Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą serum. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą serum. Pokaż wszystkie posty

sobota, 16 stycznia 2016

ENKLARE - serum regenerujące AllForYou

Czas mi jakoś ostatnio przecieka przez palce... Mam kilka recenzji do nadrobienia, zaległości na blogach i odkładany ciągle na później plan posprzątania w szafie :P Dzisiejsza recenzja nie może chyba dłużej czekać, bo zdjęcia są w świątecznym klimacie i latem już nie będą się nadawały :P Serum zresztą wylądowało niedawno w denkowej torebce, więc przyszedł na nie czas.

Serum stworzone dla osób prowadzących aktywny tryb życia oraz pracujących w zamkniętych pomieszczeniach oraz nocą. Wspaniale nadaje się również do zastosowania po imprezowej nocy. Natychmiastowo odświeża, regeneruje i pobudza skórę. Sprawia, że staje się ona widocznie napięta, wygładzona i ożywiona. Serum bardzo dobrze nawilża nie pozostawiając przy tym tłustej warstwy. Zawiera bogaty kompleks antyoksydantów, zapobiega tym samym powstawaniu zmarszczek.
0% środków syntetycznych, środków ropopochodnych, barwników, sztucznych zapachów, syntetycznych, konserwantów, alergenów, silikonów, ftalanów.


Serum ma pojemność 30 ml i kosztuje 79,00 zł (aktualnie jest w promocji i możemy je dostać za 66,00 zł). Kupić możemy je w sklepie internetowym producenta oraz kilku innych sklepach internetowych i stacjonarnych (ich lista znajduje się na stronie Enklare).


Serum znajduje się w białym, plastikowym opakowaniu z pompką airless (pierwszy raz musiałam się aż tak bardzo napompować, a to nie jest mój pierwszy kosmetyk w takim opakowaniu ☺). Opakowanie jest nieprzezroczyste, więc niestety zużycie musimy szacować po wadze buteleczki, na tzw. czuja. Pompka sprawiała mi trochę problemów, zwłaszcza pod koniec - po wciśnięciu zostawała w tej pozycji i musiałam ją ciągnąć do góry. Jedna pompka to była jak dla mnie ilość zbyt duża nawet jeśli nakładałam serum na szyję, więc z reguły nie naciskałam pompki zbyt mocno dozując sobie taką ilość serum, jaka była dla mnie odpowiednia.


Serum jest przezroczyste i ma żelową konsystencję. Nie wchłania się całkowicie, tylko pozostawia na twarzy delikatnie wyczuwalną żelową warstwę. Zapach jest bardzo przyjemny - łagodnie i delikatnie miętowy.


To, na co należy zwrócić uwagę na samym początku, to skład. Nie żebym się znała (choć się staram), ale chcę zwrócić Waszą uwagę na fakt, że ten kosmetyk nie zawiera konserwantów, więc jego data przydatności nie jest zbyt długa. Swoje serum (jako nowość na rynku) znalazłam w listopadowym Shinyboxie, a należało je zużyć do 12.02.2016 r. (po otwarciu należy je zużyć w ciągu 3 miesięcy). Dodatkowo serum należy przechowywać w lodówce.

Początkowo serum chciałam stosować dwa razy dziennie - rano i wieczorem. Niestety problemem okazało się to, że produkt nie do końca się wchłaniał i pozostawiał na twarzy delikatnie wyczuwalną żelową warstwę. To u mnie niestety powodowało rolowanie się każdego nałożonego na nie kosmetyku (kremu lub podkładu, a próbowałam kilku różnych). Próbowałam oczywiście nakładać mniejszą ilość, ale mam wrażenie że zawsze było tego serum za dużo i kosmetyki ciągle się rolowały. Dlatego pozostałam przy stosowaniu serum tylko na noc, kiedy to mi tak bardzo nie przeszkadzało.


Producent zapewnia, że serum bardzo dobrze nawilża. Niestety dla mojej suchej skóry nawilżenie okazało się niewystarczające i używanie kremu po nałożeniu serum było konieczne. Być może dla innego rodzaju cery będzie ono w porządku, zresztą ja po innych serach też używam kremów więc niby to nie problem, ale... producent obiecał :)

Nie zauważyłam też większych efektów w postaci wygładzenia i odżywienia skóry. Serum odświeżało, owszem, ale nie wiem czy nie była to zasługa świeżego miętowego zapachu w połączeniu z chłodem przechowywanego w lodówce kosmetyku :) Czy serum mnie rozczarowało? Trochę tak. Niby używało się go dość przyjemnie, ale efekty jakieś takie... nijakie :( A najdziwniejsze jest to, że po przeczytaniu kilku recenzji na blogach (chyba trzech lub czterech) miałam wrażenie jakbym w każdej z recenzji czytała o całkiem innym kosmetyku. I to tylko potwierdza fakt, że recenzje są zawsze bardzo subiektywne, a każdy kosmetyk u każdego będzie się spisywać inaczej.

Znacie to serum? Używałyście go?

wtorek, 8 grudnia 2015

NOREL - serum wypełniające zmarszczki ProFiller

No i nadeszła pora na ostatni kosmetyk, który otrzymałam w ramach akcji "Podziel się postem" organizowanej na fanpage Norel. Wcześniej na blogu mogłyście już przeczytać o regenerującym mleczko-toniku oraz o żurawinowym kremie pod oczy. Z recenzją dzisiejszego produktu czekałam długo - tak długo, że aż go zdenkowałam :) Myślicie że było warto?


Pierwsze polskie serum wykorzystujące światowe osiągnięcie biotechnologii – aktywator kwasu hialuronowego. Polecane dla cery dojrzałej, suchej, odwodnionej, również wrażliwej po 35. roku życia. Zapewnia skórze bezinwazyjne „wypełnienie” zmarszczek połączone z odczuciem liftingu. Serum głęboko i długotrwale nawilża skórę nadając jej gładkość i elastyczność. Cera odzyskuje młodzieńczą witalność i blask. Innowacyjna receptura zapewnia potrójne działanie, już w ciągu 10 dni:
- NovHyal® – odtwarza i stymuluje syntezę kwasu hialuronowego naturalnie występującego w skórze;
- Inovelo CAFA® – skutecznie chroni nowo tworzący się kwas hialuronowy przed destrukcją, hamuje nadmierną aktywność hialuronidazy oraz działa przeciwzapalnie;
- hyaluronian sodu – natychmiast wiąże oraz uzupełnia niedobory wilgoci w skórze. Aktywnie nawilża, wygładza i ujędrnia skórę oraz spłyca zmarszczki.
Serum nie zawiera substancji zapachowych, barwiących, ani parabenów.


Serum można kupić w sklepie internetowym Norel. Za opakowanie o pojemności 30 ml zapłacimy 118 zł, a zakupu można dokonać dokładnie tutaj. W pudełku oprócz kremu pod oczy znalazłam również próbkę trójaktywnego kremu do twarzy z retinolem - miły gest, który pozwoli poznać inne kosmetyki marki.

Serum znajduje się w eleganckiej buteleczce ze szronionego szkła, nic się z niej nie ściera. Wyposażone jest w tradycyjną pompkę, która ma niezbyt ergonomiczny kształt - jest zaokrąglona u góry, przez co sprawiała mi trochę problemów przy aplikacji i musiałam uważać żeby nie prysnąć gdzieś gdzie nie chciałam. Pompka się nie zacinała aż do samego końca, jednak jest ciut krótsza niż butelka, więc ostatnie krople po prostu wylewałam z butelki żeby nic się nie zmarnowało. W przypadku serum srebrna farba z pompki nie odpada (a tak się działo przy kremie pod oczy). Nie jestem pewna czy firma nie będzie zmieniać opakować Profillera, bo na stronie internetowej widnieje opakowanie z pipetą, ale na stronie sklepu jest ciągle takie jak ja mam. Dodatkowo oczywiście serum zapakowane było w kartonik, co widać na zdjęciach.


Serum ma żelową konsystencję, jest bezbarwne i bezzapachowe. Szybko się wchłania i dobrze współpracuje z innymi kosmetykami.


Serum używałam dwa razy dziennie - rano i wieczorem aplikowałam je na lekko wilgotną twarz. Oczywiście po jej oczyszczeniu i przemyciu mleczko-tonikiem; po aplikacji serum nakładałam jeszcze krem. Serum wchłania się bardzo szybko, bez problemu można je stosować również pod makijaż - dobrze współpracowało ze wszystkimi moimi kosmetykami, nic się nie rolowało, nie warzyło. Przy pierwszym użyciu wydawało mi się, że serum pozostawia po sobie lekką warstwę, jednak ta lepkość znika już po kilkunastu sekundach; z chwilą kiedy serum się wchłonie twarz przestaje być klejąca. ProFiller jest dość wydajnym kosmetykiem - na jedną aplikację wystarczała mi jedna pompka produktu (czasem wieczorem nakładałam dwie, ale to również na szyję), a serum skończyło się po trzech miesiącach.


Czy serum rzeczywiście wypełniło moje zmarszczki? Poniekąd tak :) Wiadomo, od takich kosmetyków nie ma co oczekiwać, że nasze zmarszczki (jeśli są) nagle znikną jak za dotknięciem magicznej różdżki. Obiecywane wypełnienie zmarszczek nie polega na wyprasowaniu twarzy jak żelazkiem. Jednak przy regularnym i dłuższym stosowaniu można zauważyć poprawę napięcia skóry, która dzięki temu staje się gładsza i bardziej ujędrniona. Zmarszczki wydają się płytsze, a my młodniejemy :) Jeśli chodzi zaś o nawilżenie, to w moim przypadku dało się ono odczuć, ale nie było ono zbyt spektakularne - używanie kremów nawilżających było konieczne. Ja jednak jestem typowym sucharkiem, więc pod tym względem moja skóra oczekuje bardzo dużo :) Na koniec dodam jeszcze, że tak jak pozostałe kosmetyki Norel serum mnie nie uczuliło, nie podrażniło ani nie wywołało żadnych innych niepożądanych reakcji.

W moich zapasach mam jeszcze dwa kosmetyki Norel, które znalazłam w Shinyboxach: krem z kwasem migdałowym i krem hialuronowy. Oba wypróbuję z chęcią, a później może zamówię coś jeszcze - kusi mnie seria witaminowa. Jeśli macie ochotę to w sklepie Norel możecie aktualnie nabyć zestawy świąteczne.

Znacie kosmetyki Norel? Który jest Waszym ulubionym, a który kusi Was najbardziej?