Wszystkiego najlepszego kochane z okazji naszego święta :) Kwiaty w wazonach? Kolacje zjedzone? Może znajdziecie wolną chwilę na sprawdzenie co udało mi się zużyć w lutym? Nie jest tego dużo, więc nie zajmę Wam zbyt wiele czasu. A jako że zakupy w lutym były również wyjątkowo skromne, to postanowiłam wszystko opisać za jednym zamachem, nie ma sensu rozbijać tego na dwa posty :)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mixa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mixa. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 8 marca 2018
środa, 3 czerwca 2015
Denko majowe
Niestety (dla mnie i moich zapasów) majowe denko nie należy do tych imponujących gigantów denkowych. Ale też z drugiej strony nie jest źle, trochę udało mi się jednak zużyć :) Najważniejsze, że w maju więcej zużyłam niż kupiłam :) W maju postanowiłam też zużyć w końcu choćby część próbek - udało się :)
W denku tradycyjnie znalazły się zarówno produkty które kupię i chętnie do nich wrócę, takie których nie kupię z różnych względów oraz takie co do których nie jestem do końca zdecydowana.
1 - AVON - peeling do ciała z ekstraktem kawy kolumbijskiej
Nazwa nieadekwatna do zawartości: po pierwsze to żel peelingujący a nie peeling, a po drugie to nie była kawa o jakiej marzyłam :( Po więcej szczegółów zapraszam Was do recenzji, w której trochę się wyżyłam. Nie mam już ochoty na żaden peeling z serii Planet Spa.
2 - AVON - żel pod prysznic
Pienił się bardzo dobrze, co lubię. Zapach miał też całkiem przyjemny, choć mnie nie zachwycał. Nie wysuszał skóry, robił co miał robić. Do tej wersji zapachowej raczej nie wrócę, ale pewnie wypróbuję kiedyś inne, bo działanie było w porządku :)
3 - YVES ROCHER - żel pod prysznic Ziarna Kawy z Brazylii
No i to jest prawdziwy zapach kawy! Z całej serii żeli Jardins du Monde to właśnie ten jest moim ulubionym, nie jestem w stanie nawet zliczyć ile opakowań już zużyłam. O tej serii żeli pisałam juz kiedyś na blogu, dokładnie tutaj.
4 - EVELINE - luksusowy balsam pod prysznic
Uwielbiam! Znalazł się w moich hitach lutego/marca i doczekał się też pełnej recenzji. Zapach jest boski - słodki, czekoladowo-kakaowy, zdecydowanie Eveline ma za niego plusa ode mnie :) Okazało się, że ma też małego minusa - z uwagi na gęstość balsamu po koniec pompka już go nie nabiera, trzeba albo rozciąć opakowanie, albo się trochę nagimnastykować żeby zużyć go do końca. Ale mnie to nie zraża, na pewno kupię go jeszcze nie raz.
5 - MIXA - płyn micelarny
Spisywał się bardzo dobrze - skutecznie zmywał makijaż, nie podrażniał, nie uczulał. Jego świeżutką recenzję znajdziecie w tym poście.
6 - BINGOSPA - mleczko do mycia twarzy
Mimo obietnic producenta wcale nie nawilżało, a wręcz mam wrażenie że trochę wysuszało moją skórę. Przyjemnie pachniało i skutecznie oczyszczało twarz, również z resztek makijażu. Nie podrażnia, nie uczula - generalnie nie jest złe. Myślę że bardziej zadowolone będą z niego osoby z innym rodzajem cery - sucharkom raczej nie polecam.
7, 8 - PUREDERM - płatki na oczy
Wykończyłam płatki ogórkowe (kojące) i pomarańczowe (witalizujące). Oba to takie średniaki, bardziej przypadły mi do gustu te ogórkowe, trochę lepiej nawilżały i pachniały mniej sztucznie. Nie spodziewałam się po nich efektu wow, a jedynie chwili relaksu i może delikatnego rozjaśnienia spojrzenia :) Relaks był, szkody mi żadnej nie wyrządziły. Mimo że nie zrobiły nic spektakularnego to być może będę do nich co jakiś czas wracać.
9 - HEALER - krem z rokitnikiem
Miałam go z jakiejś wymianki. Moja cera bardzo lubi się z rokitnikiem i tak też było w tym wypadku. Krem spisał się dobrze, odpowiednio nawilżał, nie podrażniał. Z uwagi na dość tłustą konsystencję stosowałam go raczej na noc, ale na dzień też się zdarzało :) Pewnie kupiłabym go za jakiś czas, ale chyba nie można go nigdzie kupić (przynajmniej ja nie znalazłam).
10 - RIVAL DE LOOP - ampułki nawilżające Hyaluron Booster
Siedem ampułek, z których każda wystarczała mi na dwie aplikacje. Wchłaniały się szybko, nawilżały dość dobrze, ale nie było to długotrwałe nawilżenie. Nie zauważyłam jakiegoś spektakularnego działania, ale nie wykluczam że kiedyś, przy okazji jakiejś promocji... :)
11 - BANIA AGAFII - nagietkowy scrub do twarzy
To też jeden z moich ulubieńców, więc pojawi się jeszcze u mnie za jakiś czas. Solidny solny (!) zdzierak, skóra jest po nim gładka, rozjaśniona i lekko nawilżona. Po więcej szczegółów zapraszam do recenzji.
12 - RIVAL DE LOOP - kapsułki piejęgnacyjne z koenzymem Q10 i witaminą E
Z uwagi na ich olejową konsystencję stosowałam je tylko wieczorem. Nie zauważyłam ani wygładzenia zmarszczek (wiem, to tylko 7 dni) ani żadnych innych efektów.
13 - POSE - odmładzający krem do twarzy
U mnie niestety się nie sprawdził - głównie przez zbyt słabe nawilżenie skóry. Więcej napisałam o nim w recenzji. A miało być tak pięknie... :)
14 - BANIA AGAFII - maska drożdżowa do włosów
Miała dość lejącą konsystencję, dlatego też lepiej niż słoiczek moim zdaniem spisałaby się tubka lub butelka. Jeśli zaś chodzi o działanie to nie wiem czy przyśpieszyła tempo wzrostu moich włosów - nigdy tego nie mierzyłam :) Pachniała dość przyjemnie, włosy były po niej gładkie i miękkie, łatwo się rozczesywały. Nie spowodowała przyśpieszonego przetłuszczania się włosów. W sumie to ja i tak nie mam wielkich wymagań jeśli chodzi o produkty do włosów:>
15 - VERONA - szampon koloryzujący
Włosy po jego użyciu ładnie błyszczały, kolor mi się spodobał. Na razie jednak rezygnuję z saszetek i chyba wracam do tradycyjnych farb :>
16 - AQUASELIN - bloker
U mnie niestety spisał się średnio i to w okresie zimowo wiosennym. Dlatego jestem pewna, że w okresie upałów na pewno sobie u mnie nie poradzi.
17 - RIMMEL - podkład Lasting Finish 25h
Krycie miał zadowalające, trwałość też nie była zła (ale na pewno nie 25h). Dobrze współpracował ze wszystkimi kremami, których używałam w tym czasie, nie warzył się, nie tworzył efektu maski. I choć byłam z niego zadowolona, to jednak czegoś mi brakowało do pełni szczęścia (nie wiem czego).
18 - MARIZA - pomarańczowy peeling do ust
Znalazłam go w jednym z Shinyboxów. Pachniał pięknie, pomarańczowo, jednak nie do końca odpowiadała mi jego olejowa konsystencja. Peeling odpadał z ust, drobinki cukrowe były dość grube. Zdecydowanie bardziej wolę pomadkę peelingującą Sylveco :)
19 - ANFANI - masło shea
To maleństwo o pojemności jakichś 5-10 ml śmierdziało jak popielniczka. Za to działanie miało rewelacyjne. Stosowałam je miejscowo, jak pojawiały mi się jakieś przesuszone miejsca na skórze - po kilku aplikacjach nie było po nich śladu.
20 - REGENERUM - serum do paznokci
Nie zrobiło z moimi paznokciami zupełnie nic. Podobał mi się sposób aplikacji - tubka zakończona była pędzelkiem, ale nic poza tym nie zrobiło na mnie wrażenia. Paznokcie się nie wzmocniły, nie rozjaśniły i były nadal w tak samo kiepskiej kondycji.
Na koniec garść próbek. Olejki do kąpieli (BARWA) nie zachwyciły mnie ani swoją konsystencją ani zapachem (nie polubiłam ani różanej ani oliwkowej wersji). Masła do ciała (FARMONA) to też nie moja bajka. Przede wszystkim dlatego, że nie lubię tradycyjnych mazideł do ciała, a poza tym te wersje zapachowe też mnie nie urzekły, choć jeśli miałabym wybrać to bardziej do gustu przypadło mi Cosmo. Balsam do ciała (CLOCHEE) znalazłam w Shinyboxie, ma intensywny, niezbyt przyjemny cynamonowy zapach (a ja przecież lubię zapach cynamonu!). Wygładzający krem przeciwzmarszczkowy (LIRENE) wstępnie zrobił na mnie dość pozytywne wrażenie - całkiem przyjemnie pachniał, szybko się wchłaniał.Chyba spróbuję zdobyć kilka próbek, żeby wyrobić sobie o nim zdanie. A na koniec próbki zapachów (nasączone chusteczki) z YVES ROCHER: Comme Une Evidence już miałam i jak dla mnie jest zbyt słodki; Naturelle Osmanthus mam w tej chwili miniaturkę; też należy do tych kwiatowych, ale nie jest tak słodki jak poprzednik. Klasyczna Naturelle była już w moim posiadaniu dwukrotnie - przyjemny rześki zapach na co dzień. Quelques Notes d'Amour na mój gust była zdecydowanie za ciężka, za słodka, za intensywna.
No i już - pora zbierać następne pustaki :) A jak Wam poszło w maju? Jesteście z siebie zadowolone?
poniedziałek, 1 czerwca 2015
MIXA - płyn micelarny przeciw przesuszaniu
Zachęcona wieloma pozytywnymi recenzjami tego płynu, postanowiłam wypróbować jego działanie na sobie :) Czy dołączyłam do grona fanek tego płynu? Dowiecie się za chwilę :)
Płyn micelarny do demakijażu przeciw
przesuszaniu Mixa to idealny płyn do demakijażu skóry wrażliwej. Formuła
z micelami usuwa ze skóry makijaż i zanieczyszczenia. Ogranicza do
minimum konieczność pocierania. Fizjologiczne pH 5.5, identyczne z pH
skóry, nie narusza jej bariery ochronnej. Płyn, zawierający nawilżającą
glicerynę, chroni przed wysuszaniem, koi.
Ten płyn (jak i inne kosmetyki Mixa) można kupić w zasadzie w każdej z sieciowych drogerii - Hebe, Natura, Rossmann, Super-Pharm. Za 400 ml zapłacimy w cenie regularnej 20-23 zł. Ja swój kupiłam w Hebe w promocji -30% jakiś czas temu - zawsze warto polować na takie okazje :)
Plastikowa, solidna butelka. Wiem, że jest solidna, bo płyn spadł mi na ziemię i jedyne co się uszkodziło to naderwało się zamknięcie (widać to trochę na poniższym zdjęciu), ale nie wpłynęło to w żaden sposób na komfort używania. Butelka jest przeźroczysta, więc bez problemu możemy śledzić zużycie. Zaopatrzona jest w zamknięcie typu klik, otwór jest odpowiedniej wielkości - nie rozlewamy płynu na prawo i lewo :)
Konsystencja jak na płyn micelarny przystało jest wodnista - Ameryki nie odkryję :) Płyn jest bezbarwny, ma delikatny, lekko perfumowany, przyjemny zapach.
Producent obiecuje, że po zastosowaniu tego płynu twarz i powieki będą skutecznie oczyszczone z makijażu, a wrażliwa skóra będzie ukojona i nawilżona. Czy tak jest w rzeczywistości? Tak, tak i powiedzmy że tak :) Zdecydowanie płyn skutecznie usuwa makijaż. Mogę się też zgodzić, że skóra jest ukojona - płyn mnie nie podrażnił, nie uczulił, nie zapchał, nie zaszkodził w jakikolwiek inny sposób. Co do nawilżenia to w moim wypadku nie bardzo. Co prawda płyn nie wysuszał mojej skóry, nie czułam ściągnięcia bezpośrednio po aplikacji, ale musiałam po chwili nakładać krem. Te z Was które mnie czytają w miarę regularnie wiedzą pewnie, że jestem prawdziwym sucharkiem jeśli chodzi o skórę twarzy, więc i tak w przypadku płynu micelarnego braku nawilżania nie traktuję jako wadę. Zresztą te z Was, które mają mniejsze problemy z przesuszaniem mogą ten aspekt działania płynu odebrać nieco inaczej :)
Przejdźmy do testu :) Poniżej efekt po jednym i po dwóch przetarciach wacikiem.
Jak widać płyn radzi sobie naprawdę bardzo dobrze. Nawiasem mówiąc, to dopiero przy testach płynów micelarnych dowiedziałam się, że ten cień w kredce z Etre Belle to taki kiler:P Szkoda że na moich powiekach nie chce dobrze wyglądać i być tak niezniszczalny :)
Pomijając te dwie pierwsze kredki to mniej więcej taki zestaw kosmetyków noszę codziennie na swojej twarzy i powiekach. Osoby, które zamierzają się ekscytować świetnym zmywaniem kosmetyków wodoodpornych uprzedzam, że ten eyeliner z Eveline moim zdaniem wodoodporny nie jest:> Dlatego też nie jestem w stanie określić jak Mixa poradzi sobie z kosmetykami prawdziwie wodoodpornymi. Ale z czystym sumieniem mogę stwierdzić, że z tymi niewodoodpornymi radzi sobie świetnie!
Myślę że cena (zwłaszcza w odniesieniu do pojemności) jest w porządku, zwłaszcza że dostajemy za te dwie dyszki naprawdę dobry produkt. Jeśli chodzi o wydajność to mi ta butelka wystarczyła na około 3 miesiące, a maluję się prawie codziennie (i zawsze zmywam makijaż!).
Jeśli jeszcze nie miałyście okazji używać tego płynu to warto go wypróbować :) Ja pewnie jeszcze do niego wrócę, a lada dzień wypróbuję słynny i kochany przez prawie całą blogosferę różowy Garnier.
Lubicie kosmetyki Mixa? Używałyście tego płynu? I najważniejsze: jaki jest Wasz ulubiony płyn micelarny?
Etykiety:
demakijaż,
Mixa,
pielęgnacja twarzy,
płyn micelarny,
recenzja









