Kosmetyki Sylveco już od kilku lat pojawiają się w mojej pielęgnacji z różnym, choć głównie pozytywnym, skutkiem. Dodatkowo peelingi to ten element pielęgnacji, który bardzo lubię i próbuję na tym polu różnych rozwiązań. Do tej pory używałam głównie zdzieraków, bo ten jeden czy dwa peelingi enzymatyczne (nie pamiętam już nawet jakich marek) nie robiły u mnie nic. Czy Sylveco zmieniło moje zdanie w tej kwestii i polubiłam peelingi enzymatyczne? Zapraszam do dalszej części wpisu.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą peeling. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą peeling. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 26 marca 2018
środa, 12 lipca 2017
Peelingi do ust - jakość czy forma?
Peeling do ust to nie jest kosmetyk must have, zdaję sobie z tego sprawę. Zresztą jeszcze nie tak dawno sama też ich nie używałam i uważałam je za zupełnie zbędne. Obecnie jednak trudno mi bez nich funkcjonować, zwłaszcza od czasu kiedy polubiłam matowe pomadki do ust, które jednak lubią trochę wysuszać usta.
Etykiety:
Bell,
Evree,
Hean,
peeling,
peeling do ust,
pielęgnacja ust,
recenzja,
Sylveco
środa, 28 czerwca 2017
NACOMI - ma tę mooooc :)
Oglądałyście zapewne Krainę Lodu? A nawet jak nie widziałyście, to chyba znacie piosenkę z tej animacji :) "Mam tę mooooc" chodzi mi po głowie za każdym razem, jak używam tego peelingu :) Myślę, że nietrudno się domyślić dlaczego.
Etykiety:
kosmetyki naturalne,
Nacomi,
peeling,
peeling do ciała,
pielęgnacja ciała,
recenzja
poniedziałek, 27 lutego 2017
NACOMI - niby nic, a jednak coś :)
Pisałam ostatnio, że bardzo lubię peelingi, zarówno te do ciała, jak i te do twarzy. Po ostatnim peelingu do ciała przyszła kolej też na peeling do twarzy, o którym chciałabym Wam opowiedzieć nieco więcej. Już decydując się zakup byłam przekonana, że powinnam być zadowolona. Przede wszystkim polubiłam peelingi korundowe z Sylveco (oczyszczający i wygładzający), a ten peeling również opiera się na korundzie. A po drugie lubię Nacomi, a ich pomarańczowym peelingiem do ciała byłam zachwycona :) Jak wypadło starcie z rzeczywistością tym razem?
Etykiety:
hity,
Nacomi,
peeling,
peeling do twarzy,
pielęgnacja twarzy,
recenzja,
ulubieńcy
piątek, 24 lutego 2017
VIANEK - o poszukiwaniu malin słów kilka
Lubię peelingi - zarówno te do ciała, jak i do twarzy. Vianka też lubię :) W takim razie czy połączenie tych dwóch rzeczy mogłoby być nieudane?
Etykiety:
kosmetyki naturalne,
peeling,
peeling do ciała,
pielęgnacja ciała,
recenzja,
Vianek
wtorek, 24 stycznia 2017
EVELINE - pomadka peelingująca. Czy przebiła mój hit?
To mój pierwszy post w tym roku, więc korzystając z okazji chciałabym Wam życzyć, żeby był on jeszcze lepszy od poprzedniego, żeby powoli małymi krokami udało Wam się osiągnąć wszystkie założone cele, a każdy dzień przynosił Wam jakiś powód do uśmiechu :) Mój nowy rok nie zaczął się najprzyjemniej, jeszcze przed Sylwestrem się rozchorowałam i chyba nie wyleczyłam się do końca i porządnie, bo od tego czasu jestem przeziębiona już trzeci raz. Tym razem jednak postanowiłam się porządnie wyleżeć, zwłaszcza że z gorączką powyżej 38 stopni w pracy i tak nie byłoby ze mnie żadnego pożytku. Ale nie marudzę więcej i przechodzę do jednej z zaległych recenzji. Jakiś czas temu w Rossmannie i na Waszych blogach / instagramach / facebookach rzuciła mi się w oczy pomadka peelingująca z Eveline. Jak pewnie wiecie taki produkt marki Sylveco gościł u mnie już niejeden raz, jest moim hitem i pewnie zawsze będę wychwalać go pod niebiosa. A jak będzie z moim nowym nabytkiem?
niedziela, 20 listopada 2016
VIANEK - maska to czy peeling?
Ostatnio sobie trochę ponarzekałam (ale z Waszych komentarzy wywnioskowałam, ze nie jestem w mojej opinii odosobniona). Dzisiaj będzie już zdecydowanie przyjemniej, chciałam Wam napisać kilka słów o kosmetyku, który znalazłam w jednym z Joyboxów i którego dno zobaczyłam w zeszłym miesiącu :) Mowa o peelingu masce z mielonym lnem marki Vianek.
Etykiety:
maseczka,
maska do twarzy,
peeling,
pielęgnacja twarzy,
recenzja,
Vianek
niedziela, 16 października 2016
ORGANIC SHOP - peeling do ciała o obłędnym zapachu mango
W ostatnim denku widziałyście (albo i nie) puste opakowanie po znalezionym w czerwcowym Chillboxie peelingu z Organic Shop. Jeśli czytałyście post denkowy to znacie już z grubsza moje zdanie o nim, ale zapraszam dalej, dowiecie się nieco więcej :)
Etykiety:
kosmetyki naturalne,
Organic Shop,
peeling,
peeling do ciała,
pielęgnacja ciała,
recenzja
poniedziałek, 27 czerwca 2016
SYLVECO - wygładzający peeling do twarzy
Bardzo lubię kosmetyki Sylveco, większość sprawdziła się u mnie bardzo dobrze. Pomadka peelingująca jest moim hitem wszech czasów i jak tylko kończę jedną to kupuję następną :) Na blogu pisałam też już o peelingu oczyszczającym, który przypadł mi do gustu, ale bardziej interesował mnie wygładzający - bardziej dopasowany do mojej skóry - ze słonecznikiem. Czy to kolejny kosmetyk Sylveco, który mnie nie zawiódł? Zaraz się dowiecie :)
Hypoalergiczny peeling z korundem, stworzony na bazie oleju palmowego,
przeznaczony do oczyszczania skóry suchej, dojrzałej, zmęczonej,
wymagającej odnowy. Drobinki ścierające są mocne, ale w połączeniu z
delikatną formułą, skutecznie złuszczają martwy naskórek, nie wywołując
podrażnień. Peeling zawiera także cenny olej słonecznikowy,
który działa przeciwrodnikowo, opóźniając efekty starzenia.
Systematycznie stosowany zwiększa wchłanianie substancji aktywnych,
ujednolica koloryt, a dzięki pobudzeniu mikrokrążenia zwiększa
odżywienie skóry i jej szybszą odnowę.
Peeling możemy nabyć w m. in. sklepie online producenta. W zasadzie dostępność kosmetyków Sylveco jest już coraz większa, prawie każda drogeria internetowa ma je w swojej ofercie, a stacjonarnie (oprócz sklepów z kosmetykami naturalnymi i aptek) można je znaleźć w niektórych drogeriach Natura. Za
opakowanie o pojemności 75 ml zapłacimy w granicach 15-21 zł.
Peeling zamknięty jest w plastikowym słoiczku z aluminiową nakrętką, identycznym jak peeling oczyszczający. Wygodne przy
korzystaniu, nie ma problemu z zużyciem produktu do samego końca :) Dodatkowo
słoiczek zapakowany jest w kartonik z charakterystyczną dla produktów
Sylveco szatą graficzną - prostą, przejrzystą. Mi osobiście się te
opakowania bardzo podobają.
Konsystencja peelingu wygładzającego jest zupełnie inna od tej w peelingu oczyszczającym. W tym jest zbita, maślana. Pod wpływem ciepła dłoni rozpuszcza się pozostawiając olejową warstewkę. Podobnie jak w peelingu oczyszczającym za zdzieranie odpowiedzialne są drobniuteńkie ziarenka
korundu - prawie niewidoczne, za to mocno wyczuwalne przy pocieraniu :)
Jeśli chodzi o zapach to spodobał mi się dużo bardziej niż w poprzednim peelingu, choć nadal nie jest to zapach którym mogłabym się zachwycać :)
Mój peeling wygładzający dostałam od pewnej dobrej duszyczki, która obecnie przebywa na permanentnym wygnaniu - Sisi, biedna Ty!
Peeling z reguły stosowałam nie częściej niż raz w tygodniu. Od kiedy jednak używam do mycia twarzy gąbeczki konjac z Yasumi to peeling robię zdecydowanie rzadziej. Zawarty w peelingu
korund - mimo że nie wygląda - to naprawdę porządny zdzierak. Zdecydowanie czuć go na
twarzy, mimo że jest prawie niewidoczny :) Dobrze złuszcza, skóra jest po nim gładka i miękka. Ja najczęściej po wmasowaniu pozostawiałam go jeszcze na twarzy na kilka minut w formie maseczki, skóra była po nim dobrze nawilżona i delikatnie natłuszczona. Wcześniej na kilku blogach czytałam że nie wszystkim odpowiada tłustawa warstwa, którą ten peeling po sobie zostawia; mi z reguły to nie przeszkadza. Jak było z tym peelingiem? Owszem, wyczuwalna warstwa olejowa zostaje na twarzy jeśli peeling zmyjemy samą wodą. Ja jednak od długiego czasu do zmywania peelingów i maseczek używam gąbeczek Calypso - idzie mi to zdecydowanie łatwiej i szybciej. Ponadto przy używaniu gąbeczki usuwamy również tą wyczuwalnie tłustą warstewkę. Nie usuwamy jej całkowicie (ja po użyciu peelingu Sylveco nie musiałam już używać kremu nawilżającego, a jestem sucharkiem), ale ten film jest już w zasadzie niewyczuwalny.
Peeling mnie nie podrażnił, nie uczulił,
ani nie wywołał żadnych innych niepożądanych reakcji. Skóra po jego
użyciu była lekko zaczerwieniona, ale to oczywiście efekt pocierania, a
nie podrażnienia. Peeling jest naprawdę bardzo wydajny, już niewielka ilość kosmetyku wystarcza do oczyszczenia twarzy. Ja za jakiś czas chętnie do niego wrócę, a tymczasem zabieram się do testowania peelingu-maseczki Vianek - liczę na równie dobry efekt :)
Znacie ten peeling? Polubiłyście go tak samo jak ja?
wtorek, 3 maja 2016
NACOMI - naturalny peeling cukrowy (pomarańcza)
Nie wiem jak Wy, ale ja uwielbiam pomarańcze i ich zapach. Nieważne czy to zapach świeżo przekrojonej pomarańczy, czy sok pomarańczowy, czy kosmetyk (choć w przypadku tych ostatnich zapach potrafi być czasem chemiczny). Pomarańcze nieodmiennie kojarzą mi się ze świętami Bożego Narodzenia i wtedy smakują i pachną dla mnie najlepiej. Wiecie, ja jestem jeszcze z tego pokolenia, które egzotyczne owoce (a uwierzcie, że pomarańcze za taki kiedyś uchodziły!) miało tylko od święta, dopiero z biegiem czasu to wszystko stało się łatwiej dostępne i nieco spowszedniało. Ale właśnie z uwagi na pomarańczowy zapach znalezienie w grudniowym Chillboxie peelingu z Nacomi bardzo mnie ucieszyło :)
Silne działanie antycellulitowe, stymulacja procesów oczyszczających
organizm z toksyn i pobudzający aromat świeżych pomarańczy – doskonałe
połączenie aktywnych składników dla kobiet dbających o jędrną i smukłą
sylwetkę. Peeling pomarańczowy Nacomi jest produktem w 100% naturalnym.
Kosmetyk na bazie naturalnego masła Shea jest przeznaczony
do pielęgnacji całego ciała. Szczególnie polecany jest on dla kobiet
walczących z cellulitem oraz skórą która utraciła dawną jędrność.
Peeling Nacomi nie zawiera sztucznych konserwantów ani parabenów,
dlatego może być stosowany przez osoby ze skłonnością do podrażnień.
Kosmetyki Nacomi możemy kupić w sklepie internetowym producenta. Poza tym znajdziemy je w wielu drogeriach stacjonarnych (na pewno w Hebe i Dayli) i internetowych. Te peeling (i inne również) dostępny jest w dwóch pojemnościach, mój ma 100 ml i kosztuje około 17 zł, można kupić też większy - 200 ml za około 32 zł.
Niewielki plastikowy przezroczysty słoiczek z białą nakrętką. Posiada dodatkowe plastikowe wieczko zabezpieczające w środku. Jest wygodny - bez problemu wydobędziemy kosmetyk do ostatniej drobinki cukru. Naklejki z opakowania nie odchodzą, wyglądają ciągle estetycznie mimo że mój peeling stoi zawsze pod prysznicem.
Konsystencja wydaje się dość zbita, ale pod wpływem ciepła skóry łatwo się roztapia - wtedy widać jak bardzo peeling jest nasycony olejkami. Drobinki cukru są średniej wielkości, ale mimo to stanowią całkiem solidny zdzierak, zwłaszcza jeśli używamy peelingu na sucho. Jeśli chodzi zaś o zapach to jest boski! Zero chemii, pachnie jak świeżo wyciśnięty sok z pomarańczy.
Lubię peelingi. A spośród wszystkich dostępnych peelingów wolę te mocne. Peeling Nacomi jest naprawdę solidnym zdzierakiem, więc jeśli nie lubicie jak peeling ma taką moc to nie radzę go stosować na sucho :) Na mokro również jest dość mocny, ale już nie tak bardzo; poza tym pod wpływem wody drobinki szybciej się rozpuszczają i peeling trwa krócej niż na sucho.
Skóra po użyciu tego peelingu jest gładka, miękka i natłuszczona. Przypuszczam że tłusta warstewka (dość mocno tłusta) nie wszystkim przypadnie do gustu - mi akurat to nie przeszkadza za bardzo. Rady na to są dwie - albo umyjemy się po peelingu (żel powinien zmyć większość olejków) albo porządnie wytrzemy się później ręcznikiem. Ja wybieram tą drugą opcję, bo żal mi zmywać z siebie ten cudny zapach. Dodatkowo dzięki tym wszystkim olejkom nie ma potrzeby używania po kąpieli żadnych maseł czy balsamów, skóra ma wystarczająco dużo dobroci z peelingu. Zapach pozostaje na skórze jeszcze przez jakiś czas, ale niezbyt długo, w łazience również jeszcze przez chwilę jest wyczuwalny :) Działania antycellulitowego nie zauważyłam, ale to trudno stwierdzić po tak niewielkiej ilości - opakowanie 100 ml wystarczyło mi na jakieś 4 razy.
Na stronie Nacomi widziałam że jest też peeling truskawkowy i peeling z kawą - oba mnie bardzo kuszą i pewnie w końcu się na nie zdecyduję :)
A Wy lubicie pomarańcze? I solidne zdzieraki?
Etykiety:
kosmetyki naturalne,
Nacomi,
peeling,
pielęgnacja ciała,
recenzja
środa, 30 grudnia 2015
SO BIO ETIC - peeling do twarzy z bio aloesem
Peeling, który chciałabym Wam dzisiaj pokazać trafił do mnie już dawno temu. Opakowanie, które część z Was mogła zobaczyć już wczoraj na moim Instagramie trafiło ostatecznie do torby z pustakami, więc czas chyba napisać o nim nieco więcej, tym bardziej że recenzji produktów tej marki nie znajdziemy na wielu blogach. Przyznam się szczerze, że recenzji tego produktu nie znalazłam nigdzie :)
Doskonały peeling do twarzy marki SO BIO, który organicznymi perełkami
jojoba oczyści Twoją skórę pozostawiając ja czystą, miękką i świeżą.
Jego bardzo delikatna formuła ma idealne działanie nawilżające. W dużej
mierze ochrona przed nadmierną utratą wilgoci przez skórę jest
zapewniona przez aloes, który jest prawdziwym cudem wśród roślin
rosnących na pustyni. Pochodzi z Afryki Północnej, potrafi przetrwać w
surowych warunkach dzięki temu, że w swoich liściach gromadzi wodę,
bogatą w witaminy, minerały i aminokwasy.
Produkty z serii z aloesem SO BIO etic mają następujące właściwości:
- głęboko nawilżają i odżywiają skórę
- chronią przed utratą wilgoci
- formuły są lekkie i nie obciażają skóry, jednocześnie czyniąc ją miękką i delikatną
- świeży, delikatny, w 100% naturalny zapach
- głęboko nawilżają i odżywiają skórę
- chronią przed utratą wilgoci
- formuły są lekkie i nie obciażają skóry, jednocześnie czyniąc ją miękką i delikatną
- świeży, delikatny, w 100% naturalny zapach

* z rolnictwa ekologicznego
99% składników jest pochodzenia naturalnego
47% składników pochodzi z rolnictwa ekologicznego
99% składników jest pochodzenia naturalnego
47% składników pochodzi z rolnictwa ekologicznego
W sklepie Biosna, z którego pochodzi mój peeling opakowanie o pojemności 75 ml kosztuje 39,00 zł. Przypuszczam że w podobnej cenie można go kupić również w innych internetowych sklepach z kosmetykami naturalnymi.
Bardzo poręczna, miękka tubka zamykana na klik. Opakowanie w większości jest przezroczyste, więc widzimy ile mamy jeszcze do zużycia. Fabrycznie tubka zabezpieczona jest plastikową plombą, którą odrywamy przed pierwszym użyciem. Otwór jest średniej wielkości, bez problemu możemy zaaplikować taką ilość peelingu jaka jest nam potrzebna. Na opakowaniu wszystkie informacje są po francusku, ale jest na nim również naklejka z kilkoma informacjami po polsku.
Tu pierwsze zaskoczenie, bo to nie peeling tylko żel peelingujący. Ale to moja wina i nieuwaga, przecież na tubce jest napisane "facial gel scrub", więc mogłam się domyślić :) Nic to, przecież żel też można używać :P A więc żel ma konsystencję... żelową! ☺ Jest przezroczysty, z zatopionymi w nim białymi i niebieskimi drobinkami / granulkami. Podczas masowania twarzy wytwarza się bardzo delikatna pianka, a drobinki ulegają chyba częściowemu rozpuszczeniu, bo w miarę upływu czasu ma się wrażenie że jest ich coraz mniej i masują słabiej. Jeśli chodzi o zapach, to mnie nie zachwycił, ale nie był też nieprzyjemny. Nie wiem jak pachnie aloes... może właśnie tak?
Dość dawno temu stwierdziłam, że nie lubię peelingów enzymatycznych, wolę tradycyjne zdzieraki. Ten peeling to coś pomiędzy - niby zdzierak, ale bardzo delikatny. Drobinek nie jest zbyt dużo, a do tego nie są ostre, dlatego fanki ostrego zdzierania mogą nie być zachwycone :> Ja, mimo że wolę trochę mocniejsze peelingi (ale bez przesady, papierem ściernym twarzy nie traktuję!), z tym żelem też się polubiłam. W bardzo delikatny, ale skuteczny sposób oczyszcza skórę, która po jego zastosowaniu staje się gładsza, miękka i mam wrażenie że rozjaśniona.
Producent obiecuje głębokie nawilżenie i ochronę przed utratą wilgoci. No nie. Nawilżenia nie zauważyłam (ale ja prawdziwy sucharek jestem), ale trzeba przyznać że wysuszenia również nie dostrzegłam. Peeling dobrze się dogadywał z moją skórą, nawet gdy stosowałam go częściej niż zaleca producent - czasem nawet 4-5 razy w tygodniu. Uznałam, że żel jest na tyle delikatny, że nie powinien mi zaszkodzić i miałam rację. Żel jest bardzo wydajny, ja używałam go w sumie przez około 3-4 miesiące z różną częstotliwością, a czasem stosując tez zamiennie inny peeling. Żel radził też sobie świetnie z usuwaniem resztek makijażu (oczywiście makijażu twarzy, a nie oczu) bo i do takich celów go wypróbowałam :) Ponadto nie uczulił mnie, nie podrażniał. Jeśli lubicie testować nowości, a do tego jesteście fankami naturalnych kosmetyków, to warto go wypróbować.
Znacie kosmetyki tej marki? Używałyście już coś?
Etykiety:
kosmetyki naturalne,
peeling,
pielęgnacja twarzy,
recenzja,
So Bio,
żel do twarzy,
żel peelingujący
sobota, 12 grudnia 2015
VEDARA - złoty peeling do ciała
Wiecie za co najbardziej lubię wszelkie pudełka subskrybcyjne? Za możliwość wypróbowania produktów, na które normalnie pewnie w życiu bym nie trafiła :) Oczywiście jedne sprawdzają się lepiej, inne gorzej, ale przynajmniej wiem co następnym razem wybrać, albo czego się wystrzegać. Kosmetyk, o których chciałabym Wam dzisiaj napisać, znalazłam właśnie w Shinyboxie. Czy kupię go ponownie?
Złoty peeling skutecznie oczyszcza skórę, przyspiesza metabolizm i poprawia mikrokrążenie. Zawiera ekskluzywną kompozycję oleju kokosowego i migdałowego, które dogłębnie odżywiają, nawilżają i regenerują naskórek, a także tworzą warstwę ochronną zapobiegają utracie wilgoci. Luksusowy olejek karotenowy (z marchwi) dostarcza maksymalną dawkę witamin z grupy B nadając skórze piękny, delikatny koloryt. Zawarte w peelingu drobinki cukru i pestki winogron usuwają martwy naskórek. Cukier szybko rozpuszcza się pod wpływem kontaktu z wodą przez co peeling nie podrażnia naskórka. Złote drobinki dodają blasku i optycznie rozświetlają wyrównując koloryt i niedoskonałości na skórze. Preparat pozostawia odbudowaną i wzmocnioną barierę lipidową skóry. Peeling łatwo się spłukuje pozostawiając skórę piękną, nawilżoną i świeżą.
Peeling znajdziemy na pewno w sklepie internetowym producenta, widziałam go też w kilku innych sklepach internetowych. Jego cena to 48,00 zł za 150 ml.
Peeling zamknięty jest w aluminiowym słoiczku. Dość miękkim niestety, który łatwo ulega uszkodzeniom i wgnieceniom. Dodatkowo w środku peeling nie jest niczym zabezpieczony (sreberko, plastikowa nakładka), przez co olejki (które lubią się oddzielać od drobinek peelingujących) mogą wyciekać z opakowania - oczywiście nie jak peeling stoi, tylko podczas transportu, albo jeśli się nam gdzieś przewróci. Szata graficzna jest całkiem przyjemna dla oka, elegancka, sprawia wrażenie że mamy do czynienia z ekskluzywnym kosmetykiem.
Konsystencja jest niezbyt zbita, dodatkowo zawarte w peelingu olejki lubią się oddzielać od reszty, więc każdorazowo przed użyciem należy całość wymieszać. Jeśli chodzi o zapach to jest mocny, intensywny, orientalny, taki... kadzidlany. Nie każdemu przypadnie do gustu.
Lubię peelingi do ciała, a wśród nich preferuję raczej te mocne zdzieraki. Nie ma dla mnie znaczenia czy są to peelingi solne czy cukrowe. Czy ten jest mocnym zdzierakiem? Nie, dlatego tym z Was które lubią porządne szorowanie polecam stosowanie go na sucho, wtedy efekt jest lepszy :) Te z Was, które mocnego zdzierania nie lubią powinny być zadowolone stosując go normalnie na mokrą skórę. Jak widać na zdjęciu peeling nie należy do tych zbitych, jest dość "mokry" dzięki zawartym w nim olejom. Drobinki cukru są okrągłe i pewnie też dlatego peeling zalicza się do tych słabszych zdzieraków, dodatkowo drobinki szybko się rozpuszczają, więc masaż nie trwa zbyt długo. Skóra po użyciu peelingu Vedary jest miękka, wygładzona, nawilżona. Peeling spłukuje się dość łatwo i nie zostawia po sobie wyczuwalnej tłustej warstwy. Pozostawia za to złote drobinki, których na zdjęciach nie udało mi się uchwycić (no, może odrobinę widać je na zdjęciu z konsystencją). Na koniec jeszcze kwestia zapachu. Jest intensywny i to bardzo! Po prysznicu nadal wypełniał całą łazienkę, a i na skórze utrzymywał się przez jakiś czas. I nawet nie chodzi o to, że był nieprzyjemny, nawet mi się podobał, ale był zdecydowanie zbyt mocny. Wolałabym większą moc zdzierania a mniejszą moc zapachu :) Mimo że nie jest to zły kosmetyk, to jednak nie do końca trafił w mój gust i raczej do niego nie wrócę, ale może Wy się skusicie :)
Znacie kosmetyki Vedary? Wolicie mocne zdzieraki czy jednak szukacie tych słabszych?































