Przyjemny, świeży, pudrowo-kremowy zapach. Do tego dość szybko się wchłaniał, nie brudził ubrań i całkiem nieźle redukował pocenie. Nie wiem czy poradziłby sobie u mnie w okresie letnim, ale jestem nastawiona pozytywnie i pewnie to sprawdzę :)

8 - THE SECRET SOAP STORE - krem do rąk
Świetny zapach - limonka i mięta, ale mięta taka zielona, prosto z krzaczka. Niestety bardzo mi przeszkadzała metalowa niepraktyczna tubka, zbyt mała zakrętka i bardzo wolne wchłanianie. Samo działanie kremu było fajne, ale stosowałam go raczej na noc, czasem w formie maski, grubszą warstwą. Tak normalnie do pracy się nie nadawał, bo był zbyt treściwy i zbyt tłusty, a do torebki też nie bardzo, bo był niewygodny w obsłudze. Do tego cena... chyba około 40 zł.


9 - TIMOTEI - odżywka do włosów
To nie pierwsze opakowanie tej odżywki i na pewno nie ostatnie. Moje włosy są po niej miękkie, gładkie, pachnące i nabierają ładnych złotawych refleksów. O całej serii tych kosmetyków pisałam w tym poście.

10, 11 - L'OCCITANE - szampon i odżywka
Te miniatury znalazłam w jednym z Shinyboxów, były idealne na wyjazd. Miały bardzo przyjemny cytrusowy zapach (werbena), który utrzymywał się we włosach jeszcze przez kilka godzin po umyciu. Włosy były gładkie, błyszczące i zupełnie się plątały. To ostatnie przetestowałam w warunkach ekstremalnych, bo okazało się że na ostatnie szkolenie nie zabrałam szczotki do włosów (brawo ja!). Okazało się, że jakoś się bez niej obyłam przez te trzy dni :) Chętnie bym je jeszcze kupiła (zwłaszcza szampon, który był bardzo wydajny), ale cena mnie trochę zniechęca (około 60 zł za 250 ml).


12 - APIS - mgiełka
Żałuję, że nie zaczęłam jej używać od razu jak ją dostałam, tylko otworzyłam chyba jakoś we wrześniu. Przyjemnie odświeżała twarz, delikatnie ją nawilżała. Na samym początku nosiłam ją w torebce właśnie do odświeżenia i zroszenia czymś twarzy (nie kupuję wody termalnej), ale jak skończyły się upały to używałam jej do spryskiwania maseczek z glinki, a później też do tonizowania twarzy (bo okazało się że jest bardzo wydajna, a należy ją zużyć w ciągu czterech miesięcy od otwarcia). Szkoda tylko że atomizer nie tworzy delikatniejszej mgiełki zamiast tych dość mocno wyczuwalnych kropelek.

13 - NOREL - krem rozjaśniająco-wygładzający z kwasem migdałowym
Ten krem pokazywałam Wam całkiem niedawno w poście z moimi hitami. To było moje pierwsze spotkanie z kwasami. Już po pierwszym tygodniu byłam zachwycona - krem widocznie rozjaśnił moje przebarwienia. Wcześniej żaden krem nie poradził sobie z nimi aż tak dobrze :) Ale żeby nie było tak wesoło to zaczęły mi się pojawiać na twarzy suche skórki, krem nie radził sobie z nawilżaniem (zaznaczam że jestem typowym sucharkiem). Pomyślałam sobie "Buuu... nieudany kosmetyk od Norel :( Szkoda, bo do tej pory wszystkie się sprawdzały." Ale zanim z niego zrezygnowałam to poszłam po radę do wujka Googla - no bo skoro ja jestem taki kwasowy laik to wujek na pewno wie więcej :) No i oczywiście wiedział. Wyczytałam, że przy stosowaniu kremów z kwasami zaleca się jeszcze dodatkowo nakładanie kremów nawilżających. Od tej pory wszystko jest w jak najlepszym porządku: wieczorem po oczyszczeniu twarzy nakładam krem z kwasem migdałowym, a po 15-20 minutach hialuronowy - moja cera wygląda świetnie, jest rozjasniona, ma wyrównany koloryt. Jedyne co nie do końca mi odpowiada w tym kremie to niezbyt przyjemny zapach (ale podobno kosmetyki z kwasem migdałowym tak mają).

14 - NOREL - hialuronowy krem aktywnie nawilżający
To był właśnie mój ratunek po kremie migdałowym :) Ten używałam dwa razy dziennie - rano, na serum, spokojnie można było go używać pod makijaż. No i wieczorem jako dodatkowe nawilżenie po kremie z kwasem migdałowym. Przyjemny, delikatny zapach, szybkie wchłanianie, solidne nawilżenie - moja skóra lubi kosmetyki Norela chyba bez wyjątku :)

15 - YVES ROCHER - krem pod oczy i na powieki
Jego cena regularna to coś ponad sto złotych, ja dostałam go gratis do jakiegoś zamówienia (za to właśnie uwielbiam YR). Całkiem nieźle radził sobie z nawilżaniem okolic oczu, był dość treściwy, ale nadawał się również pod makijaż, bo nakładany cienką warstwą wchłaniał się całkiem dobrze. Jego używanie nie dało może jakichś spektakularnych efektów, ale spisał się na tyle dobrze że jak będzie w jakiejś fajnej promocji to może się na niego skuszę.


16 - YVES ROCHER - pomadka ochronna
Taki sobie przyjemny średniaczek :) Dawała delikatny kolor na ustach, przyjemnie pachniała. Nawilżenie nie było rewelacyjne, co jakiś czas musiałam ponawiać aplikację, ale używało mi się jej całkiem przyjemnie.

17 - EMBRYOLISSE - krem BB
Miniatura o pojemności 5 ml znaleziona w Joyboxie. Bardzo fajnie wyrównywał koloryt skóry, wygładzał ją. Stosowałam go solo albo jako bazę pod podkład (jedna z propozycji producenta). Niestety jego cena to około 120 zł / 30 ml :(

18, 19, 20 - YANKEE CANDLE
Świeczka Rainwashed Berry miała całkiem przyjemny cierpko-słodki zapach. Nieduszący, niedrażniący, taki nieoczywisty, ale fajny :) Spiced Orange to już wosk o świątecznym zapachu, który idealnie wpasował się w mój gust. Był delikatnie cytrusowy, z korzennymi nutami, przy pierwszym paleniu dość intensywny. Casis za to ciągle ciężko mi ocenić - czasem go lubiłam, a czasem najchętniej wywaliłabym go za okno razem z kominkiem :) Niby klimat owocowy, więc ok, nie był za słodki - więc też ok, ale jakoś coś mi czasem nie grało (ehhh te zmienne kobiece nastroje).

Ja zabieram się w takim razie do zbierania kolejnej torby śmieci, trzeba zrobić trochę miejsca na jakieś nowości :) A jak Wasze zużycia, pochwalicie się?

poniedziałek, 22 lutego 2016

Moje hity #4

Miała być dzisiaj recenzja, ale nie mam weny jakoś - w piątek dopadła mnie klątwa faraona i jeszcze dzisiaj nieszczególnie się czuję :( Zaczęłam przeglądać zdjęcia, które czekają na publikację i sklecenie posta i okazało się że od kilku miesięcy czekały zdjęcia z kolejną piątką ulubieńców... Jako że pojawiły się też inne godne polecenia kosmetyki, a nazbierało się też trochę gadżetów to pozmieniałam trochę koncepcje i dzisiaj pokażę Wam znów moje hity kosmetyczne, a z gadżetami zrobię osobny post.


Co nieco chyba i tak widać mimo rozmytego obrazu :) Ale po kolei:

BATISTE - suche szampony


Od bardzo długiego czasu w mojej łazience zawsze gości suchy szampon Batiste. Na razie kupuję różne rodzaje (nie miałam jeszcze dwa razy tego samego), żeby znaleźć swój ulubiony, ale chyba i tak nie będę mogła się zdecydować. To, co na pewno łączy wszystkie szampony Batiste, to ich skuteczność - dobrze odświeżają włosy nie pozbawiając ich przy tym blasku, delikatnie podnoszą je u nasady. Biały nalot który pozostawiają (to nie dotyczy wersji dla brunetek, ona zostawia ciemny nalot ☺) bez problemu można wyczesać lub wetrzeć we włosy. Te dwa szampony ze zdjęcia to wersje limitowane, obie przecudnie pachną i pewnie z uwagi na zapach będę chciała do nich wrócić jak je jeszcze spotkam. A szampony Batiste są świetnym sposobem na szybkie odświeżenie włosów kiedy nie mamy czasu na ich umycie i wysuszenie.

HARMONIQUE - masło do ciała


Jakby ktoś mi powiedział, że wśród moich ulubionych kosmetyków pielęgnacyjnych znajdzie się masło do ciała to bym go wyśmiała. Przecież ja nie cierpię tradycyjnych smarowideł! A to mnie jednak urzekło :) Pełną recenzję znajdziecie w tym poście, ale tu w skrócie napiszę, że urzekł mnie przede wszystkim zapach. Cudny - w pierwszej chwili czuć pomarańcze, ale a chwilę uwalniają się też korzenne nuty cynamonu i goździków, wszystko idealnie wyważone, świąteczne, boskie. Do tego zapachu dochodzi również fantastyczna konsystencja, szybkie wchłanianie, dobre nawilżenie. To masło pokazało mi, że mogę polubić tradycyjne smarowidła do ciała :)

SYLVECO - arnikowe mleczko oczyszczające


Nie lubię mleczek do demakijażu, ale ten produkt zastępuje u mnie wieczorem żel do mycia twarzy. Jest bardzo łagodny, nie podrażnia, dobrze oczyszcza skórę, skutecznie usuwa resztki makijażu (z pełnym makijażem też sobie poradzi, potrzeba tylko trochę czasu). Nawilża skórę, po jego użyciu na twarzy pozostaje delikatny film, który pewnie nie wszystkim przypadnie do gustu, ale mi absolutnie nie przeszkadza. Za jakiś czas pewnie ukaże się jego pełna recenzja :)

MAYBELLINE - tusz do rzęs


Jedyny kosmetyk kolorowy w tym zestawieniu. To jedna z pierwszych maskar, które kupowałam więcej niż raz. Ogólnie zawsze byłam z nich zadowolona, ale jak miałam rzęsy podrasowane odżywką Long4Lashes to ten tusz na moich rzęsach zaczął robić cuda, co możecie zobaczyć tutaj. Tusz dobrze rozdziela rzęsy, nie skleja ich, wydłuża, podkręca. Jest intensywnie czarny, nie osypuje się w ciągu dnia, nie tworzy grudek. Ale - zaznaczam - cuda robi tylko na długich rzęsach. Bez tego jest po prostu fajny :)

NOREL - krem rozjaśniająco-wygładzający z kwasem migdałowym
NOREL - hialuronowy krem aktywnie nawilżający


Obie te tubki mam z Shinyboxa, to miniatury o pojemności 25 ml. Pełnowymiarowe wersje tych kremów znajdują się w szklanych, 50 ml słoiczkach. Najpierw zaczęłam używać tego kremu z kwasem migdałowym - to było moje pierwsze spotkanie z kwasami. Już po pierwszym tygodniu byłam zachwycona - krem widocznie rozjaśnił moje przebarwienia. Wcześniej żaden krem nie poradził sobie z nimi aż tak dobrze :) Ale żeby nie było tak wesoło to zaczęły mi się pojawiać na twarzy suche skórki, krem nie radził sobie z nawilżaniem (zaznaczam że jestem typowym sucharkiem). Pomyślałam sobie "Buuu... nieudany kosmetyk od Norel :( Szkoda, bo do tej pory wszystkie się sprawdzały." Ale zanim z niego zrezygnowałam to poszłam po radę do wujka Googla - no bo skoro ja jestem taki kwasowy laik to wujek na pewno wie więcej :) No i oczywiście wiedział. Wyczytałam, że przy stosowaniu kremów z kwasami zaleca się jeszcze dodatkowo nakładanie kremów nawilżających. I wtedy poszedł w ruch krem hialuronowy. Od tej pory wszystko jest w jak najlepszym porządku: wieczorem po oczyszczeniu twarzy nakładam krem z kwasem migdałowym, a po 15-20 minutach hialuronowy - moja cera wygląda świetnie, skóra jest dobrze nawilżona (krem hialuronowy stosuję również solo na dzień), ale mam teraz dylemat. Bo chorowałam na witaminową serię od Norel, a teraz zachorowałam jeszcze na tą z kwasem migdałowym. Jak żyć Dr Wilsz, jak żyć? :)


A jaki kosmetyk Was ostatnio zachwycił?

sobota, 2 stycznia 2016

Denko grudniowe i zapomniana nowość

Grudniowe nowości były dość spore, o czym mogłyście się przekonać w poprzednim wpisie. Czy w związku z tym dla równowagi w przyrodzie pojawi się równie dużo pustaków? Niestety nie, choć i tak nie jest źle.


W denku tradycyjnie znalazły się zarówno produkty które kupię i chętnie do nich wrócę, takie których nie kupię z różnych względów oraz takie co do których nie jestem do końca zdecydowana.


1 - BATISTE - suchy szampon
Tym razem wersja dla szatynek - zdziwił mnie biały nalot, bo myślałam że będzie brązowy, tak jak w wersji dla brunetek. Jeśli chodzi o działanie to nie mam zastrzeżeń; odświeża włosy, delikatnie zwiększa ich objętość. Na pewno jeszcze kupię, choć nie wiem czy akurat tą wersję.

2 - JOANNA - farba do włosów
Lubię ją bardzo. Jest tania, ma dokładnie taki kolor jakiego szukam, mimo zawartości amoniaku nie śmierdzi jakoś wybitnie. Dodatkowo łatwo się ją wypłukuje z włosów i bezproblemowo usuwa resztki ze skóry jak się ubrudzimy.

3 - TIMOTEI - odżywka do włosów
Produkty Timotei przypadły mi do gustu i postanowiłam wypróbować kolejną wersję, dla włosów brązowych. Jest w porządku, ułatwia rozczesywanie, nie spływa z włosów, ale spodziewałam się że zawarty w niej wyciąg z henny da jakiś widoczny efekt. Wolę jednak odżywkę Drogocenne olejki, po której naa włosach robią mi się ładne refleksy. Ta mnie w sumie niczym nie urzekła.


4 - DRESDNER ESSENZ - żel pod prysznic
Czekolada z żurawiną - pachniał cudnie! Jak Delicje wiśniowe: słodko, ale z lekką nutą kwaskowatych owoców. Pienił się dobrze i nie wysuszał skóry. Niestety nie jest zbyt tani (17 zł / 200 ml).

5 - REXONA - antyperspirant
Przyjemny świeży zapach, działanie średnie, a do tego ja po prostu nie lubię antyperspirantów w sprayu. Zdecydowanie bardziej wolę kulki albo sztyfty :)

6 - AA - balsam do pielęgnacji ciała
Niezbyt gęsty, dość lekki, łatwo i szybko się wchłaniał. Nawilżenie jakie daje jest dość dobre, ale moja skóra nie należy do tych bardzo wymagających, więc trudno mi stwierdzić jak spisze się przy suchej. Niestety nie przypadł mi do gustu jego kwiatowy zapach, ale wiadomo - to rzecz subiektywna.

7 - CLARENA - krem do biustu
Bardzo przyjemny zapach, dość gęsta kremowa konsystencja z zatopionymi czerwonymi granulkami, wbrew pozorom był bardzo wydajny. U mnie niestety nie zauważyłam żadnych efektów, ale to tylko dlatego że nie potrafię się zmobilizować do regularnego balsamowania, biustu również.

8 - VEDARA - złoty peeling do ciała
Nie przypadł mi go gustu jego mocny orientalny zapach. Wolę też mocniejsze zdzieraki niż ten. Więcej na jego temat pisałam tutaj.


9 - AVON - żel do oczyszczania, tonizowania i nawilżania
Miał dość neutralny kremowy zapach i wodnistą konsystencję. Na pewno nie nawilżał, od razu po umyciu twarzy musiałam nakładać krem. Z usuwaniem resztek makijażu też nie radził sobie zbyt dobrze, dlatego stosowałam go do porannego oczyszczania twarzy.

10 - NOREL - mleczko-tonik regenerujący
Kosmetyk trafił do mnie w ramach akcji "Podziel się postem", którą Norel organizuje na swoim facebooku. Jako mleczko do demakijażu nie przypadł mi do gustu bo powodował pieczenie oczu (jak wszystkie mleczka u mnie), ale jako tonik już całkiem nieźle. Więcej szczegółów znajdziecie w recenzji.

11 - NOREL - serum ProFiller
Kolejny kosmetyk od Norel, również w ramach akcji "Podziel się postem". Jego recenzję również znajdziecie na blogu, w tym miejscu. Przy regularnym i dłuższym stosowaniu zauważyłam poprawę napięcia skóry, która dzięki temu stała się gładsza i bardziej ujędrniona. Jeśli chodzi zaś o nawilżenie, to w moim przypadku dało się ono odczuć, ale nie było ono zbyt spektakularne - używanie kremów nawilżających było konieczne. Przed szybkim zakupem kolnejgo trochę powstrzymuje mnie cena - 118 zł :(

12 - SO BIO ETIC - peeling do twarzy z bio aloesem
To w zasadzie nie peeling, a żel peelingujący. Pisałam Wam o nim niedawno, w tym poście. To naprawdę całkiem fajny kosmetyk, nie mam mu nic do zarzucenia jeśli chodzi o działanie, ale ja wolę mocniejsze zdzieraki.

13 - AVON - rozświetlająca maseczka do twarzy Planet Spa
O całej serii Caribbean Escape pisałam Wam tutaj. Maseczka do twarzy z całej czwórki najbardziej przypadła mi do gustu, i znalazła się nawet w moich ulubieńcach. Skóra po jej użyciu jest wygładzona dzięki drobinkom peelingującym i naprawdę solidnie nawilżona. Mimo że maseczkę ścieram wilgotną gąbeczką to nie czuję potrzeby natychmiastowego nakładania kremu.


14 - KA-HA - szampon w kostce
Szampon miodowy dostałam od Mineralnej Kasi. Najpierw nie wiedziałam jak podejść do tego cudaka, no bo jak to - szampon w kostce? No więc spieniałam szampon w rękach, jak mydło i nanosiłam tą pianę na włosy - zadziałało :) Szampon przyjemnie pachniał, dobrze się pienił, był bardzo wydajny, nie powodował szybszego przetłuszczania się włosów. Niestety dopóki Kasia nie zdecyduje się na własny biznes to nigdzie tego szamponu nie kupicie.

15 - KRINGLE CANDLE - daylight
Świeczka o zapachu gorącej czekolady, znalazłam ją w czekoladowym, listopadowym Chillboxie. Na sucho pachniała przecudnie słodko, bez grama sztuczności, sama czekolada. Po odpaleniu traciła trochę uroku, ale zapach nadal był przyjemnie słodki i otulający.

16, 17 - YANKEE CANDLE - woski zapachowe
Zapach Sweet Strawberry był dość intensywny, przyjemnie owocowy, choć te truskawki były nico sztuczne. Ale i tak zapach mi się podoba i pewnie do niego wrócę. Cinamon Stick mnie za to nie zachwycił mimo że lubię zapach cynamonu. Ten był jakoś mało wyczuwalny, bardzo delikatny, nie przywołał mi świąt :)

I to tyle denka, ale w tytule posta przeczytać mogłyście też o zapomnianej nowości. No tak, bo ja taka ofiara losu jestem i jak pisałam posta o nowościach to zapomniałam o jeszcze jednej. Mianowicie sama sobie zrobiłam planer na przyszły ten rok!


Planer jest w ujęciu tygodniowym, z dodatkowym miejscem na notatki. Jest też miejsce na zaplanowane posty, plany zakupowe, czy rozliczanie się z postanowień i planów (u mnie na pewno będzie to zumba i ćwiczenia na piłkach). Z biegiem czasu pewnie zweryfikuję czy taka forma planera mi odpowiada, a może mam na coś za mało / za dużo miejsca i zobaczymy, może na 2017 też sama sobie stworzę planer :)

A Wy pożegnałyście się się już z zeszłorocznymi pustakami? Jak Wam poszło?

wtorek, 8 grudnia 2015

NOREL - serum wypełniające zmarszczki ProFiller

No i nadeszła pora na ostatni kosmetyk, który otrzymałam w ramach akcji "Podziel się postem" organizowanej na fanpage Norel. Wcześniej na blogu mogłyście już przeczytać o regenerującym mleczko-toniku oraz o żurawinowym kremie pod oczy. Z recenzją dzisiejszego produktu czekałam długo - tak długo, że aż go zdenkowałam :) Myślicie że było warto?


Pierwsze polskie serum wykorzystujące światowe osiągnięcie biotechnologii – aktywator kwasu hialuronowego. Polecane dla cery dojrzałej, suchej, odwodnionej, również wrażliwej po 35. roku życia. Zapewnia skórze bezinwazyjne „wypełnienie” zmarszczek połączone z odczuciem liftingu. Serum głęboko i długotrwale nawilża skórę nadając jej gładkość i elastyczność. Cera odzyskuje młodzieńczą witalność i blask. Innowacyjna receptura zapewnia potrójne działanie, już w ciągu 10 dni:
- NovHyal® – odtwarza i stymuluje syntezę kwasu hialuronowego naturalnie występującego w skórze;
- Inovelo CAFA® – skutecznie chroni nowo tworzący się kwas hialuronowy przed destrukcją, hamuje nadmierną aktywność hialuronidazy oraz działa przeciwzapalnie;
- hyaluronian sodu – natychmiast wiąże oraz uzupełnia niedobory wilgoci w skórze. Aktywnie nawilża, wygładza i ujędrnia skórę oraz spłyca zmarszczki.
Serum nie zawiera substancji zapachowych, barwiących, ani parabenów.


Serum można kupić w sklepie internetowym Norel. Za opakowanie o pojemności 30 ml zapłacimy 118 zł, a zakupu można dokonać dokładnie tutaj. W pudełku oprócz kremu pod oczy znalazłam również próbkę trójaktywnego kremu do twarzy z retinolem - miły gest, który pozwoli poznać inne kosmetyki marki.

Serum znajduje się w eleganckiej buteleczce ze szronionego szkła, nic się z niej nie ściera. Wyposażone jest w tradycyjną pompkę, która ma niezbyt ergonomiczny kształt - jest zaokrąglona u góry, przez co sprawiała mi trochę problemów przy aplikacji i musiałam uważać żeby nie prysnąć gdzieś gdzie nie chciałam. Pompka się nie zacinała aż do samego końca, jednak jest ciut krótsza niż butelka, więc ostatnie krople po prostu wylewałam z butelki żeby nic się nie zmarnowało. W przypadku serum srebrna farba z pompki nie odpada (a tak się działo przy kremie pod oczy). Nie jestem pewna czy firma nie będzie zmieniać opakować Profillera, bo na stronie internetowej widnieje opakowanie z pipetą, ale na stronie sklepu jest ciągle takie jak ja mam. Dodatkowo oczywiście serum zapakowane było w kartonik, co widać na zdjęciach.


Serum ma żelową konsystencję, jest bezbarwne i bezzapachowe. Szybko się wchłania i dobrze współpracuje z innymi kosmetykami.


Serum używałam dwa razy dziennie - rano i wieczorem aplikowałam je na lekko wilgotną twarz. Oczywiście po jej oczyszczeniu i przemyciu mleczko-tonikiem; po aplikacji serum nakładałam jeszcze krem. Serum wchłania się bardzo szybko, bez problemu można je stosować również pod makijaż - dobrze współpracowało ze wszystkimi moimi kosmetykami, nic się nie rolowało, nie warzyło. Przy pierwszym użyciu wydawało mi się, że serum pozostawia po sobie lekką warstwę, jednak ta lepkość znika już po kilkunastu sekundach; z chwilą kiedy serum się wchłonie twarz przestaje być klejąca. ProFiller jest dość wydajnym kosmetykiem - na jedną aplikację wystarczała mi jedna pompka produktu (czasem wieczorem nakładałam dwie, ale to również na szyję), a serum skończyło się po trzech miesiącach.


Czy serum rzeczywiście wypełniło moje zmarszczki? Poniekąd tak :) Wiadomo, od takich kosmetyków nie ma co oczekiwać, że nasze zmarszczki (jeśli są) nagle znikną jak za dotknięciem magicznej różdżki. Obiecywane wypełnienie zmarszczek nie polega na wyprasowaniu twarzy jak żelazkiem. Jednak przy regularnym i dłuższym stosowaniu można zauważyć poprawę napięcia skóry, która dzięki temu staje się gładsza i bardziej ujędrniona. Zmarszczki wydają się płytsze, a my młodniejemy :) Jeśli chodzi zaś o nawilżenie, to w moim przypadku dało się ono odczuć, ale nie było ono zbyt spektakularne - używanie kremów nawilżających było konieczne. Ja jednak jestem typowym sucharkiem, więc pod tym względem moja skóra oczekuje bardzo dużo :) Na koniec dodam jeszcze, że tak jak pozostałe kosmetyki Norel serum mnie nie uczuliło, nie podrażniło ani nie wywołało żadnych innych niepożądanych reakcji.

W moich zapasach mam jeszcze dwa kosmetyki Norel, które znalazłam w Shinyboxach: krem z kwasem migdałowym i krem hialuronowy. Oba wypróbuję z chęcią, a później może zamówię coś jeszcze - kusi mnie seria witaminowa. Jeśli macie ochotę to w sklepie Norel możecie aktualnie nabyć zestawy świąteczne.

Znacie kosmetyki Norel? Który jest Waszym ulubionym, a który kusi Was najbardziej?

piątek, 20 listopada 2015

Shinybox listopad 2015

W listopadzie nie skupiałam się za bardzo na śledzeniu podpowiedzi na fb Shiny, więc nie do końca wiedziałam co może się znaleźć w pudełku. Oczywiście coś tam podpatrzyłam, ale jakoś w poprzednich miesiącach bardziej mnie to interesowało :)


Pudełko przygotowywane było pod hasłem Miss Autumn: "Nic tak nie poprawia kobiecie humoru jak niespodzianki. Zwłaszcza te kosmetyczne! Na jesienne dni polecamy Wam zatem najnowsze pudełko ShinyBox MISS AUTUMN, czyli porcję nietuzinkowych produktów! Ich testowanie z pewnością umili Wam szare i chłodne wieczory i wprowadzi Was w cudowny nastrój."


Szata graficzna pudełka spodobała mi się już od momentu pokazania jej na fanpage, taka pozytywnie jesienna i jesiennie pozytywna :) W pudełku znalazło się 7 kosmetyków, w tym 3 pełnowymiarowe. A zawartość oczywiście znajdziecie w dalszej części wpisu.

ENKLARE - regenerujące serum AllForYou
Średnia cena 79,00 zł / 30 ml - w pudełku znalazł się produkt pełnowymiarowy
Info od Shiny: Serum stworzone dla osób prowadzących aktywny tryb życia oraz pracujących w zamkniętych pomieszczeniach oraz nocą. Wspaniale nadaje się również do zastosowania po imprezowej nocy. Natychmiastowo odświeża, regeneruje i pobudza skórę. Sprawia, że staje się ona widocznie napięta, wygładzona i ożywiona. Serum bardzo dobrze nawilża nie pozostawiając przy tym tłustej warstwy. Zawiera bogaty kompleks antyoksydantów, zapobiega tym samym powstawaniu zmarszczek.


Ten kosmetyk w Shinyboxie miał swoją premierę - to nowość marki Enklare. Jestem go bardzo ciekawa; jeśli obietnice producenta zostaną spełnione choć w 70% to naprawdę będę z niego zadowolona. Data ważności serum to 12.02.2016r., tu jednak nie można mieć pretensji ani do Shiny ani do producenta, bo krótka data wynika z faktu że nie zawiera ono konserwantów (i paru innych nielubianych składników). Dodatkowo serum należy przechowywać w lodówce.

NOREL - krem rozjaśniająco-wygładzający z kwasem migdałowym i PHA
Średnia cena 80,00 zł / 50 ml - dostałyśmy miniaturę o pojemności 25 ml (40 zł)
Info od Shiny: Krem na noc o jedwabistej konsystencji i świeżym zapachu, dla każdego rodzaju cery w każdym wieku. Głęboko nawilża, złuszcza i wygładza nierówności skóry – rozszerzone pory, bruzdy, zmarszczki. Rozjaśnia przebarwienia i ujednolica koloryt cery, zapewniając jej „świetlistość” i młody wygląd. Regularnie stosowany zmniejsza rumień i teleangiektazje (poszerzone naczynka krwionośne). 


Markę Norel bardzo lubię, na blogu mogłyście już przeczytać o mleczko-toniku regenerującym oraz o żurawinowym kremie pod oczy. Mój aktualny krem na noc powoli dobija dna, więc niebawem przekonam się jak poradzi sobie u mnie ten krem.

ENKLARE - mydło naturalne
Średnia cena 28,00 zł / szt. (moje mydło miało 135 g) - w pudełku znalazł się produkt pełnowymiarowy
Info od Shiny: Mydła Enklare są powrotem do oryginalnych i sprawdzonych przez wieki receptur i technologii we współczesnym wydaniu. Wykonywane tylko na bazie naturalnych roślinnych olejów i maseł, w większości pochodzących z upraw ekologicznych.


Mydła w kostkach nie są moim ulubionym kosmetykiem, ale ostatnio trochę się do nich przekonałam. W moim pudełku znalazła się wersja "Fresh Raspberry", ale widziałam że były też inne. Nie jestem jeszcze pewna czy zostawię je sobie czy powędruje do kogoś w prezencie podchoinkowym.

DELIA - krem do stóp - regulator potliwości
Średnia cena 7,00 zł / 100 ml - dostałyśmy pełnowymiarowy kosmetyk
Info od Shiny: Kosmetyk, który pozwala na profesjonalną pielęgnację stóp. Krem reguluje nadmierną potliwość stóp. Zawartość składnika o działaniu antyperspiracyjnym i olejku z drzewa herbacianego zapobiega wydzielaniu potu oraz nieprzyjemnego zapachu. Krem działa nawilżająco i regenerująco na skórę stóp. Niezawodny o każdej porze roku.


Zapewne go zużyję :) Co prawda mam jeszcze ciągle poprzedni krem do stóp z lipcowego Shiny, ale nie będę narzekać. 

AA - kremowy żel do mycia ciała
Średnia cena 10,00 zł / 250 ml - w boxie znalazła się miniatura o pojemności 40 ml (1,60 zł)
Info od Shiny: Kremowy żel stanowi połączenie delikatnego oczyszczania, odpowiedniej pielęgnacji i pięknego zapachu. Jego bogata receptura zawiera szlachetne olejki – awokado i babassu, które nawilżają i regenerują skórę oraz nadają jej wyjątkową miękkość. Żel doskonale oczyszcza i odświeża skórę, otaczając ciało wyszukanym aromatem kwiatu orchidei.


No i doczekałam się tego, co mnie śmieszyło w beGlossy - miniatura produktu, którego cena w wersji pełnowymiarowej i tak jest dość niska :) Niby rozumiem zamysł Shiny - zestaw trzech próbek które można zabrać w podróż, ale to i tak trochę śmieszy. Nie przepadam za kwiatowymi aromatami, ale rzeczywiście żal w takiej pojemności może przydać się na jakiś weekendowy wypad.

AA - multi balsam do pielęgnacji ciała
Średnia cena 13,00 zł / 250 ml - dostałyśmy miniaturę o pojemności 40 ml (2,08 zł)
Info od Shiny: Kremowy balsam łączy w sobie kompleksową pielęgnację z pięknym, zmysłowym zapachem. Recepturę wzbogacono cennymi olejkami – arganowym i inca inchi, które pozostawiają skórę zregenerowaną, dogłębnie odżywioną i przyjemnie gładką. Balsam doskonale się wchłania i nadaje ciału wytworny zapach kwiatu orchidei.


Tu sytuacja podobna jak w przypadku żelu pod prysznic :) Zostanie ze mną na jakiś wyjazd.

AA - serum do rąk aktywnie regenerujące
Średnia cena 11,00 zł / 75 ml - w pudełku znalazła się miniatura o pojemności 30 ml (4,40 zł)
Info od Shiny: Jedwabiste serum to połączenie kompleksowej pielęgnacji, aktywnej ochrony i zmysłowego zapachu. Jego receptura opiera się na zastosowaniu szlachetnych olejków - arganowego i inca inchi, które pozostawiają skórę odbudowaną, odżywioną i wygładzoną. Serum otula dłonie aromatem kwiatu orchidei i nadając uczucie długotrwałej pielęgnacji.


Trzecia miniatura z serii Oil Essence do kompletu :) Ta przynajmniej nie będzie musiała czekać na swoją kolej, bo wrzucę ją od razu do torebki. Mam nadzieję że działanie tego serum jest wystarczające na zbliżający się zimowy sezon.

I to by było na tyle. Pudełko zaliczam do tych bardziej udanych (zwłaszcza że ostatnio Shiny kiepsko wypadało), ale nie na tyle żeby zamówić kolejne za punkty. Najbardziej się cieszę i jestem ciekawa serum Enklare i kremu Norel. Kremy do rąk i do stóp też się przydadzą, podobnie jak wyjazdowe miniaturki żelu i balsamu. Z mydła w sumie też się cieszę, choć jeszcze nie wiem czy u mnie zostanie.


Czekam teraz na grudniowe pudełko licząc na to, że w końcu będzie coś wow! A później robię sobie shinyboxowy odwyk :)

Jak Wam się podoba shinyboxowa Pani Jesień?