piątek, 12 grudnia 2014

Grudniowe zakupy, postanowienie i... szok!

W grudniu nie zaszalałam za bardzo z zakupami, z czego się bardzo cieszę:) Dodatkowo prezentowane dzisiaj zakupy zrobione były (przynajmniej częściowo) z zamysłem drobnych podarunków podchoinkowych dla bliższych i dalszych mi osób:)


Z katalogu Avonu zamówiłam promocyjny zestaw w koszyczku za niecałe 40 zł, zamierzam te produkty właśnie sprezentować, choć nie wiem jeszcze czy wszystkie :) Generalnie z Avonu kosmetyki zamawiałam baaardzo dawno, jeszcze na studiach (a to było ładnych kilka lat temu). Później jakoś nie miałam żadnej znajomej konsultantki i jakoś rozstałam się z Avonem na dłużej. A ostatnio okazało się, że jedna z moich koleżanek z pracy jest konsultantką zarówno Avonu jak i Oriflame, więc pewnie od czasu do czasu będę się u niej zaopatrywała:)
Pozostałe pozaavonowe zakupy to już moja grudniowa konieczność:)


Te produkty na pewno polecą pod choinkę, choć jeszcze nie wiem do kogo.

PŁYN DO KĄPIELI - bardzo lubiłam te płyny, zawsze czekałyśmy ze współlokatorką aż będzie na nie jakaś fajna promocja, żeby zaopatrzyć się na zapas:) W zamówionym przeze mnie koszyczku jest płyn konwaliowy. Z tego co kojarzę (a nie mogę sprawdzić bo butelka zabezpieczona jest sreberkiem) to jest to zapach dość słodki, więc i tak nie przypadłby mi do gustu. Zresztą wszelkich żeli i płynów mam chwilowo spory zapas:)

SZAMPON WYGŁADZAJĄCY MIÓD I JOJOBA - szampony z Avonu nigdy mi nie pasowały, z reguły już po jednym/dwóch użyciach pojawiał się u mnie łupież, więc bez żalu go sprezentuję:)

NAWILŻAJĄCY KREMOWY ŻEL POD PRYSZNIC - "za moich czasów" chyba nie było tych żeli, w każdym razie ich nie kojarzę:). Kolejnego prysznicowego kosmetyku nie potrzebuję, dodatkowo ten również ma słodkawy zapach, więc nie do końca jest w moim guście:)


MINERALNY OLEJEK W SPRAYU Z POŁYSKUJĄCYMI DROBINKAMI - z uwagi na te drobinki jest to moim zdaniem raczej produkt na lato. Na razie nie mam pomysłu komu mogłabym go dać, ale raczej też zostanie sprezentowany.

ODŻYWCZY SCRUB DO RĄK I STÓP Z MASŁEM SHEA - ten produkt chyba sobie zostawię, akurat kończy mi się peeling do stóp, więc miałabym coś na zmianę. Zwłaszcza że mogłabym znów przetestować coś nowego, bo go jeszcze nie używałam.


DELIA - Szampon koloryzujący - Nie używałam jeszcze saszetek z Delii, zobaczymy jak się spisze:) Dużym plusem tego typu produktów jest ich cena (raczej nie przekracza 5-6 zł), poza tym jak kolor się nie sprawdzi to łatwo jest go zastąpić innym:)

CATRICE CAMOUFLAGE - potrzebowałam fajnego korektora, bo mój poprzedni to jakaś porażka. Pewnie pojawi się w denku, mimo że nie zużyłam go nawet w połowie:> A z tego zakupu jestem jak na razie bardzo zadowolona, ale to dopiero kilka użyć, zobaczymy jak się spisze na dłuższą metę:)

LIRENE CITY MATT - miałam wcześniej wersję Shiny Touch, z której byłam zadowolona, więc mam nadzieję że z tym będzie podobnie. Generalnie jak wpadłam do Hebe to chyba z godzinę próbowałam coś wybrać - jak konsystencja i krycie były w porządku, to nie znalazłam odpowiedniego odcienia. Jak znalazłam pasujący odcień to cena mi się nie podobała. Jak cena była w porządku to nie pasowało mi krycie. I tak w kółko:P

Tym sposobem zakończyłam pierwszą część posta - zakupy, więc mogę przejść do kolejnej :D
POSTANOWIENIE:
W grudniu nie zrobię już więcej zakupów kosmetycznych, a w styczniu nie kupię więcej niż 3 kosmetyki!
Stwierdziłam ostatnio że po zakupie korektora i fluidu mam już wszystko, więc wszelkie ewentualne zakupy byłyby tylko zachciankami, a w grudniu i tak jest sporo wydatków:> W styczniu też nie przewiduję jakiegoś wielkiego opustoszenia, dlatego wyznaczyłam sobie taki limit:) Aha, Shinybox się nie liczy:D

A teraz czas na trzecią, ostatnią część mojego posta: SZOK!
Oglądałam dzisiaj ostatni katalog Oriflame. Wiedziałyście, że oni mają w swojej ofercie batonik proteinowy czekoladowy i o smaku owoców leśnych? Pal licho, że mają coś takiego w ofercie. Oni to sprzedają za 50 zł!!! Poważnie! Batonik o wadze 40g kosztuje 49,90 zł! Serio? Ktoś to kupuje? Ktoś płaci prawie 50 zł za około 150 kcal? Dla mnie taki mały batonik za tak wielką cenę musiałby mnie od razu odchudzić z 5 kg i jeszcze do tego zrobić mi kawę:) Masakra, ciągle nie mogę w to uwierzyć:) Ja rozumiem, że proteiny, że zdrowo, blablabla... Ale 50 zł? Really?

A jak tam Wasze zakupy? Te kosmetyczne i te podchoinkowe? Macie już przygotowane wszystkie prezenty? No i czy słyszałyście o tych batonikach? :)


4 komentarze:

  1. O batonikach nie słyszałam ale nieźle polecieli...wżyciu bym nie kupiła...moje zakupy jeszcze stoją w miejscu :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Batoniki to naprawdę jakaś masakra... U mnie z prezentami na szczęście wczoraj się trochę ruszyło - zaliczyłam dość udane zakupy. Ale nie mam jeszcze wszystkiego - pewnie jak zwykle będę kupować na ostatnią chwilę:/

      Usuń
  2. Te batoniki kojarzę ale 50zł kosztuje całe pudełko a tam jest ich prawie 30, nie pamiętam dokładnie;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Specjalnie poszperałam - jest ich całe 7 sztuk w opakowaniu, więc wychodzi około 7 zł za batonik. Rzeczywiście brzmi dużo lepiej, ale i tak kosmicznie drogo za 40g :P

      Usuń

Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz. W miarę możliwości staram się odwiedzać Wasze blogi :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...