Ostatnio po głowie ciągle chodzi mi hasło, na które gdzieś trafiłam w Internecie: "Muszę zmienić swój styl życia. Temperatury ostatnich dni przekonały mnie, że nie mogę iść do piekła" ☺Każdą wolną chwilę spędzam na basenie albo nad wodą i staram się nie narzekać na temperatury (bo wolę jak jest ciepło niż jak leje). Ale jak w pracy człowiek ma ponad 30 stopni to można dostać szału :) Jako że w domu ostatnio tylko śpię to nie bardzo mam czas na bloga, nawet Instagram poszedł nieco w odstawkę. Uporałam się dzisiaj w końcu z lipcowym denkiem i całe szczęście, bo zaczynam już zbierać sierpniowe pustaki :)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Yves Rocher. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Yves Rocher. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 12 sierpnia 2018
czwartek, 12 lipca 2018
Denko czerwcowe
Gdzie to lato ja się pytam! Cały tydzień pada, nic mi się przez to nie chce (no dobra, oglądam serial dla zabicia czasu ☺). Chciałabym pojechać gdzieś nad wodę, poopalać się trochę, zrelaksować na świeżym powietrzu... A tak to zostaje mi tylko balkon (zakładając, że deszcz nie zacina za bardzo). Pod ostatnim chomiczym postem sporo z Was pisało mi, że nie jest źle z moimi zapasami. Wiecie czego to zasługa? Zużywania, zużywania, zużywania!
Etykiety:
Anwen,
Balea,
Benton,
Bling,
Cztery Szpaki,
denko,
Elizabeth Arden,
Evree,
Farmona,
Joanna,
L'oreal,
Manufaktura Natura,
Nacomi,
Purederm,
Rexona,
Skin79,
Yves Rocher,
zużycia
czwartek, 5 października 2017
Denko wrześniowe
Staram się dzielnie zużywać swoje zapasy, staram się unikać większości pokus zakupowych, staram się nie kupować boxów i póki co unikam blogerskich akcji wymiankowych. I wiecie co? To zaczyna przynosić efekty :) Moje zapasy powoli się kurczą, a kolejne denka pokazują, że daję radę. Oczywiście wiem, że całkiem bez zakupów i nowości się nie da, ale same widziałyście że ostatnio z tym u mnie dość skromnie. A wrześniowe denko? Jest dość nieskromne :)
Etykiety:
-417,
Astor,
Avon,
Dax Cosmetics,
denko,
Ecocera,
Eveline,
Golden Rose,
Holika Holika,
Il Salone Milano,
Long4Lashes,
Lovely,
Nacomi,
Organic Shop,
Pierre Rene,
Shefoot,
Wella,
Yankee Candle,
Yves Rocher
sobota, 5 listopada 2016
Denko październikowe
Kolejny miesiąc za nami, pora więc zrobić miejsce na kolejne pustaki i rozliczyć się z październikowymi zużyciami :) Czy było ich dużo? Nie za bardzo, ale przy okazji pokażę Wam też kilka wyrzutków, z którymi też musiałam się rozstać.
czwartek, 25 sierpnia 2016
Opróżniam kosmetyczkę po raz czwarty - pielęgnacja ciała
Udział w wyzwaniu portalu Trusted Cosmetics to nie tylko publikowanie postów na zapowiedziane tematy. Dla mnie to była mobilizacja do bardziej regularnego pisania, bo ostatnio trochę to kulało. Udział w wyzwaniu to również możliwość przynależności do facebookowej grupy, na której możemy się wymieniać uwagami i doświadczeniami. Ostatnia dyskusja dotyczyła wyglądu naszych blogów. Czy ktoś zauważył co zmieniłam u siebie? :)
Aktualny temat wyzwania to - jak już pewnie wiecie - pielęgnacja ciała. Po raz kolejny zastanawiałam się w jaki sposób podejść do tego wyzwania i ostatecznie postanowiłam pokazać Wam to, czego używam aktualnie i ewentualnie czego zacznę używać lada dzień :) W mojej szafce znajduje się więcej kosmetyków z tej kategorii, ale stwierdziłam że nie będę przesadzać :P
Etykiety:
Aussie,
Avon,
Bania Agafii,
BIO IQ,
Farmona,
Intimea,
Mokosh,
Natura Siberica,
opróżniamy kosmetyczki,
Organic Shop,
Oriflame,
pielęgnacja ciała,
Rexona,
Timotei,
Trusted Cosmetics,
wyzwanie,
Yves Rocher,
Ziaja
piątek, 12 sierpnia 2016
Jak wygląda moja pielęgnacja twarzy, czyli druga część wyzwania
Kilka dni temu pisałam Wam o wyzwaniu, którego się podjęłam. Wyzwaniu rzuconemu przez Trusted Cosmetics. Wyzwaniu, którego aktualnym tematem jest nasza pielęgnacja twarzy. Wiecie jak ona wyglądała u mnie jakieś cztery, pięć lat temu? Micel i krem do twarzy (obojętnie jaki, byle nie za tłusty, żebym się nie świeciła). No i od czasu do czasu jakaś maseczka. Moje podejście zaczęło się zmieniać jak dotarło do mnie, że po pierwsze: moja skóra nie wygląda tak dobrze jak bym chciała, a po drugie: że przekroczyłam magiczną trzydziestkę i chyba chciałabym zatrzymać czas :) Z pomocą przyszły boxy subskrypcyjne, dzięki którym poznałam wiele nowych kosmetyków, no i oczywiście blogi! Wasze blogi :) Blogi, dzięki którym zaczęłam bardziej świadomie wybierać kosmetyki, blogi które pomogły mi lepiej rozpoznawać potrzeby swojej suchej cery, blogi które ostatecznie przyczyniły się do tego, że sama zaczęłam pisać :) Ale nie ukrywam - ja nadal w tym temacie raczkuję i ciągle szukam ideałów (choć może kilka już znalazłam).
Etykiety:
AA,
Avon,
Bandi,
Biolaven,
Bioliq,
Bjobj,
Dermedic,
Eveline,
Mokosh,
Norel,
Oeparol,
opróżniamy kosmetyczki,
pielęgnacja twarzy,
Skin79,
Sylveco,
Trusted Cosmetics,
Vianek,
wyzwanie,
Yasumi,
Yves Rocher
środa, 8 czerwca 2016
Denko majowe
W zeszłym miesiącu pokazałam Wam najmniejsze denko ever :) Czy w tym miesiącu moje zużycia są bardziej imponujące? Ależ oczywiście! Bo przecież mniej niż ostatnio to się już chyba nie da zużyć :)
W denku tradycyjnie znalazły się zarówno produkty które kupię i chętnie do nich wrócę, takie których nie kupię z różnych względów oraz takie co do których nie jestem do końca zdecydowana.
1 - YVES ROCHER - żel pod prysznic
Lubię żele YR, ale zdecydowanie bardziej wolę serię Jardins du Monde. Ten brzoskwiniowy żel bezpośrednio w butelce pachniał całkiem przyjemnie, ale w kontakcie z wodą uwalniała się w nim jakaś chemiczna nutka :( Poza tym tak jak inne żele tej marki nie podrażniał, nie wysuszał skóry i robił co miał robić :) Na brzoskwinię może się już nie skuszę, ale inne zapachy na pewno będę testować :)
2 - BALNEOKOSMETYKI - biosiarczkowy żel peelingujący
Dość przyjemny cytrusowy zapach, choć nie tak przyjemny jak szamponu z
tej serii. Działanie peelingujące dość słabe, o innych efektach nie
jestem w stanie powiedzieć. Jest zbyt średni, żeby wydać na niego tyle ile kosztuje :>
3 - AA - ujędrniający balsam do ciała
A to wyrzutek, użyty zaledwie kilka razy. Okazało się, że już dość dawno się przeterminował kilka miesięcy temu, więc wyrzuciłam go bez większego żalu. Nie cierpię zakodowanych dat przydatności na produktach! Nie wiem czy robi to co obiecuje producent i pewnie się o tym nie przekonam. Mazidła do ciała powinny mnie urzekać zapachem, żebym chciała ich używać :) A ten był w zasadzie bezzapachowy.
4 - BANIA AGAFII - maska do włosów "Blask i Elastyczność"
Lubię te saszetki, są świetne na wyjazdy. Jeśli chodzi zaś o działanie to mam wrażenie, że wszystkie maski Bani Agafii działają u mnie tak samo - ułatwiają trochę rozczesywanie włosów, nadają im blask, nie powodują przetłuszczania, ale z drugiej strony nie zauważyłam po nich żadnego efektu wow. Ta maska miała ziołowy, całkiem przyjemny zapach i brudnobrązowy kolor :)
5 - MARION - jedwab do włosów
Moje włosy go lubią, więc pewnie jeszcze się spotkamy :)
6 - CAREX - mydło w płynie
Bardzo przyjemny, truskawkowy zapach :) Działanie równie przyjemne - mydło nie wysuszało skóry, do tego całkiem nieźle radziło sobie podczas mycia pędzli.
7 - AA - serum do rąk
Lekkie, bardzo szybko się wchłaniało. Trochę przeszkadzał mi jego słodkawy zapach, ale to oczywiście kwestia gustu. Jeśli chodzi o nawilżenie to szału nie było, a przecież serum dedykowane jest do bardzo suchej skóry. Niestety na takich się raczej nie spisze, ale do mniej wymagających jest całkiem w porządku.
8 - BIELENDA - serum nawilżające
Miała być recenzja. Ale nie będzie, bo jakimś cudem usunęłam zdjęcia z dysku. Brawo ja! A więc recenzja się pojawi jak kupię kolejne opakowanie :) A skoro deklaruję, że kupię to znaczy że byłam z niego zadowolona :) Serum szybko się wchłaniało, dobrze współpracowało z pozostałymi kosmetykami, całkiem nieźle nawilżało moją suchą skórę.
9 - DERMIKA - serum Skin Calligraphy
Miniaturki z Shinyboxa, każda po 5 ml, co w sumie pozwoliło na przetestowanie :) Serum miało przyjemną kremową konsystencję, szybko się wchłaniało, spokojnie można było je nakładać również rano, pod makijaż. Dość dobrze nawilżało skórę, ale nie zauważyłam żadnych innych efektów.
10 - PAESE - mineralny podkład matujący
Na początku trochę się go obawiałam, bo trafił mi się odcień "jasny beż", a ja do bladziochów nie należę. O dziwo dość ładnie dopasowywał się mojej cery. Używałam go czasami solo, a czasami do utrwalenia płynnego podkładu. Utrzymywał mat na mojej skórze przez większość dnia, ale zaznaczam, że ja jestem sucharek i nigdy nie miałam większych problemów ze świeceniem się (co nie znaczy że nie świecę się wcale).
11 - GRASHKA - korektor (chyba) pod oczy
To wyrzutek. W zasadzie całe opakowanie, użyty chyba tylko kilka razy, dla wypróbowania. Był strasznie jasny (prawie biały), bardzo wysuszał skórę, podkreślał wszystkie zmarszczki. Mały koszmarek. Nie wiem jakim cudem mi się uchował, byłam przekonana że już dawno go wyrzuciłam :)
12 - CATRICE - kamuflaż
To też wyrzutek, ale jego zużyłam ponad połowę. Dość solidnie kryje wszelkie niedoskonałości, ale z biegiem czasu zaczął mi się na twarzy wysuszać i wyglądać niezbyt estetycznie tworząc suche plamy przebijające spod podkładu. Niewykluczone, że powodem było to że używałam go znacznie dłużej niż sugeruje producent :>
13 - MARIZA - szminka
Kolejny wyrzutek - koszmarek z Shinyboxa. Pomadka w ohydnym jak dla mnie kolorze "Barbiowego" różu. Pal licho kolor, bo mam koleżankę, która lubi takie odcienie i o dziwo całkiem nieźle w nich wygląda, więc miałabym ją komu oddać. Ale ta pomadka niestety bardzo źle wyglądała na ustach, bardzo nieestetycznie podkreślała i zbierała się w załamaniach. W sumie to nie wiem dlaczego nie wyrzuciłam jej od razu.
I to tyle - większe niż poprzednie, ale nadal nie dorastające do pięt moim denkom-gigantom :) Muszę solidnie wziąć się za zużywanie, bo w ostatnim chomikowym zestawieniu nie wypadłam najlepiej niestety.
A jak Wasze denka? Sporo wyrzuciłyście? A co ważniejsze: więcej zużyłyście czy kupiłyście? ☺
Etykiety:
AA,
Balneokosmetyki,
Bania Agafii,
Bielenda,
Carex,
Catrice,
denko,
Dermika,
Grashka,
Marion,
Mariza,
Paese,
Yves Rocher
wtorek, 1 marca 2016
Denko lutowe
Styczniowe zużywanie poszło mi nad wyraz dobrze, czy to samo udało mi się w lutym? Nie da się ukryć, moje zapasy zmalały, ale ciągle kosmetyków mam sporo. Na szczęście chyba rezygnacja z boxów kosmetycznych działa na moją korzyść :) Zapraszam na przegląd zużyć z lutego - miesiąc niby najkrótszy, ale denko całkiem pokaźne :)
W denku tradycyjnie znalazły się zarówno produkty które kupię i chętnie do nich wrócę, takie których nie kupię z różnych względów oraz takie co do których nie jestem do końca zdecydowana.
1 - BALEA - żel pod prysznic
Moja pierwsza Balea, którą mam dzięki Angelice. Żel pienił się bardzo dobrze - co lubię, nie wysuszał - co też jest dla mnie ważne. Zapach jednak jakoś nie do końca mi pasował - niby taki słodko owocowy, ale jednak coś mi nie zagrało.
2 - ISANA - mydło w płynie
Miało piękny zapach i nie wysuszało skóry - to najważniejsze. Za to do mycia pędzli nadawało się średnio, problem był zwłaszcza z tymi ubrudzonymi podkładem czy korektorem. Ale do mycia pędzli przecież mogę używać innego, a to ze względu na zapach pewnie jeszcze kiedyś kupię.
3 - JOANNA - peeling myjący
Bardzo lubię te malutkie peelingi. Mają świetne zapachy, a do tego całkiem nieźle zdzierają (jak na żele peelingujące). Najczęściej zabieram je na wyjazdy, ale w domu też ich używam. Pomarańczowy jest jednym z moich ulubionych zapachów.
4 - DOVE - kremowa kostka myjąca
Zapach pudrowy, taki klasyczny Dove. To była akurat wersja z drobinkami peelingującymi, ale nie czarujmy się - za dużo to te drobinki nie robiły :) Mydła w kostkach to nadal nie są moje ulubione myjadła (pisałam o nich tutaj) i raczej sama z siebie ich nie kupię, ale jak skądś dostanę to rozpaczać nie będę :)
5 - KA-HA - peeling do ciała
Cudowny peeling od Mineralnej Kasi. Rany, jak on pachniał! Kasia twierdzi, że to granat (a kolor chyba dla niepoznaki był zielony) :) Bardzo dobrze zdzierał, natłuszczał skórę, pozostawiał ją miękką i pachnącą. Z chęcią przygarnę jeszcze kiedyś to cudo :)
6 - INTIMEA - żel do higieny intymnej
Duży, tani, łatwo dostępny (ach, te wszechobecne Biedronki ☺). Dobrze się pienił i - co najważniejsze - nie podrażniał. Wiem że są też inne wersje, więc pewnie następnym razem wypróbuję którąś z nich.
7 - REXONA - antyperspirant
Przyjemny, świeży, pudrowo-kremowy zapach. Do tego dość szybko się wchłaniał, nie brudził ubrań i całkiem nieźle redukował pocenie. Nie wiem czy poradziłby sobie u mnie w okresie letnim, ale jestem nastawiona pozytywnie i pewnie to sprawdzę :)
8 - THE SECRET SOAP STORE - krem do rąk
Świetny zapach - limonka i mięta, ale mięta taka zielona, prosto z krzaczka. Niestety bardzo mi przeszkadzała metalowa niepraktyczna tubka, zbyt mała zakrętka i bardzo wolne wchłanianie. Samo działanie kremu było fajne, ale stosowałam go raczej na noc, czasem w formie maski, grubszą warstwą. Tak normalnie do pracy się nie nadawał, bo był zbyt treściwy i zbyt tłusty, a do torebki też nie bardzo, bo był niewygodny w obsłudze. Do tego cena... chyba około 40 zł.
9 - TIMOTEI - odżywka do włosów
To nie pierwsze opakowanie tej odżywki i na pewno nie ostatnie. Moje włosy są po niej miękkie, gładkie, pachnące i nabierają ładnych złotawych refleksów. O całej serii tych kosmetyków pisałam w tym poście.
10, 11 - L'OCCITANE - szampon i odżywka
Te miniatury znalazłam w jednym z Shinyboxów, były idealne na wyjazd. Miały bardzo przyjemny cytrusowy zapach (werbena), który utrzymywał się we włosach jeszcze przez kilka godzin po umyciu. Włosy były gładkie, błyszczące i zupełnie się plątały. To ostatnie przetestowałam w warunkach ekstremalnych, bo okazało się że na ostatnie szkolenie nie zabrałam szczotki do włosów (brawo ja!). Okazało się, że jakoś się bez niej obyłam przez te trzy dni :) Chętnie bym je jeszcze kupiła (zwłaszcza szampon, który był bardzo wydajny), ale cena mnie trochę zniechęca (około 60 zł za 250 ml).
12 - APIS - mgiełka
Żałuję, że nie zaczęłam jej używać od razu jak ją dostałam, tylko otworzyłam chyba jakoś we wrześniu. Przyjemnie odświeżała twarz, delikatnie ją nawilżała. Na samym początku nosiłam ją w torebce właśnie do odświeżenia i zroszenia czymś twarzy (nie kupuję wody termalnej), ale jak skończyły się upały to używałam jej do spryskiwania maseczek z glinki, a później też do tonizowania twarzy (bo okazało się że jest bardzo wydajna, a należy ją zużyć w ciągu czterech miesięcy od otwarcia). Szkoda tylko że atomizer nie tworzy delikatniejszej mgiełki zamiast tych dość mocno wyczuwalnych kropelek.
13 - NOREL - krem rozjaśniająco-wygładzający z kwasem migdałowym
Ten krem pokazywałam Wam całkiem niedawno w poście z moimi hitami. To było moje pierwsze spotkanie z kwasami. Już po pierwszym tygodniu
byłam zachwycona - krem widocznie rozjaśnił moje przebarwienia.
Wcześniej żaden krem nie poradził sobie z nimi aż tak dobrze :) Ale żeby
nie było tak wesoło to zaczęły mi się pojawiać na twarzy suche skórki,
krem nie radził sobie z nawilżaniem (zaznaczam że jestem typowym
sucharkiem). Pomyślałam sobie "Buuu... nieudany kosmetyk od Norel :(
Szkoda, bo do tej pory wszystkie się sprawdzały." Ale zanim z niego
zrezygnowałam to poszłam po radę do wujka Googla - no bo skoro ja jestem
taki kwasowy laik to wujek na pewno wie więcej :) No i oczywiście
wiedział. Wyczytałam, że przy stosowaniu kremów z kwasami zaleca się
jeszcze dodatkowo nakładanie kremów nawilżających. Od tej pory wszystko jest w jak najlepszym
porządku: wieczorem po oczyszczeniu twarzy nakładam krem z kwasem
migdałowym, a po 15-20 minutach hialuronowy - moja cera wygląda świetnie, jest rozjasniona, ma wyrównany koloryt. Jedyne co nie do końca mi odpowiada w tym kremie to niezbyt przyjemny zapach (ale podobno kosmetyki z kwasem migdałowym tak mają).
14 - NOREL - hialuronowy krem aktywnie nawilżający
To był właśnie mój ratunek po kremie migdałowym :) Ten używałam dwa razy dziennie - rano, na serum, spokojnie można było go używać pod makijaż. No i wieczorem jako dodatkowe nawilżenie po kremie z kwasem migdałowym. Przyjemny, delikatny zapach, szybkie wchłanianie, solidne nawilżenie - moja skóra lubi kosmetyki Norela chyba bez wyjątku :)
15 - YVES ROCHER - krem pod oczy i na powieki
Jego cena regularna to coś ponad sto złotych, ja dostałam go gratis do jakiegoś zamówienia (za to właśnie uwielbiam YR). Całkiem nieźle radził sobie z nawilżaniem okolic oczu, był dość treściwy, ale nadawał się również pod makijaż, bo nakładany cienką warstwą wchłaniał się całkiem dobrze. Jego używanie nie dało może jakichś spektakularnych efektów, ale spisał się na tyle dobrze że jak będzie w jakiejś fajnej promocji to może się na niego skuszę.
16 - YVES ROCHER - pomadka ochronna
Taki sobie przyjemny średniaczek :) Dawała delikatny kolor na ustach, przyjemnie pachniała. Nawilżenie nie było rewelacyjne, co jakiś czas musiałam ponawiać aplikację, ale używało mi się jej całkiem przyjemnie.
17 - EMBRYOLISSE - krem BB
Miniatura o pojemności 5 ml znaleziona w Joyboxie. Bardzo fajnie
wyrównywał koloryt skóry, wygładzał ją. Stosowałam go solo albo jako
bazę pod podkład (jedna z propozycji producenta). Niestety jego cena to
około 120 zł / 30 ml :(
18, 19, 20 - YANKEE CANDLE
Świeczka Rainwashed Berry miała całkiem przyjemny cierpko-słodki zapach. Nieduszący, niedrażniący, taki nieoczywisty, ale fajny :) Spiced Orange to już wosk o świątecznym zapachu, który idealnie wpasował się w mój gust. Był delikatnie cytrusowy, z korzennymi nutami, przy pierwszym paleniu dość intensywny. Casis za to ciągle ciężko mi ocenić - czasem go lubiłam, a czasem najchętniej wywaliłabym go za okno razem z kominkiem :) Niby klimat owocowy, więc ok, nie był za słodki - więc też ok, ale jakoś coś mi czasem nie grało (ehhh te zmienne kobiece nastroje).
Ja zabieram się w takim razie do zbierania kolejnej torby śmieci, trzeba zrobić trochę miejsca na jakieś nowości :) A jak Wasze zużycia, pochwalicie się?
Etykiety:
Apis,
Balea,
denko,
Dove,
Embryolisse,
Intimea,
Isana,
Joanna,
L'occitane,
Norel,
Rexona,
The Secret Soap Store,
Timotei,
Yankee Candle,
Yves Rocher
czwartek, 4 lutego 2016
Denko styczniowe i kilka wyrzutków
Moje nowości styczniowe (dość skromne) mogłyście podejrzeć kilka dni temu, teraz przyszła pora na pożegnanie się z pustakami - trzeba zrobić miejsce na kolejne śmieci :) Zużywanie w styczniu poszło mi całkiem sprawnie, do tego zrobiłam przegląd kolorówki i kilka rzeczy wylądowało w koszu.
W denku tradycyjnie znalazły się zarówno produkty które kupię i chętnie do nich wrócę, takie których nie kupię z różnych względów oraz takie co do których nie jestem do końca zdecydowana.
1 - EVELINE - balsam pod prysznic
O rajuśku jak on pachnie! Jeśli lubicie czekoladowe klimaty w kosmetykach to koniecznie musicie go wypróbować :) Do tego ma całkiem fajne działanie, po więcej szczegółów zapraszam do recenzji. Jedynym minusem jest to, że pod koniec opakowania pompka nie daje rady i trzeba rozcinać butelkę.
2 - BODY BOOM - peeling kawowy
Niewielkie opakowanie z Shinyboxa. Dość mocny zapach palonej kawy, aromat cynamonu był prawie niewyczuwalny. Działanie całkiem fajne, peeling dość dobrze złuszczał naskórek, nieźle zdzierał, a do tego pozostawiał skórę delikatnie natłuszczoną. Nie da się ukryć że przy okazji robił sporo bałaganu pod prysznicem, a to papierowe opakowanie średnio zdaje egzamin - łatwo namaka. Do tego dość wysoka cena powoduje, że nie wiem czy się jeszcze skuszę na ten peeling.
3 - AA - kremowy żel do mycia ciała
Rzekłabym: taki se. Bez szału - mył, pienił się dość dobrze, nie wysuszał, ale zapach nie do końca mi odpowiadał, był taki słodko kwiatowy.
4 - YVES ROCHER - żel pod prysznic
To jakaś limitka o zapachu owoców leśnych. Lubię żele YR, dobrze się pienią, nie wysuszają, najczęściej zachwycają zapachem. Tu zachwytu może nie było, ale było całkiem przyjemnie - jogurtowo-owocowo :) Nie wiem czy kupię ten konkretny zapach, ale na pewno będę kupować żele z tej serii.
5 - BATISTE - suchy szampon
Od dość długiego czasu w mojej łazience zawsze musi stać jakiś suchy szampon - te z Batiste sprawują się wyśmienicie; odświeżają rzeczywiście na cały dzień, łatwo się wyczesują, lekko unoszą włosy u nasady, nie matowią ich zbytnio. Ta wersja z granatem i jaśminem dodatkowo pięknie pachnie (dość podobnie do wersji Eden), ale to limitka, nie wiem czy ją jeszcze gdzieś kupicie, w każdym razie ja dawno jej nie widziałam.
6 - SYLVECO - płyn micelarny
Oj, nie ma recenzji? A zdjęcia na dysku są :) Recenzja będzie i to całkiem pozytywna, bo Sylveco to kolejny udany kosmetyk tej marki. Delikatny, a przy tym skuteczny.
7 - AA - krem matujący intensywnie nawilżający
Miałam go z Joyboxa. Sama bym się na niego nie zdecydowała, bo przeznaczony jest do cery mieszanej i normalnej a ja mam suchą, ale okazało się że całkiem nieźle radził sobie z nawilżaniem. Mam jeszcze jedno opakowanie, które dostałam w wyprzedażowym Joyboxie.
8 - SYIS - krem pod oczy
A to moje rozczarowanie, o którym pisałam Wam tutaj. Bardzo słabe nawilżenie, ciężko się wchłaniał przy grubszej warstwie (w zasadzie to przy grubszej warstwie się nie wchłaniał). Cieszę się że się skończył.
9 - GARNIER - krem na noc
A to za to bardzo pozytywne zaskoczenie. Dziwna budyniowa konsystencja, trudny do określenie zapach (czasem go lubiłam, a czasem wręcz przeciwnie), ale za to dość szybkie wchłanianie i satysfakcjonujące mnie nawilżenie :)
10 - ENKLARE - serum regenerujące
U mnie niestety nic nie zregenerowało. Stosowałam je tylko na noc, bo powodowało rolowanie się kremów i podkładów. Słabe nawilżenie, ale całkiem przyjemny miętowy zapach i orzeźwienie przy stosowaniu. To niestety za mało, żeby zagościło u mnie ponownie. Recenzję znajdziecie tutaj.
11 - INGRID - serum intensywnie odmładzające
To serum za to stosowałam rano :) Zawierało bardzo malutkie drobinki rozświetlające, w zasadzie niewidoczne na twarzy. Dobrze współgrało z pozostałymi kosmetykami, nie podrażniało. Wygodne opakowanie z pipetą nie sprawiało problemów, ale nie do końca odpowiadał mi zapach, był jakiś taki chemiczny. No i najważniejsze - w sumie to nie zrobił z moją twarzą nic szczególnego - nie stała się jędrniejsza, bardziej odżywiona, wygładzona, nawilżona itp. Wypróbowałam, zużyłam i więcej nie wrócę.
12 - SKIN79 - maska w płacie
Całkiem przyjemna, pachnąca lekko cytrusowo. Całkiem nieźle nawilżała, skóra po jej zastosowaniu była gładka i przyjemna w dotyku. Jeśli chcecie wiedzieć więcej o tej i innych maseczkach z kolorowej serii to zapraszam Was do tego wpisu.
13 - YASUMI - maseczka rozgrzewająca
Rzeczywiście rozgrzewała, pachniała przyjemnie czekoladowo. Byłam z niej zadowolona, ale chyba bez większych zachwytów bo nie pamiętam szczegółów :)
14 - ORIFLAME - maseczka Royal Velvet
Dostałam ją od koleżanki, która jest zachwycona jej działaniem i zawsze w promocji kupuje ją na zapas :) Mnie nie zachwyciła, nawilżenie przeciętne, innych widocznych efektów nie zaobserowałam.
15 - LIV DELANO - krem do rąk
Zupełnie nieznana mi marka - ten balsam do suchej skóry znalazłam w Shinyboxie. Niestety szału nie było. Nie spodobał mi się zapach, a działanie też nie zachwycało. Bardzo szybko się wchłaniał, ale nawilżenie było krótkotrwałe.
16 - EVELINE - krem do rąk
Oba opakowania tego kremu-serum pochodzą z wyprzedażowych Joyboxów. Miałam już kiedyś krem-maskę z Eveline i szczerze mówiąc nie widzę między nimi różnicy. Świetny krem do pracy - błyskawicznie się wchłania, ale rozczarujecie się jeśli liczycie na intensywne nawilżenie - jest po prostu przeciętne.
17 - PAESE - podkład Matt it Up
Wkurzał mnie aplikator w formie łopatki, zdecydowanie bardziej wolę pompki! Nie matowił, miał dzieny, niezbyt przyjemny zapach i dość szybko ścierał się z twarzy.
18 - MARIZA - puder ryżowy
Świetny produkt! Matowił skórę na długi czas (ale ja nie mam większych problemów ze świeceniem się skóry), nie bielił, nie pylił się zbytnio. To było moje drugie opakowanie, ale chętnie jeszcze wrócę do tego pudru w przyszłości.
19 - LOVELY - tusz do rzęs
Bardzo go lubię - dobrze rozczesuje rzęsy, nie skleja ich, ładnie je podkręca, lekko wydłuża i pogrubia. Nie osypuje się, trzyma się na rzęsach cały dzień. Lekko wygięta silikonowa szczoteczka - taka jaką lubię. Jedynym minusem jest jego dość szybkie wysychanie. Efekt jaki daje na rzęsach możecie zobaczyć w tym poście.
20 - YVES ROCHER - tusz do rzęs
Mascara Volume Elixir to chyba pierwszy tusz z YR, z którego jestem w miarę zadowolona. Podkreślam: w miarę zadowolona, bo zachwytów nie ma. Szczoteczka tradycyjna, tusz lekko wydłuża i pogrubia rzęsy, nie jest tak suchy jak pozostałe tusze z YR których używałam. Całkiem poprawny, choć cudów nie zdziałał.
21 - WIBO - rozświetlacz Diamond Illuminator
Mój pierwszy rozświetlacz zakupiony pod wpływem zachwytów połowy blogosfery :) Uległam i nie żałuję. Piękna delikatna tafla w szampańskim kolorze, niska cena - polubiłam do bardzo i już używam kolejne opakowanie.
22 - ESSENCE - eyeliner
Niby wodoodporny, a wcale tak nie było. Końcówka pisaka dość szybko wyschła, chyba jednak pozostanę przy eyelinerach w kałamarzykach, z pędzelkiem.
23 - SYIS - jajeczko do podkładu
Bardzo polubiłam ten sposób aplikacji podkładu. Nie miałam nigdy oryginalnego Beauty Blendera, więc nie wiem czy gąbeczka z Syis jest do niego bardzo zbliżona czy tylko trochę. W każdym razie podkład nanoszony tym sposobem ładnie wtapia się w skórę, wygląda bardzo naturalnie. Jak widać moja gąbeczka jest już sfatygowana i popękana, ale to nie dziwne - używałam jej prawie codziennie od około roku.
24 - BELL - konturówka automatyczna
Nawet nie wiem skąd ją mam. Odcień 01 to brudny róż z lekką domieszką brązu. Całkiem ładny kolor. Konsystencja konturówki odpowiednio twarda, ale jednak miękko i łatwo sunęła po ustach. Trwałość dość przeciętna, równo się ścierała z ust. No i plus za to, że nie trzeba jej temperować :)
25 - GLAZEL - kredka do brwi
Shinyboxowe pozytywne zaskoczenie. Mój chyba pierwszy produkt do brwi i od razu taki, z którym się polubiłam. To już druga zużyta kredka, mam jeszcze czarną, ale jej używam zdecydowanie rzadziej. Obecnie jestem na etapie poszukiwania idealnego dla mnie produktu - mam cienie prasowane, cień w kremie, żel, ale niewykluczone że do tej kredki jeszcze wrócę. Miała odpowiedni kolor, a jej lekko woskowa konsystencja delikatnie trzymała włoski w ryzach.
22 - ESSENCE - eyeliner
Niby wodoodporny, a wcale tak nie było. Końcówka pisaka dość szybko wyschła, chyba jednak pozostanę przy eyelinerach w kałamarzykach, z pędzelkiem.
23 - SYIS - jajeczko do podkładu
Bardzo polubiłam ten sposób aplikacji podkładu. Nie miałam nigdy oryginalnego Beauty Blendera, więc nie wiem czy gąbeczka z Syis jest do niego bardzo zbliżona czy tylko trochę. W każdym razie podkład nanoszony tym sposobem ładnie wtapia się w skórę, wygląda bardzo naturalnie. Jak widać moja gąbeczka jest już sfatygowana i popękana, ale to nie dziwne - używałam jej prawie codziennie od około roku.
24 - BELL - konturówka automatyczna
Nawet nie wiem skąd ją mam. Odcień 01 to brudny róż z lekką domieszką brązu. Całkiem ładny kolor. Konsystencja konturówki odpowiednio twarda, ale jednak miękko i łatwo sunęła po ustach. Trwałość dość przeciętna, równo się ścierała z ust. No i plus za to, że nie trzeba jej temperować :)
25 - GLAZEL - kredka do brwi
Shinyboxowe pozytywne zaskoczenie. Mój chyba pierwszy produkt do brwi i od razu taki, z którym się polubiłam. To już druga zużyta kredka, mam jeszcze czarną, ale jej używam zdecydowanie rzadziej. Obecnie jestem na etapie poszukiwania idealnego dla mnie produktu - mam cienie prasowane, cień w kremie, żel, ale niewykluczone że do tej kredki jeszcze wrócę. Miała odpowiedni kolor, a jej lekko woskowa konsystencja delikatnie trzymała włoski w ryzach.
A to już - jak widać - wyrzutki. Duo cieni Virtual miało datę ważności do 1/2014, a że mam podobne odcienie to tych nie używałam już dawno i ich nie potrzebuję. Ale sprawowały się dobrze, miały dość dobrą pigmentację, nie osypywały się, na bazie trzymały się cały dzień i nie rolowały. Czwórkę cieni z Wibo kupiłam już dawno i rzadko używałam, bo się potwornie pyliły i osypywały. Kamuflaż z Glazel w za jasnym dla mnie kolorze znalazłam w Shinyboxie. Leżał sobie nieużywany, a teraz się okazało, że wysechł :P Kamuflaż z Paese dotarł do mnie przeterminowany i w za ciemnym kolorze :( Szkoda, bo ma dość fajną konsystencję musu i chętnie bym go wypróbowała. Baza/Top z Silcare do manicure hybrydowego szału nie robiła, miała gorszą trwałość niż Semilac, a poza tym uszkodziła mi się nakrętka z pędzelkiem. Lakiery hybrydowe Silcare, z których jeden był kiedyś pastelowym różem (chyba 590), a drugi mlecznym nudziakowym brązem (chyba 620), a po czasie zrobiły się jakieś brudnożółte.
I koniec :) Jeśli chodzi o zapasy to widzę już światełko w tunelu, a poza tym zaczynam zbierać nowe opakowania. A Wy dużo zużyłyście w styczniu?
sobota, 5 grudnia 2015
Denko listopadowe
W listopadzie poszło mi dość skromnie jeśli chodzi o zużycia. Ale to oczywiście nie zmienia faktu, że każde zdenkowane opakowanie cieszy i pozwala otworzyć następne w kolejce :)
W denku tradycyjnie znalazły się zarówno produkty które kupię i chętnie do nich wrócę, takie których nie kupię z różnych względów oraz takie co do których nie jestem do końca zdecydowana.
1 - BIODERMA - płyn micelarny
Bardzo skuteczny, bardzo delikatny i bardzo drogi. No, może nie bardzo drogi, ale sporo droższy od innych, równie skutecznych. Jego pełna recenzja ukaże się lada dzień, ale już mogę napisać że kupię go ewentualnie jedynie w dobrej promocji. Bez niej wolę dużo tańszego, a równie skutecznego różowego Garniera.
2 - BIOLAVEN - żel do mycia twarzy
Żel dobrze oczyszcza, nieźle radzi sobie również z demakijażem. Nie wysusza, ale też nie nawilża. Zapach jest bardziej winogronowy niż lawendowy, co mnie akurat bardzo ucieszyło :) Z chęcią będę do niego co jakiś czas wracać, a Wy możecie więcej o tym żelu przeczytać tutaj.
3 - DERMIKA - emulsja do nawilżania i łagodzenia
Pisałam o niej całkiem niedawno, w tym poście. Kosmetyk bezzapachowy, szybko się wchłaniał, nieźle nawilżał. Niestety mnie zapychał, a szkoda, bo poza tym spisywał się całkiem nieźle.
4 - NO 36 - antyperspirant do stóp
Dość przyjemny zapach, całkiem szybkie wchłanianie. I to tyle. Nie zauważyłam żeby redukował pocenie, więc pewnie już się więcej nie spotkamy.
5 - ORIFLAME - krem do stóp
Zapach był bardzo dziwny. Z jednej strony trochę mentolowy, ale miał w sobie też coś co bardzo drażniło mój nos, coś nieprzyjemnego. Krem pozostawiał do tego po sobie lepką warstwę i cieszę się że miał tak małą pojemność, bo szybko się skończył :)
6 - YVES ROCHER - żel pod prysznic
Świąteczna limitka o zapachu czekolady i pomarańczy, ale od czasu do czasu widuję ją w sklepie internetowym. Pachnie cudownie, jak Delicje szampańskie. Dobrze się pieni, utrzymuje przez jakiś czas na skórze. Jeśli tylko na nią trafię to z pewnością wyląduje w moim internetowym koszyku :)
7 - JOANNA - maseczka do włosów z keratyną
Ta tubka pochodzi z opakowania z farbą do włosów, ale przekopałam Internety i okazuje się że jest też sprzedawana solo. Bardzo się z tego cieszę, bo po jej użyciu włosy były gładkie, miękkie, sypkie i łatwo się rozczesywały. Chętnie kupię pełnowymiarową wersję.
8 - GOLDWELL - spray do włosów zwiększający objętość
Mimo że jest malutki to był ze mną strasznie długo - po prostu rzadko używam lakierów do włosów. Nie zauważyłam żeby zwiększał objętość, a jeśli chodzi o utrwalenie fryzury to też nie było powalająco. Do tego cena około 50 zł / 300 ml na pewno nie zachęca do zakupu.
9 - GOLDWELL - krem do stylizacji włosów
Bardzo wydajny. W wypadku kremu utrwalenie fryzury i zwiększenie objętości włosów były całkiem niezłe, ale niestety pod koniec dnia włosy sprawiały wrażenie tłustych i nieświeżych. Podobnie jak w przypadku lakieru cena jest zdecydowanie zbyt wysoka 57 zł / 75 ml.
10-13 - SKIN79 - maski w płacie
Na temat całej serii tych kolorowych maseczek będziecie mogły przeczytać niebawem. Masek jest 5 (zieloną zużyłam jeszcze w październiku). Mogę zdradzić tu, że znalazłam wśród nich i takie do których chętnie wrócę, jak i takie których nigdy więcej nie chcę u siebie zobaczyć :)
14 - KA-HA - wosk zapachowy
Dostałam go (a w zasadzie je, bo były dwa) od Mineralnej Kasi. Pachniały przyjemnie, jesiennie, otulająco. Kasia, zacznij w końcu sprzedawać te swoje wyroby, chętnych na pewno znajdziesz!
Na temat całej serii tych kolorowych maseczek będziecie mogły przeczytać niebawem. Masek jest 5 (zieloną zużyłam jeszcze w październiku). Mogę zdradzić tu, że znalazłam wśród nich i takie do których chętnie wrócę, jak i takie których nigdy więcej nie chcę u siebie zobaczyć :)
14 - KA-HA - wosk zapachowy
Dostałam go (a w zasadzie je, bo były dwa) od Mineralnej Kasi. Pachniały przyjemnie, jesiennie, otulająco. Kasia, zacznij w końcu sprzedawać te swoje wyroby, chętnych na pewno znajdziesz!
U mnie to tyle. Znacie coś z tych kosmetyków? A jak Wam poszło zużywanie w listopadzie?
poniedziałek, 2 listopada 2015
Denko październikowe
Zaczął się listopad, w telewizji czas wyczekiwać reklam "Coraz bliżej święta", a w radiu piosenek typu "Last Christmas". Dobija mnie to, bo im dłużej to trwa tym mniej czuję atmosferę świąt. Jak dla mnie wszelkie dekoracje, reklamy itp. powinny się zaczynać najwcześniej z rozpoczęciem Adwentu. A jakie jest Wasze zdanie na ten temat? Lubicie aż tak przedłużać świąteczną atmosferę?
Ale ja przecież nie o tym! Nazbierało mi się trochę śmieci i pora je wyrzucić. O dziwo nazbierało mi się trochę kolorówki. Czy u Was w tej kwestii też działa prawo serii? :)
W denku tradycyjnie znalazły się zarówno produkty które kupię i chętnie do nich wrócę, takie których nie kupię z różnych względów oraz takie co do których nie jestem do końca zdecydowana.
1 - ORIGINAL SOURCE - żel pod prysznic
Cytryna mnie zachwyciła, z limonką coś nie do końca zaiskrzyło. Oczywiście zapachowo, bo pianka fajna, nie wysusza i generalnie jest ok. Ale zapach ciut za gorzkawy, nie wiem, może latem polubiłabym go bardziej?
2 - DOVE - kremowa kostka myjąca
Ogólnie o kostkach Dove pisałam tutaj. Ta kostka to zapach figa & kwiat pomarańczy - całkiem przyjemny, choć nieco zbyt słodki jak dla mnie. Kostki Dove tworzą fajną kremową piankę i nie wysuszają. Próbowałam używać jej też do mycia pędzli, ale tu sobie średnio poradziła (najgorzej z tymi od podkładu i korektora).
3 - WELLNESS&BEAUTY - peeling do ciała
Zdecydowałam się na wersję z olejkiem i zieloną herbatą. Pachniał bardzo przyjemnie, zdzierał całkiem nieźle, a opakowanie na pewno do czegoś zużyję. Peeling jest solny, więc nie każdemu będzie odpowiadać, dodatkowo pozostawia po sobie lekko tłustawą warstewkę. Ja na pewno wypróbuję jeszcze inne wersje zapachowe :)
4 - DOVE - żel pod prysznic
O tych żelach również już pisałam, dokładnie tutaj. Żel jest bardzo gęsty, kremowy, ma wręcz konsystencję balsamu. Pachnie lekko mydlanie, klasycznie. Tworzy sporą pianę, nie wysusza - jest całkiem fajny. Ta wersja zapachowa mnie nie urzekła, jest taka "zwykła", ale skuszę się na wersje owocowe :)
5 - BAIKAL HERBALS - szampon do włosów
Pachniał lekko ziołowo, pienił się przyzwoicie, miał żelową konsystencję. Do szału mnie doprowadzał zbyt duży otwór, przez co aplikacja była utrudniona no i niestety nie spełnił swojego głównego zadania: miał zmniejszyć wypadanie włosów, a w tej kwestii nie robił nic. Poza tym dobrze domywał i nie plątał zbytnio włosów (ale użycie odżywki było konieczne).
6 - BANIA AGAFII - drożdżowa maska do włosów
To moje drugie opakowanie, czyli wychodzi na to, że jestem z niej raczej zadowolona :) Maska miała dość lejącą konsystencję, dlatego też lepiej niż słoiczek moim
zdaniem spisałaby się tubka lub butelka. Jeśli zaś chodzi o działanie to
nie wiem czy przyśpieszyła tempo wzrostu moich włosów - nigdy tego nie
mierzyłam :) Za to pachniała dość przyjemnie, włosy były po niej gładkie i
miękkie, łatwo się rozczesywały. Nie spowodowała przyśpieszonego
przetłuszczania się włosów.
7 - JOANNA - farba do włosów
Wcześniej używałam innych farb Joanny i jeśli chodzi o efekt wizualny (błysk, równomierne pokrycie) nie mam zastrzeżeń. Jednak w przypadku poprzedniej farby kolor podobał mi się bardziej (a nazwa była ta sama). Dlatego też raczej chyba pozostanę przy poprzedniej farbie.
8 - DERMEDIC - płyn micelarny
Jedno z moich ostatnich rozczarowań :( Niestety nie radził sobie z demakijażem, a to miało być jego główne zadanie. Poza tym był delikatny, nie podrażniał i całkiem nieźle spisze się do odświeżania skóry twarzy. Więcej możecie przeczytać w recenzji.
9 - SKIN79 - maska rozjaśniająca
O całej serii kolorowych masek w płacie, które pokazywałam Wam w poście z wrześniowymi zakupami będziecie mogły przeczytać niebawem, jak tylko przetestuję je wszystkie :) Krótko mogę napisać tylko, że ta była w porządku, ale mnie nie zachwyciła.
10 - YASUMI - puder do oczyszczania skóry
Znalazłam go w Shinyboxie, zainteresowała mnie bardzo forma aplikacji. Jak to tak, puder do mycia? Okazało się że po zetknięciu z wodą puder zmieniał się w delikatną piankę, nieźle oczyszczał, przyjemnie cytrusowo pachniał. Okazało się też, że potwornie wysuszał mi skórę, a doprowadzenie jej do ładu zajęło mi sporo czasu. Ostatecznie pudru używałam raz/dwa razy w tygodniu i wtedy przy odpowiedniej pielęgnacji nawilżającej było ok.
11 - REXONA - antyperspirant
Moje drugie opakowanie (wcześniej miałam inną wersję). Jak na antyperspirant spisuje się naprawdę dobrze, a u mnie mało co daje radę :) Skutecznie redukował pocenie, a do tego przyjemnie pachniał.
12 - SYLVECO - pomadka peelingująca
Mój niekwestionowany ulubieniec jeśli chodzi o pielęgnację ust! Uwielbiam i wielbić będę po wsze czasy. I kupować też! Więcej możecie przeczytać w recenzji. Jeśli jeszcze jej jakimś cudem nie znacie to koniecznie kupcie!
13 - ORIFLAME - krem do rąk
Przyjemnie pachniał, szybko się wchłaniał - to wystarczyło żeby wylądował u mnie w pracy. Ale niestety nawilżenie było słabe, a innych pozytywów nie znalazłam.
14 - YANKEE CANDLE - wosk zapachowy
Soft Blanket to kolejny obok Clean Cotton zapach świeży, przyjemny, do którego będę wracać niezależnie od pory roku.
15 - AVON - woda toaletowa Pur Blanca
Nawet nie pytajcie ile ją miałam u siebie, bo pewnie ładnych kilka lat. To była z tego co pamiętam jakaś specjalna edycja świąteczna. Nie przepadam za tym zapachem, ale dostałam ją od kogoś w prezencie.
16 - INGRID - podkład Ideal Face
Wygodna aplikacja za pomocą pompki air-less, która niestety lubiła nawalać. Z tego co wiem, to teraz te podkłady mają trochę inną szatę graficzną, więc może i pompki poprawili :) Krycie miał całkiem niezłe, utrzymywał się na twarzy kilka godzin, ale powodował świecenie (u mnie, sucharka!). Nie podkreślał suchych skórek, nie wysuszał.
17 - SENSIQUE - puder w perełkach
Ja miałam wymieszaną wersję brązującą z rozświetlającą. Efekt jaki dawał na mojej skórze mi się nawet podobał, ale chyba zmęczyły mnie już kosmetyki w kuleczkach. Wolę prasowane albo sypkie :)
18 - KOBO - transparentny puder matujący
Bardzo polubiłam swój pierwszy transparentny puder (ryżowy, z Marizy), więc jak się skończył postanowiłam go czymś zastąpić. Niestety z tym pudrem nie do końca się polubiłam; bardzo się pylił, czułam go na twarzy, potrafił bielić. Matowił całkiem dobrze, ale ja nie mam większych problemów ze świeceniem.
19 - MISS SPORTY - korektor
Spisywał się u mnie średnio (nie krył zbyt dobrze i łatwo się ścierał), więc poszedł w odstawkę jak kupiłam sobie kamuflaż z Catrice. Ostatnio chciałam zobaczyć czy polubię się z nim bardziej, ale okazuje się że śmierdzi kredkami świecowymi, więc leci do kosza.
20 - JOKO - baza pod cienie
Zużyłam ją do końca, ale nie jestem zachwycona. Owszem, utrzymywała cienie w ryzach, ale przeszkadzała mi tępawa konsystencja. Podbijała kolor cieni, ale nie jakoś rewelacyjnie. Całego dnia na powiece niestety u mnie cienie na niej nie wytrzymywały (ale te 9-10 h potrzebne na wyjście, pracę i powrót już tak).
21 - MAYBELLINE - tusz do rzęs
Efekty jakie daje na rzęsach możecie zobaczyć w tym poście. Używam tej wersji od wielu, wielu lat (z przerwami oczywiście) i z perspektywy czasu stwierdzam, że ona po prostu dużo lepiej spisuje się na dłuższych rzęsach. Wcześniej owszem, byłam z niej zadowolona, ale nie aż tak jak teraz, gdy moje rzęsy są podrasowane przez Long4Lashes :) Wydłuża, pogrubia, nie osypuje się. Bajka.
22 - YVES ROCHER - tusz do rzęs
Nie lubię tuszy do rzęs z Yves Rocher bo są po prostu kiepskie. Ten również to potwierdził. Był bardzo suchy, lubił się kruszyć i osypywać, jedeyny pozytyw jest taki, że lekko wydłużał rzęsy.
23 - LONG4LASHES - odżywka do rzęs
Wiem, że wiele z Was z dystansem podchodzi do odżywek z bimatoprostem. U mnie nie pojawiły się żadne niepożądane efekty, a rzęsy urosły mi tak bardzo, że mnóstwo osób pytało czy mam sztuczne. Mam nadzieję że uda mi się ją znów kupić w Rossmannie w promocji -49% tak jak poprzednio. Efekty kuracji po 1 miesiącu możecie zobaczyć tutaj, a po 3 miesiącach tutaj. Opakowanie wystarczyło mi na pół roku.
24 - EVELINE - eyeliner Celebrities
Wygodny pędzelek, głęboki czarny kolor, zadowalająca trwałość. Nie rozmazywał się, utrzymywał w dobrym stanie cały dzień. Chętnie jeszcze do niego wrócę.
25 - SILCARE - lakiery hybrydowe
Moje pierwsze hybrydy. Nie powalają trwałością (7-10 dni, ale robię sobie sama). Są tanie, dlatego kupiłam od razu chyba 10 kolorów. Różowy (410) wykończyłam, a brązowo-bordowy (670) chyba źle dokręciłam i zgęstniał.
26 - CATRICE - konturówka do ust
Nie wiem jaki numerek, bo pewnie był umieszczony w miejscu którego już nie ma :P Całkiem fajna jeśli chodzi o kolor (lekko przybrudzony róż), średnia jeśli chodzi o trwałość na ustach i dość kiepska przy temperowaniu (rysik lubił się łamać). Lubiłam ją do czasu poznania konturówek z Essence które są o niebo lepsze :)
27 - YVES ROCHER - kredka do oczu
To był chyba jakiś gratis do zakupów, miałam ją długo, bo używałam w zasadzie tylko na linię wodną. Do malowania na powiece miała trochę zbyt tępą konsystencję.
Ufff... nazbierało się tego :) A jak tam u Was denkowanie?
Etykiety:
Baikal Herbals,
Catrice,
denko,
Dermedic,
Eveline,
Ingrid,
Joko,
Kobo,
Maybelline,
Miss Sporty,
Oriflame,
Original Source,
Rexona,
Silcare,
Skin79,
Wellness&Beauty,
Yankee Candle,
Yasumi,
Yves Rocher
piątek, 2 października 2015
Denko wrześniowe
Kolejny miesiąc już za nami, jesień staje się coraz bardziej widoczna. Podobno przed nami całkiem ładny i ciepły weekend, ale to już chyba ostatnie takie przebłyski ciepła :)
W ostatnim poście pokazałam Wam moje wrześniowe nowości, więc teraz pora rozprawić się z pustymi opakowaniami.
W denku tradycyjnie znalazły się zarówno produkty które kupię i chętnie do nich wrócę, takie których nie kupię z różnych względów oraz takie co do których nie jestem do końca zdecydowana.
1 - BIELENDA - multifunkcyjny krem CC
Znalazłam go w którymś Shinyboxie i bardzo polubiłam. Ładnie ujednolica kolor skóry, nie tworzy smug, dość szybko się wchłania. Może troszkę brudzić ubrania, ale zdarzało mi się to niezwykle rzadko. Jedyne co mi w nim nie odpowiadało to drobinki rozświetlające - nie przepadam za błyszczeniem, ale trzeba przyznać że nie były to wielkie brokatowe drobiny, tylko delikatny blask. Do zniesienia ale nie w moim stylu :) Z tego co wiem to Bielenda ma tez wersję bez drobinek i to właśnie taką zamierzam kupić na przyszłą wiosnę :)
2 - AA - balsam do ciała pod prysznic
Balsamy pod prysznic to jedyne smarowidła do ciała, które zużywam z chęcią. Ten miałam pierwszy raz, ale nie przypadł mi do gustu z uwagi na zapach. Był jakiś taki sztuczny, chemiczny. Co do samego działania to też nie powalało - było takie sobie. Niby trochę nawilżał, ale bez szału. Ja mam normalną skórę, więc jakoś dawał radę, ale osoby z suchą skórą raczej nie będą zadowolone.
3 - ANATOMICALS - modnie owocowy żel pod prysznic
Dostałam go w pudełku Inspired by i jak widać ma uszkodzoną pompkę :> Przelałam sobie go do innego opakowania, bo w tym używanie go byłoby męczarnią. Żel ma bardzo przyjemny zapach, jak owocowa guma do żucia, wydaje mi się że jak Hubba Bubba. Pieni się dobrze, konsystencja jest odpowiednio gęsta, nie zauważyłam żeby mnie wysuszał. Trochę mniej przyjemna jest cena - 18 zł.
4 - YVES ROCHER - żel pod prysznic
Bardzo lubię te żele, a Pomarańcza z Florydy jest jednym z moich ulubionych zapachów. Prawie przy każdym zamówieniu w YR jakiś żal wpada do mojego koszyka :) Może są trochę mało wydajne, ale cudowne zapachy mi to rekompensują. Więcej możecie przeczytać tutaj.
5 - BATISTE - suchy szampon
Lubię mieć w zanadrzu ratunek w postaci tego szamponu :) Na razie szukam swojej wersji idealnej - ta była całkiem niezła - oprócz odświeżenia włosów podnosiła je u nasady zwiększając wizualnie ich objętość (wiem, inne wersje też trochę podnoszą, ale wydaje mi się że ta bardziej).
6 - GARNIER - odżywka do włosów
Jak dla mnie niestety ta odżywka śmierdziała, używanie jej nie było żadną przyjemnością, ale na szczęście po spłukaniu nie wyczuwałam tego zapachu na włosach:/ Działanie było przeciętne, ułatwiała rozczesywanie, nie zwiększała objętości, nie powodowała szybszego przetłuszczania się moich włosów.
7 - YVES ROCHER - aksamitna maseczka odbudowująca
Tutaj możecie przeczytać moje zachwyty na temat tej maseczki, kilka słów znajdziecie również w poście z moimi hitami. Przyjemny zapach, aksamitna konsystencja i świetne działanie nawilżające - czego chcieć więcej? Chyba tylko kolejnej promocji w YR :)
8 - AVON - rozświetlający żel-krem do twarzy na noc
O całej tej serii mogłyście przeczytać w tym poście. Krem dość szybko się wchłaniał, zadziwiająco dobrze nawilżał, przyjemnie pachniał. Nie każdemu będą odpowiadać drobinki pyłu perłowego, ale to krem na noc który i tak zmywałam rano żelem :) Może skuszę się na niego jeszcze przy okazji jakichś promocji.
9 - GARNIER - płyn micelarny
Nim tez już się zachwycałam, dokładnie tutaj. Hit blogosfery, który i u mnie spisał się bez zarzutu - skuteczny, a przy tym delikatny, żaden makijaż mu nie straszny. To była moja pierwsza butelka, ale na pewno nie ostatnia.
10 - CZTERY PORY ROKU - serum do rak i paznokci
Kolejny produkt pudełkowy, o szczegółach na jego temat możecie więcej przeczytać tutaj. Tak jak przypuszczałam - serum pod koniec trzeba było odkręcać albo rozciąć bo pompka w przypadku takiego opakowania się nie sprawdza. Bardzo szybko się wchłania, ale nawilżenie jest średnie (żeby nie napisać kiepskie).
11 - VEDARA - balsam odnawiający do ust
Pachniał bardzo przyjemnie, pomarańczowo. Nawilżał średnio, do tego ja bardzo nie lubię słoiczkowych smarowideł do ust. Na początku konsystencja była bardzo zbita, później upały zrobiły swoje :> Po powrocie normalnych temperatur w balsamie pojawiły się jakieś tłuste grudki, więc nie chciałam go już używać.
12 - BIAŁY JELEŃ - mydło
Używałam go do mycia pędzli i jajeczka do makijażu - spisywało się świetnie. Bez problemu usuwało wszelkie zabrudzenia, choć nie do końca odpowiadał mi jego zapach.
13 - DOVE - antyperspirant
Przyjemny zapach, znośne działanie. Potrzebuję czegoś dodatkowego na dni kiedy nie używam blokera. Nie brudził ubrań i nie odbarwiał ich.
14 - EFEKTIMA - peeling+maska+krem myjący
Saszetkę znalazłam w ostatnim Shinyboxie, wystarczyła mi na dwa użycia. Całkiem nieźle działała jako peeling, drobinki były całkiem ostre, twarz była później gładka i oczyszczona. Pozostawiona na twarzy wchłaniała się (przynajmniej u mnie). Niezbyt trafione rozwiązanie z taką ilością kosmetyku w saszetce - peelingu nie robię codziennie (to był wyjątek), a zostawiając resztę w saszetce na kilka dni lub tydzień możemy być prawie pewne, że reszta nam zaschnie.
15 - SKIN79 - kremy BB
VIP Gold który znalazłam w Inspired by jest dla mnie za jasny (mam nadzieję że sprawdzi się zimą), więc postanowiłam poszukać innego idealnego BB :) Orange okazał się dla mnie ciut za jasny i jakoś tak lubił mi się zbierać w zmarszczkach (a w zasadzie w bruzdach na czole od ciągłego marszczenia). Purple wydaje się bardziej dopasowany kolorystycznie, a do tego nigdzie mi nie włazi :) Snail Nutrition też jet troszkę za jasny, a do tego mam wrażenie że ma słabsze krycie od pozostałych. Na razie mam jeszcze kilka podkładów, ale gdybym miała wybrać któryś z nich to byłby to fioletowy :)
16 - YANKEE CANDLE - woski zapachowe
Pink Grapefruit - przyjemny, orzeźwiający, ale słodkawy. Lubie owocowe zapachy, zwłaszcza cytrusowe i ten mnie nie zawiódł. Red Raspberry - słodki, dość intensywny, choć nie do końca taki jakiego się spodziewałam. Ale przyjemny :) Clean Cotton - ten z całej trójki chyba najbardziej polubiłam; wosk o zapachu świeżego prania. Kiedyś miałam odświeżacz powietrza z czujnikiem ruchu o takim właśnie zapachu i specjalnie koło niego chodziłam, żeby się włączał. Ten zapach zdecydowanie mi odpowiada - lekki, świeży, taki... domowy.
A jak tam Wasze pustaki? Dobrze Wam idzie wykańczanie?
Etykiety:
4 Pory Roku,
AA,
Anatomicals,
Avon,
Batiste,
Biały Jeleń,
Bielenda,
denko,
Dove,
Efektima,
Garnier,
Skin79,
Vedara,
Yankee Candle,
Yves Rocher






