Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polecam. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polecam. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 24 lipca 2016

Moje hity #5 (gadżety)

Już dawno nie było posta z moimi ulubieńcami, nawet nie dlatego że nie trafiam na świetne kosmetyki, tylko raczej dlatego że nie potrafię ich zebrać do kupy :) Dziś też ulubieńcy, ale nie będą to kosmetyki, tylko gadżety które znacznie ułatwiają mi życie i których używanie stało się rutyną :)

poniedziałek, 22 lutego 2016

Moje hity #4

Miała być dzisiaj recenzja, ale nie mam weny jakoś - w piątek dopadła mnie klątwa faraona i jeszcze dzisiaj nieszczególnie się czuję :( Zaczęłam przeglądać zdjęcia, które czekają na publikację i sklecenie posta i okazało się że od kilku miesięcy czekały zdjęcia z kolejną piątką ulubieńców... Jako że pojawiły się też inne godne polecenia kosmetyki, a nazbierało się też trochę gadżetów to pozmieniałam trochę koncepcje i dzisiaj pokażę Wam znów moje hity kosmetyczne, a z gadżetami zrobię osobny post.


Co nieco chyba i tak widać mimo rozmytego obrazu :) Ale po kolei:

BATISTE - suche szampony


Od bardzo długiego czasu w mojej łazience zawsze gości suchy szampon Batiste. Na razie kupuję różne rodzaje (nie miałam jeszcze dwa razy tego samego), żeby znaleźć swój ulubiony, ale chyba i tak nie będę mogła się zdecydować. To, co na pewno łączy wszystkie szampony Batiste, to ich skuteczność - dobrze odświeżają włosy nie pozbawiając ich przy tym blasku, delikatnie podnoszą je u nasady. Biały nalot który pozostawiają (to nie dotyczy wersji dla brunetek, ona zostawia ciemny nalot ☺) bez problemu można wyczesać lub wetrzeć we włosy. Te dwa szampony ze zdjęcia to wersje limitowane, obie przecudnie pachną i pewnie z uwagi na zapach będę chciała do nich wrócić jak je jeszcze spotkam. A szampony Batiste są świetnym sposobem na szybkie odświeżenie włosów kiedy nie mamy czasu na ich umycie i wysuszenie.

HARMONIQUE - masło do ciała


Jakby ktoś mi powiedział, że wśród moich ulubionych kosmetyków pielęgnacyjnych znajdzie się masło do ciała to bym go wyśmiała. Przecież ja nie cierpię tradycyjnych smarowideł! A to mnie jednak urzekło :) Pełną recenzję znajdziecie w tym poście, ale tu w skrócie napiszę, że urzekł mnie przede wszystkim zapach. Cudny - w pierwszej chwili czuć pomarańcze, ale a chwilę uwalniają się też korzenne nuty cynamonu i goździków, wszystko idealnie wyważone, świąteczne, boskie. Do tego zapachu dochodzi również fantastyczna konsystencja, szybkie wchłanianie, dobre nawilżenie. To masło pokazało mi, że mogę polubić tradycyjne smarowidła do ciała :)

SYLVECO - arnikowe mleczko oczyszczające


Nie lubię mleczek do demakijażu, ale ten produkt zastępuje u mnie wieczorem żel do mycia twarzy. Jest bardzo łagodny, nie podrażnia, dobrze oczyszcza skórę, skutecznie usuwa resztki makijażu (z pełnym makijażem też sobie poradzi, potrzeba tylko trochę czasu). Nawilża skórę, po jego użyciu na twarzy pozostaje delikatny film, który pewnie nie wszystkim przypadnie do gustu, ale mi absolutnie nie przeszkadza. Za jakiś czas pewnie ukaże się jego pełna recenzja :)

MAYBELLINE - tusz do rzęs


Jedyny kosmetyk kolorowy w tym zestawieniu. To jedna z pierwszych maskar, które kupowałam więcej niż raz. Ogólnie zawsze byłam z nich zadowolona, ale jak miałam rzęsy podrasowane odżywką Long4Lashes to ten tusz na moich rzęsach zaczął robić cuda, co możecie zobaczyć tutaj. Tusz dobrze rozdziela rzęsy, nie skleja ich, wydłuża, podkręca. Jest intensywnie czarny, nie osypuje się w ciągu dnia, nie tworzy grudek. Ale - zaznaczam - cuda robi tylko na długich rzęsach. Bez tego jest po prostu fajny :)

NOREL - krem rozjaśniająco-wygładzający z kwasem migdałowym
NOREL - hialuronowy krem aktywnie nawilżający


Obie te tubki mam z Shinyboxa, to miniatury o pojemności 25 ml. Pełnowymiarowe wersje tych kremów znajdują się w szklanych, 50 ml słoiczkach. Najpierw zaczęłam używać tego kremu z kwasem migdałowym - to było moje pierwsze spotkanie z kwasami. Już po pierwszym tygodniu byłam zachwycona - krem widocznie rozjaśnił moje przebarwienia. Wcześniej żaden krem nie poradził sobie z nimi aż tak dobrze :) Ale żeby nie było tak wesoło to zaczęły mi się pojawiać na twarzy suche skórki, krem nie radził sobie z nawilżaniem (zaznaczam że jestem typowym sucharkiem). Pomyślałam sobie "Buuu... nieudany kosmetyk od Norel :( Szkoda, bo do tej pory wszystkie się sprawdzały." Ale zanim z niego zrezygnowałam to poszłam po radę do wujka Googla - no bo skoro ja jestem taki kwasowy laik to wujek na pewno wie więcej :) No i oczywiście wiedział. Wyczytałam, że przy stosowaniu kremów z kwasami zaleca się jeszcze dodatkowo nakładanie kremów nawilżających. I wtedy poszedł w ruch krem hialuronowy. Od tej pory wszystko jest w jak najlepszym porządku: wieczorem po oczyszczeniu twarzy nakładam krem z kwasem migdałowym, a po 15-20 minutach hialuronowy - moja cera wygląda świetnie, skóra jest dobrze nawilżona (krem hialuronowy stosuję również solo na dzień), ale mam teraz dylemat. Bo chorowałam na witaminową serię od Norel, a teraz zachorowałam jeszcze na tą z kwasem migdałowym. Jak żyć Dr Wilsz, jak żyć? :)


A jaki kosmetyk Was ostatnio zachwycił?

niedziela, 27 września 2015

Filmowy zakątek #1 - Stare ale jare

Cały ostatni tydzień, aż do wczoraj, byłam dość zajęta. Nie miałam za bardzo czasu, żeby na spokojnie usiąść z książką czy przed tv lub laptopem. Dzisiejszy dzień za to jest dla mnie taką leniwą niedzielą, gdzie prawie cały dzień chodzę w piżamie, nadrabiam zaległości filmowe i serialowe, a do tego robię sobie dzień SPA - maseczki, peelingi i te sprawy.

Szukałam jakiegoś filmu do obejrzenia i postanowiłam przy okazji rozpocząć nową filmową (i pewnie również serialową) serię na blogu. Na pierwszy rzut postawiłam na filmy stare ale jare :) 


Chyba każdy z nas ma takie filmy, które widział już wiele razy a mimo to ogląda je nadal. W tym wpisie chciałabym Wam przedstawić 7 filmów - każdy z nich obejrzałam już co najmniej dziesięć razy, a jednak jak widzę je w tv to ciągle mam ochotę na kolejny raz. Nadal mnie śmieszą, nadal wzruszają i pewnie będzie tak jeszcze przez wiele lat. Jako kryterium "starości" przyjęłam rok 1990 (niektórych z Was pewnie nie było jeszcze wtedy na świecie) - wszystkie filmy powstały wcześniej. Kolejność nie ma tu większego znaczenia, wszystkie te filmy lubię prawie tak samo :) Po kliknięciu w tytuł przeniesiecie się do strony filmu na filmwebie.



Film jest ekranizacją książki Margaret Mitchell; film widziałam wiele razy, książka jest w trakcie czytania :) Główną bohaterką jest beztroska, nieco próżna i egoistyczna Scarlett O'Hara. Jej wesołe życie, pełne humoru, zabawy, flirtu i zapatrzonych w nią mężczyzn diametralnie zmienia wojna secesyjna. Rozpoczęcie wojny pokrywa się z jeszcze jednym przykrym dla Scarlett wydarzeniem - miłość jej życia ogłasza swoje zaręczyny... ale nie z nią. Splot różnych wydarzeń stawia na drodze Scarlett cynicznego, przystojnego Rhetta i można tylko przypuszczać co będzie się dalej działo. Możemy obserwować przemianę głównej bohaterki, która jak się okazuje potrafi być nie tylko próżną kokietką. Jest też silną kobietą, zdecydowaną, dumną i w gruncie rzeczy dobrą, choć ciągle egoistyczną. Lubię bardzo jej słowa, które padają na końcu filmu: "Bądź co bądź, jutro też wzejdzie słońce" - to z polskiego tłumaczenia z lektorem. W oryginale słowa brzmią "After all, tomorrow is another day!" - Bo przecież jutro też jest dzień.
Pewnie wiele z Was widziało ten film, jeśli nie - koniecznie to nadróbcie! Ja bym bardzo chciała zobaczyć go kiedyś na dużym ekranie...




Opowieść o Kasi, dziewczynie ze wsi, która dostała się na studia w Warszawie. Jej rodzice mieli nieco inną wizję jej życia i zaplanowali już jej zaręczyny i ślub z sąsiadem. Kasia ucieka więc (w dniu ślubu!) do Warszawy i próbuje tam ułożyć sobie życie. Zatrudnia się jako niania Piotrusia, którego ojcem jest (jak się później okaże) jej profesor. Pozna też swojego przyszłego męża i będzie musiała stanąć oko w oko ze swoim ojcem, który po niedoszłym ślubie twierdzi że nie ma córki! Jest śmiesznie, jest masa barwnych postaci i dziesiątki cytatów, które znam na pamięć. Uwielbiam z tym filmie Ewę Kasprzyk, egzatowaną i znerwicowaną Panią Wolańską.  Lubię łkającą Katarzynę Łaniewską, matkę głównej bohaterki (Oj córciu, moja córciu! Długo ty już panienką nie będziesz!) i stanowczego Jerzego Turka, ojca Kasi (Jak mówię to mówię, a jak mówię to wiem!).
Film doczekał się drugiej części: Galimatias, czyli Kogel-Mogel II, ale jak dla mnie nie przebił tego :)




"Oczko mu się odlepiło! Temu misiu!" - to jeden z pierwszych cytatów filmu, który wiele osób nazywa kultowym. Ja pierwszy raz obejrzałam go dość późno, bo dopiero na studiach, a film jest rok młodszy ode mnie :) Ten film to zbieranina groteski, absurdów i paradoksów czasów PRL-u. Generalnie film opowiada o perypetiach Ryszarda Ochódzkiego, prezesa klubu sportowego "Tęcza", ale jest w nim wiele scen oderwanych zupełnie od fabuły. Bareja robił naprawdę dobre komedie!



W podstawówce uwielbiałam filmy karate. I sensacyjne też, ale karate bardziej. W mojej osiedlowej wypożyczalni kaset video (tak, video a nie dvd) obejrzałam wszystkie jakie mieli, między innymi ten. Zaznaczam od razu: to wcale nie jest świetny film. On jest po prostu średni. Prosty, przewidywalny, a mimo to go uwielbiam (pewnie w dużej mierze z sentymentu). Pięciu zawodników wybranych w narodowych eliminacjach dostaje powołanie do kadry USA w zawodach karate przeciwko Korei. Dalej już tylko treningi i walki. Mimo, że znam zakończenie to na koniec zawsze płaczę :) 
Powstały jeszcze trzy kolejne części tej serii, ale żadna z nich nie była nawet w połowie tak dobra jak pierwsza.



Uwielbiam całą serię książek o Ani. Wszystkie począwszy od "Ani z Zielonego Wzgórza" aż do "Rilli ze Złotego Brzegu" czytałam wielokrotnie i niezmiennie jestem nimi zachwycona. Zaczęło się prozaicznie - od obowiązkowej lektury w szkole, a później już poszło z górki (moja Mama miała zgromadzoną całą kolekcję). Jeśli chodzi o film to powstały 3 trzy części (1985, 1987, 2000). Dwie pierwsze lubię za klimat, który odnalazłam w książkach. Perypetie rudej sieroty adoptowanej przez starszych ludzi potrafią wzruszać, śmieszyć, bawić, smucić. Na pewno nie ma tam nudy! Anię poznajemy jako trzynastolatkę, jest dziewczynką z wielkim talentem do wpadania w kłopoty :) Robi to za to z takim wdziękiem, że nie sposób jej nie polubić. Przez te kilka godzin (każdy z filmów składa się w zasadzie z dwóch części) widzimy jak Ania zawiera przyjaźnie, dorasta, zakochuje się, przeżywa wesołe i smutne chwile. Film (dwie pierwsze części) mniej lub bardziej pokrywa się z książką (książkami), za to trzeciej, tej z 2000 roku nie lubię. Nie ma nic wspólnego z powieściami Lucy Maud Montgomery, a ja za bardzo kocham te historie, żeby móc obiektywnie ocenić coś co jest ich zaprzeczeniem.



Ten film często jest w tv przy okazji jakichś świąt, nie pamiętam jakich (chyba 1 listopada, ale nie jestem pewna). Opowiada historię światowej sławy kardiochirurga, profesora Rafała Wilczura, który w dniu rocznicy ślubu dowiaduje się, że żona porzuciła go zabierając ze sobą ich córeczkę. Profesor idzie do baru zapić smutki, następnie zostaje pobity, w wyniku czego traci pamięć. Nie traci jednak swoich zdolności i umiejętności chirurgicznych. Wykorzystuje je pomagając innym ludziom, czym naraża się miejscowemu lekarzowi. Finałowa scena w sądzie zawsze wzbudza we mnie wiele emocji. Na ekranie obok grającego głównego bohatera Jerzego Bińczyckiego możemy zobaczyć również młodziutką i piękną Annę Dymną, Tomasza Stockingera, Piotra Fronczewskiego, Bożenę Dykiel czy Artur Barcisia.



Kolejna polska komedia, która zyskała miano kultowej. Któż z nas nie zna hasła "Ciemność! Widzę ciemność! Ciemność widzę!" czy "Permanentna inwigilacja". Maks i Albert w ramach naukowego eksperymentu zostają zahibernowani; budzą się w roku 2044. Okazuje się, że w "nowym świecie" nie ma mężczyzn, a władza leży w rękach Ligi Kobiet i Jej Ekscelencji. Zabawna, dowcipna opowieść z zaskakującym zakończeniem.

Tym razem to tyle. Wiem, że takich "starych ale jarych" filmów jest znacznie więcej, zresztą dla każdego będą to inne propozycje :) Moje są właśnie takie.

Widziałyście te filmy? Jaki inne stare ale jare możecie mi polecić?

sobota, 19 września 2015

YVES ROCHER - aksamitna maseczka odbudowująca Nutritive Vegetal

Jakiś czas temu w poście z moimi kosmetycznymi ulubieńcami pokazałam Wam maseczkę odbudowującą Yves Rocher z serii Nutritive Vegetal. Maseczka wylądowała już denkowej torebce, więc pora napisać o niej trochę więcej, może przy okazji skuszę którąś z Was na jej zakup :)



Aksamitna maseczka wzbogacona o koncentrat z Jesionu, pobudzający produkcję lipidów. Dzięki niemu Twoja skóra będzie intensywnie i trwale odżywiona. Produkt likwiduje uczucie ściągania i natychmiast przywraca skórze komfort.
Naukowcy Yves Rocher odkryli i opatentowali składnik, który pobudza naturalne mechanizmy odżywcze skóry – Koncentrat z jesionu. Marka Yves Rocher i jej partnerzy stworzyli przejrzysta i zrównoważoną sieć produkcji, gdzie produkcja odbywa się zgodnie ze starymi sposobami, szanującymi środowisko, gwarantującymi wysoką jakość pozyskanego składnika roślinnego.
Dodatkowy składnik aktywny: Olejek makadamia o właściwościach odżywczych.
Stosowanie: 2 razy w tygodniu, nałożyć jednolita warstwę na twarz, omijając okolice oczu. Zostawić na 5 minut. Nadmiar usunąć chusteczką, nie spłukiwać. Aby zoptymalizować działanie produktu, 1 raz w tygodniu rób delikatny peeling. Przed nałożeniem maseczki, oczyść dokładnie twarz Aksamitnym żelem do mycia twarzy.


Kosmetyki Yves Rocher można kupić online w ich sklepie internetowym oraz w firmowych sklepach stacjonarnych, których nie ma zbyt dużo. Za opakowanie o pojemności 75 ml tej maseczki w cenie regularnej zapłacimy 39,00 zł więc dość sporo. Ale jeśli jeszcze nie wiecie to w Yves Rocher w cenie regularnej kupuje się tylko produkty oznaczone zielonym punktem, pozostałe kupuje się w jednej z miliona promocji lub wybiera gratis do zamówienia ☺ Aktualnie maseczka kosztuje 26,90 zł.

Maseczka zamknięta jest w dość miękkiej, plastikowej tubce zamykanej na klik. Opakowanie w zasadzie jest nieprzezroczyste, ale pod światło można podejrzeć zużycie :) Otwór jest średniej wielkości, maseczkę wydostaje się przez niego bez żadnych problemów.


Producent określa konsystencję jako musową, ja się nie do końca z tym zgadzam (a może po prostu mam inne wyobrażenie musu). Maseczka jest aksamitna, gładka, dość treściwa. Pachnie przyjemnie, trochę owocowo, ale osobom lubiącym bezzapachowe kosmetyki do twarzy może trochę przeszkadzać - zapach jest dość intensywny, ale po zmyciu nie utrzymuje się zbyt długo na skórze. Maseczka bardzo łatwo się rozprowadza.


Jestem typowym sucharkiem, od większości kosmetyków twarzowych oczekuję przede wszystkim nawilżenia, najlepiej długotrwałego. Jak już się pewnie domyślacie - ta maseczka spełniła moje oczekiwania :) Nakładałam ją na twarz 1-2 razy w tygodniu niezbyt grubą warstwą, ale nadal widoczną (przez te kilka minut byłam Białą Damą). Na początku próbowałam ją trzymać dłużej niż zalecane 5 minut, ale wtedy maseczka trochę zastyga. Nie tak jak glinki, ale robi się lekko gumowata i trudniejsza do usunięcia. Zostałam więc przy zalecanym czasie aplikacji :) Po usunięciu maseczki skóra (już po pierwszym użyciu) była wyraźnie nawilżona, gładka, przyjemna w dotyku. Nie odczuwałam potrzeby nakładania kremu do twarzy, a to w moim przypadku jest naprawdę wyczyn.


Maseczka w ciągu tych pięciu minut częściowo wchłania się w skórę, ale w dość niewielkim stopniu, większość jednak zostaje na twarzy. Na początku starałam się usuwać te pozostałości chusteczką lub wacikiem, tak jak zaleca producent, ale ten sposób okazał się dość mozolny, poza tym musiałam dość solidnie pocierać twarz, żeby porządnie wszystko usunąć. Ostatecznie stanęło na tym, że maseczkę zdejmowałam lekko zwilżoną gąbeczką Calypso, wtedy wszystko odbywało się bezproblemowo. Mimo obecności wody (dobra, wiem że ta ilość jest minimalna) nie odczuwałam dyskomfortu, ani uczucia ściągniętej skóry. Maseczka na tyle solidnie nawilżała moją skórę, że zdarzyło mi się kilka razy nie nakładać nawet kremu na noc. Faktem jest, że moja skóra latem jest w dużo lepszej kondycji niż w okresie zimowym, ale i tak widzę pozytywny wpływ tej maseczki na moją skórę. Oczywiście maseczka mnie nie uczuliła, nie zapchała - inaczej bym jej tak nie wychwalała! Zamierzam oczywiście jeszcze ją kupić przy jakiejś okazji, Wam też szczerze polecam, zwłaszcza jeśli jesteście posiadaczkami suchej cery, jak ja.

Znacie tę maseczkę? Jaki jest Wasz ulubiony kosmetyk z Yvest Rocher?

piątek, 7 sierpnia 2015

Moje hity # 3

Masakra... jest tak gorąco że nie mam na nic siły. Lubię ciepełko, lubię słońce, lubię się opalać. Ale nie znoszę tego, że w pracy mam w pokoju około 32°C. Co innego taka temperatura na dworze, a co innego w pomieszczeniu, w pracy, gdzie wymaga się od człowieka myślenia i skupienia :P Ale lepiej nie narzekać, bo jak zacznie padać i się ochładzać to będzie jeszcze więcej powodów do marudzenia :)

Uzbierałam kolejną piątkę hitów - kosmetyków, które polubiłam od pierwszego użycia i które pojawią się u mnie na pewno jeszcze nie raz :)


Teoretycznie te produkty są ulubieńcami czerwca/lipca, aczkolwiek jeden z nich znam dłużej i lubię też dłużej :) Ale do rzeczy :)

GARNIER - płyn micelarny


Dotychczas najskuteczniejszym z używanych przeze mnie miceli była Mixa, z której byłam bardzo zadowolona (pisałam o niej tutaj). Garnier wydaje mi się jeszcze trochę lepszy i ma chyba bardziej nawilżające działanie. Jego recenzja ukaże się pewnie już niebawem, bo została mi już tylko 1/4 opakowania. Ten płyn jest tak uwielbiany przez blogosferę (przynajmniej ja odniosłam takie wrażenie), że zdziwię się jeśli o nim nie słyszałyście :)

AVON PLANET SPA - rozświetlająca maseczka do twarzy z pyłem perłowym i algami morskimi


O tej maseczce pisałam przy okazji recenzji całej serii Caribbean Escape. Zawiera delikatne drobinki peelingujące, fantastycznie nawilża moją skórę, nie podrażnia. Skóra po jej zastosowaniu jest gładka, elastyczna, rozjaśniona. Pył perłowy jest niewidoczny, poza tym maseczkę i tak zmywam wilgotną gąbką więc pewnie by się wytarł :) Ta maseczka przywróciła mi wiarę w kosmetyki Avonu :)

YVES ROCHER - aksamitna maseczka odbudowująca Nutritive Vegetal


Podobnie jak maseczkę z Avonu - polubiłam ją przede wszystkim za świetne działanie nawilżające. Do tego dochodzi przyjemny zapach, aksamitna konsystencja. Minusem może być cena regularna, ale od czego są promocje w Yves Rocher? :) Recenzja tej maseczki pewnie pojawi się jeszcze w sierpniu.

SYLVECO - odżywcza pomadka z peelingiem


Czytajcie, kupujcie, zużywajcie i znów kupujcie :) Peeling do ust w formie pomadki to rewelacyjne rozwiązanie. Do tego działanie tego konkretnego kosmetyku jest równie rewelacyjne co sam pomysł:) To jeden z takich produktów, które niby nie są niezbędne, ale dla mnie stały się nieodłączną częścią mojej pielęgnacji. 

ESSENCE - konturówki do ust


To moje odkrycie zeszłego miesiąca :) Naczytałam się o tych konturówkach tyle pozytywów, że postanowiłam sama je wypróbować. Najpierw kupiłam 07 i 15, a w sierpniu pozostałe dwa kolory. Oczywiście nie potrafiłam na zdjęciu oddać ich rzeczywistych kolorów, więc musicie mi uwierzyć na słowo że są piękne :) Mi najbardziej do gustu przypadła Honey Berry - piękna fuksja. Jestem tym trochę zdziwiona, co bo tej pory gustowałam w subtelniejszych kolorach na ustach :) Nie używam ich jako typowych konturówek, a raczej jako szminek w kredce - czyli na całe usta :) Są miękkie, kremowe, całkiem nieźle utrzymują się na ustach i dość równomiernie ścierają. Gama kolorystyczna jest trochę dziwnie skomponowana, bo kolory są do siebie dość podobne. A do tego nie ma do niech testerów (a przynajmniej w drogeriach w których ja bywam nie ma).

A tak prezentuje się cała gromadka:


Znacie? Lubicie? A może macie lepsze zamienniki do tych kosmetyków?

piątek, 12 czerwca 2015

Zajrzeć albo nie zajrzeć - oto jest pytanie!

Jesteście ciekawe co kryje się pod tak sparafrazowanym tytułem?


Ostatnio kilka razy trafiłam na posty, w których autorki polecały inne blogi. W ten sposób sama zaczęłam obserwować kilka z nich - można trafić w ten sposób na prawdziwe perełki. Postanowiłam sama też napisać taki post (a być może z czasem pojawią się kolejne), być może dzięki mnie i Wy odkryjecie coś nowego i ciekawego :)

Blogów, które obserwuję jest dość sporo, polecić chciałabym Wam wiele z nich, ale musiałam przyjąć jakieś kryteria :) Postanowiłam, że zaproponowanych blogów będzie pięć. A kryteria? Są w zasadzie dwa.

1 - Nie wiem jak Wy, ale ja nowe posty śledzę za pomocą listy czytelniczej bloggera. Codziennie przeglądam i czytam posty, aż dojdę do tego, który już czytałam. Nie należę do osób, które często komentują, ale za to czytam prawie wszystko, naprawdę rzadko kiedy odpuszczam sobie czytanie jakiegoś posta. A co bym zrobiła gdyby nie było listy czytelniczej? Na które blogi wchodziłabym codziennie, żeby sprawdzić czy pojawił się nowy wpis? To właśnie pierwsze kryterium :)

2 - Komentuję rzadko, ale za to zawsze zaznaczam sobie wtedy że chcę otrzymać informację o nowych komentarzach, żeby nie przegapić ewentualnej odpowiedzi od autorki. W zależności od tego czy jej komentarz wymaga mojej dalszej odpowiedzi czy tez nie - albo odpowiadam albo przestaję subskrybować komentarze do posta (ale oczywiście nie przestaję obserwować bloga). Są też takie blogi, gdzie mimo że uzyskałam odpowiedź autorki, mimo że nie wymaga to mojego dalszego komentarza, to jednak subskrypcję komentarzy z różnych względów zostawiam włączoną :) I to jest drugie kryterium do dzisiejszej minilisty.

Blogów, które spełniają oba te kryteria jest więcej niż pięć, ale nie chciałam podawać ich wszystkich na raz. Myślę, że mogą się one pojawić w kolejnych postach tego typu :) A dzisiaj przedstawiam Wam pięć blogów spełniających moje kryteria, które przyszły mi do głowy jako pierwsze. Kolejność jest przypadkowa, a wszystkie poniższe zdjęcia pochodzą bezpośrednio z blogów dziewczyn, mam nadzieję że nie będą miały mi za złe tego podkradania :D

☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼



Znacie Malkontentkę vel sisi? Nie pamiętam już nawet jak trafiłam na jej bloga. Wydaje mi się że to była właśnie albo tego typu lista polecanych blogów, a może zajrzałam do niej bo skomentowała u mnie jakiś post? W każdym razie jak już zawędrowałam, to zostałam na dłużej i nie zamierzam uciekać. Na jej blogu znajdziecie przeróżne tematy: są czwartki z kulturą, jest sporo tematów dotyczących codziennych zmagań z życiem, jest też co nieco o kosmetykach. I najważniejsze: jest Franka!


A jeśli chcecie wiedzieć jakie jest podejście sisi do blogowania i co w blogowaniu jest dla niej najważniejsze zajrzyjcie tutaj.

☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼

SMARUJĘ, WCIERAM, MALUJĘ



Agata, czyli mama Tomasza pisze o kosmetykach. Ale jak ona pisze! Z humorem, pasją, nie ma tam żadnego nadęcia, żadnego "ą, ę, przez bibułkę". Jej recenzje są ciekawe, dowcipne i często poprawiają humor. Na jej bloga trafiłam szukając informacji o jakimś produkcie z Yves Rocher. Okazało się, że Agata ma do YR podobną słabość jak ja, a niecne mechanizmy działania tej "kosmetycznej sekty" opisała w przezabawnym poście. Musicie to przeczytać :)

☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼


Znacie Mineralną Kasię? Nie? Ach, bo Wy pewnie znacie scarlet23 :) Do Kasi trafiłam, bo komentowała posty na moim blogu. Najpierw zaglądałam do niej sporadycznie, później zaczęłam obserwować i nadal nie mogę ogarnąć skąd ona czerpie te wszystkie swoje pomysły na kosmetyki! Bo jeśli jeszcze jakimś cudem nie zaglądałyście na jej bloga, to nie wiecie że Kasia sama robi kosmetyki! Taaaakie cudeńka :) Zazdroszczę zdolności. Nawet nie wiem który post Wam podlinkować, bo wszystkie są świetne. Ale niech będą muffinki, bo ja lubię wypieki :)

http://www.mineralnyswiatkasi.pl/2015/05/muffinki-peelingujace-pod-prysznic-diy.html

☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼



Joko pisze głównie o kosmetykach, ale nie tylko. Jej recenzje są zawsze pełne pięknych zdjęć, aż chciałoby się mieć każdy z kosmetyków, nawet jak okazuje się że wcale nie jest taki fajny na jaki wyglądał :) Ale to co uwielbiam na blogu Joko najbardziej to akcja Celebruj Chwile. To kopalnia niekończących się inspiracji i pomysłów nadsyłanych przez czytelników bloga na ustalony temat, wpisujący się w ramy aktualnej akcji. Ostatnia była Wielkanoc&Wiosna, teraz z niecierpliwością czekam na kolejną, letnią odsłonę akcji :)

☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼




Jak nazwa wskazuje - Kasia prowadzi bloga urodowego - kosmetyki, kosmetyki, kosmetyki. Lubię czytać jej recenzje głównie dlatego, że Kasia ma podobną cerę do mojej, więc istnieje spore prawdopodobieństwo, że jak u niej coś się dobrze sprawdzi to u mnie może być podobnie. Ale oczywiście zdaję sobie sprawę, że na to nie ma reguły! Zauważyłam też że Kasia ma awersję do osób, którym nie chce się czytać postów, a zostawiają komentarze nie wiadomo po co. Autorka potrafi wtedy być kąśliwa :)


☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼ ☼

Tym razem to tyle :) Znacie te blogi? Jeśli nie to koniecznie na nie zajrzyjcie! A może macie jakieś blogi do polecenia? Lubicie tego typu posty?