Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Biolaven. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Biolaven. Pokaż wszystkie posty

środa, 8 lutego 2017

Denko styczniowe + wyrzutki

Grudniowe denko w moim wykonaniu było bardzo skromne :) Za to w styczniu nazbierało mi się sporo rzeczy, choć duża tu też zasługa wyrzutków, których postanowiłam się pozbyć przy okazji porządków kosmetycznych :)

piątek, 12 sierpnia 2016

Jak wygląda moja pielęgnacja twarzy, czyli druga część wyzwania

Kilka dni temu pisałam Wam o wyzwaniu, którego się podjęłam. Wyzwaniu rzuconemu przez Trusted Cosmetics. Wyzwaniu, którego aktualnym tematem jest nasza pielęgnacja twarzy. Wiecie jak ona wyglądała u mnie jakieś cztery, pięć lat temu? Micel i krem do twarzy (obojętnie jaki, byle nie za tłusty, żebym się nie świeciła). No i od czasu do czasu jakaś maseczka. Moje podejście zaczęło się zmieniać jak dotarło do mnie, że po pierwsze: moja skóra nie wygląda tak dobrze jak bym chciała, a po drugie: że przekroczyłam magiczną trzydziestkę i chyba chciałabym zatrzymać czas :) Z pomocą przyszły boxy subskrypcyjne, dzięki którym poznałam wiele nowych kosmetyków, no i oczywiście blogi! Wasze blogi :) Blogi, dzięki którym zaczęłam bardziej świadomie wybierać kosmetyki, blogi które pomogły mi  lepiej rozpoznawać potrzeby swojej suchej cery, blogi które ostatecznie przyczyniły się do tego, że sama zaczęłam pisać :) Ale nie ukrywam - ja nadal w tym temacie raczkuję i ciągle szukam ideałów (choć może kilka już znalazłam).


sobota, 18 czerwca 2016

Joybox czerwiec 2016

Jeśli chodzi o mój odwyk od pudełek kosmetycznych to w czerwcu poległam na całej linii... Widziałyście już zestaw Inspired by U.R.O.K. oraz czerwcowego Chillboxa. Wczoraj dotarło do mnie kolejne pudełko - Joybox.


Szata graficzna po raz kolejny jest bardzo udana, pod tym względem Joy z reguły spisuje się świetnie. A jeśli chodzi o zawartość, to w tej edycji ekipa Joyboxa postawiła głównie na kosmetyki naturalne. 


W moim pudełku znalazło się sześć pełnowymiarowych kosmetyków, jedna miniatura i jeden kosmetyczny gadżet. Po raz kolejny część produktów znalazła się w tzw. podstawie boxa (6 szt.), a dwa kolejne wybierałyśmy sobie same.

VIANEK - odżywcza maseczka-peeeling do twarzy
Średnia cena 19,99 zł / 75 ml - produkt pełnowymiarowy
Info od Joy: Odżywcza maseczka-peeeling do twarzy z mielonym lnem to wyjątkowe połączenie delikatnego peelingu w postaci drobno zmielonego siemienia lnianego i maseczki. Dzięki niezwykle delikatnej formule może być stosowana w przypadku każdego rodzaju cery, nawet bardzo cienkiej i wrażliwej. Bogactwo składników odżywczych (olej sojowy, olej z pestek moreli, olej rokitnikowy, masło kakaowe, masło shea, masło avocado) oraz miód wspaniale odżywiają, wygładzają, nawilżają i uelastyczniają skórę. Po zastosowaniu pozostawia skórę aksamitnie gładką, promienną i pełną blasku.


Nie ukrywam - Vianek był jednym z powodów, dla których zamówiłam to pudełko. Z tego produktu cieszę się tym bardziej, że mojego peelingu do twarzy z Sylveco zostało już tylko na jedno użycie, a o dziwo nie mam nic w zapasie :) Mam nadzieję, że ten spisze się równie dobrze.

SYLVECO - hibiskusowy tonik do twarzy
Średnia cena 17,65 zł / 150 ml - produkt pełnowymiarowy
Info od Joy: Hypoalergiczny, delikatny tonik do twarzy, z ekstraktami hibiskusa i aloesu o działaniu ochronnym, rewitalizującym i wzmacniającym, przeznaczony do każdego rodzaju cery. Dzięki dużej zawartości składników nawilżających, skutecznie zabezpiecza skórę przed utratą wilgoci, zapewniając jej odpowiedni poziom nawodnienia. Tonik o lekkiej żelowej formule odświeża i zmiękcza, łagodzi podrażnienia. Uzupełnia demakijaż, może być stosowany wielokrotnie w ciągu dnia na twarz, szyję i dekolt. Pozostawia skórę wyraźnie czystą i promienną, przygotowując ją do dalszych etapów pielęgnacji. Przebadany dermatologicznie.


Ten kosmetyk już znam - stoi u mnie w łazience i bardzo się z nim polubiłam :) Ma żelową konsystencję, pozostawia skórę świeżą i nawilżoną. Cieszę się, że jak skończę swój, to następny będzie już czekał na użycie.

BIOLAVEN - krem do twarzy na dzień
Średnia cena 24,90 zł / 50 ml - produkt pełnowymiarowy
Info od Joy: Nawilżająco-ochronny krem do twarzy na dzień, przeznaczony do codziennej pielęgnacji cery wymagającej. Zawiera odżywczy olej z pestek winogron i witaminę E, które chronią przed wysuszeniem i działaniem szkodliwych czynników, przywracając skórze miękkość i elastyczność. Krem może być stosowany pod makijaż oraz na okolice przemęczonych oczu, doskonale się rozprowadza i wchłania. Naturalny olejek eteryczny z lawendy, symbol Prowansji, koi i odświeża skórę, pozostawiając ją gładką, nawilżoną i zrelaksowaną.


Tu mam trochę mieszane uczucia - boję się zapachu. Żel do mycia twarzy tej marki polubiłam bardzo, pachniał winogronowo, lawenda była prawie niewyczuwalna. Za to płyn micelarny pachniał zdecydowanie bardzo lawendowo, nie wyczuwałam winogron. Miałyście ten krem? Która nuta w nim przeważa?

BE ORGANIC - mleczko do demakijażu
Średnia cena 44,00 zł / 200 ml - produkt pełnowymiarowy
Info od Joy: Be organic Mleczko do demakijażu JAGODY GOJI & ACAI delikatnie oczyszcza i łagodzi podrażnienia. Dzięki naturalnym właściwościom owoców goji i acai aktywnie przeciwdziała szkodliwemu działaniu wolnych rodników i dodaje energii, pozostawiając skórę gładką, doskonale nawilżoną i pełną naturalnego blasku. Skutecznie zmywa wodoodporny makijaż, nie podrażnia i nie szczypie w oczy.


Marka jest dla mnie nowością. Znam oczywiście nazwę, przewinęła mi się kilka razy na blogach, ale do tej pory nie miałam okazji używać żadnego z ich kosmetyków. Nie przepadam za mleczkami do demakijażu, jakoś zawsze szczypią mnie w oczy. To mleczko będzie miało okazję zmienić moje zdanie w tej kwestii :)

YASUMI - gąbka do mycia i masażu
Średnia cena 19,90 zł / szt.
Info od Joy: W 100% naturalna gąbka do oczyszczania i masażu wykonana z korzenia azjatyckiego drzewa o nazwie konjac. Gąbka posiada bardzo delikatną strukturę, dzięki czemu może być stosowana przy każdym rodzaju skóry, w tym przy skórach alergicznych i bardzo wrażliwych, skłonnych do podrażnień. Zalecana również do mycia noworodków i dzieci. Gąbka dostępna w 4 wariantach dobieranych losowo.

W moim pudełku znalazła się wersja Pearl - wzbogacona w masę perłową dla skóry wrażliwej, dojrzałej z widocznymi oznakami starzenia się. W tej chwili używam wersji Pure, którą znalazłam chyba w Shinyboxie i jestem z niej bardzo zadowolona. Świetnie doczyszcza, a to cenię sobie głównie jak używam azjatyckich BB - zwykłe micele nie do końca sobie z nimi radzą. Szczerze mówiąc to nie wiem czy te wersje oprócz opisu będą się czymś różnić w działaniu, ale cieszę się że w zanadrzu będę miała kolejną gąbeczkę.

OILLAN - bioaktywny balsam kojąco-ochronny
Średnia cena 22,00 zł / 200 ml - produkt pełnowymiarowy
Info od Joy: Balsam przynosi natychmiastową ulgę suchej, odwodnionej, podrażnionej i/lub atopowej skórze ciała, której towarzyszy subiektywne odczucie ściągnięcia, swędzenia i suchości. Bogata receptura – kompozycja 5 cennych olejów roślinnych sprawia, że balsam długotrwale nawilża, zmiękcza, wygładza skórę oraz odbudowuje naturalną jej barierę obronną. Redukuje podrażnienia, szorstkość i zaczerwienienia. Pozostawia skórę miękką, elastyczną i gładką.


No i to jest chyba jedyny produkt, który u mnie nie zostanie. Wszelkie smarowidła do ciała schodzą u mnie bardzo wolno, zresztą mam ich jeszcze trochę, więc szkoda żeby ten balsam się zmarnował. Na pewno znajdę kogoś kto się z niego ucieszy bardziej niż ja :)

A teraz kategorie do wyboru:

VIANEK - ujędrniająco-wygładzający peeling do ciała
Średnia cena 27,99 zł / 150 ml - w pudełku znalazł się produkt pełnowymiarowy
Info od Joy: Ujędrniająco-wygładzający peeling do ciała z drobno zmielonymi pestkami malin oraz cukrem, złuszcza martwy naskórek, wygładza skórę i dogłębnie ją nawilża. Olejek cynamonowy, dzięki swoim właściwościom ujędrnia i zapobiega powstawaniu cellulitu. Aromatyczny zapach zaś sprawia, że masaż skóry będzie przyjemnością, a efekty widoczne już po pierwszym użyciu.


W tej kategorii do wyboru jeszcze były:
♦ Avebio - naturalny olej z marakui (średnia cena 39,90 zł / 50 ml; produkt pełnowymiarowy)
♦ Hagi Cosmetics - puder do kąpieli z nagietkiem (średnia cena 20,00 zł / 200 g; produkt pełnowymiarowy)
Ja nie mam wanny, a z olejami ciągle nie potrafię się zaprzyjaźnić, więc dla mnie wybór był prosty. Inna kwestia, że peeling Vianek i tak mnie kusił, więc pewnie prędzej czy później i tak bym go kupiła. Oprócz porządnego zdzierania liczę tu na świetny zapach - maliny i cynamon zapowiadają się nieźle.

ARKANA - delikatny proszek zmywający
Średnia cena 65,00 zł / 50 g - w pudełku miniatura o pojemności 10g (~ 13,00 zł)
Info od Joy: Wyjątkowo delikatny proszek do oczyszczania skóry wrażliwej, delikatnej oraz podrażnionej po peelingach chemicznych lub nadmiernym opalaniu. Biozgodna, naturalna i hypoalergiczna formuła zawiera pochodną aminokwasu, proszek z aloesu, allantoinę, naturalne cukry o działaniu łagodzącym, nawilżającym i zmiękczającym. Kwas salicylowy oczyszcza pory i usuwa zrogowaciały naskórek, a ekstrakt z cytryny działa antyoksydacyjnie i rozjaśniająco. Kosmetyk pozostawia skórę gładką i miękką.


W tej kategorii można było jeszcze wybrać:
♦ CD - nawilżający żel pod prysznic (średnia cena 11,00 zł / 250 ml; produkt pełnowymiarowy)
♦ Zapach ciszy - kojące mydło migdałowe (średnia cena 8,00 zł / 70 g; produkt pełnowymiarowy)
♦ Yankee Candle - świeca zapachowa (średnia cena 11,00 zł / szt.; produkt pełnowymiarowy)
Ten żel pod prysznic mnie jakoś nie pociągał, za mydłami w kostkach nie przepadam, więc wahałam się między proszkiem a świeczką. Zdecydowałam się na proszek Arkany, okazało się że jest go w słoiczku strasznie mało. Joybox na swoim fanpage zapewnił, że pomyłka nie nastąpiła z ich winy, czekają aż Arkana dośle im produkty o odpowiedniej pojemności i wtedy je nam doślą. W sumie to nie wiem czy wybór tego produktu to była najlepsza opcja; już po fakcie doczytałam że zawiera kwas salicylowy, który już kiedyś strasznie wysuszył mi skórę twarzy - był zawarty w bardzo podobnym proszku Yasumi. Na pewno nie będę używała go codziennie :)

A tak prezentuje się cała zawartość naturalnego Joyboxa:


Ja jestem z niego bardzo zadowolona, zwłaszcza że całość kosztowała mnie zaledwie 59 zł. Zużyję prawie wszystkie kosmetyki, jedynie balsam powędruje w świat. Kosmetyki Vianek chciałam wypróbować i pewnie w końcu bym je sama kupiła, do tego znane i lubiane Sylveco i Yasumi. Do wypróbowania dochodzi jeszcze Be Organic i Biolven, oraz Arkana. Fajnie, że Joybox postawiło na naturalne kosmetyki, dodatkowo chyba przez to że ujawniają zawartość przed sprzedażą to łatwiej jest się na nie zdecydować i być w pełni zadowolonym :)

A Wy kupiłyście to pudełko? Co ucieszyłoby Was najbardziej?

sobota, 30 kwietnia 2016

Biolaven - płyn micelarny

Jakiś czas temu wykończyłam opakowanie płynu micelarnego Biolaven. Właściwie nie planowałam go kupować, bo nie przepadam za zapachem lawendy (kojarzy mi się ze starymi ludźmi, kulkami na mole i kremami do stóp☺), ale po tym jak używałam żelu do mycia twarzy tej marki byłam pełna optymizmu - to bardziej winogrona a nie lawenda.


Oczyszczająco-łagodzący płyn micelarny dokładnie pozwala usunąć nawet wodoodporny makijaż twarzy i oczu. Składniki nawilżające i łagodzące zapobiegają wysuszeniu i koją podrażnioną skórę. Olejek eteryczny z lawendy, symbol Prowansji, znany jest ze swoich relaksujących właściwości. Po zastosowaniu skóra pozostaje czysta, świeża i dobrze nawilżona.



Kosmetyki Biolaven (to ten sam producent co Sylveco i Vianek) można kupić w sklepie internetowym marki, ale również w innych internetowych drogeriach, a nawet w niektórych stacjonarnych. Micel to opakowanie o pojemności 200 ml, za które zapłacimy około 17 zł.

Opakowanie jest takie samo dla wszystkich kosmetyków Biolaven - biała butelka z minimalistyczną szatą graficzną. Płyn micelarny ma zamknięcie typu klik, otwór nie jest za duży i nie musimy się obawiać, że wylejemy na płatek zbyt dużo płynu.


Konsystencja? Woda. No po prostu woda :) A zapach? Lawenda... Buuu... O ile żel który miałam pachniał zdecydowanie bardziej winogronami niż lawendą to płyn micelarny jest bardzo lawendowy. To jest oczywiście kwestia gustu, ale mi się to absolutnie nie podobało :( Myślałam, że wszystkie kosmetyki Biolaven pachną tak samo, ale okazuje się że kompozycja zapachowa idzie albo w stronę winogron albo lawendy. Szkoda (dla mnie oczywiście).


Wiecie już że zapach płynu nie przypadł mi do gustu. Ale przecież to działanie jest najważniejsze! Miałam już lipowy płyn micelarny Sylveco i z jego skuteczności byłam bardzo zadowolona. A jak jest z jego młodszym bratem? Nieco gorzej. Ale tylko nieco :) Dość skutecznie usuwa makijaż, ale trzeba trochę czasu, żeby wszystko się ładnie rozpuściło. Nie ma na szczęście konieczności silnego pocierania. Płyn jest przy tym bardzo łagodny, przy przypadkowym dostaniu się do oka nie powodował szczypania, dodatkowo nie podrażnił mnie ani nie uczulił (no dobra, drażnił mnie zapach☺). Poniżej tradycyjnie zdjęcie po jednym i po dwóch przetarciach wacikiem nasączonym micelem.






Już na pierwszy rzut oka widać, że jedno przetarcie niewiele zdziałało. Ale tak jak pisałam wyżej - płyn nie jest zły, potrzeba tylko trochę więcej czasu, żeby wszystko dobrze zmyć. Drugie przetarcie wacikiem nasączonym płynem wytarło już prawie wszystko. Płyn miał pozostawiać skórę nawilżoną - ja tego nie zauważyłam, ale w sumie to nie jest rola płynu micelarnego :) Płynu Biolaven używałam zarówno do demakijażu oczu, jak i całej twarzy i w ten sposób to opakowanie wystarczyło mi na trochę więcej niż miesiąc. Maluję się w zasadzie codziennie, więc taka wydajność jest dla mnie bliska normie :) Bliska, ale jednak ciut poniżej.


Ja z uwagi na zapach już na pewno do niego nie wrócę, zresztą cenowo dużo lepiej wypada jednak dla mnie różowy Garnier. Ale jestem ciekawa czy Wy używałyście tego płynu i jak się u Was sprawdził :)

Lubicie zapach lawendy w kosmetykach? Znacie markę Biolaven?

niedziela, 3 kwietnia 2016

Denko marcowe

W ostatnim poście z marcowymi zakupami pisałam Wam, że nadal staram się uskuteczniać zmniejszanie zapasów. Dwa ostatnie denka były dość obfite, tym razem jest nieco skromniej. Ale przecież skromniej nie znaczy kiepsko, prawda? Ważne, że zapasy (mimo jakichś tam zakupów) ciągle się zmniejszają, a ich ilość już nie przeraża tak jak kilka miesięcy temu :)


W denku tradycyjnie znalazły się zarówno produkty które kupię i chętnie do nich wrócę, takie których nie kupię z różnych względów oraz takie co do których nie jestem do końca zdecydowana.


1 - DOVE - żel pod prysznic
Lubię żele Dove, pisałam o nich (choć akurat nie o tej wersji) w tym poście. Przyjemnie pachną, są gęste, kremowe, nieźle się pienią. Ten zawierał drobinki peelingujące, ale nie spodziewajcie się po nich zbyt wiele. W zasadzie to niczego się nie spodziewajcie :) Jest ich niewiele i działanie peelingujące jest naprawdę znikome. Najprawdopodobniej niedługo skuszę się na któryś z owocowych zapachów.

2 - HARMONIQUE - masło do ciała
To masło znalazło się w gronie moich ulubionych kosmetyków, a przecież ja nie cierpię tradycyjnych smarowideł! A to mnie jednak urzekło :) Pełną recenzję znajdziecie w tym poście, ale tu w skrócie napiszę, że urzekł mnie przede wszystkim zapach. Cudny - w pierwszej chwili czuć pomarańcze, ale a chwilę uwalniają się też korzenne nuty cynamonu i goździków, wszystko idealnie wyważone, świąteczne, boskie. Do tego zapachu dochodzi również fantastyczna konsystencja, szybkie wchłanianie, dobre nawilżenie. To masło pokazało mi, że mogę polubić tradycyjne smarowidła do ciała :) Nie wiem jednak czy je kupię, bo do najtańszych nie należy.

3 - ORGANIQUE - mydło glicerynowe
Mydło w kostce. No w kostce. A ja nie za bardzo lubię takie :) To pachniało przyjemnie cynamonowo, dobrze się pieniło. Nie kupię go więcej, bo zdecydowanie bardziej wolę żele pod prysznic.


4 - BATISTE - suchy szampon
To, co lubię w szamponach Batiste, to ich skuteczność - dobrze odświeżają włosy nie pozbawiając ich przy tym blasku, delikatnie podnoszą je u nasady. Biały nalot który pozostawiają (to nie dotyczy wersji dla brunetek, ona zostawia ciemny nalot ☺) bez problemu można wyczesać lub wetrzeć we włosy. Ta wersja (Eden) to edycja limitowana, przecudnie pachnie i pewnie z uwagi na zapach będę chciała do niej wrócić.

5 - TIMOTEI - szampon do włosów
Generalnie produkty Timotei spisują się na moich włosach całkiem nieźle. Na tą wersję z ekstraktem z henny zdecydowałam się licząc na to, że być może wydobędzie z moich włosów obiecany blask i głębię koloru. Liczyłam też na to, że na moich włosach pojawią się refleksy podobne do tych, które pojawiały się dzięki odżywce Timotei Drogocenne Olejki. Niestety nic takiego się nie stało :( Szampon był całkiem w porządku, ale bez szału. Dobrze się pienił, nie powodował szybszego przetłuszczania się włosów.


6 - BIOLAVEN - płyn micelarny
Chciałam wrzucić link do recenzji, a okazuje się że recenzji nie ma :) Będzie zatem na dniach, a na razie Wam napiszę że najbardziej przeszkadzał mi lawendowy zapach. Nie lubię zapachu lawendy, a wiedząc jak pachnie żel do twarzy tej marki liczyłam na winogrona. Niestety micel pachnie zdecydowanie lawendowo. Nie jest tez tak skuteczny, jak jego starszy brat - lipowy micel z Sylveco. Ale ogólnie nie jest źle :)

7 - NOREL - krem pod oczy
Pisałam Wam o tym kremie tutaj. Krem mimo swojej bogatej, dość treściwej konsystencji całkiem nieźle się wchłania, stosowałam go również rano kiedy każda minuta jest dla mnie ważna. Dobrze współpracował z pozostałymi kosmetykami kolorowymi - podkład, korektor, puder. Nawilżenie było zauważalne, a co więcej - utrzymywało się nawet jeśli przez dzień czy dwa nie użyłam kremu. Z minusów - pompka nie sięga do samego końca i jest problem z wydobyciem reszty kosmetyku. No i srebrna farbka odchodzi z opakowania, co nie wygląda zbyt estetycznie.

8 - ZIAJA - tonik do twarzy
Taki sobie zwyklaczek, który nie wiem czy robił cokolwiek. Może i nawet odświeżał, ale nawilżenia po nim nie zauważyłam żadnego, nałożenie kremu było konieczne od razu. Zapach delikatny, nienachalny no i przyjazna cena.


9 - ETRE BELLE - maska kolagenowa
Maska w płacie - mocno mokra (tak jak  maski ze Skin79), dobrze trzymała się twarzy. Nawilżenie całkiem niezłe. Etre Belle sprzedaje niestety te maski tylko w zestawach po 10 szt. wraz z serum i taki zestaw kosztuje około 199 zł, więc się nie skuszę:)

10 - SKINLITE - płatki kolagenowe pod oczy
Taki gadżet. Nawilżenie delikatne, raczej doraźne niż długotrwałe. Mimo, że nie jest to żaden szałowy produkt to lubiłam go używać :)


11 - DIADEM - róż rozświetlający
Zużyłam w zasadzie cały, połamała mi się sama końcówka, której już i tak nie bardzo miałam jak nabierać na pędzel :) Róż znalazłam w jednym z Shinyboxów i nie spodziewałam się po nim zbyt wiele. A okazał się naprawdę całkiem fajny - trafił mi się dobry kolor, róż miał przyjemną konsystencję i dobrą pigmentację. Nie wiecie gdzie można je kupić stacjonarnie?

12 - MAGICLASH - serum do rzęs
O tym serum, które robi NIC pisałam Wam całkiem niedawno, w tym poście. Czteromiesięczne regularne używanie nie przyniosło absolutnie żadnych efektów. Coś tam mi nawet jeszcze zostało w opakowaniu, ale wyrzucam, bo kupiłam już sobie sprawdzone serum Long4Lashes.

13 - ETRE BELLE - cień w kredce
Też z jakiegoś starego Shinyboxa. Mimo że ucieszyłam się z koloru (srebrnoszary), to niestety kredka się u mnie totalnie nie sprawdziła. Niezależnie od tego czy nakładałam ją na bazę czy używałam bez bazy, maksymalnie po dwóch godzinach zaczynała mi się zbierać w załamaniu powieki. Dawała radę jedynie gdy używałam jej do samych kresek (ale i to bez szału).

14 - SUMITA - kredka do oczu
Kolejny Shinyboxowy nabytek - bardzo udany. Piękny czekoladowy brąz, kredka była miękka, utrzymywała się na powiece cały dzień. Dzięki niej zaczęłam częściej używać kredek do oczu, a rzadziej eyelinera :) Szkoda tylko że jest taka droga - duża (tzn. normalna ☺) kosztuje 79 zł, a miniaturka (taka, jaką miałam) 49 zł.

15 - WIBO - baza pod cienie
Recenzja tej bazy pewnie niedługo ukaże się na blogu. Niesamowicie podbija kolor cieni, wydłuża ich trwałość. Za to niesamowicie wkurzał mnie ten maciupeńki słoiczek, z którego trudno się wydobywało bazę.

Tyle udało mi się zużyć w marcu. Opakowania wyrzucam i zaczynam zbierać kwietniowe śmieci :) A jak Wam poszło zużywanie w marcu?

sobota, 5 grudnia 2015

Denko listopadowe

W listopadzie poszło mi dość skromnie jeśli chodzi o zużycia. Ale to oczywiście nie zmienia faktu, że każde zdenkowane opakowanie cieszy i pozwala otworzyć następne w kolejce :)


W denku tradycyjnie znalazły się zarówno produkty które kupię i chętnie do nich wrócę, takie których nie kupię z różnych względów oraz takie co do których nie jestem do końca zdecydowana.


1 - BIODERMA - płyn micelarny
Bardzo skuteczny, bardzo delikatny i bardzo drogi. No, może nie bardzo drogi, ale sporo droższy od innych, równie skutecznych. Jego pełna recenzja ukaże się lada dzień, ale już mogę napisać że kupię go ewentualnie jedynie w dobrej promocji. Bez niej wolę dużo tańszego, a równie skutecznego różowego Garniera.

2 - BIOLAVEN - żel do mycia twarzy
Żel dobrze oczyszcza, nieźle radzi sobie również z demakijażem. Nie wysusza, ale też nie nawilża. Zapach jest bardziej winogronowy niż lawendowy, co mnie akurat bardzo ucieszyło :) Z chęcią będę do niego co jakiś czas wracać, a Wy możecie więcej o tym żelu przeczytać tutaj.

3 - DERMIKA - emulsja do nawilżania i łagodzenia
Pisałam o niej całkiem niedawno, w tym poście. Kosmetyk bezzapachowy, szybko się wchłaniał, nieźle nawilżał. Niestety mnie zapychał, a szkoda, bo poza tym spisywał się całkiem nieźle.


4 - NO 36 - antyperspirant do stóp
Dość przyjemny zapach, całkiem szybkie wchłanianie. I to tyle. Nie zauważyłam żeby redukował pocenie, więc pewnie już się więcej nie spotkamy.

5 - ORIFLAME - krem do stóp
Zapach był bardzo dziwny. Z jednej strony trochę mentolowy, ale miał w sobie też coś co bardzo drażniło mój nos, coś nieprzyjemnego. Krem pozostawiał do tego po sobie lepką warstwę i cieszę się że miał tak małą pojemność, bo szybko się skończył :)

6 - YVES ROCHER - żel pod prysznic
Świąteczna limitka o zapachu czekolady i pomarańczy, ale od czasu do czasu widuję ją w sklepie internetowym. Pachnie cudownie, jak Delicje szampańskie. Dobrze się pieni, utrzymuje przez jakiś czas na skórze. Jeśli tylko na nią trafię to z pewnością wyląduje w moim internetowym koszyku :)


7 - JOANNA - maseczka do włosów z keratyną
Ta tubka pochodzi z opakowania z farbą do włosów, ale przekopałam Internety i okazuje się że jest też sprzedawana solo. Bardzo się z tego cieszę, bo po jej użyciu włosy były gładkie, miękkie, sypkie i łatwo się rozczesywały. Chętnie kupię pełnowymiarową wersję.

8 - GOLDWELL - spray do włosów zwiększający objętość
Mimo że jest malutki to był ze mną strasznie długo - po prostu rzadko używam lakierów do włosów. Nie zauważyłam żeby zwiększał objętość, a jeśli chodzi o utrwalenie fryzury to też nie było powalająco. Do tego cena około 50 zł / 300 ml na pewno nie zachęca do zakupu.

9 - GOLDWELL - krem do stylizacji włosów
Bardzo wydajny. W wypadku kremu utrwalenie fryzury i zwiększenie objętości włosów były całkiem niezłe, ale niestety pod koniec dnia włosy sprawiały wrażenie tłustych i nieświeżych. Podobnie jak w przypadku lakieru cena jest zdecydowanie zbyt wysoka 57 zł / 75 ml.


10-13 - SKIN79 - maski w płacie
Na temat całej serii tych kolorowych maseczek będziecie mogły przeczytać niebawem. Masek jest 5 (zieloną zużyłam jeszcze w październiku). Mogę zdradzić tu, że znalazłam wśród nich i takie do których chętnie wrócę, jak i takie których nigdy więcej nie chcę u siebie zobaczyć :)

14 - KA-HA - wosk zapachowy
Dostałam go (a w zasadzie je, bo były dwa) od Mineralnej Kasi. Pachniały przyjemnie, jesiennie, otulająco. Kasia, zacznij w końcu sprzedawać te swoje wyroby, chętnych na pewno znajdziesz!

U mnie to tyle. Znacie coś z tych kosmetyków? A jak Wam poszło zużywanie w listopadzie?

sobota, 10 października 2015

BIOLAVEN - żel myjący do twarzy

Ostatni tydzień dał mi się we znaki - totalny brak czasu, a do tego pogoda która zdecydowanie podkreśla, że to już jesień. Na szczęście nadszedł weekend i mam choć chwilę wytchnienia :)
Produkt z dzisiejszej recenzji jest pewnie większości z Was już znany, nawet jeśli nie organoleptycznie to chociaż ze słyszenia / widzenia / czytania :) Ja swój żel myjący Biolaven znalazłam w jednym z Shinyboxów. Byłam go bardzo ciekawa, bo jego producentem jest Sylveco które bardzo lubię i kilka kosmetyków tej marki na pewno zostanie ze mną na dłużej. A jak przy tym wypadł żel Biolaven? Zapraszam do czytania :)



Nawilżająco-odświeżający żel do mycia twarzy, delikatnie, ale skutecznie oczyszcza skórę z wszelkich zabrudzeń i makijażu. Łagodne detergenty i fizjologiczne pH gwarantują zachowanie naturalnej bariery lipidowej, a dodatek oleju z pestek winogron zapobiega wysuszeniu. Olejek eteryczny z lawendy, symbol Prowansji, znany jest ze swoich antyseptycznych i odświeżających właściwości.
Systematyczne stosowanie pozwala cieszyć się czystą i promienną skórą.


 
Żel ma pojemność 150 ml kosztuje około 16 zł. Kupić można go w sklepie internetowym Biolaven oraz stacjonarnych i internetowych sklepach z kosmetykami naturalnymi.

Szata graficzna jest bardzo przyjemna dla oka, minimalistyczna, taka sama dla wszystkich produktów Biolaven. Plastikowa nieprzezroczysta butelka z pompką to bardzo dobre rozwiązanie dla tego typu produktów. Pompka ma dodatkowo funkcję open / close, co może nam się przydać jeśli wozimy żel ze sobą z miejsca na miejsce. Nie ma problemy z funkcjonowaniem, nic się nie zacina, produkt aplikuje się w odpowiedniej ilości.


Konsystencja żelu jest dość wodnista, jest on bezbarwny. Nie pieni się prawie wcale, bardzo łatwo go spłukać. Najbardziej obawiałam się zapachu, bo nie jestem fanką lawendy. Kojarzy mi się ze starymi ludźmi i kulkami na mole :> Tu na szczęście na pierwsze miejsce wysuwa się winogronowy zapach, aczkolwiek lawenda również jest wyczuwalna.


W kilku pierwszych recenzjach, które czytałam o tym żelu znalazłam informację że wysusza skórę przy dłuższym stosowaniu. Bardzo się tego obawiałam, bo i tak jestem sucharkiem, nie chcę kosmetyku który będzie to jeszcze potęgował. Żelu używam więc tylko wieczorem, stoi u mnie pod prysznicem (pompka świetnie się w tym wypadku sprawdza). Okazuje się, że mnie nie wysusza, ale  nie mogę napisać że nawilża (co obiecuje producent). Użycie kremu jest dla mnie konieczne. 


Żel dobrze oczyszcza twarz z wszelkich zanieczyszczeń, całkiem nieźle radzi sobie również z demakijażem. Standardowo do mycia twarzy wystarczy mi jedna pompka, jeśli jednak  używam go również do demakijażu to potrzebuję dwóch - jedną do zmycia, a drugą do całkowitego oczyszczenia skóry. Mimo moich wcześniejszych obaw (zapach i wysuszanie) okazuje się, że trafiłam na całkiem niezły produkt, a w przyszłości wypróbuję też kilka innych kosmetyków Biolaven.

Znacie? Lubicie? Wolicie Biolaven czy Sylveco?

poniedziałek, 20 kwietnia 2015

Shinybox kwiecień 2015

Shiny w tym miesiącu długo kazało na siebie czekać, wysyłka pudełek przesunęła się z czwartku na piątek, a co za tym idzie - dostałyśmy je dopiero po weekendzie. Czy opłacało się czekać?


Kwietniowe pudełko przygotowane zostało we współpracy z Vitalią - nazwa nie jest mi obca, kilka lat temu miałam wykupioną na ich stronie dietę. Hasło przewodnie pudełka to "Viosenna metamorfoza".


Szata graficzna bardzo mi się spodobała, jest taka pozytywna, prawdziwie wiosenna; pudełko na pewno wykorzystam. Co znalazło się w środku? U mnie było 5 produktów (wszystkie pełnowymiarowe), dwie próbki i prezent od Vitalii. Dodatkowo w niektórych pudełkach można było znaleźć prezent - antyperspirant. Dostało go pierwszych 1000 subskrypcji. Mi się niestety nie udało; jak na złość w tym miesiącu środki z  mojego konta zeszły dopiero 26 marca, a zawsze miałam pobierane 25. Ten sposób przydzielania gratisów jest dla mnie nieco chybiony i nie piszę tego dlatego, że nie dostałam prezentu. Już chyba bardziej sprawiedliwe byłoby losowanie - też nie mamy na to wpływu, ale z takim "pechem" chyba łatwiej jest się pogodzić niż z tym, że o otrzymaniu prezentu decyduje moment pobrania środków z konta. Na mojej karcie zawsze mam dostępne środki, ale to nie ja decyduję o tym kiedy zejdą one z mojego konta. Ehhh, wyszło chyba na to , że się żalę, a nie to miałam na myśli :) Dlatego lepiej przejdę już do zwartości pudełka :)

THEO MARVEE - tonik do twarzy
Średnia cena 46,00 zł / 200 ml
Info od Shiny: Tonik do twarzy wspomagający proces naturalnego oczyszczania się i odnowy skóry, zmniejszający pory i przywracający równowagę hydro-lipidową. Po jego użyciu skóra wygląda na zdrową i rozświetloną. CAVIARISTE PERLIQUE tonik może być stosowany do każdego rodzaju cery, łącznie z cerą wrażliwą i płytko unaczynioną. Zawiera ekstrakt z perły i ekstrakt z kawioru a ponadto łagodzący d-panthenol i alantoinę a także rozświetlające drobinki macicy perłowej.


Marka zupełnie mi nieznana, tonik wypróbuję z wielką chęcią. Od wielu lat nie używałam toników, a w kwietniu oczywiście jak na złość jeden dostałam od koleżanki, więc mam dwa - oczywiście różne. Mam pewne wątpliwości co do ceny podanej przez ekipę Shiny, bo wygooglowałam, że ten tonik kosztuje 37 zł (sprawdziłam chyba w czterech różnych sklepach internetowych). No ale przecież darowanemu koniowi (tfu! tonikowi!) nie zagląda się do butelki :). Tonik ma dość gęstą, lekko żelową konsystencję, perłowy kolor i całkiem przyjemny zapach. Mam nadzieję, że obietnice producenta choć trochę pokryją się z rzeczywistością :)

BIOLAVEN - żel myjący do twarzy
Średnia cena 16,00 zł / 150 ml
Info od Shiny: Nawilżająco-odświeżający żel do mycia twarzy, delikatnie, ale skutecznie oczyszcza skórę z wszelkich zabrudzeń i makijażu. Łagodne detergenty i fizjologiczne pH gwarantują zachowanie naturalnej bariery lipidowej, a dodatek oleju z pestek winogron zapobiega wysuszeniu. Olejek eteryczny z lawendy , symbol Prowansji, znany jest ze swoich antyseptycznych i odświeżających właściwości. Systematyczne stosowanie pozwala cieszyć się czystą i promienną skórą. BIOLAVEN to nowa marka polskich kosmetyków naturalnych, produkowana przez firmę SYLVECO.


O marce usłyszałam już jakiś czas temu i bardzo się cieszę, że będę mogła jak się sprawdza :) Sylveco bardzo polubiłam, więc jest szansa że i Biolaven będzie pojawiał się u mnie częściej. Żel pachnie na szczęście winogronowo, a nie lawendowo (nie lubię zapachu lawendy w kosmetykach). Ma wygodne opakowanie z pompką, zobaczymy czy się zaprzyjaźnimy. Dodatkowo w pudełku znalazłam też próbkę kremu do twarzy na dzień - na pewno się przyda, choć po jednej próbce trudno ocenić działanie.

GLAZEL - kamuflaż Perfect Skin
Średnia cena 25,00 zł / szt.
Info od Shiny: Stworzony do korygowania niedoskonałości cery lub do makijażu permanentnego. Ujednolica koloryt cery nadając jej zdrowy i satynowy wygląd. Bardzo trwały o maksymalnej sile krycia. Nie powoduje efektu maski. 


Kolor który dostałam jest trochę za jasny. Póki co jeszcze ujdzie, ale słoneczko pokazuje się coraz częściej, więc pojawi się opalenizna, a co za tym idzie - korektor zupełnie nie będzie mi pasował. Ma taką dziwną trochę kremową, trochę tłustą konsystencję. Ale już wstępnie sprawdziłam, że krycie nie jest powalające, trochę włazi w zmarszczki i podkreśla suche skórki. Ale na razie go nie skreślam, może po prostu muszę się nauczyć z nim pracować. Z tego co udało mi się wyczytać w Internetach to kolory kamuflażu były różne (na opakowaniu nie ma numerków), na jednym z blogów widziałam naprawdę ciemny brąz, ale może to tylko kwestia światła. Dodatkowo mam pewne wątpliwości czy to rzeczywiście jest produkt pełnowymiarowy. Nie ma na nim gramatury, produkt jest nowością więc nie ma go również na stronie Glazel, ale znalazłam go na ich fanpage. Ze zdjęć wywnioskowałam, że powinien mieć średnicę 59 mm, a ma zdecydowanie mniej. No ale może źle rozumuję, nie chcę snuć teorii spiskowych :)

GLAZEL - cień sypki
Średnia cena 15,00 zł / szt.
Info od Shiny: Cień sypki, nasycony najwyższej jakości perłowymi pigmentami, wibrujący mnóstwem drobinek pyłków, które pozwolą osiągnąć spektakularne efekty w makijażu. Cień aplikowany na sucho ubierze oczy w kolorową mgiełkę i wyjątkowy blask, natomiast nałożony na mokro wyczaruje ekspresyjny i wyrazisty wieczorowy wygląd.


Perłowy cień w kolorze G1, czyli cappuccino. Bardzo ładny, delikatny, perłowy, złotawy. Nie przepadam za cieniami sypkimi, ale Shiny chyba nie lubi tych tradycyjnych, prasowanych :> Na facebooku wyczytałam, że wszyscy dostali ten sam kolor cienia. Pewnie wystarczy na milion lat, patrząc po tempie zużywania innego cienia sypkiego :) Ale generalnie bardzo mi się spodobał :)

DOVE - żel pod prysznic z mleczkiem kokosowym i płatkami jaśminu
Średnia cena 12,00 zł / 250 ml
Info od Shiny: Nowy żel pod prysznic od Dove gwarantuje chwile prawdziwej harmonii i odprężenia. Produkt ten otuli Twoje ciało słodkim zapachem mleczka kokosowego i eterycznymi nutami płatków jaśminu, zapewniając Twoim zmysłom kojącą terapię. O piękną skórę i jej odpowiednie odżywienie zadba formuła NutriumMoisture™.


Pisałam wcześniej, że nie lubię zapachu lawendy w kosmetykach? No więc zapachu kokosa też nie lubię:> Ten żel na szczęście nie pachnie mocno kokosowo, ma delikatny, całkiem przyjemny zapach, choć raczej sama bym go nie wybrała. Już dawno nie używałam żeli pod prysznic z Dove, z chęcią do niech wrócę choć na chwilę, żeby się przekonać czego sobie odmawiam kupując ciągle Yves Rocher :D

VITALIA - plan diety i program treningowy on-line na 7 dni
Średnia cena 99,00 zł / miesiąc (tygodniowa zatem kosztuje ~ 25,00 zł) - prezent
Info od Shiny: Dieta jest ułożona pod Twoje preferencje, skomponowana z pysznych, prostych i sycących dań. Program treningów dostępny w formie wideo – możesz ćwiczyć bez wychodzenia z domu i dodatkowych sprzętów.


Jak wspominałam na początku przeżyłam już kiedyś przygodę z Vitalią. W zasadzie to nawet dwie :) Miałam dietę "Smacznie dopasowaną", nie wiem czy mają ją jeszcze w swojej ofercie. Z tego tygodniowego programu chętnie skorzystam, w diecie Vitalii można znaleźć naprawdę ciekawe i smaczne przepisy :) Dodatkowo dostałam również na wypróbowanie saszetkę truskawkowego kisielu  żywymi kulturami bakterii - całkiem smaczny :)

A tak prezentuje się cała zawartość kwietniowego boxa:


Zawartość w sumie przypadła mi do gustu, najbardziej cieszę się chyba z żelu Biolaven, bardzo ciekawa jestem też działania toniku. Pozostałe produkty też z pewnością będę używać (no, nie wiem jak będzie z korektorem). Cieszę się też z tego tygodniowego planu odchudzania od Vitalii. Połowa kwietnia już za nami, więc zaczyna się oczekiwanie na kolejne, majowe już pudełko :)

A Wy zamawiałyście tego boxa? Podoba Wam się zawartość?