poniedziałek, 27 lutego 2017

NACOMI - niby nic, a jednak coś :)

Pisałam ostatnio, że bardzo lubię peelingi, zarówno te do ciała, jak i te do twarzy. Po ostatnim peelingu do ciała przyszła kolej też na peeling do twarzy, o którym chciałabym Wam opowiedzieć nieco więcej. Już decydując się zakup byłam przekonana, że powinnam być zadowolona. Przede wszystkim polubiłam peelingi korundowe z Sylveco (oczyszczający i wygładzający), a ten peeling również opiera się na korundzie. A po drugie lubię Nacomi, a ich pomarańczowym peelingiem do ciała byłam zachwycona :) Jak wypadło starcie z rzeczywistością tym razem?


Blask i jędrność to najważniejsze atrybuty młodej, zadbanej skóry. Choć czas upływa nieubłaganie, widoczne oznaki starzenia można skorygować odpowiednią pielęgnacją, a regularne stosowanie naturalnych kosmetyków może wyeliminować lub znacznie wygładzić istniejące niedoskonałości. Naturalny Peeling do twarzy Nacomi jest przeznaczony do regularnego stosowania, polecany wszystkim aktywnym kobietom, które zauważyły na swojej skórze pierwsze oznaki starzenia. Delikatne kryształki korundu pomagają pozbyć się martwego naskórka, dzięki czemu naturalne olejki i witamina E lepiej wnikają w skórę i regenerują ją. Olejek marula doskonale nawilża skórę i wzmacnia ją, a olej ze słodkich migdałów jest składnikiem silnie wygładzającym zmarszczki i stymulującym procesy naturalnej odbudowy.



Kosmetyki Nacomi możemy zakupić między innymi w sklepie internetowym producenta. Oprócz tego można je też zakupić w drogeriach internetowych i stacjonarnych (na pewno Hebe). Opakowanie peelingu ma 75 ml i kosztuje w granicach 20-25 zł. Warto sprawdzać w Hebe, tam dość często pojawiają się promocje typu -40%, ja często wtedy z nich korzystam.


Plastikowa przezroczysta tubka pozwala nam na bieżąco śledzić zużycie kosmetyku. Zamknięcie na klik i otwór odpowiedniej wielkości pozwala zaś na bezproblemową aplikację odpowiedniej ilości kosmetyku. Tubka dodatkowo jest zabezpieczona przez wścibskimi macaczami i posiada foliową (plastikową) plombę.


Peeling w pierwszej chwili wydaje się dosyć gęsty, ma konsystencję takiej jakby pasy z zatopionymi drobinkami korundu. Pod wpływem ciepła rozpuszcza się w naszych dłoniach i na twarzy do postaci bardziej olejowej, a to z kolei pozwala zacząć działać korundowi - drobinki są maciupkie, ale niech Was to nie zwiedzie. Jeśli już używałyście korundu, to znacie jego działanie, ale jeśli nie - to wiedzcie, że te malutkie drobinki mają naprawdę wielką moc. Jeśli chodzi o zapach to nie odnalazłam tam nuty mango, peeling pachnie raczej słodko, trochę landrynkowo, trochę różano.


Mimo że teoretycznie dla mojej suchej skóry lepsze są peelingi enzymatyczne to ja paradoksalnie bardzo lubię zdzieraki, najlepiej takie konkretne :) Mogę się już chyba pokusić o stwierdzenie, że będę zadowolona z każdego peelingu z korundem, bo jak na razie to żaden z nich mnie nie zawiódł :) Miliony prawie niewidocznych drobinek działają na twarzy cuda, staje się ona niesamowicie wygładzona, nie ma mowy o żadnych suchych skórkach. W przypadku tego peelingu trzeba wyczuć jaka ilość kosmetyku będzie dla nas odpowiednia. Ja początkowo nakładałam go za dużo, przez to trudniej było mi rozpuścić peeling do postaci olejowej, masaż twarzy trwał zdecydowanie dłużej i był mniej intensywny niż bym chciała. Zaczęłam więc używać mniejszej ilości peelingu (jest naprawdę bardzo wydajny), a radość z jego używania rosła i rosła.


Peeling pozostawia na twarzy tłustą warstewkę, co nie powinno dziwić wiedząc ile zawiera w sobie olei. Producent zapewnia, że "peeling po spotkaniu z wodą zmienia się w krem. Dzięki temu cenne olejki pozostają na skórze, nie pozostawiając tłustej warstwy". Poniekąd jest to prawda, bo rzeczywiście w zetknięciu z wodą peeling zmienia się w krem, a raczej w taką emulsję. To pozwala co prawda w większości pozbyć się tej tłustej warstwy, ale nie tak do końca, coś tam na twarzy zostaje, choć nie powinno już problematyczne. Poza tym samą wodą ciężko jest usunąć dokładnie z twarzy wszystkie drobinki korundu, co może powodować pewien dyskomfort. Ja na takie bolączki od dawna mam jedną radę: gąbeczki Calypso! Używam ich ZAWSZE do zmywania peelingów i maseczek, pozwalają na szybsze i łatwiejsze usunięcie pozostałości kosmetyku, ścierają ewentualną tłustą warstwę i kosztują naprawdę niewiele. Inna kwestia jest taka, że ja nawet lubię te wyczuwalne warstewki po takich kosmetykach, ale wiem że nie każdemu to odpowiada. 


Po użyciu peelingu Nacomi moja skóra jest odżywiona, ujędrniona, bardziej elastyczna. Po peelingu mogą się pojawić na twarzy zaczerwienienia, ale są one wynikiem mechanicznego pocierania. Peeling w żaden sposób nie podrażnił mojej skóry, ani mnie nie uczulił. Ma naprawdę całkiem niezłe właściwości nawilżające; często po jego zastosowaniu nie sięgałam już po krem, bo moja skóra się o niego nie dopominała (a jestem sucharkiem) :)

Podsumowując - dla mnie to świetny kosmetyk, byłam z niego tak bardzo zadowolona, że skorzystałam z okazji i kupiłam w promocyjnej cenie wersję borówkową, liczę na to że będzie równie dobra. Jeśli lubicie zdzieraki - po ten na pewno warto sięgnąć. Jeśli nie lubicie tłustej warstwy, jaką może pozostawić ten peeling to albo dokładniej umyjcie twarz po peelingu albo zainwestujcie kilka złotych w celulozowe gąbeczki (teoretycznie do demakijażu).

Jakich peelingów używacie chętniej - enzymatycznych czy zdzieraków? Jaki jest Wasz ulubiony peeling do twarzy? Znacie peelingi Nacomi?

14 komentarzy:

  1. Bardzo go lubię, ale pod względem zapachu bardziej przypadł mi do gustu borówkowy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jeszcze przede mną :) Tu w sumie nastawiałam się bardziej na to mango niż różę, więc nie wykluczam że zapachowo też będę wolała borówkę :)

      Usuń
  2. Bardzo lubię ten peeling, wersji borówkowej jeszcze nie miałam ;) Pozdrawiam :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przypuszczam, że będą się różniły jedynie zapachem, a działanie będą miały podobne :)

      Usuń
  3. Niestety z moją cerą sprawdzają tylko enzymatyczne peelingi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja enzymatyczny miałam kiedyś jeden lub dwa (nawet nie pamiętam jakie). Nie robiły u mnie nic. Ale mam w zapasach peeling enzymatyczny Sylveco i zamierzam go otworzyć na dniach :)

      Usuń
  4. Ja lubię czuć, że coś się dzieje i mieć wpływ na moc peelingu, dlatego najbardziej lubię korundowy Sylveco.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i dlatego ten też powinnaś polubić :)

      Usuń
  5. bardzo lubię kosmetyki Nacomi więc z pewnością skuszę się na ten peeling :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja po wersji borówkowej pewnie kupię jeszcze jakiś inny ;)

      Usuń
  6. Jeśli pachnie mango, to coś dla mnie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie nie pachnie mango :(

      Usuń

Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz. W miarę możliwości staram się odwiedzać Wasze blogi :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...