Biorąc pod uwagę ilość nowości, jaka do mnie ostatnio przywędrowała powinnam teraz zużywać na potęgę :) Tak żeby robić miejsce na kolejne kosmetyki :) Czy w czerwcu zrobiłam dużo miejsca w szafkach? Tak średnio. Nie jest źle, zużyłam co nieco, ale nadal muszę trzymać część rzeczy w kartonie w szafie :) Ale patrząc po ubytkach w kolejnych kosmetykach widzę, że również w lipcu nie będzie źle.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Miss Sporty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Miss Sporty. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 4 lipca 2017
Denko czerwcowe
Etykiety:
Avon,
Bell,
Bielenda,
Colab,
denko,
Dermika,
Garnier,
Holika Holika,
Intimea,
Kenzo,
L'oreal,
Lioele,
Miss Sporty,
Schwarzkopf,
Shefoot,
Skin79,
Soraya,
Spa Vintage,
Sylveco,
Ziaja
poniedziałek, 2 listopada 2015
Denko październikowe
Zaczął się listopad, w telewizji czas wyczekiwać reklam "Coraz bliżej święta", a w radiu piosenek typu "Last Christmas". Dobija mnie to, bo im dłużej to trwa tym mniej czuję atmosferę świąt. Jak dla mnie wszelkie dekoracje, reklamy itp. powinny się zaczynać najwcześniej z rozpoczęciem Adwentu. A jakie jest Wasze zdanie na ten temat? Lubicie aż tak przedłużać świąteczną atmosferę?
Ale ja przecież nie o tym! Nazbierało mi się trochę śmieci i pora je wyrzucić. O dziwo nazbierało mi się trochę kolorówki. Czy u Was w tej kwestii też działa prawo serii? :)
W denku tradycyjnie znalazły się zarówno produkty które kupię i chętnie do nich wrócę, takie których nie kupię z różnych względów oraz takie co do których nie jestem do końca zdecydowana.
1 - ORIGINAL SOURCE - żel pod prysznic
Cytryna mnie zachwyciła, z limonką coś nie do końca zaiskrzyło. Oczywiście zapachowo, bo pianka fajna, nie wysusza i generalnie jest ok. Ale zapach ciut za gorzkawy, nie wiem, może latem polubiłabym go bardziej?
2 - DOVE - kremowa kostka myjąca
Ogólnie o kostkach Dove pisałam tutaj. Ta kostka to zapach figa & kwiat pomarańczy - całkiem przyjemny, choć nieco zbyt słodki jak dla mnie. Kostki Dove tworzą fajną kremową piankę i nie wysuszają. Próbowałam używać jej też do mycia pędzli, ale tu sobie średnio poradziła (najgorzej z tymi od podkładu i korektora).
3 - WELLNESS&BEAUTY - peeling do ciała
Zdecydowałam się na wersję z olejkiem i zieloną herbatą. Pachniał bardzo przyjemnie, zdzierał całkiem nieźle, a opakowanie na pewno do czegoś zużyję. Peeling jest solny, więc nie każdemu będzie odpowiadać, dodatkowo pozostawia po sobie lekko tłustawą warstewkę. Ja na pewno wypróbuję jeszcze inne wersje zapachowe :)
4 - DOVE - żel pod prysznic
O tych żelach również już pisałam, dokładnie tutaj. Żel jest bardzo gęsty, kremowy, ma wręcz konsystencję balsamu. Pachnie lekko mydlanie, klasycznie. Tworzy sporą pianę, nie wysusza - jest całkiem fajny. Ta wersja zapachowa mnie nie urzekła, jest taka "zwykła", ale skuszę się na wersje owocowe :)
5 - BAIKAL HERBALS - szampon do włosów
Pachniał lekko ziołowo, pienił się przyzwoicie, miał żelową konsystencję. Do szału mnie doprowadzał zbyt duży otwór, przez co aplikacja była utrudniona no i niestety nie spełnił swojego głównego zadania: miał zmniejszyć wypadanie włosów, a w tej kwestii nie robił nic. Poza tym dobrze domywał i nie plątał zbytnio włosów (ale użycie odżywki było konieczne).
6 - BANIA AGAFII - drożdżowa maska do włosów
To moje drugie opakowanie, czyli wychodzi na to, że jestem z niej raczej zadowolona :) Maska miała dość lejącą konsystencję, dlatego też lepiej niż słoiczek moim
zdaniem spisałaby się tubka lub butelka. Jeśli zaś chodzi o działanie to
nie wiem czy przyśpieszyła tempo wzrostu moich włosów - nigdy tego nie
mierzyłam :) Za to pachniała dość przyjemnie, włosy były po niej gładkie i
miękkie, łatwo się rozczesywały. Nie spowodowała przyśpieszonego
przetłuszczania się włosów.
7 - JOANNA - farba do włosów
Wcześniej używałam innych farb Joanny i jeśli chodzi o efekt wizualny (błysk, równomierne pokrycie) nie mam zastrzeżeń. Jednak w przypadku poprzedniej farby kolor podobał mi się bardziej (a nazwa była ta sama). Dlatego też raczej chyba pozostanę przy poprzedniej farbie.
8 - DERMEDIC - płyn micelarny
Jedno z moich ostatnich rozczarowań :( Niestety nie radził sobie z demakijażem, a to miało być jego główne zadanie. Poza tym był delikatny, nie podrażniał i całkiem nieźle spisze się do odświeżania skóry twarzy. Więcej możecie przeczytać w recenzji.
9 - SKIN79 - maska rozjaśniająca
O całej serii kolorowych masek w płacie, które pokazywałam Wam w poście z wrześniowymi zakupami będziecie mogły przeczytać niebawem, jak tylko przetestuję je wszystkie :) Krótko mogę napisać tylko, że ta była w porządku, ale mnie nie zachwyciła.
10 - YASUMI - puder do oczyszczania skóry
Znalazłam go w Shinyboxie, zainteresowała mnie bardzo forma aplikacji. Jak to tak, puder do mycia? Okazało się że po zetknięciu z wodą puder zmieniał się w delikatną piankę, nieźle oczyszczał, przyjemnie cytrusowo pachniał. Okazało się też, że potwornie wysuszał mi skórę, a doprowadzenie jej do ładu zajęło mi sporo czasu. Ostatecznie pudru używałam raz/dwa razy w tygodniu i wtedy przy odpowiedniej pielęgnacji nawilżającej było ok.
11 - REXONA - antyperspirant
Moje drugie opakowanie (wcześniej miałam inną wersję). Jak na antyperspirant spisuje się naprawdę dobrze, a u mnie mało co daje radę :) Skutecznie redukował pocenie, a do tego przyjemnie pachniał.
12 - SYLVECO - pomadka peelingująca
Mój niekwestionowany ulubieniec jeśli chodzi o pielęgnację ust! Uwielbiam i wielbić będę po wsze czasy. I kupować też! Więcej możecie przeczytać w recenzji. Jeśli jeszcze jej jakimś cudem nie znacie to koniecznie kupcie!
13 - ORIFLAME - krem do rąk
Przyjemnie pachniał, szybko się wchłaniał - to wystarczyło żeby wylądował u mnie w pracy. Ale niestety nawilżenie było słabe, a innych pozytywów nie znalazłam.
14 - YANKEE CANDLE - wosk zapachowy
Soft Blanket to kolejny obok Clean Cotton zapach świeży, przyjemny, do którego będę wracać niezależnie od pory roku.
15 - AVON - woda toaletowa Pur Blanca
Nawet nie pytajcie ile ją miałam u siebie, bo pewnie ładnych kilka lat. To była z tego co pamiętam jakaś specjalna edycja świąteczna. Nie przepadam za tym zapachem, ale dostałam ją od kogoś w prezencie.
16 - INGRID - podkład Ideal Face
Wygodna aplikacja za pomocą pompki air-less, która niestety lubiła nawalać. Z tego co wiem, to teraz te podkłady mają trochę inną szatę graficzną, więc może i pompki poprawili :) Krycie miał całkiem niezłe, utrzymywał się na twarzy kilka godzin, ale powodował świecenie (u mnie, sucharka!). Nie podkreślał suchych skórek, nie wysuszał.
17 - SENSIQUE - puder w perełkach
Ja miałam wymieszaną wersję brązującą z rozświetlającą. Efekt jaki dawał na mojej skórze mi się nawet podobał, ale chyba zmęczyły mnie już kosmetyki w kuleczkach. Wolę prasowane albo sypkie :)
18 - KOBO - transparentny puder matujący
Bardzo polubiłam swój pierwszy transparentny puder (ryżowy, z Marizy), więc jak się skończył postanowiłam go czymś zastąpić. Niestety z tym pudrem nie do końca się polubiłam; bardzo się pylił, czułam go na twarzy, potrafił bielić. Matowił całkiem dobrze, ale ja nie mam większych problemów ze świeceniem.
19 - MISS SPORTY - korektor
Spisywał się u mnie średnio (nie krył zbyt dobrze i łatwo się ścierał), więc poszedł w odstawkę jak kupiłam sobie kamuflaż z Catrice. Ostatnio chciałam zobaczyć czy polubię się z nim bardziej, ale okazuje się że śmierdzi kredkami świecowymi, więc leci do kosza.
20 - JOKO - baza pod cienie
Zużyłam ją do końca, ale nie jestem zachwycona. Owszem, utrzymywała cienie w ryzach, ale przeszkadzała mi tępawa konsystencja. Podbijała kolor cieni, ale nie jakoś rewelacyjnie. Całego dnia na powiece niestety u mnie cienie na niej nie wytrzymywały (ale te 9-10 h potrzebne na wyjście, pracę i powrót już tak).
21 - MAYBELLINE - tusz do rzęs
Efekty jakie daje na rzęsach możecie zobaczyć w tym poście. Używam tej wersji od wielu, wielu lat (z przerwami oczywiście) i z perspektywy czasu stwierdzam, że ona po prostu dużo lepiej spisuje się na dłuższych rzęsach. Wcześniej owszem, byłam z niej zadowolona, ale nie aż tak jak teraz, gdy moje rzęsy są podrasowane przez Long4Lashes :) Wydłuża, pogrubia, nie osypuje się. Bajka.
22 - YVES ROCHER - tusz do rzęs
Nie lubię tuszy do rzęs z Yves Rocher bo są po prostu kiepskie. Ten również to potwierdził. Był bardzo suchy, lubił się kruszyć i osypywać, jedeyny pozytyw jest taki, że lekko wydłużał rzęsy.
23 - LONG4LASHES - odżywka do rzęs
Wiem, że wiele z Was z dystansem podchodzi do odżywek z bimatoprostem. U mnie nie pojawiły się żadne niepożądane efekty, a rzęsy urosły mi tak bardzo, że mnóstwo osób pytało czy mam sztuczne. Mam nadzieję że uda mi się ją znów kupić w Rossmannie w promocji -49% tak jak poprzednio. Efekty kuracji po 1 miesiącu możecie zobaczyć tutaj, a po 3 miesiącach tutaj. Opakowanie wystarczyło mi na pół roku.
24 - EVELINE - eyeliner Celebrities
Wygodny pędzelek, głęboki czarny kolor, zadowalająca trwałość. Nie rozmazywał się, utrzymywał w dobrym stanie cały dzień. Chętnie jeszcze do niego wrócę.
25 - SILCARE - lakiery hybrydowe
Moje pierwsze hybrydy. Nie powalają trwałością (7-10 dni, ale robię sobie sama). Są tanie, dlatego kupiłam od razu chyba 10 kolorów. Różowy (410) wykończyłam, a brązowo-bordowy (670) chyba źle dokręciłam i zgęstniał.
26 - CATRICE - konturówka do ust
Nie wiem jaki numerek, bo pewnie był umieszczony w miejscu którego już nie ma :P Całkiem fajna jeśli chodzi o kolor (lekko przybrudzony róż), średnia jeśli chodzi o trwałość na ustach i dość kiepska przy temperowaniu (rysik lubił się łamać). Lubiłam ją do czasu poznania konturówek z Essence które są o niebo lepsze :)
27 - YVES ROCHER - kredka do oczu
To był chyba jakiś gratis do zakupów, miałam ją długo, bo używałam w zasadzie tylko na linię wodną. Do malowania na powiece miała trochę zbyt tępą konsystencję.
Ufff... nazbierało się tego :) A jak tam u Was denkowanie?
Etykiety:
Baikal Herbals,
Catrice,
denko,
Dermedic,
Eveline,
Ingrid,
Joko,
Kobo,
Maybelline,
Miss Sporty,
Oriflame,
Original Source,
Rexona,
Silcare,
Skin79,
Wellness&Beauty,
Yankee Candle,
Yasumi,
Yves Rocher
wtorek, 3 lutego 2015
Denko styczniowe
Kolejny raz udało mi się zużyć całkiem sporo produktów. Dodatkowo na początku stycznia zrobiłam przegląd kolorówki i pożegnałam się z niektórymi kosmetykami.
Tym razem oprócz kosmetyków pielęgnacyjnych udało mi się też zdenkować coś z kolorówki, a to wcale nie jest takie proste :)
1 - GABRIELA SABATINI - Ocean Sun
Nawet nie wiem która to już butelka - bardzo lubię ten zapach, jest taki świeży, przyjemny. Kojarzy się z latem i raczej na taką porę roku pasuje, ale ja używam wiosną, latem, jesienią i zimą. Kupuję zazwyczaj w jakiejś promocji za mniej niż 30 zł.
Z pewnością kupię ponownie
2 - MAYBELLINE - tusz do rzęs Volum Express Turbo Boost
Żadnego turbo boost na moich rzęsach nie zauważyłam. Maskara nie była zła, nie sklejała, nie zbijała się w grudki, nie kruszyła się. Ale efekt jaki dawała na rzęsach był jak dla mnie za słaby, dodatkowo lubiła się odbijać na powiekach.
Nie kupię ponownie
3 - MISS SPORTY - eyeliner w pisaku Cat's Eyes
Nawet się polubiliśmy. Naprawdę czarny i ta czerń pozostawała na powiekach do wieczora. Pisak dość gładko się "prowadził", jednak końcówka dość szybko wyschła i malowałam kreski bokiem flamastra (a trzymałam go zawsze pisakiem w dół).
Być może kupię ponownie
4 - MY SECRET - hardener 3 in 1
To była wielofunkcyjna odżywka do paznokci, która miała pełnić funkcję: utwardzacza płytki paznokcia, bazy chroniącej i lakieru nawierzchniowego. Jako utwardzacz nie zdziałała zupełnie nic. Jako baza chroniąca spisała się jak każdy inny bezbarwny lakier. Jako lakier nawierzchniowy - nadawała lekki połysk, ale nie przedłużała trwałości lakieru.
Nie kupię ponownie
5 - EVELINE - odżywka do paznokci 8 w 1
Jedni ją kochają inni nienawidzą - mi bliżej do tej pierwszej grupy. Pozwoliła mi doprowadzić do ładu paznokcie po zdjęciu tipsów - stosowałam ją wtedy ponad miesiąc. Jako że naczytałam się sporo negatywnych rzeczy na jej temat często robiłam sobie przerwy w jej stosowaniu i starałam się żeby "seria" nie była dłuższa niż 2 tygodnie. Aktualnie noszę hybrydy i po ich zdjęciu robię sobie 3-4 dniową serię z Eveline i dopiero po tym czasie nakładam znów lakier hybrydowy. Nadal nie potrafię zapuścić paznokci, nadal nie są super twarde, ale da się żyć:)
Kupię ponownie
6 - BIAŁY JELEŃ - płyn micelarny
Pełna recenzja tutaj. Ja niestety okazuję się wyjątkiem, bo płyn zbiera bardzo dobre opinie w Internecie.
Zdecydowanie nie kupię
7 - BINGOSPA - maska do twarzy ze 100% olejem winogronowym
Miała przede wszystkim nawilżać. Nie robiła w sumie nic...
Na pewno nie kupię
8 - LIRENE - peeling enzymatyczny
Pełna recenzja tutaj. To czego w recenzji nie napisałam (bo nie byłam do końca pewna) to że powodował u mnie powstawanie jakichś podskónych paskud. Nadal nie mam pewności że to ten peeling jest za to odpowiedzialny, jednak niespodzianki zazwyczaj pojawiały się 1-2 dni od użycia peelingu. Generalnie opinie o nim są dość dobre, więc ja uznałam że to po prostu nie jest kosmetyk dla mnie.
Nie kupię ponownie
9 - LIERAC - płyn micelarny
Miniatura z Shinyboxa. Średnio sobie radził z demakijażem, a do tego bardzo intensywnie pachniał. Mi osobiście ten zapach nie odpowiadał, był zbyt ciężki. A do tego ta cena - 65 zł / 200 ml!
Z pewnością nie kupię
10 - BIOLIQ - serum rewitalizujące
Pisałam o nim całkiem niedawno, o tutaj. Moja pierwsza przygoda z serum i od razu udana :) Teraz chcę wypróbować serum nawilżające z Bielendy.
Kupię ponownie
11 - YVES ROCHER - krem do demakijażu z wyciągiem 3 herbat
Miniaturka z jakiegoś zestawu podróżnego. Pachniał jak krem biurowy, z demakijażem radził sobie nawet nieźle, ale bez szału.
Nie kupię ponownie
12 - YVES ROCHER - żel pod prysznic Owoc granatu z Hiszpanii
Ten zapach należy do moich ulubionych - świeży, energetyzujący, zagości u mnie jeszcze nie raz. Ogólna recenzja tych żeli znajduje się tutaj.
Na pewno kupię ponownie
13 - MEDISPIRANT - antyperspirant żel pod prysznic
Pienił się nawet nieźle, był w zasadzie bezzapachowy, ale umówmy się - od tego typu produktu oczekiwałam w kwestii zapachu tylko tego, żeby nie śmierdział:> Ale najważniejszego zadania (ograniczenia potliwości) nie spełniał niestety. Bardzo wydajny!
Nie kupię
14 - BALNEOKOSMETYKI - biosiarczkowy szampon
Pięknie pachniał! Pienił się też nieźle. Generalnie w stosunku do szamponów nie mam zbyt wielkich wymagań, a w moich zapasach na razie jest ich sporo, więc i tak nie planuję zakupów.
Nie wiem czy kupię
15 - BALNEOKOSMETYKI - bosiarczkowy żel peelingujący do mycia ciała
Pachniał podobnie jak szampon - cytrusowo, baaaardzo przyjemnie. Działanie peelingujące nie jest może jakieś spektakularne, zaś działania
antycellulitowego przy takiej pojemności nie da się ocenić, ale i tak
oceniam produkt jako całkiem udany. Ale chyba cena 28 zł / 200 ml to sporo.
Raczej nie kupię
16 - ORGANIQUE - peeling Eternal Gold
Zachwycałam się nim tutaj. Cena mnie skutecznie odstrasza, ale chyba będę polować na jakieś promocje. Na razie mam jeszcze jeden w zapasie:)
Nie wiem czy kupię ze względu na cenę
17 - EVREE - peeling do stóp
On też miał już swój debiut na moim blogu, dokładnie tu. W zasadzie nie ma co dodawać
Kupię ponownie
18 - DOVE - antyperspisant
Nie lubię antyperspirantów w sprayu. Tym uraczył mnie Shinybox, więc zużyłam. Pachniał przyjemnie, świeżo - jak na Dove przystało :) Śladów na ubraniach nie zauważyłam, działanie jak dla mnie średnie.
Nie kupię
19,20 - CLEANIC - płatki kosmetyczne
Tradycyjnie, idą jak woda :)
Kupię ponownie
21 - NU - zmywacz do paznokci w chusteczkach
Śmierdzi niemiłosiernie i jest strasznie tłusty.
Nie kupię
22 - DADA - chusteczki nawilżane
Zawsze mam pod ręką jakieś nawilżane chusteczki, używam ich najczęściej rano do wycierania podkładu z ręki, ale zastosowanie dla tych chusteczek mam zawsze szerokie:) Łącznie z wycieraniem kurzu i czyszczeniem butów i torebek :)
Kupię
A na koniec moje wyrzutki :)
Minipaletka no name była ze mną już dość długo, dostałam ją jako dodatek do jakiejś gazety. Co dziwne niektóre cienie były super zarówno jeśli chodzi o pigmentację, aplikację i trwałość, za to inne były jak kamień i nie dało się ich używać. Była ze mną już zdecydowanie zbyt długo, zresztą te kolory które mi odpowiadały zostały już prawie wykończone:)
Czwórka brązów z Avon i trójka fioletów z Sensique były ze mną od tak dawna, że nie pamiętam. A w zasadzie pamiętam mniej więcej. Kupiłam je jeszcze w poprzedniej pracy, czyli jakieś 7-8 lat temu:> Avon i tak miał tragiczną pigmentację, jest prawie nieużywany, a fiolety w końcu znalazłam ładniejsze i te poszły w odstawkę.
Korektor cieni pod oczami z Grashki od jakiegoś czasu zaczął mi strasznie wchodzić w zmarszczki... Wcześniej tego nie było, używałam go od września i na początku byłam naprawdę zadowolona. Mam jeszcze jedno opakowanie, zobaczymy czy problem się powtórzy.
Miss Sporty to podkład którego zapomniała u mnie kuzynka. Myślałam, że go wykorzystam, ale jest tak ciemny że masakra! Nawet w lecie byłby dla mnie za ciemny, a ja naprawdę nie mam jasnej karnacji.
Lakiery Miss Sporty miały już swoją recenzję. Te były już zbyt gęste żeby je używać, ale pewnie od czasu do czasu będę sięgać po inne kolory.
Lakiery Avon, Sensique i odżywka Wibo się rozwarstwiły, więc też nie było sensu ich dłużej trzymać:)
Jak tam Wasze denka? Zapasy maleją czy rosną? :)
Btw czy możecie mi polecić jakiś fajny eyeliner? Najchętniej w pisaku, bo takim najłatwiej mi się operuje, ale w pędzelku też dawałam radę:)
Etykiety:
Balneokosmetyki,
Biały Jeleń,
Bingospa,
Bioliq,
Cleanic,
Dada,
denko,
Dove,
Eveline,
Evree,
Gabriela Sabatini,
Lierac,
Lirene,
Maybelline,
Medispirant,
Miss Sporty,
My Secret,
NU,
Organique,
Yves Rocher
sobota, 6 grudnia 2014
O tym jak Mikołaj przyszedł do Mongi...
Jak tylko zobaczyłam na blogu Good to try! akcję Mikołajki blogerskie od razu postanowiłam się zgłosić :) Nawiasem mówiąc jest to pierwszy (bądź jeden z pierwszych) obserwowanych przeze mnie blogów.
Z wielką niecierpliwością czekałam, aż dziewczyny opublikują listę blogowych Mikołajów (w zasadzie to Mikołajek, bo to same dziewczyny). I w końcu - jest! Udało mi się! Też zostałam Mikołajką:D Potem jeszcze mail z podpowiedziami co do oczekiwań osoby obdarowywanej przeze mnie osoby i można było zacząć wybierać i kompletować prezent. Nie ukrywam, że próbowałam sobie wygooglować moją "ofiarę", ale sporo blogerek w sieci jest anonimowych, więc musiałam polegać na mojej intuicji i podpowiedziach :) Później już tylko kartka z życzeniami, zapakowanie prezentu i wysyłka - mam nadzieję, że trafiłam choć trochę:)
A później nadszedł czas oczekiwania na prezent dla mnie... No i się doczekałam. Rozpakowałam kopertę bąbelkową i znalazłam w niej mikołajową cukierkową laskę, kartkę z życzeniami i niewielką paczuszkę. Nie nastawiałam się na żaden szał - zasady Mikołajek co do zawartości były jasne: przynajmniej 2 kosmetyki za łącznie minimum 15 zł. Najpierw cierpliwie zabrałam się za kartkę z życzeniami. Okazało się, że mój prezent przygotowała Kamila z bloga Milka bloguje... Na kartce Kamila umieściła życzenia, kilka słów o sobie i zaproszenie na swojego bloga :)
No i w końcu - nadeszła pora na otwarcie paczki (ciekawe czy któraś z dziewczyn wytrzymała do Mikołajek:P). Zastanawiacie się co w niej znalazłam?
Byłam w szoku - oczywiście bardzo pozytywnym - że w takiej małej, niepozornej paczuszce znalazłam tyle skarbów! Moja Mikołajka postarała się bardzo i w zasadzie prawie ze wszystkimi trafiła w dziesiątkę :) O niektórych markach nawet nie słyszałam, a niektórych jakoś nie miałam okazji testować; prezent Mikołajkowy sprawił mi naprawdę wiele radości :) Ale po kolei:
BIOLIQ - Intensywne serum rewitalizujące
Producent obiecuje, że serum będzie intensywnie stymulować rewitalizację skóry, aktywnie ją nawilżać i odżywiać oraz poprawiać jędrność i elastyczność. Ma też pomagać modelować owal twarzy i wyrównywać koloryt.
Nie ukrywam - tego kosmetyku jestem chyba najbardziej ciekawa. Wydaje się idealnie dla mnie dopasowany, z marką Bioliq mam dobre doświadczenia, wypróbuję z wielką chęcią:)
ALTERRA - Anti-age kapsułki pielęgnujące z wyciągiem z orchidei
Producent twierdzi, że zawarty w kapsułkach olej migdałowy w połączeniu z olejem z pestek dzikiej róży oraz z olejem z jojoby wyrównają straty spowodowane zmniejszeniem produkcji lipidów skóry. Witamina E ochroni moją skórę przed szkodliwym działaniem wolnych rodników a tym samym przed przedwczesnym starzeniem się skóry. Drogocenny wyciąg z orchidei udoskonali strukturę mojej skóry i rozpieści ciepłym, kwiecistym zapachem.
Kolejny produkt, którego jestem bardzo ciekawa. Markę oczywiście kojarzę, już wiele razy przymierzałam się do wypróbowania jakichś ich kosmetyków, zwłaszcza że cenowo są przystępne, ale jakoś mi się nie składało:P Teraz w końcu będę miała okazję. Cieszę się tym bardziej, że to tej pory nie stosowałam żadnych ampułek:)
L'BIOTICA - Biovax Intensywnie regenerująca maseczka do włosów
Trzy naturalne oleje: arganowy, makadamia i kokosowy zawarte w tej maseczce obfitują w cenne substancje odżywcze gruntownie rewitalizujące włosy bez efektu obciążania.
O maskach Biovax już nie raz czytałam na różnych blogach, ale też jakoś nie miałam okazji ich testować. Pewnie dlatego że tego typu kosmetyki u mnie woooolno się zużywają z uwagi na krótkie włosy. Ale testuję z chęcią. Tu akurat dostałam próbkę, która wystarczy mi na oko na jakieś 2-3 użycia, więc sprawdzę czy jest się czym zachwycać:)
STOKOLAN - Krem do pielęgnacji ciała
Krem pielęgnacyjny do twarzy i dłoni STOKO STOKOLAN przeznaczony jest do skóry suchej. Szczególnie polecany dla osób narażonych na niekorzystne warunki klimatyczne lub szkodliwe substancje w miejscu pracy.
Zupełnie nie znałam tej marki. Wyczytałam w internetach, że ta firma to jeden z największych i najlepszych producentów produktów i kosmetyków BHP na świecie. Z opisu na tubce wynika, że to krem do ciała, ale generalnie w czeluściach Internetu znalazłam informacje, że do twarzy i dłoni:) Za balsamami do ciała nie przepadam, bo leniwa jestem:) Zużyję go najprawdopodobniej jako krem do rąk, sprawdza się całkiem nieźle (bardzo wstępna opinia).
MISS SPORTY - Lakier do paznokci Lasting Colour
Długotrwały lakier do paznokci utrzymujący się do 10 dni. Flakon został wyposażony w gruby pędzel, który znacznie skraca czas aplikacji produktu. Odpowiednia konsystencja zapewnia doskonałe pokrycie i piękny kolor.
Kolor trafiony idealnie - piękne bordo, takie świąteczne :) Niestety aktualnie bawię się hybrydami, ale chętnie będę sobie robić przerwy, żeby trochę ponosić na paznokciach ten lakier, zwłaszcza że lakierami Miss Sporty się nawet polubiłam, o czym pisałam tutaj.
LAMBRE - Błyszczyk do ust Magic Shine
Lekki błyszczyk z perłowymi iskierkami nadaje ustom lśniący blask i kusząco podkreśla kształt ust, wizualnie je powiększając. Błyszczyk dzięki swojej gęstej konsystencji nie rozmazuje się i nie skleja ust. Błyszczyk może być dopełnieniem makijażu ust wykonanego konturówką i pomadka, a także być jego alternatywą. Łatwy w użyciu dzięki dozownikowi w pędzelku pozwala na równomierne rozprowadzanie błyszczyku.
Kolejna marka o której w życiu nie słyszałam! Błyszczyk, który dostałam ma numer 4, jest to ładny, delikatny, naturalny róż. Posiada mnóstwo drobinek, łatwo się nakłada, nie klei - polubiłam go bardzo:)
I na koniec jeszcze coś słodkiego :) Bardzo miły dodatek.
Podsumowując - jestem bardzo zadowolona z mojego prezentu, Kamila sprawiła mi naprawdę wielką przyjemność, za co jeszcze raz jej dziękuję!
Z tego miejsca chciałam też serdecznie podziękować Ani i Natalii z Good to try! za zorganizowanie tak sympatycznej akcji i za to, że mogłam wziąć w niej udział :)
Z wielką niecierpliwością czekałam, aż dziewczyny opublikują listę blogowych Mikołajów (w zasadzie to Mikołajek, bo to same dziewczyny). I w końcu - jest! Udało mi się! Też zostałam Mikołajką:D Potem jeszcze mail z podpowiedziami co do oczekiwań osoby obdarowywanej przeze mnie osoby i można było zacząć wybierać i kompletować prezent. Nie ukrywam, że próbowałam sobie wygooglować moją "ofiarę", ale sporo blogerek w sieci jest anonimowych, więc musiałam polegać na mojej intuicji i podpowiedziach :) Później już tylko kartka z życzeniami, zapakowanie prezentu i wysyłka - mam nadzieję, że trafiłam choć trochę:)
A później nadszedł czas oczekiwania na prezent dla mnie... No i się doczekałam. Rozpakowałam kopertę bąbelkową i znalazłam w niej mikołajową cukierkową laskę, kartkę z życzeniami i niewielką paczuszkę. Nie nastawiałam się na żaden szał - zasady Mikołajek co do zawartości były jasne: przynajmniej 2 kosmetyki za łącznie minimum 15 zł. Najpierw cierpliwie zabrałam się za kartkę z życzeniami. Okazało się, że mój prezent przygotowała Kamila z bloga Milka bloguje... Na kartce Kamila umieściła życzenia, kilka słów o sobie i zaproszenie na swojego bloga :)
No i w końcu - nadeszła pora na otwarcie paczki (ciekawe czy któraś z dziewczyn wytrzymała do Mikołajek:P). Zastanawiacie się co w niej znalazłam?
Byłam w szoku - oczywiście bardzo pozytywnym - że w takiej małej, niepozornej paczuszce znalazłam tyle skarbów! Moja Mikołajka postarała się bardzo i w zasadzie prawie ze wszystkimi trafiła w dziesiątkę :) O niektórych markach nawet nie słyszałam, a niektórych jakoś nie miałam okazji testować; prezent Mikołajkowy sprawił mi naprawdę wiele radości :) Ale po kolei:
BIOLIQ - Intensywne serum rewitalizujące
Producent obiecuje, że serum będzie intensywnie stymulować rewitalizację skóry, aktywnie ją nawilżać i odżywiać oraz poprawiać jędrność i elastyczność. Ma też pomagać modelować owal twarzy i wyrównywać koloryt.
Nie ukrywam - tego kosmetyku jestem chyba najbardziej ciekawa. Wydaje się idealnie dla mnie dopasowany, z marką Bioliq mam dobre doświadczenia, wypróbuję z wielką chęcią:)
ALTERRA - Anti-age kapsułki pielęgnujące z wyciągiem z orchidei
Producent twierdzi, że zawarty w kapsułkach olej migdałowy w połączeniu z olejem z pestek dzikiej róży oraz z olejem z jojoby wyrównają straty spowodowane zmniejszeniem produkcji lipidów skóry. Witamina E ochroni moją skórę przed szkodliwym działaniem wolnych rodników a tym samym przed przedwczesnym starzeniem się skóry. Drogocenny wyciąg z orchidei udoskonali strukturę mojej skóry i rozpieści ciepłym, kwiecistym zapachem.
Kolejny produkt, którego jestem bardzo ciekawa. Markę oczywiście kojarzę, już wiele razy przymierzałam się do wypróbowania jakichś ich kosmetyków, zwłaszcza że cenowo są przystępne, ale jakoś mi się nie składało:P Teraz w końcu będę miała okazję. Cieszę się tym bardziej, że to tej pory nie stosowałam żadnych ampułek:)
L'BIOTICA - Biovax Intensywnie regenerująca maseczka do włosów
Trzy naturalne oleje: arganowy, makadamia i kokosowy zawarte w tej maseczce obfitują w cenne substancje odżywcze gruntownie rewitalizujące włosy bez efektu obciążania.
O maskach Biovax już nie raz czytałam na różnych blogach, ale też jakoś nie miałam okazji ich testować. Pewnie dlatego że tego typu kosmetyki u mnie woooolno się zużywają z uwagi na krótkie włosy. Ale testuję z chęcią. Tu akurat dostałam próbkę, która wystarczy mi na oko na jakieś 2-3 użycia, więc sprawdzę czy jest się czym zachwycać:)
STOKOLAN - Krem do pielęgnacji ciała
Krem pielęgnacyjny do twarzy i dłoni STOKO STOKOLAN przeznaczony jest do skóry suchej. Szczególnie polecany dla osób narażonych na niekorzystne warunki klimatyczne lub szkodliwe substancje w miejscu pracy.
Zupełnie nie znałam tej marki. Wyczytałam w internetach, że ta firma to jeden z największych i najlepszych producentów produktów i kosmetyków BHP na świecie. Z opisu na tubce wynika, że to krem do ciała, ale generalnie w czeluściach Internetu znalazłam informacje, że do twarzy i dłoni:) Za balsamami do ciała nie przepadam, bo leniwa jestem:) Zużyję go najprawdopodobniej jako krem do rąk, sprawdza się całkiem nieźle (bardzo wstępna opinia).
MISS SPORTY - Lakier do paznokci Lasting Colour
Długotrwały lakier do paznokci utrzymujący się do 10 dni. Flakon został wyposażony w gruby pędzel, który znacznie skraca czas aplikacji produktu. Odpowiednia konsystencja zapewnia doskonałe pokrycie i piękny kolor.
Kolor trafiony idealnie - piękne bordo, takie świąteczne :) Niestety aktualnie bawię się hybrydami, ale chętnie będę sobie robić przerwy, żeby trochę ponosić na paznokciach ten lakier, zwłaszcza że lakierami Miss Sporty się nawet polubiłam, o czym pisałam tutaj.
LAMBRE - Błyszczyk do ust Magic Shine
Lekki błyszczyk z perłowymi iskierkami nadaje ustom lśniący blask i kusząco podkreśla kształt ust, wizualnie je powiększając. Błyszczyk dzięki swojej gęstej konsystencji nie rozmazuje się i nie skleja ust. Błyszczyk może być dopełnieniem makijażu ust wykonanego konturówką i pomadka, a także być jego alternatywą. Łatwy w użyciu dzięki dozownikowi w pędzelku pozwala na równomierne rozprowadzanie błyszczyku.
Kolejna marka o której w życiu nie słyszałam! Błyszczyk, który dostałam ma numer 4, jest to ładny, delikatny, naturalny róż. Posiada mnóstwo drobinek, łatwo się nakłada, nie klei - polubiłam go bardzo:)
I na koniec jeszcze coś słodkiego :) Bardzo miły dodatek.
Podsumowując - jestem bardzo zadowolona z mojego prezentu, Kamila sprawiła mi naprawdę wielką przyjemność, za co jeszcze raz jej dziękuję!
Z tego miejsca chciałam też serdecznie podziękować Ani i Natalii z Good to try! za zorganizowanie tak sympatycznej akcji i za to, że mogłam wziąć w niej udział :)
poniedziałek, 17 listopada 2014
MISS SPORTY - lakiery do paznokci Clubbing Colours
Dzięki mojemu prezentowi urodzinowemu w końcu nie muszę się martwić tym, żeby co dzień (bądź co drugi dzień) zmywać odpryskujący lakier i robić nowy manicure:> Hybrydy to jednak fajna rzecz :) Ale nie o tym dzisiaj, dzisiaj o zwykłym lakierze do paznokci. Ostatecznie pewnie wszystkie moje lakiery pójdą w odstawkę i to na długo, ale w ramach wspomnień pojawi się o nich co nieco.
Moje paznokcie zawsze były słabe, cienkie, rozdwajające się i łamliwe. Przez to niestety nie potrafiłam ich zapuścić i nic na to nie pomagało. Żeby wyglądały jako-tako malowałam je lakierami. Niestety trwałość lakierów na moich paznokciach była baaardzo kiepska, więc niestety średnio co drugi dzień musiałam się bawić i malować na nowo.
Dzisiaj o pierwszych lakierach, które bardzo polubiłam, choć mają sporo wad - Miss Sporty Clubbing Colours.
Lakiery mają pojemność 7 ml, a ich cena jest bardzo przystępna - kosztują coś około 6-7 zł. Dość szeroka gama kolorów pozwala każdemu znaleźć coś dla siebie, w mojej kolekcji znalazły się nr 452 (coś pomiędzy brzoskwiniowym a łososiowym), nr 344 (pastelowy fiolet), nr 313 (ciemny granat wpadający w fiolet z błyszczącymi drobinkami), nr 346 (turkusowy z błyszczącymi drobinkami).
Lakiery mają szeroki pędzelek, co ułatwia malowanie. Do pełnego krycia spokojnie wystarczały dwie warstwy. Lakier jest szybkoschnący z nazwy - i rzeczywiście tak jest. Pierwsza warstwa wysycha bardzo szybko, druga trochę wolniej, ale to chyba normalne. Niestety tu pojawia się pierwszy problem - lakier dość szybko gęstnieje. A jak już gęstnieje, to nie pokrywa tak ładnie paznokci jak na początku, ma też mniejszą trwałość. No i taki gęsty z jednej strony ma dobre krycie już przy jednej warstwie, ale z drugiej widać na nim nierówności.
Nowy lakier trzymał się na moich paznokciach około 3 dni (nawet bez topu), co jest naprawdę nie lada wyczynem. Niestety lubił się ścierać na końcówkach. Za to taki zgęstniały musiałam następnego dnia zmywać lub poprawiać odpryski.
Trzeba też uważać z ciemniejszymi kolorami - lubią barwić płytkę paznokcia. U mnie tak robił granatowy i turkusowy, ale wystarczyło położyć najpierw jakąś bazę (u mnie obowiązkowo odżywka) i problemu nie było.
Wiem, że te lakiery (nawet w mojej recenzji) są dalekie od ideału, ale dla mnie głównym wyznacznikiem przy wyborze lakierów była ich trwałość, a te - zwłaszcza na początku - sprawdzały się rewelacyjnie. Tak więc jak będę sobie robiła przerwę od hybrydy to z pewnością powrócę do tych lakierów, zwłaszcza że nie stanowią zbyt dużego obciążenia dla portfela i wybór kolorów jest całkiem spory :)
Moje paznokcie zawsze były słabe, cienkie, rozdwajające się i łamliwe. Przez to niestety nie potrafiłam ich zapuścić i nic na to nie pomagało. Żeby wyglądały jako-tako malowałam je lakierami. Niestety trwałość lakierów na moich paznokciach była baaardzo kiepska, więc niestety średnio co drugi dzień musiałam się bawić i malować na nowo.
Dzisiaj o pierwszych lakierach, które bardzo polubiłam, choć mają sporo wad - Miss Sporty Clubbing Colours.
Lakiery mają pojemność 7 ml, a ich cena jest bardzo przystępna - kosztują coś około 6-7 zł. Dość szeroka gama kolorów pozwala każdemu znaleźć coś dla siebie, w mojej kolekcji znalazły się nr 452 (coś pomiędzy brzoskwiniowym a łososiowym), nr 344 (pastelowy fiolet), nr 313 (ciemny granat wpadający w fiolet z błyszczącymi drobinkami), nr 346 (turkusowy z błyszczącymi drobinkami).
Lakiery mają szeroki pędzelek, co ułatwia malowanie. Do pełnego krycia spokojnie wystarczały dwie warstwy. Lakier jest szybkoschnący z nazwy - i rzeczywiście tak jest. Pierwsza warstwa wysycha bardzo szybko, druga trochę wolniej, ale to chyba normalne. Niestety tu pojawia się pierwszy problem - lakier dość szybko gęstnieje. A jak już gęstnieje, to nie pokrywa tak ładnie paznokci jak na początku, ma też mniejszą trwałość. No i taki gęsty z jednej strony ma dobre krycie już przy jednej warstwie, ale z drugiej widać na nim nierówności.
Nowy lakier trzymał się na moich paznokciach około 3 dni (nawet bez topu), co jest naprawdę nie lada wyczynem. Niestety lubił się ścierać na końcówkach. Za to taki zgęstniały musiałam następnego dnia zmywać lub poprawiać odpryski.
Trzeba też uważać z ciemniejszymi kolorami - lubią barwić płytkę paznokcia. U mnie tak robił granatowy i turkusowy, ale wystarczyło położyć najpierw jakąś bazę (u mnie obowiązkowo odżywka) i problemu nie było.
Wiem, że te lakiery (nawet w mojej recenzji) są dalekie od ideału, ale dla mnie głównym wyznacznikiem przy wyborze lakierów była ich trwałość, a te - zwłaszcza na początku - sprawdzały się rewelacyjnie. Tak więc jak będę sobie robiła przerwę od hybrydy to z pewnością powrócę do tych lakierów, zwłaszcza że nie stanowią zbyt dużego obciążenia dla portfela i wybór kolorów jest całkiem spory :)




