Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

niedziela, 3 lipca 2016

Denko czerwcowe

W poprzednim poście pokazałam Wam co nowego przywędrowało do mojej łazienki i kosmetyczki, a dzisiaj zobaczycie, czego się pozbyłam :) Lubię posty zakupowe, bo nowości zawsze cieszą, ale biorąc pod uwagę stan moich zapasów posty denkowe cieszą mnie bardziej. Zwłaszcza te, w których zużycia są dość pokaźne :) Jak było w czerwcu? Same zobaczcie:
 

W denku tradycyjnie znalazły się zarówno produkty które kupię i chętnie do nich wrócę, takie których nie kupię z różnych względów oraz takie co do których nie jestem do końca zdecydowana.


1 - DOVE - żel pod prysznic
Więcej o żelach Dove pisałam tutaj. Lubię je bardzo, dobrze się pienią, są gęste, przyjemnie pachną i nie wysuszają skóry. To wszystko czego oczekuję od żeli pod prysznic :)

2 - FARMONA - peeling do ciała
To właściwie nie peeling, a żel peelingujący. Lubię je, przyjemnie pachną, jak na żel peelingujący nieźle zdzierają. Jest jeszcze kilka wersji zapachowych, które chciałabym wypróbować, ale chyba jednak bardziej lubię te maluszki z Joanny.

3 - COSMODERMA - pasta cukrowa do depilacji
To był totalny niewypał, znalazłam go w Shinyboxie. Być może to brak umiejętności z mojej strony, ale nie udało mi się tą pastą zdziałać prawie nic. Około 15 minut zajęło mi wydepilowanie fragmentu łydki 5x5 cm. Wszytko wokół było obklejone pastą. Być może pasty cukrowe innych marek są lepsze, ta jak dla mnie jest beznadziejna.


4 - FLORESAN - rozgrzewająca maska do włosów
Dostałam ją od Sisi. To pierwsza maska, którą używałam przed szamponem - tak zalecał producent. Włosy po niej były przyjemne, miękkie, dobrze się rozczesywały i chyba rzeczywiście nieco szybciej rosły i nie wypadały tak bardzo. Nie powodowała szybszego przetłuszczania włosów, ale też go nie zmniejszyła (ale producent tego nie obiecuje). Opakowanie jest dość spore, ale wygodne w użytkowaniu. Zapach był dość neutralny, delikatny i przyjemny. Z chęcią jeszcze kiedyś do niej wrócę.

5 - BATISTE - suchy szampon
Na razie usilnie szukam swojej ulubionej wersji i ciągle kupuję nowe, żeby wypróbować ich jak najwięcej. Ta w działaniu oczywiście niewiele różni się od innych, skutecznie odświeża włosy, a biały nalot bezproblemowo daje się wyczesać. Jednak miałam już wersje bardziej przyjemne zapachowo (ten był taki nijaki) i to pewnie do nich będę wracać :)

6 - MARION - serum termoochronne
Suszarki i prostownicy nie używam zbyt często, dlatego to serum u mnie zużywało się strasznie długo. Mam nadzieję, że skutecznie wypełniało swoje główne zadanie - ochronę przed wysoką temperaturą. Niestety mam wrażenie, że powodowało szybsze przetłuszczanie się moich włosów.


7 - SYLVECO - tymiankowy żel do twarzy
Nie mam mu absolutnie nic do zarzucenia jeśli chodzi o działanie. Świetnie zmywa wszelkie zanieczyszczenia, domywa resztki makijażu, nie wysusza skóry. Opakowanie jest wygodne, pompka działa bez zarzutu. Ja jednak nie mogę się przekonać do kuchennego bądź co bądź zapachu na twarzy - lubię zapach tymianku, ale chyba jednak nie w łazience. Za to z chęcią wypróbuję jeszcze wersję rumiankową.

8 - AVON - maseczka do twarzy
Wśród kosmetyków Avonu zdarza mi się znaleźć perełki, ale jest też sporo kosmetyków przeciętnych. Taka też była maseczka ze śródziemnomorską oliwą z oliwek. Zapachem nie zachwycała (ale nie był to zapach nieprzyjemny), poziomem nawilżenia również. Miałam już sporo kosmetyków, po krórych nawilżenie było bardziej zauważalne i zdecydowanie bardziej długotrwałe. Tragedii przy używaniu nie było, ale szału też nie. Może lepiej spisze się u osób ze skórą normalną bądź mieszaną, sucharki takie jak ja mogą być nieco zawiedzione.

9 - SYLVECO - peeling do twarzy
O nim pisałam Wam całkiem niedawno, w tym poście. Polubiłam się z nim bardzo, świetnie wygładzał skórę, do tego ją nawilżał. Niektórym przeszkadza tłustawa warstewka, którą po sobie zostawia, ale ja pozbywałam się jej usuwając peeling gąbeczką Calypso. Więcej szczegółów znajdziecie w recenzji.

10 - BEEYES - maseczka do twarzy 
To miniaturka, którą znalazłam bodajże w Joyboxie. Chyba pierwszy raz w życiu przed użyciem kosmetyku robiłam sobie próbę uczuleniową - maseczka zawiera jad pszczeli. Maseczka miała dawać natychmiastowy efekt poprzez mikroobrzęki wywołane przez jad pszczeli, które wygładzają skórę, zmniejszając widoczność zmarszczek. U mnie nic takiego nie zauważyłam, ale też z drugiej strony zmarszczek nie mam zbyt dużo, ot kilka mimicznych :) Maseczka dość fajnie nawilżała, szybko się wchłaniała, można ją stosować pod makijaż. Cena? "Jedyne" 259 zł / 50 g. Jak dla mnie niestety za taką cenę maseczka robi za mało (a może używałam jej zbyt krótko).

11 - MAX FACTOR - tusz do rzęs 2000 Calorie
Tuszu 2000 Calorie używałam lata temu, później przestałam bo miałam wrażenie że ich jakość spadła. Podczas którejś promocji rossmannowskiej postanowiłam sprawdzić jak teraz spisze się na moich rzęsach. I spisuje się świetnie :) Nie skleja rzęs, ładnie je rozdziela, wydłuża, pogrubia i delikatnie podkręca. Nie ma z nim większych problemów przy demakijażu. W ciągu dnia się nie osypuje, czasami odbija mi się delikatnie na górnej powiece, ale to raczej wynika z długości moich rzęs. Szczoteczka jest klasyczna, z włoskami, a zauważyłam że takie u mnie spisują się najlepiej jak mam rzęsy "podrasowane" odżywką. Przy krótszych efekt nie jest aż tak dobry.

12 - ETRE BELLE - tusz do rzęs
Obiecuję sobie i Wam, że nie będę więcej robić zapasów jeśli chodzi o tusze do rzęs. Ta maskara przeleżała u mnie ładnych kilka miesięcy (oczywiście nie otwierana) zanim ją w końcu wyciągnęłam. I niestety okazało się że jest już nieźle podsuszona, a szkoda, bo bardzo ją lubiłam. Tutaj znajdziecie recenzję, w której porównuję ją z dziesięć razy tańszym tuszem z Lovely. Efekt jaki nią osiągniemy jest naprawdę fajny, ale podobny można też uzyskać tańszą wersją z Rossmanna :)

13 - WIBO - eyeliner
Wiem, że wiele z Was chwali ten eyeliner, ale u mnie nie do końca zdał on egzamin. Owszem jest idealnie czarny, wygodnie się używa, zwłaszcza na początku. Z czasem niestety pędzelek przestał być ładny i zbity, a tusz zaczął gęstnieć. Do tego pod koniec dnia eyeliner w zewnętrznym kąciku mi się wycierał i znikał.

14 - EVELINE - korektor pod oczy
Opakowanie tragedia pod względem estetycznym - napisy powycierały mi się już po kilku dniach :) Jeśli zaś chodzi o samo działanie to było dość przeciętne, z większymi cieniami raczej sobie nie poradzi (ja na szczęście nie mam z tym problemu), do tego korektor miał tendencję do ciemnienia (na szczęście nie na tyle, żeby się odcinać od podkładu). Czasami zbierał się w zmarszczkach, choć nie zawsze - być może zależało to od stopnia nawilżenia mojej skóry pod oczami :)

15 - SYLVECO - pomadka peelingująca
To moja chyba czwarta :) I na pewno nie ostatnia, więc jak się pewnie domyślacie - bardzo ją lubię. A dlaczego? Sprawdźcie w recenzji.


16 - SKIN79 - maska w płacie
O całej serii kolorowej pisałam Wam tutaj. Maska brązowa (przeciwzmarszczkowa) miała delikatnie cytrusowy zapach i była nasączona dość gęstym, mlecznym płynem. Po wchłonięciu nie było lepkiej warstwy, skóra miała delikatnie wyrównany koloryt i była gładsza. Nawilżenie było rewelacyjne, wyczuwalne widocznie jeszcze następnego dnia (nie musiałam używać kremu nawet rano). Moja ulubiona z całej piątki!

17-21 - próbki
Krem na dzień ze Stenders zapowiada się nieźle, szybko się wchłania, a nawilżenie jest całkiem przyzwoite. Balsam brązujący z Efektimy dawał dość słaby efekt, niemalże niewidoczny, ale może typowe bladziochy będą z niego zadowolone. Nie robi smug, łatwo się wchłania, ale dla mnie jest nieco za jasny. Peeling Marc Inbane znalazłam w kwietniowym Joyboxie. Zawierał malutkie drobinki podobne do korundu, ale nie tak mocne i skuteczne jak on. Skóra była przyjemnie nawilżona i nieco rozjaśniona, ale działanie zdzierające było średnie. Płynów do higieny intymnej z Ziaji kiedyś używałam bardzo często, ten zabrałam ze sobą na wyjazd. U mnie spisują się dość dobrze, a co najważniejsze - nie powodują podrażnień. Serum żelowe z kwasem hialuronowym od Norel chcę bardzo! Dobrze nawilża, szybko się wchłania, jestem ciekawa jak by się u mnie spisało na dłuższą metę.

No i dobrnęłam do końca :) A jak Wasze zużycia? Zrobiłyście już miejsce dla lipcowych pustaków?

czwartek, 30 czerwca 2016

Czerwcowe zakupy i prezenty, czyli miesiąc pod znakiem pudełek :)

Staram się ograniczać zakupowo. Naprawdę się staram. Tylko że czasem mi nie wychodzi :) W czerwcu takich tradycyjnych zakupów może nie było u mnie dużo, ale te z Was które w miarę regularnie do mnie zaglądają wiedzą już, że poszalałam z pudełkami :)


Zacznę od drobnego zakupu w Avonie (zamówienie pewnie było jeszcze z maja, ale kosmetyki dostałam w czerwcu):


Za cały zestaw zapłaciłam jakieś śmieszne pieniądze, coś około 20 zł chyba - oczywiście był w promocji, bo w Avonie nie kupuje się w cenach regularnych :) Płyn do kąpieli Biała Konwalia u mnie używany będzie oczywiście jako żel pod prysznic, bo wanny nie posiadam. Nie wiem czy odgadłabym zapach, gdyby ktoś dał mi go w ciemno do powąchania, ale zobaczymy jak się spisze. Woda toaletowa Summer White Bright pachnie dość świeżo, delikatnie - lubię takie zapachy, zwłaszcza w okresie wiosenno-letnim.

Moje kolejne zakupy przywędrowały z zagranicy. Z Chin dokładnie :) Oczywiście zamawiałam je na Aliexpress, jak zwykle.


Lakiery hybrydowe Emerald skusiły mnie głównie ceną 1,49 $ za sztukę (~ 6 zł), ale i kolorami, pojemność podobna jak w większości lakierów hybrydowych 6,5 ml. Jeśli chodzi o jakość to na razie mam mieszane uczucia. Do pełnego krycia najlepiej położyć trzy cienkie warstwy, choć i przy dwóch nie jest źle. Mój pierwszy manicure wykonany tymi lakierami trzymał się niecałe dwa tygodnie i po tym czasie z kilku pazurków zaczął lekko odchodzić. Na razie nie winię jeszcze za to lakierów, bo miałam wtedy zupełnie króciutkie pazurki i nie udało mi się dobrze zabezpieczyć wolnego brzegu paznokcia, więc to może być moja wina. Zresztą na stopach ciągle mi się trzyma (od dwóch i pół tygodnia) i wygląda w porządku. Na zdjęciu kolory wyszły nieco jaśniejsze niż w rzeczywistości, ale są naprawdę bardzo ładne, wzorniki z aukcji w miarę dobrze oddają kolory. Jeśli obserwujecie mnie na Instagramie to mogłyście zobaczyć te lakiery w akcji tutaj i tutaj.

Kolejne dwa kosmetyki to wygrana i prezent :)

 
Rozświetlacz Mary-Lou Manizer z The Balm jest tak wychwalany w blogosferze, że pewnie każda z Was o nim przynajmniej raz czytała :) Mój jest właśnie wygraną w konkursie na blogu mojej imienniczki - Moniki z bloga KosmoMedyk. Koniecznie do niej zajrzyjcie - bloga pisze ciekawie, lekko, a posty są zawsze dopracowane. Rozświetlacz mnie kusił od dawna, ale ciągle sobie tłumaczyłam że za tą cenę mogę sobie kupić kilka innych kosmetyków. Dzięki Monice moje dylematy się skończyły, a May-Lou zaprzyjaźniła się z moimi kośćmi policzkowymi :) Czarne mydło ziołowe Bani Agafii to prezent od Gosi z bloga Mejd in Poland. W komentarzu pod jej recenzją tego mydła napisałam, że chciałam je wypróbować głównie z uwagi na moje przetłuszczające się włosy, a Gosia napisała że może mi go trochę wysłać. To "trochę" okazało się połową opakowania, wariatka! Na jej bloga też zajrzyjcie w wolnej chwili, Gosia pisze głównie o kosmetykach, ale znajdziecie tam też trochę postów z różnych dziedzin.

A teraz pora na pudełka, a było ich - jak już może wiecie - trzy :) Najpierw było promocyjne Inspired by:


Szczegółowy opis zawartości znajdziecie w tym poście.

Później był Chillbox, który przyszedł do mnie mokry, bo dla kuriera nalepka "Uwaga szkło!" znaczy tyle co "Trenuj mną rzut w dal".


Więcej o zawartości przeczytacie tutaj. Dziewczyny oczywiście stanęły na wysokości zadania i dosłały brakującą oranżadę, tym razem dotarła w całości :)

No i ostatni był Joybox, do ostatniej chwili wahałam się czy go zamówić.


Tu przeczytacie dokładnie co znalazło się w moim boxie i czy byłam z niego zadowolona.

Tak, wiem, sporo się tego nazbierało :) Aż się boję robić kolejną Manię chomikowania, a to pewnie będzie w lipcu :P

A wy poszalałyście z zakupami na początku lata? A może u Was asertywność ma level hard i przechodzicie obojętnie obok wszystkich promocji?

poniedziałek, 27 czerwca 2016

SYLVECO - wygładzający peeling do twarzy

Bardzo lubię kosmetyki Sylveco, większość sprawdziła się u mnie bardzo dobrze. Pomadka peelingująca jest moim hitem wszech czasów i jak tylko kończę jedną to kupuję następną :) Na blogu pisałam też już o peelingu oczyszczającym, który przypadł mi do gustu, ale bardziej interesował mnie wygładzający - bardziej dopasowany do mojej skóry - ze słonecznikiem. Czy to kolejny kosmetyk Sylveco, który  mnie nie zawiódł? Zaraz się dowiecie :)


 
Hypoalergiczny peeling z korundem, stworzony na bazie oleju palmowego, przeznaczony do oczyszczania skóry suchej, dojrzałej, zmęczonej, wymagającej odnowy. Drobinki ścierające są mocne, ale w połączeniu z delikatną formułą, skutecznie złuszczają martwy naskórek, nie wywołując podrażnień. Peeling zawiera także cenny olej słonecznikowy, który działa przeciwrodnikowo, opóźniając efekty starzenia. Systematycznie stosowany zwiększa wchłanianie substancji aktywnych, ujednolica koloryt, a dzięki pobudzeniu mikrokrążenia zwiększa odżywienie skóry i jej szybszą odnowę.


 

 
Peeling możemy nabyć w m. in. sklepie online producenta. W zasadzie dostępność kosmetyków Sylveco jest już coraz większa, prawie każda drogeria internetowa ma je w swojej ofercie, a stacjonarnie (oprócz sklepów z kosmetykami naturalnymi i aptek) można je znaleźć w niektórych drogeriach Natura. Za opakowanie o pojemności 75 ml zapłacimy w granicach 15-21 zł.

 
Peeling zamknięty jest w plastikowym słoiczku z aluminiową nakrętką, identycznym jak peeling oczyszczający. Wygodne przy korzystaniu, nie ma problemu z zużyciem produktu do samego końca :) Dodatkowo słoiczek zapakowany jest w kartonik z charakterystyczną dla produktów Sylveco szatą graficzną - prostą, przejrzystą. Mi osobiście się te opakowania bardzo podobają.
 

 
Konsystencja peelingu wygładzającego jest zupełnie inna od tej w peelingu oczyszczającym. W tym jest zbita, maślana. Pod wpływem ciepła dłoni rozpuszcza się pozostawiając olejową warstewkę. Podobnie jak w peelingu oczyszczającym za zdzieranie odpowiedzialne są drobniuteńkie ziarenka korundu - prawie niewidoczne, za to mocno wyczuwalne przy pocieraniu :) Jeśli chodzi o zapach to spodobał mi się dużo bardziej niż w poprzednim peelingu, choć nadal nie jest to zapach którym mogłabym się zachwycać :)


 
Mój peeling wygładzający dostałam od pewnej dobrej duszyczki, która obecnie przebywa na permanentnym wygnaniu - Sisi, biedna Ty!
Peeling z reguły stosowałam nie częściej niż raz w tygodniu. Od kiedy jednak używam do mycia twarzy gąbeczki konjac z Yasumi to peeling robię zdecydowanie rzadziej. Zawarty w peelingu korund - mimo że nie wygląda - to naprawdę porządny zdzierak. Zdecydowanie czuć go na twarzy, mimo że jest prawie niewidoczny :) Dobrze złuszcza, skóra jest po nim gładka i miękka. Ja najczęściej po wmasowaniu pozostawiałam go jeszcze na twarzy na kilka minut w formie maseczki, skóra była po nim dobrze nawilżona i delikatnie natłuszczona. Wcześniej na kilku blogach czytałam że nie wszystkim odpowiada tłustawa warstwa, którą ten peeling po sobie zostawia; mi z reguły to nie przeszkadza. Jak było z tym peelingiem? Owszem, wyczuwalna warstwa olejowa zostaje na twarzy jeśli peeling zmyjemy samą wodą. Ja jednak od długiego czasu do zmywania peelingów i maseczek używam gąbeczek Calypso - idzie mi to zdecydowanie łatwiej i szybciej. Ponadto przy używaniu gąbeczki usuwamy również tą wyczuwalnie tłustą warstewkę. Nie usuwamy jej całkowicie (ja po użyciu peelingu Sylveco nie musiałam już używać kremu nawilżającego, a jestem sucharkiem), ale ten film jest już w zasadzie niewyczuwalny.


Peeling mnie nie podrażnił, nie uczulił, ani nie wywołał żadnych innych niepożądanych reakcji. Skóra po jego użyciu była lekko zaczerwieniona, ale to oczywiście efekt pocierania, a nie podrażnienia. Peeling jest naprawdę bardzo wydajny, już niewielka ilość kosmetyku wystarcza do oczyszczenia twarzy. Ja za jakiś czas chętnie do niego wrócę, a tymczasem zabieram się do testowania peelingu-maseczki Vianek - liczę na równie dobry efekt :)

Znacie ten peeling? Polubiłyście go tak samo jak ja?

sobota, 18 czerwca 2016

Joybox czerwiec 2016

Jeśli chodzi o mój odwyk od pudełek kosmetycznych to w czerwcu poległam na całej linii... Widziałyście już zestaw Inspired by U.R.O.K. oraz czerwcowego Chillboxa. Wczoraj dotarło do mnie kolejne pudełko - Joybox.


Szata graficzna po raz kolejny jest bardzo udana, pod tym względem Joy z reguły spisuje się świetnie. A jeśli chodzi o zawartość, to w tej edycji ekipa Joyboxa postawiła głównie na kosmetyki naturalne. 


W moim pudełku znalazło się sześć pełnowymiarowych kosmetyków, jedna miniatura i jeden kosmetyczny gadżet. Po raz kolejny część produktów znalazła się w tzw. podstawie boxa (6 szt.), a dwa kolejne wybierałyśmy sobie same.

VIANEK - odżywcza maseczka-peeeling do twarzy
Średnia cena 19,99 zł / 75 ml - produkt pełnowymiarowy
Info od Joy: Odżywcza maseczka-peeeling do twarzy z mielonym lnem to wyjątkowe połączenie delikatnego peelingu w postaci drobno zmielonego siemienia lnianego i maseczki. Dzięki niezwykle delikatnej formule może być stosowana w przypadku każdego rodzaju cery, nawet bardzo cienkiej i wrażliwej. Bogactwo składników odżywczych (olej sojowy, olej z pestek moreli, olej rokitnikowy, masło kakaowe, masło shea, masło avocado) oraz miód wspaniale odżywiają, wygładzają, nawilżają i uelastyczniają skórę. Po zastosowaniu pozostawia skórę aksamitnie gładką, promienną i pełną blasku.


Nie ukrywam - Vianek był jednym z powodów, dla których zamówiłam to pudełko. Z tego produktu cieszę się tym bardziej, że mojego peelingu do twarzy z Sylveco zostało już tylko na jedno użycie, a o dziwo nie mam nic w zapasie :) Mam nadzieję, że ten spisze się równie dobrze.

SYLVECO - hibiskusowy tonik do twarzy
Średnia cena 17,65 zł / 150 ml - produkt pełnowymiarowy
Info od Joy: Hypoalergiczny, delikatny tonik do twarzy, z ekstraktami hibiskusa i aloesu o działaniu ochronnym, rewitalizującym i wzmacniającym, przeznaczony do każdego rodzaju cery. Dzięki dużej zawartości składników nawilżających, skutecznie zabezpiecza skórę przed utratą wilgoci, zapewniając jej odpowiedni poziom nawodnienia. Tonik o lekkiej żelowej formule odświeża i zmiękcza, łagodzi podrażnienia. Uzupełnia demakijaż, może być stosowany wielokrotnie w ciągu dnia na twarz, szyję i dekolt. Pozostawia skórę wyraźnie czystą i promienną, przygotowując ją do dalszych etapów pielęgnacji. Przebadany dermatologicznie.


Ten kosmetyk już znam - stoi u mnie w łazience i bardzo się z nim polubiłam :) Ma żelową konsystencję, pozostawia skórę świeżą i nawilżoną. Cieszę się, że jak skończę swój, to następny będzie już czekał na użycie.

BIOLAVEN - krem do twarzy na dzień
Średnia cena 24,90 zł / 50 ml - produkt pełnowymiarowy
Info od Joy: Nawilżająco-ochronny krem do twarzy na dzień, przeznaczony do codziennej pielęgnacji cery wymagającej. Zawiera odżywczy olej z pestek winogron i witaminę E, które chronią przed wysuszeniem i działaniem szkodliwych czynników, przywracając skórze miękkość i elastyczność. Krem może być stosowany pod makijaż oraz na okolice przemęczonych oczu, doskonale się rozprowadza i wchłania. Naturalny olejek eteryczny z lawendy, symbol Prowansji, koi i odświeża skórę, pozostawiając ją gładką, nawilżoną i zrelaksowaną.


Tu mam trochę mieszane uczucia - boję się zapachu. Żel do mycia twarzy tej marki polubiłam bardzo, pachniał winogronowo, lawenda była prawie niewyczuwalna. Za to płyn micelarny pachniał zdecydowanie bardzo lawendowo, nie wyczuwałam winogron. Miałyście ten krem? Która nuta w nim przeważa?

BE ORGANIC - mleczko do demakijażu
Średnia cena 44,00 zł / 200 ml - produkt pełnowymiarowy
Info od Joy: Be organic Mleczko do demakijażu JAGODY GOJI & ACAI delikatnie oczyszcza i łagodzi podrażnienia. Dzięki naturalnym właściwościom owoców goji i acai aktywnie przeciwdziała szkodliwemu działaniu wolnych rodników i dodaje energii, pozostawiając skórę gładką, doskonale nawilżoną i pełną naturalnego blasku. Skutecznie zmywa wodoodporny makijaż, nie podrażnia i nie szczypie w oczy.


Marka jest dla mnie nowością. Znam oczywiście nazwę, przewinęła mi się kilka razy na blogach, ale do tej pory nie miałam okazji używać żadnego z ich kosmetyków. Nie przepadam za mleczkami do demakijażu, jakoś zawsze szczypią mnie w oczy. To mleczko będzie miało okazję zmienić moje zdanie w tej kwestii :)

YASUMI - gąbka do mycia i masażu
Średnia cena 19,90 zł / szt.
Info od Joy: W 100% naturalna gąbka do oczyszczania i masażu wykonana z korzenia azjatyckiego drzewa o nazwie konjac. Gąbka posiada bardzo delikatną strukturę, dzięki czemu może być stosowana przy każdym rodzaju skóry, w tym przy skórach alergicznych i bardzo wrażliwych, skłonnych do podrażnień. Zalecana również do mycia noworodków i dzieci. Gąbka dostępna w 4 wariantach dobieranych losowo.

W moim pudełku znalazła się wersja Pearl - wzbogacona w masę perłową dla skóry wrażliwej, dojrzałej z widocznymi oznakami starzenia się. W tej chwili używam wersji Pure, którą znalazłam chyba w Shinyboxie i jestem z niej bardzo zadowolona. Świetnie doczyszcza, a to cenię sobie głównie jak używam azjatyckich BB - zwykłe micele nie do końca sobie z nimi radzą. Szczerze mówiąc to nie wiem czy te wersje oprócz opisu będą się czymś różnić w działaniu, ale cieszę się że w zanadrzu będę miała kolejną gąbeczkę.

OILLAN - bioaktywny balsam kojąco-ochronny
Średnia cena 22,00 zł / 200 ml - produkt pełnowymiarowy
Info od Joy: Balsam przynosi natychmiastową ulgę suchej, odwodnionej, podrażnionej i/lub atopowej skórze ciała, której towarzyszy subiektywne odczucie ściągnięcia, swędzenia i suchości. Bogata receptura – kompozycja 5 cennych olejów roślinnych sprawia, że balsam długotrwale nawilża, zmiękcza, wygładza skórę oraz odbudowuje naturalną jej barierę obronną. Redukuje podrażnienia, szorstkość i zaczerwienienia. Pozostawia skórę miękką, elastyczną i gładką.


No i to jest chyba jedyny produkt, który u mnie nie zostanie. Wszelkie smarowidła do ciała schodzą u mnie bardzo wolno, zresztą mam ich jeszcze trochę, więc szkoda żeby ten balsam się zmarnował. Na pewno znajdę kogoś kto się z niego ucieszy bardziej niż ja :)

A teraz kategorie do wyboru:

VIANEK - ujędrniająco-wygładzający peeling do ciała
Średnia cena 27,99 zł / 150 ml - w pudełku znalazł się produkt pełnowymiarowy
Info od Joy: Ujędrniająco-wygładzający peeling do ciała z drobno zmielonymi pestkami malin oraz cukrem, złuszcza martwy naskórek, wygładza skórę i dogłębnie ją nawilża. Olejek cynamonowy, dzięki swoim właściwościom ujędrnia i zapobiega powstawaniu cellulitu. Aromatyczny zapach zaś sprawia, że masaż skóry będzie przyjemnością, a efekty widoczne już po pierwszym użyciu.


W tej kategorii do wyboru jeszcze były:
♦ Avebio - naturalny olej z marakui (średnia cena 39,90 zł / 50 ml; produkt pełnowymiarowy)
♦ Hagi Cosmetics - puder do kąpieli z nagietkiem (średnia cena 20,00 zł / 200 g; produkt pełnowymiarowy)
Ja nie mam wanny, a z olejami ciągle nie potrafię się zaprzyjaźnić, więc dla mnie wybór był prosty. Inna kwestia, że peeling Vianek i tak mnie kusił, więc pewnie prędzej czy później i tak bym go kupiła. Oprócz porządnego zdzierania liczę tu na świetny zapach - maliny i cynamon zapowiadają się nieźle.

ARKANA - delikatny proszek zmywający
Średnia cena 65,00 zł / 50 g - w pudełku miniatura o pojemności 10g (~ 13,00 zł)
Info od Joy: Wyjątkowo delikatny proszek do oczyszczania skóry wrażliwej, delikatnej oraz podrażnionej po peelingach chemicznych lub nadmiernym opalaniu. Biozgodna, naturalna i hypoalergiczna formuła zawiera pochodną aminokwasu, proszek z aloesu, allantoinę, naturalne cukry o działaniu łagodzącym, nawilżającym i zmiękczającym. Kwas salicylowy oczyszcza pory i usuwa zrogowaciały naskórek, a ekstrakt z cytryny działa antyoksydacyjnie i rozjaśniająco. Kosmetyk pozostawia skórę gładką i miękką.


W tej kategorii można było jeszcze wybrać:
♦ CD - nawilżający żel pod prysznic (średnia cena 11,00 zł / 250 ml; produkt pełnowymiarowy)
♦ Zapach ciszy - kojące mydło migdałowe (średnia cena 8,00 zł / 70 g; produkt pełnowymiarowy)
♦ Yankee Candle - świeca zapachowa (średnia cena 11,00 zł / szt.; produkt pełnowymiarowy)
Ten żel pod prysznic mnie jakoś nie pociągał, za mydłami w kostkach nie przepadam, więc wahałam się między proszkiem a świeczką. Zdecydowałam się na proszek Arkany, okazało się że jest go w słoiczku strasznie mało. Joybox na swoim fanpage zapewnił, że pomyłka nie nastąpiła z ich winy, czekają aż Arkana dośle im produkty o odpowiedniej pojemności i wtedy je nam doślą. W sumie to nie wiem czy wybór tego produktu to była najlepsza opcja; już po fakcie doczytałam że zawiera kwas salicylowy, który już kiedyś strasznie wysuszył mi skórę twarzy - był zawarty w bardzo podobnym proszku Yasumi. Na pewno nie będę używała go codziennie :)

A tak prezentuje się cała zawartość naturalnego Joyboxa:


Ja jestem z niego bardzo zadowolona, zwłaszcza że całość kosztowała mnie zaledwie 59 zł. Zużyję prawie wszystkie kosmetyki, jedynie balsam powędruje w świat. Kosmetyki Vianek chciałam wypróbować i pewnie w końcu bym je sama kupiła, do tego znane i lubiane Sylveco i Yasumi. Do wypróbowania dochodzi jeszcze Be Organic i Biolven, oraz Arkana. Fajnie, że Joybox postawiło na naturalne kosmetyki, dodatkowo chyba przez to że ujawniają zawartość przed sprzedażą to łatwiej jest się na nie zdecydować i być w pełni zadowolonym :)

A Wy kupiłyście to pudełko? Co ucieszyłoby Was najbardziej?