wtorek, 29 września 2015

Wrześniowe zakupy i inne nowości

Bardzo szybko przeleciał mi ten miesiąc, byłam przekonana że to jeszcze jeden tydzień do końca, ale mój kalendarz uparcie twierdzi coś innego. Chyba muszę mu uwierzyć :) We wrześniu pojawiło się u mnie kilka nowości, ale nie wszystkie sama kupiłam. Myślę że nie poszalałam za bardzo, ale bardziej oszczędna też mogłam być :)


Pierwsze zakupy pochodzą z facebookowej strony wymiankowej - dziewczyny założyły ją głównie z myślą o wymianie/sprzedaży nietrafionych bądź zalegających kosmetyków z boxów, ale oczywiście można trafić też na inne.


BANIA AGAFII - drożdżowa maska do włosów
Miałam już ją kiedyś i byłam z niej całkiem zadowolona, więc korzystając z okazji postanowiłam do niej wrócić. Nie wiem czy wpływa na szybszy wzrost włosów, bo ich wtedy nie mierzyłam i teraz też nie zamierzam :)

BANIA AGAFII - balsam do włosów aktywator wzrostu
Ten balsam też już miałam w Shiny i też się dobrze sprawdził. Dodatkowo dziewczyna, od której kupiłam kosmetyk dorzuciła mi kilka próbek, które tez się przydadzą :)

Kolejne zakupy to Oriflame, zupełnie zapomniałam o nich bo zamówiłam je jeszcze chyba w lipcu albo sierpniu, ale dopiero we wrześniu do mnie dotarły.


ORIFLAME - krem do rąk
Potrzebowałam czegoś niedużego do pracy lub do torebki, a ta tubka idealnie wpasowała się w moje potrzeby. Dodatkowo kosztowała tylko 4 zł.

ORIFLAME - krem do stóp
Krem w zasadzie wzięłam z uwagi na dołączone do niego gratisowo skarpetki bawełniane, ale krem oczywiście tez zużyję :)

Pisałam Wam już w tym poście, że wzięłam udział w akcji "Podziel się postem", którą marka Norel organizuje co jakiś czas na swoim fanpage. Polubcie ich i próbujcie swoich sił, może i Wam się uda :) Recenzje pewnie ukażą niebawem.


NOREL - Anti-Age mleczko-tonik
Delikatna emulsja łącząca działanie mleczka i toniku, można ją również używać do demakijażu. W składzie kosmetyku zaintrygował mnie czarci pazur - roślina o której nigdy wcześniej nie słyszałam.

NOREL - Profiller serum wypełniające zmarszczki
Serum zawiera aktywator kwasu hialuronowego, ma głęboko i długotrwale nawilżać skórę nadając jej gładkość i elastyczność. Producent zaleca stosowanie serum do codziennej pielęgnacji lub w kuracji przez minimum 10 dni.

NOREL - liftingujący krem żurawinowy pod oczy
Krem ma liftingować i redukować zmarszczki mimiczne, poprzez rozluźnienie mikronaprężeń w skórze (botox like). Dodatkowo ma regenerować i rozświetlać skórę wokół oczu. 

W poszukiwaniu idealnego azjatyckiego kremu BB zawędrowałam na stronę Skin79 w celu zakupienia kilku testerów. Ale przecież jak wiadomo - przesyłka kosztuje. A żeby nie kosztowała to trzeba kupić coś jeszcze :)


Zdecydowałam się na zakup kolorowych maseczek w płacie, które nie dość że miały obniżoną cenę (z 15,00 zł na 9,90 zł) to jeszcze do każdej była dodawana druga gratis :) Dodatkowo od sklepu dostałam też kilka gratisów. Maseczki są nie tylko dla mnie, część znajdzie nowy dom.

Pod koniec miesiąca wybrałam się do Natury po same potrzebne rzeczy. No, prawie same potrzebne rzeczy.


JOANNA - farba do włosów
Używałam wcześniej innej farby z Joanny i byłam z niej bardzo zadowolona. Postanowiłam wypróbować też inną, ale zostałam przy tym samym kolorze - orzechowy brąz.

BATISTE - suchy szampon do włosów
Mój dobił dna, więc kupiłam kolejny. Zadecydowałam się na nowość Neon lights. I całkiem zapomniałam że kilka dni wcześniej powiedziałam mojej Siostrze, żeby kupiła mi Batiste przy okazji zakupów w Rossku. Czyli mam teraz dwa :)

KOBO  - cień do powiek
Bardzo lubię cienie Kobo, o czym mogłyście poczytać w tym poście. Cień w odcieniu 203 (Raspberry pink) wołał do mnie z koszyczka z przecenami. Szkoda było mi go nie wziąć za 3,59 zł :)

Bardzo miłą niespodziankę miałam czytając post z wynikami konkursu u Sisi. Malkontentka wcale nie jest taką malkontentką za jaką chciałaby uchodzić :) Tym razem była raczej jak dobry duszek albo święty Mikołaj, bo oprócz nagrody głównej przyznała jeszcze pięć dodatkowych (w tym dwie tajne)!


IKAROV - woda różana
Czytałam o niej już na wielu blogach i kusiło mnie żeby ją kupić. Ale po pierwsze produktów twarzowych ci u nas dostatek (u mnie znaczy się), a po drugie nie wiedziałam czy będzie mi odpowiadać różany zapach. Teraz już się nie muszę zastanawiać - będę jej na pewno używała do maseczek z glinki i pewnie znajdę jeszcze jakieś zastosowanie.

EIEI - organiczne surowe nierafinowane masło shea
Miałam kiedyś malutką próbkę nierafinowanego masła shea innej marki w Shinyboxie i byłam zachwycona jego działaniem, ale za to rozczarowana zapachem - śmierdziało jak popielniczka. To masło na szczęście ma całkiem przyjemny zapach, lekko orzechowy, więc pozostaje mi tylko wierzyć że działanie będzie również świetne.

A na koniec porcja chińszczyzny:


ZEGARKI:
Pierwszy z kwiatuszkami kosztował 1,52 $ (6,02 zł). Nie wiem jak oglądałam zdjęcia, ale byłam przekonana że jest srebrny, a nie złoty. Jest naprawdę bardzo ładny, ale ja złota nie noszę więc pewnie go komuś sprezentuję. Środkowy zegarek kosztował 1,70 $ (6,72 zł) i jestem z niego bardzo zadowolona. Pasek jest nieco za gruby, ale to akurat najmniejszy problem. Ostatni zegarek kosztował 1,53 $ (6,06 zł) i jest troszkę mniejszy niż myślałam. Muszę chyba kupić do niego baterię, bo albo z tą jest coś nie tak albo zegarek jest uszkodzony (czas biegnie na nim wolniej niż w rzeczywistości :)

NAKLEJKI WODNE NA PAZNOKCIE
Każdy arkusik kosztował 0,11 $, więc za 6 sztuk zapłaciłam 2,63 zł. Na zdjęciu brakuje naklejek ze Sponge Bobem, bo gwizdnęła mi je moja siostrzenica :)

Tradycyjnie jak co miesiąc dotarło do mnie pudełko Shinybox, o którym możecie przeczytać tutaj.


Wpadło Wam coś w oko? A jak tam Wasze jesienne zakupy?

niedziela, 27 września 2015

Filmowy zakątek #1 - Stare ale jare

Cały ostatni tydzień, aż do wczoraj, byłam dość zajęta. Nie miałam za bardzo czasu, żeby na spokojnie usiąść z książką czy przed tv lub laptopem. Dzisiejszy dzień za to jest dla mnie taką leniwą niedzielą, gdzie prawie cały dzień chodzę w piżamie, nadrabiam zaległości filmowe i serialowe, a do tego robię sobie dzień SPA - maseczki, peelingi i te sprawy.

Szukałam jakiegoś filmu do obejrzenia i postanowiłam przy okazji rozpocząć nową filmową (i pewnie również serialową) serię na blogu. Na pierwszy rzut postawiłam na filmy stare ale jare :) 


Chyba każdy z nas ma takie filmy, które widział już wiele razy a mimo to ogląda je nadal. W tym wpisie chciałabym Wam przedstawić 7 filmów - każdy z nich obejrzałam już co najmniej dziesięć razy, a jednak jak widzę je w tv to ciągle mam ochotę na kolejny raz. Nadal mnie śmieszą, nadal wzruszają i pewnie będzie tak jeszcze przez wiele lat. Jako kryterium "starości" przyjęłam rok 1990 (niektórych z Was pewnie nie było jeszcze wtedy na świecie) - wszystkie filmy powstały wcześniej. Kolejność nie ma tu większego znaczenia, wszystkie te filmy lubię prawie tak samo :) Po kliknięciu w tytuł przeniesiecie się do strony filmu na filmwebie.



Film jest ekranizacją książki Margaret Mitchell; film widziałam wiele razy, książka jest w trakcie czytania :) Główną bohaterką jest beztroska, nieco próżna i egoistyczna Scarlett O'Hara. Jej wesołe życie, pełne humoru, zabawy, flirtu i zapatrzonych w nią mężczyzn diametralnie zmienia wojna secesyjna. Rozpoczęcie wojny pokrywa się z jeszcze jednym przykrym dla Scarlett wydarzeniem - miłość jej życia ogłasza swoje zaręczyny... ale nie z nią. Splot różnych wydarzeń stawia na drodze Scarlett cynicznego, przystojnego Rhetta i można tylko przypuszczać co będzie się dalej działo. Możemy obserwować przemianę głównej bohaterki, która jak się okazuje potrafi być nie tylko próżną kokietką. Jest też silną kobietą, zdecydowaną, dumną i w gruncie rzeczy dobrą, choć ciągle egoistyczną. Lubię bardzo jej słowa, które padają na końcu filmu: "Bądź co bądź, jutro też wzejdzie słońce" - to z polskiego tłumaczenia z lektorem. W oryginale słowa brzmią "After all, tomorrow is another day!" - Bo przecież jutro też jest dzień.
Pewnie wiele z Was widziało ten film, jeśli nie - koniecznie to nadróbcie! Ja bym bardzo chciała zobaczyć go kiedyś na dużym ekranie...




Opowieść o Kasi, dziewczynie ze wsi, która dostała się na studia w Warszawie. Jej rodzice mieli nieco inną wizję jej życia i zaplanowali już jej zaręczyny i ślub z sąsiadem. Kasia ucieka więc (w dniu ślubu!) do Warszawy i próbuje tam ułożyć sobie życie. Zatrudnia się jako niania Piotrusia, którego ojcem jest (jak się później okaże) jej profesor. Pozna też swojego przyszłego męża i będzie musiała stanąć oko w oko ze swoim ojcem, który po niedoszłym ślubie twierdzi że nie ma córki! Jest śmiesznie, jest masa barwnych postaci i dziesiątki cytatów, które znam na pamięć. Uwielbiam z tym filmie Ewę Kasprzyk, egzatowaną i znerwicowaną Panią Wolańską.  Lubię łkającą Katarzynę Łaniewską, matkę głównej bohaterki (Oj córciu, moja córciu! Długo ty już panienką nie będziesz!) i stanowczego Jerzego Turka, ojca Kasi (Jak mówię to mówię, a jak mówię to wiem!).
Film doczekał się drugiej części: Galimatias, czyli Kogel-Mogel II, ale jak dla mnie nie przebił tego :)




"Oczko mu się odlepiło! Temu misiu!" - to jeden z pierwszych cytatów filmu, który wiele osób nazywa kultowym. Ja pierwszy raz obejrzałam go dość późno, bo dopiero na studiach, a film jest rok młodszy ode mnie :) Ten film to zbieranina groteski, absurdów i paradoksów czasów PRL-u. Generalnie film opowiada o perypetiach Ryszarda Ochódzkiego, prezesa klubu sportowego "Tęcza", ale jest w nim wiele scen oderwanych zupełnie od fabuły. Bareja robił naprawdę dobre komedie!



W podstawówce uwielbiałam filmy karate. I sensacyjne też, ale karate bardziej. W mojej osiedlowej wypożyczalni kaset video (tak, video a nie dvd) obejrzałam wszystkie jakie mieli, między innymi ten. Zaznaczam od razu: to wcale nie jest świetny film. On jest po prostu średni. Prosty, przewidywalny, a mimo to go uwielbiam (pewnie w dużej mierze z sentymentu). Pięciu zawodników wybranych w narodowych eliminacjach dostaje powołanie do kadry USA w zawodach karate przeciwko Korei. Dalej już tylko treningi i walki. Mimo, że znam zakończenie to na koniec zawsze płaczę :) 
Powstały jeszcze trzy kolejne części tej serii, ale żadna z nich nie była nawet w połowie tak dobra jak pierwsza.



Uwielbiam całą serię książek o Ani. Wszystkie począwszy od "Ani z Zielonego Wzgórza" aż do "Rilli ze Złotego Brzegu" czytałam wielokrotnie i niezmiennie jestem nimi zachwycona. Zaczęło się prozaicznie - od obowiązkowej lektury w szkole, a później już poszło z górki (moja Mama miała zgromadzoną całą kolekcję). Jeśli chodzi o film to powstały 3 trzy części (1985, 1987, 2000). Dwie pierwsze lubię za klimat, który odnalazłam w książkach. Perypetie rudej sieroty adoptowanej przez starszych ludzi potrafią wzruszać, śmieszyć, bawić, smucić. Na pewno nie ma tam nudy! Anię poznajemy jako trzynastolatkę, jest dziewczynką z wielkim talentem do wpadania w kłopoty :) Robi to za to z takim wdziękiem, że nie sposób jej nie polubić. Przez te kilka godzin (każdy z filmów składa się w zasadzie z dwóch części) widzimy jak Ania zawiera przyjaźnie, dorasta, zakochuje się, przeżywa wesołe i smutne chwile. Film (dwie pierwsze części) mniej lub bardziej pokrywa się z książką (książkami), za to trzeciej, tej z 2000 roku nie lubię. Nie ma nic wspólnego z powieściami Lucy Maud Montgomery, a ja za bardzo kocham te historie, żeby móc obiektywnie ocenić coś co jest ich zaprzeczeniem.



Ten film często jest w tv przy okazji jakichś świąt, nie pamiętam jakich (chyba 1 listopada, ale nie jestem pewna). Opowiada historię światowej sławy kardiochirurga, profesora Rafała Wilczura, który w dniu rocznicy ślubu dowiaduje się, że żona porzuciła go zabierając ze sobą ich córeczkę. Profesor idzie do baru zapić smutki, następnie zostaje pobity, w wyniku czego traci pamięć. Nie traci jednak swoich zdolności i umiejętności chirurgicznych. Wykorzystuje je pomagając innym ludziom, czym naraża się miejscowemu lekarzowi. Finałowa scena w sądzie zawsze wzbudza we mnie wiele emocji. Na ekranie obok grającego głównego bohatera Jerzego Bińczyckiego możemy zobaczyć również młodziutką i piękną Annę Dymną, Tomasza Stockingera, Piotra Fronczewskiego, Bożenę Dykiel czy Artur Barcisia.



Kolejna polska komedia, która zyskała miano kultowej. Któż z nas nie zna hasła "Ciemność! Widzę ciemność! Ciemność widzę!" czy "Permanentna inwigilacja". Maks i Albert w ramach naukowego eksperymentu zostają zahibernowani; budzą się w roku 2044. Okazuje się, że w "nowym świecie" nie ma mężczyzn, a władza leży w rękach Ligi Kobiet i Jej Ekscelencji. Zabawna, dowcipna opowieść z zaskakującym zakończeniem.

Tym razem to tyle. Wiem, że takich "starych ale jarych" filmów jest znacznie więcej, zresztą dla każdego będą to inne propozycje :) Moje są właśnie takie.

Widziałyście te filmy? Jaki inne stare ale jare możecie mi polecić?

poniedziałek, 21 września 2015

Shinybox wrzesień 2015

Shinybox we wrześniu nie dotarł do nas tak późno jak poprzednie pudełka, ale nie można też powiedzieć żeby to była połowa miesiąca :) Czy warto było czekać? Czy wydałam w końcu moje Shinystars?


Hasło przewodnie pudełka to "Beauty & The Box", a jego opis brzmiał wg Shiny: Poczuj się jak współczesna bogini piękna - atrakcyjna, zadbana i pewna siebie! Wrześniowa edycja ShinyBox 'BEAUTY & The Box' to kompozycja najlepszych kosmetyków, które utrzymają Twoje ciało w boskiej formie!


Szata graficzna pudełka była dość prosta, w kojarzącym mi się z jesienią złotym kolorem. Pudełko było ciężkie i zawierało 7 produktów pełnowymiarowych i jedną gratisową próbkę. Jak to wyglądało dokładnie?

VEDARA - złoty peeling do ciała
Średnia cena 48,00 zł / 150 ml
Info od Shiny: Złoty peeling skutecznie oczyszcza skórę, przyspiesza metabolizm i poprawia mikrokrążenie. Złote drobinki dodają blasku i optycznie rozświetlają wyrównując koloryt i niedoskonałości na skórze. Preparat pozostawia odbudowaną i wzmocnioną barierę lipidową skóry.


Z peelingu bardzo się cieszę, bo aktualnie mam tylko jeden, który powoli się kończy. Peeling ma bardzo, bardzo intensywny zapach, dla mnie lekko orientalny. Zużyję z całą pewnością i to chyba już niedługo :)

ORIENTANA - olejek do twarzy
Średnia cena 21,00 zł / 55 ml
Info od Shiny: Połączenie naturalnych olejków roślinnych według tradycyjnej receptury ajurwedyjskiej. Olejek doskonale zastępuje kremy do twarzy, działa odżywczo i odmładzająco. Doskonały do cery problematycznej, zanieczyszczonej i zmęczonej. Może być również stosowany jako naturalny kosmetyk do demakijażu.


Z olejkami jakoś ciągle nie potrafię się zaprzyjaźnić mimo że mam na to ochotę :) Trochę przeraża mnie potencjalny zapach: drzewo sandałowe i kurkuma - która z Was wąchała? Ja na razie nie otwieram, bo nie wiem czy olejek zostanie ze mną. Fajnie że pojawiła się nowa marka, fajnie że znów pojawił sie kosmetyk naturalny, ale na razie jeszcze nie wiem co z nim zrobię - specyfików twarzowych mam całe mnóstwo.

SYIS - krem pod oczy
Średnia cena 29,00 z / 15 ml
Info od Shiny: Przeznaczony do każdego rodzaju skóry. Świetnie radzi sobie z zasinieniami oraz drobnymi zmarszczkami pojawiającymi się wokół oczu. Dzięki zawartości cennego wyciągu z korzenia Tarczycy Bajkalskiej rozjaśnia, uelastycznia i wygładza delikatną skórę. Witamina B3 stymuluje syntezę kolagenu i spłyca zmarszczki. Zawarty w kremie kolagen działa regenerująco oraz odpowiednio nawilża skórę. 


Z tego produktu też się cieszę, choć będzie musiał poczekać na swoją kolej. Martwi mnie trochę data przydatności: 1/2016 - dla osób, które zaczną go używać od razu nie ma żadnego problemu, ale jeśli krem z różnych powodów musi trochę poczekać to  może być kłopot z jego zużyciem.

VASELINE - balsam do ciała w sprayu
Średnia cena 26,00 zł / 190 ml
Info od Shiny: VASELINE Spray&Go – to linia innowacyjnych balsamów w spray’u, które sprawiają, że pielęgnacja staje się prosta i szybka, jak nigdy dotąd. Unikalny system aplikacji tworzy lekką mgiełkę kosmetyku, którą można łatwo i równomiernie rozprowadzić. Balsam błyskawicznie się wchłania, nie pozostawiając na skórze tłustej i lepkiej warstwy. Gwarantuje natychmiastowy efekt nawilżenia skóry, dzięki czemu już w chwilę po aplikacji można bezpiecznie założyć ubranie.


Wiem że ten produkt może ucieszyć wiele dziewczyn, ja się do nich niestety nie zaliczam - nie lubię smarowideł do ciała (poza balsamami pod prysznic). Forma balsamu w sprayu mnie nawet intryguje, zapach też powinien mi się spodobać, ale nie na tyle żeby dorzucić kolejny balsam do kolekcji leżących i zbierających kurz smarowideł. Znajdzie sobie nowy dom :)

EVREE - serum do paznokci Max Repair
Średnia cena 15,00 zł / 8 ml
Info od Shiny: Regenerujące serum do do słabych i zniszczonych paznokci. Formuła serum zawiera idealnie dobrane wysokoskoncentrowane składniki, które wykazują silne właściwości pielęgnacyjne dla paznokcia i otaczającego go naskórka. Formuła serum szybko się wchłania. 


Z jednej strony - fajnie, wzmocnienie moim paznokciom może się przydać. Z drugiej strony - noszę hybrydy, więc nie bardzo mam jak używać to serum, chyba że na skórki (z którymi nie mam problemu) i na odkryty przez odrost fragment paznokcia (tylko nie wiem czy to wtedy cokolwiek da).

BIAŁY JELEŃ - emulsja do higieny intymnej
Średnia cena 8,00 zł / 265 ml
Info od Shiny: Emulsja o specjalnie opracowanej formule do codziennej higieny i pielęgnacji intymnych miejsc kobiety. Utrzymuje naturalną równowagę immunologiczną skóry miejsc intymnych, zmniejsza ryzyko występowania infekcji, łagodzi objawy podrażnień.


Zgodnie z informacją na stronie Shiny w naszych pudełkach lądowała losowo albo emulsja z jaśminem i macierzanką albo emulsja z szałwią i ogórkiem. Jak widać w moim pudełku znalazła się jeszcze trzecia wersja z kozim mlekiem :) Płyn z pewnością zużyję, to chyba jeden z takich produktów, które używa każda z nas.

EFEKTIMA - peeling + maska + krem myjący 3w1
Średnia cena 2,50 zł / 10 ml
Info od Shiny: Doskonały, skondensowany preparat do oczyszczania skóry twarzy łączy w sobie krem myjący, peeling oraz maskę. Spodziewanym rezultatem zabiegu jest oczyszczona, wygładzona i ujędrniona skóra twarzy. 


To niewielka saszetka, która wystarczy pewnie na jedno lub dwa użycia. Na razie trafi do koszyczka z próbkami, ale pewnie prędzej czy później pójdzie w ruch. Dodatkowo gratis dostałyśmy próbkę balsamu brązującego.

Żeby tradycji stało się zadość to do pudełka trafiły również ulotki ze zniżkami i rabatami.


Czy jedzie do mnie kolejne pudełko za punkty? Jeśli czytałyście uważnie moje komentarze to pewnie domyślacie się już że nie :) Obiektywnie patrząc pudełko nie jest takie złe (zresztą na fb pojawia się sporo zachwytów), ale w moim przypadku okazało się nieco nietrafione. Najbardziej cieszę się z peelingu i kremu pod oczy (szkoda że nie ma dłuższej daty). Płyn do higieny intymnej na pewno zużyję, ale nie mogę powiedzieć, żeby to było coś wow. Nie wiem jeszcze co zrobię z olejkiem z Orientany i z serum z Evree. Za to Vaseline na pewno gdzieś powędruje.


Pojutrze powitamy kalendarzową jesień, ale tak naprawdę to wcale tego jeszcze nie widać - musiałam się sporo nachodzić, żeby zorganizować jesienny klimat do zdjęć :) A dzisiaj jeszcze czytałam że w październiku temperatury znów będą przekraczać 25°C.

Zamawiałyście we wrześniu Shinyboxa? Spodobała Wam się zawartość?

sobota, 19 września 2015

YVES ROCHER - aksamitna maseczka odbudowująca Nutritive Vegetal

Jakiś czas temu w poście z moimi kosmetycznymi ulubieńcami pokazałam Wam maseczkę odbudowującą Yves Rocher z serii Nutritive Vegetal. Maseczka wylądowała już denkowej torebce, więc pora napisać o niej trochę więcej, może przy okazji skuszę którąś z Was na jej zakup :)



Aksamitna maseczka wzbogacona o koncentrat z Jesionu, pobudzający produkcję lipidów. Dzięki niemu Twoja skóra będzie intensywnie i trwale odżywiona. Produkt likwiduje uczucie ściągania i natychmiast przywraca skórze komfort.
Naukowcy Yves Rocher odkryli i opatentowali składnik, który pobudza naturalne mechanizmy odżywcze skóry – Koncentrat z jesionu. Marka Yves Rocher i jej partnerzy stworzyli przejrzysta i zrównoważoną sieć produkcji, gdzie produkcja odbywa się zgodnie ze starymi sposobami, szanującymi środowisko, gwarantującymi wysoką jakość pozyskanego składnika roślinnego.
Dodatkowy składnik aktywny: Olejek makadamia o właściwościach odżywczych.
Stosowanie: 2 razy w tygodniu, nałożyć jednolita warstwę na twarz, omijając okolice oczu. Zostawić na 5 minut. Nadmiar usunąć chusteczką, nie spłukiwać. Aby zoptymalizować działanie produktu, 1 raz w tygodniu rób delikatny peeling. Przed nałożeniem maseczki, oczyść dokładnie twarz Aksamitnym żelem do mycia twarzy.


Kosmetyki Yves Rocher można kupić online w ich sklepie internetowym oraz w firmowych sklepach stacjonarnych, których nie ma zbyt dużo. Za opakowanie o pojemności 75 ml tej maseczki w cenie regularnej zapłacimy 39,00 zł więc dość sporo. Ale jeśli jeszcze nie wiecie to w Yves Rocher w cenie regularnej kupuje się tylko produkty oznaczone zielonym punktem, pozostałe kupuje się w jednej z miliona promocji lub wybiera gratis do zamówienia ☺ Aktualnie maseczka kosztuje 26,90 zł.

Maseczka zamknięta jest w dość miękkiej, plastikowej tubce zamykanej na klik. Opakowanie w zasadzie jest nieprzezroczyste, ale pod światło można podejrzeć zużycie :) Otwór jest średniej wielkości, maseczkę wydostaje się przez niego bez żadnych problemów.


Producent określa konsystencję jako musową, ja się nie do końca z tym zgadzam (a może po prostu mam inne wyobrażenie musu). Maseczka jest aksamitna, gładka, dość treściwa. Pachnie przyjemnie, trochę owocowo, ale osobom lubiącym bezzapachowe kosmetyki do twarzy może trochę przeszkadzać - zapach jest dość intensywny, ale po zmyciu nie utrzymuje się zbyt długo na skórze. Maseczka bardzo łatwo się rozprowadza.


Jestem typowym sucharkiem, od większości kosmetyków twarzowych oczekuję przede wszystkim nawilżenia, najlepiej długotrwałego. Jak już się pewnie domyślacie - ta maseczka spełniła moje oczekiwania :) Nakładałam ją na twarz 1-2 razy w tygodniu niezbyt grubą warstwą, ale nadal widoczną (przez te kilka minut byłam Białą Damą). Na początku próbowałam ją trzymać dłużej niż zalecane 5 minut, ale wtedy maseczka trochę zastyga. Nie tak jak glinki, ale robi się lekko gumowata i trudniejsza do usunięcia. Zostałam więc przy zalecanym czasie aplikacji :) Po usunięciu maseczki skóra (już po pierwszym użyciu) była wyraźnie nawilżona, gładka, przyjemna w dotyku. Nie odczuwałam potrzeby nakładania kremu do twarzy, a to w moim przypadku jest naprawdę wyczyn.


Maseczka w ciągu tych pięciu minut częściowo wchłania się w skórę, ale w dość niewielkim stopniu, większość jednak zostaje na twarzy. Na początku starałam się usuwać te pozostałości chusteczką lub wacikiem, tak jak zaleca producent, ale ten sposób okazał się dość mozolny, poza tym musiałam dość solidnie pocierać twarz, żeby porządnie wszystko usunąć. Ostatecznie stanęło na tym, że maseczkę zdejmowałam lekko zwilżoną gąbeczką Calypso, wtedy wszystko odbywało się bezproblemowo. Mimo obecności wody (dobra, wiem że ta ilość jest minimalna) nie odczuwałam dyskomfortu, ani uczucia ściągniętej skóry. Maseczka na tyle solidnie nawilżała moją skórę, że zdarzyło mi się kilka razy nie nakładać nawet kremu na noc. Faktem jest, że moja skóra latem jest w dużo lepszej kondycji niż w okresie zimowym, ale i tak widzę pozytywny wpływ tej maseczki na moją skórę. Oczywiście maseczka mnie nie uczuliła, nie zapchała - inaczej bym jej tak nie wychwalała! Zamierzam oczywiście jeszcze ją kupić przy jakiejś okazji, Wam też szczerze polecam, zwłaszcza jeśli jesteście posiadaczkami suchej cery, jak ja.

Znacie tę maseczkę? Jaki jest Wasz ulubiony kosmetyk z Yvest Rocher?

wtorek, 15 września 2015

GARNIER - płyn micelarny 3w1 do skóry wrażliwej

Dziś chciałabym napisać kilka słów o produkcie, który podbił już serca wielu z was. Jeśli czytacie mojego bloga i trafiłyście wcześniej na jeden z postów z moimi hitami to wiecie już, że ja też go polubiłam. O czym mowa? O różowym Garnierze:)


Płyn Micelarny 3w1 to prosty sposób, by usunąć makijaż oraz oczyścić i ukoić całą skórę (twarz, oczy, usta) za pomocą jednego gestu. Nie wymaga spłukiwania. To pierwszy inteligentny produkt oczyszczający od Garniera, w którym została zastosowana technologia miceli. Nie musisz już trzeć, by pozbyć się zanieczyszczeń i makijażu - micele wiążą je niczym magnes. Efekt: idealnie czysta skóra bez pocierania. Odpowiedni do wszystkich typów skóry, także do cery wrażliwej. Bezzapachowy. Płyn Micelarny 3w1 dostępny jest w opakowaniu o dużej pojemności 400 ml, które wystarczy na 200 zastosowań. Testowany dermatologicznie i okulistycznie.


Btw. wiedziałyście że Garnier należy do grupy L'oreal Polska (tak jak i Mixa czy Maybelline)? Ja dowiedziałam się dopiero dzisiaj ☺

Ten płyn kupimy w wielu sieciowych i niesieciowych drogeriach, ale także marketach czy mniejszych sklepikach. Regularna cena to około 18 zł za 400 ml, ale oczywiście często można go dostać w promocji (aktualnie jest w Rossmannie za 10,99 zł).

Dość spora, ale wygodna w trzymaniu butelka z przezroczystego plastiku. Zamknięcie na klik nie sprawia problemów, a otwór jest odpowiedniej wielkości.


Płyn jest bezzapachowy i - jak na micel przystało - bezbarwny i wodnisty :) Delikatnie się pieni, ale tylko w butelce.

Jak już wiecie - płyn spełnił moje oczekiwania. Przede wszystkim bardzo skutecznie usuwa makijaż, wystarczy chwilę przytrzymać wacik, a wszystko się ładnie rozpuszcza. Nie ma konieczności silnego pocierania. Przy przypadkowym dostaniu się do oka nie powodował szczypania, dodatkowo nie podrażnił mnie ani nie uczulił. Poniżej tradycyjnie zdjęcie po jednym i po dwóch przetarciach wacikiem nasączonym micelem.


Powyższe kosmetyki nie są wodoodporne, więc trudno mi stwierdzić jak Garnier by sobie z takimi poradził. Mogę tylko przypuszczać że demakijaż trwałby nieco dłużej, ale i tak obstawiam, że operacja zakończyłaby się sukcesem :) Co do wydajności to mi te 400 ml wystarczyło mi na około 3 miesiące, podobnie jak Mixa o tej pojemności. Który  tych miceli uważam za lepszy? Myślę że są porównywalne, no może Garnier troszkę lepszy :) I chyba częściej można go dorwać w promocjach! Teraz przede mną testy kolejnego hitu blogosfery - Biodermy.


A teraz przyznać się bez bicia: ile butelek różowego Garniera już zużyłyście? :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...