Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kosmetyki naturalne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kosmetyki naturalne. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 26 marca 2018

Gładkość bez zdzierania od Sylveco?

Kosmetyki Sylveco już od kilku lat pojawiają się w mojej pielęgnacji z różnym, choć głównie pozytywnym, skutkiem. Dodatkowo peelingi to ten element pielęgnacji, który bardzo lubię i próbuję na tym polu różnych rozwiązań. Do tej pory używałam głównie zdzieraków, bo ten jeden czy dwa peelingi enzymatyczne (nie pamiętam już nawet jakich marek) nie robiły u mnie nic. Czy Sylveco zmieniło moje zdanie w tej kwestii i polubiłam peelingi enzymatyczne? Zapraszam do dalszej części wpisu.

środa, 28 czerwca 2017

NACOMI - ma tę mooooc :)

Oglądałyście zapewne Krainę Lodu? A nawet jak nie widziałyście, to chyba znacie piosenkę z tej animacji :) "Mam tę mooooc" chodzi mi po głowie za każdym razem, jak używam tego peelingu :) Myślę, że nietrudno się domyślić dlaczego.

wtorek, 13 czerwca 2017

Demakijaż micelem z RESIBO - warto?

Marka Resibo swoje pięć minut miała już jakiś czas temu, głównie za sprawą olejku do demakijażu, o którym było bardzo głośno. Teraz o Resibo pisze się jakby mniej, ale nadal jest to marka, która kusi swoimi kosmetykami, naturalnymi składami i charakterystycznymi opakowaniami. A jak wypadło moje pierwsze spotkanie z Resibo? Czytajcie dalej :)

piątek, 24 lutego 2017

VIANEK - o poszukiwaniu malin słów kilka

Lubię peelingi - zarówno te do ciała, jak i do twarzy. Vianka też lubię :) W takim razie czy połączenie tych dwóch rzeczy mogłoby być nieudane?

niedziela, 16 października 2016

ORGANIC SHOP - peeling do ciała o obłędnym zapachu mango

W ostatnim denku widziałyście (albo i nie) puste opakowanie po znalezionym w czerwcowym Chillboxie peelingu z Organic Shop. Jeśli czytałyście post denkowy to znacie już z grubsza moje zdanie o nim, ale zapraszam dalej, dowiecie się nieco więcej :)

sobota, 18 czerwca 2016

Joybox czerwiec 2016

Jeśli chodzi o mój odwyk od pudełek kosmetycznych to w czerwcu poległam na całej linii... Widziałyście już zestaw Inspired by U.R.O.K. oraz czerwcowego Chillboxa. Wczoraj dotarło do mnie kolejne pudełko - Joybox.


Szata graficzna po raz kolejny jest bardzo udana, pod tym względem Joy z reguły spisuje się świetnie. A jeśli chodzi o zawartość, to w tej edycji ekipa Joyboxa postawiła głównie na kosmetyki naturalne. 


W moim pudełku znalazło się sześć pełnowymiarowych kosmetyków, jedna miniatura i jeden kosmetyczny gadżet. Po raz kolejny część produktów znalazła się w tzw. podstawie boxa (6 szt.), a dwa kolejne wybierałyśmy sobie same.

VIANEK - odżywcza maseczka-peeeling do twarzy
Średnia cena 19,99 zł / 75 ml - produkt pełnowymiarowy
Info od Joy: Odżywcza maseczka-peeeling do twarzy z mielonym lnem to wyjątkowe połączenie delikatnego peelingu w postaci drobno zmielonego siemienia lnianego i maseczki. Dzięki niezwykle delikatnej formule może być stosowana w przypadku każdego rodzaju cery, nawet bardzo cienkiej i wrażliwej. Bogactwo składników odżywczych (olej sojowy, olej z pestek moreli, olej rokitnikowy, masło kakaowe, masło shea, masło avocado) oraz miód wspaniale odżywiają, wygładzają, nawilżają i uelastyczniają skórę. Po zastosowaniu pozostawia skórę aksamitnie gładką, promienną i pełną blasku.


Nie ukrywam - Vianek był jednym z powodów, dla których zamówiłam to pudełko. Z tego produktu cieszę się tym bardziej, że mojego peelingu do twarzy z Sylveco zostało już tylko na jedno użycie, a o dziwo nie mam nic w zapasie :) Mam nadzieję, że ten spisze się równie dobrze.

SYLVECO - hibiskusowy tonik do twarzy
Średnia cena 17,65 zł / 150 ml - produkt pełnowymiarowy
Info od Joy: Hypoalergiczny, delikatny tonik do twarzy, z ekstraktami hibiskusa i aloesu o działaniu ochronnym, rewitalizującym i wzmacniającym, przeznaczony do każdego rodzaju cery. Dzięki dużej zawartości składników nawilżających, skutecznie zabezpiecza skórę przed utratą wilgoci, zapewniając jej odpowiedni poziom nawodnienia. Tonik o lekkiej żelowej formule odświeża i zmiękcza, łagodzi podrażnienia. Uzupełnia demakijaż, może być stosowany wielokrotnie w ciągu dnia na twarz, szyję i dekolt. Pozostawia skórę wyraźnie czystą i promienną, przygotowując ją do dalszych etapów pielęgnacji. Przebadany dermatologicznie.


Ten kosmetyk już znam - stoi u mnie w łazience i bardzo się z nim polubiłam :) Ma żelową konsystencję, pozostawia skórę świeżą i nawilżoną. Cieszę się, że jak skończę swój, to następny będzie już czekał na użycie.

BIOLAVEN - krem do twarzy na dzień
Średnia cena 24,90 zł / 50 ml - produkt pełnowymiarowy
Info od Joy: Nawilżająco-ochronny krem do twarzy na dzień, przeznaczony do codziennej pielęgnacji cery wymagającej. Zawiera odżywczy olej z pestek winogron i witaminę E, które chronią przed wysuszeniem i działaniem szkodliwych czynników, przywracając skórze miękkość i elastyczność. Krem może być stosowany pod makijaż oraz na okolice przemęczonych oczu, doskonale się rozprowadza i wchłania. Naturalny olejek eteryczny z lawendy, symbol Prowansji, koi i odświeża skórę, pozostawiając ją gładką, nawilżoną i zrelaksowaną.


Tu mam trochę mieszane uczucia - boję się zapachu. Żel do mycia twarzy tej marki polubiłam bardzo, pachniał winogronowo, lawenda była prawie niewyczuwalna. Za to płyn micelarny pachniał zdecydowanie bardzo lawendowo, nie wyczuwałam winogron. Miałyście ten krem? Która nuta w nim przeważa?

BE ORGANIC - mleczko do demakijażu
Średnia cena 44,00 zł / 200 ml - produkt pełnowymiarowy
Info od Joy: Be organic Mleczko do demakijażu JAGODY GOJI & ACAI delikatnie oczyszcza i łagodzi podrażnienia. Dzięki naturalnym właściwościom owoców goji i acai aktywnie przeciwdziała szkodliwemu działaniu wolnych rodników i dodaje energii, pozostawiając skórę gładką, doskonale nawilżoną i pełną naturalnego blasku. Skutecznie zmywa wodoodporny makijaż, nie podrażnia i nie szczypie w oczy.


Marka jest dla mnie nowością. Znam oczywiście nazwę, przewinęła mi się kilka razy na blogach, ale do tej pory nie miałam okazji używać żadnego z ich kosmetyków. Nie przepadam za mleczkami do demakijażu, jakoś zawsze szczypią mnie w oczy. To mleczko będzie miało okazję zmienić moje zdanie w tej kwestii :)

YASUMI - gąbka do mycia i masażu
Średnia cena 19,90 zł / szt.
Info od Joy: W 100% naturalna gąbka do oczyszczania i masażu wykonana z korzenia azjatyckiego drzewa o nazwie konjac. Gąbka posiada bardzo delikatną strukturę, dzięki czemu może być stosowana przy każdym rodzaju skóry, w tym przy skórach alergicznych i bardzo wrażliwych, skłonnych do podrażnień. Zalecana również do mycia noworodków i dzieci. Gąbka dostępna w 4 wariantach dobieranych losowo.

W moim pudełku znalazła się wersja Pearl - wzbogacona w masę perłową dla skóry wrażliwej, dojrzałej z widocznymi oznakami starzenia się. W tej chwili używam wersji Pure, którą znalazłam chyba w Shinyboxie i jestem z niej bardzo zadowolona. Świetnie doczyszcza, a to cenię sobie głównie jak używam azjatyckich BB - zwykłe micele nie do końca sobie z nimi radzą. Szczerze mówiąc to nie wiem czy te wersje oprócz opisu będą się czymś różnić w działaniu, ale cieszę się że w zanadrzu będę miała kolejną gąbeczkę.

OILLAN - bioaktywny balsam kojąco-ochronny
Średnia cena 22,00 zł / 200 ml - produkt pełnowymiarowy
Info od Joy: Balsam przynosi natychmiastową ulgę suchej, odwodnionej, podrażnionej i/lub atopowej skórze ciała, której towarzyszy subiektywne odczucie ściągnięcia, swędzenia i suchości. Bogata receptura – kompozycja 5 cennych olejów roślinnych sprawia, że balsam długotrwale nawilża, zmiękcza, wygładza skórę oraz odbudowuje naturalną jej barierę obronną. Redukuje podrażnienia, szorstkość i zaczerwienienia. Pozostawia skórę miękką, elastyczną i gładką.


No i to jest chyba jedyny produkt, który u mnie nie zostanie. Wszelkie smarowidła do ciała schodzą u mnie bardzo wolno, zresztą mam ich jeszcze trochę, więc szkoda żeby ten balsam się zmarnował. Na pewno znajdę kogoś kto się z niego ucieszy bardziej niż ja :)

A teraz kategorie do wyboru:

VIANEK - ujędrniająco-wygładzający peeling do ciała
Średnia cena 27,99 zł / 150 ml - w pudełku znalazł się produkt pełnowymiarowy
Info od Joy: Ujędrniająco-wygładzający peeling do ciała z drobno zmielonymi pestkami malin oraz cukrem, złuszcza martwy naskórek, wygładza skórę i dogłębnie ją nawilża. Olejek cynamonowy, dzięki swoim właściwościom ujędrnia i zapobiega powstawaniu cellulitu. Aromatyczny zapach zaś sprawia, że masaż skóry będzie przyjemnością, a efekty widoczne już po pierwszym użyciu.


W tej kategorii do wyboru jeszcze były:
♦ Avebio - naturalny olej z marakui (średnia cena 39,90 zł / 50 ml; produkt pełnowymiarowy)
♦ Hagi Cosmetics - puder do kąpieli z nagietkiem (średnia cena 20,00 zł / 200 g; produkt pełnowymiarowy)
Ja nie mam wanny, a z olejami ciągle nie potrafię się zaprzyjaźnić, więc dla mnie wybór był prosty. Inna kwestia, że peeling Vianek i tak mnie kusił, więc pewnie prędzej czy później i tak bym go kupiła. Oprócz porządnego zdzierania liczę tu na świetny zapach - maliny i cynamon zapowiadają się nieźle.

ARKANA - delikatny proszek zmywający
Średnia cena 65,00 zł / 50 g - w pudełku miniatura o pojemności 10g (~ 13,00 zł)
Info od Joy: Wyjątkowo delikatny proszek do oczyszczania skóry wrażliwej, delikatnej oraz podrażnionej po peelingach chemicznych lub nadmiernym opalaniu. Biozgodna, naturalna i hypoalergiczna formuła zawiera pochodną aminokwasu, proszek z aloesu, allantoinę, naturalne cukry o działaniu łagodzącym, nawilżającym i zmiękczającym. Kwas salicylowy oczyszcza pory i usuwa zrogowaciały naskórek, a ekstrakt z cytryny działa antyoksydacyjnie i rozjaśniająco. Kosmetyk pozostawia skórę gładką i miękką.


W tej kategorii można było jeszcze wybrać:
♦ CD - nawilżający żel pod prysznic (średnia cena 11,00 zł / 250 ml; produkt pełnowymiarowy)
♦ Zapach ciszy - kojące mydło migdałowe (średnia cena 8,00 zł / 70 g; produkt pełnowymiarowy)
♦ Yankee Candle - świeca zapachowa (średnia cena 11,00 zł / szt.; produkt pełnowymiarowy)
Ten żel pod prysznic mnie jakoś nie pociągał, za mydłami w kostkach nie przepadam, więc wahałam się między proszkiem a świeczką. Zdecydowałam się na proszek Arkany, okazało się że jest go w słoiczku strasznie mało. Joybox na swoim fanpage zapewnił, że pomyłka nie nastąpiła z ich winy, czekają aż Arkana dośle im produkty o odpowiedniej pojemności i wtedy je nam doślą. W sumie to nie wiem czy wybór tego produktu to była najlepsza opcja; już po fakcie doczytałam że zawiera kwas salicylowy, który już kiedyś strasznie wysuszył mi skórę twarzy - był zawarty w bardzo podobnym proszku Yasumi. Na pewno nie będę używała go codziennie :)

A tak prezentuje się cała zawartość naturalnego Joyboxa:


Ja jestem z niego bardzo zadowolona, zwłaszcza że całość kosztowała mnie zaledwie 59 zł. Zużyję prawie wszystkie kosmetyki, jedynie balsam powędruje w świat. Kosmetyki Vianek chciałam wypróbować i pewnie w końcu bym je sama kupiła, do tego znane i lubiane Sylveco i Yasumi. Do wypróbowania dochodzi jeszcze Be Organic i Biolven, oraz Arkana. Fajnie, że Joybox postawiło na naturalne kosmetyki, dodatkowo chyba przez to że ujawniają zawartość przed sprzedażą to łatwiej jest się na nie zdecydować i być w pełni zadowolonym :)

A Wy kupiłyście to pudełko? Co ucieszyłoby Was najbardziej?

środa, 15 czerwca 2016

Chillbox czerwiec 2016

Wróciłam dzisiaj ze szkolenia, a w paczkomacie czekał na mnie Chillbox :) Pisałam jakiś czas temu, że stopuję z boxami i zużywam zapasy? Brawo ja! W czerwcu widziałyście już u mnie Inspired by, teraz jest Chillbox... I wcale nie napiszę, że czekam jeszcze na Joyboxa! Mam taką słabą silną wolę, że masakra. No ale cóż zrobić? Zużywać, zużywać, zużywać! :) Dobra, wracam do tematu: do zakupu czerwcowego Chillboxa skusiła mnie obecność pełnowymiarowego kosmetyku od Resibo. No i jeszcze książka - miał być thriller, a ja lubię takie. Zresztą stwierdziłam, że byłam grzeczna i należy mi się prezent na Dzień Dziecka.


Nie będzie zdjęcia pudełka, bo kurier chyba grał nim w Zośkę. Albo uprawiał inny sport (jest szaleństwo z piłką nożną, więc może on też?). W każdym razie moje pudełko do paczkomatu dotarło zmasakrowane, jeden z produktów nie przetrwał, ale o tym w dalszej części posta. I żeby nie było wątpliwości - nie ma w tym żadnej winy Dziewczyn z Chillboxa: produkt w pudełku był zabezpieczony folią bąbelkową, do tego całe pudełko również było nią obklejone. Poza tym, na pudełku znalazła się nalepka "Uwaga szkło!", ale mój kurier i tak miał to w nosie. A co znalazłam w środku? Zaraz się dowiecie (wszystko było pełnowymiarowe).

RESIBO - płyn micelarny
Średnia cena 49,00 zł / 150 ml
Info od Chill: Wspaniały płyn micelarny, który rewelacyjnie oczyszcza skórę i usuwa nadmiar sebum. Bez problemu zmyjesz nim cały makijaż bez rozmazywania. Dodatkowo działa antybakteryjnie i pozwala zachować naturalną równowagę skóry. Jego piękny zapach pomoże Ci się dodatkowo zrelaksować!


Przyznam szczerze, że jak zobaczyłam przemoczone pudełko, to wystraszyłam się że to właśnie produkt od Resibo poczynił takie szkody. Ale na szczęście nie :) Ucierpiała tylko jego tekturowa tuba, czyli zewnętrzne opakowanie. Z kosmetykami Resibo nie miałam jeszcze do czynienia, więc cieszę się że trafiłam na taki, który na pewno będę używać. Płyn micelarny zawsze się przyda, zwłaszcza jak człowiek maluje się prawie codziennie :) Pierwszy raz mam do czynienia z płynem micelarnym aplikowanym przez atomizer :)

ORGANIC SHOP - scrub do ciała
Średnia cena 11,50 zł / 250 ml
Info od Chill: Soczysty, aromatyczny scrub do ciała o zapachu kenijskiego mango! Scrub o konsystencji prawdziwego musu z mango niesamowicie rozpala zmysły, aż chce się go zjeść! Idealnie wygładza skórę, a dodatkowo jego nietypowa forma pomaga dodatkowo się zrelaksować. Wieczorne spa dla skóry będzie jeszcze przyjemniejsze!


W komentarzach do recenzji peelingu Nacomi pewna dobra duszyczka (KasiaS1980) poleciła mi peelingi Organic Shop. Wpisałam je sobie na listę "do kupienia kiedyś" i voila - jeden sam do mnie przywędrował :) Pachnie przecudne, ma konsystencję musu, ale takiego dość gęstego, zbitego. Nie mogę się doczekać aż go użyję!

FITOKOSMETIK - balsam do ust
Średnia cena 7,90 zł / 10 g
Info od Chill: W lecie bardzo często zapominamy, że skóra ust jest bardzo delikatna i trzeba o nią dbać! Ten balsam Wam w tym pomoże! Stworzony z organicznego oleju z truskawki niesamowicie nawilża i pielęgnuje skórę. Dodatkowo pięknie pachnie i pomaga zachować młodość skóry.


O pielęganacji ust nie zapominam, zwłaszcza od kiedy używam matowych pomadek Bourjois Rouge Edition Velvet :) Jednak te słoiczkowe balsamy nie należą do moich ulubionych, bo są po prostu mało komfortowe w używaniu. Ale ten zapach! Powiedziałabym, że to truskawki ze śmietaną, zero chemii :) Ale producent zdecydowanie powinien pomyśleć o tradycyjnym sztyfcie :)

KSIĄŻKA - "Córki marionetek" Maria Ernestam
Średnia cena 34,90 zł
Info od Chill: Maria Ernestam, jedna z najbardziej znanych współczesnych szwedzkich pisarek, przedstawia niezwykły thriller. Jego treść bardziej dotyczy jednak ludzkich umysłów niż świat wokół.


Thrillery lubię. I sensacje też :) Autorki nie znam, o książce nie słyszałam, ale przeczytam z chęcią :) Książka jest stosunkowo nowa, w Polsce została wydana w 2015 roku.

NATURA ESTONICA - maska do twarzy
Średnia cena 12,77 zł / 75 ml
Info od Chill: Maseczka głęboko oczyszczająca pory, pomaga w regeneracji komórek, odmładza oraz tonizuje skórę. Jej piękny świeży zapach umili czas, a sposób użycia jest szybki i prosty, dzięki czemu można ją stosować w każdej chwili!


To jedyny produkt, który nie wiem czy u mnie zostanie. Maseczki bardzo lubię, ale ta przeznaczona jest to cery tłustej i mieszanej, a ja mam suchą. Niewykluczone, że z tego powodu maseczka znajdzie swój nowy dom :)

ALTERNATYWA - Oranżada
Średnia cena 7,00 zł
Info od Chill: Z okazji Dnia Dziecka cofamy się do zamierzchłych czasów, kiedy jako dzieci piliśmy różową oranżadę pod sklepikiem. Ten smak przeniesie Was we wspaniałe wspomnienia z dzieciństwa! A nic lepiej nie sprzyja chilloutowi jak uśmiech i błogostan dziecka!


Tak niestety wyglądała moja oranżada - winna zniszczonego pudełka :( Nie dane było mi jej wypróbować, choć pewnie była smaczna :) Choć 7 zł... Nic to. Pomysł na przeniesienie się w ten sposób do czasów dzieciństwa uważam za całkiem udany :)

LAMPION I TEALIGHTY
Średnia cena 20,00 zł / zestaw
Info od Chill: Aby letni wieczór był idealny i miał odpowiednią oprawę! Tealighty o zapachu mango pomogą Ci się zrelaksować, a pięknie komponujący się z wystrojem tarasu/ogrodu lampion zapewni relaks dla Twoich oczu.


Tealighty pchną całkiem przyjemnie, choć nie są zbyt intensywne. Jak zobaczyłam lampion to w pierwszej chwili byłam rozczarowana - nie lubię różu. Ale stwierdziłam że ten pastelowy róż całkiem ładnie wkomponuje się do mojej fioletowej sypialni :)

Dodatkowo w pudełku znalazła się karta produktowa z ręcznie wypisanymi na odwrocie życzeniami chilloutu - pod tym względem Dziewczyny  nie przestają mnie zadziwiać: pudełek pewnie co miesiąc jest coraz więcej, a one nadal ręcznie wypisują te kartki. Naprawdę podziwiam i czuję się w ten sposób dopieszczona :) W boxie znalazłam też kilka próbek i kupon rabatowy.


Mimo nieuważnego kuriera jestem zadowolona z tego co znalazłam w swoim pudełku. Ale to nie zmienia faktu, że naprawdę powinnam nieco przystopować :) Najbardziej ciekawa jestem chyba peelingu Organic Shop i oczywiście micela Resibo. A tak prezentuje się cała zawartość (no, nie cała bo bez oranżady):


A Wy zamówiłyście czerwcowego Chillboxa? Podoba Wam się zawartość?

wtorek, 3 maja 2016

NACOMI - naturalny peeling cukrowy (pomarańcza)

Nie wiem jak Wy, ale ja uwielbiam pomarańcze i ich zapach. Nieważne czy to zapach świeżo przekrojonej pomarańczy, czy sok pomarańczowy, czy kosmetyk (choć w przypadku tych ostatnich zapach potrafi być czasem chemiczny). Pomarańcze nieodmiennie kojarzą mi się ze świętami Bożego Narodzenia i wtedy smakują i pachną dla mnie najlepiej. Wiecie, ja jestem jeszcze z tego pokolenia, które egzotyczne owoce (a uwierzcie, że pomarańcze za taki kiedyś uchodziły!) miało tylko od święta, dopiero z biegiem czasu to wszystko stało się łatwiej dostępne i nieco spowszedniało. Ale właśnie z uwagi na pomarańczowy zapach znalezienie w grudniowym Chillboxie peelingu z Nacomi bardzo mnie ucieszyło :)



Silne działanie antycellulitowe, stymulacja procesów oczyszczających organizm z toksyn i pobudzający aromat świeżych pomarańczy – doskonałe połączenie aktywnych składników dla kobiet dbających o jędrną i smukłą sylwetkę. Peeling pomarańczowy Nacomi jest produktem w 100% naturalnym. Kosmetyk na bazie naturalnego masła Shea jest przeznaczony do pielęgnacji całego ciała. Szczególnie polecany jest on dla kobiet walczących z cellulitem oraz skórą która utraciła dawną jędrność. Peeling Nacomi nie zawiera sztucznych konserwantów ani parabenów, dlatego może być stosowany przez osoby ze skłonnością do podrażnień.



Kosmetyki Nacomi możemy kupić w sklepie internetowym producenta. Poza tym znajdziemy je w wielu drogeriach stacjonarnych (na pewno w Hebe i Dayli) i internetowych. Te peeling (i inne również) dostępny jest w dwóch pojemnościach, mój ma 100 ml i kosztuje około 17 zł, można kupić też większy - 200 ml za około 32 zł.

Niewielki plastikowy przezroczysty słoiczek z białą nakrętką. Posiada dodatkowe plastikowe wieczko zabezpieczające w środku. Jest wygodny - bez problemu wydobędziemy kosmetyk do ostatniej drobinki cukru. Naklejki z opakowania nie odchodzą, wyglądają ciągle estetycznie mimo że mój peeling stoi zawsze pod prysznicem.


Konsystencja wydaje się dość zbita, ale pod wpływem ciepła skóry łatwo się roztapia - wtedy widać jak bardzo peeling jest nasycony olejkami. Drobinki cukru są średniej wielkości, ale mimo to stanowią całkiem solidny zdzierak, zwłaszcza jeśli używamy peelingu na sucho. Jeśli chodzi zaś o zapach to jest boski! Zero chemii, pachnie jak świeżo wyciśnięty sok z pomarańczy.


Lubię peelingi. A spośród wszystkich dostępnych peelingów wolę te mocne. Peeling Nacomi jest naprawdę solidnym zdzierakiem, więc jeśli nie lubicie jak peeling ma taką moc to nie radzę go stosować na sucho :) Na mokro również jest dość mocny, ale już nie tak bardzo; poza tym pod wpływem wody drobinki szybciej się rozpuszczają i peeling trwa krócej niż na sucho.


Skóra po użyciu tego peelingu jest gładka, miękka i natłuszczona. Przypuszczam że tłusta warstewka (dość mocno tłusta) nie wszystkim przypadnie do gustu - mi akurat to nie przeszkadza za bardzo. Rady na to są dwie - albo umyjemy się po peelingu (żel powinien zmyć większość olejków) albo porządnie wytrzemy się później ręcznikiem. Ja wybieram tą drugą opcję, bo żal mi zmywać z siebie ten cudny zapach. Dodatkowo dzięki tym wszystkim olejkom nie ma potrzeby używania po kąpieli żadnych maseł czy balsamów, skóra ma wystarczająco dużo dobroci z peelingu. Zapach pozostaje na skórze jeszcze przez jakiś czas, ale niezbyt długo, w łazience również jeszcze przez chwilę jest wyczuwalny :) Działania antycellulitowego nie zauważyłam, ale to trudno stwierdzić po tak niewielkiej ilości - opakowanie 100 ml wystarczyło mi na jakieś 4 razy.

Na stronie Nacomi widziałam że jest też peeling truskawkowy i peeling z kawą - oba mnie bardzo kuszą i pewnie w końcu się na nie zdecyduję :)

A Wy lubicie pomarańcze? I solidne zdzieraki?

sobota, 16 stycznia 2016

ENKLARE - serum regenerujące AllForYou

Czas mi jakoś ostatnio przecieka przez palce... Mam kilka recenzji do nadrobienia, zaległości na blogach i odkładany ciągle na później plan posprzątania w szafie :P Dzisiejsza recenzja nie może chyba dłużej czekać, bo zdjęcia są w świątecznym klimacie i latem już nie będą się nadawały :P Serum zresztą wylądowało niedawno w denkowej torebce, więc przyszedł na nie czas.

Serum stworzone dla osób prowadzących aktywny tryb życia oraz pracujących w zamkniętych pomieszczeniach oraz nocą. Wspaniale nadaje się również do zastosowania po imprezowej nocy. Natychmiastowo odświeża, regeneruje i pobudza skórę. Sprawia, że staje się ona widocznie napięta, wygładzona i ożywiona. Serum bardzo dobrze nawilża nie pozostawiając przy tym tłustej warstwy. Zawiera bogaty kompleks antyoksydantów, zapobiega tym samym powstawaniu zmarszczek.
0% środków syntetycznych, środków ropopochodnych, barwników, sztucznych zapachów, syntetycznych, konserwantów, alergenów, silikonów, ftalanów.


Serum ma pojemność 30 ml i kosztuje 79,00 zł (aktualnie jest w promocji i możemy je dostać za 66,00 zł). Kupić możemy je w sklepie internetowym producenta oraz kilku innych sklepach internetowych i stacjonarnych (ich lista znajduje się na stronie Enklare).


Serum znajduje się w białym, plastikowym opakowaniu z pompką airless (pierwszy raz musiałam się aż tak bardzo napompować, a to nie jest mój pierwszy kosmetyk w takim opakowaniu ☺). Opakowanie jest nieprzezroczyste, więc niestety zużycie musimy szacować po wadze buteleczki, na tzw. czuja. Pompka sprawiała mi trochę problemów, zwłaszcza pod koniec - po wciśnięciu zostawała w tej pozycji i musiałam ją ciągnąć do góry. Jedna pompka to była jak dla mnie ilość zbyt duża nawet jeśli nakładałam serum na szyję, więc z reguły nie naciskałam pompki zbyt mocno dozując sobie taką ilość serum, jaka była dla mnie odpowiednia.


Serum jest przezroczyste i ma żelową konsystencję. Nie wchłania się całkowicie, tylko pozostawia na twarzy delikatnie wyczuwalną żelową warstwę. Zapach jest bardzo przyjemny - łagodnie i delikatnie miętowy.


To, na co należy zwrócić uwagę na samym początku, to skład. Nie żebym się znała (choć się staram), ale chcę zwrócić Waszą uwagę na fakt, że ten kosmetyk nie zawiera konserwantów, więc jego data przydatności nie jest zbyt długa. Swoje serum (jako nowość na rynku) znalazłam w listopadowym Shinyboxie, a należało je zużyć do 12.02.2016 r. (po otwarciu należy je zużyć w ciągu 3 miesięcy). Dodatkowo serum należy przechowywać w lodówce.

Początkowo serum chciałam stosować dwa razy dziennie - rano i wieczorem. Niestety problemem okazało się to, że produkt nie do końca się wchłaniał i pozostawiał na twarzy delikatnie wyczuwalną żelową warstwę. To u mnie niestety powodowało rolowanie się każdego nałożonego na nie kosmetyku (kremu lub podkładu, a próbowałam kilku różnych). Próbowałam oczywiście nakładać mniejszą ilość, ale mam wrażenie że zawsze było tego serum za dużo i kosmetyki ciągle się rolowały. Dlatego pozostałam przy stosowaniu serum tylko na noc, kiedy to mi tak bardzo nie przeszkadzało.


Producent zapewnia, że serum bardzo dobrze nawilża. Niestety dla mojej suchej skóry nawilżenie okazało się niewystarczające i używanie kremu po nałożeniu serum było konieczne. Być może dla innego rodzaju cery będzie ono w porządku, zresztą ja po innych serach też używam kremów więc niby to nie problem, ale... producent obiecał :)

Nie zauważyłam też większych efektów w postaci wygładzenia i odżywienia skóry. Serum odświeżało, owszem, ale nie wiem czy nie była to zasługa świeżego miętowego zapachu w połączeniu z chłodem przechowywanego w lodówce kosmetyku :) Czy serum mnie rozczarowało? Trochę tak. Niby używało się go dość przyjemnie, ale efekty jakieś takie... nijakie :( A najdziwniejsze jest to, że po przeczytaniu kilku recenzji na blogach (chyba trzech lub czterech) miałam wrażenie jakbym w każdej z recenzji czytała o całkiem innym kosmetyku. I to tylko potwierdza fakt, że recenzje są zawsze bardzo subiektywne, a każdy kosmetyk u każdego będzie się spisywać inaczej.

Znacie to serum? Używałyście go?