Pisałam ostatnio, że bardzo lubię peelingi, zarówno te do ciała, jak i te do twarzy. Po ostatnim peelingu do ciała przyszła kolej też na peeling do twarzy, o którym chciałabym Wam opowiedzieć nieco więcej. Już decydując się zakup byłam przekonana, że powinnam być zadowolona. Przede wszystkim polubiłam peelingi korundowe z Sylveco (oczyszczający i wygładzający), a ten peeling również opiera się na korundzie. A po drugie lubię Nacomi, a ich pomarańczowym peelingiem do ciała byłam zachwycona :) Jak wypadło starcie z rzeczywistością tym razem?
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą hity. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą hity. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 27 lutego 2017
niedziela, 24 lipca 2016
Moje hity #5 (gadżety)
Już dawno nie było posta z moimi ulubieńcami, nawet nie dlatego że nie trafiam na świetne kosmetyki, tylko raczej dlatego że nie potrafię ich zebrać do kupy :) Dziś też ulubieńcy, ale nie będą to kosmetyki, tylko gadżety które znacznie ułatwiają mi życie i których używanie stało się rutyną :)
poniedziałek, 22 lutego 2016
Moje hity #4
Miała być dzisiaj recenzja, ale nie mam weny jakoś - w piątek dopadła mnie klątwa faraona i jeszcze dzisiaj nieszczególnie się czuję :( Zaczęłam przeglądać zdjęcia, które czekają na publikację i sklecenie posta i okazało się że od kilku miesięcy czekały zdjęcia z kolejną piątką ulubieńców... Jako że pojawiły się też inne godne polecenia kosmetyki, a nazbierało się też trochę gadżetów to pozmieniałam trochę koncepcje i dzisiaj pokażę Wam znów moje hity kosmetyczne, a z gadżetami zrobię osobny post.
Co nieco chyba i tak widać mimo rozmytego obrazu :) Ale po kolei:
BATISTE - suche szampony
Od bardzo długiego czasu w mojej łazience zawsze gości suchy szampon Batiste. Na razie kupuję różne rodzaje (nie miałam jeszcze dwa razy tego samego), żeby znaleźć swój ulubiony, ale chyba i tak nie będę mogła się zdecydować. To, co na pewno łączy wszystkie szampony Batiste, to ich skuteczność - dobrze odświeżają włosy nie pozbawiając ich przy tym blasku, delikatnie podnoszą je u nasady. Biały nalot który pozostawiają (to nie dotyczy wersji dla brunetek, ona zostawia ciemny nalot ☺) bez problemu można wyczesać lub wetrzeć we włosy. Te dwa szampony ze zdjęcia to wersje limitowane, obie przecudnie pachną i pewnie z uwagi na zapach będę chciała do nich wrócić jak je jeszcze spotkam. A szampony Batiste są świetnym sposobem na szybkie odświeżenie włosów kiedy nie mamy czasu na ich umycie i wysuszenie.
HARMONIQUE - masło do ciała
Jakby ktoś mi powiedział, że wśród moich ulubionych kosmetyków pielęgnacyjnych znajdzie się masło do ciała to bym go wyśmiała. Przecież ja nie cierpię tradycyjnych smarowideł! A to mnie jednak urzekło :) Pełną recenzję znajdziecie w tym poście, ale tu w skrócie napiszę, że urzekł mnie przede wszystkim zapach. Cudny - w pierwszej chwili czuć pomarańcze, ale a chwilę uwalniają się też korzenne nuty cynamonu i goździków, wszystko idealnie wyważone, świąteczne, boskie. Do tego zapachu dochodzi również fantastyczna konsystencja, szybkie wchłanianie, dobre nawilżenie. To masło pokazało mi, że mogę polubić tradycyjne smarowidła do ciała :)
SYLVECO - arnikowe mleczko oczyszczające
Nie lubię mleczek do demakijażu, ale ten produkt zastępuje u mnie wieczorem żel do mycia twarzy. Jest bardzo łagodny, nie podrażnia, dobrze oczyszcza skórę, skutecznie usuwa resztki makijażu (z pełnym makijażem też sobie poradzi, potrzeba tylko trochę czasu). Nawilża skórę, po jego użyciu na twarzy pozostaje delikatny film, który pewnie nie wszystkim przypadnie do gustu, ale mi absolutnie nie przeszkadza. Za jakiś czas pewnie ukaże się jego pełna recenzja :)
MAYBELLINE - tusz do rzęs
Jedyny kosmetyk kolorowy w tym zestawieniu. To jedna z pierwszych maskar, które kupowałam więcej niż raz. Ogólnie zawsze byłam z nich zadowolona, ale jak miałam rzęsy podrasowane odżywką Long4Lashes to ten tusz na moich rzęsach zaczął robić cuda, co możecie zobaczyć tutaj. Tusz dobrze rozdziela rzęsy, nie skleja ich, wydłuża, podkręca. Jest intensywnie czarny, nie osypuje się w ciągu dnia, nie tworzy grudek. Ale - zaznaczam - cuda robi tylko na długich rzęsach. Bez tego jest po prostu fajny :)
NOREL - krem rozjaśniająco-wygładzający z kwasem migdałowym
NOREL - hialuronowy krem aktywnie nawilżający
Obie te tubki mam z Shinyboxa, to miniatury o pojemności 25 ml. Pełnowymiarowe wersje tych kremów znajdują się w szklanych, 50 ml słoiczkach. Najpierw zaczęłam używać tego kremu z kwasem migdałowym - to było moje pierwsze spotkanie z kwasami. Już po pierwszym tygodniu byłam zachwycona - krem widocznie rozjaśnił moje przebarwienia. Wcześniej żaden krem nie poradził sobie z nimi aż tak dobrze :) Ale żeby nie było tak wesoło to zaczęły mi się pojawiać na twarzy suche skórki, krem nie radził sobie z nawilżaniem (zaznaczam że jestem typowym sucharkiem). Pomyślałam sobie "Buuu... nieudany kosmetyk od Norel :( Szkoda, bo do tej pory wszystkie się sprawdzały." Ale zanim z niego zrezygnowałam to poszłam po radę do wujka Googla - no bo skoro ja jestem taki kwasowy laik to wujek na pewno wie więcej :) No i oczywiście wiedział. Wyczytałam, że przy stosowaniu kremów z kwasami zaleca się jeszcze dodatkowo nakładanie kremów nawilżających. I wtedy poszedł w ruch krem hialuronowy. Od tej pory wszystko jest w jak najlepszym porządku: wieczorem po oczyszczeniu twarzy nakładam krem z kwasem migdałowym, a po 15-20 minutach hialuronowy - moja cera wygląda świetnie, skóra jest dobrze nawilżona (krem hialuronowy stosuję również solo na dzień), ale mam teraz dylemat. Bo chorowałam na witaminową serię od Norel, a teraz zachorowałam jeszcze na tą z kwasem migdałowym. Jak żyć Dr Wilsz, jak żyć? :)
A jaki kosmetyk Was ostatnio zachwycił?
Etykiety:
Batiste,
Harmonique,
hity,
Maybelline,
Norel,
polecam,
Sylveco,
ulubieńcy
piątek, 7 sierpnia 2015
Moje hity # 3
Masakra... jest tak gorąco że nie mam na nic siły. Lubię ciepełko, lubię słońce, lubię się opalać. Ale nie znoszę tego, że w pracy mam w pokoju około 32°C. Co innego taka temperatura na dworze, a co innego w pomieszczeniu, w pracy, gdzie wymaga się od człowieka myślenia i skupienia :P Ale lepiej nie narzekać, bo jak zacznie padać i się ochładzać to będzie jeszcze więcej powodów do marudzenia :)
Uzbierałam kolejną piątkę hitów - kosmetyków, które polubiłam od pierwszego użycia i które pojawią się u mnie na pewno jeszcze nie raz :)
Teoretycznie te produkty są ulubieńcami czerwca/lipca, aczkolwiek jeden z nich znam dłużej i lubię też dłużej :) Ale do rzeczy :)
GARNIER - płyn micelarny
Dotychczas najskuteczniejszym z używanych przeze mnie miceli była Mixa, z której byłam bardzo zadowolona (pisałam o niej tutaj). Garnier wydaje mi się jeszcze trochę lepszy i ma chyba bardziej nawilżające działanie. Jego recenzja ukaże się pewnie już niebawem, bo została mi już tylko 1/4 opakowania. Ten płyn jest tak uwielbiany przez blogosferę (przynajmniej ja odniosłam takie wrażenie), że zdziwię się jeśli o nim nie słyszałyście :)
AVON PLANET SPA - rozświetlająca maseczka do twarzy z pyłem perłowym i algami morskimi
O tej maseczce pisałam przy okazji recenzji całej serii Caribbean Escape. Zawiera delikatne drobinki peelingujące, fantastycznie nawilża moją skórę, nie podrażnia. Skóra po jej zastosowaniu jest gładka, elastyczna, rozjaśniona. Pył perłowy jest niewidoczny, poza tym maseczkę i tak zmywam wilgotną gąbką więc pewnie by się wytarł :) Ta maseczka przywróciła mi wiarę w kosmetyki Avonu :)
YVES ROCHER - aksamitna maseczka odbudowująca Nutritive Vegetal
Podobnie jak maseczkę z Avonu - polubiłam ją przede wszystkim za świetne działanie nawilżające. Do tego dochodzi przyjemny zapach, aksamitna konsystencja. Minusem może być cena regularna, ale od czego są promocje w Yves Rocher? :) Recenzja tej maseczki pewnie pojawi się jeszcze w sierpniu.
SYLVECO - odżywcza pomadka z peelingiem
Czytajcie, kupujcie, zużywajcie i znów kupujcie :) Peeling do ust w formie pomadki to rewelacyjne rozwiązanie. Do tego działanie tego konkretnego kosmetyku jest równie rewelacyjne co sam pomysł:) To jeden z takich produktów, które niby nie są niezbędne, ale dla mnie stały się nieodłączną częścią mojej pielęgnacji.
ESSENCE - konturówki do ust
To moje odkrycie zeszłego miesiąca :) Naczytałam się o tych konturówkach tyle pozytywów, że postanowiłam sama je wypróbować. Najpierw kupiłam 07 i 15, a w sierpniu pozostałe dwa kolory. Oczywiście nie potrafiłam na zdjęciu oddać ich rzeczywistych kolorów, więc musicie mi uwierzyć na słowo że są piękne :) Mi najbardziej do gustu przypadła Honey Berry - piękna fuksja. Jestem tym trochę zdziwiona, co bo tej pory gustowałam w subtelniejszych kolorach na ustach :) Nie używam ich jako typowych konturówek, a raczej jako szminek w kredce - czyli na całe usta :) Są miękkie, kremowe, całkiem nieźle utrzymują się na ustach i dość równomiernie ścierają. Gama kolorystyczna jest trochę dziwnie skomponowana, bo kolory są do siebie dość podobne. A do tego nie ma do niech testerów (a przynajmniej w drogeriach w których ja bywam nie ma).
A tak prezentuje się cała gromadka:
Znacie? Lubicie? A może macie lepsze zamienniki do tych kosmetyków?
wtorek, 9 czerwca 2015
Moje hity # 2
Ostatnio wszyscy się czymś zachwycają, pozachwycam się i ja :)
Przejdźmy zatem do moich hitów kwietnia / maja:
Jak publikowałam na blogu swój pierwszy post z hitami, zaczęłam się zastanawiać co dalej zrobić z tym fantem. Nie wiedziałam przede wszystkim jak często chciałabym publikować takie posty i co dokładnie ma się w nich znaleźć. Po wielkich i długich rozmyślaniach (a wiecie - od myślenia głowa boli!) postanowiłam, że częstotliwość jest nieważna. Post będę publikowała za każdym razem jak nazbieram pięć ulubionych produktów. I nie będę się też ograniczać co do tematyki - najczęściej będzie to pielęgnacja, rzadziej jakiś gadżet albo kolorówka, ale nie wykluczam również hitów zupełnie niekosmetycznych. Dodatkowo nie chciałabym powtarzać moich hitów w kolejnych postach tego typu, choć wiadomo że jak coś uwielbiam dzisiaj to pewnie będę uwielbiać również za miesiąc czy dwa :) Mam nadzieję, że taka forma będzie Wam odpowiadała :)
Przejdźmy zatem do moich hitów kwietnia / maja:
L'OREAL - żel-krem oczyszczający Ideal Soft
To kosmetyk, który moim hitem stał się przez przypadek. A w zasadzie przez dwa przypadki :) Najpierw przypadkiem trafił do mojego koszyka w drogerii, wzięłam go bez większego przekonania, szukałam czegokolwiek bo miało mnie to kosztować grosik :) Później też przypadkiem (no, powiedzmy) użyłam go do demakijażu (nie planowałam go używać w ten sposób). I jak się okazało jest skuteczny jeśli chodzi o demakijaż, dobrze oczyszcza, nie podrażnia. Czy ma wady? Tak :) Nie do końca odpowiada mi jego chemiczny zapach, ale działanie mi to wynagradza :) Pełna recenzja znajduje się tutaj.
ORGANIQUE - złoty peeling cukrowy Eternal Gold
Jego recenzja również znajduje się już na blogu, w tym miejscu. Jest to moje drugie opakowanie tego peelingu i obawiam się że ostatnie - cena za 200 g to niestety 70 zł. Za to jego używanie to sama przyjemność: skóra była wyraźnie gładsza - drobinki dość mocno ścierają
naskórek, zwłaszcza na sucho. Kosmetyk pozostawiał na skórze lekko
tłustawą powłokę, nie było potrzeby dodatkowego stosowania balsamu czy innego nawilżacza. Przyjemnie pachnie, działa świetnie. Tylko ta cena...
GLOV - quick treat (mini rękawica)
To maleństwo znalazłam w Joyboxie. Ma służyć teoretycznie do drobnych oprawek makijażu, ale ja postanowiłam użyć go do demakijażu oczu. Rzekomo jakieś cudowne włókna miały to zrobić jedynie za pomocą wody. Tiaaa... Zmoczyłam, przyłożyłam, poczekałam chwilę, delikatnie pociągnęłam i... Szok! To naprawdę działa! Można kupić też takie większe cuda - rękawiczkę bądź ściereczkę i chyba się skuszę :)
OCEANIC - serum do rzęs Long4Lashes
Recenzja tej odżywki jest jeszcze świeżutka, kilka dni temu mogłyście przeczytać o moich wrażeniach po pierwszym miesiącu używania. A wrażenia są jak najbardziej pozytywne :) Wiem, że to nie koniec, że jeszcze kilka miesięcy sumiennego używania przede mną, ale już widzę że moje rzęsy są dłuższe :) A mam nadzieję że będą również bardziej gęste!
KOBO - cienie Fashion Eye Shadow
To nie jest gotowa paletka, kupiłam ją osobno i do tego wybrałam 4
wkłady metalicznych cieni z serii Fashion Eye Shadow. Pod numerem 1
kryje się u mnie kolor Golden Rose (205) - piękny, mieniący się na
złoto-różowo. Sam jeden wystarczy żeby makijaż ładnie się prezentował.
Mój numerek 2 to Bronze (208) - połyskujący złotawy odcień brązu.
Numerek 3 w mojej paletce to Pale Violet (202) - pastelowy delikatny
fiolet. Ostatni odcień to Aubergine (209) - w świetle fiolet, a w cieniu grafit. Paletkę skomponowałam i kupiłam w kwietniu i od tej pory tylko kilka razy użyłam innych cieni niż te :) Mieszałam je ze sobą już chyba w każdej możliwej kombinacji, a także nosiłam solo. To chyba pierwsze moje cienie, gdzie makijaż robi mi się sam, nie potrzeba zbyt wiele z mojej strony. Cienie świetnie wyglądają zarówno nakładane palcami jak i pędzelkiem. Próbowałam na zdjęciach pokazać ich wielowymiarowość (zwłaszcza Golden Rose i Aubergine) ale nie wiem czy mi się to udało. Cienie mają świetną pigmentację, na bazie wytrzymują u mnie cały dzień bez zmian (bez bazy żaden cień nie utrzyma się u mnie dłużej niż 2h). Nie wykluczam kupna innych odcieni.
I to by było na tyle z mojej strony :) Znacie coś z moich hitów? Lubicie te produkty?
wtorek, 7 kwietnia 2015
Moje hity lutego / marca
Zanim przejdę do sedna kilka słów na inny temat :) Zapewne zauważyłyście drobną zmianę na blogu? No dobra, zmiana wcale nie jest taka drobna :> Mam nadzieję, że nowy wygląd podoba się Wam tak samo jak mi, a dla tych co nie potrafią sobie przypomnieć jak tu wyglądało wcześniej wstawiam zdjęcie poglądowe:
To wszystko co widzicie wyczarowała dla mnie Panna Vejjs - było szybko, miło, profesjonalnie, a co najważniejsze - nowy wygląd trafił w mój gust. Jeszcze raz dziękuję :)
A teraz już przechodzę do moich hitów, których używałam w ostatnich miesiącach. Do tej pory takie posty nie pojawiały się u mnie na blogu, bo w żadnym miesiącu nie miałam więcej niż 1-2 kosmetyki, które mogłabym opisać w takim poście. Tym razem znalazłam ich pięć na przestrzeni ostatnich dwóch miesięcy.
EVELINE - balsam do ciała pod prysznic
Jego pełna recenzja ukazała się na blogu niedawno, balsam dostałam w paczce z nowościami od Eveline. Przede wszystkim uwielbiam jego zapach - otulający, słodki, kakaowo-czekoladowy, utrzymujący się dość długo na skórze. Jeśli chodzi o działanie to również nie mam zastrzeżeń, skóra jest gładka, nawilżona, nie klei się i - nie wiem czy wiecie - pięknie pachnie! Póki co nie widziałam go jeszcze na drogeryjnych półkach, ale jak tylko się pojawi to na pewno wyląduje w moim koszyku niejeden raz.
BANIA AGAFII - nagietkowy scrub do twarzy
On też już miał premierę na blogu, recenzja znajduje się tutaj. Polubiłam go od pierwszego użycia, o intensywności zdzierania (a to potrafi być naprawdę silne) decydujemy same poprzez siłę nacisku podczas masażu. Skóra po jego użyciu jest od razu gładsza, rozjaśniona i o dziwo lekko nawilżona. Zapłaciłam za niego kilkanaście złotych i pewnie wydam jeszcze trochę :)
DERMEDIC - krem nawilżający o przedłużonym działaniu.
Kupiłam go za 10 zł w promocji z kartą Hebe kiedy borykałam się z przesuszoną skórą. Zdaję sobie sprawę, że nie wszystkim może odpowiadać jego skład (parafina na drugim miejscu), ale mi to nie przeszkadzało, krem mnie nie zapchał, nie podrażnił, a wręcz zdziałał wiele dobrego. Przede wszystkim w ciągu kilku dni doprowadził do ładu moją skórę, szybko się wchłaniał dzięki czemu mogłam go stosować również pod makijaż. Dobrze nawilżał, skóra stała się gładka i elastyczna, a ja mogłam znów cieszyć się makijażem. Małym minusem jest dla mnie cena regularna (około 45 zł), ale w aptekach internetowych można go dostać sporo taniej. Więcej możecie przeczytać w recenzji.
SYLVECO - łagodzący krem pod oczy
Co prawda w marcu używałam próbek, ale skoro w moich łapkach znalazł się już pełnowymiarowy produkt to równie dobrze mógł zapozować do zdjęcia :) Krem szybko się wchłania, dobrze nawilża, lekko ujędrnia skórę (wiem, to
dzięki nawilżeniu), nadaje się pod makijaż, nie podrażnia, nie powoduje
szczypania. Jego pełna recenzja z pewnością pojawi się na blogu niebawem.
SYIS - kolagenowe serum do paznokci
Moja małe ale wielkie odkrycie z Shinyboxa. Od zawsze borykałam się z problemem słabych, miękkich, rozdwajających i łamiących się paznokci. Wypróbowałam wiele odżywek i preparatów, ale przy żadnym z nich nie zauważyłam efektu tak szybko. Już po kilku miałam wrażenie, że paznokcie stały się twardsze, mocniejsze. Działanie zachwyciło mnie na tyle, że kolejne opakowanie (na zapas) już u mnie wylądowało. Na pewno doczeka się recenzji, chwilowo musiałam przerwać jego stosowanie, żeby przetestować balsam do skórek i paznokci od Eveline.
Znacie te kosmetyki? Lubicie je czy może u Was okazały się niewypałem? No i jak podoba Wam się nowy wygląd bloga? ☺






