Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Oriflame. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Oriflame. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 11 grudnia 2016

Denko listopadowe

Powoli zbliża się połowa grudnia, a ja jeszcze nie rozliczyłam się z listopadowymi pustakami. Na swoje usprawiedliwienie mam głównie brak światła do zrobienia zdjęć i paskudne choróbsko, które męczy mnie od kilku dni :( Ale do rzeczy, nie zamierzam przeciągać, rozliczam się i zmykam znów do wyrka :)

czwartek, 6 października 2016

Denko wrześniowe

Jak już wiecie moje wrześniowe zakupy były dość skromne (jestem z siebie zadowolona). Czy moje zużycia wrześniowe były bardziej obfite? Niekoniecznie. Nie jest to może denko gigant, ale udało mi się trochę zużyć i tym samym znów trochę uszczuplić swoje zapasy kosmetyczne :)

czwartek, 25 sierpnia 2016

Opróżniam kosmetyczkę po raz czwarty - pielęgnacja ciała

Udział w wyzwaniu portalu Trusted Cosmetics to nie tylko publikowanie postów na zapowiedziane tematy. Dla mnie to była mobilizacja do bardziej regularnego pisania, bo ostatnio trochę to kulało. Udział w wyzwaniu to również możliwość przynależności do facebookowej grupy, na której możemy się wymieniać uwagami i doświadczeniami. Ostatnia dyskusja dotyczyła wyglądu naszych blogów. Czy ktoś zauważył co zmieniłam u siebie? :)

Aktualny temat wyzwania to - jak już pewnie wiecie - pielęgnacja ciała. Po raz kolejny zastanawiałam się w jaki sposób podejść do tego wyzwania i ostatecznie postanowiłam pokazać Wam to, czego używam aktualnie i ewentualnie czego zacznę używać lada dzień :) W mojej szafce znajduje się więcej kosmetyków z tej kategorii, ale stwierdziłam że nie będę przesadzać :P

środa, 3 sierpnia 2016

Denko lipcowe

Ja to chyba jestem jakąś ofiarą losu. Ten post miał się ukazać sam, dzisiaj o 10 rano, ale okazuje się, że nie ogarnęłam kolejnej blogowej umiejętności, czyli automatycznej publikacji postów :) Wiem, to niby nie jest trudne, ale jak się coś robi pierwszy raz to nigdy nie wiadomo czy się uda :) No i mi się nie udało :( Tymczasem pozdrawiam Was z upalnej Grecji i zostawiam z moim lipcowym denkiem.

W lipcu poszło mi chyba całkiem nieźle :)


W denku tradycyjnie znalazły się zarówno produkty które kupię i chętnie do nich wrócę, takie których nie kupię z różnych względów oraz takie co do których nie jestem do końca zdecydowana.

piątek, 15 lipca 2016

Letnia paczka - kolejna akcja blogerska :)

Nie tak dawno pisałam Wam o organizowanej przez Terii akcji "Zimowa paczka", a tu przyszła kolej na następną :) Zasady były takie same - osoby które się zgłosiły do uczestnictwa w "Letniej paczce" zostały dobrane w pary i wzajemnie przygotowywały dla siebie spersonalizowany box niespodziankę.


Mnie los sparował z Eweliną z bloga Acne Skin. Ucieszyło mnie to, bo Ewelina jest osobą, która obserwuje mojego bloga od bardzo dawna, prawie od początku jego powstania i mój box mógł być przy okazji formą podziękowania :) Wymieniłyśmy z Eweliną kilka maili odnośnie naszych preferencji, uzgodniłyśmy też między sobą że nie mamy nic przeciwko otrzymaniu czegoś z zapasów tej drugiej (oczywiście mowa o nieużywanych kosmetykach), ustaliłyśmy datę wysyłki i zabrałyśmy się do dzieła :) A co znalazło się w mojej paczce? Różne rzeczy - coś kosmetycznego, coś niekosmetycznego, coś słodkiego, zresztą zobaczcie same:


Żel pod prysznic Balea to kosmetyk, z którego się bardzo ucieszyłam. Nie mam dostępu do kosmetyków tej marki, więc chętnie przyjmuję takie podarki. Żel passiflora i jagody acai (jeśli dobrze zrozumiałam i przetłumaczyłam) pachnie bardzo przyjemnie, trochę słodkawo, z przyjemnością go zużyję. Energetyzujący żel złuszczający od Oriflame z szałwią i witaminą C pachnie orzeźwiająco, cytrusowo - idealnie na lato. Ciekawe czy zawartość ekstraktu z szałwii ograniczy potliwość? :)


W pierwszej chwili jak zobaczyłam drobne niebieskie kuleczki poczułam lekki zawód, czyżby Ewelina nie przeczytała że nie mam wanny i nie mam co zrobić z tego typu produktem kąpielowym? Dopiero po chwili doczytałam, że to perełki do kąpieli stóp od No 36 i poczułam ulgę :) Stopom od czasu do czasu funduję kąpiel w misce, robię wtedy peeling i takie tam, więc perełki się nie zmarnują. Proszek do peelingu Pumice jakiś czas temu widziałam na kilku blogach i byłam go bardzo ciekawa. Jest to drobny nierozpuszczalny proszek, który można wymieszać z dowolnym żelem pod prysznic, balsamem czy kremem i w ten sposób peelingować wybrane partie ciała. Cieszę się, że będę miała okazję go wypróbować :)


Krem do rąk z Oriflame już kiedyś miałam, z tego co pamiętam to szybko się wchłaniał, ale chyba nawilżenie nie było jakieś rewelacyjne. Tubka jest malutka, więc pewnie trafi do torebki jako podręczny krem. Balsam do włosów aktywator wzrostu z Bani Agafii też już miałam i wspominam całkiem dobrze. Ta saszetka pewnie pojedzie ze mną na wakacyjny wyjazd, bo nie zajmuje wiele miejsca.


Zestaw do stylizacji brwi z Makeup Revolution zawiera trzy odcienie brązowych matowych cieni i wosk do ujarzmienia włosków. Chyba przetestuję też czy cienie sprawdzą się jako cienie do powiek, bo wtedy mogłabym zaoszczędzić sporo miejsca w wakacyjnej kosmetyczce :) Lakier do paznokci z Oriflame ma piękny fioletowy kolor, zrobiłam chyba z 20 zdjęć i na wszystkich wyszedł mniej lub bardziej niebieski :P Nie używam zwykłych lakierów, bo noszę hybrydy, ale Ewelina wiedziała że szukam lakierów, które będą się nadawać do stempli. Wydaje mi się, że ten powinien się spisać, jest dość gęsty, więc jestem dobrej myśli :) Cień do powiek Miyo również jest fioletowy :) Piękny, opalizujący, błyszczący, a do tego nieznanej mi do tej pory marki :)


Gąbeczka z Oriflame na pewno mi się przyda, lubię nakładać podkład w ten sposób i na razie jestem na etapie szukania dobrej i niedrogiej gąbeczki, może to będzie właśnie ta? Wosk Yankee Candle również chętnie wykorzystam, tego zapachu jeszcze nie miałam. Co prawda trochę obawiam się tej wanilii, za to limonka pozwala wierzyć że będzie dobrze :)


Przechodzimy do niekosmetycznej części paczki :) Ewelina w mojej umieściła cztery pary kolczyków i bransoletkę. Kolczyki uwielbiam, nie jestem nawet w stanie zliczyć ile mam par, a mimo to przyjmuję każdą kolejną z wielką chęcią :) Bransoletki akurat noszę rzadko, więc nie wiem czy tej komuś nie oddam. Złote motylki, mimo że urocze, u mnie nie zostaną bo nie noszę złotych dodatków.


Trochę słodkości zawsze mile widziane :) Umówiłyśmy się z Eweliną, że wrzucimy coś, co wytrzyma ewentualne wysokie temperatury, dlatego u siebie znalazłam żelki, sezamki i saszetkę kawy.


Dwie książki. "Sensacyjna wiadomość" zapowiada się na taką z gatunku miłych, lekkich i przyjemnych, pewnie zabiorę ją ze sobą kiedyś nad wodę. "Sałaty i sałatki" to coś, co świetnie wpisuje się w aktualną porę roku i moje próby zmiany sposobu odżywiania - na pewno wykorzystam niektóre przepisy :)


A to wisienka na torcie! Jedną z pasji Eweliny jest wyszywanie obrazów. I zrobiła specjalnie dla mnie, własnoręcznie, wyszywaną, spersonalizowaną zakładkę do książek! To chyba ucieszyło mnie najbardziej z całego pudełka, dziękuję Ci bardzo jeszcze raz!


A tak prezentuje się cała zawartość mojej letniej paczki, ja uważam że jest mega! A co Wy sądzicie o moim wakacyjnym boxie?


Tu uchylam Wam rąbka tajemnicy jeśli chodzi o moją paczkę dla Eweliny. Mam nadzieję że zerkniecie sprawdzić co ja dla niej przygotowałam bezpośrednio u niej na blogu - akurat dzisiaj opublikowała post z zawartością :)

Brałyście udział w tego typu akcjach? Co o nich sądzicie?

sobota, 9 lipca 2016

Malina & mięta - lubię to?

Tytuł posta niewiele mówiący. Zdjęcie z zajawką wyjaśnia niewiele więcej :) Ale wbrew pozorom post będzie raczej kosmetyczny, choć zapachowo związany ewidentnie z czymś pysznym. I właśnie z tego powodu "okoliczności przyrody" są takie a nie inne :)


Maliny lubiłam od zawsze, jeszcze będąc dzieckiem wyczekiwałam wakacyjnego wyjazdu do babci, u której mogłam zjadać maliny prosto z krzaka (bo kto by się przejmował brudem i zarazkami ☺). Jak dorosłam zaczęłam doceniać orzeźwiające połączenie maliny z miętą - smakowe i zapachowe. To właśnie skusiło mnie do zakupu kilku kosmetyków z serii Nature Secrets od Oriflame, właśnie o zapachu energetyzującej mięty i maliny.


Trafiły do mnie: złuszczający żel pod prysznic, krem do rąk oraz antyperspirant. Ja kupiłam je w zestawie za kilkanaście złotych, ale oczywiście wszystkie produkty były dostępne też osobno. Ceny oczywiście zależą od aktualnych promocji, myślę że w Oriflame mało kto kupuje kosmetyki w cenach regularnych :)


Złuszczający żel pod prysznic zamknięty jest w plastikowej, przezroczystej butelce zamykanej na klik. Jest dostępny w trzech pojemnościach: 250 ml, 400 ml i 750 ml. Ma malinowe zabarwienie i bardzo przyjemny zapach, mięta jest bardziej wyczuwalna, dopiero później uwalnia się delikatnie słodki malinowy aromat. Teoretycznie jest to żel peelingujący, ale nie przywiązujcie się do tego określenia :) Drobinek jest mało, są delikatne, więc o jego właściwościach zdzierających nie ma co pisać, bo ich prawie nie ma. Ja traktowałam go jako tradycyjny żel i w tej postaci sprawdził się u mnie całkiem fajnie. Ja oczekuję od żeli pod prysznic, żeby dobrze się pieniły, ładnie pachniały i nie wysuszały skóry - wszystko to znalazłam w tym pozytywnie wyglądającym opakowaniu :) Żel ma dość gęstą konsystencję i nanoszony na ciało dłonią delikatnie masował skórę, ale bardzo słabo się pienił. Z tego powodu używałam go tak jak innych żeli - za pomocą myjki lub gąbki, wtedy piana była naprawdę gęsta, a do tego pięknie pachnąca. Żel nie wysuszał mojej skóry, ale na właściwości nawilżające nie macie co liczyć :)


Krem do rąk znajduje w tradycyjnym dla tego typu kosmetyków opakowaniu - plastikowa, zakręcana tubka. Otwór jest odpowiedniej wielkości, choć wolałabym zamknięcie na klik - nie musiałabym się martwić, że zgubię nakrętkę :) Krem ma delikatnie różowe zabarwienie i zapach taki jak w całej serii. Jeśli zaś chodzi o właściwości nawilżające to szału nie ma. Osoby z wymagającymi, suchymi dłońmi na pewno nie będą z niego zadowolone, nawilżenie jest dość krótkotrwałe i utrzymuje się tylko do pierwszego umycia rąk. Za to na plus na pewno można zaliczyć to, że mimo dość treściwej konsystencji szybko się wchłania i nie pozostawia tłustej warstwy.


Dezodorant antyperpiracyjny - czyli tradycyjna kulka. Jeśli chodzi o skuteczność to w okresie zimowym nawet dawał radę, ale jak zrobiło się cieplej to musiałam postawić na coś skuteczniejszego. Był na tyle delikatny, że nie podrażniał skóry, nawet kiedy używałam go bezpośrednio po depilacji. Nie zauważyłam, żeby zostawiał ślady na ubraniach, ale był bardzo mokry i dość wolno się wchłaniał. Do tego trochę się wylewał z opakowania, więc co kilka użyć trzeba było je przecierać do sucha. Mimo że jest zapachowy, to aromat był na tyle delikatny, że nie kłócił się innymi zapachami (np. perfum).


A co z innymi połączeniami mięty i maliny? Ostatnio trafiłam na napój Tymbarku o takim połączeniu - jest pyszny, orzeźwiający, świetny na gorące dni, zwłaszcza po schłodzeniu w lodówce. Często też z malin i mięty przyrządzam sobie koktajle. Tu na zdjęciu są akurat tylko maliny i mięta z odrobiną cukru trzcinowego dla osłody, ale dodaję również jogurt naturalny albo trochę wody, bywa też że dorzucam inne owoce - najczęściej banana, truskawki albo jagody, ale tu oczywiście panuje pełna dowolność. Jeśli chcę, żeby koktajl był bardziej sycący (np. zabieram go na drugie śniadanie do pracy) to dorzucam do niego czasem jakieś płatki - jaglane, owsiane lub otręby. No i oczywiście rozkosz sama w sobie - maliny "gołe", bez niczego, najlepiej prosto z krzaczka - taki powrót do dzieciństwa :)


Ja sprawdziła się u mnie seria z Oriflame? Różnie :) Do żelu na pewno jeszcze wrócę, polubiłam go bardzo. Krem nie jest zły, więc jak trafi się na niego jakaś fajna promocja, to pewnie też jeszcze u mnie zagości. Kulka jak dla mnie niestety była za słaba, ale jeśli nie macie większych problemów z potliwością, to warto się na nią skusić :)

A Wy lubicie połączenie malin i mięty? Znacie tą serię Oriflame?

sobota, 5 grudnia 2015

Denko listopadowe

W listopadzie poszło mi dość skromnie jeśli chodzi o zużycia. Ale to oczywiście nie zmienia faktu, że każde zdenkowane opakowanie cieszy i pozwala otworzyć następne w kolejce :)


W denku tradycyjnie znalazły się zarówno produkty które kupię i chętnie do nich wrócę, takie których nie kupię z różnych względów oraz takie co do których nie jestem do końca zdecydowana.


1 - BIODERMA - płyn micelarny
Bardzo skuteczny, bardzo delikatny i bardzo drogi. No, może nie bardzo drogi, ale sporo droższy od innych, równie skutecznych. Jego pełna recenzja ukaże się lada dzień, ale już mogę napisać że kupię go ewentualnie jedynie w dobrej promocji. Bez niej wolę dużo tańszego, a równie skutecznego różowego Garniera.

2 - BIOLAVEN - żel do mycia twarzy
Żel dobrze oczyszcza, nieźle radzi sobie również z demakijażem. Nie wysusza, ale też nie nawilża. Zapach jest bardziej winogronowy niż lawendowy, co mnie akurat bardzo ucieszyło :) Z chęcią będę do niego co jakiś czas wracać, a Wy możecie więcej o tym żelu przeczytać tutaj.

3 - DERMIKA - emulsja do nawilżania i łagodzenia
Pisałam o niej całkiem niedawno, w tym poście. Kosmetyk bezzapachowy, szybko się wchłaniał, nieźle nawilżał. Niestety mnie zapychał, a szkoda, bo poza tym spisywał się całkiem nieźle.


4 - NO 36 - antyperspirant do stóp
Dość przyjemny zapach, całkiem szybkie wchłanianie. I to tyle. Nie zauważyłam żeby redukował pocenie, więc pewnie już się więcej nie spotkamy.

5 - ORIFLAME - krem do stóp
Zapach był bardzo dziwny. Z jednej strony trochę mentolowy, ale miał w sobie też coś co bardzo drażniło mój nos, coś nieprzyjemnego. Krem pozostawiał do tego po sobie lepką warstwę i cieszę się że miał tak małą pojemność, bo szybko się skończył :)

6 - YVES ROCHER - żel pod prysznic
Świąteczna limitka o zapachu czekolady i pomarańczy, ale od czasu do czasu widuję ją w sklepie internetowym. Pachnie cudownie, jak Delicje szampańskie. Dobrze się pieni, utrzymuje przez jakiś czas na skórze. Jeśli tylko na nią trafię to z pewnością wyląduje w moim internetowym koszyku :)


7 - JOANNA - maseczka do włosów z keratyną
Ta tubka pochodzi z opakowania z farbą do włosów, ale przekopałam Internety i okazuje się że jest też sprzedawana solo. Bardzo się z tego cieszę, bo po jej użyciu włosy były gładkie, miękkie, sypkie i łatwo się rozczesywały. Chętnie kupię pełnowymiarową wersję.

8 - GOLDWELL - spray do włosów zwiększający objętość
Mimo że jest malutki to był ze mną strasznie długo - po prostu rzadko używam lakierów do włosów. Nie zauważyłam żeby zwiększał objętość, a jeśli chodzi o utrwalenie fryzury to też nie było powalająco. Do tego cena około 50 zł / 300 ml na pewno nie zachęca do zakupu.

9 - GOLDWELL - krem do stylizacji włosów
Bardzo wydajny. W wypadku kremu utrwalenie fryzury i zwiększenie objętości włosów były całkiem niezłe, ale niestety pod koniec dnia włosy sprawiały wrażenie tłustych i nieświeżych. Podobnie jak w przypadku lakieru cena jest zdecydowanie zbyt wysoka 57 zł / 75 ml.


10-13 - SKIN79 - maski w płacie
Na temat całej serii tych kolorowych maseczek będziecie mogły przeczytać niebawem. Masek jest 5 (zieloną zużyłam jeszcze w październiku). Mogę zdradzić tu, że znalazłam wśród nich i takie do których chętnie wrócę, jak i takie których nigdy więcej nie chcę u siebie zobaczyć :)

14 - KA-HA - wosk zapachowy
Dostałam go (a w zasadzie je, bo były dwa) od Mineralnej Kasi. Pachniały przyjemnie, jesiennie, otulająco. Kasia, zacznij w końcu sprzedawać te swoje wyroby, chętnych na pewno znajdziesz!

U mnie to tyle. Znacie coś z tych kosmetyków? A jak Wam poszło zużywanie w listopadzie?

poniedziałek, 2 listopada 2015

Denko październikowe


Zaczął się listopad, w telewizji czas wyczekiwać reklam "Coraz bliżej święta", a w radiu piosenek typu "Last Christmas". Dobija mnie to, bo im dłużej to trwa tym mniej czuję atmosferę świąt. Jak dla mnie wszelkie dekoracje, reklamy itp. powinny się zaczynać najwcześniej z rozpoczęciem Adwentu. A jakie jest Wasze zdanie na ten temat? Lubicie aż tak przedłużać świąteczną atmosferę?

Ale ja przecież nie o tym! Nazbierało mi się trochę śmieci i pora je wyrzucić. O dziwo nazbierało mi się trochę kolorówki. Czy u Was w tej kwestii też działa prawo serii? :)


W denku tradycyjnie znalazły się zarówno produkty które kupię i chętnie do nich wrócę,  takie których nie kupię z różnych względów oraz takie co do których nie jestem do końca zdecydowana.


1 - ORIGINAL SOURCE - żel pod prysznic
Cytryna mnie zachwyciła, z limonką coś nie do końca zaiskrzyło. Oczywiście zapachowo, bo pianka fajna, nie wysusza i generalnie jest ok. Ale zapach ciut za gorzkawy, nie wiem, może latem polubiłabym go bardziej?

2 - DOVE - kremowa kostka myjąca
Ogólnie o kostkach Dove pisałam tutaj. Ta kostka to zapach figa & kwiat pomarańczy - całkiem przyjemny, choć nieco zbyt słodki jak dla mnie. Kostki Dove tworzą fajną kremową piankę i nie wysuszają. Próbowałam używać jej też do mycia pędzli, ale tu sobie średnio poradziła (najgorzej z tymi od podkładu i korektora).

3 - WELLNESS&BEAUTY - peeling do ciała
Zdecydowałam się na wersję z olejkiem i zieloną herbatą. Pachniał bardzo przyjemnie, zdzierał całkiem nieźle, a opakowanie na pewno do czegoś zużyję. Peeling jest solny, więc nie każdemu będzie odpowiadać, dodatkowo pozostawia po sobie lekko tłustawą warstewkę. Ja na pewno wypróbuję jeszcze inne wersje zapachowe :)

4 - DOVE - żel pod prysznic
O tych żelach również już pisałam, dokładnie tutaj. Żel jest bardzo gęsty, kremowy, ma wręcz konsystencję balsamu. Pachnie lekko mydlanie, klasycznie. Tworzy sporą pianę, nie wysusza - jest całkiem fajny. Ta wersja zapachowa mnie nie urzekła, jest taka "zwykła", ale skuszę się na wersje owocowe :)


5 - BAIKAL HERBALS - szampon do włosów
Pachniał lekko ziołowo, pienił się przyzwoicie, miał żelową konsystencję. Do szału mnie doprowadzał zbyt duży otwór, przez co aplikacja była utrudniona no i niestety nie spełnił swojego głównego zadania: miał zmniejszyć wypadanie włosów, a w tej kwestii nie robił nic. Poza tym dobrze domywał i nie plątał zbytnio włosów (ale użycie odżywki było konieczne).

6 - BANIA AGAFII - drożdżowa maska do włosów
To moje drugie opakowanie, czyli wychodzi na to, że jestem z niej raczej zadowolona :) Maska miała dość lejącą konsystencję, dlatego też lepiej niż słoiczek moim zdaniem spisałaby się tubka lub butelka. Jeśli zaś chodzi o działanie to nie wiem czy przyśpieszyła tempo wzrostu moich włosów - nigdy tego nie mierzyłam :) Za to pachniała dość przyjemnie, włosy były po niej gładkie i miękkie, łatwo się rozczesywały. Nie spowodowała przyśpieszonego przetłuszczania się włosów. 

7 - JOANNA - farba do włosów
Wcześniej używałam innych farb Joanny i jeśli chodzi o efekt wizualny (błysk, równomierne pokrycie) nie mam zastrzeżeń. Jednak w przypadku poprzedniej farby kolor podobał mi się bardziej (a nazwa była ta sama). Dlatego też raczej chyba pozostanę przy poprzedniej farbie.


8 - DERMEDIC - płyn micelarny
Jedno z moich ostatnich rozczarowań :( Niestety nie radził sobie z demakijażem, a to miało być jego główne zadanie. Poza tym był delikatny, nie podrażniał i całkiem nieźle spisze się do odświeżania skóry twarzy. Więcej możecie przeczytać w recenzji.

9 - SKIN79 - maska rozjaśniająca
O całej serii kolorowych masek w płacie, które pokazywałam Wam w poście z wrześniowymi zakupami będziecie mogły przeczytać niebawem, jak tylko przetestuję je wszystkie :) Krótko mogę napisać tylko, że ta była w porządku, ale mnie nie zachwyciła.

10 - YASUMI - puder do oczyszczania skóry
Znalazłam go w Shinyboxie, zainteresowała mnie bardzo forma aplikacji. Jak to tak, puder do mycia? Okazało się że po zetknięciu z wodą puder zmieniał się w delikatną piankę, nieźle oczyszczał, przyjemnie cytrusowo pachniał. Okazało się też, że potwornie wysuszał mi skórę, a doprowadzenie jej do ładu zajęło mi sporo czasu. Ostatecznie pudru używałam raz/dwa razy w tygodniu i wtedy przy odpowiedniej pielęgnacji nawilżającej było ok.


11 - REXONA - antyperspirant
Moje drugie opakowanie (wcześniej miałam inną wersję). Jak na antyperspirant spisuje się naprawdę dobrze, a u mnie mało co daje radę :) Skutecznie redukował pocenie, a do tego przyjemnie pachniał.

12 - SYLVECO - pomadka peelingująca
Mój niekwestionowany ulubieniec jeśli chodzi o pielęgnację ust! Uwielbiam i wielbić będę po wsze czasy. I kupować też! Więcej możecie przeczytać w recenzji. Jeśli jeszcze jej jakimś cudem nie znacie to koniecznie kupcie!

13 - ORIFLAME - krem do rąk
Przyjemnie pachniał, szybko się wchłaniał - to wystarczyło żeby wylądował u mnie w pracy. Ale niestety nawilżenie było słabe, a innych pozytywów nie znalazłam.


14 - YANKEE CANDLE - wosk zapachowy
Soft Blanket to kolejny obok Clean Cotton zapach świeży, przyjemny, do którego będę wracać niezależnie od pory roku.

15 - AVON - woda toaletowa Pur Blanca
Nawet nie pytajcie ile ją miałam u siebie, bo pewnie ładnych kilka lat. To była z tego co pamiętam jakaś specjalna edycja świąteczna. Nie przepadam za tym zapachem, ale dostałam ją od kogoś w prezencie.


16 - INGRID - podkład Ideal Face
Wygodna aplikacja za pomocą pompki air-less, która niestety lubiła nawalać. Z tego co wiem, to teraz te podkłady mają trochę inną szatę graficzną, więc może i pompki poprawili :) Krycie miał całkiem niezłe, utrzymywał się na twarzy kilka godzin, ale powodował świecenie (u mnie, sucharka!). Nie podkreślał suchych skórek, nie wysuszał.

17 - SENSIQUE - puder w perełkach
Ja miałam wymieszaną wersję brązującą z rozświetlającą. Efekt jaki dawał na mojej skórze mi się nawet podobał, ale chyba zmęczyły mnie już kosmetyki w kuleczkach. Wolę prasowane albo sypkie :)

18 - KOBO - transparentny puder matujący
Bardzo polubiłam swój pierwszy transparentny puder (ryżowy, z Marizy), więc jak się skończył postanowiłam go czymś zastąpić. Niestety z tym pudrem nie do końca się polubiłam; bardzo się pylił, czułam go na twarzy, potrafił bielić. Matowił całkiem dobrze, ale ja nie mam większych problemów ze świeceniem.

19 - MISS SPORTY - korektor
Spisywał się u mnie średnio (nie krył zbyt dobrze i łatwo się ścierał), więc poszedł w odstawkę jak kupiłam sobie kamuflaż z Catrice. Ostatnio chciałam zobaczyć czy polubię się z nim bardziej, ale okazuje się że śmierdzi kredkami świecowymi, więc leci do kosza.

20 - JOKO - baza pod cienie
Zużyłam ją do końca, ale nie jestem zachwycona. Owszem, utrzymywała cienie w ryzach, ale przeszkadzała mi tępawa konsystencja. Podbijała kolor cieni, ale nie jakoś rewelacyjnie. Całego dnia na powiece niestety u mnie cienie na niej nie wytrzymywały (ale te 9-10 h potrzebne na wyjście, pracę i powrót już tak).


21 - MAYBELLINE - tusz do rzęs
Efekty jakie daje na rzęsach możecie zobaczyć w tym poście. Używam tej wersji od wielu, wielu lat (z przerwami oczywiście) i z perspektywy czasu stwierdzam, że ona po prostu dużo lepiej spisuje się na dłuższych rzęsach. Wcześniej owszem, byłam z niej zadowolona, ale nie aż tak jak teraz, gdy moje rzęsy są podrasowane przez Long4Lashes :) Wydłuża, pogrubia, nie osypuje się. Bajka.

22 - YVES ROCHER - tusz do rzęs
Nie lubię tuszy do rzęs z Yves Rocher bo są po prostu kiepskie. Ten również to potwierdził. Był bardzo suchy, lubił się kruszyć i osypywać, jedeyny pozytyw jest taki, że lekko wydłużał rzęsy.

23 - LONG4LASHES - odżywka do rzęs
Wiem, że wiele z Was z dystansem podchodzi do odżywek z bimatoprostem. U mnie nie pojawiły się żadne niepożądane efekty, a rzęsy urosły mi tak bardzo, że mnóstwo osób pytało czy mam sztuczne. Mam nadzieję że uda mi się ją znów kupić w Rossmannie w promocji -49% tak jak poprzednio. Efekty kuracji po 1 miesiącu możecie zobaczyć tutaj, a po 3 miesiącach tutaj. Opakowanie wystarczyło mi na pół roku.

24 - EVELINE - eyeliner Celebrities
Wygodny pędzelek, głęboki czarny kolor, zadowalająca trwałość. Nie rozmazywał się, utrzymywał w dobrym stanie cały dzień. Chętnie jeszcze do niego wrócę.

25 - SILCARE - lakiery hybrydowe
Moje pierwsze hybrydy. Nie powalają trwałością (7-10 dni, ale robię sobie sama). Są tanie, dlatego kupiłam od razu chyba 10 kolorów. Różowy (410) wykończyłam, a brązowo-bordowy (670) chyba źle dokręciłam i zgęstniał.

26 - CATRICE - konturówka do ust
Nie wiem jaki numerek, bo pewnie był umieszczony w miejscu którego już nie ma :P Całkiem fajna jeśli chodzi o kolor (lekko przybrudzony róż), średnia jeśli chodzi o trwałość na ustach i dość kiepska przy temperowaniu (rysik lubił się łamać). Lubiłam ją do czasu poznania konturówek z Essence które są o niebo lepsze :)

27 - YVES ROCHER - kredka do oczu
To był chyba jakiś gratis do zakupów, miałam ją długo, bo używałam w zasadzie tylko na linię wodną. Do malowania na powiece miała trochę zbyt tępą konsystencję.

Ufff... nazbierało się tego :) A jak tam u Was denkowanie?