wtorek, 31 marca 2015

Zakupy i inne nabytki - marzec

Kolejny miesiąc się skończył, a ja dalej nie potrafię się ograniczyć z zakupami... A miałam sobie zrobić w tym miesiącu odwyk zakupowy :) Jak tak dalej pójdzie to nigdy nie zmniejszę swoich zapasów :> A co nowego pojawiło się u mnie w marcu?

Najpierw drobiazgi wrzucone do koszyka przy okazji zakupów w Biedronce:


PEREDERM i PRRETI - płatki na oczy
Zgodnie z opisem można je stosować zarówno na oczy jak i na resztę twarzy. Wybrałam płatki zmiękczające (truskawkowe), orzeźwiające (cytrynowe), kojące (ogórkowe) i witalizujące (pomarańczowe). Taki tam gadżet, po którym nie spodziewam się spektakularnych rezultatów :P

Następny był wypad do Hebe:


EVELINE - korektor kryjąco-rozświetlający Art Scenic
Przestałam się dogadywać z moim korektorem z Grashki, który zaczął mi strasznie wchodzić w zmarszczki i się wysuszać, więc zdecydowałam się kupić coś nowego. Po czasie okazało się, że moja skóra pod oczami była zbyt wysuszona i tym sposobem mam dwa korektory, z których jestem zadowolona :)

THEATRIC - bibułki matujące
Mam suchą skórę, więc teoretycznie ze świeceniem się nie powinnam mieć problemów. Nie powinnam, ale czasem mam :) Te bibułki były akurat w jakiejś promocji, kosztowały jakieś 5 czy 6 zł, a z moim tempem zużywania będę miała je pewnie przez kilka miesięcy.

CATRICE - Made To Stay - trwały błyszczyk do ust
Od jakiegoś czasu chciałam kupić ten błyszczyk i traf chciał, że kolor 030 Strawberry's Secret kosztował chyba 7 zł. Jestem zawiedziona, bo kupiłam ten błyszczyk po namowach koleżanki, która ma dwa inne kolory. Mają piękne krycie, utrzymują się na ustach minimum 5-6 h. Mój błyszczyk ma krycie błyszczykowe - czyli słabe. I utrzymuje się na ustach max 2 h. Może właśnie dlatego był w promocji i go wycofali?

ASTOR - podkład Perfect Stay
Ten podkład też chciałam wypróbować już od dłuższego czasu, więc korzystając z promocji wrzuciłam go do koszyka :)

Następne były zakupy w Yves Rocher. Wiem, miałam nie kupować żeli pod prysznic :) Ale na swoje usprawiedliwienie napiszę tylko, że te zakupy kosztowały mnie 60 groszy. Tak, GROSZY :) Pod koniec lutego przepadały mi punkty z Paybacka, więc zamieniłam je sobie na bon na 50 zł do YR. Dodatkowo trafiłam chyba na jakąś promocję bo nie zapłaciłam za koszty przesyłki :)


Żel pod prysznic Karmelizowana gruszka
Edycja limitowana, której do tej pory nie próbowałam, więc postanowiłam to zmienić :)

Żel pod prysznic Kwiaty cytrusów
Lubię świeże, orzeźwiające zapachy, a tego żelu też do tej pory nie miałam.

Żel pod prysznic Czekolada&Pomarańcza
Tą wersję zapachową już miałam i urzekła mnie do reszty. Zapach jest cudowny! Nie mogłam sobie odmówić kolejnej buteleczki o zapachu Delicji :)

Balsam do ust Malina
Okazało się że wszystkie moje pomadki się kończą, więc dorzuciłam do ś pysznie owocowego :)

I kolejne drobne zakupy:


AVON - żel 3 w 1 z wyciągiem z aloesu i imbiru
W zasadzie to nawet niespecjalnie go potrzebowałam, ale kosztował 5 zł :)

SYIS - kolagenowe serum do paznokci
Wiem, ono było w Shinyboxie, ale byłam tak zachwycona jego działaniem że kupiłam sobie kolejne :)

AVON - peeling do ciała z ekstraktem z kolumbijskiej kawy
Lubię zapach kawy w kosmetykach. Dodatkowo peeling był w promocji, więc się skusiłam. Te promocje mnie kiedyś zgubią :>

W połowie marca pojechałam do koleżanki i postanowiłyśmy zrobić sobie wieczór spa :) Wybaczcie jakość zdjęcia, ale robiłam je telefonem.


PUREDERM - maska do stóp
Jedne podobne skarpety miałam z Shinyboxa, potrzebowałyśmy jeszcze jedne, żeby każda mogła wypróbować :)

ORIENTAL THERAPY - maseczka odżywczo-regenerująca
Planowałyśmy kupić taką żelową ze złotem (chyba z Estetici), ale jej nie było. Wzięłyśmy więc jakieś inne koreańskie cudo :)

PERFECTA - domowy manikiur (peeling + maska)
było coś do twarzy, do stóp, więc nie mogłyśmy pominąć też dłoni :)

Pod koniec miesiąca jeszcze raz zawędrowałam do Hebe i do Natury:


CLEANIC - płatki kosmetyczne
Standard :)

BATISTE - suchy szampon
Mój poprzedni (dla włosów brązowych) się skończył, więc chciałam wypróbować inną wersję.

ZESTAW PĘDZLI
Kupiłam je w Hebe za 25 zł. Nie są to najlepiej wydane pieniądze, ale tragedii nie ma. Choć co ja tam wiem jak u mnie pędzli jest tylko sztuk kilka i ciągle się uczę je używać :) Pędzle do cieni są strasznie sztywne i nie da się nimi malować, pędzel do podkładu stał się u mnie pędzlem do maseczki z glinki, reszta jest znośna.

Jeśli chodzi o nowości to na początku miesiąca przywędrowała do mnie paczka z Eveline, o której możecie trochę więcej przeczytać tutaj.


No i oczywiście jak co miesiąc stałam się też posiadaczką kilku nowości z Shinyboxa. Więcej o zawartości dowiecie się z tego posta.


A jak tam Wasze marcowe zdobycze? Czy Wasze portfele cierpią?

niedziela, 29 marca 2015

EVELINE - waniliowy krem-maska do rąk i paznokci

Kolejnym kosmetykiem znalezionym w paczce od Eveline jest waniliowy krem-maska do rąk i paznokci. Kremy do rąk u mnie znajdują się w kilku miejscach, więc zawsze używam więcej niż jednego - zawsze mam przynajmniej krem domowy, pracowy, i torebkowy :) Paczka od Eveline trafiła do mnie w odpowiednim momencie, bo akurat kończył mi się krem pracowy i tam właśnie wylądowała waniliowa nowość. A czy jestem zadowolona z jej obecności na moim biurku?



Od producenta:
Waniliowy Krem-Maska do Rąk i Paznokci intensywnie regeneruje i zapewnia długotrwałe nawilżenie nawet najbardziej suchej skórze dłoni. Innowacyjna formuła oparta na ARGAN REGENERATIVE COMPLEX™ odżywia dłonie sprawiając, że stają się one aksamitnie gładkie oraz wzmacnia paznokcie. Chroni wrażliwą skórę przed działaniem czynników zewnętrznych. Regularne stosowanie zapobiega przedwczesnemu starzeniu się skóry dłoni.
ARGAN REGENERATIVE COMPLEX™ - unikalny kompleks regenerujący, który natychmiast przynosi ulgę suchej skórze. Zawiera olejek arganowy, masło shea, kompleks witamin A+E+F, d-panthenol, alantoinę, olejek z kiełków pszenicy i naturalną betainę.


Skład:
Aqua/Water, Glycerin, Parfum, Cetearyl Alcohol, Cetyl Alcohol, Glyceryl Stearate, PEG-75 Stearate, Ceteth-20, Steareth-20, Sodium Hyaluronate, Propylene Glycol, Glycyrrhiaz Glabra Root Extract, Argania Spinosa Kernel Oil, Butyrospermum Parkii Butter, Betaine, Triticum Vulgare Germ Oil, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Triethanolamine, Panthenol, Allantoin, Tocopheryl Acetate, Benzyl Alcohol, Dehydroacetic Acid, Benzoic Acid, Sorbic Acid, DMDM Hydantoin, Disodium EDTA, Lilial, Linalool, Limonene, Hexyl Cinnamal, Alpha-Isomethyl Ionone, Citronellol.



Ile / Za ile / Gdzie:
Tubka kremu-maski zawiera 50 g produktu i kosztuje 6,99 zł. Dostać można ją w sklepie internetowym producenta, ale również w stacjonarnych drogeriach sieciowych i niesieciowych.

Opakowanie:
Bardzo elegancko wyglądająca, miękka tubka zamykana na klik. Nie mam problemu z dozowaniem odpowiedniej ilości kremu, otwór ma taką wielkość jaką powinien mieć :)



Konsystencja / Zapach:
Może najpierw zapach - jak można wywnioskować już z nazwy kremu wyczuwalna jest wanilia i masło shea. Ja osobiście nie przepadam za zapachem wanilii w kosmetykach, ale tu jest dość znośnie, nie jest tak słodko dusząca jak myślałam, ponadto jak dla mnie bardziej wyczuwalny jest chyba aromat charakterystyczny dla kosmetyków z masłem shea. Jest dość intensywny i utrzymuje się na skórze dość długo, ale na szczęście nie jest dla mnie męczący. Jeśli zaś chodzi o konsystencję to mamy tu do czynienia z bardzo lekkim kremem o żółtym zabarwieniu. Łatwo się rozsmarowuje i bardzo szybko wchłania.



Moja opinia:
Napisałam wyżej, że krem wchłania się bardzo szybko? Skłamałam. On się wchłania błyskawicznie! Dlatego bardzo dobrym posunięciem z mojej strony było zakwalifikowanie go do kremów pracowych - po aplikacji nie muszę czekać, mogę od razu wracać do klikania na komputerze albo wszelkich innych prac. Krem nie pozostawia na skórze tłustej warstwy, pod tym względem spisuje się rewelacyjnie. Skóra po jego użyciu jest rzeczywiście gładsza, nie zauważyłam jednak żeby miał jakiś wpływ na stan moich paznokci. Jednak moim zdaniem osoby, które mają bardzo suchą i wymagającą skórę dłoni (a do takich jest dedykowany krem) mogą nie być usatysfakcjonowane. Moim zdaniem krem nawilża tylko powierzchownie i niezbyt długotrwale. Moje dłonie pod tym względem nie są specjalnie wybredne i ten krem jest dla mnie wystarczający, ale skoro ja w ciągu dnia muszę powtarzać aplikację kremu kilkukrotnie (a już na pewno po każdym umyciu rąk) to wydaje mi się, że osoby z bardziej suchą skórą dłoni nie będą z niego zadowolone. Ale osobom z mniej wymagającą skórą dłoni polecam, zwłaszcza jeśli zapach jest w ich typie :)


A czy Wy często używacie kremów do rąk? Macie w tej kwestii swoich ulubieńców?

sobota, 28 marca 2015

BIOLUXE - krem do stóp

Jakiś czas temu skuszona promocją złożyłam zamówienie w sklepie Skarby Syberii. Do każdych wydanych 30 zł sklep dorzucał prezent. I o takim właśnie prezencie dzisiaj napiszę :)



Od producenta:
Krem o łatwo wchłanialnej konsystencji, przyjemnym zapachu, dzięki naturalnym składnikom skutecznie dezodoruje i odświeża skórę stóp, dając uczucie długotrwałego komfortu. Zmiękcza i wygładza naskórek, niweluje nieprzyjemny zapach, przynosi ulgę zmęczonym stopom zapewniając im uczucie lekkości. Krem Bioluxe z organicznym ekstraktem z cytryny i mięty jest wspaniałym środkiem do codziennej pielęgnacji skóry stóp.


Skład:



Ile / Za ile / Gdzie:
Krem ma pojemność 40 ml i zapłacimy za niego około 5 zł. Dostępny jest w internetowych i stacjonarnych sklepach z naturalnymi kosmetykami, ja swój mam ze sklepu Skarby Syberii.

Opakowanie:
Krem zamknięty jest w miękkiej, plastikowej tubce z odkręcaną nakrętką. Otwór przez który dozujemy kosmetyk jest odpowiedniej wielkości. Nie ma problemu z wydobyciem kremu do końca, zresztą tubka jest na tyle miękka, że bez problemu można ją rozciąć. Z tego co pamiętam (ale mogę się mylić) to krem dodatkowo był zabezpieczony sreberkiem naklejonym na otwór dozujący. Minusem dla mnie jest brak jakichkolwiek informacji po polsku na opakowaniu. Z reguły na rosyjskich kosmetykach napotykałam naklejkę z kilkoma podstawowymi informacjami, a tu nie było nic. Jako że rosyjskiego nie znam to nawet nie wiedziałam do czego to jest krem i musiałam szukać informacji w internecie.



Konsystencja / Zapach:
Jeśli chodzi o konsystencję to jest ona dość lekka, krem ma biały kolor. Dobrze i łatwo się rozsmarowuje i wchłania. W kwestii zapachu to teoretycznie powinien być on miętowo-cytrynowy, ale cytryny nie wyczuwam w nim wcale. Jak dla mnie krem pachnie mentolem, zapach jest dość przyjemny, nienachalny, nie utrzymuje się długo na skórze.



Moja opinia:
Zanim zaczęłam używać tego kremu zastanawiałam się: czego można oczekiwać od kosmetyku za 5 zł? :) I stwierdziłam, że chyba tego, żeby nie zrobił mi krzywdy:> To oczywiście tak z przymrużeniem oka, bo zdaję sobie sprawę, że sporo rosyjskich (i nie tylko) kosmetyków kosztuje kilka / kilkanaście złotych i są naprawdę niezłe. Czy ten krem się sprawdził? U mnie tak pół na pół. Z całą pewnością na wielką pochwałę zasługuje tempo wchłaniania. Krem rozsmarowuje się łatwo i wchłania szybko. Już po kilku minutach można spokojnie przejść się po panelach czy kafelkach bez obawy, że wywiniemy przysłowiowego orła :) Jeśli zaś chodzi o kwestię nawilżenia to jak dla mnie było ono trochę za słabe, ale jeśli ktoś nie ma problemu z suchą skórą to myślę że może być zadowolony z działania tego kremu. Zmiękczenia i wygładzenia naskórka nie zauważyłam, ale uważam że od takich cudów jest tarka i peeling a nie krem :) Czy dezodoruje i odświeża? W zasadzie tak, ale wydaje mi się że robi to większość kremów do stóp :) Generalnie uważam, że produkt nie jest taki zły zwłaszcza biorąc pod uwagę jego cenę. Nie wykluczam powrotu do niego w przyszłości, ale myślę że u mnie lepiej sprawdzi się w okresie letnim. Teraz chodzenie prawie całymi dniami w pełnych butach i skarpetkach sprawia, że moje stopy są nieco bardziej wymagające. Myślę, że za 5 zł warto go wypróbować i dorzucić go do swojego (wirtualnego bądź realnego) koszyka przy okazji najbliższych zakupów :)


Używałyście tego kremu do stóp? A może innego tej marki, bo widziałam że jest jeszcze z magnolią, z arniką i z cedrem.

poniedziałek, 23 marca 2015

EVELINE - luksusowy balsam do ciała pod prysznic

Kolejnym produktem z tej paczki o którym chciałabym Wam opowiedzieć jest luksusowy balsam pod prysznic z linii Body Glam. Niejednokrotnie wspominałam, że nie lubię się balsamować, dlatego też lubię wszelkie balsamy pod prysznic, które oszczędzają mi czasu. Czy balsam od Eveline się sprawdził? Zapraszam do czytania :)



Od producenta:
Formuła luksusowego balsamu pod prysznic, o unikalnych właściwościach regenerująco-nawilżających, wzbogacona odżywczym masłem kakaowym, sprawia, że skóra staje się promienna i przyjemnie pachnie długo po wyjściu spod prysznica.
RECEPTURA BOGATA W EKSKLUZYWNE SKŁADNIKI AKTYWNE
♦ masło kakaowe, dzięki wysokiej zawartości witamin i minerałów, rewelacyjnie regeneruje skórę. Ma silne właściwości nawilżające i skutecznie zatrzymuje utratę wody z naskórka
♦ bioHyaluron ComplexTM zatrzymuje wodę w najgłębszych warstwach naskórka oraz hamuje jej parowanie
♦ olejek arganowy – bogaty w kwasy omega 6 i 9 oraz witaminę E, poprawia nawilżenie, gładkość oraz elastyczność naskórka.
Odpowiedni do stosowania po depilacji lub goleniu.


Skład:



Ile / Za ile / Gdzie:
Balsam ma pojemność 350 ml, jego cena to około 16-17 zł. Na razie nie widziałam go w drogeriach, ale z pewnością będzie dostępny wszędzie tam gdzie Eveline :)


Opakowanie:
Balsam mieści się w plastikowej nieprzezroczystej złotej butelce. Wyposażony jest w pompkę, która jak dla mnie jest bardzo wygodna - mój balsam stoi pod prysznicem na stabilnej półeczce, więc wciśnięcie (nawet kilkukrotne) pompki nie jest problemem. Jednak osoby, które będą aplikowały balsam trzymając butelkę w ręce mogą mieć drobny problem, bo butelka jest spora i gładka. Wizualnie opakowania tej linii pielęgnacyjnej bardzo mi się podobają, są takie eleganckie, a widok tego balsamu w mojej łazience naprawdę cieszy oko :)



Konsystencja / Zapach:
Balsam jest dość gęsty, kremowy, biały, łatwo się rozprowadza na skórze.
Dostępne są cztery wersje zapachowe: masło kakaowe, które dostałam do testowania (balsam regenerująco-nawilżający), olejek migdałowy (balsam kojąco-wygładzający), trawa cytrynowa&kokos (balsam nawilżająco-ujędrniający) i żurawina&cytryna (balsam energetyzujący). Proponują z wielką rozwagą podejść do wyboru zapachu, ponieważ jest on intensywny, a dodatkowo dość długo utrzymuje się na skórze i w łazience. Balsam z masłem kakaowym trafił w moje gusta zapachowe idealnie - jest odpowiednio słodki, kakaowo-czekoladowy, nie sztuczny. Czuć go też później na piżamie i pościeli, więc bardziej wrażliwe zapachowo osoby mogą nie być zadowolone; mi to nie przeszkadza, a wręcz w przypadku tego zapachu cieszy.


Moja opinia:
Tak jak wspomniałam na wstępie (i jak pisałam już nie raz na swoim i innych blogach) - balsam pod prysznic to jedyne mazidło, które lubię używać. Tradycyjne masła i balsamy jakoś średnio do mnie przemawiają. Ten balsam aplikuje się bardzo wygodnie, dzięki pompce możemy wycisnąć tyle balsamu ile nam potrzebne. Korzystanie z niego bardzo uprzyjemnia zapach, ale jak już zaznaczyłam wcześniej - ten wyjątkowo mocno trafił w mój gust, ale nie wszyscy polubią jego intensywny zapach. Mnie zachwycił :) Skóra po jego użyciu jest nawilżona i gładka, a jako że po wyjściu spod prysznica i tak osuszamy ciało ręcznikiem to nie musimy się martwić, że balsam pozostawi po sobie tłustą bądź klejącą warstwę. Nic takiego nie ma miejsca, nic się nie klei, nic nie jest tłuste, możemy od razu wskakiwać w piżamę (albo inne ciuszki - ja akurat biorę prysznic wieczorem). Balsam można stosować po depilacji - nie podrażnia, nie uczula (przynajmniej w moim przypadku). Podsumowując - ten balsam spełnił wszystkie moje oczekiwania, kusi mnie jeszcze wypróbowanie wersji z olejkiem migdałowym i pewnie jak już trafi na drogeryjne półki to się na niego skuszę :)


A Wy wolicie balsamy pod prysznic czy te tradycyjne? A może wcale się nie smarujecie, bo Wasza skóra tego nie potrzebuje?

niedziela, 22 marca 2015

Mania chomikowania #2

źródło; chomik, który chyba jest chomikiem

źródło; chomik, który okazał się świnką

W styczniu postanowiłam rozpocząć na blogu cykl wpisów o moich zapasach. Poprzedni wpis ukazał się dwa i pół miesiąca temu, więc postanowiłam sprawdzić, czy moje zapasy się trochę zmniejszyły. Ja zaczęłam znosić wszystko w jedno miejsce, to stwierdziłam że zmniejszenie zapasów u mnie chyba nigdy nie nastąpi:>

Przechodzę do rzeczy bez zbędnego gadania, zaraz sama się przekonam, czy moje zapasy są większe czy mniejsze niż były :)

CIAŁO
1 - żele pod prysznic


Aktualnie pod prysznicem stoją żele: Planeta Organica i truskawkowy Yves Rocher. Pozostałe czekają na swoją kolej, a jest ich 10 sztuk o łącznej pojemności 2,75 l. Po tych 2,5 miesiącach moje zapasy są tej samej wielkości, bo w międzyczasie skusiłam się na kolejne zamówienie w Yves Rocher :>

2 - żele peelingujące


Aktualnie nie używam żadnego z nich, więc moje zapasy to 200 ml i są one mniejsze niż poprzednio :) To już cieszy, bo zużyłam większość z tego co miałam.

3 - peelingi do ciała


Obecnie używam peelingu solnego z Organique, więc zapasy to 400 ml kosmetyków. Mimo tego, że doszło mi coś nowego (Avon) to moje zapasy się zmniejszyły :)

4 - dezodoranty, antyperspiranty


Tu znowu jest postęp☺ Jeden Dove noszę w torebce, tych w kulce używam obu, więc jedyny zapas to 150 ml. Znów jest mniej niż poprzednio :)

5 - płyny do higieny intymnej

 
Zapasy bez zmian. Różni się tylko ilość w używanym kosmetyku. Na użycie czeka 200 ml.

6 - mydła


Dove stoi na umywalce, a Biały Jeleń służy do mycia pędzli. Nie rozpakowane jest mydełko Organique o wadze 50 g. Mogłoby się tu znaleźć jeszcze mydło w kostce Dove z ostatniego Shinyboxa, ale sprezentowałam je i dzięki temu nie zużyte zapasy są na tym samym poziomie co poprzednio.

7 - olejki


Olejek z Avonu, który znalazł się w poprzednim wpisie oddałam koleżance. Doszedł mi za to olejek z Delawell, którego używam do maseczek. Na zużycie czeka zatem 200 ml olejków, czyli mniej niż poprzednio :)

8 - balsamy do ciała


Używam teraz balsamu pod prysznic z Eveline, Bielenda zużyta jest w około 1/3 (czekam na cieplejsze dni). Masło TBS jest nie ruszone, a balsamy AA i ten z Eveline użyłam po 1-2 razy, więc też potraktuję je jako nie używane. Czyli w kolejce czeka 925 ml, czyli dużo więcej niż poprzednio.

WŁOSY
9 - szampony



Jeden szampon oddałam mamie (duży Head&Shoulders), drugi koleżance (Bania Agafii). Używam teraz Head&Shoulders i Batiste, więc na swoją kolej czeka 630 ml szamponów. A to mniej niż ostatnio :)

10 - stylizacja i pielęgnacja


Z produktami do stylizacji nie jest źle - doszła mi tylko miniatura kremu Goldwell, ale używam wszystkiego. Doszła mi też jedna maska, która na razie trafiła do zapasów, czyli mam tam 300 ml produktu. To więcej niż ostatnio, ale wtedy w kolejce czekały dwa mniejsze kosmetyki, a teraz jeden duży :)

TWARZ
11 - kremy do twarzy




W tej kategorii poległam na całej linii. Nic nie ubyło, a kilka rzeczy doszło. Krem z BingoSpa niedługo się przeterminuje, więc postanowiłam wykorzystać go jako krem do stóp (z twarzą i tak nie robił zbyt dużo). Dermedic i Pose są zużyte mniej więcej po połowie, a używam teraz Eveline. W zapasach mam więc 195 ml kremów, czyli więcej niż poprzednio.

12 - maski, maseczki, serum i inne upiększacze



Na swoją kolej czeka 235 ml różnych kosmetyków. Zapasy są mniejsze niż ostatnio, ale jedną z maseczek oddałam siostrze.

13 - demakijaż

  
To kolejna kategoria, w której moje zapasy się zwiększyły. Używam obecnie Mixy i Organic Therapy, a na swoją kolej czeka 450 ml - Garnier i Lierac,

14 - oczyszczanie, peelingi


Do porannego mycia używam żelu L'oreal, a co kilka dni pudru Yasumi. Wieczorem twarz myję mleczkiem BingoSpa. Peelingów używam dwóch - Bania Agafii i Sylveco, więc moje zapasy to 275 ml kosmetyków. Znowu więcej niż ostatnio.

15 - kremy pod oczy


Tu ilość zapasów pozostała bez zmian, czyli jest zerowa - Yves Rocher używam rano, a Pose wieczorem :)

16 - pielęgnacja ust


Zero zapasów, bo wszystko używam :) Vedara i Mariza leżą w domu pod ręką, Nivea z torebki skończy się lada dzień, Yves Rocher powędruje do pracy, bo pracową pomadkę zdenkowałam, Alterrę używałam na razie jako odżywkę do rzęs, ale teraz trafi do torebki żeby zastąpić Niveę. Vaseline używam nie tylko do ust (ostatnio podczas choroby był za nią wdzięczny mój nos).

DŁONIE
17 - pielęgnacja dłoni


Bioliq przywędrował z pracy (musiałam go rozciąć bo denerwował mnie malutki otwór), a na jego miejsce pójdzie Eveline. W zapasach czeka 150 ml peelingów, czyli trochę się zwiększyły, ale Avon chyba ostatecznie zużyję do stóp.

18 - pielęgnacja paznokci


Tej kategorii ostatnio nie było, ale uznałam że trochę mi się tego nazbierało. Większość w sumie używam, zapasy to 19 ml - Paese i Syis z którego byłam tak zadowolona, że kupiłam sobie drugi :)

STOPY
19 - pielęgnacja stóp


Mimo pojawienia się nowej pozycji zapasy się zmniejszyły, a w zasadzie zniknęły bo wszystko jest w użyciu :)

KOLORÓWKA
20 - tusze do rzęs


Tu moje zapasy zmniejszyły się do 2 sztuk (Etre Belle i Yves Rocher), pozostałych używam, a dodatkowo Lovely chyba w tym miesiącu wyląduje już w denku.

W styczniu moje nierozpoczęte zapasy to było 7.400 ml różnych kosmetyków i 3 maskary. A w marcu? W nieotwartych opakowaniach znajduje się 7.129 ml różnych produktów i 2 maskary. Czyli w ogólnym rozrachunku udało mi się nieznacznie uszczuplić moje zapasy :)

PODSUMOWANIE:
Absolutny zakaz kupowania: żeli pod prysznic, żeli peelingujących, kremów i maseczek do twarzy, szamponów i odżywek do włosów, kremów o rąk, peelingów do ciała i tuszy do rzęs, miceli

Raczej wstrzymać się z kupowaniem: antyperspirantu, pomadek pielęgnacyjnych.

Chciałabym kupić w najbliższym czasie: odżywkę Long 4 Lashes (nadal), skarpetki złuszczające (do tej pory miałam tylko nawilżające) i może jakiś tonik to twarzy.

Muszę kupić: na chwilę obecną na szczęście nic :)

Czy Was też czasem ogarnia taki szał zakupowy i kupujecie kosmetyki bez względu na to ile ich czeka w domu? A może nie gromadzicie żadnych kosmetycznych zapasów i zużywacie wszystko na bieżąco?

piątek, 20 marca 2015

EVELINE - Mascara False Definition Extension Volume

Jakiś czas temu pisałam Wam o paczce z Eveline. Wszystkie kosmetyki są już w użyciu, a dzisiaj przyszła pora na pierwszą recenzję - zaczynamy od tuszu do rzęs :) Do przetestowania dostałam maskarę wydłużająco-podkręcającą, która miała dać ekstremalny efekt sztucznych rzęs. Czy obietnice zostały spełnione? Zapraszam do czytania.


Najpierw kilka słów od producenta:
Najnowsza mascara Extension Volume 4D FALSE DEFINITION maksymalnie wydłuża i podkręca rzęsy, gwarantując niepowtarzalny efekt sztucznych rzęs. Wyjątkowa, elastyczna szczoteczka BOLD&FLEXY BRUSH™, opatentowana przez Eveline Cosmetics, powstała z najnowocześniejszych materiałów w technologii DuPoint Hytrel ® i zapewnia wykonanie perfekcyjnego makijażu oczu, precyzyjnie rozdzielając rzęsy i umożliwiając pokrycie wszystkich włosków nawet w kącikach oka. Tusz Extension Volume posiada wyjątkową kompozycję składników aktywnych, która wzmacnia i odbudowuje rzęsy od nasady aż po same końce. Zapobiega też ich wypadaniu podczas demakijażu. Rzęsy są wyraźnie odżywione i nawilżone.
Innowacyjna formuła zawiera:
- D-panthenol – odbudowuje strukturę włosa, widocznie zagęszczając i pogrubiając rzęsy;
- Najcenniejsze składniki z olejku jojoba bogatego w witaminy A, F i E dogłębnie nawilżają, uelastyczniają i wzmacniają rzęsy;
- Mineralne pigmenty i naturalny wosk carnauba – pobudzają rzęsy do wzrostu, zapobiegają wypadaniu i łamaniu się.

Skład:


Tusz ma pojemność 10 ml, a zapłacimy za niego (wg producenta) 12,59 zł. Kosmetyki Eveline kupimy zarówno w sklepie internetowym producenta, jak i w wielu drogeriach sieciowych i niesieciowych.

Mascara ma silikonową szczoteczkę, prostą, przy końcu trochę się zwęża. "Włoski" są w dwóch długościach, ułożone naprzemiennie. Szczoteczka jest dość giętka, ale nie przeszkadza to w aplikacji. Ja osobiście wolę szczoteczki silikonowe, ta dodatkowo ma również odpowiednią wielkość, bez problemu dotrzemy nią do wszystkich rzęs, również tych króciutkich.


Na opakowaniu producent zamieścił 4 główne obietnice:
* natychmiastowe wydłużenie
* zmysłowe spektakularne podkręcenie
* rozdzielenie i modelowanie
* intensywny czarny kolor.
Moim zdaniem wszystkie te obietnice w większym bądź mniejszym stopniu zostały spełnione. Maskara zdecydowanie wydłuża rzęsy. Efekt ten można jeszcze "podrasować" stosując jako bazę serum z Eveline, o którym napiszę za jakiś czas. Jeśli chodzi o podkręcenie to owszem, jest, ale nie nazwałabym go spektakularnym. Dodatkowo moje rzęsy same z siebie są już delikatnie podkręcone. Co do rozdzielenia i modelowania - zdecydowanie tak! Zresztą wydaje mi się, że ogólnie silikonowe szczoteczki dobrze sobie radzą z rozdzielaniem rzęs. Kolor - czarny, rzeczywiście, trudno się nie zgodzić :)



Na zdjęciu powyżej na rzęsach mam jedną warstwę tuszu (nigdy nie tuszuję rzęs dwa razy). Efekt jaki uzyskujemy tą maskarą nie należy może do spektakularnych (gdzie ten ekstremalny efekt sztucznych rzęs???), ale jest naprawdę zadowalający. Rzęsy są zdecydowanie wydłużone, podkręcone, nie posklejane, nie tworzą się grudki. Dodatkowo tusz się nie kruszy w ciągu dnia, a jego konsystencja była od samego początku odpowiednia do używania. Przydałoby się jeszcze lekkie pogrubienie, ale tego producent w przypadku tego tuszu nie obiecuje, więc nie mam o to pretensji. Tusz (zwłaszcza w swoim przedziale cenowym) spisuje się naprawdę dobrze i myślę, że będę do niego co jakiś czas wracać :)


Używałyście tego tuszu (bądź innego od Eveline)? O którym kosmetyku z tej paczki chciałybyście poczytać w najbliższym czasie?

edycja 14.04.2015r.
Pisałam wyższej, że nigdy nie tuszuję rzęs dwa razy. Wynika (a raczej wynikało) to chyba z faktu, że na samym początku moich przygód z makijażem używałam chyba jakichś bardzo kiepskich tuszów, albo po prostu nie potrafiłam dobrze tuszować rzęs. Więc już od liceum na moich rzęsach gościła tylko jedna warstwa maskary. Jednak od czasu używania serum z Eveline zaczęłam się zastanawiać czy mam rację:> Bo skoro serum (mające konsystencję tuszu) + tusz nie sklejają rzęs to przecież dwie warstwy tuszu też nie powinny ich sklejać. Przeprowadziłam mały test i voila! Da się tym tuszem osiągnąć nieco bardziej spektakularny efekt niż wyżej mogłyście zobaczyć. Na wcześniejszym zdjęciu macie moje rzęsy bez tuszu i rzęsy z jedną warstwą. Na tych poniżej są rzęsy z dwoma i z trzema warstwami tuszu (nie ma na nich serum)


Jak widać rzęsy nadal są rozdzielone, a efekt nie jest już aż tak delikatny jak pokazywałam wcześniej. Odbiła mi się też na górnej powiece szczoteczka, ale to nie zdarza się za każdym razem (chyba częściej jak mi się śpieszy). Przy trzeciej warstwie bywa, że rzęsy trochę się sklejają, dlatego też ja obecnie nakładam tylko dwie warstwy. Chyba w końcu się do tego przekonałam :)

Jak Wam się teraz podoba efekt? Tuszujecie rzęsy tylko raz czy więcej?
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...