poniedziałek, 15 lutego 2016

GARNIER Miracle Sleeping Cream - krem przeciwzmarszczkowy na noc

Dzisiaj pora na kolejną zaległą recenzję. Zaległą, bo opakowanie po tym kremie wylądowało w styczniowym denku. W denkowym zestawieniu krem oznaczony był na zielono, co oznacza że chętnie do niego wrócę. A dlaczego? Zapraszam do czytania :)


Efekt odmłodzenia natychmiast po przebudzeniu.  W naszych laboratoriach powstał unikalny krem na noc o konsystencji wykorzystującej nowy rodzaj polimeru. Dzięki innowacyjnej strukturze konsystencja kremu otula twarz niczym niewidzialna maseczka, zatrzymując składniki aktywne w skórze oraz intensyfikując ich działanie. Bogata formuła kremu, dzięki dynamicznej i samowygładzającej się konsystencji, pozostawia twarz aksamitnie gładką, jednocześnie ułatwiając wnikanie substancji odżywczych w głąb naskórka. Natychmiast po przebudzeniu cera wygląda na świeżą i promienną, a skóra na wypoczętą. Skóra jest nawilżona i widocznie gładsza. 
Długotrwała redukcja oznak starzenia noc po nocy. Unikalna formuła przeciwzmarszczkowa z 7 składnikami aktywnymi, w tym esencjonalny olejek lawandynowy, zapewnia długotrwały efekt odmłodzenia.
Noc po nocy: Skóra jest jak zregenerowana i widocznie mniej zmęczona. Zmarszczki są widocznie zredukowane, a skóra jędrna i elastyczna.


Z dostępnością kosmetyków Garnier raczej nie ma problemów - można je znaleźć w sieciowych i niesieciowych drogeriach, a czasem nawet w marketach. Za krem o pojemności 50 ml zapłacimy około 30-35 zł.


Fabrycznie krem zapakowany jest w zafoliowany kartonik z mnóstwem PRowych informacji - wiecie, cuda przecież. Sam kosmetyk zaś znajduje się w ciemnogranatowym plastikowym słoiczku. Wieczko jest błyszczące jak niebo nocą :) A tak naprawdę to jest również ciemnogranatowe z mnóstwem drobinek, tak jakby efekt syrenki :) Słoiczek jest dość lekki, ale solidny. W środku nie ma dodatkowego wieczka.


Konsystencja jest przedziwnie fajna. Jest budyniowa, nie lejąca, a przy tym jednak dość lekka. Od razu po użyciu w kremie pozostaje ślad po palcu (czy po czymś czym nabieracie krem ze słoiczka), ale jak sięgamy po niego następnym razem naszym oczom ukazuje się gładka, nieskażona niczym tafla kremu. Magia normalnie :) Sam producent nazwał konsystencję "samowygładzającą się" i nie sposób się z tym nie zgodzić. Jeśli chodzi o zapach to mam mieszane uczucia. Nie wiem od czego to zależało (może od nastroju), ale zapach czasem mi się podobał, a czasem nie bardzo :/ W każdym razie nie był zbyt intensywny i nie pozostawał zbyt długo na twarzy (był wyczuwalny jakieś kilka-kilkanaście minut).


Zacznę od obietnic producenta na opakowaniu - ten gagatek stanowi rzekomo najnowszą generację kremów na noc, pochodzącą z Azji - Sleeping Cream: siła maseczki w lekkim kremie dla intensywnego działania przeciw oznakom zmęczenia i starzenia. Krem ma zawierać 7 składników aktywnych: LHA, adenozynę, Beauty Complex (diabli wiedzą co to), kwas hialuronowy, wyciąg z ruskusa, olej jojoba i esencjonalny olejek lawandynowy. Moja cera bardzo lubi kosmetyki z kwasem hialuronowym, więc z ciekawości zerknęłam gdzie w składzie go znajdę (tak, czasem czytam składy i udaję że się znam). Nie ma. A przecież musi być. Zerknęłam jeszcze raz. I jeszcze raz. Jest! Prawie na samiuteńkim końcu! No więc z rozpędu zaczęłam szukać pozostałych składników aktywnych, o których wspomina producent. I co? I w zasadzie oprócz oleju jojoba (który rzeczywiście jest zaraz na początku składu) wszystko znajduje się gdzieś w połowie bądź pod koniec tej dość długiej listy :) Dobra, nie rozszyfrowałam tego Beauty Complex, bo to pewnie jakieś ustrojstwo od Garniera :)


Dobra, trochę się ponabijałam, ale i tak wiecie że krem przypadł mi do gustu. Aha, przy okazji studiowania składu (nie będę ściemniać, nadal tak naprawdę znam tylko kilka składników) zobaczyłam że dość wysoko w składzie jest Alkohol Denat., ale na szczęście krzywdy mi żadnej nie zrobił.

Jak więc jest z tym działaniem? Dobrze jest :) Krem bardzo łatwo się rozprowadza, dość szybko się wchłania pozostawiając na twarzy bardzo delikatny film. Oczywiście to widoczne zredukowanie zmarszczek można między bajki włożyć, ale w sumie to ja poza mimicznymi takowych nie posiadam. Krem dał mojej suchej skórze całkiem niezłe nawilżenie, zwłaszcza jeśli wziąć pod uwagę to, że używałam go w okresie jesienno-zimowym, kiedy moja skóra jest bardziej wymagająca. Przy dłuższym stosowaniu dało się zauważyć delikatne wyrównanie kolorytu skóry. Stała się ona gładka, elastyczna, sprawiała wrażenie wypoczętej. Cudów może nie było, ale chyba znalazłam całkiem fajny krem, do którego z chęcią będę wracać.

Jeśli chodzi o wydajność to krem wystarczył mi na około 4-5 miesięcy. To całkiem niezły wynik, ale trzeba wziąć pod uwagę, że używałam go raz dziennie. Podczas używania nie miałam żadnym niepożądanych problemów, krem nie zapycha, nie uczula.

Znacie ten krem? A może nawet macie go w swoich zbiorach?

16 komentarzy:

  1. A. Już myślałam, ze go zjedziesz:))). Wiesz, szukam czegoś bardzo mega mocarnego, ale to chyba bedzie za słabe, chociaz jakas taką sympatię we mnie opis tego kremu wzbudził, ze kto wie, czy nie kupie, jak sie odbije od dna finansowego. Z rachunkiem za prąd przegięli!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Całkiem pozytywny jest, ale na pewno nie mocarny ;)
      Z rachunków już tylko kaloryfery mogą mnie uratować ;P

      Usuń
  2. nie znam.. Jakoś produkty tej marki mi nie służą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A micela różowego próbowałaś? :)

      Usuń
  3. Kremu nie znam, ale mimo Twojej dobrej opinii - bałabym się go użyć. Po prostu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co konkretnie Cię tak przeraża? :)

      Usuń
  4. Coraz częściej czytam o tym kremie na blogach :) Ja się nie skuszę, przynajmniej nie teraz, jeszcze nie jest mi potrzebny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kremów przeciwzmarszkowych podobno warto używać już od 20 roku życia :)

      Usuń
  5. Nie znam ;)
    Rozwala mnie gdy producent zapewnia mega super skład w opisie a w składnikach na etykiecie jest na szarym końcu ;)
    Zapraszam na konkurs Ava Laboratorium

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja już przestaję wierzyć w takie obietnice producentów :)

      Usuń
  6. Nie znam, ale wszędzie ta Azja... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, to się świetnie wpisuje w obecne trendy kosmetyczne :)

      Usuń
  7. Jakoś nie kusił mnie nigdy ten krem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jest naprawdę całkiem fajny :)

      Usuń

Dziękuję za każdy pozostawiony komentarz. W miarę możliwości staram się odwiedzać Wasze blogi :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...