Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Original Source. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Original Source. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 1 września 2016

Denko sierpniowe

Pożegnaliśmy wakacje, pora pożegnać się też z wakacyjnymi pustakami :) Na szczęście gorycz pożegnania z latem łagodzi nam pogoda, która ostatnio znów stała się dla nas łaskawa :) Co udało mi się wykończyć w sierpniu? Całkiem sporo kosmetyków - znowu będzie miejsce na coś nowego!

poniedziałek, 2 listopada 2015

Denko październikowe


Zaczął się listopad, w telewizji czas wyczekiwać reklam "Coraz bliżej święta", a w radiu piosenek typu "Last Christmas". Dobija mnie to, bo im dłużej to trwa tym mniej czuję atmosferę świąt. Jak dla mnie wszelkie dekoracje, reklamy itp. powinny się zaczynać najwcześniej z rozpoczęciem Adwentu. A jakie jest Wasze zdanie na ten temat? Lubicie aż tak przedłużać świąteczną atmosferę?

Ale ja przecież nie o tym! Nazbierało mi się trochę śmieci i pora je wyrzucić. O dziwo nazbierało mi się trochę kolorówki. Czy u Was w tej kwestii też działa prawo serii? :)


W denku tradycyjnie znalazły się zarówno produkty które kupię i chętnie do nich wrócę,  takie których nie kupię z różnych względów oraz takie co do których nie jestem do końca zdecydowana.


1 - ORIGINAL SOURCE - żel pod prysznic
Cytryna mnie zachwyciła, z limonką coś nie do końca zaiskrzyło. Oczywiście zapachowo, bo pianka fajna, nie wysusza i generalnie jest ok. Ale zapach ciut za gorzkawy, nie wiem, może latem polubiłabym go bardziej?

2 - DOVE - kremowa kostka myjąca
Ogólnie o kostkach Dove pisałam tutaj. Ta kostka to zapach figa & kwiat pomarańczy - całkiem przyjemny, choć nieco zbyt słodki jak dla mnie. Kostki Dove tworzą fajną kremową piankę i nie wysuszają. Próbowałam używać jej też do mycia pędzli, ale tu sobie średnio poradziła (najgorzej z tymi od podkładu i korektora).

3 - WELLNESS&BEAUTY - peeling do ciała
Zdecydowałam się na wersję z olejkiem i zieloną herbatą. Pachniał bardzo przyjemnie, zdzierał całkiem nieźle, a opakowanie na pewno do czegoś zużyję. Peeling jest solny, więc nie każdemu będzie odpowiadać, dodatkowo pozostawia po sobie lekko tłustawą warstewkę. Ja na pewno wypróbuję jeszcze inne wersje zapachowe :)

4 - DOVE - żel pod prysznic
O tych żelach również już pisałam, dokładnie tutaj. Żel jest bardzo gęsty, kremowy, ma wręcz konsystencję balsamu. Pachnie lekko mydlanie, klasycznie. Tworzy sporą pianę, nie wysusza - jest całkiem fajny. Ta wersja zapachowa mnie nie urzekła, jest taka "zwykła", ale skuszę się na wersje owocowe :)


5 - BAIKAL HERBALS - szampon do włosów
Pachniał lekko ziołowo, pienił się przyzwoicie, miał żelową konsystencję. Do szału mnie doprowadzał zbyt duży otwór, przez co aplikacja była utrudniona no i niestety nie spełnił swojego głównego zadania: miał zmniejszyć wypadanie włosów, a w tej kwestii nie robił nic. Poza tym dobrze domywał i nie plątał zbytnio włosów (ale użycie odżywki było konieczne).

6 - BANIA AGAFII - drożdżowa maska do włosów
To moje drugie opakowanie, czyli wychodzi na to, że jestem z niej raczej zadowolona :) Maska miała dość lejącą konsystencję, dlatego też lepiej niż słoiczek moim zdaniem spisałaby się tubka lub butelka. Jeśli zaś chodzi o działanie to nie wiem czy przyśpieszyła tempo wzrostu moich włosów - nigdy tego nie mierzyłam :) Za to pachniała dość przyjemnie, włosy były po niej gładkie i miękkie, łatwo się rozczesywały. Nie spowodowała przyśpieszonego przetłuszczania się włosów. 

7 - JOANNA - farba do włosów
Wcześniej używałam innych farb Joanny i jeśli chodzi o efekt wizualny (błysk, równomierne pokrycie) nie mam zastrzeżeń. Jednak w przypadku poprzedniej farby kolor podobał mi się bardziej (a nazwa była ta sama). Dlatego też raczej chyba pozostanę przy poprzedniej farbie.


8 - DERMEDIC - płyn micelarny
Jedno z moich ostatnich rozczarowań :( Niestety nie radził sobie z demakijażem, a to miało być jego główne zadanie. Poza tym był delikatny, nie podrażniał i całkiem nieźle spisze się do odświeżania skóry twarzy. Więcej możecie przeczytać w recenzji.

9 - SKIN79 - maska rozjaśniająca
O całej serii kolorowych masek w płacie, które pokazywałam Wam w poście z wrześniowymi zakupami będziecie mogły przeczytać niebawem, jak tylko przetestuję je wszystkie :) Krótko mogę napisać tylko, że ta była w porządku, ale mnie nie zachwyciła.

10 - YASUMI - puder do oczyszczania skóry
Znalazłam go w Shinyboxie, zainteresowała mnie bardzo forma aplikacji. Jak to tak, puder do mycia? Okazało się że po zetknięciu z wodą puder zmieniał się w delikatną piankę, nieźle oczyszczał, przyjemnie cytrusowo pachniał. Okazało się też, że potwornie wysuszał mi skórę, a doprowadzenie jej do ładu zajęło mi sporo czasu. Ostatecznie pudru używałam raz/dwa razy w tygodniu i wtedy przy odpowiedniej pielęgnacji nawilżającej było ok.


11 - REXONA - antyperspirant
Moje drugie opakowanie (wcześniej miałam inną wersję). Jak na antyperspirant spisuje się naprawdę dobrze, a u mnie mało co daje radę :) Skutecznie redukował pocenie, a do tego przyjemnie pachniał.

12 - SYLVECO - pomadka peelingująca
Mój niekwestionowany ulubieniec jeśli chodzi o pielęgnację ust! Uwielbiam i wielbić będę po wsze czasy. I kupować też! Więcej możecie przeczytać w recenzji. Jeśli jeszcze jej jakimś cudem nie znacie to koniecznie kupcie!

13 - ORIFLAME - krem do rąk
Przyjemnie pachniał, szybko się wchłaniał - to wystarczyło żeby wylądował u mnie w pracy. Ale niestety nawilżenie było słabe, a innych pozytywów nie znalazłam.


14 - YANKEE CANDLE - wosk zapachowy
Soft Blanket to kolejny obok Clean Cotton zapach świeży, przyjemny, do którego będę wracać niezależnie od pory roku.

15 - AVON - woda toaletowa Pur Blanca
Nawet nie pytajcie ile ją miałam u siebie, bo pewnie ładnych kilka lat. To była z tego co pamiętam jakaś specjalna edycja świąteczna. Nie przepadam za tym zapachem, ale dostałam ją od kogoś w prezencie.


16 - INGRID - podkład Ideal Face
Wygodna aplikacja za pomocą pompki air-less, która niestety lubiła nawalać. Z tego co wiem, to teraz te podkłady mają trochę inną szatę graficzną, więc może i pompki poprawili :) Krycie miał całkiem niezłe, utrzymywał się na twarzy kilka godzin, ale powodował świecenie (u mnie, sucharka!). Nie podkreślał suchych skórek, nie wysuszał.

17 - SENSIQUE - puder w perełkach
Ja miałam wymieszaną wersję brązującą z rozświetlającą. Efekt jaki dawał na mojej skórze mi się nawet podobał, ale chyba zmęczyły mnie już kosmetyki w kuleczkach. Wolę prasowane albo sypkie :)

18 - KOBO - transparentny puder matujący
Bardzo polubiłam swój pierwszy transparentny puder (ryżowy, z Marizy), więc jak się skończył postanowiłam go czymś zastąpić. Niestety z tym pudrem nie do końca się polubiłam; bardzo się pylił, czułam go na twarzy, potrafił bielić. Matowił całkiem dobrze, ale ja nie mam większych problemów ze świeceniem.

19 - MISS SPORTY - korektor
Spisywał się u mnie średnio (nie krył zbyt dobrze i łatwo się ścierał), więc poszedł w odstawkę jak kupiłam sobie kamuflaż z Catrice. Ostatnio chciałam zobaczyć czy polubię się z nim bardziej, ale okazuje się że śmierdzi kredkami świecowymi, więc leci do kosza.

20 - JOKO - baza pod cienie
Zużyłam ją do końca, ale nie jestem zachwycona. Owszem, utrzymywała cienie w ryzach, ale przeszkadzała mi tępawa konsystencja. Podbijała kolor cieni, ale nie jakoś rewelacyjnie. Całego dnia na powiece niestety u mnie cienie na niej nie wytrzymywały (ale te 9-10 h potrzebne na wyjście, pracę i powrót już tak).


21 - MAYBELLINE - tusz do rzęs
Efekty jakie daje na rzęsach możecie zobaczyć w tym poście. Używam tej wersji od wielu, wielu lat (z przerwami oczywiście) i z perspektywy czasu stwierdzam, że ona po prostu dużo lepiej spisuje się na dłuższych rzęsach. Wcześniej owszem, byłam z niej zadowolona, ale nie aż tak jak teraz, gdy moje rzęsy są podrasowane przez Long4Lashes :) Wydłuża, pogrubia, nie osypuje się. Bajka.

22 - YVES ROCHER - tusz do rzęs
Nie lubię tuszy do rzęs z Yves Rocher bo są po prostu kiepskie. Ten również to potwierdził. Był bardzo suchy, lubił się kruszyć i osypywać, jedeyny pozytyw jest taki, że lekko wydłużał rzęsy.

23 - LONG4LASHES - odżywka do rzęs
Wiem, że wiele z Was z dystansem podchodzi do odżywek z bimatoprostem. U mnie nie pojawiły się żadne niepożądane efekty, a rzęsy urosły mi tak bardzo, że mnóstwo osób pytało czy mam sztuczne. Mam nadzieję że uda mi się ją znów kupić w Rossmannie w promocji -49% tak jak poprzednio. Efekty kuracji po 1 miesiącu możecie zobaczyć tutaj, a po 3 miesiącach tutaj. Opakowanie wystarczyło mi na pół roku.

24 - EVELINE - eyeliner Celebrities
Wygodny pędzelek, głęboki czarny kolor, zadowalająca trwałość. Nie rozmazywał się, utrzymywał w dobrym stanie cały dzień. Chętnie jeszcze do niego wrócę.

25 - SILCARE - lakiery hybrydowe
Moje pierwsze hybrydy. Nie powalają trwałością (7-10 dni, ale robię sobie sama). Są tanie, dlatego kupiłam od razu chyba 10 kolorów. Różowy (410) wykończyłam, a brązowo-bordowy (670) chyba źle dokręciłam i zgęstniał.

26 - CATRICE - konturówka do ust
Nie wiem jaki numerek, bo pewnie był umieszczony w miejscu którego już nie ma :P Całkiem fajna jeśli chodzi o kolor (lekko przybrudzony róż), średnia jeśli chodzi o trwałość na ustach i dość kiepska przy temperowaniu (rysik lubił się łamać). Lubiłam ją do czasu poznania konturówek z Essence które są o niebo lepsze :)

27 - YVES ROCHER - kredka do oczu
To był chyba jakiś gratis do zakupów, miałam ją długo, bo używałam w zasadzie tylko na linię wodną. Do malowania na powiece miała trochę zbyt tępą konsystencję.

Ufff... nazbierało się tego :) A jak tam u Was denkowanie?

wtorek, 4 sierpnia 2015

Denko lipcowe

Czerwcowe denko było u mnie tak ogromne, że lipcowe wypada przy nim co najmniej skromnie :) Ale ważne, że kosmetyki nadal powoli znikają jeden po drugim i robią miejsce dla kolejnych nowości :)


W denku tradycyjnie znalazły się zarówno produkty które kupię i chętnie do nich wrócę,  takie których nie kupię z różnych względów oraz takie co do których nie jestem do końca zdecydowana.


1 - ORIGINAL SOURCE - żel pod prysznic
Żel w wersji cytryna & drzewo herbaciane. Przecudny zapach, tak bardzo cytrynowy, że jak go używałam to od razy zaczynały mi pracować ślinianki :) Robił fajną pianę, nie wysuszał - z chęcią będę do niego wracać.

2 - YVES ROCHER - żel pod prysznic
Karambola z Malezji jak dla mnie brzmi zagadkowo. Żel pachnie owocowo, słodko, porównałabym go trochę do nektarynki, ale przełamanej kwaskową nutą. Mi się spodobał. Co do pozostałych właściwości to tak samo jak pozostałe żele z tej serii dobrze się pienią, nie wysuszają i myją :)


3 - ZIAJA - emulsja do opalania
Jeśli chodzi o wszelkie produkty do opalania to raczej nie przywiązuję wagi do marki. Biorę odpowiadający mi filtr i patrzę na cenę :) Ziaja ma dość przyjemny (ale nie porywający) zapach, łatwo się rozprowadza, ale trzeba uważać, bo na słońcu emulsja robi się dość rzadka :) Co do wodoodporności takich kosmetyków ja zawsze mam wątpliwości i używam ich po każdym wyjściu z wody :)

4 - ZIAJA - nawilżające mleczko utrwalające opaleniznę
Jak kupowałam je w zeszłym roku (tak, oba produkty są zeszłoroczne) to byłam przekonana że biorę mleczko łagodzące po opalaniu :) Okazało się inaczej. Mleczko ma zapach charakterystyczny dla samoopalaczy i właśnie na tym polega to utrwalanie opalenizny. Łatwo się rozprowadza, wchłania się średnio szybko.


5 - EVELINE - peeling do rąk
Pisałam o nim tutaj. Całkiem fajne działanie - dłonie po użyciu są wygładzone, miękkie. Szkoda tylko że nie ma innych wersji zapachowych, bo nie przepadam za waniliową nutą w kosmetykach.

6 - ORGANIQUE - peeling Eternal Gold
Przecudowny! Wylądował w moich ulubieńcach, doczekał się też recenzji, możecie ją znaleźć tutaj. Solidny zdzierak o przyjemnym zapachu, pozostawia skórę miękką, wyraźnie wygładzoną i nie ma potrzeby stosowania po nim balsamu. Tylko ta cena... 68 zł :(

7 - LILLAMAI - peeling algowy do ciała
Miniatura o pojemności 50 ml z Shinyboxa wystarczyła mi raptem na dwa razy. Właściwości zdzierające są naprawdę niezłe, ma konsystencję piasku zatopionego w jakimś żelu, ale nie jest zbyt rzadki. Nie do końca odpowiada mi jednak zapach tego peelingu - ziołowy, niezbyt przyjemny, podobny do peelingu do twarzy ze skrzypem z Sylveco. Pełnowymiarowy kosmetyk kosztuje 51 zł / 120 ml, więc jeszcze więcej niż Organique.


8 - TIMOTEI - odżywka do włosów Moc i Blask
Recenzja tej odżywki w duecie z szamponem z tej samej serii ukazała się na blogu nie tak dawno, możecie ją znaleźć tutaj. Spisywała się całkiem nieźle, nie powodowała przetłuszczania włosów, które po jej użyciu były miękkie i dobrze się układały. 

9 - BIOSILK - jedwab do włosów
Przeszkadzał mi jego lekko alkoholowy zapach i brak dozownika. Zdecydowanie bardziej wolę jedwab z Mariona :)

10 - TIMOTEI - odżywka do włosów Drogocenne  Olejki
Ogólne działanie podobne jest do wcześniejszej odżywki: ułatwia rozczesywanie, włosy są miękkie, dobrze się układają. W odróżnieniu od odżywki Moc i Blask przy używaniu tej na moich włosach pojawiają się ładne złociste refleksy. Wcześniej używałam tej odżywki w duecie z szamponem z tej samej serii i włosy szybciej mi się przetłuszczały. Jednak teraz gdy stosowałam ją z szamponem Moc i Blask włosy myłam tak często jak zwykle.


11 - SYLVECO - łagodzący krem pod oczy
Ubolewam bardzo że mi się skończył. Jak na razie to mój ulubiony krem pod oczy. Dobrze nawilża, łagodzi, ujędrnia skórę pod oczami. Więcej zachwytów na jego temat znajdziecie w recenzji.

12 - BIOLIQ - oczyszczający żel do mycia twarzy
Pisałam o nim niedawno, recenzja jest tutaj. Żel dobrze oczyszcza, szczoteczka przyjemnie masuje i wygładza skórę. Dodatkowo opakowanie można wykorzystać później i wlać do niego nowy żel (szczegóły w recenzji).

13 - BANDI - krem intensywnie nawilżający
Jego recenzja była jedną z pierwszych na moim blogu :) Krem przyjemnie pachnie cytrusami, dość dobrze nawilża, choć nie nazwałabym go intensywnym. Szybko się wchłania, można go stosować również pod makijaż.

I to tyle. Tylko tyle. A jak Wasze denka, są bardziej obfite?☺

czwartek, 6 listopada 2014

Listopadowe zakupy

Zaraz na początku miesiąca zrobiłam mały nalot na Biedronkę :) Miałam nadzieję, że do końca miesiąca już nie będę robić zakupów kosmetycznych, ale chyba się nie uda:/ Yves Rocher mnie kusi ofertą urodzinową :)

A co w tym miesiącu zasiliło moje półeczki?
Wszystko poza dwoma produktami nabyłam w ramach gazetkowej biedronkowej akcji i nie wiem czy nie będę jeszcze czegoś dobierała:>

ORIGINAL SOURCE - żele pod prysznic
Taki dwupak kosztował coś około 10 zł, były chyba trzy różne kombinacje. Z tych które kupiłam oba pachną pięknie, zwłaszcza podoba mi się ten cytrynowy. No i nie wiem czy przy okazji najbliższych zakupów w Biedronce nie dokupię jeszcze jakiegoś duetu, żeby wypróbować więcej wersji zapachowych :)

TIMOTEI - szampon i odżywka drogocenne olejki
To też był zestaw, kosztował chyba 11 zł. Postanowiłam zrobić sobie małą przerwę od mojego Head&Shoulders, bo akurat mi się kończy. Mam nadzieję, że nie pożałuję:P

PUREDERM - plastry na nos
Totalne zaskoczenie i wielka euforia! Próbowałam do tej pory plasterków dwóch różnych firm (nie pamiętam jakich, bo to było już dawno) i stwierdziłam że nigdy więcej, bo nie ma efektów. Ale te plasterki kosztowały 6 czy 7 zł, więc wrzuciłam do koszyka bez większego przekonania. Wypróbowałam i... wow! Działa! Plasterek pomógł mi się pozbyć większości wągrów z nosa więc z rozpędu przykleiłam go na brodę - też pomógł:) Kupię jeszcze jedno opakowanie, a może nawet dwa?

MARION - szampon koloryzujący (czekoladowy brąz)
Przez długi czas farbowałam włosy farbą, najpierw tradycyjną, później miałam dość długi epizod z farbami w piance. Ale od kiedy mam krótkie włosy to najzwyczajniej w świecie szkoda mi kasy na całą farbę, skoro 2/3 i tak wyrzucam:> No więc co jakiś czas łapię za saszetkę - bez zwracania uwagi na firmę; tym razem trafiło na Marion. Aha, to jeden z dwóch produktów nie z Biedronki właśnie:)


Mój pierwszy zestaw pędzli :) Wiem, żaden szał, ale na czymś trzeba próbować, a te kosztowały 15 zł. Jak nauczę się trochę nimi operować to być może zainwestuję w coś lepszego:)

LIRENE - peeling enzymatyczny
Mój pierwszy taki peeling, bo jak to tak peeling bez drobinek? Ale po ostatnim zdzieraku z Yoskine pomyślałam o wypróbowaniu czegoś delikatniejszego:)

BELL - Utrwalająca baza pod cienie do powiek Perfect Skin
Skoro mój puder udający bazę pod cienie się rozpadł trzeba było zainwestować w coś innego :) Baza ma lekko fioletowy kolor, ale po roztarciu jest w zasadzie niewidoczna. Ma aksamitną konsystencję, jak dla mnie bardzo podobną do bazy kaszmirowej z Daxa. Póki co jestem zadowolona :)

No i na koniec jeszcze Shinyboxowy nabytek promocyjny - pudełeczko wrześniowe z gratisowym peelingiem z Organique i zestawem próbek :)


sobota, 11 października 2014

Shinybox marzec 2014

Kolejne pudełko, z którego byłam zadowolona. Pozwoliło mi podjąć decyzję o rozpoczęciu od kwietnia subskrypcji.
A co się w nim znalazło?


ORIGINAL SOURCE Żel pod prysznic
-
Kosmetyki Original Source prowadzą krucjatę przeciwko temu, co jednostajne, szare i zwyczajne. Z owocowymi żelami tej marki nierutynowe doznania pod prysznicem są gwarantowane. Żel Golden Pineapple to słodka gorączka złota! Orzeźwiająco soczysty żel pod prysznic pełen cytrusowej świeżości to niezły ananas! 
Średnia cena: 9 zł / 250ml - dostaliśmy produkt pełnowymiarowy
Przyjemnie pachniał, dobrze się pienił. Dodatkowo plus za to, że stoi na nakrętce - nie ma problemu ze zużyciem do końca. Po żele z tej serii z pewnością będę jeszcze sięgać, jest trochę do wypróbowania. Ale tymczasem w mojej szafce żeli pod prysznic jest sporo i nowych na razie nie kupuję:)

DELAWELL Zmysłowy Scrub Solny - Zmysłowy Scrub Solny do dłoni, stóp i ciała zawiera drobne, dość ostre kryształki soli, które silnie złuszczają martwy naskórek, wygładzając skórę i przygotowując ją do wchłonięcia pozostałych, wysoce odżywczych składników preparatu, min. masła shea (wysoce odżywcze, działa natłuszczająco i nawilżająco), olejów jojoba (doskonale wchłaniany przez skórę, dodaje jej sprężystości i nawilża) i makadamia (działa regenerująco i wygładzająco). Po zastosowaniu peelingu zmniejsza się uczucie napięcia, suchości i szorstkości skóry. Staje się ona elastyczna, a peeling pozostawia niewidoczny, przyjemnie wyczuwalny film ochronny na skórze.
Średnia cena: 39 zł / 260ml - w pudełku znalazła się miniatura o pojemności 100ml
Peeling pachnie cudnie, jest dość zbity i posiada mnóstwo kryształków soli, więc pewnie będzie dobrze ścierał naskórek. Piszę w trybie przypuszczającym, bo u mnie ciągle jeszcze czeka na swoją kolej:)

BIODERMA Sebium Pore Refiner krem - Preparat przeznaczony jest dla skóry tłustej lub mieszanej z problemami rozszerzonych porów. Dzięki specjalnie dobranym składnikom normalizuje jakość sebum zapobiegając jego gęstnieniu, dzięki czemu ogranicza powstawanie krost i zaskórników. Lekka formuła sprawia, że preparat natychmiast się wchłania, pozostawiając przyjemne, aksamitne uczucie.
Średnia cena: 60 zł / 30ml - dostaliśmy miniaturkę o pojemności 15ml
Mimo że krem przeznaczony jest do cery tłustej lub mieszanej to całkiem dobrze sprawdził się przy mojej raczej suchej skórze. Dość szybko się wchłaniał, dlatego najczęściej stosowałam go rano przed nałożeniem makijażu.

BALNEOKOSMETYKI Żel do mycia twarzy - Żel oczyszczający do twarzy polecany jest do codziennej pielęgnacji cery z problemami. Dzięki wyjątkowo delikatnym substancjom myjącym żel dokładnie oczyszcza skórę z wszelkich zanieczyszczeń, nie podrażniając jej i nie powodując wysuszenia, a także odblokowuje pory, chroniąc przed powstawaniem zaskórników i wągrów. Regularne stosowanie żelu poprawia kondycję i wygląd skóry, pozwala na skuteczną walkę z objawami trądziku i nadmiernym błyszczeniem się skóry. Sprawia, że pory stają się mniej widoczne, skóra jest lepiej oczyszczona i wygląda zdrowo. Żel oczyszczający do twarzy doskonale radzi sobie z usuwaniem makijażu twarzy.
Średnia cena: 28 zł / 200ml - dostaliśmy produkt pełnowymiarowy
Pachniał cudnie, ale niestety u mnie po użyciu powodował natychmiastowe uczucie ściągania skóry twarzy (był przeznaczony do cery tłustej i mieszanej). To spowodował, że został sprezentowany, a jego nowa posiadaczka była bardzo zadowolona:)

ORGANIQUE Biała glinka - Bardzo delikatna glinka kaolinowa. Cechuje ją lekka i jedwabista konsystencja. Jest łagodna dla skóry, usuwa zanieczyszczenia, remineralizuje, wygładza i uelastycznia. Delikatnie rozjaśnia. W 100% naturalna glinka kaolinowa. Jest to jedna z najdelikatniejszych glinek, cechuje ją lekka i jedwabista konsystencja. Polecana jest zwłaszcza dla cer delikatnych, suchych, wrażliwych, skłonnych do podrażnień oraz dla skór dojrzałych. Działa również normalizująco na skórę tłustą i mieszaną. Można ją stosować do maseczek i kąpieli.
Średnia cena: 30 zł / 200ml - miniatura w pudełku zawierała 100ml
To było moje pierwsze doświadczenie z glinką, do tej pory korzystałam raczej z gotowych maseczek. Wrażenia po użyciu bardzo pozytywne, skóra wydawała się gładsza i oczyszczona. Myślę że jeszcze będę sięgać po tego typu produkty.