Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

czwartek, 10 września 2015

Liebster Blog Award

Już jakiś czas temu (prawie dwa miesiące!) Sylwia z bloga Zadbana mama nominowała mnie do Liebster Blog Award - dziękuję bardzo. Przymierzałam się do tego posta jak widać dość długo, ale postanowiłam już go nie odkładać na potem, tylko zmierzyć się z pytaniami ☺

Jeśli któraś z Was się jeszcze z czymś takim nie spotkała (w co wątpię), to śpieszę z wyjaśnieniem :) Nominacja do Liebster Blog Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za ,,dobrze wykonaną robotę''. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować osoby, która Cię nominowała.

A oto pytania, które zadała Sylwia:

1. Czym zajmujesz się poza pisaniem bloga i mazianiem się różnymi specyfikami?
Nie mam jakiegoś konkretnego hobby czy też zajęcia, które pochłaniałoby mi większość wolnego czasu (tego poza pracą). Ostatnio zaczęłam regularnie ćwiczyć - chodzę na zumbę i na zajęcia z piłkami, planuję też sprawdzić jak jest na pilatesie. Poza tym lubię oglądać filmy (najchętniej w kinie) i czytać książki, choć na to ostatnie jakoś mam mniej czasu (wiem, każda wymówka jest dobra).

2. Gdybyś mogła wybrać, jaki produkt/kosmetyk chciałabyś dostać?
Od jakiegoś czasu noszę hybrydy, te moje pierwsze są z Silcare, ale mnie nie zachwyciły. Marzy mi się mała (no, może nie taka całkiem mała) kolekcja Semilaców. Na pierwszy ogień na pewno pójdzie Mardi Gras i Mint.

3. Na jaki temat najchętniej przygotowujesz wpisy?
Bardzo lubię serię, którą sama sobie wymyśliłam - Mania chomikowania. Przygotowanie tych wpisów jest dość pracochłonne i zdaję sobie sprawę, że te posty niewiele wnoszą, ale za to pomagają mi w miarę ogarniać moje kosmetyczne zapasy :) Poza tym lubię pisać recenzje tych produktów, które spisały się u mnie wyśmienicie i w zasadzie nie mam się do czego przyczepić. Zresztą chyba każda z nas woli opisywać hity a nie buble :)

4. W dzieciństwie chciałam zostać…
Panią na poczcie. Poważnie. Tak bardzo podobało mi się przybijanie pieczątek!

5. Czy się spełniło? Patrz punkt wyżej
Nie :) I to chyba dobrze :) Po studiach rozpoczęłam pracę w banku, a to były czasy kiedy bankowość internetowa dopiero zaczynała się rozwijać. Ludzie przynosili więc masę przelewów (zwłaszcza klienci "firmowi") i któregoś dnia stemplując któryśtampewniesetny przelew pomyślałam: "jak dobrze, że nie pracuję na poczcie" :)

6. Jaką sławną osobę chciałabyś spotkać na żywo?
Hmmm... nie wiem :) Nie mam żadnego ulubionego celebryty/aktora/pisarza/polityka itd. Ale żeby nie pozostawiać pytania bez odpowiedzi napiszę: Kim Kardashian ☺ Nie żebym była jej fanką (w zasadzie to znam ją tylko z Pudelka), ale chciałabym zobaczyć czy na żywo jej pupa jest naprawdę tak duża :)

7. Co byś zrobiła, gdybyś wygrała 1 mln zł?
Wbrew pozorom to wcale nie jest tak ogromna kwota jak by się wydawało :) Pewnie część oddałabym na jakieś cele charytatywne, częścią podzieliłabym się z najbliższymi. A dla siebie? Dość przyziemnie - jakiś domek z ogródkiem zamiast mojego malutkiego mieszkanka i jakieś wygodne autko :) I pewnie jakiś nalot na sklepy z ciuchami :)

8. Ulubiona piosenka?
Nie mam ulubionej piosenki ani ulubionego wykonawcy. Są za to piosenki, które łatwo wpadają mi w ucho i najczęściej lądują w moim telefonie jako dzwonek. Aktualnie jest to piosenka z Prawa Agaty - Amy MacDonald "This is the life" (jestem niepocieszona, że zakończyli edycję tego serialu).


9. Co najszybciej/najlepiej poprawia Ci nastrój?
Coś słodkiego - zawsze :) Albo dobry kabaret :) Albo godzina na zumbie :)

10. Czego boisz się najbardziej?
Pająków! Brrr... I jeszcze jednego horroru, który oglądałam w dzieciństwie - "To". Wiem, że obiektywnie patrząc, to dla kogoś kto zobaczy ten film teraz po raz pierwszy on wcale nie będzie taki straszny, ale ja już chyba zawsze będę się bała tego przerażającego klauna. Ehhh, nawet trailer wywołał u mnie szybsze bicie serca :>


11. Co zabrałabyś ze sobą na bezludną wyspę?
Krem z filtrem i złotą rybkę, która spełniłaby inne moje życzenia :)

Ja sama nie będę nikogo nominować, nie mam również weny na tworzenie nowych pytań. Jeśli macie ochotę to odpowiedzcie na te pytanie (wszystkie albo tylko niektóre) w komentarzach do tego posta, bądź siebie na blogu :) Lubicie takie wpisy?

poniedziałek, 7 września 2015

MAYBELLINE - Colossal Volum Express 100% Black

Zdarza Wam się czasem, że używacie jakiegoś produktu, bo uważacie go całkiem w porządku, a po jakimś czasie BUM! I okazuje się że jest on nie tylko po prostu niezły, a świetny? U mnie tak ostatnio stało się właśnie w przypadku maskary Colossal, tej klasycznej.


• Opatentowana szczoteczka Mega Brush dostosowana do konsystencji tuszu, pozwala na szybkie nałożenie formuły na rzęsy
• Formuła z zawartością ultra-czarnych pigmentów
• Precyzyjne rozdzielenie rzęs
• Kolosalne pogrubienie, dzięki nowej formule nasyconej kolagenem
Pokochasz ją za kolosalne pogrubienie za jednym pociągnięciem szczoteczki i intensywnie czarny makijaż rzęs.
Dla najlepszych efektów aplikuj tusz dynamicznymi ruchami w lewo i prawo kierując się ku górze. Aby rzęsy były bardziej wyraziste wytuszuj je od nasady po końce dla uzyskania colosalnej objętości rzęs. Dla lepszego rezultatu nie pozwól wyschnąć tuszowi pomiędzy nakładaniem kolejnych warstw.


Maskara ma pojemność 10,7 ml i w cenie regularnej kosztuje około 30-35 zł. Warto oczywiście wyszukiwać promocji, których w drogeriach nie brakuje. Tusz kupimy bez problemy w większych i  mniejszych drogeriach, jest dość łatwo dostępny.

Tu chyba nie napiszę nic zaskakującego - opakowanie jest plastikowe, charakterystyczne dla całej serii Colossal i wielu innych maskar Maybelline. Czarne litery na żółtym tle niestety trochę się ścierają. Szczoteczka tradycyjna, nylonowa, dość spora, zwężona na końcu.


Zapach jest typowy dla maskar, wyczuwalny tylko w opakowaniu i na szczoteczce. Jeśli chodzi zaś o konsystencję to zaraz po otwarciu tusz jest dość mokry i potrafi czasem sklejać rzęsy, choć da się go bez problemu używać. Po około dwóch tygodniach tygodniach nieco podsycha i spisuje się jeszcze lepiej.

Tusze Maybelline dość często gościły w mojej kosmetyczce, najczęściej właśnie ta wersja. Zawsze byłam z nich zadowolona, ale nie mogę powiedzieć, żeby mnie zachwycały. Do czasu. Nie wiem czy to kwestia partii, czy tego że moje rzęsy są teraz dłuższe i bardziej gęste, ale na moich rzęsach ten tusz ostatnio działa cuda.


Szczoteczka dość ładnie rozdziela rzęsy, choć na samym początku gdy tusz jest nieco mokry potrafi je trochę posklejać. Na rzęsach nie tworzą się grudki, nawet pod koniec gdy tusz jest już dość suchy. Rzęsy są wyraźnie wydłużone i pogrubione. Podkręcenia nie zauważyłam, ale producent tego nie obiecuje (moje rzęsy są naturalnie podkręcone). Tusz jest rzeczywiście intensywnie czarny, w ciągu dnia się nie osypuje, jednak czasem zdarza mu się troszkę odbić pod brwiami. Szczoteczka jest dość gruba i bywa że przy szybkim nakładaniu tuszu odbijemy ją sobie również przy nasadzie rzęs. Mi to osobiście nie przeszkadza, bo i tak z reguły noszę kreskę. Poza tym wystarczy odrobinę uważać przy malowaniu i nie będzie przykrych niespodzianek. Przez dość długi czas na końcówce szczoteczki zostawał nadmiar tuszu, który trzeba było wytrzeć, a to wpływa nieco na jego wydajność. Mimo tego maskara spokojnie wystarcza mi na 4-5 miesięcy, a maluję się prawie codziennie.


Ostatnio coraz częściej spotykałam się z pytaniem czy mam sztuczne rzęsy - to chyba wystarczy w ramach podsumowania :)
Do tej pory tusze Maybelline po prostu lubiłam, ale teraz jestem zachwycona jego działaniem. Zdaję sobie sprawę, że pewnie część zasług powinna zgarnąć odżywka Long4Lashes, ale chyba na zdjęciach widać że tusz sprawdza się naprawdę dobrze.

Używałyście tego tuszu? Jaka jest Wasza ulubiona maskara Maybelline?

sobota, 5 września 2015

Denko sierpniowe

Ostatnio pokazywałam Wam co nowego przywędrowało do mnie w sierpniu, teraz czas pokazać co wysyłam do kosza :) A w zasadzie nie tylko do kosza, bo część zużytych opakowań wędruje ode mnie do kogoś, kto nadaje im nowe życie i nową (czasem lepszą) zawartość. Mowa oczywiście o Mineralnej Kasi, której niesamowicie zazdroszczę umiejętności tworzenia tak fantastycznych kosmetyków. 
Denko (podobnie jak w lipcu) nie będzie zbyt pokaźne, ale małymi kroczkami w końcu pozbędę się zapasów :)


W denku tradycyjnie znalazły się zarówno produkty które kupię i chętnie do nich wrócę,  takie których nie kupię z różnych względów oraz takie co do których nie jestem do końca zdecydowana.


1 - AVON - żel pod prysznic Planet Spa
O całej serii Caribbean Escape pisałam już na blogu. Żel przyjemnie pachniał, dobrze się pienił. Miał niezbyt wygodne opakowanie bez żadnego dozownika, za to z dość sporym otworem. Na pewno nie kupię go w cenie regularnej (35 zł), ale zastanowię się nad nim przy okazji promocji :)

2 - PALMOLIVE - mydło w płynie
Urocze opakowanie, zapach w porządku, ale nie odpowiadała mi jego żelowa, lekko galaretowata konsystencja. Nie wysuszał skóry.

3 - FARMONA - peeling do ciała
Mój peeling (a w zasadzie żel peelingujący) to wersja wiśnia&porzeczka. Pachniał cudnie, choć mam wrażenie że po kontakcie z wodą zapach tracił nieco swój urok. Całkiem nieźle zdziera, kosztuje grosze, więc z chęci wypróbuję jeszcze inne wersje zapachowe :)


4 - THEO MARVEE - tonik do twarzy
Ten tonik z pyłem perłowym i ekstraktem z kawioru znalazłam w jednym z Shinyboxów. Był to mój pierwszy tonik od wielu, wielu lat więc ciężko mi porównać jego działanie do innych. Ten miał żelową konsystencję, nakładałam go nie wacikiem a palcami, był przez to bardziej wydajny. Moja skóra go chyba nawet polubiła, ale portfel by się z nim raczej nie zaprzyjaźnił - kosztuje niestety niecałe 50 zł. Na plus można też zaliczyć jego wydajność - wystarczył mi na około 4 miesiące.

5 - SYLVECO - oczyszczający peeling do twarzy
Kolejny produkt z Shinyboxa, więcej pisałam o nim tutaj.Generalnie do samego działania nie mam zastrzeżeń, ale nie ukrywam, że zapach tego peelingu nieco mi przeszkadza. Dobrze złuszcza, skóra jest po nim gładka, miękka i dobrze przyjmuje aplikowane później kosmetyki. Sylveco ma w swojej ofercie jeszcze jeden peeling z korundem - wygładzający, dedykowany dla skóry suchej, a ja taką właśnie posiadam i z pewnością za jakiś czas się na niego skuszę :)




6 - THALION - krem nawilżający z oceosomami
To miniatura, która przywędrowała do mnie... w Shinyboxie :P Krem miał aksamitną konsystencję, dość dobrze się wchłaniał, a działanie nawilżające było całkiem w porządku. Był też całkiem wydajny, bo naprawdę niewielka ilość wystarczała na pokrycie twarzy. Niestety na razie nie jestem gotowa wydać na krem 160 zł / 50 ml.



7 - TIMOTEI - szampon do włosów
O duecie z serii Moc i Blask (szampon i odżywka) możecie więcej przeczytać w recenzji. Dobrze się pienił, nie wpłynął na szybkość przetłuszczania się moich włosów, użycie po nim odżywki było konieczne. Włosy dobrze się układały, były błyszczące, ale mocy nie było :) W najbliższym czasie zamierzam kupić zestaw do włosów brązowych.

8 - JOANNA - farba do włosów
Farba w kolorze "orzechowy brąz" - kolor za pierwszym razem okazał się strzałem w dziesiątkę, więc postanowiłam tego nie zmieniać. Włosy są ładnie pokryte, błyszczące. Co ciekawe - mimo zawartości amoniaku farba nie śmierdzi; ekstrakt z brzoskwini nadaje jej całkiem przyjemny zapach. Trwałość koloru jest całkiem zadowalająca, ale kolor jest bardzo zbliżony do mojego naturalnego, więc typowy odrost jest mało widoczny.


9 - GILETTE - żel do golenia
Najczęściej do golenia używam depilatora, więc ten żel był u mnie straaaasznie długo. Bardzo lubię te żele zamieniające się w piankę, są bardzo wydajne, delikatnie zmiękczają włoski i nawilżają skórę. Nie podrażnił mnie ani nie uczulił nawet na sam koniec, a używałam go jeszcze dwa miesiące po terminie przydatności :>

10 - BANIA AGAFII - peeling do stóp
Szału niestety nie było. Drobinki peelingujące w niewielkiej ilości nie radziły sobie ze zdzieraniem, lepiej dało się odczuć działanie nawilżające. Ja potrzebuję zdecydowanie mocniejszych zdzieraków.

11 - STOKOLAN - krem do pielęgnacji ciała i rąk
Zapach podobny odrobinę do klasycznej Nivei. Bardzo treściwa, lekko tłusta konsystencja. Na początku używałam go do rąk, ale dość wolno się wchłaniał. Później zaczęłam używać go do stóp, głównie w formie maski (później nakładałam skarpetki). Sprawdził się całkiem dobrze, ale jakoś mnie nie zachwycił.


12 - PHARMACY LABORATORIES - antyperspirant w tabletkach
Nie, nie zamierzam Wam nagle zacząć pokazywać leków, ale te tabletki znalazłam w Shinyboxie, więc postanowiłam je tu umieścić z bardzo krótkim komentarzem. Nie działają.

13, 14 - PRRETI - płatki na oczy
Taki sobie gadżet, który w sumie niewiele robi :) Całkiem przyjemny w używaniu, ale efektów działania raczej nie zauważyłam. Najczęściej używałam je z moją siostrzenicą, która nazywa je "maseczkami" :)

A teraz zaczynam zbierać kolejne pustaki :) A jak Wasze sierpniowe zużycia?

czwartek, 3 września 2015

Nie jest źle, czyli sierpniowe nabytki :)

Wróciłam - wypoczęta, szczęśliwa i mająca jeszcze kilka dni wolnego przed sobą :) Urlop minął mi głównie na nicnierobieniu, grillowaniu i zacieśnianiu więzów rodzinnych - tak to jest jak ma się rodzinkę oddaloną o kilkaset kilometrów i nie ma zbyt wielu okazji i możliwości do częstszych spotkań. Naładowałam swoje akumulatorki, Was zostawię z postem z sierpniowymi nowościami, a ja zmykam nadrabiać swoje blogowe zaległości :)

 W sierpniu nie kupiłam zbyt dużo, z czego się bardzo cieszę, ale trafiło do mnie kilka perełek :)

Początek miesiąca rozpoczął się przesyłką z letnimi drobiazgami Rexony:


Trafiły do mnie antyperspirant w sprayu, w sztyfcie i w kulce. Do tego jeden męski, który oczywiście znalazł innego właściciela. Bardzo miłym dodatkiem okazała się piłka plażowa, którą przywłaszczyła sobie moja siostrzenica i niewielki koc polarowy, który przyda się na jesienne wieczory z książką i gorącą herbatą :)

Również na początku miesiąca udałam się do Hebe po odbiór darmowego kosmetyku do przetestowania. I nie planowałam nic kupować...


GARNIER - krem przeciwzmarszczkowy na noc
Po raz kolejny w newsletterze Hebe dostałam informację o możliwości przetestowania kosmetyku. A że wydał się odpowiedni dla mnie i mojej cery zgłosiłam się i mam :) Za free :) Nie wyrzucajcie mailowych newsletterów do kosza, bo może przegapicie coś fajnego :)

ESSENCE - konturówki do ust
Polubiłam je bardzo, trafiły do moich hitów. Zdecydowałam się na kolory 08 (Red Blush) i 12 (Wish Me a Rose). Nie używam ich jako typowych konturówek, a raczej jako szminek w kredce - czyli na całe usta :) Są miękkie, kremowe, całkiem nieźle utrzymują się na ustach i dość równomiernie ścierają.

ESSENCE - eyeliner
Mój aktualny eyeliner zaczął dogorywać, więc postanowiłam wypróbować coś nowego. Zdecydowałam się na Essence, bo w mojej Hebe do zakupów z Essence za 15 zł dorzucali gratis :P

ESSENCE - cienie do powiek
Promocja polegała na dorzucaniu do zakupów testerów - głównie cieni, ale było też kilka innych kosmetyków. Szczerze mówiąc to podejrzewam, że im zalegały, nie ma na nich daty ważności, ale jak na razie nie wzbudzają moich podejrzeń :) Zdecydowałam się na nr 03 (irresistible choco cupcake) - oba o lekko perłowym wykończeniu. Bardzo ładna czekolada i coś pomiędzy beżem a łososiem.

Pod koniec miesiąca była promocja w Naturze na kosmetyki Kobo, a obiecałam kupić koleżance ich chabrowy cień :)


JOANNA - farba do włosów
Miałam już ją, dokładnie w tym odcieniu i byłam bardzo zadowolona. Przed urlopem planowałam sobie zafarbować włosy, więc farba przy okazji trafiła do mojego koszyka.

KOBO - cień do powiek
Okazało się że promocja -40% obowiązuje przy zakupie minimum dwóch kosmetyków tej marki (jak chyba zwykle w Naturze). Dla koleżanki miałam już zaplanowany zakup cienia (również wkładu) 137 (Electric Blue), a dla siebie wzięłam 206 (Copper). Cienie Kobo również należą do moich ulubieńców.

GABRIELA SABATINI - woda toaletowa
Uwielbiam ten zapach, zwłaszcza latem! Jest taki świeży, przyjemny, a moja poprzednia buteleczka skończyła się już jakiś czas temu. Nie mogłam ostatnio jej dorwać w żadnej drogerii, więc jak zobaczyłam ją w Naturze (dodatkowo w promocji) to nie zastanawiałam się ani chwili :)

Jak co miesiąc - kolejna porcja chińszczyzny :)


SCHOLL - pilnik+wkłady
Kosztowało mnie to 9,50 $ (38,01 zł) za pilnik i wkłady. Mogę jedynie przypuszczać, że to podróbki, aczkolwiek porównywałam do oryginału u mojej siostry i działa w sumie tak samo. Zdaję sobie sprawę, że pilnik to wersja "soft" a nie  "smooth", ale na stronie Scholla widziałam że taka właśnie została wypuszczona na rynek włoski i grecki (i taką właśnie mam). Z różnic - u mnie w zestawie nie było baterii, a na osłonce logo jest trochę rozmazane. Ale intensywność ścierania jest bardzo podobna.

Osłonki na pędzle
Za 10 szt. zapłaciłam 0,50 % (1,99 zł). Jak widać są dość długie, więc część z nich rozcięłam na pół. Pędzle schną mi teraz nieco dłużej, ale nie muszę się martwić o ich odkształcanie.

Następna była wygrana na blogu Blanki. Ale jaka wygrana! Cudowny zestaw TimeWise od Mary Kay!


Zestaw przeznaczony jest do skóry suchej, a składa się z:
♦ nawilżającej emulsji przedłużającej młodość
♦ serum na noc
♦ serum na dzień
♦ mleczka 3w1
Chciałam zacząć używać całego zestawu zaraz po otrzymaniu, ale dostałam go przed samym wyjazdem na urlop. A kosmetyczka urlopowa była nieubłagana: "Bierz jak najmniej!" No więc zestaw czeka :) Ale nie mogę się doczekać!

Tradycyjnie trafiło do mnie również pudełko Shinybox:


W sierpniu skusiłam się również na pudełko z kolorówką od Paese:


I to tyle :) Mimo, że trafiło do mnie dość sporo nowości, to nie wydałam na nie zbyt dużo :) We wrześniu też nie planuję większych zakupów, choć pewnie coś się trafi :)

A ja tam u Was? Czy Wasze portfele w sierpniu bardzo ucierpiały?