Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą maseczka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą maseczka. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 28 marca 2017

GARNIER - inspiracja Azją. Czy udana?

Zacznę od małej dygresji. Weszłam dzisiaj w bloggerze na listę obserwowanych blogów, żeby dodać do niej kolejny (nie było na nim gadżetu obserwatorzy). I co się okazało? Że masę blogów, które obserwuję podglądam anonimowo! Zdziwiło mnie to bardzo, bo zawsze jak zaczynam obserwować bloga, to robię to publicznie i nie mam pojęcia, dlaczego część blogów miałam zaobserwowanych anonimowo... Czy u Was też coś takiego się porobiło? A może nie zwracacie na to uwagi? :)

A teraz już do rzeczy :) Jeśli obserwujecie mnie na Instagramie to pewnie wiecie już, że w końcu wypróbowałam maseczki w płachcie z grudniowego Joyboxa. Co o nich sądzę? Zapraszam do dalszego czytania :)

niedziela, 20 listopada 2016

VIANEK - maska to czy peeling?

Ostatnio sobie trochę ponarzekałam (ale z Waszych komentarzy wywnioskowałam, ze nie jestem w mojej opinii odosobniona). Dzisiaj będzie już zdecydowanie przyjemniej, chciałam Wam napisać kilka słów o kosmetyku, który znalazłam w jednym z Joyboxów i którego dno zobaczyłam w zeszłym miesiącu :) Mowa o peelingu masce z mielonym lnem marki Vianek.

piątek, 18 listopada 2016

ESTETICA - czyste piękno masek kolagenowych?

Wiem, mam dwie zaległe recenzje produktów, które wylądowały w ostatnim denku. Chcę Wam napisać o peelingu masce z Vianka i kremie pod oczy z Oeparol. Ale dzisiaj... dzisiaj źle się czuję. Źle się czuję i chcę trochę ponarzekać. I pomarudzić. Domyślacie się już, że to nie będzie pochlebna recenzja? Nie będzie :P

poniedziałek, 25 stycznia 2016

SKIN79 - maseczki w płacie (seria kolorowa)

Przychodzę do Was dzisiaj z zaległą recenzją maseczek w płacie ze Skin79. Bardzo zaległą, bo ich puste opakowania mogłyście oglądać w poście z listopadowym denkiem. Maseczek używałam w odstępach mniej więcej tygodniowych i na bieżąco spisywałam swoje spostrzeżenia, żeby móc wybrać najlepszą z nich (oczywiście najlepszą wg mojej skromnej osoby).


I'M PURIFYING - MASKA ZIELONA
Rozjaśniająca maska w płacie dla cery problematycznej, trądzikowej. Ekstrakt tymianku i oregano kontroluje nadmiar sebum, lawenda wpływa łagodząco i goi niedoskonałości. Ekstrakt rozmarynu działa bakteriobójczo, odkażająco i przeciwzapalnie. Zielona herbata daje zastrzyk antyoksydantów i skutecznie nawilża skórę.

I'M REFRESHING - MASKA POMARAŃCZOWA
Odżywcza maseczka dodająca blasku. Przeznaczona dla cer poszarzałych, zmęczonych, z nadmierną produkcją sebum. Vital Energy Mask Sheet pomaga zachować równowagę. Delikatnie minimalizuje pory. Skwalen, olej z nasion słonecznika i zestaw witamin pomaga uzupełnić wilgotność w skórze zmęczonej, jednocześnie ograniczając nadmiar produkcji sebum. Cera staje się promienna i gładka.

I'M HYDRATING - MASKA FIOLETOWA
Mocno nawilżająca i wygładzająca maska w płacie. Przeznaczona dla cery suchej, odwodnionej. Nawilża głębokie warstwy skóry. Działa przeciwzapalnie i przeciwbakteryjnie.

I'M SMOOTHING - MASKA RÓŻOWA
Wybielająca maska w płacie. Wyrównuje koloryt skóry pozostawiając ją świetlistą i gładką. Opatentowany składnik Phyto-Oligo wnika w głębokie warstwy skóry zapewniając długotrwałe zatrzymanie wilgoci. Maska zawiera ekstrakty z róży, aloesu, wiśni, olejek z limonki, oraz anyżu gwieździstego działającego antyseptycznie.

I'M FIRMING - MASKA BRĄZOWA
Przeciwzmarszczkowa maska w płacie. Age Repair Mask Sheet to skuteczny zabieg przeciwzmarszczkowy dla wszystkich rodzajów cery. Peptydy kolagenowe i ekstrakty roślinne odżywiają tkankę łączną przez co skóra staje się jędrniejsza i gładsza. Adenozyna zawarta w masce pomaga utrzymać kształt włókien kolagenowych i zwiększa tworzenie się nowych, odpowiada za elastyczność skóry.

 
 



Kosmetyki Skin79 najlepiej kupić na stronie polskiego dystrybutora, będziemy mieć pewność że kosmetyki są oryginalne. Wiem też, że od jakiegoś czasu kosmetyki tej marki można kupić w niektórych drogeriach internetowych. Standardowa cena jednej maseczki to 15,00 zł, jednakże często można je nabyć w niższej cenie. Aktualnie też trwa promocja i maski z tej serii można kupić za 9,90 zł i dodatkowo dostajemy drugą maskę gratis (czyli wychodzi nam 5 zł za sztukę).

Wszystkie maski mają takie same opakowania, różnią się oczywiście kolorem :) Jest to płaska, foliowa, nieprzezroczysta saszetka. Znajdziemy na niej informacje o składzie, sposobie aplikacji i działaniu maseczki.

Płaty wszystkich maseczek są bardzo dobrze nasączone. Płynu jest na tyle dużo, że po zdjęciu maseczki wydobywałam jeszcze resztę z opakowania i wklepywałam w twarz i szyję (producent zresztą też to sugeruje). Płyn jest dość gęsty i bezbarwny (oprócz maseczki brązowej, gdzie ma mleczny kolor). Zapachem nieco się różnią (o tym w dalszej części), jednak w każdym wypadku jest on dość delikatny. Płaty dzięki temu, że są mocno wilgotne to dość dobrze przylegają do twarzy, zwłaszcza w górnej części. W tej dolnej (przede wszystkim okolice nosa i ust) jest nieco gorzej, ale ważne że maski się nie odklejały i nie odpadały. Wszystkie maski trzymałam na twarzy nieco dłużej niż sugeruje producent, bo około 30-40 minut.

MASKA ZIELONA


Teoretycznie nie jest to maska przeznaczona dla mojej suchej skóry, producent dedykuje ją cerom problematycznym i trądzikowym. Zapach jest jak dla mnie lekko "kuchenny", pewnie odpowiedzialne są za to ekstrakty tymianku, oregano, lawendy, rozmarynu i zielonej herbaty :) Maseczka w większości została "wypita" i wchłonięta przez moją skórę, pozostawiła na twarzy bardzo delikatnie wyczuwalną, lekko lepką warstewkę. Nawilżenie było rewelacyjne, wyczuwalne było jeszcze następnego dnia (a przypominam, że mam suchą skórę) i nie musiałam stosować kremu nawilżającego. Maseczka miała być rozjaśniająca - tego po tym jednym razie nie zaobserwowałam, nie wystąpiły też u mnie żadne niepożądane efekty.

MASKA POMARAŃCZOWA


Zapach bardzo delikatny, też wydał mi się lekko ziołowy choć nie tak jak przy maseczce zielonej. Po nałożeniu przez pierwsze kilka minut czułam delikatne mrowienie i ściągnięcie skóry. Maseczka dużo lepiej wchłaniała się na policzkach niż na czole, też pozostawiła delikatnie lepką warstwę. Nawilżenie niestety było słabe, już po około godzinie moja skóra aż się prosiła o krem nawilżający. W następnych dniach na mojej twarzy zaczęły pojawiać się wypryski, a to naprawdę nie zdarza się u mnie często.

MASKA FIOLETOWA


Maska mocno nawilżająca, po której obiecywałam sobie najwięcej - wszak przeznaczona idealnie dla mnie :) Ma przyjemny, lekko cytrusowy zapach, nie pozostawia takiej lepkiej warstwy jak dwie poprzednie. Nawilżenie jest bardzo dobre, skóra wypoczęta i przyjemna w dotyku. Rano krem nawilżający już musiał pójść w ruch.

MASKA RÓŻOWA


Zapach najmniej przyjemny ze wszystkich maseczek z tej serii, w moich notatkach na jej temat widnieje adnotacja "zapach rybny (?)" ☺ Jest też najbardziej klejąca ze wszystkich i mam wrażenie, że najsłabiej się wchłaniała. Zaraz po nałożeniu odczuwałam lekkie ciepło, a później delikatne chłodzenie. Po zdjęciu miałam uczucie lekkiego ściągnięcia i napięcia skóry, choć do rana obyło się bez kremu. Miała wybielać i rozświetlać - nic takiego nie zauważyłam.

MASKA BRĄZOWA


Zapach delikatnie cytrusowy, ale delikatniejszy niż w tej fioletowej. Płyn, którym nasączony jest płat jest nieco bardziej gęsty niż w poprzednich maseczkach. Po wchłonięciu nie było lepkiej warstwy, skóra miała delikatnie wyrównany koloryt i była gładsza. Nawilżenie było rewelacyjne, wyczuwalne widocznie jeszcze następnego dnia (nie musiałam używać kremu nawet rano).

Podsumowując: do trzech maseczek wrócę chętnie (a nawet bardzo chętnie), dwóch na pewno węcej nie kupię. Na szczęście tylko jedna spowodowała wysyp na mojej twarzy, ale i tak cieszę się, że wypróbowałam wszystkie. Układając je od najgorszej (moim zdaniem) do najlepszej kolejność wyglądałaby tak:
pomarańczowa
różowa
fioletowa
zielona
brązowa

Korci mnie jeszcze żeby wypróbować maseczki z serii zwierzakowej i owocowej i pewnie w końcu do tego dojdzie :) Zapraszam Was jeszcze do zerknięcia na podobną recenzję do Interendo - ona zdecydowanie nie jest takim laikiem jak ja w kwestii azjatyckich kosmetyków. Zobaczycie też, że w niektórych przypadkach nasze zdanie o tych maseczkach nieco się różni, ale to chyba nie powinno nikogo dziwić.

Używałyście maseczek z tej serii? Macie swoją ulubioną?

sobota, 19 września 2015

YVES ROCHER - aksamitna maseczka odbudowująca Nutritive Vegetal

Jakiś czas temu w poście z moimi kosmetycznymi ulubieńcami pokazałam Wam maseczkę odbudowującą Yves Rocher z serii Nutritive Vegetal. Maseczka wylądowała już denkowej torebce, więc pora napisać o niej trochę więcej, może przy okazji skuszę którąś z Was na jej zakup :)



Aksamitna maseczka wzbogacona o koncentrat z Jesionu, pobudzający produkcję lipidów. Dzięki niemu Twoja skóra będzie intensywnie i trwale odżywiona. Produkt likwiduje uczucie ściągania i natychmiast przywraca skórze komfort.
Naukowcy Yves Rocher odkryli i opatentowali składnik, który pobudza naturalne mechanizmy odżywcze skóry – Koncentrat z jesionu. Marka Yves Rocher i jej partnerzy stworzyli przejrzysta i zrównoważoną sieć produkcji, gdzie produkcja odbywa się zgodnie ze starymi sposobami, szanującymi środowisko, gwarantującymi wysoką jakość pozyskanego składnika roślinnego.
Dodatkowy składnik aktywny: Olejek makadamia o właściwościach odżywczych.
Stosowanie: 2 razy w tygodniu, nałożyć jednolita warstwę na twarz, omijając okolice oczu. Zostawić na 5 minut. Nadmiar usunąć chusteczką, nie spłukiwać. Aby zoptymalizować działanie produktu, 1 raz w tygodniu rób delikatny peeling. Przed nałożeniem maseczki, oczyść dokładnie twarz Aksamitnym żelem do mycia twarzy.


Kosmetyki Yves Rocher można kupić online w ich sklepie internetowym oraz w firmowych sklepach stacjonarnych, których nie ma zbyt dużo. Za opakowanie o pojemności 75 ml tej maseczki w cenie regularnej zapłacimy 39,00 zł więc dość sporo. Ale jeśli jeszcze nie wiecie to w Yves Rocher w cenie regularnej kupuje się tylko produkty oznaczone zielonym punktem, pozostałe kupuje się w jednej z miliona promocji lub wybiera gratis do zamówienia ☺ Aktualnie maseczka kosztuje 26,90 zł.

Maseczka zamknięta jest w dość miękkiej, plastikowej tubce zamykanej na klik. Opakowanie w zasadzie jest nieprzezroczyste, ale pod światło można podejrzeć zużycie :) Otwór jest średniej wielkości, maseczkę wydostaje się przez niego bez żadnych problemów.


Producent określa konsystencję jako musową, ja się nie do końca z tym zgadzam (a może po prostu mam inne wyobrażenie musu). Maseczka jest aksamitna, gładka, dość treściwa. Pachnie przyjemnie, trochę owocowo, ale osobom lubiącym bezzapachowe kosmetyki do twarzy może trochę przeszkadzać - zapach jest dość intensywny, ale po zmyciu nie utrzymuje się zbyt długo na skórze. Maseczka bardzo łatwo się rozprowadza.


Jestem typowym sucharkiem, od większości kosmetyków twarzowych oczekuję przede wszystkim nawilżenia, najlepiej długotrwałego. Jak już się pewnie domyślacie - ta maseczka spełniła moje oczekiwania :) Nakładałam ją na twarz 1-2 razy w tygodniu niezbyt grubą warstwą, ale nadal widoczną (przez te kilka minut byłam Białą Damą). Na początku próbowałam ją trzymać dłużej niż zalecane 5 minut, ale wtedy maseczka trochę zastyga. Nie tak jak glinki, ale robi się lekko gumowata i trudniejsza do usunięcia. Zostałam więc przy zalecanym czasie aplikacji :) Po usunięciu maseczki skóra (już po pierwszym użyciu) była wyraźnie nawilżona, gładka, przyjemna w dotyku. Nie odczuwałam potrzeby nakładania kremu do twarzy, a to w moim przypadku jest naprawdę wyczyn.


Maseczka w ciągu tych pięciu minut częściowo wchłania się w skórę, ale w dość niewielkim stopniu, większość jednak zostaje na twarzy. Na początku starałam się usuwać te pozostałości chusteczką lub wacikiem, tak jak zaleca producent, ale ten sposób okazał się dość mozolny, poza tym musiałam dość solidnie pocierać twarz, żeby porządnie wszystko usunąć. Ostatecznie stanęło na tym, że maseczkę zdejmowałam lekko zwilżoną gąbeczką Calypso, wtedy wszystko odbywało się bezproblemowo. Mimo obecności wody (dobra, wiem że ta ilość jest minimalna) nie odczuwałam dyskomfortu, ani uczucia ściągniętej skóry. Maseczka na tyle solidnie nawilżała moją skórę, że zdarzyło mi się kilka razy nie nakładać nawet kremu na noc. Faktem jest, że moja skóra latem jest w dużo lepszej kondycji niż w okresie zimowym, ale i tak widzę pozytywny wpływ tej maseczki na moją skórę. Oczywiście maseczka mnie nie uczuliła, nie zapchała - inaczej bym jej tak nie wychwalała! Zamierzam oczywiście jeszcze ją kupić przy jakiejś okazji, Wam też szczerze polecam, zwłaszcza jeśli jesteście posiadaczkami suchej cery, jak ja.

Znacie tę maseczkę? Jaki jest Wasz ulubiony kosmetyk z Yvest Rocher?

sobota, 18 lipca 2015

AVON PLANET SPA - seria Caribbean Escape

Lato w pełni, wiele z nas ma już zaplanowane albo zaliczone wyjazdy wakacyjne, często w jakieś egzotyczne miejsca. Ja niestety (albo stety) swój urlop zaczynam dopiero pod koniec sierpnia. A tymczasem chciałabym Wam napisać o nowej serii z Avonu. Dokładnie o egzotycznie brzmiącej serii: Caribbean Escape.


Być może niektóre z Was pamiętają, że moja pierwsza przygoda z Planet Spa nie należała do najprzyjemniejszych. Pod tamtym postem kilka z Was pisało, że wśród produktów Planet Spa można znaleźć również ciekawe kosmetyki, zwłaszcza maseczki. Czy te kilka nowości które otrzymałam od Avon zmieniły moje zdanie o serii Planet Spa? Zapraszam dalej :)

Luksusowy eliksir do kąpieli z pyłem perłowym i algami
Nawilżająco-wygładzający eliksir do kąpieli pyłem perłowym i algami. • oczyszcza • nawilża i odżywia • sprawia, że skóra staje się jedwabiście miękka w dotyku 
Formuła z pyłem perłowym i algami pomaga nawilżyć skórę, odświeża i pozostawia skórę gładką i miękką w dotyku. Tworzy gęstą pianę i łatwo się spłukuje. Testowany dermatologicznie i klinicznie. 
Wlej 3-4 nakrętki eliksiru pod bieżącą wodę.



Rozświetlające masło do ciała z pyłem perłowym i algami
Nawilżająco-rozświetlające masło do ciała z pyłem perłowym i algami. • nawilża skórę • redukuje suchość skóry • pozostawia skórę jedwabiście gładką i miękką 
Formuła masła, zawierająca ekstrakty alg i pył perłowy, zapewnia długotrwałe nawilżenie, poprawiając kondycję skóry, a także przywraca jej naturalny blask. Łatwo się rozprowadza i wchłania. Testowane dermatologicznie i klinicznie. Odpowiednie dla każdego typu skóry. 
Wmasuj w oczyszczoną skórę całego ciała.


Rozświetlający żel-krem do twarzy na noc z pyłem perłowym i algami
Rozświetlająco-odmładzający żel-krem do twarzy na noc z pyłem perłowym i algami. • odświeża i dodaje energii skórze • wyrównuje koloryt • przywraca skórze młodszy wygląd 
Żel-krem zawiera ekstrakt alg i pył perłowy. W ciągu nocy dodaje skórze energii, wyrównuje koloryt i przywraca jej młodszy wygląd. Przeznaczony do codziennego stosowania. Testowany dermatologicznie i klinicznie. 
Nałóż krem raz dziennie wieczorem na oczyszczoną skórę. Niewielką ilość kremu aplikuj na czoło, policzki, okolice oczu (kurze łapki) i podbródek. Rozprowadź krem równomiernie opuszkami palców.


Rozświetlająca maseczka do twarzy z pyłem perłowym i algami
Wygładzająco-rozświetlająca maseczka do twarzy z pyłem perłowym i algami. pozostawia uczucie nawilżenia na skórze pozostawia skórę miękką i gładką delikatnie złuszcza, pozostawiając skórę promienną.
Formuła maseczki zawiera ekstrakt alg i pył perłowy. Wygładza i oczyszcza skórę bez wysuszania oraz nawilża i przywraca cerze naturalny blask. Łatwo się rozprowadza i spłukuje. Testowana dermatologicznie i alergologicznie.
Nałóż na oczyszczoną skórę, zostaw na ok. 10 min i zmyj.







Kosmetyki Avon można kupić bezpośrednio ze strony internetowej producenta bądź u jednej z jego konsultantek. Z tego co kojarzę, to można je też znaleźć na Allegro.Do cen regularnych nie przywiązywałabym zbyt dużej wagi, bo Avon tak często ma promocje, że czasem trudno kupić coś w cenie regularnej.
Eliksir do kąpieli w cenie regularnej kosztuje 35,00 zł / 250 ml. Aktualnie jest w promocji i można go dostać za 12,99 zł.
Masło do ciała w regularnej cenie kosztuje 33,00 zł / 200 ml. Aktualnie jest w promocji i można je dostać za 12,99 zł.
Krem do twarzy w regularnej cenie kosztuje 30,00 zł / 75 ml. Aktualnie jest w promocji i można go dostać za 9,99 zł.
Maseczka w regularnej cenie kosztuje 20,00 zł / 75 ml. Aktualnie jest w promocji i można ją dostać za 9,99 zł.


Eliksir do kąpieli zamknięty jest w niewielkiej, przezroczystej, plastikowej butelce. Nie ma ona niestety żadnego dozownika ani pompki, jest po prostu zakręcana na korek. O ile nie będzie to robiło większej różnicy tym z Was, które mają wanny, to dla dziewczyn prysznicowych (takich jak ja) jest to pewien dyskomfort. Otwór jest dość duży, więc trzeba uważać, żeby nie wylać za dużo. Opakowanie jest przezroczyste, więc widać ile kosmetyku nam zostało.


Masło do ciała znajduje się w plastikowym, zakręcanym, szerokim słoiczku. Dodatkowo na początku było zabezpieczone folią ochronną w środku.


Żel-krem do twarzy ma opakowanie podobne do masła do ciała, tylko oczywiście odpowiednio mniejsze :) Krem również w środku był dodatkowo zabezpieczony.


Maseczka znajduje się w nieprzezroczystej, miękkiej tubce zamykanej na klik. Otwór jest odpowiedniej wielkości, nie ma obaw jeśli chodzi o marnotrawstwo kosmetyku. Minusem jest to, że nie widać zużycia produktu.


To co łączy wszystkie kosmetyki z tej serii to linia zapachowa - wszystkie pachną podobnie, ale jednak każdy trochę inaczej :) Ogólnie zapach jest całkiem przyjemny, coś mi przypomina, ale jestem w stanie sobie przypomnieć co. Po nazwie serii byłam przekonana (nie wiem czemu), że kosmetyki będą pachnieć ananasowo bądź kokosowo, ale nie :) Drugą cechą łączącą całą serię jest zawartość pyłu perłowego, a co za tym idzie - efekt rozświetlenia, błyszczenia. Nie są to oczywiście duże drobinki brokatowe, ale jednak blask jest dostrzegalny. Te z Was, które kupują Shinyboxa i używały toniku Theo Marvee powinny wiedzieć o czym mówię, efekt jest w zasadzie taki sam.

Jeśli chodzi o konsystencję eliksiru do kąpieli (który ja używam jako żel pod prysznic) to jest ona odpowiednio gęsta, nie spływa między palcami. Bardzo dobrze się pieni (choć nie wiem jak to będzie w wannie). Jest perłowy i jeśli niezbyt obficie spłuczemy się wodą po prysznicu to drobinki mogą pozostać na naszym ciele.


Masło do ciała ma konsystencję... maślaną :) Tak, wiem, bardzo to twórcze i odkrywcze, ale taką właśnie ma. Jest dość zbite, ale nie twarde, łatwo się rozprowadza na skórze. Wchłania się dość szybko, nie pozostawiając na skórze tłustego filmu, za to pozostawia oczywiście drobinki rozświetlające, które pewnie nie wszystkim przypadną do gustu.


Krem do twarzy jest bardzo perłowy (mam nadzieję, że udało mi się to oddać na zdjęciu) i taki... mokry :) Konsystencją i wyglądem przypomina mi chyba bardziej gęsty szampon do włosów lub odżywkę. Pozostawia na twarzy drobinki, ale jeśli rano umyjemy twarz żelem to nie będzie po nich śladu. Krem szybko się wchłania, w zasadzie do matu.


Maseczka ma odpowiednią gęstość, łatwo się rozprowadza na twarzy, nie spływa z niej. Zawiera drobinki peelingujące, ale jest ich tak niewiele, że ich działanie jest raczej znikome. Ma najmniej drobinek rozświetlających ze wszystkich tych kosmetyków, powiedziałabym nawet że prawie wcale :)


W sumie to ta seria mnie zaskoczyła. Pozytywnie zaskoczyła :) Nie oczekiwałam od tych kosmetyków cudów, miałam po prostu nadzieję, że nie okażą się bublami - i tak właśnie się stało. Od razu zaznaczę, że żaden z tych kosmetyków nie wywołał u mnie reakcji alergicznych, nie podrażnił, nie uczulił, nie wywołał wysypu na mojej twarzy itp.
Jeśli chodzi o eliksir do kąpieli (ehhh, jakże urzekająca nazwa dla żelu pod prysznic/do kąpieli) to plus za pianę, plus za zapach, minus za opakowanie (w moim przypadku). Producent obiecuje nawilżenie - ja go nie zauważyłam, ale na pewno nie wysuszał mojej skóry. Za taką pojemność w życiu nie zapłaciłabym za niego regularnej ceny, promocyjną za to można już przemyśleć :) Żel oczywiście oczyszcza skórę, za to nie zauważyłam odżywienia ani tej jedwabistej miękkości, którą obiecuje producent.
Masła do ciała nie są moimi ulubionymi kosmetykami. Jak pewnie wiecie z wszelkich smarowideł najbardziej lubię balsamy pod prysznic. Jeśli chodzi zaś o to konkretne smarowidło to spisało się całkiem dobrze - odpowiada mi konsystencja, która nie jest zbyt twarda, masło łatwo się rozsmarowuje i dość szybko wchłania. Całkiem nieźle nawilża, choć uprzedzam, że nie mam suchej skóry, raczej normalną. Z całą pewnością nie wszystkim będzie odpowiadał efekt błyszczenia, który pozostawia na ciele. Nie są to na szczęście brokatowe duże drobinki, ale i tak nie każdy lubi się świecić. Ja używam go raczej na nogi, gdzie ten efekt nie rzuca się tak bardzo w oczy. Wydaje mi się że osoby, które używają maseł do ciała i nie przeszkadzają im błyszczące drobinki mogą to masło naprawdę polubić.
Żel-krem do twarzy zaskoczył mnie bardzo swoją konsystencją :) Naprawdę gdybym go dostała w nieopisanym słoiczku to stawiałabym na odżywkę lub szampon do włosów - tak bardzo jest perłowy i rzadki. Nie miałam chyba jeszcze nigdy kremu o takiej konsystencji. Myślałam, że się u nie nie spisze - jestem typowym sucharkiem, a ten krem wydał mi się za mało treściwy, zbyt lekki, zbyt mokry. Ale okazuje się że nawilża naprawdę całkiem nieźle. Nie zauważyłam natomiast żeby spełniał pozostałe obietnice producenta, tj. wyrównanie kolorytu i przywrócenia młodszego wyglądu. Jeśli chodzi o dodanie skórze energii, to stawiałabym że producent ma na myśli blask, który sprawia że nasza skóra wygląda promiennie. Tyle że ten blask wywołany jest pyłem perłowym :) Powiedziałabym, że ten krem to taki średniaczek. Bardzo pozytywny, ale jednak średniaczek. W sumie to jest na tyle pozytywny, że być może kiedyś jeszcze go sobie sprawę :)
Ostatni kosmetyk - maseczka. To mój hit z tej serii i zarazem jedyny kosmetyk, za który byłabym w stanie zapłacić cenę regularną. Pachnie chyba najmniej przyjemnie z całej czwórki (ale ciągle przyjemnie), za to działanie ma jak dla mnie najlepsze. Skóra po jej użyciu jest wygładzona dzięki drobinkom peelingującym i naprawdę solidnie nawilżona. Mimo że maseczkę ścieram wilgotną gąbeczką to nie czuję potrzeby natychmiastowego nakładania kremu. Drobinki peelingujące są malutkie i jest ich niewiele, więc peelingu na pewno nam nie zastąpią, ale za to pozwalają na całkiem przyjemny masaż twarzy. Do tej maseczki z pewnością będę jeszcze wracać.

Podsumowując - moim zdaniem najlepsze działanie ma z tej czwórki maseczka, następnie masło do ciała (ale ja nie lubię maseł), później krem, a na końcu eliksir. Czy ta seria odczarowała moje złe wspomnienia? Pewnie już się domyślacie, że tak :) Okazuje się, że tak jak pisałyście - maseczki z serii Planet Spa są naprawdę fajne, a wśród pozostałych kosmetyków również można znaleźć coś ciekawego :) Ale peelingów z Planet Spa nadal nie zamierzam kupować :P Jeśli chcecie się skusić na któryś z tych kosmetyków w promocyjnej cenie to katalog ważny jest jeszcze przez 10 dni.

Znacie tą nową serię? A może już się skusiłyście na któryś z tych produktów?

***************************************
Przypominam o trwającym konkursie:
http://kosmetyczneraczkowanie.blogspot.com/2015/07/letni-konkurs-6-2607.html