Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą AA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą AA. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 8 stycznia 2018

Denko grudniowe

Chyba najwyższa pora pożegnać się już  z grudniowymi pustakami, potrzebuję miejsce na bieżące zużycia :) Nie zamierzam się powtarzać, że czas biegnie zbyt szybko, bo chyba wszyscy zdają sobie z tego sprawę :) Rozpoczął się kolejny rok, to wiąże się zazwyczaj z postanowieniami - macie jakieś? Ja przestałam robić postanowienia noworoczne, bo tych jakoś nigdy nie potrafiłam dotrzymać. Wolałam na bieżąco wyznaczać sobie jakieś cele, nie czekać na nowy tydzień, nowy miesiąc, czy nowy rok :) A jak jest u Was?

sobota, 6 maja 2017

Denko kwietniowe

Kolejny miesiąc, kolejne pustaki i ciągłe oczekiwanie na wiosnę. Tę prawdziwą, pogodną, bo kalendarzowa jest już u nas od dawna. Czy ktoś widział gdzieś Panią Wiosnę? Bo ja mam już dość tej ponurej pogody. Miałam ograniczać w tym miesiącu zakupy i zająć się zużywaniem zapasów, ale wiecie... Moja słaba/silna wola pojechała na urlop chyba i w tym miesiącu dotrą do mnie trzy boxy :> Czy udało mi się chociaż zrobić trochę miejsca dla nowości? Zobaczcie same.
 

niedziela, 11 grudnia 2016

Denko listopadowe

Powoli zbliża się połowa grudnia, a ja jeszcze nie rozliczyłam się z listopadowymi pustakami. Na swoje usprawiedliwienie mam głównie brak światła do zrobienia zdjęć i paskudne choróbsko, które męczy mnie od kilku dni :( Ale do rzeczy, nie zamierzam przeciągać, rozliczam się i zmykam znów do wyrka :)

piątek, 12 sierpnia 2016

Jak wygląda moja pielęgnacja twarzy, czyli druga część wyzwania

Kilka dni temu pisałam Wam o wyzwaniu, którego się podjęłam. Wyzwaniu rzuconemu przez Trusted Cosmetics. Wyzwaniu, którego aktualnym tematem jest nasza pielęgnacja twarzy. Wiecie jak ona wyglądała u mnie jakieś cztery, pięć lat temu? Micel i krem do twarzy (obojętnie jaki, byle nie za tłusty, żebym się nie świeciła). No i od czasu do czasu jakaś maseczka. Moje podejście zaczęło się zmieniać jak dotarło do mnie, że po pierwsze: moja skóra nie wygląda tak dobrze jak bym chciała, a po drugie: że przekroczyłam magiczną trzydziestkę i chyba chciałabym zatrzymać czas :) Z pomocą przyszły boxy subskrypcyjne, dzięki którym poznałam wiele nowych kosmetyków, no i oczywiście blogi! Wasze blogi :) Blogi, dzięki którym zaczęłam bardziej świadomie wybierać kosmetyki, blogi które pomogły mi  lepiej rozpoznawać potrzeby swojej suchej cery, blogi które ostatecznie przyczyniły się do tego, że sama zaczęłam pisać :) Ale nie ukrywam - ja nadal w tym temacie raczkuję i ciągle szukam ideałów (choć może kilka już znalazłam).


środa, 8 czerwca 2016

Denko majowe

W zeszłym miesiącu pokazałam Wam najmniejsze denko ever :) Czy w tym miesiącu moje zużycia są bardziej imponujące? Ależ oczywiście! Bo przecież mniej niż ostatnio to się już chyba nie da zużyć :)


W denku tradycyjnie znalazły się zarówno produkty które kupię i chętnie do nich wrócę, takie których nie kupię z różnych względów oraz takie co do których nie jestem do końca zdecydowana.


1 - YVES ROCHER - żel pod prysznic
Lubię żele YR, ale zdecydowanie bardziej wolę serię Jardins du Monde. Ten brzoskwiniowy żel bezpośrednio w butelce pachniał całkiem przyjemnie, ale w kontakcie z wodą uwalniała się w nim jakaś chemiczna nutka :( Poza tym tak jak inne żele tej marki nie podrażniał, nie wysuszał skóry i robił co miał robić :) Na brzoskwinię może się już nie skuszę, ale inne zapachy na pewno będę testować :)

2 - BALNEOKOSMETYKI - biosiarczkowy żel peelingujący
Dość przyjemny cytrusowy zapach, choć nie tak przyjemny jak szamponu z tej serii. Działanie peelingujące dość słabe, o innych efektach nie jestem w stanie powiedzieć. Jest zbyt średni, żeby wydać na niego tyle ile kosztuje :>

3 - AA - ujędrniający balsam do ciała
A to wyrzutek, użyty zaledwie kilka razy. Okazało się, że już dość dawno się przeterminował kilka miesięcy temu, więc wyrzuciłam go bez większego żalu. Nie cierpię zakodowanych dat przydatności na produktach! Nie wiem czy robi to co obiecuje producent i pewnie się o tym nie przekonam. Mazidła do ciała powinny mnie urzekać zapachem, żebym chciała ich używać :) A ten był w zasadzie bezzapachowy.


4 - BANIA AGAFII - maska do włosów "Blask i Elastyczność"
Lubię te saszetki, są świetne na wyjazdy. Jeśli chodzi zaś o działanie to mam wrażenie, że wszystkie maski Bani Agafii działają u mnie tak samo - ułatwiają trochę rozczesywanie włosów, nadają im blask, nie powodują przetłuszczania, ale z drugiej strony nie zauważyłam po nich żadnego efektu wow. Ta maska miała ziołowy, całkiem przyjemny zapach i brudnobrązowy kolor :)

5 - MARION - jedwab do włosów
Moje włosy go lubią, więc pewnie jeszcze się spotkamy :)


6 - CAREX - mydło w płynie
Bardzo przyjemny, truskawkowy zapach :) Działanie równie przyjemne - mydło nie wysuszało skóry, do tego całkiem nieźle radziło sobie podczas mycia pędzli.

7 - AA - serum do rąk
Lekkie, bardzo szybko się wchłaniało. Trochę przeszkadzał mi jego słodkawy zapach, ale to oczywiście kwestia gustu. Jeśli chodzi o nawilżenie to szału nie było, a przecież serum dedykowane jest do bardzo suchej skóry. Niestety na takich się raczej nie spisze, ale do mniej wymagających jest całkiem w porządku.

 
8 - BIELENDA - serum nawilżające
Miała być recenzja. Ale nie będzie, bo jakimś cudem usunęłam zdjęcia z dysku. Brawo ja! A więc recenzja się pojawi jak kupię kolejne opakowanie :) A skoro deklaruję, że kupię to znaczy że byłam z niego zadowolona :)  Serum szybko się wchłaniało, dobrze współpracowało z pozostałymi kosmetykami, całkiem nieźle nawilżało moją suchą skórę.

9 - DERMIKA - serum Skin Calligraphy
Miniaturki z Shinyboxa, każda po 5 ml, co w sumie pozwoliło na przetestowanie :) Serum miało przyjemną kremową konsystencję, szybko się wchłaniało, spokojnie można było je nakładać również rano, pod makijaż. Dość dobrze nawilżało skórę, ale nie zauważyłam żadnych innych efektów.


10 - PAESE - mineralny podkład matujący
Na początku trochę się go obawiałam, bo trafił mi się odcień "jasny beż", a ja do bladziochów nie należę. O dziwo dość ładnie dopasowywał się mojej cery. Używałam go czasami solo, a czasami do utrwalenia płynnego podkładu. Utrzymywał mat na mojej skórze przez większość dnia, ale zaznaczam, że ja jestem sucharek i nigdy nie miałam większych problemów ze świeceniem się (co nie znaczy że nie świecę się wcale).

11 - GRASHKA - korektor (chyba) pod oczy
To wyrzutek. W zasadzie całe opakowanie, użyty chyba tylko kilka razy, dla wypróbowania. Był strasznie jasny (prawie biały), bardzo wysuszał skórę, podkreślał wszystkie zmarszczki. Mały koszmarek. Nie wiem jakim cudem mi się uchował, byłam przekonana że już dawno go wyrzuciłam :)

12 - CATRICE - kamuflaż
To też wyrzutek, ale jego zużyłam ponad połowę. Dość solidnie kryje wszelkie niedoskonałości, ale z biegiem czasu zaczął mi się na twarzy wysuszać i wyglądać niezbyt estetycznie tworząc suche plamy przebijające spod podkładu. Niewykluczone, że powodem było to że używałam go znacznie dłużej niż sugeruje producent :>

13 - MARIZA - szminka
Kolejny wyrzutek - koszmarek z Shinyboxa. Pomadka w ohydnym jak dla mnie kolorze "Barbiowego" różu. Pal licho kolor, bo mam koleżankę, która lubi takie odcienie i o dziwo całkiem nieźle w nich wygląda, więc miałabym ją komu oddać. Ale ta pomadka niestety bardzo źle wyglądała na ustach, bardzo nieestetycznie podkreślała i zbierała się w załamaniach. W sumie to nie wiem dlaczego nie wyrzuciłam jej od razu.

I to tyle - większe niż poprzednie, ale nadal nie dorastające do pięt moim denkom-gigantom :) Muszę solidnie wziąć się za zużywanie, bo w ostatnim chomikowym zestawieniu nie wypadłam najlepiej niestety.

A jak Wasze denka? Sporo wyrzuciłyście? A co ważniejsze: więcej zużyłyście czy kupiłyście? ☺

czwartek, 21 kwietnia 2016

Joybox kwiecień 2016

Rok temu, również w kwietniu, trafił w moje ręce mój pierwszy Joybox. Później zdecydowałam się jeszcze na pudełko wyprzedażowe, ale te w regularnej sprzedaży omijałam, bo nie do końca mi odpowiadały. Tym razem Joybox spodobał mi się na tyle, że postanowiłam go zamówić ponownie; pierwszym bodźcem do zakupu była chyba cudna szata graficzna (żałuję, że pudełko trochę mi się uszkodziło).


W boxie znalazło się 8 produktów, które stanowiły jego podstawę i dwa produkty, które wybierałyśmy z dwóch kategorii do wyboru - wszystkie były pełnowymiarowe. Dodatkowo w każdym pudełku znalazł się magazyn Joy i rabat 20% na zakupy w answear.com. Co dokładnie znalazło się u mnie?

AA - krem do rąk
Średnia cena 11,00 zł / 75 ml
Info od Joy: Krem o delikatnym zapachu ylang ylang przeznaczony jest do pielęgnacji skóry suchej. Dzięki zawartości olejku arganowego i olejku tsubaki dokładnie nawilża skórę, pozostawiając ją aksamitnie miękką. Lekka konsystencja sprawia, że krem szybko się wchłania. Dermo Comfort System 24h zapewnia długotrwałe uczucie nawilżenia.


Krem z serii z olejkami (ale inny) w miniaturowej wersji znalazłam kiedyś w Shiny - obecnie jest na ukończeniu i jestem z niego nawet zadowolona. Mam nadzieję, że ten również się u mnie sprawdzi. Zabiorę go do pracy, bo błyskawicznie się wchłania nie pozostawiając tłustej warstwy.

BIO IQ - 2 w 1 szampon do włosów i ciała
Średnia cena 35,00 zł / 200 ml
Info od Joy: 2w1 szampon do włosów i ciała, to w pełni naturalny kosmetyk będący wygodnym połączeniem szamponu do włosów i żelu do mycia ciała. Skład kosmetyku jest w 99,30% naturalny, a 20% składników pochodzi z kontrolowanych upraw organicznych. 2w1 szampon do włosów i ciała delikatnie oczyszcza, wygładza i pielęgnuje skórę głowy oraz włosy, nawilżając je, nadając im puszystość i blask. Przeciwdziała przedwczesnej tendencji do ich wypadania, zarówno u kobiet jak i mężczyzn. Świetnie sprawdza się u osób borykających się z problemem łupieżu i nadmiernego przetłuszczenia się włosów, ponieważ łagodzi stany zapalne naskórka i reguluje pracę gruczołów łojowych.


Co prawda na brak szamponów nie narzekam, na brak żeli pod prysznic też nie. Ale takie połączenie 2w1 powinno się świetnie sprawdzić na wyjeździe - pozwoli zaoszczędzić trochę miejsca. Pojedzie ze mną już w najbliższą niedzielę na trzydniowe szkolenie i zobaczymy jak sobie poradzi :)

DELIA - matujący krem korygujący
Średnia cena 10,00 zł / 30 ml
Info od Joy: Matujący krem korygujący przeciw oznakom zmęczenia Kosmetyk, który zawiera w sobie możliwości ujednolicające podkładu z intensywną pielęgnacją, opartą na inteligentnym systemie nawilżającym DuraQuench IQ™. Błyskawicznie poprawia koloryt zmęczonej skóry, dodając jej świeżości, gładkości i zmatowienia. Jest szczególnie polecany do cery zmęczonej i skłonnej do podrażnień oraz dla kobiet, których skóra narażona jest na stres, wywołany szybkim i intensywnym trybem życia. Naturalny kolor dopasowuje się do każdej karnacji a lekka, nietłusta formuła dobrze się nakłada i nie zatyka porów.


Na razie go nie odpakowałam bo staram się zużyć otwarte podkłady - ma na szczęście dość długą datę ważności. Jeśli wierzyć opisowi to powinien się u mnie sprawdzić, więc pewnie poczekam na cieplejsze dni i go wypróbuję :)

OEPAROL - odżywczy krem pod oczy
Średnia cena 18,00 zł / 15 ml
Info od Joy: Odżywczy krem pod oczy z kwasami omega i ceramidami. Krem przyspiesza proces regeneracji skóry i dostarcza jej substancji odżywczych. Kompleks omega Lipo-Ceramid, będący kompozycją ceramidów i pozyskiwanych z oleju nasion wiesiołka kwasów omega 6, odbudowuje barierę lipidową skóry i przywraca jej równowagę fizjologiczną. Innowacyjny emolient zastosowany w preparacie porządkuje strukturę lipidów i zwiększa zdolność do zatrzymywania wody w naskórku. Dzięki zawartości masła Shea, skóra odzyskuje gładkość i elastyczność. Zamknięta w liposomach es cyna poprawia mikrokrążenie, zmniejsza kruchość naczyń, redukuje opuchnięcia i rozjaśnia cienie pod oczami. Wskazania: Codzienna pielęgnacja skóry wokół oczu, skłonnej do przesuszania oraz występowania cieni i opuchnięć pod oczami.


To kolejna marka (po BIO IQ), której jeszcze nie miałam okazji używać. Krem ma bardzo lekką, trochę wodnistą konsystencję i zapach, który nie do końca mi odpowiada, ale zobaczę jak sobie poradzi. Jedyny zarzut, jaki mam do tego produktu to data ważności, która upływa z końcem sierpnia tego roku, więc za używanie trzeba się zabierać od razu :>

BEA BELEZA - zestaw trzech mini produktów
Średnia cena 21,00 zł / zestaw
Info od Joy: 1. Profesjonalny klips do włosów – niezbędny w stylizacji włosów oraz do podpięcia włosów np. przy robieniu makijażu. Opatentowana, podwójna dźwignia utrzymuje równomierny i stały nacisk na całej powierzchni klipsa, nie zgniatając włosów (różne kolory) 2. Gumka do włosów Hair Bobbles - gumka do włosów o miękkim i elastyczny kształcie pozwala bez problemu wiązać włosy i wszechstronne fryzury. Nie wyrywa ani nie ciągnie włosów oraz nie pozostawia odciśnięcia się śladu na powierzchni włosa. 3. Głęboko nawilżający peeling do twarzy nadający skórze promienny wygląd. Produkt posiada bardzo skuteczne działanie antybakteryjne i odmładzające. Czarny kolor peelingu wynika z obecności naturalnego węgla, który oczyszcza z tłustych i oleistych cząsteczek. Saszetka o pojemność 6 ml.


Akurat te produkty potraktowałam raczej jako prezent. Gumka w stylu Invisibobble trzyma włosy nieźle, choć ja chyba wolę tradycyjne gumki (oryginału nigdy nie miałam, więc nie wiem jak by wypadło porównanie). Klips się przyda, a próbka to po prostu próbka :)

VIANEK - balsam do ciała
Średnia cena 27,99 zł / 300 ml
Info od Joy: Ujędrniający balsam do ciała z ekstraktami bluszczyku, malwy i koniczyny. Silnie nawilżający balsam do ciała, przeznaczony do codziennej pielęgnacji i profilaktyki antycellulitowej. Zawiera ekstrakty z błyszczyka, kwiatów malwy i koniczyny, które działają wzmacniająco na skórę i spowalniają procesy jej starzenia. Dzięki wysokiej zawartości humektantów (gliceryna i mocznik), po zastosowaniu odczuwalne jest zmiękczenie, wygładzenie i ujędrnienie skóry. Dodatek olejku eterycznego z kory cynamonu gwarantuje poprawę napięcia i sprężystości skóry. Balsam systematycznie stosowany zmniejsza objawy cellulitu w pierwszym stadium.


To co mi się bardzo spodobało (i czego nie było chyba w żadnych wcześniejszych pudełkach) to możliwość wyboru rodzaju balsamu. Było ich 6: kojący (z ekstraktami kasztanowca, borówki i jeżyny), odżywczy (z ekstraktami miodunki, lnu i nagietka), łagodzący (z ekstraktami rumianku, jeżówki i kozłka), orzeźwiająco-energetyzujący (z ekstraktami szałwii, melisy i jabłka), nawilżający (z ekstraktami lipy, lnu i akacji) i właśnie wybrany przeze mnie ujędrniający. Akurat mazideł do ciała mam sporo i one dość wolno u mnie schodzą, ale ta marka mnie ciekawi - Sylveco (to ten sam producent) bardzo lubię i liczę na to, że polubię również Vianek.

COSMOSPA - glinka różowa
Średnia cena 7,99 zł / 100 g
Info od Joy: Bogata w minerały i mikroelementy do cery wrażliwej ze skłonnością do alergii. Maseczka na twarz delikatnie wzmacnia i łagodzi podrażnienia, poprawia kondycję delikatnej skóry, nadaje skórze blasku i zdrowego wyglądu, lekko oczyszcza i tonizuje, odżywia i zmiękcza. Stosowana na ciało delikatnie oczyszcza, łagodzi podrażnienia i przyspiesza gojenie się ran, zmiękcza, odżywia, absorbuje toksyny, usuwa zmęczenia i napięcie mięśni, dezynfekuje i zabliźnia zmiany alergiczne.


Wśród glinek również mogłyśmy wybierać - była biała, brązowa, różowa, zielona, żółta i czerwona. Do mojej suchej skóry najlepsza jest biała, ale białej już używałam :) Dlatego też zdecydowałam się na różową, która również powinna się u mnie sprawdzić.

COSMEPICK - puder prasowany
Średnia cena 15,60 zł / 12 g
Info od Joy: Puder prasowany posiada delikatną satynową teksturę i nadaje się do stosowania do skóry każdego typu. Zawiera substancje, posiadające właściwości maskujące niedoskonałości i rozszerzone pory, doskonale utrwala kremowy podkład, matuje skórę i przedłuża trwałość makijażu.


Tu Joy ma dużego plusa - wiadomo jak jest z kolorówką w boxach: ciężko trafić odpowiedni odcień. Tu były cztery odcienie, ale na szczęście nie były wysyłane losowo, tylko same wybierałyśmy ten najbardziej odpowiedni. Zdecydowałam się na odcień medium honey i wygląda na to, że dobrze trafiłam. Opakowanie ma dodatkową kasetkę, w której znajduje się puszek i lusterko, więc puder świetnie sprawdzi się w torebce do poprawek makijażu w ciągu dnia.

A teraz dwie kategorie i moje wybory :)

YANKEE CANDLE - świeca zapachowa
Średnia cena 11,00 zł / szt.
Info od Joy: Świeca Zapachowa od Yankee Candle Polska wykonana jest z najlepszej jakości składników i naturalnych olejków eterycznych, dzięki czemu relaksujące aromaty uwalniają się od początku do końca palenia. W Joy Box znajdziesz samplery dostępne w różnych wariantach zapachowych - ze względu na szeroką gamę zapachową, świeczka dobiera będzie losowo! Sampler to idealne rozwiązanie dla tych, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę z Yankee Candle i poszukują swoich zapachów. Do każdej świeczki dołączony będzie kieliszek.


W tej kategorii do wyboru jeszcze były:
♦ Arkana - zestaw dwóch miniproduktów (maska i tonik); średnia cena 11,50 zł
♦ Eveline - chłodzący krem do stóp; średnia cena 10,99 zł / 100 ml
♦ Blanx - wybielająca pasta do zębów; średnia cena 22,00 zł / 75 ml
Kremu do stóp nie potrzebuję, past do zębów mam zapas, więc wahałam się między zestawem z Arkany a świeczką. Padło na Yankee Candle, trafiła mi się świeczka o zapachu peonii - niestety nie do końca w moim guście (przynajmniej na sucho).

PERFECTA - kawowy żel peelingujący
Średnia cena 14,00 zł / 250 ml
Info od Joy: Perfecta – kawowy żel pod prysznic peelingujący z drobinkami ziaren kawy gruboziarnisty. Żel pod prysznic peelingujący o pomarańczowo-kawowym zapachu, który pobudza zmysły. Polecamy do codziennej pielęgnacji i mycia ciała dla osób, które pragną mieć gładkie i jędrne ciało oraz lubią kuszące zapachy.


W tej kategorii można było jeszcze wybrać:
♦ Smart Girls Get More - kredka do brwi; średnia cena 6,50 zł / szt.
♦ Smart Girls Get More - pomadka Long Lasting Love; średnia cena 10,00 zł
♦ Smart Girls Get More - konturówka do ust 4,99 zł / szt.
♦ Smart Girls Get More - eyeliner; średnia cena 7,00 zł / 6 ml
♦ Ministerstwo Dobrego Mydła - półkula różana do kąpieli; średnia cena 5,50 zł / 60 g
♦ La Luxe Paris - błyszczyk do ust; średnia cena 8,00 zł / szt.
Nie mam wanny, a różany zapach i tak mi nie odpowiada. Z kolorówki jakoś nic mnie nie przyciągnęło, więc naturalnym wyborem był dla mnie żel kawowy. Pachnie świetnie - kawowo-pomarańczowo, pewnie umili mi niejeden prysznic :)

Całe moje pudełko prezentuje się tak:


Jestem z niego naprawdę bardzo zadowolona. Kosztowało mnie 49 zł, wszystkie produkty mi się przydadzą, niczego nie muszę oddawać, żadnego z nich wcześniej nie używałam. Jedyny drobny minus do data ważności kremu pod oczy, ale to jest do przełknięcia :) No i to piękne pudełko!

A Wy zamówiłyście kwietniowy Joybox? Podoba Wam się ta zawartość?

czwartek, 4 lutego 2016

Denko styczniowe i kilka wyrzutków

Moje nowości styczniowe (dość skromne) mogłyście podejrzeć kilka dni temu, teraz przyszła pora na pożegnanie się z pustakami - trzeba zrobić miejsce na kolejne śmieci :) Zużywanie w styczniu poszło mi całkiem sprawnie, do tego zrobiłam przegląd kolorówki i kilka rzeczy wylądowało w koszu.


W denku tradycyjnie znalazły się zarówno produkty które kupię i chętnie do nich wrócę, takie których nie kupię z różnych względów oraz takie co do których nie jestem do końca zdecydowana.


1 - EVELINE - balsam pod prysznic
O rajuśku jak on pachnie! Jeśli lubicie czekoladowe klimaty w kosmetykach to koniecznie musicie go wypróbować :) Do tego ma całkiem fajne działanie, po więcej szczegółów zapraszam do recenzji. Jedynym minusem jest to, że pod koniec opakowania pompka nie daje rady i trzeba rozcinać butelkę.

2 - BODY BOOM - peeling kawowy
Niewielkie opakowanie z Shinyboxa. Dość mocny zapach palonej kawy, aromat cynamonu był prawie niewyczuwalny. Działanie całkiem fajne, peeling dość dobrze złuszczał naskórek, nieźle zdzierał, a do tego pozostawiał skórę delikatnie natłuszczoną. Nie da się ukryć że przy okazji robił sporo bałaganu pod prysznicem, a to papierowe opakowanie średnio zdaje egzamin - łatwo namaka. Do tego dość wysoka cena powoduje, że nie wiem czy się jeszcze skuszę na ten peeling.

3 - AA - kremowy żel do mycia ciała
Rzekłabym: taki se. Bez szału - mył, pienił się dość dobrze, nie wysuszał, ale zapach nie do końca mi odpowiadał, był taki słodko kwiatowy.

4 - YVES ROCHER - żel pod prysznic
To jakaś limitka o zapachu owoców leśnych. Lubię żele YR, dobrze się pienią, nie wysuszają, najczęściej zachwycają zapachem. Tu zachwytu może nie było, ale było całkiem przyjemnie - jogurtowo-owocowo :) Nie wiem czy kupię ten konkretny zapach, ale na pewno będę kupować żele z tej serii.


5 - BATISTE - suchy szampon
Od dość długiego czasu w mojej łazience zawsze musi stać jakiś suchy szampon - te z Batiste sprawują się wyśmienicie; odświeżają rzeczywiście na cały dzień, łatwo się wyczesują, lekko unoszą włosy u nasady, nie matowią ich zbytnio. Ta wersja z granatem i jaśminem dodatkowo pięknie pachnie (dość podobnie do wersji Eden), ale to limitka, nie wiem czy ją jeszcze gdzieś kupicie, w każdym razie ja dawno jej nie widziałam.

6 - SYLVECO - płyn micelarny
Oj, nie ma recenzji? A zdjęcia na dysku są :) Recenzja będzie i to całkiem pozytywna, bo Sylveco to kolejny udany kosmetyk tej marki. Delikatny, a przy tym skuteczny.


7 - AA - krem matujący intensywnie nawilżający
Miałam go z Joyboxa. Sama bym się na niego nie zdecydowała, bo przeznaczony jest do cery mieszanej i normalnej a ja mam suchą, ale okazało się że całkiem nieźle radził sobie z nawilżaniem. Mam jeszcze jedno opakowanie, które dostałam w wyprzedażowym Joyboxie.

8 - SYIS - krem pod oczy
A to moje rozczarowanie, o którym pisałam Wam tutaj. Bardzo słabe nawilżenie, ciężko się wchłaniał przy grubszej warstwie (w zasadzie to przy grubszej warstwie się nie wchłaniał). Cieszę się że się skończył.

9 - GARNIER - krem na noc
A to za to bardzo pozytywne zaskoczenie. Dziwna budyniowa konsystencja, trudny do określenie zapach (czasem go lubiłam, a czasem wręcz przeciwnie), ale za to dość szybkie wchłanianie i satysfakcjonujące mnie nawilżenie :) 


10 - ENKLARE - serum regenerujące
U mnie niestety nic nie zregenerowało. Stosowałam je tylko na noc, bo powodowało rolowanie się kremów i podkładów. Słabe nawilżenie, ale całkiem przyjemny miętowy zapach i orzeźwienie przy stosowaniu. To niestety za mało, żeby zagościło u mnie ponownie. Recenzję znajdziecie tutaj.

11 - INGRID - serum intensywnie odmładzające
To serum za to stosowałam rano :) Zawierało bardzo malutkie drobinki rozświetlające, w zasadzie niewidoczne na twarzy. Dobrze współgrało z pozostałymi kosmetykami, nie podrażniało. Wygodne opakowanie z pipetą nie sprawiało problemów, ale nie do końca odpowiadał mi zapach, był jakiś taki chemiczny. No i najważniejsze - w sumie to nie zrobił z moją twarzą nic szczególnego - nie stała się jędrniejsza, bardziej odżywiona, wygładzona, nawilżona itp. Wypróbowałam, zużyłam i więcej nie wrócę.

12 - SKIN79 - maska w płacie
Całkiem przyjemna, pachnąca lekko cytrusowo. Całkiem nieźle nawilżała, skóra po jej zastosowaniu była gładka i przyjemna w dotyku. Jeśli chcecie wiedzieć więcej o tej i innych maseczkach z kolorowej serii to zapraszam Was do tego wpisu.

13 - YASUMI - maseczka rozgrzewająca
Rzeczywiście rozgrzewała, pachniała przyjemnie czekoladowo. Byłam z niej zadowolona, ale chyba bez większych zachwytów bo nie pamiętam szczegółów :)

14 - ORIFLAME - maseczka Royal Velvet
Dostałam ją od koleżanki, która jest zachwycona jej działaniem i zawsze w promocji kupuje ją na zapas :) Mnie nie zachwyciła, nawilżenie przeciętne, innych widocznych efektów nie zaobserowałam.


15 - LIV DELANO - krem do rąk
Zupełnie nieznana mi marka - ten balsam do suchej skóry znalazłam w Shinyboxie. Niestety szału nie było. Nie spodobał mi się zapach, a działanie też nie zachwycało. Bardzo szybko się wchłaniał, ale nawilżenie było krótkotrwałe.

16 - EVELINE - krem do rąk
Oba opakowania tego kremu-serum pochodzą z wyprzedażowych Joyboxów. Miałam już kiedyś krem-maskę z Eveline i szczerze mówiąc nie widzę między nimi różnicy. Świetny krem do pracy - błyskawicznie się wchłania, ale rozczarujecie się jeśli liczycie na intensywne nawilżenie - jest po prostu przeciętne.


17 - PAESE - podkład Matt it Up
Wkurzał mnie aplikator w formie łopatki, zdecydowanie bardziej wolę pompki! Nie matowił, miał dzieny, niezbyt przyjemny zapach i dość szybko ścierał się z twarzy.

18 - MARIZA - puder ryżowy
Świetny produkt! Matowił skórę na długi czas (ale ja nie mam większych problemów ze świeceniem się skóry), nie bielił, nie pylił się zbytnio. To było moje drugie opakowanie, ale chętnie jeszcze wrócę do tego pudru w przyszłości.

19 - LOVELY - tusz do rzęs
Bardzo go lubię - dobrze rozczesuje rzęsy, nie skleja ich, ładnie je podkręca, lekko wydłuża i pogrubia. Nie osypuje się, trzyma się na rzęsach cały dzień. Lekko wygięta silikonowa szczoteczka - taka jaką lubię. Jedynym minusem jest jego dość szybkie wysychanie. Efekt jaki daje na rzęsach możecie zobaczyć w tym poście.

20 - YVES ROCHER - tusz do rzęs
Mascara Volume Elixir to chyba pierwszy tusz z YR, z którego jestem w miarę zadowolona. Podkreślam: w miarę zadowolona, bo zachwytów nie ma. Szczoteczka tradycyjna, tusz lekko wydłuża i pogrubia rzęsy, nie jest tak suchy jak pozostałe tusze z YR których używałam. Całkiem poprawny, choć cudów nie zdziałał.


21 - WIBO - rozświetlacz Diamond Illuminator
Mój pierwszy rozświetlacz zakupiony pod wpływem zachwytów połowy blogosfery :) Uległam i nie żałuję. Piękna delikatna tafla w szampańskim kolorze, niska cena - polubiłam do bardzo i już używam kolejne opakowanie.

22 - ESSENCE - eyeliner
Niby wodoodporny, a wcale tak nie było. Końcówka pisaka dość szybko wyschła, chyba jednak pozostanę przy eyelinerach w kałamarzykach, z pędzelkiem.

23 - SYIS - jajeczko do podkładu
Bardzo polubiłam ten sposób aplikacji podkładu. Nie miałam nigdy oryginalnego Beauty Blendera, więc nie wiem czy gąbeczka z Syis jest do niego bardzo zbliżona czy tylko trochę. W każdym razie podkład nanoszony tym sposobem ładnie wtapia się w skórę, wygląda bardzo naturalnie. Jak widać moja gąbeczka jest już sfatygowana i popękana, ale to nie dziwne - używałam jej prawie codziennie od około roku.

24 - BELL - konturówka automatyczna
Nawet nie wiem skąd ją mam. Odcień 01 to brudny róż z lekką domieszką brązu. Całkiem ładny kolor. Konsystencja konturówki odpowiednio twarda, ale jednak miękko i łatwo sunęła po ustach. Trwałość dość przeciętna, równo się ścierała z ust. No i plus za to, że nie trzeba jej temperować :)

25 - GLAZEL - kredka do brwi
Shinyboxowe pozytywne zaskoczenie. Mój chyba pierwszy produkt do brwi i od razu taki, z którym się polubiłam. To już druga zużyta kredka, mam jeszcze czarną, ale jej używam zdecydowanie rzadziej. Obecnie jestem na etapie poszukiwania idealnego dla mnie produktu - mam cienie prasowane, cień w kremie, żel, ale niewykluczone że do tej kredki jeszcze wrócę. Miała odpowiedni kolor, a jej lekko woskowa konsystencja delikatnie trzymała włoski w ryzach.


A to już - jak widać - wyrzutki. Duo cieni Virtual miało datę ważności do 1/2014, a że mam podobne odcienie to tych nie używałam już dawno i ich nie potrzebuję. Ale sprawowały się dobrze, miały dość dobrą pigmentację, nie osypywały się, na bazie trzymały się cały dzień i nie rolowały. Czwórkę cieni z Wibo kupiłam już dawno i rzadko używałam, bo się potwornie pyliły i osypywały. Kamuflaż z Glazel w za jasnym dla mnie kolorze znalazłam w Shinyboxie. Leżał sobie nieużywany, a teraz się okazało, że wysechł :P Kamuflaż z Paese dotarł do mnie przeterminowany i w za ciemnym kolorze :( Szkoda, bo ma dość fajną konsystencję musu i chętnie bym go wypróbowała. Baza/Top z Silcare do manicure hybrydowego szału nie robiła, miała gorszą trwałość niż Semilac, a poza tym uszkodziła mi się nakrętka z pędzelkiem. Lakiery hybrydowe Silcare, z których jeden był kiedyś pastelowym różem (chyba 590), a drugi mlecznym nudziakowym brązem (chyba 620), a po czasie zrobiły się jakieś brudnożółte.

I koniec :) Jeśli chodzi o zapasy to widzę już światełko w tunelu, a poza tym zaczynam zbierać nowe opakowania. A Wy dużo zużyłyście w styczniu?

sobota, 2 stycznia 2016

Denko grudniowe i zapomniana nowość

Grudniowe nowości były dość spore, o czym mogłyście się przekonać w poprzednim wpisie. Czy w związku z tym dla równowagi w przyrodzie pojawi się równie dużo pustaków? Niestety nie, choć i tak nie jest źle.


W denku tradycyjnie znalazły się zarówno produkty które kupię i chętnie do nich wrócę, takie których nie kupię z różnych względów oraz takie co do których nie jestem do końca zdecydowana.


1 - BATISTE - suchy szampon
Tym razem wersja dla szatynek - zdziwił mnie biały nalot, bo myślałam że będzie brązowy, tak jak w wersji dla brunetek. Jeśli chodzi o działanie to nie mam zastrzeżeń; odświeża włosy, delikatnie zwiększa ich objętość. Na pewno jeszcze kupię, choć nie wiem czy akurat tą wersję.

2 - JOANNA - farba do włosów
Lubię ją bardzo. Jest tania, ma dokładnie taki kolor jakiego szukam, mimo zawartości amoniaku nie śmierdzi jakoś wybitnie. Dodatkowo łatwo się ją wypłukuje z włosów i bezproblemowo usuwa resztki ze skóry jak się ubrudzimy.

3 - TIMOTEI - odżywka do włosów
Produkty Timotei przypadły mi do gustu i postanowiłam wypróbować kolejną wersję, dla włosów brązowych. Jest w porządku, ułatwia rozczesywanie, nie spływa z włosów, ale spodziewałam się że zawarty w niej wyciąg z henny da jakiś widoczny efekt. Wolę jednak odżywkę Drogocenne olejki, po której naa włosach robią mi się ładne refleksy. Ta mnie w sumie niczym nie urzekła.


4 - DRESDNER ESSENZ - żel pod prysznic
Czekolada z żurawiną - pachniał cudnie! Jak Delicje wiśniowe: słodko, ale z lekką nutą kwaskowatych owoców. Pienił się dobrze i nie wysuszał skóry. Niestety nie jest zbyt tani (17 zł / 200 ml).

5 - REXONA - antyperspirant
Przyjemny świeży zapach, działanie średnie, a do tego ja po prostu nie lubię antyperspirantów w sprayu. Zdecydowanie bardziej wolę kulki albo sztyfty :)

6 - AA - balsam do pielęgnacji ciała
Niezbyt gęsty, dość lekki, łatwo i szybko się wchłaniał. Nawilżenie jakie daje jest dość dobre, ale moja skóra nie należy do tych bardzo wymagających, więc trudno mi stwierdzić jak spisze się przy suchej. Niestety nie przypadł mi do gustu jego kwiatowy zapach, ale wiadomo - to rzecz subiektywna.

7 - CLARENA - krem do biustu
Bardzo przyjemny zapach, dość gęsta kremowa konsystencja z zatopionymi czerwonymi granulkami, wbrew pozorom był bardzo wydajny. U mnie niestety nie zauważyłam żadnych efektów, ale to tylko dlatego że nie potrafię się zmobilizować do regularnego balsamowania, biustu również.

8 - VEDARA - złoty peeling do ciała
Nie przypadł mi go gustu jego mocny orientalny zapach. Wolę też mocniejsze zdzieraki niż ten. Więcej na jego temat pisałam tutaj.


9 - AVON - żel do oczyszczania, tonizowania i nawilżania
Miał dość neutralny kremowy zapach i wodnistą konsystencję. Na pewno nie nawilżał, od razu po umyciu twarzy musiałam nakładać krem. Z usuwaniem resztek makijażu też nie radził sobie zbyt dobrze, dlatego stosowałam go do porannego oczyszczania twarzy.

10 - NOREL - mleczko-tonik regenerujący
Kosmetyk trafił do mnie w ramach akcji "Podziel się postem", którą Norel organizuje na swoim facebooku. Jako mleczko do demakijażu nie przypadł mi do gustu bo powodował pieczenie oczu (jak wszystkie mleczka u mnie), ale jako tonik już całkiem nieźle. Więcej szczegółów znajdziecie w recenzji.

11 - NOREL - serum ProFiller
Kolejny kosmetyk od Norel, również w ramach akcji "Podziel się postem". Jego recenzję również znajdziecie na blogu, w tym miejscu. Przy regularnym i dłuższym stosowaniu zauważyłam poprawę napięcia skóry, która dzięki temu stała się gładsza i bardziej ujędrniona. Jeśli chodzi zaś o nawilżenie, to w moim przypadku dało się ono odczuć, ale nie było ono zbyt spektakularne - używanie kremów nawilżających było konieczne. Przed szybkim zakupem kolnejgo trochę powstrzymuje mnie cena - 118 zł :(

12 - SO BIO ETIC - peeling do twarzy z bio aloesem
To w zasadzie nie peeling, a żel peelingujący. Pisałam Wam o nim niedawno, w tym poście. To naprawdę całkiem fajny kosmetyk, nie mam mu nic do zarzucenia jeśli chodzi o działanie, ale ja wolę mocniejsze zdzieraki.

13 - AVON - rozświetlająca maseczka do twarzy Planet Spa
O całej serii Caribbean Escape pisałam Wam tutaj. Maseczka do twarzy z całej czwórki najbardziej przypadła mi do gustu, i znalazła się nawet w moich ulubieńcach. Skóra po jej użyciu jest wygładzona dzięki drobinkom peelingującym i naprawdę solidnie nawilżona. Mimo że maseczkę ścieram wilgotną gąbeczką to nie czuję potrzeby natychmiastowego nakładania kremu.


14 - KA-HA - szampon w kostce
Szampon miodowy dostałam od Mineralnej Kasi. Najpierw nie wiedziałam jak podejść do tego cudaka, no bo jak to - szampon w kostce? No więc spieniałam szampon w rękach, jak mydło i nanosiłam tą pianę na włosy - zadziałało :) Szampon przyjemnie pachniał, dobrze się pienił, był bardzo wydajny, nie powodował szybszego przetłuszczania się włosów. Niestety dopóki Kasia nie zdecyduje się na własny biznes to nigdzie tego szamponu nie kupicie.

15 - KRINGLE CANDLE - daylight
Świeczka o zapachu gorącej czekolady, znalazłam ją w czekoladowym, listopadowym Chillboxie. Na sucho pachniała przecudnie słodko, bez grama sztuczności, sama czekolada. Po odpaleniu traciła trochę uroku, ale zapach nadal był przyjemnie słodki i otulający.

16, 17 - YANKEE CANDLE - woski zapachowe
Zapach Sweet Strawberry był dość intensywny, przyjemnie owocowy, choć te truskawki były nico sztuczne. Ale i tak zapach mi się podoba i pewnie do niego wrócę. Cinamon Stick mnie za to nie zachwycił mimo że lubię zapach cynamonu. Ten był jakoś mało wyczuwalny, bardzo delikatny, nie przywołał mi świąt :)

I to tyle denka, ale w tytule posta przeczytać mogłyście też o zapomnianej nowości. No tak, bo ja taka ofiara losu jestem i jak pisałam posta o nowościach to zapomniałam o jeszcze jednej. Mianowicie sama sobie zrobiłam planer na przyszły ten rok!


Planer jest w ujęciu tygodniowym, z dodatkowym miejscem na notatki. Jest też miejsce na zaplanowane posty, plany zakupowe, czy rozliczanie się z postanowień i planów (u mnie na pewno będzie to zumba i ćwiczenia na piłkach). Z biegiem czasu pewnie zweryfikuję czy taka forma planera mi odpowiada, a może mam na coś za mało / za dużo miejsca i zobaczymy, może na 2017 też sama sobie stworzę planer :)

A Wy pożegnałyście się się już z zeszłorocznymi pustakami? Jak Wam poszło?

piątek, 20 listopada 2015

Shinybox listopad 2015

W listopadzie nie skupiałam się za bardzo na śledzeniu podpowiedzi na fb Shiny, więc nie do końca wiedziałam co może się znaleźć w pudełku. Oczywiście coś tam podpatrzyłam, ale jakoś w poprzednich miesiącach bardziej mnie to interesowało :)


Pudełko przygotowywane było pod hasłem Miss Autumn: "Nic tak nie poprawia kobiecie humoru jak niespodzianki. Zwłaszcza te kosmetyczne! Na jesienne dni polecamy Wam zatem najnowsze pudełko ShinyBox MISS AUTUMN, czyli porcję nietuzinkowych produktów! Ich testowanie z pewnością umili Wam szare i chłodne wieczory i wprowadzi Was w cudowny nastrój."


Szata graficzna pudełka spodobała mi się już od momentu pokazania jej na fanpage, taka pozytywnie jesienna i jesiennie pozytywna :) W pudełku znalazło się 7 kosmetyków, w tym 3 pełnowymiarowe. A zawartość oczywiście znajdziecie w dalszej części wpisu.

ENKLARE - regenerujące serum AllForYou
Średnia cena 79,00 zł / 30 ml - w pudełku znalazł się produkt pełnowymiarowy
Info od Shiny: Serum stworzone dla osób prowadzących aktywny tryb życia oraz pracujących w zamkniętych pomieszczeniach oraz nocą. Wspaniale nadaje się również do zastosowania po imprezowej nocy. Natychmiastowo odświeża, regeneruje i pobudza skórę. Sprawia, że staje się ona widocznie napięta, wygładzona i ożywiona. Serum bardzo dobrze nawilża nie pozostawiając przy tym tłustej warstwy. Zawiera bogaty kompleks antyoksydantów, zapobiega tym samym powstawaniu zmarszczek.


Ten kosmetyk w Shinyboxie miał swoją premierę - to nowość marki Enklare. Jestem go bardzo ciekawa; jeśli obietnice producenta zostaną spełnione choć w 70% to naprawdę będę z niego zadowolona. Data ważności serum to 12.02.2016r., tu jednak nie można mieć pretensji ani do Shiny ani do producenta, bo krótka data wynika z faktu że nie zawiera ono konserwantów (i paru innych nielubianych składników). Dodatkowo serum należy przechowywać w lodówce.

NOREL - krem rozjaśniająco-wygładzający z kwasem migdałowym i PHA
Średnia cena 80,00 zł / 50 ml - dostałyśmy miniaturę o pojemności 25 ml (40 zł)
Info od Shiny: Krem na noc o jedwabistej konsystencji i świeżym zapachu, dla każdego rodzaju cery w każdym wieku. Głęboko nawilża, złuszcza i wygładza nierówności skóry – rozszerzone pory, bruzdy, zmarszczki. Rozjaśnia przebarwienia i ujednolica koloryt cery, zapewniając jej „świetlistość” i młody wygląd. Regularnie stosowany zmniejsza rumień i teleangiektazje (poszerzone naczynka krwionośne). 


Markę Norel bardzo lubię, na blogu mogłyście już przeczytać o mleczko-toniku regenerującym oraz o żurawinowym kremie pod oczy. Mój aktualny krem na noc powoli dobija dna, więc niebawem przekonam się jak poradzi sobie u mnie ten krem.

ENKLARE - mydło naturalne
Średnia cena 28,00 zł / szt. (moje mydło miało 135 g) - w pudełku znalazł się produkt pełnowymiarowy
Info od Shiny: Mydła Enklare są powrotem do oryginalnych i sprawdzonych przez wieki receptur i technologii we współczesnym wydaniu. Wykonywane tylko na bazie naturalnych roślinnych olejów i maseł, w większości pochodzących z upraw ekologicznych.


Mydła w kostkach nie są moim ulubionym kosmetykiem, ale ostatnio trochę się do nich przekonałam. W moim pudełku znalazła się wersja "Fresh Raspberry", ale widziałam że były też inne. Nie jestem jeszcze pewna czy zostawię je sobie czy powędruje do kogoś w prezencie podchoinkowym.

DELIA - krem do stóp - regulator potliwości
Średnia cena 7,00 zł / 100 ml - dostałyśmy pełnowymiarowy kosmetyk
Info od Shiny: Kosmetyk, który pozwala na profesjonalną pielęgnację stóp. Krem reguluje nadmierną potliwość stóp. Zawartość składnika o działaniu antyperspiracyjnym i olejku z drzewa herbacianego zapobiega wydzielaniu potu oraz nieprzyjemnego zapachu. Krem działa nawilżająco i regenerująco na skórę stóp. Niezawodny o każdej porze roku.


Zapewne go zużyję :) Co prawda mam jeszcze ciągle poprzedni krem do stóp z lipcowego Shiny, ale nie będę narzekać. 

AA - kremowy żel do mycia ciała
Średnia cena 10,00 zł / 250 ml - w boxie znalazła się miniatura o pojemności 40 ml (1,60 zł)
Info od Shiny: Kremowy żel stanowi połączenie delikatnego oczyszczania, odpowiedniej pielęgnacji i pięknego zapachu. Jego bogata receptura zawiera szlachetne olejki – awokado i babassu, które nawilżają i regenerują skórę oraz nadają jej wyjątkową miękkość. Żel doskonale oczyszcza i odświeża skórę, otaczając ciało wyszukanym aromatem kwiatu orchidei.


No i doczekałam się tego, co mnie śmieszyło w beGlossy - miniatura produktu, którego cena w wersji pełnowymiarowej i tak jest dość niska :) Niby rozumiem zamysł Shiny - zestaw trzech próbek które można zabrać w podróż, ale to i tak trochę śmieszy. Nie przepadam za kwiatowymi aromatami, ale rzeczywiście żal w takiej pojemności może przydać się na jakiś weekendowy wypad.

AA - multi balsam do pielęgnacji ciała
Średnia cena 13,00 zł / 250 ml - dostałyśmy miniaturę o pojemności 40 ml (2,08 zł)
Info od Shiny: Kremowy balsam łączy w sobie kompleksową pielęgnację z pięknym, zmysłowym zapachem. Recepturę wzbogacono cennymi olejkami – arganowym i inca inchi, które pozostawiają skórę zregenerowaną, dogłębnie odżywioną i przyjemnie gładką. Balsam doskonale się wchłania i nadaje ciału wytworny zapach kwiatu orchidei.


Tu sytuacja podobna jak w przypadku żelu pod prysznic :) Zostanie ze mną na jakiś wyjazd.

AA - serum do rąk aktywnie regenerujące
Średnia cena 11,00 zł / 75 ml - w pudełku znalazła się miniatura o pojemności 30 ml (4,40 zł)
Info od Shiny: Jedwabiste serum to połączenie kompleksowej pielęgnacji, aktywnej ochrony i zmysłowego zapachu. Jego receptura opiera się na zastosowaniu szlachetnych olejków - arganowego i inca inchi, które pozostawiają skórę odbudowaną, odżywioną i wygładzoną. Serum otula dłonie aromatem kwiatu orchidei i nadając uczucie długotrwałej pielęgnacji.


Trzecia miniatura z serii Oil Essence do kompletu :) Ta przynajmniej nie będzie musiała czekać na swoją kolej, bo wrzucę ją od razu do torebki. Mam nadzieję że działanie tego serum jest wystarczające na zbliżający się zimowy sezon.

I to by było na tyle. Pudełko zaliczam do tych bardziej udanych (zwłaszcza że ostatnio Shiny kiepsko wypadało), ale nie na tyle żeby zamówić kolejne za punkty. Najbardziej się cieszę i jestem ciekawa serum Enklare i kremu Norel. Kremy do rąk i do stóp też się przydadzą, podobnie jak wyjazdowe miniaturki żelu i balsamu. Z mydła w sumie też się cieszę, choć jeszcze nie wiem czy u mnie zostanie.


Czekam teraz na grudniowe pudełko licząc na to, że w końcu będzie coś wow! A później robię sobie shinyboxowy odwyk :)

Jak Wam się podoba shinyboxowa Pani Jesień?

piątek, 2 października 2015

Denko wrześniowe

Kolejny miesiąc już za nami, jesień staje się coraz bardziej widoczna. Podobno przed nami całkiem ładny i ciepły weekend, ale to już chyba ostatnie takie przebłyski ciepła :)

W ostatnim poście pokazałam Wam moje wrześniowe nowości, więc teraz pora rozprawić się z pustymi opakowaniami.


W denku tradycyjnie znalazły się zarówno produkty które kupię i chętnie do nich wrócę,  takie których nie kupię z różnych względów oraz takie co do których nie jestem do końca zdecydowana.


1 - BIELENDA - multifunkcyjny krem CC
Znalazłam go w którymś Shinyboxie i bardzo polubiłam. Ładnie ujednolica kolor skóry, nie tworzy smug, dość szybko się wchłania. Może troszkę brudzić ubrania, ale zdarzało mi się to niezwykle rzadko. Jedyne co mi w nim nie odpowiadało to drobinki rozświetlające - nie przepadam za błyszczeniem, ale trzeba przyznać że nie były to wielkie brokatowe drobiny, tylko delikatny blask. Do zniesienia ale nie w moim stylu :) Z tego co wiem to Bielenda ma tez wersję bez drobinek i to właśnie taką zamierzam kupić na przyszłą wiosnę :)

2 - AA - balsam do ciała pod prysznic
Balsamy pod prysznic to jedyne smarowidła do ciała, które zużywam z chęcią. Ten miałam pierwszy raz, ale nie przypadł mi do gustu z uwagi na zapach. Był jakiś taki sztuczny, chemiczny. Co do samego działania to też nie powalało - było takie sobie. Niby trochę nawilżał, ale bez szału. Ja mam normalną skórę, więc jakoś dawał radę, ale osoby z suchą skórą raczej nie będą zadowolone.


3 - ANATOMICALS - modnie owocowy żel pod prysznic
Dostałam go w pudełku Inspired by i jak widać ma uszkodzoną pompkę :> Przelałam sobie go do innego opakowania, bo w tym używanie go byłoby męczarnią. Żel ma bardzo przyjemny zapach, jak owocowa guma do żucia, wydaje mi się że jak Hubba Bubba. Pieni się dobrze, konsystencja jest odpowiednio gęsta, nie zauważyłam żeby mnie wysuszał. Trochę mniej przyjemna jest cena - 18 zł.

4 - YVES ROCHER - żel pod prysznic
Bardzo lubię te żele, a Pomarańcza z Florydy jest jednym z moich ulubionych zapachów. Prawie przy każdym zamówieniu w YR jakiś żal wpada do mojego koszyka :) Może są trochę mało wydajne, ale cudowne zapachy mi to rekompensują. Więcej możecie przeczytać tutaj.


5 - BATISTE - suchy szampon
Lubię mieć w zanadrzu ratunek w postaci tego szamponu :) Na razie szukam swojej wersji idealnej - ta była całkiem niezła - oprócz odświeżenia włosów podnosiła je u nasady zwiększając wizualnie ich objętość (wiem, inne wersje też trochę podnoszą, ale wydaje mi się że ta bardziej).

6 - GARNIER - odżywka do włosów
Jak dla mnie niestety ta odżywka śmierdziała, używanie jej nie było żadną przyjemnością, ale na szczęście po spłukaniu nie wyczuwałam tego zapachu na włosach:/ Działanie było przeciętne, ułatwiała rozczesywanie, nie zwiększała objętości, nie powodowała szybszego przetłuszczania się moich włosów.


7 - YVES ROCHER - aksamitna maseczka odbudowująca
Tutaj możecie przeczytać moje zachwyty na temat tej maseczki, kilka słów znajdziecie również w poście z moimi hitami. Przyjemny zapach, aksamitna konsystencja i świetne działanie nawilżające - czego chcieć więcej? Chyba tylko kolejnej promocji w YR :)

8 - AVON - rozświetlający żel-krem do twarzy na noc
O całej tej serii mogłyście przeczytać w tym poście. Krem dość szybko się wchłaniał, zadziwiająco dobrze nawilżał, przyjemnie pachniał. Nie każdemu będą odpowiadać drobinki pyłu perłowego, ale to krem na noc który i tak zmywałam rano żelem :) Może skuszę się na niego jeszcze przy okazji jakichś promocji.

9 - GARNIER - płyn micelarny
Nim tez już się zachwycałam, dokładnie tutaj. Hit blogosfery, który i u mnie spisał się bez zarzutu - skuteczny, a przy tym delikatny, żaden makijaż mu nie straszny. To była moja pierwsza butelka, ale na pewno nie ostatnia.


10 - CZTERY PORY ROKU - serum do rak i paznokci
Kolejny produkt pudełkowy, o szczegółach na jego temat możecie więcej przeczytać tutaj. Tak jak przypuszczałam - serum pod koniec trzeba było odkręcać albo rozciąć bo pompka w przypadku takiego opakowania się nie sprawdza. Bardzo szybko się wchłania, ale nawilżenie jest średnie (żeby nie napisać kiepskie).

11 - VEDARA - balsam odnawiający do ust
Pachniał bardzo przyjemnie, pomarańczowo. Nawilżał średnio, do tego ja bardzo nie lubię słoiczkowych smarowideł do ust. Na początku konsystencja była bardzo zbita, później upały zrobiły swoje :> Po powrocie normalnych temperatur w balsamie pojawiły się jakieś tłuste grudki, więc nie chciałam go już używać.

12 - BIAŁY JELEŃ - mydło

Używałam go do mycia pędzli i jajeczka do makijażu - spisywało się świetnie. Bez problemu usuwało wszelkie zabrudzenia, choć nie do końca odpowiadał mi jego zapach.

13 - DOVE - antyperspirant
Przyjemny zapach, znośne działanie. Potrzebuję czegoś dodatkowego na dni kiedy nie używam blokera. Nie brudził ubrań i nie odbarwiał ich.


14 - EFEKTIMA - peeling+maska+krem myjący
Saszetkę znalazłam w ostatnim Shinyboxie, wystarczyła mi na dwa użycia. Całkiem nieźle działała jako peeling, drobinki były całkiem ostre, twarz była później gładka i oczyszczona. Pozostawiona na twarzy wchłaniała się (przynajmniej u mnie). Niezbyt trafione rozwiązanie z taką ilością kosmetyku w saszetce - peelingu nie robię codziennie (to był wyjątek), a zostawiając resztę w saszetce na kilka dni lub tydzień możemy być prawie pewne, że reszta nam zaschnie.

15 - SKIN79 - kremy BB
VIP Gold który znalazłam w Inspired by jest dla mnie za jasny (mam nadzieję że sprawdzi się zimą), więc postanowiłam poszukać innego idealnego BB :) Orange okazał się dla mnie ciut za jasny i jakoś tak lubił mi się zbierać w zmarszczkach (a w zasadzie w bruzdach na czole od ciągłego marszczenia). Purple wydaje się bardziej dopasowany kolorystycznie, a do tego nigdzie mi nie włazi :) Snail Nutrition też jet troszkę za jasny, a do tego mam wrażenie że ma słabsze krycie od pozostałych. Na razie mam jeszcze kilka podkładów, ale gdybym miała wybrać któryś z nich to byłby to fioletowy :)

16 - YANKEE CANDLE - woski zapachowe
Pink Grapefruit - przyjemny, orzeźwiający, ale słodkawy. Lubie owocowe zapachy, zwłaszcza cytrusowe i ten mnie nie zawiódł. Red Raspberry - słodki, dość intensywny, choć nie do końca taki jakiego się spodziewałam. Ale przyjemny :) Clean Cotton - ten z całej trójki chyba najbardziej polubiłam; wosk o zapachu świeżego prania. Kiedyś miałam odświeżacz powietrza z czujnikiem ruchu o takim właśnie zapachu i specjalnie koło niego chodziłam, żeby się włączał. Ten zapach zdecydowanie mi odpowiada - lekki, świeży, taki... domowy.

A jak tam Wasze pustaki? Dobrze Wam idzie wykańczanie?