To mój pierwszy post w tym roku, więc korzystając z okazji chciałabym Wam życzyć, żeby był on jeszcze lepszy od poprzedniego, żeby powoli małymi krokami udało Wam się osiągnąć wszystkie założone cele, a każdy dzień przynosił Wam jakiś powód do uśmiechu :) Mój nowy rok nie zaczął się najprzyjemniej, jeszcze przed Sylwestrem się rozchorowałam i chyba nie wyleczyłam się do końca i porządnie, bo od tego czasu jestem przeziębiona już trzeci raz. Tym razem jednak postanowiłam się porządnie wyleżeć, zwłaszcza że z gorączką powyżej 38 stopni w pracy i tak nie byłoby ze mnie żadnego pożytku. Ale nie marudzę więcej i przechodzę do jednej z zaległych recenzji. Jakiś czas temu w Rossmannie i na Waszych blogach / instagramach / facebookach rzuciła mi się w oczy pomadka peelingująca z Eveline. Jak pewnie wiecie taki produkt marki Sylveco gościł u mnie już niejeden raz, jest moim hitem i pewnie zawsze będę wychwalać go pod niebiosa. A jak będzie z moim nowym nabytkiem?
GENTLE EXFOLIATING LIP SCRUB łączy w sobie zaawansowaną technologicznie formułę GOTALENE RS oraz drogocenne, naturalne olejki roślinne: arganowy, migdałowy, kokosowy i awokado. Aktywne składniki odżywcze olejków zapewniają optymalny poziom nawilżenia, wygładzenia i odżywienia. Koktajl witamin E i C hamuje proces starzenia, sprzyja syntezie ceramidów, wzmacniając barierę lipidową naskórka. Przeciwdziała rozpadowi kolagenu oraz stymuluje jego syntezę. Usta odzyskują wyraźny kontur, blask oraz zdrowy i piękny wygląd. Formuła bogata w delikatne drobinki bardzo łagodnie usuwa martwe komórki naskórka, wygładza usta, zapobiegając ich pękaniu i podrażnieniom.
Z dostępnością kosmetyków Eveline nie ma chyba żadnych problemów. Z łatwością dostaniecie je w większości drogerii - tych sieciowych i niesieciowych, tych stacjonarnych i internetowych. Dodatkowo Eveline ma też swój sklep internetowy. Za tę pomadkę o gramaturze 4,5 g zapłacimy w granicach 15-18 zł.
Sama pomadka zamknięta jest w klasycznym, plastikowym opakowaniu, różowym ze złotymi napisami. Dla mnie osobiście nieco kiczowatym i tandetnym, ale ja ogólnie nie przepadam za różowym kolorem :) Napisy z opakowania się ścierają bardzo łatwo, więc jeśli zamierzacie je nosić w torebce to liczcie się z tym, że po krótkim czasie zostanie Wam tylko sam różowy plastik. Dodatkowo pomadka początkowo była zabezpieczona naklejką i zapakowana w całkiem estetyczny kartonik. Oczywiście jak na Eveline przystało obietnice ileśtamwjednym, w tym wypadku 8w1.
Sztyft nie jest zbyt twardy, dość łatwo rozsmarowuje się na ustach. Na samym
początku drobinek peelingujących nie widać, pokazują się dopiero po
kilku użyciach. Jest ich całkiem sporo, są drobniutkie i radzą sobie ze złuszczaniem naskórka. Zapach jest słodki, taki trochę landrynkowy:) Wyczuwam go tylko w
opakowaniu, na ustach wydaje mi się niewyczuwalny.
Zdecydowanie bardziej wolę peelingi do ust w formie pomadek, niż te w słoiczkach, są przede wszystkim dużo wygodniejsze. Owszem, zdaję sobie sprawę, że peeling do ust nie jest niezbędnym kosmetykiem, podobny efekt możemy podobno uzyskać szczoteczką do zębów :) Ale ja po zakupie swojej pierwszej pomadki peelingującej Sylveco nie wyobrażam sobie nie mieć pod ręką kupnego peelingu. O moich zachwytach nad Sylveco już wiecie, nie raz na blogu o niej pisałam. Jak w starciu z moim hitem wypadła pomadka z Eveline? Zacznijmy może od względów najbardziej obiektywnych: cena - tu korzystniej wypada Sylveco, które kosztuje 10-12 zł, ale za to Eveline w promocji można upolować w podobnej cenie, więc ten argument nie ma aż takiego znaczenia. Opakowanie - pomijając kwestie kolorystyczne to Eveline również wypada w mojej opinii nieco słabiej, przez ścierające się napisy (Sylveco do samego końca pozostaje w takim samym stanie). Ale przecież nie te cechy są najważniejsze - najbardziej chyba przy zakupie powinnyśmy się kierować skutecznością i walorami pielęgnacyjnymi :)
Jak już pisałam wyżej drobinki peelingujące radzą sobie ze złuszczaniem i wygładzaniem naskórka. Jest niestety jedno ale. Te drobinki są jakby plastikowe, nie rozpuszczają się na ustach pod wpływem ciepła ani pocierania, więc musimy je później zetrzeć. Ja już się przyzwyczaiłam do tego, że przy Sylveco mogę zlizać a nawet zjeść drobinki cukru trzcinowego. Pod względem nawilżania ust niestety pomadka z Eveline wypada niestety dość mizernie. Już po chwili od nałożenia czuję, że powinnam nałożyć jeszcze jakiś balsam albo jakiś inny produkt nawilżający, więc powoływanie się dobroczynne działanie olejków jest zdecydowanie na wyrost. Pod tym względem również Sylveco wypada zdecydowanie lepiej.
A teraz nie odnosząc się już do mojego hitu (bo chyba nic go nie pobije) spróbuję zweryfikować te osiem obietnic producenta :)
♦ oczyszczenie - hmmm... pewnie tak, choć nigdy nie wpadłabym na to, że pomadka (jakakolwiek) mogłaby występować w roli produktu oczyszczającego;
♦ wygładzenie - tak, tu się zgodzę, pomadka radzi sobie z wygładzeniem ust;
♦ nawilżenie - niestety, tak jak napisałam wyżej nawilżenie jest bardzo słabe;
♦ regeneruje - ja tego nie zauważyłam, pewnie spisałaby się pod tym względem lepiej gdyby jej właściwości pielęgnacyjne były lepsze;
♦ ujędrnia - no niech będzie, że pod wpływem wygładzenia i złuszczenia usta stają się nieco ujędrnione, choć też nie jestem do tego jakoś bardzo przekonana;
♦ napina - tu podobna sytuacja jak z ujędrnieniem;
♦ poprawia kontur - w tej kwestii nie zaobserwowałam żadnych zmian;
♦ niweluje zmarszczki - też nic takiego nie zauważyłam, chyba że znów producentowi chodzi o efekt wygładzenia.
Podsumowując - to nie jest całkiem zły produkt. Swoje podstawowe zadanie, czyli złuszczenie i wygładzenie spełnia naprawdę całkiem nieźle. Ale jeśli kiedykolwiek sięgnęłyście już po pomadkę Sylveco, to Eveline na pewno wypadnie przy niej blado i możecie się rozczarować. Jeśli nie miałyście żadnej - możecie ją wypróbować, a później kupić Sylveco i sprawdzić jaka jest różnica między ziemią a niebem :)
Używacie pomadek peelingujących? Znalazłyście w tej kwestii swojego ulubieńca? A może same robicie peelingi do ust?
Miałam kiedyś pomadkę z Sylveco i była OK, ale tak jak piszesz - nie jest to niezbędny produkt ;)
OdpowiedzUsuńNie jest niezbędny, ale z drugiej strony tak bardzo polubiłam tą z Sylveco, że staram się zawsze mieć ją pod ręką :)
UsuńTej nie znam ale z pomadką Sylveco się nie polubiłam. Za to pomadka z Bell jest super :D
OdpowiedzUsuńTą z Bell też pewnie wypróbuję :) Nie wiesz czy są w Biedronce?
UsuńSylveco o wiele lepsza;)
OdpowiedzUsuńZdecydowanie tak :)
Usuńa w rossmannie zastanawiałam się nad jej kupnem ostatnio ;/
OdpowiedzUsuńMoim zdaniem lepiej postawić na Sylveco (jeśli masz taką możliwość) :)
Usuńmoim ulubieńcem jest sylveco. na początku zapach mnie drażnił, ale już się przyzwyczaiłam. uwielbiam go za dobre zdzieranie i przede wszystkim pielęgnację!:)
OdpowiedzUsuńA ja zapach Sylveco zawsze lubiłam :)
UsuńŁadna rózowiutka.
OdpowiedzUsuńNie da się ukryć :)
Usuń... dlaczego nie lubię Eveline? Hmm... zapomniałam, ale cos mi dokuczylo w którymś z ich specjałów.
OdpowiedzUsuńMówiłam- rzuć parówki, będziesz zdrowa!
Ej! wiesz jak dawno już nie jadłam parówek? Może to właśnie znak, że powinnam je sobie kupić? :)
UsuńNie znam jej, ale od początku trochę wątpiłam, że okaże się lepsza :P
OdpowiedzUsuńChyba nic nie pobije Sylveco :)
Usuńpowiem szczerze, że na początku rzuciła mi się w oczy, ale chyba raczej wolę sięgnąć po sylveco :)
OdpowiedzUsuńJa też ją bardziej polecam :)
UsuńNie znam produktu. Dla mnie peelingi do ust to strata pieniędzy.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
Ja tak nie uważam, nie jest to zbyt duży koszt, a właściwości wiele rekompensują. Ale oczywiście masz prawo mieć inne zdanie :)
UsuńJa sama robię sobie peeling do ust ;)
OdpowiedzUsuńMi się nie chce :P
UsuńU mnie nadal na podium stoi niezdarta Sylveco, z Ewelina się moje usta nie polubiły niestety.
OdpowiedzUsuńSylveco the best :)
Usuńjakoś mnie nie przekonuje:)
OdpowiedzUsuńBo to w sumie nic specjalnego :)
Usuń